a to wczoraj widzialem jakiś spam że niby Orban miał być "polecony" przez Magyara na prezydenta UE(chociaż takie stanowisko nawet nie istniej) po dopytaniu o źródła takich rewelacji otrzymałem odp: wpisz sobie w google/zapytaj AI. xD
Ciekawy wpis Huberta Walasa z Good Times Bad Times nt. naszej transformacji gospodarczej lat 90., jej alternatywnego potencjału i porównywania z Koreą (tą gorszą ).
W Polsce mamy zgryz i patrzymy na 'niezależny' model rozwoju Korei jako na ten obiektywnie lepszy. A co jeśli nie dało się inaczej?
Korea startowała ze swoimi reformami już w latach 60 (30 lat 'przewagi'), choć z niższej bazy. Rywale choć potężni, to albo sami na dorobku i biedni (Chiny), albo ich peryferie i biedni (ZSRR), albo za wielką wodą (Japonia). Brak indoktrynacji polityczno-mentalnej przez 50 lat (komuna). Jeśli chcieli wygrać to musieli od pierwszego dnia postawić na model niezależny.
A co gdyby w Polsce od dnia pierwszego postawić na model 'niezależny'? Po pierwsze uważam, że z elitami (i społeczeństwem, które te elity wybierało) lat 90 było niewykonalne. 44 lata komuny (a wcześniej hekatomba elit WŚ2) zebrały takie żniwo, samego mindsetu państwowego, że było to marzenie ściętej głowy. W Polsce elity lat 90. były zlepkiem postkomunistów i nowej opozycji, z mindsetem bardziej liberalnym i rozproszonym. Oczekiwanie, że narzucą model „koreański” z selekcją czempionów i dyrektywną polityką przemysłową, byłoby nierealne.
Ale nawet biorąc pod uwagę, że jednak by się to udało i od dnia pierwszego stawialibyśmy na to z pełną mocą, jakie są szanse że nie bylibyśmy wprost tłamszeni przez naszych sąsiadów, zgodnie z logiką gry o sumie zerowej? Sądzę, że całkiem spore. Niemcy widząc w nas potencjalne zagrożenie być może podjęliby polityczną decyzję o lokowaniu FDI wszędzie w EŚW, tylko nie w Polsce. Współpraca Berlina z Moskwą wówczas nie byłaby obarczona nawet moralnym dylematem. Pytanie też na kogo stawialiby Amerykanie mając potencjalnych dwóch niezależnych graczy w EŚW (DE/PL) - lokalnego mocarza, czy ekonomicznego karła (ale niezależnego)? Ponadto nasza 'niezależna ścieżka' stałaby w poprzek integracji z UE, która zabiera część niezależności.
Ergo otoczenie i okres poprzedzający okres reform był w naszym przypadku drastycznie inny od przypadku koreańskiego, i wiele wskazuje na to że to model 'zależny' mógł być skuteczniejszy.
Niemcy i zachód pompowały w nas FDI licząc, że zawsze będziemy tańszym podwykonawcą. Nasza konwergencja nie była tłumiona ze względów politycznych, a wręcz wspierana.
Oczywiście nie była to nasza chłodna kalkulacja naszych elit, to był Michael Scott podający dłoń Edowi Truckowi. Okazało się, że był to też model najbardziej optymalny.
Teraz pytanie czy ten czas był wystarczający do 'wyprodukowania' elit i państwowego mindsetu by po 35 latach wziąć kierownice we własne ręce.
btw. czy w Korei po 35 latach było kolorowo? Wiele z tych problemów brzmi jakby znajomo.
@eloyard Porównanie z Koreą to jak porównanie jabłka i banana. Zarówno skala czasowa, jak i lokalne uwarunkowania były zupełnie niekompatybilne na starcie. Zbieżność ścieżki rozwoju to rezultat konwergencji od lat 90, bo świat "przegapił" zarówno Polskę, jak i Koreę. Może to brzmieć dziwnie, bo Samsung i inne czebole, ale Korea została podobnie przegapiona, jak Polska, ze względu na tło innych azjatyckich "tygrysów". Polska przemknęła się w nieco inny sposób - nie było o nas głośno, nie mamy czeboli, ani niczego podobnego co mogłoby zwrócić uwagę. Kraik w środku kontynentu, coś tam klepie, wszyscy mówią że tani i biedny. Mówić o Polsce zaczęto stosunkowo niedawno. I bardzo dobrze, bo w czasie kiedy inni konkurowali, my tam coś klepaliśmy, a nasi politycy zapewniali nieustanne wrażenie bajzlu między Odrą, a Bugiem. A społeczeństwo budowało kapitał, inwestowało, kombinowało. Nawet jeśli wychodzili z markami na zewnątrz, to albo pod obcymi, jako podwykonawcy, albo pod własnymi, ale zupełnie nie kojarzonymi z Polską.
To taki model rozwoju w ukryciu - całkiem fajny i dumny jestem z moich krajan. Ukryć 30 lat dynamicznego rozwoju w środku Europy :D
@eloyard ale taka Francja, czy USA mają dlug o kilometry większy od nas, a sobie radzą świetnie.
No dobra, bo w sumie to bardziej tu podśmiechujki uprawiam, bo dług państwa nie jest jakaś jednowymiarową kwestią i wg mojej wiedzy są takie, które bardzo chcemy mieć. I nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, czy np: emerytury ciąć, czy się zadluzyć, a najnowsza historia uczy, że to pierwsze przynosi bardzo dużo szkód.
Btw w linkach które wrzuciłeś są wypowiedzi jak u Gwiazdowskiego "wyobraźmy sobie że budżet państwa to jak budżet domowy" 🙃 śmierdzi mi to bardzo brakiem analizy i bon-motami z lat 80. Ale na ekonomii wiem tyle co przeciętny przedszkolak, więc się zawijam z wątku, bo się nie czuję na siłach, żeby to była merytoryczna dyskusja.
Jeśli dla kościelniaków ślub cywilny to nie małżeństwo, bo nie jest sakramentem, to nie mogą sobie per analogiam rozszerzyć interpretacji, że związek cywilny homo w ujęciu religijnym nie jest małżeństwem i nie ma o co się pruć?
My nazywamy Gdańsk bo jest nasz. On nie jest francuski ani niemiecki. Moglibyśmy nazywać tam jakas część Francji - brytyjczykami w ramach zemsty słownej xD
No ale to wtedy byłoby niekulturalne zachowanie, w końcu przyjechali w goście i im się wybacza (choc tutaj to sie musiałby wypowiedzieć kulturoznawca, bo z tego co wiem Szwedzi cie w domu nie nakarmią, ale rzucą cos na temat wielkości twojej żony i jest okej, nawet bardzo ).
@zzzquil no tak nie do końca. Przydacz nie wie, że Gdańsk to po francusku Dantzig i że to pochodzi z łaciny, ale czemu lis miałby nie mieć racji w tym konkretnym przypadku i kontekście?