Wrak zestrzelonego podczas bitwy o Anglię samolotu bombowego Dornier Do 17 (Oberleutnant Rudolf Lamberty) na północ od bazy RAF Biggin Hill, 18 sierpnia 1940 roku.
IC 4628 (Mgławica Krewetka) to mgławica emisyjna położona w gwiazdozbiorze Skorpiona. Została odkryta przez Edward Barnard. Obiekt ten znajduje się w odległości około 6000 lat świetlnych od Ziemi, a jego rozmiary szacuje się na mniej więcej 250 lat świetlnych.
Źródło i prawa autorskie: zdjęcia - ESO/INAF/R. Colombari/E. Recurt, obróbka - R. Colombari
Koza, która mdleje jak na zawołanie. Koza mdlejąca, zwana też miotoniczną, to amerykańska rasa kóz, która charakteryzuje się dziwną przypadłością: osobnik przestraszony lub podekscytowany potrafi „omdleć” – drętwieje i niejednokrotnie po prostu pada na plecy lub na bok z wyciągniętymi przed siebie kopytkami. Stan ten przechodzi, ale koza zwykle potrzebuje chwili, żeby się pozbierać.
Może to wyglądać zabawnie, jednak przyczyna tych „omdleń” jest niekoniecznie zabawna. Wywołuje je miotonia wrodzona, choroba nerwowo-mięśniowa spowodowana mutacją w obrębie genu CLCN1. Mutacja ta zaburza gospodarkę chlorkową w mięśniach szkieletowych – w rezultacie pod wpływem stresu lub ekscytacji mięśnie napinają się, po czym pozostają napięte dłużej niż powinny i rozluźniają się z opóźnieniem. Mimo że popularnie określa się to jako „omdlenie”, nie wiąże się to z utratą przytomności.
Kozy mdlejące pojawiły się w latach 80. XIX wieku w Tennessee i zyskały popularność z uwagi na fakt, że nie były w stanie przeskakiwać przez ogrodzenia wyższe niż pół metra, co ograniczało ryzyko ucieczki. Bywały też dołączane do innych kóz jako dogodne ofiary dla drapieżników, ponieważ w przypadku ataku nie były w stanie od razu uciekać razem z pozostałymi. Będąc łatwiejszym łupem, odciągały uwagę napastnika od reszty stada.
Kozy mdlejące są przeciętnie mniejsze od innych, mają szersze grzbiety i pyski oraz dość charakterystyczne, wyłupiaste oczy, a pod względem zachowania są ciche, czujne i łagodne. Koźlęta często nie wiedzą, jak radzić sobie z miotonią, z tego też powodu częściej zdarza im się przewracać lub nawet panikować podczas ataku. Kozy dorosłe są w stanie reagować z większym opanowaniem i po prostu przeczekują zesztywnienie.
Chyba jestem ludzkim odpowiednikiem takiej kozy. Jak zobaczę krew to przez ciało przechodzi mi taki jakby prąd i przez chwilę jestem odrętwiały a mięśnie jakby traciły siłę.
Lincoln Zephyr V12 z 1937 roku to prawdziwa perła lat trzydziestych wyposażona w potężny silnik o mocy 110 KM który charakteryzował się niezwykle kulturalną pracą i dziś uznawany jest za jeden z najbardziej pożądanych klasyków epoki Art Deco. W roku premiery auto pozycjonowano jako luksus dostępny dla zamożniejszej klasy średniej ponieważ wersja Coupe Sedan kosztowała około 1 275 dolarów a 4 drzwiowy Sedan około 1 320 dolarów przy średnim rocznym zarobku w USA wynoszącym wtedy około 1 700 dolarów. Obecnie cena zależy głównie od stanu zachowania oraz tego czy auto jest czystym klasykiem czy modnym w USA customem przez co egzemplarze do renowacji kosztują od 15 000 do 25 000 dolarów a modele w zadbanym stanie od 45 000 do 60 000 dolarów. Najwyższe kwoty osiągają rzadkie wersje Coupe oraz najlepiej zachowane perełki które na prestiżowych aukcjach potrafią kosztować od 80 000 do nawet 200 000 dolarów co w przeliczeniu daje kwotę ponad 800 tysięcy złotych.
Codziennie lub w miarę możliwość będę wrzucał jakieś historyczne zdjęcie z jakiejś miejscowości w Polsce.
Aby wziąć udział w losowaniu miejscowości wystarczy wygrzmocić ten wpis.
O nazwę miejscowości będę pytał po wylosowaniu pioruna z tego wpisu poprzez hejto los.
Losowanie odbywać się będzie po godzinie 20, jeśli osoba biorąca udział w losowaniu wie, że może być niedostępna po tej godzinie, proszę niech profilaktycznie zostawi komentarz z nazwą miasta lub wsi w tym wpisie.
Nie ma ograniczeń dla użytkowników, można plusować ten wpis za każdym razem nawet jeśli już wygrałeś, i można cały czas prosić o zdjęcie z tego samego miasta nawet jeśli już zostało wylosowane, a jeśli się zdarzy że nie ma już zdjęć z danej miejscowości to użytkownik zostanie poproszony o podanie nazwy innej miejscowości.
Dopuszczam możliwość wpisania nazwy jakiejś wsi, ale nie obiecuje że znajdę zdjęcie z tej miejscowości oraz proszę o podanie dokładniejszych danych jak np. powiat i województwo.
Dziś pod wieczór zrobię losowanie, a jutro z rana dodam zdjęcie z opisem.
Brak odpowiedzi i brak podania nazwy miasta przez wylosowaną osobę w godzinach między 20 a 9 rano, będzie skutkował tym że OP sam wybiera za wylosowanego miejscowość.
Dlaczego marynarze, piloci albo astronauci wołają "Mayday" gdy wzywają pomocy i co z tym wspólnego ma majówka?
Otóż nic Chodzi wyłącznie o czystą praktyczność tego słowa.
A było to tak: w roku 1923 na angielskim lotnisku międzynarodowym w Croydon stwierdzono, że wprawdzie nowoczesna komunikacja głosowa przez radio jest świetna w porównaniu z radiotelegrafem, ale potrzebny jest jakiś nowy sygnał alarmowy do wzywania pomocy. SOS jest dobry w alfabecie Morse'a, ale na fonii się nie sprawdza – strasznie miesza się z trzaskami. Redukcja szumów byłaby idealna, ale jeszcze jej nie wymyślono. Poproszono więc szefa lotniskowej łączności, nazwiskiem Mockford, żeby wymyślił jakieś dobre hasło.
A był to niegłupi facet. Lotnisko miało aktywną siatkę połączeń z paryskim Le Bourget – szukał więc słowa, które byłoby również tam łatwe do ogarnięcia. I znalazł "m'aider" – skrót od "venez m'aider", coś w rodzaju "chodź mi pomóc", "come [and] help me", z wymową niemal identyczną jak angielskie "mayday". Wprawdzie krótkie "na pomoc" byłoby po francusku "aidez" lub "aidez-moi", ale tu chodziło o uniwersalność i silne brzmienie na fonii.
Wprowadzono więc nową procedurę na próbę na lotach do Francji i okazało się, że się sprawdza. Operatorzy radiowi mogli ten zwrot łatwo zapamiętać, przyswoić wymowę i rozpoznać poprzez szumy, co więcej – także w innych krajach, niezależnie od języka ojczystego i akcentu. Zatem już w 1927 słowo "Mayday" zostało oficjalnie przyjęte jako sygnał alarmowy przez międzynarodowe unie i organizacje regulujące komunikację radiową. Należy je powtórzyć trzykrotnie (żeby nie zniknęło w razie chwilowego zakłócenia), następnie podać adresata, swoje dane, lokalizację i kurs, opis sytuacji, rodzaj żądanej pomocy i tak dalej.
Z tym, że należy go używać wyłącznie w sytuacji bezpośredniego zagrożenia życia. W sytuacji pilnej, np. uszkodzenia silników statku albo choroby pasażera – ale nie zagrażającej życiu – należy użyć sygnału: "Pan-pan". I też nie ma to nic wspólnego z patelnią, bo pochodzi od francuskiego "panne" – awaria. Po angielsku dla ułatwienia rozwija się jako: Possible Assistance Needed. Ale to już inna historia
Kozy i bezoary Koza bezoarowa (Capra aegagrus aegagrus) występująca w południowo-wschodniej Anatolii i na Bliskim Wschodzie jest uznawana za przodka kozy domowej – jest dość duża, osiąga nawet metr wysokości w kłębie i ma ostre, szablaste rogi, które u samców mogą dorastać do półtora metra długości. Dlaczego jednak „bezoarowa”?
Bezoar to nazwa wywodząca się z języka perskiego i oznaczająca dosłownie „odtrutka”. Nazywano w ten sposób podobne do kamieni, zbite bryłki niestrawionych substancji takich jak włosy, włókna i żywice roślinne znajdowane niekiedy w przewodach pokarmowych zwierząt. Bezoary często formują się w żołądkach przeżuwaczy, a u niektórych są spotykane bardzo powszechnie – między innymi właśnie u kozy bezoarowej.
Przekonanie, że bezoar jest niezawodnym remedium na wszelkie trucizny, narodziło się na Bliskim Wschodzie i w Indiach, a w Europie rozpowszechniło się w okolicach XI i XII wieku. Szczyt popularności bezoarów w lecznictwie europejskim przypada na XVI wiek, choć na ich zakup mogli sobie pozwolić przede wszystkim ludzie zamożni – zazwyczaj wrzucano je w całości do napojów lub ścierano je na proszek, dodawano do wody lub wina i wypijano w takiej postaci, wierząc, że bezoar ma moc neutralizowania nawet śmiertelnych trucizn. Popularne było również ozdabianie bezoarów i oprawianie ich w biżuterię, która miała chronić noszącą ją osobę przed zatruciem. Szczególnie duże egzemplarze przerabiano nawet na bogato zdobione naczynia do picia. Pozyskiwanie bezoarów szybko przestało się ograniczać tylko do kozich żołądków i zaczęto ich poszukiwać także w przewodach pokarmowych innych, bardziej egzotycznych przeżuwaczy, jak wielbłądy, alpaki czy lamy. Popularne było też, jak można się spodziewać, fałszowanie bezoarów.
Bezoary z uwagi na swój skład chemiczny podobno rzeczywiście mogą neutralizować toksyczne związki arsenu zawarte w arszeniku i w podobnych do niego substancjach, które w średniowieczu bywały używane jako trucizny – trudno jednak powiedzieć, na ile mogło to być pomocne w praktyce.
tag serii do obserwowania: #7ciekawostekprzyrodniczych
Harzhorn: dowód na późną obecność Rzymian poza Renem
Odkrycie na wzgórzach Harzhorn w Dolnej Saksonii znacząco zmieniło dotychczasowe spojrzenie na obecność Rzymian w Germanii. Przez długi czas uważano, że po klęsce z 9 roku n.e., czyli bitwa w Lesie Teutoburskim, Imperium Rzymskie zrezygnowało z dalszej ekspansji na północ od Renu. Tymczasem przypadkowe znaleziska z 2008 roku - początkowo pojedyncze metalowe przedmioty - zapoczątkowały badania, które całkowicie podważyły tę wizję.
W kolejnych latach archeolodzy przeprowadzili szeroko zakrojone wykopaliska i analizy, wykorzystując m.in . nowoczesne metody prospekcji geofizycznej. Szybko okazało się, że miejsce to było areną dużego starcia z udziałem wojsk rzymskich. Znalezione artefakty - groty strzał, fragmenty uzbrojenia, elementy pancerzy, monety oraz pociski z machin oblężniczych - pozwoliły nie tylko odtworzyć przebieg walk, ale także precyzyjnie datować je na III wiek n.e.
Stanowisko, określane dziś jako bitwa pod Harzhorn, dowodzi, że rzymskie oddziały zapuszczały się znacznie dalej na terytoria germańskie, niż wcześniej przypuszczano. Co szczególnie zaskakujące, o tym starciu nie wspomina żadne znane źródło pisane z epoki. Brak relacji antycznych autorów sprawia, że mamy do czynienia z "zaginionym rozdziałem" historii Rzymu, odkrytym dopiero dzięki badaniom archeologicznym.
Harzhorn jest więc nie tylko świadectwem militarnej obecności Rzymian poza granicami imperium, ale także przypomnieniem, że historia wciąż potrafi zaskakiwać - a wiele jej tajemnic nadal czeka na odkrycie pod powierzchnią ziemi.
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na social media, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Nie wiem czy wiecie ale krowy z powodu swojej diety posiadają we florze bakteryjnej dużo bakterii metanowych, co potrafi powodować że ich brzuch zamienia się w balon a przy braku podjęcia działań krowa może umrzeć.
Dlatego woła się do takich krów weterynarza żeby "spuścić powietrze" xd
P.S. Nie wiem jak z owcami ale bojowy nie zaprzeczał temu, więc coś musi być na rzeczy.
@Czokowoko Nie jestem ekspertem, bo nigdy nie pracowałem w zawodzie, ale tak jest. Potwierdzam jako technik po szkole rolniczej. Mieliśmy o tym na lekcjach z przedmiotu produkcja zwierzęca. Tutaj widzę technika full, bo kiedyś, to się krowie dziurę robiło i po prostu wkładało rurkę. Tutaj pani ma jakieś nieco bardziej eleganckie narzędzie.
@WatluszPierwszy Widziałem jakieś abominacje z wkładaniem rurki i podpalaniem metanu ale mam wrażenie że tak by można było krowę przypadkiem wysadzić xD
@Czokowoko chyba nie dałoby rady. Żołądek jest pełen metanu ale nie ma tlenu więc nie ma mieszanki wybuchowej. Mieszanka dopiero powstaje za otworem gdy metan z krowy miesza się z tlenem z powietrza
Miasto:Police – miasto w północno-zachodniej Polsce, w woj. zachodniopomorskim, w powiecie polickim, miasto satelickie Szczecina, położone nad Odrą i Gunicą na Równinie Wkrzańskiej . Według danych GUS z 30 czerwca 2021 r., Police liczyły 32 034 mieszkańców. Data założenia 1260 r., W 1260 r. książę zachodniopomorski Barnim I nadał Policom prawa miejskie na prawie magdeburskim, W celu zahamowania rozwoju Polic, w 1321 r. książę odebrał miastu prawa miejskie i włączył Police w obręb Szczecina. Prawa miejskie zostały przywrócone dopiero w 1808. Od XVI do XVIII wieku były znane z produkcji i handlu chmielem. Na przełomie XIX i XX wieku w Policach istniała stocznia rzeczna. W 1898 r. Police uzyskały kolejowe połączenie ze Szczecinem, prowadzące wówczas do Jasienicy . 12 lat później linię przedłużono do Trzebieży . Powstanie kolei przyczyniło się do rozwoju przemysłu. W 1938 r. zbudowana została fabryka benzyny syntetycznej Hydrierwerke Pölitz. Fabryka miała ogromne znaczenie dla przemysłu wojennego III Rzeszy. Działała tu wielka fabryka benzyny syntetycznej (niem. Hydrierwerke Pölitz AG). Przy produkcji benzyny syntetycznej prac1938owało około 30.000 robotników przymusowych różnych narodowości (m.in. Polacy, Jugosłowianie, Francuzi, Belgowie). Miasto zostało zdobyte 26 kwietnia 1945 r. wraz ze Szczecinem przez wojska radzieckie. W 1945 r. Police ponownie stały się samodzielnym miastem, powiększonym w 1954 r. o wieś Mścięcino . W tym czasie osiedlono tu kolonię greckich uchodźców, którzy szukali schronienia w Polsce po greckiej wojnie domowej 1946-1948. W 1964 r. rozminowano teren na północ od Starego Miasta i rozpoczęto budowę azotowo-fosforowych zakładów nawozów sztucznych, uruchomionych w 1969 r. Działają one pod nazwą Zakłady Chemiczne Policelll (obecnie Grupa Azoty Zakłady Chemiczne „Police” ). Zabytki:Kościół Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny , Kaplica przykościelna , Kościół św. św. Apostołów Piotra i Pawła , Ruiny klasztoru augustianów , Lapidarium Polickie , Kamienice z XIX wieku, Ratusz z 1906 roku nie został odbudowany po II wojnie światowej.
Wieś: --
Data wykonania zdjęcia: 1938 r.
Opis zdjęcia: Most zwodzony na rzece Łarpi w Policach. Źródło
Zwycięzca losowania: @PlatynowyBazant
Jak chcesz wziąć udział w losowaniu kolejnego miasta kliknij w ten link > nie będzie mnie, wracam w niedzielę.
Kwintylian (Marcus Fabius Quintilianus, 35 - 95 n.e.) - sławny retor i pedagog w dziedzinie teorii wymowy. Pierwszy płatny z kasy państwowej nauczyciel retoryki:
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/
Czy rzymscy legioniści śpiewali piosenki w trakcie marszu?
Życie w wojsku zawsze było ciężkie i wymagało od żołnierzy silnej woli, wytrwałości oraz siły fizycznej. Długie i wymagające marsze nierzadko się dłużyły, co żołnierze starali się urozmaicać na różne sposoby, w tym śpiewem. Czy podobnie czynili legioniści rzymscy?
Nie posiadamy dużej ilości źródeł, które by to potwierdziły. Jednak Swetoniusz w swojej biografii Cezara pozostawił nam dowód, że w legionach rzymskich rzeczywiście śpiewano. I tak, w trakcie poczwórnego triumfu Cezara w 46 roku p.n.e. weterani mieli prześmiewczo śpiewać (Swetoniusz użył jasno czasownika "śpiewać"):
Cezar to Galię zniewolił, zaś Nikomedes Cezara, Cezar dziś triumf odnosi, ten, który Galię zniewolił, nie Nikomedes bynajmniej, który zniewolił Cezara. (Gallias caesar subegit, nicomedes caesarem, ecce caesar nunc triumphat qui subegit gallias. Nicomedes non triumphat, qui subegit caesarem.)
Obywatele, żon strzeżcie, gacha łysego wiedziemy. Złotoś pożyczył, by w Galii na swe obłapki roztrwonić. (Urbani, servate uxores, moechum calvum adducimus. Aurum in gallia effutuisti, hic sumpsisti mutuum.)
- Swetoniusz, Juliusz Cezar, 49, 51
Tłum z kolei innym razem śpiewał:
Galów na triumf wiódł Cezar, teraz zaś wiedzie do kurii, Galowie zrzucili spodnie, szlaki przywdziali szerokie.(Gallos caesar in triumphum ducit, idem in curiam, galli bracas deposuerunt, latum clavum sumperunt.)
- Swetoniusz, Juliusz Cezar, 80
Nie wiemy tak naprawdę, jak śpiewano wspomniane słowa. Do naszych czasów zachowało się mało faktów odnośnie muzyki czy rytmiki Rzymian. Na stronie grupy rekonstrukcyjnej "The Roman Military Research Society" znaleźć możemy interpretację przekazu późno-rzymskiego poety Prudencjusza w dziele "Psychomachia". Według tej interpretacji rytm byłby następujący:
jeden, dwa, trzy, czterypięć, sześć, siedem, osiemdziewięć, dziesięć, jedenaście, dwanaściejeden, dwa, trzyWiemy, że muzyka była częścią codziennego życia, a niektórzy muzycy w Rzymie cieszyli się dużą popularnością. Biorąc jednak pod uwagę wyjątkowy rozwój technologiczny rzymskiej armii oraz profesjonalne podejście, moim zdaniem nie można wykluczyć, ażeby rzymscy legioniści nie śpiewali w trakcie marszu. Bardzo ciekawe wykonanie zaprezentowali nam reżyserzy filmu "Ben Hur" z 2016 roku:
Twórcy filmu wykorzystali tutaj sposób śpiewu znany m.in . w armii amerykańskiej, w którym szeregowi odpowiadają na zawołanie oficera. Nie da się ukryć, że brzmi to imponująco.
Dodatkowo należy nadmienić, że w wojsku rzymskim występowały instrumenty muzyczne. Z instrumentów najbardziej znane i związane z życiem wojskowym były trąby i rogi sygnałowe, w szczególności tuba z brązu lub drewna, obciągana skórą. Na tubie z brązu muzykowano przy zwycięstwie, na tubie z drewna z kolei podczas odwrotu. Znane były ponadto rogi (cornu) z brązu, zgięte w półkole, lituus w kształcie litery "J" oraz buccina (bucina).
Jeżeli podobają Ci się treści, jakie gromadzę na portalu oraz, którymi dzielę się na portalu, wdzięczny będę za jakiekolwiek wsparcie: https://imperiumromanum.pl/dotacje/