Wypad ze znajomymi, łącznie trójka dorosłych z trójką dzieci, w tym moje dwie Myszy. Czas przejścia - jak zwykle przy dzieciarni - mnożony razy dwa.
Informacje praktyczne:
Samochód zostawiliśmy na tym parkingu (prywatne pole) w cenie 10 zł za dobę. Pokrzyżowało mi to plany, bo chciałem zaparkować gdzieś tutaj , ale ponoć nie można było wjeżdżać.
Część trasy leży w granicach Gorczańskiego Parku Narodowego, jednak sam szczyt Magurki wraz z wieżą widokową są już poza nim, więc można tam rozpalać ogniska.
Co było fajne:
Pogoda siadła jak złoto, a i przejrzystość była bardzo dobra, przez co można było nacieszyć oko ładnymi widokami oraz piękną panoramą Tatr.
Trasa od wieży do wyjścia z GPN bardzo ładna - po drodze strumyczki, pomnik bombowca Liberator i stojąca obok chatka, małe oczko dla płazów. Dzieciom się podobało.
Na miejsce jechałem bardzo malowniczą trasą, która była miłą odmianą od klasycznej Zakopianki (przez Dobczyce, Dąbie, Żerosławice, Mstów).
Co było mniej fajne:
Jak zwykle przy wchodzeniu starsza Mysz musiała dramatyzować, marudzić i kwękać. Na szczęście wszystko przeszło, gdy teren się wypłaszczył.
Ten odcinek pod górę, mimo kilku punktów z ładnym widokiem, był raczej bez szału. Asfaltowy fragment w drodze powrotnej na parking też na minus.
Wycieczka, mimo mniej ciekawych fragmentów, ogólnie na plus. Dzieci powyżej 4 lat powinny sobie na tej trasie poradzić (oczywiście z narzekaniem). Największym jej minusem pozostaje dla mnie jej odległość od mojej miejscowości - przynajmniej 2h drogi - i z tego względu będzie to raczej ostatni mój raz w tym miejscu na dłuższy czas.
Trasa super, a Gorce to najlepsze góry Małopolski i nawet nie zapraszam do dyskusji bo nie ma o czym. Luźno top 3 gór w polskich Beskidach (obok Bieszczad i Beskidu Niskiego), a fanboye polskich Tatr czy Pienin niech ciągną fiflaka xD
Poniedziałek siódmego tygodnia okresu Wielkanocnego
(J 16,29-33)
Uczniowie rzekli do Jezusa: „Oto teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie trzeba, aby Cię kto pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś”. Odpowiedział im Jezus: „Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną. To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”.
John 16:29-33
At that time: The disciples said to Jesus, ‘Ah, now you are speaking plainly and not using figurative speech! Now we know that you know all things and do not need anyone to question you; this is why we believe that you came from God.’ Jesus answered them, ‘Do you now believe? Behold, the hour is coming, indeed it has come, when you will be scattered, each to his own home, and will leave me alone. Yet I am not alone, for the Father is with me. I have said these things to you, that in me you may have peace. In the world you will have tribulation, but take heart: I have overcome the world.’
Rodzicielstwo ma swoje niezaprzeczalne uroki. Dziś, podczas poważnego dnia pracy, pełnego poważnych spotkań, dyskusji o poważnych budżetch z poważnymi ludźmi dostaje powiadomienie na telefon z wiadomością o tresci:
@Rafau @dradrian_zwierachs Mnie chyba najbardziej wkurza robienie przedstawień w poniedziałki albo w środku tygodnia o godzinie 15. Tak jakby wszyscy mogli się zwolnić z pracy i przyjść wcześniej bo bąble poskaczą i pomarudzą 10 minut.
@Hasti wiesz, to ma na celu zbudowanie doświadczenia bycia docenionym. Taki zabieg psychologiczny. Wolałbym współpracować lub dogadać się, żeby chociaż nagranie z tego mieć, obejrzeć przy dziecku i wychwalać przy nim. Takie to buty.
Az mi sie przypomniało - nie znam niestety autira - "Ktoś powinien wreszcie wziąć się za konkursy organizowane dla dzieci w wieku szkolnym i przedszkolnym, zanim dojdzie do prawdziwego nieszczęścia.
Otóż jakiś czas temu, mój syn wrócił z przedszkola z informacją, że zbliża się kolejna edycja konkursu ekologicznego na rysunek lub instalację o tematyce eko. Młody jest naprawdę uzdolniony plastycznie i ma świetne pomysły, ale poprosił o drobne wsparcie w składaniu i klejeniu projektu elektrowni wodnej. Siedzieliśmy na tym dwa wieczory i na dwa tygodnie przed konkursem mieliśmy już w zasadzie gotowe do okazania jury.
A tu nazajutrz Młody wraca z przedszkola z rykiem, że on na pewno przegra, bo czteroletni Jasio ma elektrownie słoneczną, w której zapala się światło, jak się naciśnie na panel fotowoltaiczny.
Przyznam, zagotowało mnie wówczas, że są rodzice którzy tak oszukują i to jeszcze kosztem dzieci. Zarabiam natomiast na tym, że potrafię oddać tak, żeby naprawdę bolało, więc z miejsca ruszyłem do lokalnego sklepu przemysłowego i po zostawieniu tam pięciu stówek, oznajmiłem synowi: "Postaw sobie na półce tę naszą kartonową zabawkę, Tatuś Ci zaraz pokaże, jak naprawdę robi się prąd."
Siedziałem nad tym całą noc, ale rano projekt był gotowy, a tam: pełny, działający obieg zamknięty wody + prawdziwe obracające się pod jej wpływem turbiny generujące prawdziwy prąd, zasilający oświetlenie minielektrowni, no i... turbiny, jakby się przestały kręcic. Jebane perpetuum mobile (na baterię ukrytą w dachu elektrowni).
Jasio, jak się o tym wszystkim dowiedział, to aż zbrudził pampersa. Co gorsza, jego ojciec najwyraźniej też, bo po trzech dniach mój Młody wraca i znowu w ryk, że Jasiek ma nowy projekt i jest to w pełni funkcjonalna elektrownia słoneczna, a panele na specjalnej platformie płynnie podążają za ruchem słońca, żeby w pełni wykorzystać jego energię.
No to już było wypowiedzenie wojny. Nie chodziło już nawet o konkurs, ale o zasady, o granice je⁎⁎⁎ej bezczelności. Nie może być przeceiż tak, że jakiś miejscowy k⁎⁎as, który ma za dużo wolnego czasu, pieniędzy i kleju na gorąco, będzie się kosztem mojego dziecka bawił w Jakuba Wiecha.
Zrobiłem wówczas to, co zrobiłby każdy normalny Polak w mojej sytuacji. Zadzwoniłem do Szwagra.
Mój szwagier jest typem człowieka, który potrafi zrobić absolutnie wszystko, o ile zapewni mu się dostęp do YouTube’a, hurtowni budowlanej i czteropaka Warki Strong, jako paliwa badawczo-rozwojowego. Ma też tę szczególną mieszaninę ciekawości i talentu, które w normalnym kraju dałaby mu grant badawczy albo zakaz zbliżania się do sieci elektroenergetycznej.
Szwagier przyjechał nazajutrz, spojrzał na mnie, potem na nasze dotychczasowe projekty, następnie na cztery skrzynki Warki Strong, a potem znowu na mnie.
- To trzeba iść w atom - ocenił. - Masz może uran?
Przez pierwszy wieczór tylko projektowaliśmy, dlatego rano - wzorem radzieckich inżynierów mieliśmy potwornego kaca. Następnego dnia zabraliśmy się jednak do pracy na poważnie.
Betonowaliśmy, spawaliśmy, łączyliśmy, potem znowu betonowaliśmy.
Tak powstały cztery bloki energetyczne, chłodnia kominowa, budynek sterowni, plac rozdzielczy i coś, co Szwagier nazwał "mechanizmem awaryjnego wygaszania reaktora", choć wyglądało jak pudełko po cukierkach z wbitymi doń metalowymi drucikami.
Trzeciego dnia zrobiliśmy sobie bana na piwo, ubraliśmy stroje pszczelarskie pokryte folią aluminiową i przystąpiliśmy do prac nad rdzeniem. "Sobie świecisz, czy mi?! Świeć tutaj, k⁎⁎wa" / "W sądzie też tak chujowo spawasz?!" - sypały się gęsto, ale do rana osiągnęliśmy większe postępy, niż polski program atomowy przez ostatnie pięćdziesiąt lat.
Na dzień przed konkursem projekt był gotowy. To była prawdziwa elektrownia jądrowa, nie żadne tam pstrokate przedszkolne gówno z rolek po papierze toaletowym i brokatu. Uberprofesjonalne wrażenie psuła tylko tabliczka na ogrodzeniu, z napisem" "WSTĘP WZBRONIONY" i drobnym drukiem: TATA JAŚKA - SPIERDALAJ".
- Trzeba będzie zrobić rozruch próbny, zanim podepniemy to do sieci. - stwierzdiłem.
- Dej spokój, co będziemy testować - fachowo machnął ręką Szwagier. - Dawaj od razu na produkcję.
Nazajutrz zawieźliśmy nasze dzieło do przedszkola na wystawę.
Powiem wprost - już samo wnoszenie tego do sali konkursowej wzbudziło respekt. Dzieci zamilkły, rodzice rozdziawili gęby ze zdziwienia, a ojciec Jasia w mgnieniu oka postarzał się z 10 lat i z tą swoją pedalską elektrownią słoneczną stał z boku i patrzył smutno, jakby właśnie oglądał wjazd wojsk Układu Warszawskiego do Pragi.
Ustawiliśmy elektrownię na stoliku pośrodku sali. Dookoła stanęły inne prace, np. jeż z szyszek, farma wiatrowa z rolek po papierze toaletowym i ten skurwiały solarny kombajn Ojca Jasia, którego panele rzeczywiście obracały się za słońcem.
Nie minęło wiele czasu, jak Szwagier zadecydował, że ruszamy. Padły słynne "ostatnie słowa":
- Podłączylem do sieci. Odpalaj. Będziemy robić próbę mocy.
Potem wypadki potoczyły się, że tak powiem - lawinowo i niestety tak szybko, że niewiele pamiętam.
W głowie mam takie migawki, jak w całym budynku zaczyna gasnąć światło, a Szwagier krzyczy: "Człowieku, kurwa, co jest? Dawaj pełną moc, bo turbiny stają!"
W rezultacie zaś dania tejże - światła rozbłyskają w oślepiającym blasku, następnie zaś żarówki kolejno eksplodują w całym budynku. Dzieci płaczą, dorośli uciekają. W panice rzucam się do przycisku AZ5 zlokalizowanego na ścianie sterowni minielektrowni, żeby to wszystko wyłączyć, a wtedy reaktor w bloku czwartym po prostu eksploduje.
Ja do niego wołam: "Chłopie, jaki zbiornik?! Cały rdzeń jest na wierzchu, widziałem grafit!"
On na to do mnie: "Lej wodę, żeby to chłodzić! Reaktory RBMK nie wybuchają! Nie widziałeś grafitu, bo go tam nie było!"
Potem wspólnie zasypujemy rozwalony rdzeń piaskiem z pobliskiej piaskownicy, gdy pada uzasdnione pytanie "a co z promieniowaniem"? Szwagier wyjmuje wtedy dozymetr i uspokoja, że "jest 3,6, not great, not terrible"
Oczywiście nie wygraliśmy tego konkursu. Nawet mój syn z tą swoją tekturową elektrownią wodną ostatecznie zajął wyższe miejsce (uruchamianie tej mojej dyrekcja przedszkola uznała za zbyt ryzykowne w czasasch eskalacji cen hydraulików). Dostaliśmy też dożywotni zakaz uczestnictwa w podobnych wydarzeniach, wezwanie do pokrycia kosztów malowania sufitu i wymiany oświetlenia, a także terapii dla babki od rytmiki.
Najgorsze jest jednak to, że dzieci w przedszkolu siedziałyby dziś po ciemku, gdyby nie Ojciec Jaśka i ta jego, jebana elektrownia słoneczna.#pasta #rodzicielstwo #heheszki "
Trzeba otrząsnąć się z takiej pożądliwości życia i zrozumieć, że nie stanowi różnicy, kiedy poniesiesz to, co kiedyś przecież ponieść musisz. Zależy wszak na tym, czy dobrze żyjesz, a nie na tym, czy długo. Często zaś «dobrze» zawiera się właśnie w tym, że «niedługo».
@Opornik no właśnie nie byłem i nie wiem o co chodzi, ale strasznie mnie ciągnie jak sobie przypomnę, po czym jakakolwiek sprawczość w tym kierunku żeby to się zadziało jest żadna.
@Opornik Polecam ten stan. Wyprowadzka do dziczy choćby na weekend działa bardzo pozytywnie na sen. W mojej dziczy nie ma nawet latarni na drodze więc panuje tam kompletna ciemność. Serio. nie widzę nawet własnych dłoni jak je wyciągnę XD
Jedenastu uczniów udało się do Galilei na górę, tam gdzie Jezus im polecił. A gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon. Niektórzy jednak wątpili. Wtedy Jezus zbliżył się do nich i przemówił tymi słowami: "Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata".
Matthew 28:16-20
At that time: The eleven disciples went to Galilee, to the mountain to which Jesus had directed them. And when they saw him they worshipped him, but some doubted. And Jesus came and said to them, ‘All authority in heaven and on earth has been given to me. Go, therefore, and make disciples of all nations, baptising them in the name of the Father and of the Son and of the Holy Spirit, teaching them to observe all that I have commanded you. And behold, I am with you always, to the end of the age.’
2000 lat później: 50 wzajemnie sprecznych odłamów, wszystkie mają rację, z wszystkimi jest Jezus. Nie licząc 100 odłamów innych religii, które też mają rację.
Ale wierzący nie dostrzega w tym nic niedorzecznego, wierzący o tym nie myśli.
Ogród zapierdala jak szalony, zmiany są widoczne z dnia na dzień, co chwilę kwitnie coś nowego i robi się coraz bardziej zielono. Już się nie mogę doczekać kiedy posprzątam te kamienie (mam na nie już przygotowane miejsce) i ogród zacznie bardziej wyglądać tak jak powinien.
Cały czas walczę z moją nową Alfą - wczoraj na przykład okazało się, że mam przedmuchy na rurce do EGR (udało się poprawić ale prawdopodobnie z drugiej strony puszki jest ten sam problem a tam trochę trudniejszy dostęp jest). Moim głównym wrogiem okazał się błąd P0480 czyli brak pierwszego biegu wentylatora. Walczę z tym już od ponad roku i do tej pory nie mogłem znaleźć przyczyny ale też nie poświęcałem temu tyle czasu co ostatnio. Przez ostatnich kilka dni było to moje główne zajęcie - rozebrałem wtyczki pod bezpiecznikami, przetestowałem przekaźnik manualnie, sprawdziłem stały plus i okazało się, że brakuje minusa z ECU. Więc rozebrałem wtyczkę pod bezpiecznikami, namierzyłem pin odpowiedzialny za nóżkę przekaźnika miernikiem i w ten sposób znalazłem kabel do niej doprowadzony. Podejrzenie było, że ten kabel jest przerwany między tą wtyczką a ECU więc zacząłem pruć wiązkę w poszukiwaniu uszkodzenia. Okazało się, że kabel nie idzie do ECU tylko w zupełnie przeciwną stronę. Coś mnie tknęło żeby sprawdzić luźną wtyczkę przy lampach co to niby do niczego nie była potrzebna - okazało się, że ten sam kolor kabelka jest w niej co przy przekaźniku. Po podaniu minusa na pin wtyczki dla tego kabelka wentylator się odpala więc niby bingo ale na c⁎⁎j ta wtyczka? Przecież to ma iść do ECU a nie na jakaś wtyczkę. Po kolejnym dniu szukania przyczyny w końcu padło podejrzenie, że do tej samej wtyczki dochodzi też sygnał z ECU i po prostu trzeba te dwa kable w tej wtyczce zmostkować. Potwierdziły to też schematy znalezione w internetach. No i wczoraj wieczorem najpierw podpiąłem LED'a W5W do tego kabelka, który niby ma iść do ECU i do plusa na akumulatorze, odpaliłem auto i włączyłem kilmę - nie świeci. Myślę - za mały prąd pewnie, trzeba zrobić zworę i się okaże. Zrobiłem zworę i d⁎⁎a, wentylator nie chodzi. No i na tym się wczoraj zakończyło bo poszedłem spać. Dzisiaj podepnę diagnostykę i zobaczę co tam się dzieje, będę mógł też wymusić pracę wentylatora bo możliwe, że klima nie zrobiła tego.
Jak już zrobię ten pierwszy bieg wentylatora to mam jeszcze świece żarowe które też niby działają, niby wszystko jest nowe i sprawne a walą błędem i jakby nie działają mimo wszystko.
W międzyczasie zacząłem wczoraj wymieniać lewy dolny przedni wahacz bo po zmianie hamulców i kilku testach okazało się, że przy mocnym (awaryjnym) hamowaniu auto ściąga a ja wymieniłem tylko prawy wahacz a powinno się wymieniać oba jednocześnie. Niestety jak zwykle utknąłem na wybijaniu sworznia wahacza ze zwrotnicy.
Także jest fajnie, wkręciłem się w te naprawy bo auto jeździ świetnie a poprawianie takich detali jakoś mi się strasznie spodobało.
Mam też moją starą Alfę na "warsztacie" i z podobnym problemem - muszę wyjąć kawałem półosi bo uszkodziłem osłonę podczas zmagań z wymianą skrzyni biegów i teraz utknąłem na wybijaniu sworznia ze zwrotnicy (już 3 dzień, ale to pewnie dlatego, że wolę się bawić z nową Alfą a stara stoi zapomniana). #stepujacybudowlaniec
Jeżeli cię trapi coś zewnętrznego, to nie to ci dolega, ale twój własny sąd o tym. A ten zmienić – już jest w twej mocy. Jeżeli ci zaś przykrość sprawia jeden ze stanów twego własnego usposobienia, to któż ci wzbrania myśl twoją sprostować? Podobnie, gdybyś się czuł strapionym, że nie możesz okazać swej działalności w sposób, który ci się zdaje rozumny, to czemuż się trapisz, a nie zabierzesz do pracy?
Święto św. Andrzeja Boboli, prezbitera i męczennika
(J 17,20-26)
W czasie ostatniej wieczerzy Jezus, podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, proszę nie tylko za nimi, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie, aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał. I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie. Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata. Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich”.
John 17:20-26
“My prayer is not for them alone. I pray also for those who will believe in me through their message, that all of them may be one, Father, just as you are in me and I am in you. May they also be in us so that the world may believe that you have sent me. I have given them the glory that you gave me, that they may be one as we are one— I in them and you in me—so that they may be brought to complete unity. Then the world will know that you sent me and have loved them even as you have loved me. “Father, I want those you have given me to be with me where I am, and to see my glory, the glory you have given me because you loved me before the creation of the world. “Righteous Father, though the world does not know you, I know you, and they know that you have sent me. I have made you[a] known to them, and will continue to make you known in order that the love you have for me may be in them and that I myself may be in them.”
Właśnie pojawił się najnowszy odcinek #49 O zwiedzaniu Japonii na rowerach
Wyobraźcie sobie przejechanie ponad 4000 kilometrów na rowerze... i to po Japonii! W dzisiejszym odcinku moimi gośćmi jest niesamowite małżeństwo – Joanna i Paweł, którzy opowiedzą o swojej wielkiej wyprawie na północ kraju.
To jednak nie była zwykła wycieczka. Zatrzymali się po drodze na kilka tygodni, by pracować jako wolontariusze u japońskich gospodarzy, poznając ich codzienne życie od podszewki. Nie zabrakło też chwil grozy – Joasia zaliczyła poważnie wyglądający upadek przez kierownicę. Dzięki temu wydarzeniu, na własnej skórze przetestowali, jak działają japońska policja i szpitale.
Gotowi na dawkę prawdziwych emocji i autentycznej Japonii? Posłuchajcie!