596 + 1 = 597
Tytuł: Osiem cztery
Autor: Mirosław Nahacz
Kategoria: literatura piękna
Ocena: 6/10
#bookmeter
***
Znowu coś się zaczęło, ciągle coś się zaczynało. Ktoś zaczynał coś mówić, ktoś zaczynał coś pić albo palić papierosa, ktoś zaczynał przestawać palić, pić czy cokolwiek. Pamiętaliśmy tylko początki, wszystko się zaczynało, końce zawsze były daleko, nikt ich nie zauważał.
Ostatnie wspaniałe opowiadanie kolegi @fonfi przypomniało mi o książce pana Mirosława Nahacza o tytule Bombel, a ta z kolei książka przypomniała mi, że miałem kiedyś zamiar zapoznać się z innymi tytułami od tego autora. Po szybkich poszukiwaniach wpadło mi w ręce Osiem cztery, a że książeczka to króciutka, to udało mi się ją upchnąć w mój napięty harmonogram czytelniczy. Po zakończeniu lektury uczucia mam jednak mieszane.
Osiem cztery to literacki debiut Mieczysława Nahacza (okoliczności wydania tego debiutu opisuje pan Andrzej Stasiuk w tej rozmowie). Książka po raz pierwszy wydana została w roku 2003 (w 2002 wyszła Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną pani Doroty Masłowskiej, a piszę o tym, bo gdyby nie ta książka, to być może język pana Nahacza byłby tym przełomowym, tak dalekim od obowiązującego wówczas kanonu "języka literackiego"; może to język pana Nahacza byłby tym językiem, za który pani Masłowska została w tamtym czasie doceniona). Autor miał w roku 2003 dziewiętnaście lat, a oś fabularną Osiem cztery stanowi opis imprezy z okazji osiemnastych urodzin bohatera, który w książce przedstawiony został jako Patol. Cała ta impreza ma miejsce gdzieś w Beskidzie Niskim, w miejscu gdzie Mirosław Nahacz urodził się i wychował, ale – moim zdaniem – przedstawia to, jak na początku lat dwutysięcznych albo w końcówce dziewięćdziesiątych mogło wyglądać wiele imprez, szczególnie w kręgach młodzieży w regionach nie będących centrum nawet nie świata, ale nawet i nie będących centrum naszego wówczas wspanialszego jeszcze niż dzisiaj kraju (no, może nie każdy miał dostęp do łąki, na której można było sobie uzbierać grzybów z psylocybiną – niektórzy musieli je kupować).
Klimat tego przygnębienia i braku perspektyw aż się wylewa z Osiem cztery i, na podstawie własnego doświadczenia i własnych obserwacji uważam, że pan Mirosław Nahacz oddał to wszystko bardzo wiernie. Ta książka to jednak nie jest reportaż, ale literatura piękna, sama więc wierność to jeszcze mało. Jest jeszcze warstwa literacka (choć w reportażu ona przecież też występuje) i z nią autor poradził sobie świetnie. O tym zresztą w linkowanej wyżej rozmowie mówi pani Urszula Honek, twierdząc (bardzo zresztą słusznie), że całe Osiem cztery, które posiada fabułę szczątkową zbudowane jest na języku. I teraz, jeśli chodzi o mnie – ja naprawdę doceniam słuch literacki i umiejętność zapisu świata pana Nahacza i jestem pod tego ogromnym wrażeniem. Tyle tylko, że obcowanie z nawet najlepiej wykonanym dziełem nie sprawia mi przyjemności, jeśli to dzieło nie mieści się w w moim poczuciu estetyki. A Osiem cztery się w tym poczuciu jednak nie mieści – tak ze względu na szorstkość języka (choć to mniej, niektóre zdania z książki i jej ogólną językową melodię baaaardzo doceniam), ale przede wszystkim ze względu na tematykę. Może ta książka trafiła do mnie w złym dla niej czasie, może nie mam w tym momencie ochoty na wracanie myślami do tamtych czasów, a może bardzo bym nie chciał (i trochę się tego boję), żeby tamte czasy kiedykolwiek wróciły. Ogromną ochotę mam jednak wrócić do Bombla żeby sprawdzić jak bym po tych kilku latach odebrał tę pozycję, która zwróciła kiedyś moją uwagę na twórczość pana Nahacza. Tyle, że na Bombla nie mam chyba akurat teraz czasu.
***
W ogóle te wydania tak Bombla, jak i Osiem cztery mają bardzo ładne okładki. A to też zawsze jakaś wartość, popatrzeć sobie na coś estetycznie kolorowego.

