#bookmeter

171
4473

1232 + 1 = 1233


Tytuł: Inwazja porywaczy ciał

Autor: Jack Finney

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Vesper

Format: książka papierowa

ISBN: 9788377314791

Liczba stron: 244

Ocena: 7/10


Na szczęście ten Wymiar - w przeciwieństwie do poprzedniego - nie wywołał u mnie skrętu kiszek.

Mamy tutaj do czynienia z mniej standardowym podejściem do ukazania inwazji obcych. Nie uświadczymy agresywnych Marsjan dezintegrujących wszystko na swojej drodze, tylko niepozorne przejmowanie kontroli nad mieszkańcami pewnego obszaru.

Rzecz dzieje się w miasteczku Mill Valley w hrabstwie Marin w latach 70. Wszystko zaczyna się od kobitki twierdzącej, że jej wuj nie jest tak naprawdę jej wujem - niby każdy element znajduje się na swoim miejscu, ale intuicja mówi jej, że coś jest nie w porządku. Główny bohater - Miles Bennell - będący lekarzem, jednakże nie specjalistą od dolegliwości głowy, nie będąc w stanie jej pomóc, przekierowuje ją do znajomego profesjonalisty. I tak to się przez spory fragment książki toczy: coraz więcej osób relacjonuje podobne obserwacje, specjaliści zrzucają to na karb zbiorowej halucynacji i samospełniającej się przepowiedni aż wreszcie wszystko pozornie zanika. Jednakże Miles oraz znajomy pisarz Jack - z jednej strony mając rzekome twarde dowody na faktyczne istnienie inwazji, z drugiej bardzo sensowne wyjaśnienia fachowców - nie odpuszczają w drążeniu tematu i tym samym lądują w samym środku obcego przedsięwzięcia.

Mam wobec całego tego procesu trochę mieszane odczucia: z jednej strony faktycznie korzysta on wielce z niedoskonałości ludzkiej psychiki i skłonności do nielogicznych zachowań i toku myślenia (co jest istotnym elementem tej książki), ale z drugiej niektóre przykłady i kontrprzykłady są po prostu idiotyczne; w porządku, jestem w stanie zrozumieć pozorne pomylenie przez jedną osobę kokonu ze stertą szmat w piwnicy, ale jeżeli 4 osoby widzą ciało w garażu, to chyba im się to nie przyśniło? Również niektóre decyzje obsady, gdy akcja odrobinę się już zagęszcza, można zaliczyć do wątpliwych, ale to już chyba standard.

O dziwo na plus muszę zaliczyć wątek miłosny, co w starych sajfajach właściwie się nie zdarza. Brak tutaj typowych wujowych opisów w stylu "czułem jej jędrne bimbały przez cieniutką koszuleczkę". Nie, całość jest przedstawiona w stonowany sposób, brak niepotrzebnego epatowania szczegółami, sama relacja ma podbudowaną przeszłość, no i po prostu obie strony są zgodne.

Nie jest to może pozycja niesamowita, ale czytało się ją dobrze, większość elementów została zrealizowana poprawnie, więc stanowi dobry wybór na zajęcie kilku wieczorów.

A teraz deser: autor posłowia, Rafał Nawrocki, za przykład dzieła kultury kręcącego się wokół kordycepsów podaje The Last of Us. Serial. Nie grę, a serial. Do tego określa jego gatunek jako weird fiction. Niektórzy w swoim profesjonalizmie zapędzają się aż za daleko.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #jackfinney #wymiaryvesper #vesper #ksiazkicerbera

0d753ecb-f791-4d03-8feb-096c2637fa8e

Zaloguj się aby komentować

1231 + 1 = 1232


Tytuł: Afirmacja

Autor: Jeff VanderMeer

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Znak JednymSłowem

Format: e-book

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10


Jest to mój 128 wpis na tagu #bookmeter i ostatni na tym tagu w tym roku, do zobaczenia w styczniu

Poniższa książka zamyka mój cel 128 przeczytanych książek w 2025 roku. Na pewno będę czytał dalej, ale odpuszczam sobie już swoje przynudne "mini recenzje".


Jako, że okazja jest ku temu podwójna, to tym razem pozwolę sobie na dłuższy wywód, z opisem trzeciego tomu i podsumowaniem najdziwniejszej trylogii, jaką kiedykolwiek czytałem.


Wciągnęła mnie ta trylogia, bardzo lubię takie enklawowe, dwuświatowe klimaty i do pewnego stopnia nie zawiodła moich oczekiwań. To finał, który zamiast "co, jak i dlaczego", mówi: to jest moja wersja wyjaśnienia, bierz i spadaj. VanderMeer domyka (choć po swojemu) opowieść trzema splatającymi się wątkami:

- Ghost Bird/(ta „inna”) Biolożka wraca w głąb Strefy, żeby sprawdzić, gdzie kończy się granica człowieczeństwa, a zaczyna coś nowego.

- Kontroler/John Rodriguez mierzy się z rozsypującą się instytucją i światem, w którym Strefa przestaje być miejscem na mapie, a staje się codziennością.

- Wątki z przeszłości: latarnik/Saul Evans i Dyrektorka/Psycholożka/Gloria - migawki świadomości i wydarzeń sprzed 12 ekspedycji, które podsuwają nam tropy co do źródeł "jasności", "tunelu", wieżo-latarni i jednego ze stworzeń strefy X - Crawlera.


To nie jest tom odpowiedzi - to tom powtórki. Powracają obrazy z pierwszej części (klaustrofobia, organika miejsca), ale przefiltrowane przez melancholię rozkładu świata od środka. Strefa X jest tu żywym organizmem - nie metaforą z przypisów, tylko realnym doświadczeniem, które zmienia ludzi nieodwracalnie. Najmocniej działa warstwa emocjonalna: pamięć, utrata, pogodzenie się z tym, że nie wszystko da się opisać raportem. Słabiej działa tempo i fragmentaryczność: jeśli ktoś czytał drugi tom z zaciśniętymi zębami, bo było w nim za mało Strefy X, to tu powinien poczuć ulgę… ale nadal bez katalogu faktów i wyjaśnień co się tu właściwie stało.


Plusy książki: powrót do samego serca Strefy X, pięknie niepokojący portret przemiany, domknięcia losów, które w 1 i 2 tomie wyglądały trochę jak luźne notatki. Minusy: brak twardych wyjaśnień i świadomie oniryczna konstrukcja - jeśli oczekujesz finału w stylu "oto schemat działania zjawiska", to nie dostaniesz go tutaj. Jest to do pewnego stopnia frustrujące i pewnie dlatego też autor zdecydował się na napisanie kolejnego tomu, nie wiem jednak, do jakiego stopnia będzie on kanoniczny w odniesieniu do trylogii. Na pewno sprawdzę, jak zostanie już przetłumaczony na nasz język.


Podsumowanie trylogii jako całości

- Tom 1 (Anihilacja) - klaustrofobiczna wyprawa w głąb: mocny klimat, zagadka, żywy krajobraz. To był ten moment, w którym odezwała się moja miłość do książek z konwencją enklawy/weird fiction.

- Tom 2 (Anomalia) - biurokratyczny thriller o tajemniczej instytucji wokół tajemnicy: ciekawy formalnie, ale dla mnie najsłabszy, bo Strefy X było jak na lekarstwo i to bez jej namacalności.

- Tom 3 (Afirmacja) - pomost między 1 i 2 tomem: powrót do Strefy X, a jednocześnie poczucie ciężaru wszystkich wcześniejszych prób jej oswojenia, a było ich aż 38. Finał bardziej emocjonalny niż informacyjny, ale dalej mi się podobał.


Jako zamknięta całość Southern Reach to opowieść o tym, że obca biosfera/siła/choroba świata nie musi być ani wrogiem, ani zbawieniem - jest przemianą, której nie umiemy nazwać i oswoić. VanderMeer rozkłada akcenty ryzykownie (od eksploracji, przez gabinetowe rozgrywki, po elegię), ale dzięki temu trylogia ma spójny nastrój i dłgi wydźwięk: zapamiętasz obrazy i emocje, nie wykresy i definicje. Jeśli juako czytelnik wchodzisz w trylogię po atmosferę i by zadawać pytania, dostajesz literacki komplet. Jeśli przychodzisz po odpowiedzi, finał pozostawi Cię z poczuciem, że najważniejsze było zaakceptować niewyjaśnione i przejść z tym do porządku dziennego.


TL DR - znakomita jedynka, ryzykowna dwójka, domykająca trójka - razem składają się na jedną z ciekawszych i najdziwniejszych współczesnych baśni ekologiczno-egzystencjalnych. Nie wszystko siada, ale to celowe: Southern Reach to nie równanie do rozwiązania, tylko doświadczenie, które zostanie z Tobą na dłużej.


To wszystko na dziś - Do zobaczenia w kolejnych wpisach w styczniu


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik 128/128 - 100%

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

0be48589-679a-45c2-927d-8df177e5498f

@AndzelaBomba nikt nie wrzucił tyle, co ja 🤣

A tak na poważnie, to taki plan był od początku, tylko cyferki wyszły szybciej niż zakładałem.

@WujekAlien oj tam, możesz spokojnie wrzucić resztę lektur, jeśli ustanowisz rekord 365 książek, to pobijesz wszelkie wyzwania książkar na Lubimyczytać xD

Zaloguj się aby komentować

1230 + 1 = 1231


Tytuł: Władca much

Autor: William Golding

Kategoria: powieść

Wydawnictwo: Mediasat Poland

Format: papierowa

ISBN: 83-89651-78-5

Liczba stron: 181

Ocena: 9/10


Prywatny licznik 15/50


Na skutek katastrofy lotniczej grupa chłopców trafia na bezludną wyspę. Nie mając nad sobą dorosłych przez pierwsze dni żyje beztrosko. Budowa własnej małej społeczności spełza jednak na niczym. Przez pierwsze dni kontrolę nad grupą sprawuje Ralf, ale z czasem jego konkurent Jack tworzy grupę myśliwych, która wprowadza dziki terror. Dochodzi do upadku mikrospołeczeństwa.


Książkę po raz pierwszy czytałem w wieku trzynastu lat, gdy w gimnazjum po raz pierwszy pojawiło się hasło antyutopia i zainteresowałem się tym gatunkiem literackim. No, jakiś udział w sięgnięciu po tytuł miał również... serial Włatcy móch, który był wówczas produkowany. Po kilkunastu latach pamiętałem tylko konchę jako symbol demokracji, Prosiaczka i Simona. Gdzieś przewijały mi się również kadry z ekranizacji z 1990 roku, którą po raz pierwszy obejrzałem... w momencie pisania tejże recenzji. Książkę po raz drugi przeczytałem w ten weekend, już z zdecydowanie większym zrozumieniem.


Mam świadomość, że ludzi darzę głęboką nieufnością i w każdym obcym widzę wroga. Historia, którą napisał Golding, nie wzbudza we mnie zaskoczenia. Człowiek z natury jest zły i bez kontroli z zewnątrz doprowadzi do krzywdy swojej i innych. Powieść jest uniwersalną historią o upadku człowieka. Tylko pojedyncze elementy (wspomnienia o istnieniu telewizji i wojny nuklearnej na świecie) wskazują, że książka powstała nie wcześniej niż po 1945, a nie np. w XIX wieku. Bohaterowie są bardzo dobrze nakreśleni. O ile Jack od samego początku jest przedstawiany jako ten zły, czytając ma się mieszane odczucia co do Ralfa i Prosiaczka. Dopiero z czasem zaczyna się ich dostrzegać inaczej. Nie jestem zaskoczony, że książka uchodzi za kanon XX-wiecznej literatury.


Ekranizacja z 1990 roku jest luźną adaptacją książki. Jak mi ktoś podpowie, jak tu zrobić spoiler, to wymienię różnice w komentarzu. Jest jeszcze wersja z 1963 roku. Jak znajdę kiedyś wolny czas i pirat... znaczy film to również obejrzę.


Na zakończenie pozostaje mi dodać, że ilekroć pojawiał się w książce Prosiaczek, to wyobrażał go sobie jako... A'Tomka z komiksów Papcio Chmiela. Ot biedak trafił na Sentinel Północny.


#bookmeter #bapitankombaczyta #powiesc #antyutopia

f8d7184c-2a9a-4e84-989e-d1d0d47ab5ab

Wspaniala ksiazka, nie dosc ze tresc top, to napisana pieknym jezykiem ;

“Przykucnął z twarzą o kilka cali od tropu A potem wpatrzył się w półmrok poszycia Jego ruda czupryna, znacznie dłuższa niż w dniu przybycia na wyspę, była teraz jaśniejsza a nagie plecy pokrywała masa ciemnych piegów i płatki łuszczącej się skóry. W ręku trzymał długi zaostrzony kij. Oprócz wyświechtanych przepasanych paskiem szortów - nie miał na sobie nic Zamknął oczy, zadarł głowę i powoli wciągnął w rozszerzone nozdrza ciepły prąd powietrza pragnac znaleźć w nim jakąś wskazówkę I on, i las... trwali w zupełnym bezruchu.”

Zaloguj się aby komentować

1229 + 1 = 1230

prywatny licznik: 39/52


Tytuł: Przygody barkonautów

Autor: Stefan Chmielnicki

Kategoria: literatura młodzieżowa

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Format: książka papierowa

Liczba stron: 198

Ocena: 8/10


PRLowska literatura dla dzieci


Rok 1957, naszymi bohaterami jest dwójka uczniów klasy Va jednej z gliwickich podstawówek. Huncwoty z nich okropne, nawet urwipołcie. Same dwóje, nieobecności i uwagi w dzienniku. Po kolejnej z awantur, związanej z kotem pani woźnej oraz farbami, do szkoły zostają wezwani ich rodzice. Nasi bohaterowie, wzorem Jacka i Placka decydują się tedy na opuszczenie domu i wyruszenie w świat w poszukiwaniu kraju gdzie nie ma szkoły ale są za to drzewa na których rośnie chleb. Plan mają nawet sprytny - w Gliwicach ładowany jest na barki urobek z licznych śląskich kopalni, który następnie jest spławiany kanałem do Odry i dalej do Szczecina. Szczecin jak wiadomo leży nad morzem więc stamtąd na pewno złapią jakiś statek za ocean. Zabierają więc trochę zapasów, ukrywają się na jednej z barek z miałem węglowym i ahoj przygodo!


Urocza książeczka, zgodnie z maksymą "bawiąc uczy, ucząc bawi" wypełniona tonami informacji na temat mijanych miejsc. A to o geografii, a to o historii a to o tym ile węgla nasz wspaniały przemysł wydobywa i ekspediuje. Nie zabrakło oczywiście dzielnych harcerzy (z drużyny piątej klepki xD), z którymi co jakiś czas nasi bohaterowie wpadają w interakcję, czy bohaterskich i zawsze pomocnych stróży prawa. Język lekki, zabawny i cudownie archaiczny, globusik jako określenie głowy kupił mnie całkowicie


Dodatkowy plus za ilustracje Zbigniewa Lengrena. Dla fanów tego typu literatury - pozycja obowiązkowa.


#bookmeter

004586ab-a996-4c83-aa03-519327c7a1d3
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

1228 + 1 = 1229


Tytuł: Głowa Kasandry

Autor: Marek Baraniecki

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

Format: książka papierowa

Liczba stron: 334

Ocena: 5/10


Zbiór opowiadań fantasy, SF, z którego o dziwo to tytułowe podobało mi sie najmniej. Najbardziej klimatyczne imo były te kosmiczne i bardziej "nowoczesne". Nic specjalnego imo, dużo ostatnio słychać na temat serialu z Dawidem Ogrodnikiem, wiec sięgnąłem, ale spodziewałem sie czegoś bardziej wow po zachwytach, ktore czytałem.


Pora na Problem Trzech Ciał


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #czytanie #ksiazki

a6f612c9-db11-4136-b421-854763a91266
kopytakonia userbar

Zaloguj się aby komentować

1227 + 1 = 1228


Tytuł: Miasta do góry nogami

Autor: Joanna Lamparska, Piotr Kałuża

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Word Audio Publishing International

Format: audiobook

Liczba stron: 384

Ocena: 5/10


Zbiór krótkich reportaży o podziemnych miastach z różnych zakątków świata. Książka, z gatunku tych, o których mówi się: świetny pomysł, średnie wykonanie. Sam koncept opowiadania o odwróconych miastach - dosłownie i metaforycznie - działa całkiem nieźle: urbanistyczne tajemnice, ulice, które nie prowadzą tam, gdzie powinny, dzielnice rządzące się własną fizyką, a pod spodem tematy pamięci, trudnej histroii, strachu czy wykluczenia. 


Problem w tym, że te reportaże jadą po sinusoidzie, a może nawet na równi pochyłej: obok perełek trafiają się teksty przegadane, z końcówkami bez kopa albo z pomysłem rozciągniętym ponad miarę, gdzie całość można streścić 1 zdaniem. Jednocześnie mam wrażenie, że autorzy chcieli poświęcić każdej historii podobną objętość, przez co te wciągające zasuwają na łeb na szyję do końca, a te nudne są niemiłosiernie rozwleczone.


Mi to nie siadło. Szanuję za pomysł, ale dobór ciekawostek sprawił, że nie do końca całość ze sobą współgra. Też trudno, żeby tak było, gdy zbieramy razem historie z Wietnamu i ciasnych podziemnych klitek dla mieszkańców, którzy uciekają przed śmiercią na wojnie, razem z podziemnymi miastami Europejskich królów, papieży i władców, którzy podziemnymi tunelami chodzili na potajemne spotkania przeważające losy krajów, schadzki z kochankami i zamurowywali w podziemnych tunelach marudne żony.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik 127/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

a0587f7e-38ba-40a0-a65f-8c6bd28e53c6

Zaloguj się aby komentować

1226 + 1 = 1227


Tytuł: Diamenty są wieczne

Autor: Ian Fleming

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: e-book

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10


Fleming zwalnia tempo po trzech bardzo "kinetycznych" tomach i wrzuca Bonda w klimat przestępczego półświatka: mniej gadżetów i pościgów, więcej wnikania w siatkę, wtapiania się w tłum, podsłuchów i nerwowej gry pozorów. Zadanie 007? Wkupić się w łaski ludzi tworzących łańcuch przemytników diamentów i wymieniających afrykańskie brylanty na amerykańskie dolary. Na drodze - amerykańska mafia Spangów, para bezlitosnych egzekutorów Wint i Kidd, a z pomocą przychodzą: stary znajomy Felix Leiter (a właściwie to co z niego zostało po poprzednich tomach) oraz Tiffany Case - kontakt, który szybko staje się kimś więcej niż tylko trybikiem w maszynie.


Fabuła rozciąga się pomiędzy Londynem, Nowym Jorkiem, Saratogą i Vegas. Akcja co jakiś czas na chwilę przyspiesza, ale generalnie Fleming bawi się tu bardziej procedurą niż fajerwerkami. Co wychodzi książce na dobre, bo każdy przejaw bardziej ludzkiego oblicza Bonda działa tu świetnie: ironia schodzi o pół tonu, jest więcej zmęczenia, czujności, nawet niepewności. Relacja z Tiffany, jest czymś więcej niż łóżkową przygodą, a sceny z Leiterem dodają humoru i głębi temu uniwersum.


Minusy? Miejscami czuć dłużyzny - przy niektórych epizodach wyścigowo-hazardowych napięcie siada, a finał nie ma takiego pierdolnięcia, do jakiego przyzwyczaiły nas wcześniejsze tomy. Za to plusy to klimat amerykańskiego noir, galeria złoczyńców z krwi i kości i właśnie to - rzadziej pokazywane - bardziej kruche, ludzkie oblicze Jamesa. To tom, który bardziej szlifuje charakter protagonisty, niż rekordy w liczbie trupów zostawianych za sobą i dlatego czyta się go z przyjemnością.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik 126/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

40baa32d-e487-494e-94ad-6d10f3638515

Zaloguj się aby komentować

1225 + 1 = 1226

prywatny licznik: 38/52


Tytuł: Projekt Stalin

Autor: Adam Roberts

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

Liczba stron: 326

Ocena: 3/10


Połowa lat 40 XX wieku. Towarzysz Stalin wzywa do swojej daczy przodujących radzieckich pisarzy SF. Każe im stworzyć scenariusz ataku obcych na Ziemię. Druga Wojna (o przepraszam, wielka wojna ojczyźniana) się skończyła i potrzebny jest nowy wróg, aby zjednoczyć naród. Pisarze przystępują do pracy i wkrótce udaje im się stworzyć przekonujący scenariusz, w którym amerykańska rakieta zostaje zniszczona podczas lotu w kosmos a następnie obcy niszczą część Ukrainy. Niespodziewanie Stalin nakazuje zaprzestać wszelkich działań i zapomnieć o tym, że w ogóle była taka sytuacja. Mija kilkadziesiąt lat. Na początku 1986 roku następuje katastrofa promu Challenger, co jeden z owych pisarzy uznaje za rozpoczęcie inwazji z kosmosu.


Zaczyna się więc bardzo fajnie, ale niestety, im dalej tym gorzej. Fabuła się rozłazi w szwach, zmierza bardziej do taniej sensacji, kryminału niż do SF. Ktoś kogoś goni, ktoś przed kimś ucieka, a bohater zastanawia się nad sensem istnienia. Wątek samych kosmitów jest tak strasznie zagmatwany że trudno się połapać o co w sumie autorowi chodzi. Raz inwazja trwa od lat, innym razem dopiero się rozpoczyna, albo może w ogóle do niej nie dojdzie? Do tego dochodzą wybitnie irytujące postacie. Jedynym plusem są dialogi, sarkastyczne, momentami rozkosznie absurdalne, od razu widać że autor komunizm to widział tylko na okładce w książce, albo ktoś mu coś tam opowiedział i sam dośpiewał sobie resztę. 


A nie, zapomniałem, jest jeszcze jeden plus - książka kosztowała mnie w taniej księgarni tylko 7 zł, wiec dużej straty (poza zmarnowanym czasem) nie ma. Okładka zapowiadała jakąś alternatywną rzeczywistość, atak obcych na ZSRR (zwłaszcza że podtytuł brzmi "Wspomnienia Konstantyna Skworeckiego z inwazji obcych z 1986 roku"), a tu nic z tego. Cóż, nie ocenia się książki po okładce, prawda?


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

53cc907e-84d4-40a1-9870-66d84c861b0c
trixx.420 userbar

Zaloguj się aby komentować

1224 + 1 = 1225


Tytuł: Błękitny Horyzont

Autor: Wilbur Smith

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: książka papierowa

ISBN: 8373591184

Liczba stron: 672

Ocena: 10/10


Błękitny Horyzont to powieść przygodowa, opowiadająca o losach rodziny Courtneyów, zamieszkujących Przylądek Dobrej Nadziei na południu Afryki. Akcja toczy się w XVIII wieku, czyli czasach kolonialnych i niewolnictwa. Większa część powieści skupia się na postaci Jima Courtneya, jedynego syna Toma i Sarah Courtneyów. Poznajemy go jako młodego chłopaka, który za sprawą pewnego występku, musi błyskawicznie opuścić swój dom i wyruszyć w głąb lądu. Na kolejnych stronach przeżywamy wraz z Jimem i jego towarzyszami wiele wspaniałych przygód, ale stajemy też twarzą w twarz z trudnymi momentami, gdyż w buszu czyha na nich wiele niebezpieczeństw, a oddech wroga jest nieustannie wyczuwalny na karku.


Wilbur Smith ma fenomenalny styl pisania, jest on lekki i niezwykle przyjemny w odbiorze. Opisy natury i krajobrazów są barwne i doskonale działają na wyobraźnię. Z pewnością ma tu swoją zasługę fakt, iż autor większość swojego życia spędził w RPA, a więc de facto miejscu akcji powieści. Postaci przewijające się na jej kartach są autentyczne i przyjemne w odbiorze, ciężko nie nawiązać więzi choć przynajmniej z częścią z nich. Fabuła natomiast, to istny majstersztyk, jest tu absolutnie wszystko - przygoda, dojrzewanie, miłość, rodzina, ale też zło, nienawiść i zdrada.


Daję tej powieści najwyższą ocenę bez najmniejszego zawahania. Kocham ją i mam do niej duży sentyment. Czytałem ją już kilka razy, lubię ją sobie odświeżać co kilka lat, będąc na różnych etapach życia. Za każdym razem zaskakuje mnie w niej coś nowego, coś, czego nie dostrzegałem przy poprzedniej lekturze.


PS Jeśli kogoś zachęciłem recenzją do lektury, to bardzo się cieszę, ale proszę mieć na uwadze fakt, iż jest to tak naprawdę trzeci tom całego cyklu. Bezpośrednim prequelem Błękitnego Horyzontu jest Monsun, a jeszcze wcześniej są Drapieżne Ptaki. Piszę to, ponieważ w Błękitnym Horyzoncie występują miejscami spoilery, które mogą zepsuć przyjemność z czytania poprzedniej części, jaką jest Monsun. Musiały jednak one się w niej znaleźć, aby niezaznajomiony z Monsunem czytelnik zrozumiał pewne wydarzenia, a całość stanowiła logiczną całość.


Licznik prywatny: 10/12 #dwanascieksiazek


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

c0d152a2-67c8-4e14-926f-1fdcf26d2211

Zaloguj się aby komentować

1223 + 1 = 1224


Tytuł: Dziwne obrazki

Autor: Uketsu

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Czarna owca

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-8382-172-6

Liczba stron: 270

Ocena: 6/10


To właściwie jest bardzo rozbudowana zagadka umysłowa w formacie książki. Z każdą stroną poznajemy coraz więcej danych i możemy sobie rozwiązywać tajemnice śmierci kilku osób razem z naszymi bohaterami.


Trup ściele się gęsto, morderca zaciera za sobą ślady, pojawia się coraz więcej obrazków, które zamiast pomagać rozwikłać zagadki, utrudniają tylko sprawę.


Akurat w sam raz na plażę zamiast krzyżówki.


#bookmeter #ksiazki

33a5bd22-e9b7-4a4a-ba71-c65ac0779f28

Zaloguj się aby komentować

1222 + 1 = 1223


Tytuł: Placówka

Autor: Bolesław Prus

Kategoria: klasyka

Wydawnictwo: Wolne Lektury

Format: e-book

Liczba stron: 276

Ocena: 7/10


Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4801892/placowka


- Mamo, możemy mieć "Chłopów"?

- Mamy "Chłopów" w domu.

Chłopi w domu:


...tak można byłoby podsumować "Placówkę" Prusa. Książkę tę bardzo polecał mój mąż, który "Chłopów" nie czytał, ale stwierdził, że mi się spodoba.

No fajne to, takie nie za lekkie. "Placówka" jest opowieścią o kilku miesiącach z życia Józefa Ślimaka (wciąż nie mogę się pogodzić z tym, że nie nazywa się on Kamil Ślimak), chłopa żyjącego gdzieś na przełomie XIX i XX wieku w zaborze pruskim. Józef Ślimak wraz z rodziną, choć raczej niezbyt bogaci, to mają swą ziemię, dwie krowy i dwa konie, a także parobka i dziewuchę do pomocy. Spokój ich wsi zaburza przyjazd kolonistów niemieckich, którzy osiedlają się na okolicznym terenie. W okolicy ma też być budowana kolej żelazna, a dziedzic przebąkuje coś o sprzedaży gruntów.


Józef Ślimak jest archetypem polskiego chłopa: niezbyt rozgarniętego, zwlekającego z podejmowaniem decyzji, słuchającego się żony, księdza i dziedzica, a jednocześnie kombinującego, próbującego uszczknąć gdzieś coś dla siebie. Sam tytuł, "Placówka", ma też znaczenie symboliczne: Józef i jego skrawek ziemi są tą ostoją polskości w zaborze.


Mnie losy Ślimaka przedstawione w "Placówce" bardzo kojarzą się z historią Hioba — być może Prus miał taki zamysł, aby podoświadczać polskiego chłopa, w ten sposób pokazując tkwiące w nim dobro i patriotyzm. Józef Ślimak nie jest bohaterem idealnym, ale w pewnym momencie zaczynamy z nim empatyzować.


Do "Chłopów", ich estetyki, letniości "Placówce" daleko, ale fanom literatury okołowiejskiej wjedzie.


Prywatny licznik (od początku roku): 38/52


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto

7833ac65-1305-462c-a8b4-ceb217e68da2
Wrzoo userbar

Zaloguj się aby komentować

1221 + 1 = 1222


Tytuł: Międzyrzecki Rejon Umocniony

Autor: Andrzej Toczewski

Kategoria: historia

Format: e-book

Ocena: 7/10


Książka dość krótka, bo 62 strony. W sumie to wystarczy, bo sam opis, co tam jest to byłby nudny. A tak jest początek w postaci niemieckiego myślenia, o tym, że kolejna wojna będzie na Zachodzie a fortyfikacje na Wschodzie to mają być zabezpieczeniem na wszelki wypadek. Koncepcja słuszna. Dlatego trzymali rozbudowę ścisłej tajemnicy, co w książce jest dość dobitnie wskazane. Sporo miejsca jest poświęcone relacjom ludzi, którzy tam pracowali, wraz z nazwiskami i stanowiskami. W 1941 i 1942 Niemcy zaprzestali prac, co srogo się zemściło, kiedy białoruski front ruszył. Ruscy zatrzymali się bite dwa dni, wzięli w okrążenie i po wydzieleniu odpowiednich sił pojechali na Berlin. Rzecz by się nie udała, gdyby nie zebrane informacje przez polskich skoczków. Koniec książki zwieńczy wzmianka o tamtejszych nietoperzach.


Prywatny licznik: 92/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

9ce3d6b0-cf11-4da6-a25a-a049557facd6

Zaloguj się aby komentować

1220 + 1 = 1221


Tytuł: Zagubiony hegemon. Zmarnowana szansa Ameryki i rewolucja Trumpa

Autor: Łukasz Gadzała

Kategoria: publicystyka literacka, eseje

Format: e-book

Ocena: 8/10


Książka jak to kolejny prezydent USA od Regana do Bidena albo nie miał większej koncepcji, czy nie rozumiał, jaka panowała ówczesna rzeczywistość. Książka tłumaczy zarzewia dzisiejszych konfliktów. Ukraina, Gaza i Tajwan. Tłumaczy to dość dobitnie. Jest "ciężka", ale nie akademicka, jednak bardzo szczegółowa w fakty. Ci, co czytali "Zderzenie cywilizacji", Maxa Webera, czy coś od Roberta D. Kaplana to powinni zgrabnie zrozumieć rzeczywistość. Przydałaby się wiedza historyczna tak z ostatnich 40. Autor nie tłumaczy wydarzeń, tylko wstawia je celem wyjaśnienia tego, co chce przekazać. A jest co. Zgodę Rosji na rozszerzenie NATO w latach 90 to sobie Amerykanie sami dopowiedzieli za sprawą niesprecyzowanych rozmów. Nic nie podpisano. Sprawa otwarta, co jest dobitnie widoczne zwłaszcza po 22.02.2022 roku. Wcześniej jest w podobnym tonie o Gruzji. Nie tylko o Europie jest. Bliski Wschód ma sporo miejsca zwłaszcza bezsens Afganistanu i Iraku. Podobnie z Chinami. Tak pod koniec każdego rozdziału są wskazane propozycje zmiany kierunku, w jakim powinna iść Ameryka na przykładzie książki byłego premiera Australii, czy wyjściu z pułapki Tukidydesa. Koniec wieńczy zapowiedź przejęcia prezydentury Trumpa i powody, dla których wygrał.


Prywatny licznik: 91/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

1fef4764-a6ee-4ed1-b590-c262157d1226

Zaloguj się aby komentować

1219 + 1 = 1220


Tytuł: Ja, Ozzy. Autobiografia 

Autor: Ozzy Osbourne, Chris Ayres

Kategoria: Autobiografia

Wydawnictwo: In Rock Music Press

Format: książka papierowa

ISBN: 9788364373046

Liczba stron: 436

Ocena: 6/10


Nie jestem fanem autobiografii, dlatego dość długo zabierałem się za tę pozycję. Nie ukrywam, że zmotywowałem się z uwagi na zejście autora z tego łez padołu. W końcu też na jego twórczości kształtował się mój gust muzyczny. 


Książkę czyta się lekko. Od początku do końca miałem wrażenie jakbym spotkał Ozziego gdzieś w angielskim pubie i trafił na moment kiedy zebrało mu się na wspomnienia. Dostajemy sporo szczegółów z historii Black Sabbath, solowej kariery Johna, ale także kilka smaczków o innych, popularnych wtedy zespołach. Ale przede wszystkim mamy sporo opowieści (podanych co prawda tak, jak zapamiętał je Ozzy, czyli średnio) z jego życia prywatnego i kulis showbiznesu. Jak przystało - cała opowieść jest mocno rock’n’rollowa. Bywa śmieszno, straszno i żałośnie. Żałośnie dlatego, że tak naprawdę jest to też historia alkoholika i ćpuna, który na fazie, trwającej kilkadziesiąt lat, odwalał przeróżne chore i szalone rzeczy. Zastanawiają mnie dwie sprawy: jakim cudem dożył 77 lat oraz jak przez tyle lat na haju dowoził nowe albumy i występy na koncertach. Chyba tylko dzięki jego małżonce, bez której zgniłby w rynsztoku - co z resztą sam przyznaje. Nie wiem jak ta kobieta wytrwała z nim tyle czasu. Całość jego żywota idealnie podsumowuje powiedzenie: więcej szczęścia niż rozumu. Dlatego też ode mnie 6/10, ale bawiłem się przednio. Miłym dodatkiem są wkładki z przeróżnymi zdjęciami z albumu Ozziego. 


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

44ff411b-c820-4d3c-a523-6aa525e9e53b

@the_good_the_bad_the_ugly

jakim cudem dożył 77 lat oraz jak przez tyle lat na haju dowoził nowe albumy i występy na koncertach. Chyba tylko dzięki jego małżonce, bez której zgniłby w rynsztoku

Nie jesteś jedynym który sobie zadawał takie pytanie, i okazuje się że Ozzy był posiadaczem dziwnej mutacji genetycznej która pozwalała mu szybciej metabolizować alko i podobno też narkotyki

Jednocześnie czyniło go to o wiele bardziej podatnym na uzależnienia, tak że miecz obosieczny - https://www.discovermagazine.com/genes-addiction-or-why-ozzy-osbourne-is-still-alive-18106

Zaloguj się aby komentować

@the_good_the_bad_the_ugly Niestety wysypało się już kilka miesięcy temu. Trzeba ręcznie przeklejać do Hejto

Zaloguj się aby komentować

1218 + 1 = 1219


Tytuł: Jak zbudować samochód

Autor: Adrian Newey

Kategoria: autobiografia, pamiętnk

Liczba stron: 420

Ocena: 9,9999/10


Ależ żałuję, że się skończyła, mam nadzieję że napisze kiedyś kontynuację. Adrian Newey jest absolutnym geniuszem, projektantem samochodów F1 i prawie w każdym zespole, w którym pracował, zaprojektował samochód, którego kierowca został mistrzem świata, lub zespół został mistrzem świata konstruktorów.

Książka obejmuje jego karierę od początku, aż po ostatnie mistrzostwo Vettela w Red Bullu. Osiągał sukcesy nie tylko w F1, ale trafił tam w zasadzie dzięki mistrzowskiej pracy w Indycar (czyli takie amerykańskie formuły które jeżdżą po jaju, bez zakrętów).

Mamy tu opowieści z prawie każdego sezonu, opisy trudności, z jakimi się spotykał, jak interpretował kwestie regulaminu F1 by znaleźć w nich luki, oryginalne rysunki jego nowatorskich rozwiązań technicznych, które w krótkiej przyszłości stały się standardem F1 (bo były na tyle dobre, że wszyscy je kopiowali). Mamy też opisy ślepych uliczek, czyli technologii, które się nie sprawdziły. Ot całość jest opisem wyzwań z jakimi się spotykał i jak je rozwiązywał. Genialnie mi się to czytało.

Mamy też kilka odniesień do życia prywatnego, czy relacji z kierowcami. Sporo jest też poświęcone Ayrtonowi, z którym przecież współpracował, a potem bronił się we włoskim sądzie przez oskarżeniem o nieumyślne spowodowanie śmierci. Jest zatem też analiza tragicznego wypadku z Imoli w 1994.

Chcialbym przeczytać kontynuację, która by wyjaśniała dlaczego większość bolidów w 2022 podskakiwała przy wyższych prędkościach, a dlaczego RedBull nie i jak na to wpadł.

Nie mogę się też doczekać opisu jak zaczął pracę w Aston Martinie i czym ten zespół zaszokował w 2026. Ale to jeszcze przed nami ;)


#bookmeter #ksiazki

76532c7c-54ed-4a13-a736-e1cf7187efbe

@Patalizator polecam mocno, chociaż po angielsku wydaje mi się to ciężką lekturą - po polsku musiałem się zatrzymać wielokrotnie i zastanowić, żeby zrozumieć o co chodzi w technicznych kwestiach etc, a po angielsku to jeszcze dojdzie słownik :P

@Patalizator @ZohanTSW czytałem po angielsku, tak - jest mocno technicznie, do tego często autor używa "fancy" słówek, ale w większości dawałem radę zrozumieć z kontekstu jeśli nie rozumiałem wprost

Zaloguj się aby komentować

1217 + 1 = 1218


Tytuł: Wielkie Kiedy

Autor: Alan Moore

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Echa

Format: e-book

Liczba stron: 432

Ocena: 8/10


Londyn, końcówka lat 40-tych ubiegłego wieku. Osiemnastoletni Dennis Knuckleyard pracuje w antykwariacie i dostając z pozoru proste zadanie odkupienia książek i przyniesienia ich do sklepu, trafia na powieść, której… nikt nigdy nie napisał. Ten paradoks otwiera mu portal do "Długiego Londynu" - ukrytej wersji miasta, gdzie magowie paktują z gangsterami, fikcja przecieka do rzeczywistości, a opowieści wspominane w innych książkach żyją własnym życiem i potrafią zmieniać świat. To pierwsza odsłona pięciotomowego cyklu, w którym Moore chce sportretować stolicę przez kolejne dekady XX wieku.


Największa siła książki jest miasto jako bohater. Moore prowadzi nas bocznymi ulicami, bramami, dziedzińcami i mitami powojennego Londynu, a język (w polskim przekładzie Wojciecha Szypuły) skrzy się barokową frazą, czarnym humorem i detalem, które tworzą niepowtarzalny klimat. Gdy Dennis schodzi coraz głębiej w równoległą topografię, czuć narastające napięcie: co jest jeszcze opowieścią, co przywidzeniem, a co już zaklęciem? Wszystkie postacie mają też swoje drugie dno i nie są tak jednoznaczne jak nam się z pozoru wydaje.


Fabuła ma smak miejskiej baśni kryminalnej: tajemnicza książka, sekrety ukryte w księgarskich półkach, cienie dawnych wojen i nowe sojusze półświatka. Moore bawi się konwencją "powieści o powieści", podrzuca intertekstualne żarty i sznurek tropów prowadzących do "miasta pod miastem". To wszystko robi wrażenie - i obiecuje szeroki, wieloczęściowy fresk. 


Minusy? Nierówne tempo. Środek bywa dociążony dygresjami i gęstą symboliką; jeśli wchodzisz tu po prosty urban-fantasy, możesz odczuć zadyszkę. Kilka scen prosiło się też o mocniejsze spięcie fabularne zamiast celebracji samej idei. Ale gdy tylko Moore przykręca śrubę, historia znów klika i wraca na właściwe tory. 


Świetny start cyklu - bardziej literacki niż gatunkowo grzeczny. Dla mnie 8/10 za atmosferę, koncept "miasta-palimpsestu" i za język, który robi z Londynu żywy organizm. Jeśli lubisz, gdy fantastyka przychodzi z mapą, szkłem powiększającym i kieszenią pełną mitów to dobrze trafiłeś. Do pewnego stopnia czuć tu vibe Przechrzty, więc jeśli jesteś fanem enklaw w miastach, tajemniczych stworzeń, legend i mitów, to tym bardziej jest książka dla Ciebie.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik 125/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

6c21c1a3-bf10-4a8c-b904-924217a992b1

Zaloguj się aby komentować

1216 + 1 = 1217


Tytuł: Żywe istoty

Autor: Iida Turpeinen

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

Format: e-book

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10


Turpeinen pisze elegię o wymieraniu tak, jak lubię: opowiadając o udziale ludzi, ich wyborach i obsesjach. Osią opowieści jest krowa morska Stellera (zwana również Syreną i Manatem @Rozpierpapierduchacz) - zwierzę, które poznaliśmy i… błyskawicznie wybiliśmy. Przez trzy stulecia przewijają się różne głosy i miejsca: rosyjsko-amerykańska Alaska (poszukiwania zaginionego szkieletu), sale Muzeum Historii Naturalnej w Helsinkach (rekonstrukcja okazu), wyprawy uczonych i kolekcjonerów, którzy próbują "ocalić" gatunek przynajmniej na ekspozycji. Wspólny mianownik? Nasza nieposkromiona chęć katalogowania, posiadania i wskrzeszania tego, co sami zniszczyliśmy. 


Najmocniej działa tu forma mozaiki: krótkie sceny, zmiany perspektyw, powracające motywy (kości, szkielety, gabloty), a pod spodem jednostajne buczenie żałoby po utracie bioróżnorodności. Autorka nie moralizuje - pokazuje, jak naukowa ciekawość miesza się z próżnością, a muzealna "opieka" bywa tylko mocno spóźnionym listem z przeprosinami. To momentami proza przygodowa (mroźne morskie wyprawy zające odkrycia), momentami esej przyrodniczy o pamięci i winie. 


Tempo jest nierówne - fragmentaryczność i przeskoki czasowe potrafią rozproszyć napięcie, a część postaci zostaje ledwie naszkicowana. Parę razy wolałbym mniej narracyjnej mgły, więcej konkretu. Ale jako całość to inteligentna, pięknie napisana książka o tym, jak łatwo zamieniamy "żywe istoty" w zbiory kostnych eksponatów i jak późno uczymy się żałować.


Polecam zwłaszcza czytelnikom, którzy lubią literackie wyprawy łączące historię nauki z opowieścią o człowieku i naturze (klimat pokrewnego Richarda Powersa czy Davida Attenborough).


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik 124/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

306d0207-7d6b-4ccd-a515-0b166dd39983

Zaloguj się aby komentować

1215 + 1 = 1216


Tytuł: Moralność pani Dulskiej

Autor: Gabriela Zapolska

Kategoria: utwór dramatyczny (dramat, komedia, tragedia)

Wydawnictwo: Edikama

Format: książka papierowa

ISBN: 8385837078

Liczba stron: 142

Ocena: 10/10


Ludzie w internecie piszący recenzje tej książki piszą, że ona już nie prowokuje bo nie ma już mieszczaństwa. Czasy się zmieniły. Nie prowokuje już tak jak kiedyś mogła prowokować. A mnie to irytowało i wkurzało przez większość książki. Bo Dulska nie otwierała japy przez cały czas więc nie przez całą książkę. Gdyby ta książka wyszła dzisiaj to miałaby ostrzeżenia przed wywoływaniem negatywnych emocji.


Przeczytałem z ciekawości bo to jednak stara pozycja. Mimo, że stara to takie Dulskie nie wyginęły i mają się dobrze.


#bookmeter #ksiazka #ksiazki #czytajzhejto #moralnoscpanidulskiej

81ededc8-2d09-4eba-8517-acc6e773a85e
owczareknietrzymryjski userbar

Zaloguj się aby komentować

1214 + 1 = 1215


Tytuł: Moje światy sztuczne i realne. Jak narodziła się AI najnowszej generacji

Autor: Fei-Fei Li

Kategoria: nauki społeczne (psychologia, socjologia, itd.)

Format: e-book

Ocena: 7/10


Książka jest jednocześnie autobiografią i historią sztucznej inteligencji. Taka dwoistość. W sumie to autorka jest "wpisana" w AI, którą widzimy dziś. Zaczyna się od Chin a później w pralni chemicznej w USA. W college Fei-Fei zaczyna swoją przygodę z tematem sztucznej inteligencji. Tutaj jest ważny punkt z powodu wsparcia ze strony nauczycieli, jakie otrzymała. Wsparcie merytoryczne, co przełożyło się na renomowaną uczelnie-Princeton University. Dalej to już praca nad projektami, czyli pierwszą bazą danych do uczenia modelu. Na początku ręcznie pobierane zdjęcia z Google, a później optymalizacja w postaci algorytmów i konferencja, gdzie ktoś zrobił to szybciej przy pomocy sieci neuronowej. Teka na Stanfordzie i wzięcie pod skrzydła Karpathy'eg. Książka kończy się na jej pracy w Google Cloud. Nie ma jakiś super mocy czy innych takich rzeczy. Za sprawą swojej pracy osiągnęła sukces i to na skalę światową. Taka trochę taka samoidealizacja.

mniej


Prywatny licznik: 90/200


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter

2d06e6d2-c000-4d35-a4d7-3ee1fc903560

Zaloguj się aby komentować