Chrześcijaństwo kiedyś: Ludzie śwętują przesilenie zimowe? Super, tak naprawdę to obchodzimy narodziny Jezusa. Ludzie malują pisanki na wiosnę? Pięknie, malujcie dalej, bo tak się składa, że pisanka to symbol zmartwychstałego Chrystusa. Ludzie czcą Trygława na świetej górze? Super, to postawmy tam świątynię Trójcy Świętej i będziemy czcić razem.
Chrześcijaństwo dziś: Ludzie robią wygibasy na matach? O nie, tak nie można!
Joga, wschodnie sztuki walki, gry rpg, fantasy, muzyka, długie włosy u chłopaków, biżuteria xd Samo zło.
To pamiętam z list rzeczy zakazanych z katolickiej szkoły. Ciekawe czy zachodnie sztuki walki (np walka mieczem długim według traktatów z XV wieku) są już ok według księdza? Postawy, chwyty, dźwignie itd są podobne do tych wschodnich, fizyka ludzkiego ciała jest taka sama na całej planecie.
Ale w sumie czego my wymagamy, wtedy w szkole zakonnice i księża sami sobie zaprzeczali i na bieżąco wymyślali rzeczy sprzeczne z ich świętą księgą. Ale przynajmniej dzięki temu nawet ci wierzący uczniowie widzieli że coś jest nie tak xd
Praktykowanie jogi tak samo jak medytacji samo w sobie nie jest uznawane za kościół za coś złego, wręcz przeciwnie - dopóki traktuje się to tylko jako ćwiczenia ciała i umysłu, wzmacniające, relaksujące, uspokajające, rozciągające itd, to nie ma problemu. Kościół sprzeciwia się temu jeśli dodatkowo jest to powiązane z duchowoscia w znaczeniu jakichś bożków, duchów, łączenia z naturą itd
Niestety wychodzą potem tacy na ambony, głoszą swoje herezje i się dziwią, że ludzie od Kościoła odchodzą
@sierzant_armii_12_malp w ogóle co to za akcja, że w szkołach się uczy jakiejś konkretnej religii? Ja rozumiem, że na początku lat 90 to to było jako odpowiedź na represje komunistyczne i konkordat wiele znaczył ale 35 lat później masz problem typu "co ludzie powiedzą jeśli wypiszę Wojtusia z zajęć" i tak to się toczy.
Gdybyśmy mieli wyrzucać księży za baby, to nikt by nam nie został
księża są ze sobą mocno skonfliktowani. Jeden drugiego utopiłby w łyżce wody. Na plebaniach dochodzi nawet do bójek, gdy duchowni nie umieją podzielić się pieniędzmi z ofiar od wiernych. Albo biją się o względy gospodyni
nadużywanie alkoholu jest częste wśród księży. To najprostszy sposób na odcięcie się od własnych emocji. Wielu z nich to robi, bo cierpi na depresję. Rzadko idą do terapeuty, ponieważ Kościół ich uczy, by radzili sobie sami.
Jeden z warszawskich biskupów kiedyś powiedział, że duchowni mają żyć jak w rodzinie. Pewnemu proboszczowi tak to się spodobało, że zabrał wikarych do restauracji i przedstawił im swoje dzieci, a także ich matkę. Duchowni w takich sytuacjach czują się bezpiecznie. Potem jeden u drugiego może spokojnie wyspowiadać się z romansów, bo wie, że tamten ma to samo na sumieniu.
Niektórzy mi mówili, że najbezpieczniej związać się z mężatką, która jest w dodatku matką. Taka kobieta raczej przy rozstaniu nie ujawni ich romansu z zemsty. Będzie się bała, że straci dzieci.
Klient, którego reprezentowałem w sprawie niezwiązanej z Kościołem prowadził firmę transportową i co jakiś czas dostawał zlecenie specjalne: miał zawieźć księdza i jego kumpli do drogiego hotelu. Spędzali tam dobę, wydawali kilka tysięcy złotych, a potem wracali do wozu i opowiadali, co przeżyli. Chodziło o to, że wynajmowali prostytutki i organizowali sobie seksualne maratony. Wciągali biały proszek, pomagali sobie wódką, a zapijali red bullem. Później wracali na parafię i byli "dobrymi" księżmi. Inny duchowny raz na miesiąc brał sobie dwa dni wolnego, zamykał się w pokoju z męską prostytutką i zażywał mefedron.
To historie duchownych, którzy na co dzień nie mają życia seksualnego. Raz na jakiś czas próbują nadrobić zaległości i rzucają się w gwałtowny chemseks. Narkotyki dają im turbodoładowanie. Wyposzczeni księża chcą konsumować ten grzech krótko, ale intensywnie, nawet nadmiarowo. A później wrócić do swojej posługi duszpasterskiej.
Jeden z księży na to pytanie odpowiedział, że gdyby miał milion dolarów, to by zrzucił sutannę. Inni dodają, że potrafią być tylko duchownymi. Kościół przez wieki wypracowywał strategię, która sprawia, że zdecydowana większość księży nie jest w stanie funkcjonować poza nim. Umiejętnie wykorzenia ich z relacji społecznych. Już w seminarium ogranicza im dostęp do rodzin. Później stale ich przenosi z parafii na parafię, przez co nie mogą nawiązywać przyjaźni.
Na plebaniach mają wszystko podsuwane pod nos, dlatego wielu z nich nie umie zrobić nawet jajecznicy. "W cywilu" byliby nikim. A póki noszą sutannę, ludzie kłaniają im się w pas. Mają też pieniądze właściwie na każdą zachciankę.
Księża-skandaliści zasłużyli sobie, żeby o nich pisać i mówić, bo sami przez lata zaglądali nam do łóżek. A nawet do naszych głów, gdy kazali nam się spowiadać z tzw. nieczystych myśli. Pora, byśmy się im przyjrzeli. Pokazali, jak nakładają na innych ciężary, których sami nie są w stanie unieść.
Byłem z babcią w kościele, gościem był Polak misjonarz, stacjonujący w Ukrainie. To na kazaniu mówił, że w Polsce jest też wojna bo są LGBT, gendery, liberałowie I to jest to samo co ruskie xDDD przez brak Boga, honoru i ojczyzny ten kraj wyginie, młodzi nie chcą walczyć za Polskę bo nie chodzą na religię. #bekazkatoli
@Dudleus Hmm, nie słyszałem aby geje ostrzelali szpital pełen dzieci chorych onkologicznie albo żeby liberałowie masakrowali cywili, głodzili czy gwałcili jeńców czy wywozili dzieci niczym Niemcy na Zamojszczyźnie, a potem się dziwią że młodych w kościołach mało.
Nie rozumiem was, przecież ksiądz miał słuszność. Jak koleś popiera postulaty niezgodne z linią kościoła to nie powinien do niego chodzić. Ksiądz też bronił swoich poglądów. Ja tu widzę jednak rigcz po stronie księdza.
Pluszowy: "Przeszczepy organów odzwierzęcych to będzie rewolucja w medycynie, jeśli uda się opanować ludzką immunologię wielu ludzi uzyska dosłownie drugie życie"
Znajoma: "No nie wiem, Bóg by tak nie chciał, nie podoba mi się to"
Pluszowy: "Co właściwie ? Modyfikacja genetyczna zwierząt ? Przeszczepy ? Postępy w medycynie"
Znajoma: "Tak nie powinno być, nie podoba mi się to, to nie po chrześcijańsku"
Parafrazuję, nie pamiętam tej rozmowy tak dokładnie, ale wbiła się w pamięć, bo "Nie, bo Bozia mówi Nie" ... nosz urwał nać, se pogadaliśmy.
Paradoksalnie, po pierwsze: domy publiczne są prywatne. Po drugie: to akurat jedno z takich nielicznych miejsc, gdzie katoliccy dewoci akurat NIE chcą wieszania krzyży (i zapewne protestowaliby, gdyby ktoś to zrobił).