Zorganizowana akcja? Nie. Efekt Wertera prędzej. Na bogów, żeby zaatakować kogoś nożem nie trzeba znać się z nikim, inwestycja w nożyk gdzieś w centrum handlowym czy bazarze to kwestia 30-40 zł, gromadzenie się w grupy umawiające się na wspólne dźganie dzieciaków i nauczycieli jest po prostu nielogiczne.
Zwróć uwagę na miejsce ataku i ich konsekwencje. Ataki w szkołach, atakujący to uczniowie. Jeszcze nie znamy ich motywów, tutaj wydobędą je policmeistrzy i ich psychologowie, ale opcje są dwie: albo to byli ci "cisi chłopacy", którymi każdy gardził, albo ci, którzy zawsze sprawiali multum problemów, nic pomiędzy.
Nie byli to ludzie z zewnątrz. Byli to uczniowie, znali swoje ofiary, ofiary znały ich, mieli ze sobą do czynienia od lat, powodów żeby chcieć je zabić było mnóstwo. I diamenty przeciw orzechom można postawić, że drugi nożownik widząc co odwalił pierwszy mógł pomyśleć: "kurde, miarka się przebrała, też zrobię to samo!". I to nie tajne grupki za to odpowiadają, a medialna atmosfera, która wręcz oczekuje kolejnego ataku.
I teraz tak. Mamy XXI wiek, dostęp do natychmiastowej informacji, oczekujemy pewnie, że będziemy coś wiedziec już, teraz, za chwilę, odświeżając strony z informacjami, scrollujac X w poszukiwaniu "nieoficjalnych" informacji, ale prawda jest taka, że trzeba poczekać. Nie pojawią się nagle "nowe informacje", biegli sądowi nie przybiegną dzielić się natychmiast z tym, co wycisnęli z tych nożowników. Czekać, obserwować, znać ludzi, z którymi masz na co dzień do czynienia i będziesz względnie bezpieczny.