Tico - moje pierwsze własne auto, kupione za swoje. Dopuszczone na rynek krajowy warunkowo, bo nie spełniało podstawowego kryterium bezpieczeństwa - kolumna kierownicza w trakcie wypadku nie łamała się ,tylko wbijała się w kierowcę. Spalanie śmiesznie małe, na trasie po wioskach /miasteczkach potrafiłem zejść w lecie do 3.7 litra /100 km, a typowo to było coś 4.1. Po jakiś 8-9 latach zaczynało ulegać biodegradacji, bo zabezpieczenia przed rdzą to chyba tam absolutnie żadnego nie było, w naszych warunkach klimatycznych auto miało żywotność niewiele ponad 10 lat, a zawsze zaczynało je żreć od przednich drzwi. Silnik słaby, ale auto było bardzo lekkie, to oraz małe kółka powodowały że do 60-80 km/h przyspieszało się bardzo dynamicznie. Start spod świateł na równi z ówczesnymi typowymi 1.6-1.8 bym powiedział. No i w 4 osoby bez problemu robiło się trasę nad morze, tylko połowa bagaży musiała być poupychana w kabinie. Wydaje mi się że głównym kryterium przy wyborze tych 2 auto to było wówczas 2 vs 4 drzwi - auta były na podobnym poziomie, tylko tico miało całkowicie bezproblemowy gaźnik, czego absolutnie nie można było powiedzieć o fiacie. Ja wspominam bardzo dobrze, chociaż każdy poranny wyjazd do pracy to była przygoda pod tytułem "jaki dziwny odgłos dzisiaj to auto zacznie wydawać".
Podsumowując, auto zrobione "z papieru", ale zadziwiająco bezawaryjne, w zasadzie nic poważnego nigdy się nie zepsuło poza rzeczami typu "zgnity wydech, zgnita rozpórka w tylnym zawieszeniu, skrzypiące wycieraczki". Silnik był tak dobry , że po dołożeniu wtrysków, jeszcze sporo lat montowali go w matizie.