Hmmm, absteachujac od marki, jestes pewien ze w 50l sie spakujesz z syntetycznym spiworem, hamakiem i taka iloscia gratow? Ja bym na sucho wrzucil w inny plecak zeby te litry sprawdzic.
Na lato chodze z podobnym z dekathlona (40l) i jest git z jakoscia.
Niby wszystko pięknie, ładnie, ale po co zwiększać prawdopodobieństwa wypadku? Kazda akcja ratunkowa to także ryzyko wypadku TOPR, który, albo robi za grosze, albo za darmo. A w tym czasie pomocy mógł potrzebować ktoś inny. Kto nie wchodzi w zbroi.
Polowaliśmy z koleżanką na ten zasrany Baníkov od maja, ale albo lało, albo padało, albo było deszczowo, a jak w któryś dzień nie było, to oczywiście nie mogliśmy jechać z przyczyn rodzinno-zawodowych. No i nareszcie miała trafić się dobra pogoda, bezchmurne niebo, już witaliśmy się z gąską, ale plany przeminęły z wiatrem. Spoiler: i tak było fajnie.
Informacje praktyczne:
Samochód można zaparkować przy chacie Zverovka - przyjechaliśmy ok. 3:30 w niedzielę, a aut już było sporo.
Rykowisko jeleni trwa od połowy września do połowy października i to informacja, którą warto sobie zapamiętać, żeby nie dzwonić potem na TOPR, że niedźwiedzie gonią. Jelenie są szczególnie aktywne wieczorem i wczesnym rankiem.
Jak się już trafi na rykowisko, to lepiej zachowywać się cicho, próbować przemknąć, nie prowokować zwierząt, bo naładowany hormonami byk może być agresywny i zamiast uciekać weźmie turystę na rogi. Fun fact: wszystko, co zaleca się robić, żeby nie spotkać niedźwiedzia, odradza się w trakcie rykowiska. Niestety, my na rykowisku odstraszaliśmy niedźwiedzie.
Z wiatrem w górach nie ma żartów i w przypadku silnych podmuchów lepiej zrezygnować z zaplanowanej trasy, niż znaleźć się w statystykach dotyczących akcji ratunkowych.
Co było fajne:
Poza wiatrem, który odczuwalny zrobił się dopiero od Grzesia, warunki do chodzenia były perfekcyjne.
Podejście zielonym szlakiem bardzo ładne, od przełęczy pod Osobitą trasa prowadziła wśród pordzewiałych już krzaków borówek.
Zejście żółtym szlakiem z Rakonia również przyjemne i wizualnie zadowalające, choć ostatnie 3 km prowadziły już asfaltem.
Co było mniej fajne:
Wiatr, który pokrzyżował nam szyki. Do tej pory najgorszych podmuchów doświadczyłem na Gorcu i na Babiej, ale to przebiło obydwa wyjścia - wydaje mi się, że mogło być do 90 km/h. Zwiało mi okulary poza szlak, tak że ledwo je znalazłem, koleżankę zdmuchiwało ze ścieżki. Ogólnie było zabawnie, ale łańcuchy już w takich warunkach odpadały.
Po wszystkim sytuacja nas już bawiła, ale mimowolne uczestnictwo w rykowisku było jedną z bardziej nerwowych sytuacji, jaką miałem w górach. Ryki zdawały się dochodzić zza zakrętu, w tyle głowy cały czas plątała się opcja, że może to jednak miś, świeże odchody na szlaku podsycały paranoję. Nie przygotowaliśmy się na to.
Decyzja o rezygnacji z dalszej wycieczki, mimo że słuszna, jednak trochę zabolała.
Myślę, że trasa, którą wrzuciłem, jest fajną alternatywą dla zdobywania Grzesia, Rakonia i Wołowca od strony polskiej, przez przeklętą dolinę Chochołowską. Czasowo dojazd dłuższy, ale myślę, że warto, bo i ludzi mniej, i klimat przyjemniejszy.
Jak wrócę to tak za 3 tygodnie planuję samotny wyjazd gdzieś w góry.
Pytam starych wyjadaczy: jaki kierunek proponowalibyście obrać unikając jak najbardziej komercyjnych noclegów?
Najlepsza opcja to dla mnie hamak + tarp ewentualnie karimata jak nie byłoby gdzie hamaka powiesić. Prowiant w plecak i kuchenka turystyczna albo ognisko.
Jest gdzieś dostępna baza jakiś półdzikich kempingów? Bo, że w parkach narodowych nocować nie wolno to wiem.
Zdecydowanie polecam Beskid Niski. Pustka, spokój, dzika puszcza, minimum turystyki. Nie ma parku narodowego więc na luzaku można spać gdzie się chce. Są też wyznaczone pola gdzie jest palenisko, wiatka, daszki, ławeczki itp. Raczej wszystko zadbane. Miejscówki, które znam i gdzie sam spałem, wgl tę okolicę polecam bardzo:
Po ulewnych deszczach zrobilismy sobie z Chrisem foto-spacer w poszukiwaniu wodospadow nad Buttermere. Na zdjeciach Sourmilk Gill podobno klasyfikowany jako wodospad kaskadowy ale nie jestem pewien czy to oficjalnie jest uznawane za wodospad Dlugi czas migawki (1/10s) dla efektu rozmycia wody, strzelone z reki, bo z lenistwa nie chcialo nam sie rozkladac statywow
Droga Mleczna nad Lodore i jeziorem Derwentwater w Lake District #uk cykniete z Surprise View (polecam na zachod Slonca, jesli ktos bedzie mial okazje). To juz koncowka sezonu na Droge Mleczna i raczej ostatnie moje zdjecie w tym roku, zanim duzy ksiezyc znowu zniknie z nocnego nieba, centrum galaktyki bedzie juz dla nas w UK niewidoczne az do wiosny. Mam pare innych pomyslow na zdjecia nocnego nieba i licze tez na jakas zorze polarna, bo dalej jestesmy u szczytu aktywnosci solarnej
Takie zdjęcie wczoraj popełniłem starym nikonem D90. Pozostałych portretów nie będę wrzucał. Zamiast tego trafia do rodzinnego albumu. Ale to się dla mnie podoba 😅 #fotografia #gory #gorce
Trasa zrobiona z tatą z okazji jego urodzin - bez spiny, z długimi przerwami, żeby nacieszyć się atmosferą.
Informacje praktyczne:
Samochód zostawiliśmy przy przystanku autobusowym , na żwirku. Nie wiem, czy można tam parkować, ale na mapach widziałem jakieś stojące auto - miejsca jest na może 4-5 samochodów.
Na tym odcinku zobaczyliśmy aż 12 salamander! Warunki były idealne: świeżo po deszczu, chłodno, noc, czyli ich pora żerowania.
Przy schronisku zrobiliśmy z tatą dłuższą przerwę na kawę, której parzenie należy do rytuałów taty. Zrobiłem tacie niespodziankę, bo wziąłem ze sobą napoleony, które obydwoje uwielbiamy, także mieliśmy sporo radochy z tego wspólnie spędzonego czasu.
Tęskniłem już za nocnym łażeniem - warunki były idealne, cisza, spokój, delikatny wietrzyk, klimat pierwsza klasa.
Co było mniej fajne:
Pod koniec dorwała nas lekka mżawka - poza tym było świetnie.
Trasa do polecenia - wysokość zdobywa się spokojnie czerwonym szlakiem spacerowym. Jest miło i przyjemnie. Po drodze schronisko, przy którym można odpocząć. W drodze na dół kilka polanek z ładnymi widokami. Ech, kocham Gorce.