@Byk napisałem Ci o technice praemeditatio malorum i opisałem jej jeden, płytszy aspekt czyli wzmocnienie odporności psychicznej w przypadku realizacji dramatycznego scenariusza. Uświadomiłem sobie, że dawno nie wykonywałem tej techniki tak porządnie, bo dopiero po czasie dotarło do mnie, że robi się ją tak naprawdę w innym celu, a wzmocnienie odporności psychicznej jest jakby efektem ubocznym.
W swoim komentarzu napisałeś o angażowaniu się w związek i o odcięciu od uczuć. Tu jednak trzeba rozróżnić te rapowe wersy od stoicyzmu, bo w rapie mogło faktycznie chodzić o takie znieczulenie i odcięcie, a w stoicyzmie odcięcie się uniemożliwia praktykę stoicką. W stoicyzmie, w przeciwieństwie do rapu, powinieneś w końcu dojść do pogodzenia się ze swoją przeszłością, jaka by nie byla i nie uznawać jej jako zła, lecz jako ludzka.
No i przy tej technice praemeditatio malorum chodzi o to, żeby wyobrazić sobie np. wspomnianą wcześniej śmierć małżonka, skupiając się na tym co w takim momencie byś czuł. Chodzi tu, żebyś faktycznie odczuł to ukłucie żalu, zwątpienia i zagubienia – gdybyś się odciął nie mógłbyś tego zrobić – następnie należy pchnąć tę wizję do przodu, do momentu, w którym zaczynasz sobie radzić po stracie, żeby się w tych trudnych przeżyciach nie zapętlać.
Jednak ten moment, w którym starasz się odczuć ten żal jest kluczowy, bo po zakończeniu tego ćwiczenia masz mieć wyryte w głowie, że to że obcujesz obecnie np. ze swoją żoną, to nie jest nic oczywistego danego raz na zawsze, że możesz stracić to w każdej chwili.
I głównym celem tego ćwiczenia jest to, żeby po jego zakończeniu docenić możliwość przebywania z tą drugą osobą i móc cieszyć się tym prawdziwie, skupiając swoją uwagę na tym, żeby być z nią w pełni, a nie mimochodem, myśląc o czymś innym lub patrząc się w telefon i wkurzając, że coś tam gada.