#bookmeter

170
4385

1760 + 1 = 1761


Tytuł: Opowieści niesamowite. Literatura francuska

Autor: wielu autorów

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Format: e-book

ISBN: 9788306035162

Liczba stron: 472

Ocena: 8/10


Uwielbiam opowiadania - uważam je za formę o wiele lepszą i jednocześnie trudniejszą od powieści.


Uwielbiam także fantastykę - bez ograniczania się na podgatunki, chociaż istnieją bliższe mojemu sercu (na co wskazuje chociażby mój pseudonim). jak i dalsze, wiadomo.


W języku francuskim się zakochałem i uczyłem się go przez dwa lata na studiach. Kocham jego brzmienie i mimo że nie mam samozaparcia, by uczyć się go na własną rękę, to bardzo lubię go słuchać.


Nic więc dziwnego, że tak bardzo spodobała mi się idea połączenia tych trzech rzeczy, zaproponowana przez Państwowy Instytut Wydawniczy.


To wybór klasycznych, prekursorskich opowiadań literatury fantastycznej w języku francuskim. Uważam, że trzeba trochę przymknąć oko na niektóre aspekty - w końcu od napisania ich minęło około dwieście lat, więc oczywiste, że nie wszystko będzie się czytało równie dobrze, co współczesne teksty. Chociaż zaskoczyła mnie aktualność niektórych poruszanych zagadnień.


Na szczęście na wstępie można przeczytać analizy wszystkich zgromadzonych opowiadań i poznać tematy, które poruszały ówczesnych pisarzy. Dzięki takiemu przygotowaniu łatwiej było mi odszyfrować, co autorzy mieli do powiedzenia.


Moim zdaniem nie warto się sugerować etykietką z LubimyCzytać, która twierdzi, że to horror. Oczywiście horror to jeden z podgatunków fantastyki, dlatego traktuję ten zbiór po prostu jako zbiór opowiadań fantastycznych, a nie stricte należących do horroru.


Inicjatywa spodobała mi się na tyle, że kupiłem całą serię. Do wyboru są opowiadania między innymi z języka rosyjskiego, polskiego, niemieckiego, czeskiego, a nawet japońskiego. Pochwalę wydawnictwo, że ceny e-booków są bardzo przystępne - 20 złotych za sztukę.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #fantastyka

74a82181-bc8f-4600-bb74-6ae85161b852

@JapyczStasiek

Trudno odpowiedzieć - z dzisiejszej perspektywy mało rzeczy wydaje się „dziwnych”. Myślałem o tym ostatnio w kontekście czytanego przeze mnie „Niewidzialnego człowieka”. W powieści dla ówczesnych ludzi było to coś niesamowitego i przerażającego. I zacząłem się zastanawiać, czy dzisiaj, po tych wszystkich obejrzanych, przeczytanych i ogranych fantastycznych tytułach, czy spotkanie niewidzialnego człowieka by mnie zaskoczyło?

Zaloguj się aby komentować

1759 + 1 = 1760

Tytuł: Wszyscy na Zanzibarze

Autor: John Brunner

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367793100

Liczba stron: 672

Ocena: 10/10


Rok ten obfituje dla mnie w książki po prostu fenomenalne; do ich grona dołącza pozycja niniejsza. Od razu też zaznaczę, że nie jestem na tyle kompetentny, by odpowiednio się na jej temat wypowiedzieć i oddać jej, co królewskie, ale - tak jak zawsze - postaram się dać z siebie całe 30%.

Sam początek nie napawał optymizmem - przerażająco chaotyczny: jakieś slogany, reklamy, urywki dialogów, tego typu rzeczy. Można było odnieść wrażenie, że to szum i hałas mający postawić nas w butach ludzi żyjących w ukazanym świecie. Niemal cała pierwsza połowa książki to rozgardiasz, choć z czasem słabnący. Główna oś fabularna przeplatana jest urywkami życia ludzi z różnych grup społecznych, zakątków świata i - co najistotniejsze - dotkniętych odmiennymi problemami, mającymi ukazać nam funkcjonowanie (czasem nieudolne) ówczesnego społeczeństwa oraz spraw, które - jeżeli nie zostaną w najbliższym czasie wzięte na tapet przez oficjeli - mogą przegiąć pałę goryczy zwyczajnych ludzi. Postacie, którym epizody te są poświęcane jest całkiem sporo, jednakże ich poszczególne rozdziały dzielą zawsze spore ilości stron, tak więc powrót do nich niekiedy lekko człowieka wytrąca z rytmu. Trochę żałuję, że fragmenty te nie są choć odrobinę (nie więcej) bardziej rozwinięte, bo wtedy pozwoliłyby wybrzmieć przedstawionym w nich wydarzeniom jeszcze dobitniej.

Głównym obiektem zainteresowania jest tutaj człowiek, a konkretniej - dzieci. A jeszcze dokładniej? Usprawnienie człowieka, genetyka potomstwa, genetyka ich hipotetycznych dzieci, antykoncepcja, aborcja, adopcja itp. Jak wiadomo, bąbelki to delikatny temat i dzięki (nie tylko) temu Nowy Jork (i nie tylko on) przypomina beczkę pełną prochu czekającą na zbłąkaną iskrę.

Mniej więcej w połowie fabuła, a raczej pewna jej część, skręca na quazi-szpiegowskie tory tj. szkolenie na totalnego badassa i wysłanie na najwyższej wagi misję do obcego kraju. Natomiast pozostała część w dalszym ciągu podąża śladem grupki mającej za cel zmodernizowanie pewnego afrykańskiego państewka - Benini - w stopniu uważanym za niemożliwy i to zaledwie w kilkadziesiąt lat. W tle tego wątku tkwi najpotężniejszy superkomputer, którego właściciele chcą wykształcić w nim identyczną z ludzką świadomość. Obie te linie przebiegają równolegle do siebie, bez przeplatania, a finalne implikacje są ogromne, choć dla całego świata ich prawdziwy rozmiar będzie dostrzegalny dopiero z pewnym opóźnieniem.

W "linii szpiegowskiej", pod koniec piątej setki stron, miał miejsce zbieg okoliczności niezwykle sprzyjający bohaterowi. Owszem, jak najbardziej możliwy i dający się logicznie wyjaśnić, niemniej jednak wciąż prawdopodobny jak "jeden do bardzo wielu". We fragmencie tym bardzo podobało mi się ukazanie wewnętrznego poczucia obowiązku i chęci wypełnienia misji kłócącego się z ludzkimi odruchami i obrzydzeniem do samego siebie. Natomiast w tej drugiej linii całkiem interesujące wtrącenie stanowiły przekazywane przez rdzenną ludność z pokolenia na pokolenie "Legendy o Begim", przedstawiające ciekawe poglądy na zachowania człowieka wobec natury oraz ludzi swoich czy obcych. Generalnie, autor zaproponował tu swoiste studium, gdzie z jednej strony nie chcemy głupich/upośledzonych dzieci, bo trzeba będzie poświęcić na nie niewspółmiernie więcej czasu niż na normalne, a z drugiej nie podoba nam się perspektywa nadejścia genialnego potomstwa, bo sami będziemy się wtedy czuć mali i nieistotni. No to ingerować w te geny czy nie? Do jakiego stopnia? W jakich celach? Również to, czego dowiadujemy się o fundamentalnej naturze człowieka na sam koniec wątku Benini zostawia czytelnika z ciężkim orzechem do zgryzienia (i akceptacji).

No a teraz trochę o aspektach bardziej wymiernych. Brunner wprowadza sporo własnych słów, niektóre będące zlepkami nam znanych, inne z kolei zupełnie nowymi. Te pierwsze bywają niekiedy dosyć komiczne w swojej obrazowości, te drugiej natomiast dosyć szybko dają się przyswoić. Do dialogów nie mogę się przyczepić i wypadają one po prostu w większości naturalnie, a ich niekwestionowanym masakratorem jest niepoprawny narcyz Chad Mulligan. Uwielbiam tak charakterystyczne figury, a to, co robi pod koniec książki po prostu wyrzuca z kapci. Nie ukrywam, że po zawarciu okładek przeżyłem malutkie katharsis. Serio. Właśnie tego kalibru książki otrzymują ode mnie najwyższą notę. Do tego, w ramach ciekawostki, ponownie przeczytałem ten niestrawny na pierwszy rzut oka wstęp i tym razem wszystko perfekcyjnie wskoczyło na swoje miejsce.

Lektura ze wszech miar fenomenalna, poruszająca i zahaczająca o 40 i 4 wątki i motywy, przedstawiająca różne strony natury człowieka w zależności od mrowia okoliczności. Pozycja obowiązkowa dla każdego szanującego się fana gatunku, jednakże zdecydowanie nie na początek przygody z nim.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #johnbrunner #artefakty #mag #ksiazkicerbera

80b216c9-688c-40df-9de8-cb85fab3b56d

Zaloguj się aby komentować

1758 + 1 = 1759


Tytuł: Lotniskowce Lexington (CV-2) i Saratoga (CV-3)

Autor: Grzegorz Barciszewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza CB

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-7339-356-1

Liczba stron: 48

Ocena: 8/10


Licznik #dwanascieksiazek: 17/12


Krótka monografia bliźniaczych amerykańskich lotniskowców, drugiego i trzeciego w historii, powstałych na bazie kadłubów krążowników liniowych, nieukończonych wskutek końca I wojny światowej i postanowień traktatu waszyngtońskiego. Opowiada o ich genezie, projektach, konstrukcji, zwodowaniu w 1928 roku służbie przed II wojną światową i w jej trakcie aż po ich zatopienie w bitwie na morzu Koralowych (1942) / próbach jądrowych na atolu Bikini (1946). Jako ciekawostka - udział w kilku ćwiczeniach polegających na ataku przez nie na Pearl Harbor.


Zeszyt numer 244 z serii "Typy Broni i Uzbrojenia", wydawanej z przerwami od 1970 roku. Pozycja mimo niewielkiej objętości bogata w dane, ilustracje i zdjęcia. Duży plus za sporą ilość danych technicznych oraz rysunków samych okrętów, których w innych opracowaniach często mi brakowało.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #historia #iiwojnaswiatowa #lotniskowiec #usa

b01ed840-6ee4-4986-a802-42e6bea89d9a
bori userbar

Zaloguj się aby komentować

1757 + 1 = 1758


Tytuł: Pan światła

Autor: Roger Zelazny

Tłumacze: Piotr W. Cholewa

Kategoria: science fiction

Format: ebook


Ocena: 7/10


Na skolonizowanej obcej planecie mała grupka przejęła kontrolę nad zaawansowaną technologią, zapewniła sobie nieśmiertelność i larpuje hinduskich bogów, całą resztę ludzkości trzymając od pokoleń za mordę i sztucznie ograniczając jej rozwój. A nasz główny bohater Sam, który kiedyś też był bogiem, nie zgadza się z tym i rzuca swoim byłym ziomkom wyzwanie.


Bardzo ciekawe i pomysłowe połączenie klimatów sf z mistycznymi i religijnymi, z licznymi nawiązaniami do hinduizmu, buddyzmu ale też chrześcijaństwa. Napisane bardzo ładnym, poetyckim stylem. Podobało mi się że wszelkie opisy techniki wyglądały jakbyśmy czytali jakiś mit. Na przykład już na początku jeden z bohaterów obsługuje machinę modlitewną i za pomocą ogromnego metalowego lotosu na dachu wznosi modły o mocy wielu kilowatów. xD Świetne są też widowiskowe sceny walk i bitew, w których nasi bogowie dysponują zarówno potężnym orężem jak i różnymi mocami swoich zmutowanych ciał

mogą sku­pić na chwilę swój umysł i prze­mie­nić się w bo­gów, przy­bie­ra­jąc Aspekt wzmac­nia­jący ich ciała i in­ten­sy­fi­ku­jący wolę oraz roz­sze­rza­jąc moc swo­ich pra­gnień w Atry­buty, które spa­dały z siłą po­dobną do ma­gii na tych, prze­ciw któ­rym je zwró­cili


Z wad to główny rdzeń fabularny jest prosty jak budowa cepa, a bohaterowie jednowymiarowi i średnio interesujący.

#ksiazki #bookmeter #czytajzhejto #scifi

5ed9ae9f-ab3e-4f76-b119-fc6a74b9c317

Zaloguj się aby komentować

1756 + 1 = 1757


Tytuł: Rybie oko

Autor: Dominika Słowik

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: książka papierowa

ISBN: 9788308084908

Liczba stron: 248

Ocena: 7/10 (dobra)


Słodko-gorzka powieść o dorastaniu w dysfunkcyjnej rodzinie w biedackiej Polsce B przełomu tysiącleci.


O istnieniu tej książki dowiedziałam w zeszłym roku z recenzji @KatieWee https://www.hejto.pl/wpis/1232-1-1233-tytul-rybie-oko-autor-dominika-slowik-kategoria-literatura-piekna-wy Dość długo trwało, zanim powieść trafiła w moje ręce.


Gdybym miała ją porównać do jakiegoś innego dzieła kultury, powiedziałabym, że to książkowy odpowiednik filmu Sztuczki. Bardzo udana literacka „imitacja życia” – kolejne epizody z życia bohaterek miały w sobie na tyle dużo realizmu, iż podejrzewam, że powieść jest do pewnego stopnia autobiograficzna. Autorka doskonale zbalansowała klimat książki – Rybie oko nie jest ani słodkopierdzącym copium „hurr, kiedyś to było”, ani nie epatuje patologią i nie daje minorowego vibe jakby stary właśnie powiesił się w kiblu niczym w filmach Smarzola.


Może nie jest to głęboko poruszające i silnie zapadające w pamięć dzieło, ale pozycja zdecydowanie warta uwagi.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

ab9699de-55f3-4616-a06e-ea9e08dd65b6

@WujekAlien powieść o dorastaniu.

Btw, wywaliłam już to słówko z recenzji, bo mi się zrobiło trochę masło maślane w pierwszym zdaniu

Zaloguj się aby komentować

1755 + 1 = 1756


Tytuł: Czasy ostateczne. Elity, kontrelity i ścieżka dezintegracji politycznej

Autor: Peter Turchin

Kategoria: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)

Format: e-book

Ocena: 8/10


Książki politologiczne i socjologiczne mogą być pisane na dwa sposoby. Pierwszy to akademicki, gdzie w sumie nie wiesz, o co chodzi, ale brzmi ładnie. Dwa to dość luźny sposób, ale te zazwyczaj są dość opasłe. Tu się udało zrobić, co innego. Raz, że wszystko jest pisane prostym językiem to dwa jest dość krótka, bo 250 stron, nie licząc bibliografii i aneksów. O czym to jest? O elitach, anty-elitach i pompie bogactwa. Jak jest za dużo elity z racji pompy bogactwa to reszta zubożeje, mimo posiadania wykształcenia (lub nie) lub tam innych czynników. I ludzie się burzą. Autor podaje w jaki sposób to "zobaczyć" w społeczeństwie, i co należy zrobić, żeby to rozmontować z pomysłem lub nie. To drugie to można domyśleć, a jak nie to autor podaje kilka przykładów. To pierwsze też jest. Czyli się da.


Prywatny licznik: 149/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

520375fd-4c71-45a7-8e33-7259a271061c

Zaloguj się aby komentować

1754 + 1 = 1755

Tytuł: Sny o pociągach

Autor: Denis Johnson

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Czarne

Format: e-book

Liczba stron: 112

Ocena: 8/10


Krótka, ale gęsta jak żywica opowieść o jednym życiu w cieniu amerykańskiego Zachodu. Robert Grainier - robotnik tartaczno-kolejowy - buduje chatę, rodzinę i siebie samego po kawałku jak z puzzli, a potem wszystko traci w ogromnym pożarze lasu. Zostają mu tylko samotność, praca i długie lata patrzenia, jak otaczający świat przyspiesza: kolej, samochody, samoloty - cywilizacja pędzi, a on żyje w stagnacji gdzieś pomiędzy naturą a snem. Johnson pisze oszczędnie (to już jego cecha), ale każde zdanie jest celne: pejzaże, ogień, zimy i drobne, niesamowite epizody, sklejają się w balladę o stracie i próbie pogodzenia się z losem.


Rozwinięcie, które tu dostajemy, to raczej ciąg iluminacji niż linearna fabuła. Obserwujemy bohatera przy kolejnych pracach sezonowych, w sąsiedzkich przysługach, nocach przerywanych gwizdem lokomotyw i wyciem zwierząt. Przeszłość - dwutorowa: szczęśliwsza i ta pożarta ogniem - powraca we wspomnieniach obrazów i dźwięków. Johnson kilkoma pociągnięciami potrafi namalować scenę, która brzmi jak mit: człowiek kontra rzeka, człowiek kontra las, człowiek nasłuchujący, czy to jeszcze świat, czy już tylko pamięć. Znakomicie działa motyw więzi między naturą, a nowoczesnością - szlaki przecinają kraj, ale ich rozwój choć miał łączyć ludzi, nie leczy samotności.


To proza skrajnie oszczędna: bez fajerwerków, bez patosu, a jednak pełna lirycznego żaru. Johnson podsuwa obrazy, z których czytelnik sam musi dopowiedzieć sobie sens: wina i wstyd, gdy tłum robi coś okrutnego i powszechnie akceptowalnego; cicha duma z przeżycia; marzenia, których nie mamy z kom dzielić. Magiczne „prześwity” - plotki o dziewczynce żyjącej wśród wilków czy echa zmarłych - nie psują realizmu, tylko go pogłębiają, jakby świat był odrobinę przesunięty, a przez to prawdziwszy.


Minusy są wpisane w formę: to portret i klimat bardziej niż fabuła; jeśli ktoś szuka mocnego konfliktu i kulminacji, może czuć niedosyt. Kobiece postaci pozostają dalekie, bo patrzymy oczami mężczyzny, owładnietęgo ogromną samotnością, który nie umie już do nikogo mówić. Mi ta szkicowość nie przeszkadza - przeciwnie, sprawia, że finał uderza mocniej, a ostatnie obrazy zostają na długo. To jedna z tych książek, których szkic jest wyraźny, ale kolory i wypełnienie musimy już dopowiedzieć sobie sami. Krucha, piękna miniatura o czasie, naturze i samotności, która nosi w sobie ciężar powieści. Niewiele słów, mnóstwo ciszy i właśnie w tej ciszy słychać najwięcej.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 202/128

#bookmeter #Ksiki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

fafb98d2-6972-4b88-aead-70e4b55fe3a3

Zaloguj się aby komentować

1753 + 1 = 1754


Tytuł: Miasto Biesów. Czekając na powrót cara

Autor: Albert Jawłowski

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Czarne

Format: książka papierowa

Liczba stron: 256

Ocena: 9/10


Autor bierze udział w procesji w Jekaterynburgu, zorganizowanej na stulecie morderstwa cara Rosji Mikołaja II oraz jego rodziny (2018).

Oprowadza nas po wydarzeniu, jego kontekście, rosyjskiej polityce, społeczeństwie i historii. Prowadzi wywiady z przypadkowymi Rosjanami oraz snuje rozważania na temat tego kraju.

Jest tu dużo tematów pobocznych, które zlewają się w zgrabną całość, a wątki płyną w różne, zaskakujące strony.

Początek książki był nieco toporny, ale potem ciężko się oderwać. Może wydaje się to krótka lektura, ale wcale taka nie jest, ma się wrażenie że wszystko zostało powiedziane... jednakże wyczuwa się tu drobne niedopowiedzenie, z powodu daty wydania, 2020, czyli niedługo przed wybuchem wojny. Sprawdziłam czy od tego czasu autor wydał coś nowego, ale się rozczarowałam.


Z ogromny plus książki uważam sposób pisania, dość frywolny jak na reportaż, ale pasujący tu doskonale, w końcu jaka jest Rosja każdy widzi, już o tym pisałam. Również wyrażanie własnych opinii w tym reportażu mnie nie raziło, może dlatego, że mam z nim dużą zbieżność, a może dlatego że nadawało to ton bardziej osobistego reportażu.


Z ciekawości zajrzałam na lubimyczytac, aby sprawdzić inne opinie na temat tej książki i zdumiało mnie, że nie były one dość przychylne. Dlatego jeśli za moją 'namową' postanowicie przeczytać tą książkę, to wiedzcie, że moja opinia jest najmojsza a wam wcale nie musi się spodobać 😅


#bookmeter

c574a688-a6ee-4665-a92f-1ba7d4d178d7

Zaloguj się aby komentować

1752 + 1 = 1753


Tytuł: Droga królów

Autor: Brandon Sanderson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: e-book

Liczba stron: 1136

Ocena: 7/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4896952/droga-krolow


Hej, dzieci, jeśli chcecie... poczytać dobre fantasy, to "Droga Królów" jest nawet okej.


Cykl "Archiwum burzowego światła" polecił mi @Dziwen (najwyraźniej jest tu spora grupka ewangelistów tej serii, ale Dziwen to jej papież). Wiele już o samej "Drodze Królów" zostało też powiedziane, ale parę zdań wprowadzenia napisać trzeba.


Jest to przede wszystkim kobyła. Dość męcząca, bo opowieść jest gęsta — przebrnięcie przez nią zajęło mi prawie miesiąc (co jest o tyle dziwne, że niemal dwa razy dłuższą "Wojnę i pokój" czytałam nieco ponad miesiąc). Opowieść zbudowana jest na paru wątkach dotyczących kilku głównych bohaterów — arcyksięcia, niewolnika, młodej szlachcianki-uczennicy i skrytobójcy, których z pozoru nic nie łączy.


Akcja tak naprawdę rozwija się dopiero w połowie książki, by nabrać rozpędu w ostatnich 15 procentach. Z tego powodu mamy wciąż wrażenie, że nie za bardzo coś tu się dzieje i ten pierwszy tom serii jest po prostu mocnym wprowadzeniem w świat przedstawiony. Tak poza tym, to mamy bitwy z dziwnymi ludami, niestworzone nazwy zwierząt i roślin, a także świecące kamyczki będące jednocześnie walutą i — uwaga, uwaga — źródłem mocy dla wybranych.


Jest to w moim odczuciu "męskie" fantasy. Na pewno spodobałoby się mojemu bratu. Czy mi? Nie porwało mnie aż tak, bym rzucała teraz kolejkę książek i zabierała się za kolejny tom. Ale może wrócę do tej serii w przyszłym roku.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #abś

9b434249-af58-4f96-b519-fc49fee8bae8
Wrzoo userbar

@Ravm zależy w którym momencie jesteś. Sam zostawiłem Rytm Wojny chyba na miesiąc, bo wymęczył mnie solidnie do jakichś 50% pierwszego tomu. Jak wróciłem, to okazało się, że przerwałem na chwilę przed tym, jak akcja nabrała tempa. Dla mnie RW był pod tym względem najtrudniejszą częścią serii, choć sam w sobie zawiera jedne z najlepszych i najbrutalniejszych scen w całym Archiwum, zwłaszcza takie związane z Kaladinem.


Wiatr i Prawdę (5 tom) lepiej zostawić w spokoju i nie psuć sobie wizji świata. Plus tam to dopiero jest lania wody.

@maly_ludek_lego "Po słowiczej podłodze" Lian Hearn i reszta serii "Opowieści rodu Otori" (jest odrobina fantasy :D), "Cud, miód, Malina" Anety Jadowskiej (taka pozytywna, w sam raz na świąteczny chill), "Hotel Transylvania" Chelsea Quinn Yarbro.

Zaloguj się aby komentować

1751 + 1 = 1752


Tytuł: Duch w atomie. Dyskusja o paradoksach teorii kwantowej

Autor: P.C.W.. Davies, J.R. Brown, Piotr Amsterdamski (tłum.)

Kategoria: fizyka

Wydawnictwo: CIS, 1996

Format: książka papierowa

ISBN: 83-85458-59-X

Liczba stron: 182

Ocena: 9/10


W książce przedstawione zostały w sposób popularnonaukowy zagadnienia z fizyki kwantowej oraz jej istniejące interpretacje m.in. klasyczna interpretacja kopenhaska, teoria wielu światów, interpretacja statystyczna, teorie zmiennych ukrytych i interpretacja wykorzystująca potencjał kwantowy.

Duch w atomie, to doskonały wykład profesora Daviesa o fizyce kwantowej i zapis ośmiu rozmów, które na antenie radia BBC Davies i Brown przeprowadzali z najwybitniejszymi fizykami zajmującymi się problematyką mechaniki kwantowej. Wśród rozmówców znaleźli się Alain Aspect, John Wheeler, David Bohm, Basil Hiley i inni twórcy oryginalnych interpretacji teorii kwantowej.

#bookmeter #ksiazki #fizyka #fizykakwantowa

fa7190a9-bbd2-480d-a8ec-d60924844a4e

Zaloguj się aby komentować

1750 + 1 = 1751

Tytuł: Krew Elfów

Autor: Andrzej Sapkowski

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Supernova

Format: audiobook

Liczba stron: 340

Ocena: 10/10

O tej książce powiedziano wszystko więc cóż mam dodawać: wspaniała książka. Tak naprawdę pierwszą pełnoprawną część opowieści i Geralcie i Ciri, że wspaniałym dodatkiem pozostałych wiedźminów w Caer Morhen, Triss, Yen i krasnoludów no i świetne, lekkie pióro Sapkowskiego. A to wszystko w genialnej oprawie Audioteki, mam nadzieję że Panią Jeziora również wydadzą!

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #wiedzmin

70c4a618-5c1e-44bf-b120-7343c9ad91ac

Zaloguj się aby komentować

1749 + 1 = 1750

Tytuł: **Wilk stepowy**

Autor: **Hermann Hesse**

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Media rodzina

Format: e-book

Liczba stron: 246

Ocena: **6/10**

___ Lata międzywojenne. Książka jest strumieniem refleksji starego pierdziela, który nie może się pogodzić z tym, że on jest wyjątkowy, a wszyscy dookoła nie, że kiedyś to było, do tego walczy z depresją, myślami samobójczymi i alkoholizmem. No i jest też to obraz hipokryzji, bo bohater łazi i smęci nad prymitywnym światem do momentu jak zobaczy gołą babę, wtedy jednak goła baba ważniejsza niż wielkie idee i sztuka. Książka na dodatek kończy się bardzo kiepskimi wizjami narkotycznymi.

Napisane jest to bardzo zgrabnie, no ale co z tego, jak bohater bardzo ciężki, a refleksje niezbyt ciekawe.

#bookmeter #ksiazki

5e6475c7-8c90-4691-8ba1-22f0bf307735

Zaloguj się aby komentować

1748 + 1 = 1749


Tytuł: Lotniskowce Sōryū i Hiryū

Autor: Grzegorz Barciszewski

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Agencja Wydawnicza CB

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-7339-330-1

Liczba stron: 52

Ocena: 8/10


Licznik #dwanascieksiazek: 16/12


Monografia dwóch siostrzanych okrętów Dai-Nippon Teikoku Kaigun (Cesarskiej Marynarki Wojennej Wielkiej Japonii) - lotniskowców Sōryū ("Błękitny Smok") i Hiryū ("Lecący Smok"). Opowiada o genezie ich powstania, projekcie, konstrukcji, zwodowaniu (odpowiednio 1935 i 1937), działaniach wojennych aż po ich zatopienie w bitwie o Midway (4/5 VI 1942).


Zeszyt numer 237 z serii "Typy Broni i Uzbrojenia", wydawanej z przerwami od 1970 roku. Pozycja mimo niewielkiej objętości bogata w dane, ilustracje i zdjęcia. Duży plus za sporą ilość danych technicznych oraz rysunków samych okrętów, których w innych opracowaniach często mi brakowało. Na minus trochę słabe formatowanie tekstu.


#bookmeter #ksiazki #historia #iiwojnaswiatowa #lotniskowiec #japonia

99894961-6b1e-46cb-936d-d476d124a1e3
bori userbar

A tak Soryu i Hiryu wyglądają w KanColle, najpopularniejszej w Japonii serii gier i anime w których okręty z czasów WWII personifikuje się za pomocą dziewczynek w wieku szkolnym. Przepraszam, musiałem xD.

e249e11f-5f60-472f-8e47-fa53e0eb8a80

Zaloguj się aby komentować

1747 + 1 = 1748


Tytuł: Wczoraj byłaś zła na zielono

Autor: Eliza Kącka

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 9/10


#bookmeter


***


Miasta traktuje jak zadanie. Odrabia lekcję zachwytu. Wzrusza mnie, jak solennie wykonuje swoją pracę domową.


Od razu się przyznam, że podszedłem do tej książki z nastawieniem i nie było to bynajmniej nastawienie pozytywne. Wczoraj byłaś zła na zielono została uhonorowana tegoroczną nagrodą Nike, a mnie jest od jakiegoś z nagrodzonymi książkami zupełnie nie po drodze (choć akurat te, które zdobyły Nike zaskakująco często mnie pozytywnie zaskakują). I tak zabrałem się za czytanie z nadzieją, że, według naszych najlepszych wzorców narodowo-patriotycznych, utwierdzę się w przekonaniu, że tylko ku gorszemu idzie. Ze zdobędę kolejny dowód na to, że literatura nie zmierza w dobrym kierunku, że tylko pauperyzacja i degrengolada, a to, że moje dokonania na niwie literackiej w wymiarze obiektywnym nie są nawet mierne, bo ich po prostu zupełnie nie ma, to wcale nie jest wina moja, tylko jest to wina świata staczającego się po równi pochyłej. Tak, przed rozpoczęciem czytania byłem do tej książki mocno (choć, teraz widzę, że bezzasadnie) uprzedzony. I może dobrze, że podszedłem do niej z takim nastawieniem, bo to właśnie z tego powodu spotkało mnie ogromne zaskoczenie. Zaskoczenie bardzo pozytywne, zaskoczenie z gatunku tych, których życzyłbym sobie jak najwięcej w moim życiu, nie tylko tym czytelniczym.


Nie miałem pojęcia o czym jest ta książka, znałem tylko jej tytuł i wiedziałem o nagrodzie. Wczoraj byłaś zła na zielono – brzmi nieźle. Brzmi ciekawie, brzmi intrygująco, choć, jak na mój gust, brzmi trochę zbyt tajemniczo i zbyt nowocześnie. Brzmi jak tytuł, który można by nadać jakiemuś pseudoartystycznemu wypierdowi, wybieranemu do zachwycania się, zdaje mi się, w sposób losowy, przez snobistyczne czytelnicze elity; wypierd, który w zasadzie nie tylko jest o niczym, ale momentami brzmi jak zlepek przypadkowych słów, które nie tylko jako całość wydają mi się całkowicie pozbawione sensu (i nie mam tu na myśli linii fabularnej), ale też nawet nie brzmią dobrze, co dla mnie bywa nawet od linii fabularnej istotniejsze. Wczoraj byłaś zła na zielono, tytuł tej książki to nie jest jednak pseudoartystyczny zabieg, to słowa skierowane do matki przez Rudą, córkę pani Elizy Kąckiej, autorki tej książki.


Bo ta książka jest właśnie opowieścią o relacji matki z córką. Córką trudną, córką inną (albo nieprzeciętną), córką w spektrum autyzmu. Tak, ta książka jest pozbawiona linii fabularnej, a przynajmniej tę linię fabularną ma porozrywaną tak, że czytelnik sam sobie musi opisywane sceny umiejscowić w czasie, co nie zawsze jest łatwe, a często jest chyba niemożliwe, ale też i w niczym to nie przeszkadza, bo zwykle nie jest to czytelnikowi do niczego potrzebne. To nie jest reportaż, to nie jest książka o faktach. To jest książka o emocjach, jest to zapis wspomnień i forma tego zapisu, właśnie taka urywana i postrzępiona, doskonale przystaje do jej treści i, moim zdaniem, nie tylko dodaje jej autentyczności, ale wpływa też na jej odbiór. To nie była książka, którą czytałem rozumem, to rczej książka, którą się chłonie sercem albo duszą, zależy co tam kto w środku ma. I to jest jej ogromna zaleta. Czytając Wczoraj byłaś zła na zielono przypominałem sobie dwie inne wspaniałe książki o relacji dziecka z rodzicem: Rzeczy, których nie wyrzuciłem pana Marcina Wichy (Nike 2018) i Bezmatek pani Miry Marcinów (finał Nike 2021) i choć były one pisane z perspektywy dziecka, a nie matki, emocje przy ich lekturze przeżywałem bardzo podobne. Jest we Wczoraj byłaś zła na zielono wszystko: jest ona bardzo intymna, jest przepełniona miłością, uważnością, jest w niej silne skupienie na szczegółach, na małych wydarzeniach dnia codziennego, które urastają do wielkiej rangi nie tylko dlatego, że tego wymaga sytuacja, ale również dlatego, że to właśnie one wywołują silną reakcję emocjonalną i chyba właśnie z tego powodu tak głęboko zapadają w pamięć. Ale jest też w tej książce strach, niepewność, czasami bezradność. Jest brak zrozumienia i empatii (świetne interludia Rzeczy, które usłyszałam jako matka!), a wszystko to bez żalenia się i oceny, wszystko to wydaje się po prostu przedstawione tak, jak autorka to zapamiętała.


To, o czym jest ta książka, to jednak tylko jedna strona medalu. Drugą stroną, równie dla mnie ważną, jest to jaka ta książka jest. Jak jest ona napisana, a napisana jest wspaniale. Pani Kącka opowiedziała mi o Rudej językiem tak barwnym, tak pełnym pięknych, obrazowych porównań, tak płynącym, że nie potrafiłem się od lektury oderwać również z powodu wrażeń estetycznych. I, tak jak podałem tytuły książek, które wywołały we mnie podobne do Wczoraj byłaś zła na zielono wrażenia emocjonalne, tak wrażenia estetyczne były podobne do tych, które miewam w czasie lektury esejów pana Andrzeja Stasiuka (Nike 2005 za zbiór Jadąc do Babadag), momentami w czasie czytania twórczości pana Jerzego Pilcha (Nike 2001 za książkę Pod Mocnym Aniołem) czy pana Wiesława Myśliwskiego (Nike 2007 za powieść Traktat o łuskaniu fasoli), a w moim rozumieniu literatury jest to naprawdę zacne grono.


Wydaje mi się, że ta książka przybliżyła mi temat macierzyństwa ze wszystkimi jego blaskami i cieniami i to nie tylko macierzyństwa w sytuacji trudniejszej, w przypadku dziecka innego, ale macierzyństw w ogóle. Myślę, że wiele obrazków z tej książki we mnie zostanie (jak choćby relacja Rudej z Grubym Stasiem). I tylko jeszcze dwie rzeczy na koniec:

- ponieważ każda relacja zawsze jest dwustronna, bardzo bym chciał (to takie czytelnicze marzenie ściętej głowy chyba, ale pomarzyć zawsze przecież wolno, prawda?) przeczytać kiedyś wspomnienia tego okresu z perspektywy Rudej; kto wie? – być może byłaby to kolejna nagroda Nike w rodzinie?;

- z perspektywy mojego nastawienia do Wczoraj byłaś zła na zielono ogromnie się cieszę, że ta książka ma tak paskudną okładkę – skoro nie mogę się przyczepić do treści, to przynajmniej w warstwie wizualnej mogę dać sobie upust i krzyczeć o upadku i degrengoladzie polskiej literatury współczesnej; a teraz, kiedy już sobie ulżyłem, muszę jednak przyznać, że okładka, choć zupełnie mi się nie podoba, pasuje jednak do treści i nie umiałbym chyba wymyślić lepszej.

40a90315-30ad-4f67-962f-612e0bccbbbb

Zaloguj się aby komentować

1746 + 1 = 1747


Tytuł: Jak myślą państwa. Racjonalność w polityce zagranicznej

Autor: John Mearsheimer, Sebastian Rosato

Kategoria: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)

Format: e-book

Ocena: 8/10


Politologiczna książka. Nie ma co. Początek jest dość "ciężki", bo definicje, wyjaśnienie, co to jest racjonalność i "z czym się to je". Dalej jest już lepiej. 5 przykładów z XX wieku, bo w sumie to łatwiej jest przedstawić, co i jak. I tak przykładem są Niemcy przed I wojną światową, Japonia przed II wojną światową i tak dalej. Rozumowanie na chłodno, bez emocji. W Niemczech wiedziano, co i jak może się skończyć. Żadnego "skoku na głęboką wodę", nie było. Dlatego opracowano plan, który odpowiadał generalnemu założeniu, a plan Schlieffena miał to zrealizować. Najpierw pokonać Francję i Wielką Brytanię, a później wszystkie siły przeciwko Rosji, gdyż tam upatrywano główne zagrożenie dla istnienia Niemiec. Podobnie było z Japonią. Ta uwikłana w Chinach, bez ropy i innych surowców, nie miała innej opcji jak wojnę z USA, która co rusz dokładała nowych sankcji. W Tokio wiedziano o tym dobrze, dlatego główne uderzenia były nastawione na Pacyfik i surowcowe pola naftowe. Autorzy przedstawiają też wydarzenia, gdzie państwa nie były racjonalne, tj. niedoszacowane ramy ryzyka, co rozwoju brytyjskiej marynarki wojennej, czy myślenie życzeniowe podczas inwazji na Irak w 2003. Bush podjął decyzję, a "psujący nastrój" malkontenci byli skutecznie uciszani. No, bo przecież wystarczy wejść z wojskiem do arabskiego kraju i demokracja sama się wprowadzi. Podobnie jak w całym regionie, czyż nie?


Prywatny licznik: 148/200


#bookmeter

ed721d3c-b6b1-4172-be67-13f736ab82b1

Zaloguj się aby komentować

1745 + 1 = 1746


Tytuł: Modlitwa o lepsze dni

Autor: Jennifer Clement

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 320

Ocena: 7/10


Całkiem zgrabnie napisana opowieść o fikcyjnej nastoletniej Meksykance, bazowana na prawdziwych wydarzeniach.

W tle przemysł narkotykowy, handel żywym towarem i rozmaite problemy społeczne dręczące ten kraj.


#bookmeter

b7457aa7-c617-4500-a6bf-12aaed99767e

Zaloguj się aby komentować

1744 + 1 = 1745

Tytuł: **Opowiedz im o bitwach, o królach i słoniach**

Autor: **Mathias Énard**

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: ArtRage

Format: e-book

Liczba stron: 152

Ocena: **8/10**

___ Krótka, ale za to bardzo intensywna i wyjątkowa opowieść.

Na początku XVI wieku sułtan osmański chciał zbudować most w Konstantynopolu nad zatoką dzielącą miasto na dwie części. Chciał do tego zadania zatrudnić m.in. Leonarda da Vinci i Michała Anioła. Obaj się zadania nie podjęli, ale autor urządza zabawę "co by było gdyby" i przedstawia nam historię Michała Anioła, który przybywa do miasta by zaprojektować wspaniały most.

Książka, a raczej książeczka, ma krótkie rozdziały, które w bardzo barwny, emocjonalny sposób pokazują nam bogaty świat Konstantynopola oraz wrażliwość bohaterów na piękno otaczającego świata i sztuki. Brzmi nudno, ale język i tempo mocno wciągają i robi to wrażenie.

#bookmeter #ksiazki #artrage

01a6867e-b834-4783-8a53-3bcd233acbbe

Zaloguj się aby komentować

1743 + 1 = 1744

Tytuł: Bohaterowie Umierają

Autor: Matthew Woodring Stover

Kategoria: fantasy, science fiction

Liczba stron: 670

Ocena: 10/10


CO JA WŁAŚNIE PRZECZYTAŁEM


Jeśli dobrze liczę to jest to 35 książka jaką przeczytałem w tym roku (co nie tylko jest moim osobistym rekordem, ale stanowi też wyższą liczbę niż suma moich przeczytanych książek z ostatnich nastu lat) i jest to najlepsza książka jaką w nim czytałem. Mimo że chciałbym Was zachęcić do przeczytania jej również, to nie ułatwię roboty prostą zachęcającą recenzją, lecz dam upust emocjom jakie we mnie narosły poprzez wylew grafomański.


No więc gdy byłem małym chłopcem (tak, aż tak grafomański xD) to często sypiałem u mojej babci. Mieszkał tam też dziadek oraz wujek, który ledwie 12 lat starszy był pewnie wtedy w swojej pierwszej w życiu pracy. No i czasem było ciekawie, głównie gdy był fajny wujek, a czasem nudno, głównie gdy nie było fajnej roboty w polu (bo na przykład zima) a wujasa nie było. Podczas jednej z takich nudnych sesji patrzenia w okno, uznałem że poczytam. Nie wiem ile lat miałem, pewnie druga klasa podstawówki. Może czwarta. Może szósta, no serio nie pamiętam xdd W każdym razie nie było tam nic dla osoby w moim wieku. Najbliżej czegoś znośnego to znalazłem śpiewnik harcerski. Aż nagle gdzieś na strychu, za jakąś kupą nudnych książek religijnych których nikt nigdy nie otworzył (pewnie babcia uprawiała tsundoku zanim to było modne) znalazłem książkę o nunchaku. Wydawało mi się że jestem zafascynowany japońską bronią (chociaż ofc gówno o niej wiedziałem, jak i dzisiaj) bo oglądałem Naruto a tam był Rock Lee. Dobra, wygooglałem że to musiało być po 2007 bo wtedy była premiera Naruto, więc jednak chyba ta szósta klasa. Mniejsza o to xD No i to nunchaku mnie zafascynowało! Czym prędzej zrobiłem swoje własne z dwóch patyków i sznurówki, i ćwiczyłem namiętnie opisane tam kata, a jak wrócił wujek to pokazał mi swoje (zrobione z bardzo grubego kabla zasilającego jakiś [podobno] rentgen, którego odpad został jego koledze po [podobno] naprawie takiego urządzenia w Krakowie. To nie było tak dawno, a jednak czasy były dziwne XD ciekawe jaką dawkę promieniowania przyjąłem) i powymienialiśmy się pokazami które sztuczki są fajne a które nie.


No i kurde zajawiłem się na to nunchaku. Robiłem je ciągle, udoskonalając mocowania, zmieniając materiały, miałem tego z kilkanaście sztuk. Raz tak zajebałem sobie w łokieć że do dziś mam nadwrażliwy.


A że miałem już wtedy internet, to poszukałem czy w wielkim świecie world wide web jest cokolwiek o tym nunchaku. I było! Gość o nicku the_D miał stronę nunchaku kropka prv kropka peel, która dziś już nie działa, a na której sporo było sztuczek, filmików, porad, opisów, ogólnie wszystkiego. Zabrzmię boomersko, ale wtedy internet był lepszy. Ludzie jak mieli zajawki to tworzyli stronki, fora, vortale, a inni dołączali. Fora sie rozwijały, dyskusja żyła, i wszystko było indeksowalne z googla. Nie jebane grupki na facebooku czy innym discordzie. Mieliśmy wszystko. A korporacje nam to zabrały. Ehhhh... W sumie to nadal dzieje się na naszych oczach. W zeszłym roku uznałem że zrobię oczko wodne. Znalazłem ŚWIETNE forum o oczkach wodnych. Czytając dwudziestoletnie wątki wiedza wpływała we mnie jak podczas treningu Neo w matrixie. Goście odwiedzali ten sam wątek po 2-3-5 latach i dodawali wnioski i to czego się nauczyli. Skarbnica wiedzy z której czerpałem przez miesiąc albo dwa. Pewnego dnia wszedłem tam jak co dnia i widzę że forum zamknięte do odwołania bo za drogo utrzymać ruch. SERIO!? Przecież tam jest ze 100 uderzeń dziennie, MAX... No nie ważne. Kiedyś to było, chrum, kwiik. Nienawidzę facebooka.


No i wracając o jeden wątek offtopu w górę: ten the_D miał u siebie link do jakiegoś forum. Forum Broni Białej, w skrócie FBB. Ponownie, kropka prv kropka pl. O M G. Jak ja tam wsiąkłem xD Byłem gówniakiem który gówno wiedział o czymkolwiek a czytałem jak czarny pas w karate (sensei Yamabushi, do dziś pamiętam nick xd) dyskutuje z jakimś byłym wojskowym o wytrzymałości jakiejś kości na uderzenia, gdzie ten drugi jako argumenty ma że ZBUDOWAŁ MODEL Z CZĘŚCI WIEPRZOWYCH I GO NAPIERDALAŁ ŻEBY ZOBACZYĆ XDDDD Totalnie po⁎⁎⁎⁎ne. No ale każde hobby wciąga finalnie w ekstrema, myśle że gdyby tamten gościu uśłyszał o twarozupce to to jemu byłoby słabo i myślał "po⁎⁎⁎⁎ni". Forum było świetne, czułem się tam wtedy jak dziś na Hejto. I pamiętam że ktoś kiedyś w shoutboxie (taki płaski mikroblog bez wątków, umieszczany na dole strony xd) polecił książkę Bohaterowie Umierają. Pisał że wspaniała. Uznałem że muszę ją przeczytać. No i jak uznałem tak zrobiłem, potrzebowałem na to tylko 15 kolejnych lat. Może nawet nieco mniej, totalnie ucieka mi oś czas dla tych wydarzeń.


Kończąc to słowo wstępu, boże jak się cieszę że ktoś to polecił. Ta książka jest genialna! To chyba będzie mój nowy wzorzec fantasy. Ktoś pisał że zbyt brutalna - no brutalna, owszem. Czy zbyt? Nie wiem. Czy to wada? Nie. Czy zaleta? Nie, po prostu cecha. Brutalna i tyle. Ale za to jak napisana, jaką ma historie, jakie postacie! Gdy sięgałem po nią ten tydzień temu i zobaczyłem "600 stron" to zakładałem że skończę w styczniu. Czuję się jak za dzieciaka, gdy pod kołdrą czytałem Eragona żeby mama nie widziała że nie śpię. Tak samo tutaj, łapałem się na siedzeniu na czytniku o 1 w nocy. Totalnie mnie wessało. A emocje odczuwałem takie same jak gdy jako ledwo umiejący czytać paru-latek znalazłem jakąś "książke dla dzieci z chłopczykiem na okładce" podpisaną nazwiskiem Pana Antoine de Saint-Exupéry i nie spodziewałem się jeszcze, że zaraz będę miał traumę.


O czym książka w ogóle jest?


No więc mamy podstawę sci-fi gdzie w niedalekiej przyszłości (zdaje się że 23 wiek) ludzkość jest podzielona na system kastowy, gdzie niektórzy mają wszystko a większość nie ma nic. I w tymże systemie udało nam się odryć że nasz świat nie jest jedyny. W zasadzie jest ich sporo, ale większość ma inne prawa fizyki i rozwaliłaby odwiedzającego na śmierdzącą breję. POZA JEDNYM KONKRETNYM, który ma "harmonijną względem naszej" częstotliwość, i gdzie panuje jakby średniowiecze wraz z lekko innymi prawami fizyki. Co więc robi bezduszny system? Urządza sobie "Studio" i wysyła tam "aktorów" żeby w ramach zabawy byli bohaterami, zabijali, przeżywali przygody, i... transmitowali to wszystko ku uciesze naszej gawiedzi. Igrzysk i chleba, tylko tu igrzyska były bardzo naturalne, bo poza główną rolą nikt nie wiedział że bierze w nich udział. Nazywają takie eskapady "przygodami" i.... No nie chcę spoilerować, opisałem settings ale o faktycznej treści nie będę wspominał.


Książka ma tą wredną cechę książek dobrych, że nigdy nie dzieje się w niej tak jakbym chciał. Nie jest to może level Gry o Tron gdzie myślisz "niech KTOKOLWIEK z postaci które lubie nie zginie" ale no coś w tym samym kierunku. Opis złoli... No ja pi⁎⁎⁎⁎le. Ma'Elkotha (czy jak to się pisze) się dosłownie bałem, Berne mnie obrzydzał. Niektóre sceny.... Powiem tak. Ja bym tego nie napisał, choćby i przyszło mi do głowy, bo nie chciałbym mieć łatki gościa któremu to przyszło w ogóle na myśl.


Sam pomysł istnienia dwóch światów z których jeden jest futurystyczną ziemią, a drugi jest "magiczny-fantasy-średniowieczny", nie jest w popkulturze niczym nowym. W fenomenalnej grze przygodowej point & click o nazwie The Longest Journey mieliśmy Star i Arkadię, w Assassin's Creed przy użyciu urządzenia animus, Desmond mógł podróżować między średniowieczem a czasami lekko przyszłymi. Nawet na naszym rodzimym podwórku, Jarosław Grzędowicz wysyłał uzbrojonego w najnowszą nanotechnologię Vuko Drakkainena na odległą planetę by odnalazł naszych naukowców.


Ale nie widziałem jeszcze żeby ktoś zrobił sobie z tego w tak cyniczny sposób reality show. Streamował na żywo szlachtowanie zwykłych ludzi. Za pomocą marketingu tworzył aktora mordercę a następnie obmywał z krwi i robił z niego celebrytę. Ten szok siedzi z tyłu głowy przez większość książki.


Ale czy nasz gatunek nie robi już tego samego? Czy patostreamy nie są tym właśnie, ale w skali na jaką nas stać? Czy gdybyśmy mieli możliwość robić to co w książce, nie skorzystalibyśmy? Chciałbym w to wierzyć. Pewnie pierwsze co zrobilibyśmy to kradzież ich surowców, a drugie to wysyłanie tam zanieczyszczeń, śmieci, spalin...


Mieliśmy na tagu inflację ocen, i chętnie wystawiłbym tej książce więcej niż 10/10 ale nie będę psuł bookmetera xD


Edit bo zapomniałem dodać jednej rzeczy: moja opinia nie jest odosobniona, wszędzie (niemal) gdzie widzę jak ktoś się o niej wypowiada widzę to samo pytanie: CZEMU TA KSIĄŻKA TO NIE JEST JAKIŚ GLOBALNY FENOMEN? autentycznie nie rozumiem jak taka pozycja może być niszą. Dlaczego nie ma fanatrtów Tanall czy Kierendal hehe. To jest tak wspaniały materiał na serial że trudniej byłoby to spierdolić niż Wiedźmina. No i tak patrzę z perspektywy tej książki na mojego ukochanego Wiedźmina i resztkami siły woli staram się ich nie porównywać, bo wiem że wynik porównania zburzył by mi fundamenty postrzeganie świata


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki #czytanie #czytajzhejto

3174d8b3-6e49-463a-a16d-e42e00c63ae5

@Barcol ten motyw ze streamingiem jest w kilku filmach, w tym w jednej z moich ulubionych ról "Harrego Pottera" - Guns Akimbo (2019) Polecam, jeśli jeszcze nie oglądałeś

Podobby wątek był w Sandersonowym "Poradniku przetrwania..." Kupowałeś sobie dostęp do jakiegoś świata i wio.

I dzięki za wpis, książkę zapisuję i kupię, jeżeli po 20 latach i wyczerpaniu kolekcji nie będę miał co czytać.

Edit: do diabła, MAG to wydał?

Zaloguj się aby komentować

1742 + 1 = 1743


Tytuł: Fat City

Autor: Leonard Gardner

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: ArtRage

Format: e-book

Liczba stron: 200

Ocena: 8/10


Twarda, chropowata proza o ludziach z nizin Ameryki. Stockton w Kalifornii to miasteczko, w którym nie słońce i palmy budują klimat, tylko zapluskwione hotele robotnicze, zadymione bary o czwartej po południu i sale treningowe przesiąknięte starym potem. Gardner opowiada równolegle o dwóch bokserach: Billym Tullym, który po trzydziestce próbuje wejść do tej samej rzeki i jeszcze raz wskoczyć na ring, i Ernim Mungerze, nastolatku wchodzącym w świat sportu i dorosłości jednocześnie (praca dorywcza, szybkie małżeństwo i dziecko). Nad nimi krąży trener Ruben Luna, a w tle przewijają się kelnerki, sezonowi robotnicy, kochanki i kumple od kieliszka - ludzie, którzy jakoś sobie radzą, choć z mizernym skutkiem.


To nie jest Rocky. Walki są tu antyheroiczne: krótkie, brutalne, bez muzyki triumfu w tle, a ważniejsze od nokautów są przerwy między rundami - alkohol, zmęczenie, upór, który nie zawsze zamienia się w nadzieję. Gardner pisze oszczędnie, z chirurgiczną obserwacją szczegółu (rękawice, światło w siłowni, dłonie popękane od pracy w polu), a jednocześnie z rzadką empatią, bez cackania się z nikim. I rozumiem, czemu Goodreads polecił to po Aniołach (Johnsona): ten sam klimat przegranych, którzy próbują nadać sens dniom choćby jednym dobrym uczynkiem.


Jeśli coś mi zgrzytało, to celowo stojące w miejscu tempo - monotonia treningów, chlania czy pracy sezonowej, bywała mocno odczuwalna. Wiem, że to świadomy zabieg (stagnacja jako bohater), ale momentami przytępia ostrze fabuły. Kobiece postaci też są raczej tłem dla męskich upadków, a szkoda, bo miały potencjał.


Bilans? Bardzo dobra, surowa miniatura o dumie i upadku, z językiem tak surowym, że aż momentami boli.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 200/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

1d1e1203-6b9a-4b84-bccf-32b7305e4f04

Zaloguj się aby komentować

1741 + 1 = 1742

Tytuł: **Proces**

Autor: **Franz Kafka**

Kategoria: literatura piękna

Format: książka papierowa

Liczba stron: 260

Ocena: **8/10**

___

Bardzo pozytywnie mnie ten Proces zaskoczył. Zazwyczaj ciężko mi się czyta te klasyczne pozycje, gdzie absurd goni absurd, a tu klimat i sposób opowiadania robią swoje.

Można to czytać pewnie na mnóstwo sposobów i pewnie to czyni tę powieść wielką, ale jak dla mnie to wciągająca historia z mrocznym nastrojem, którą się momentami czyta jakby to sen był i czuje się w niektórych scenach takie emocje, jak niekiedy w snach, gdzie panują dziwne zasady zachowania się i myślenia. Szkoda, że to niedokończone i końcówka trochę jest poszarpana, ale i tak bardzo fajne doświadczenie.

#bookmeter #ksiazki

5c3cfeee-7e3c-4398-8690-32873155c782

Nie popieram, Kawka nigdy nie chcial zeby Proces zobaczyl swiatlo dnia, Max Bord to scierwo bez honoru, no ale skonczyl zycie w Izraelu wiec ciezko byloby wymagac chocby kszty honoru od takiego czlowieka.

Zaloguj się aby komentować