Zdjęcie w tle

solly-1

Osobistość
  • 124wpisów
  • 2107komentarzy

Zaloguj się aby komentować

Szok, "niezalezny reporter" udziela wywiadu RT.


Zastanawial sie ktos kiedys, dlaczego ci "samodzielnie myslacy" zawsze wchodza w d⁎⁎e Rosji? Dlaczego nie ma silniczkow i europedalow, ktorzy wlaczyli myslenie? Dziwne, nie?


Tak na marginesie:

W lutym 2015 został jednym z wiceprzewodniczących nowo powołanego ugrupowania Zmiana. W wyborach parlamentarnych w 2019 kandydował do Senatu z ramienia komitetu Przywrócić Prawo (z poparciem ruchu Kukiz’15 ), otrzymując 7,87% oddanych głosów i zajmując ostatnie, 3. miejsce w okręgu

GFJ Kukiz XDDDDDDDDDDDD


Jesli koles przesiaduje w UK, to bardzo ciekawe, ze dochodzi tam do mnostwa aresztowan za aktywnosc w internecie, ale koles moze tam siedziec i robic PR Rosji w napastniczej wojnie. Przeciez takiego robaka trzeba potraktowac jak Pinochet traktowal komunistow.


#polityka #robactwo

18b87fae-cdf5-4110-801a-6e0719647c20

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Przychodzi czlowiek na drugi termin kolokwium, dostaje te same pytania, co na poprzednim terminie, na co sie doslownie kazdy przygotowal, po czym prowadzacy pisze maila, ze poszlo fatalnie, potrzebny trzeci termin i ze musial naprawde sporo ponaciagac oceny, a i tak zdala tylko 1/3 osob z niewielkiej grupy.


Wszyscy sa zszokowani, ze jak to tak? No przeciez dostalismy identyczne pytania, powtorzylismy, co trzeba bylo i napisalismy. A tu nie. Wiec ktos odzywa sie do prowadzacego, czy mozna chociaz zobaczyc kolokwia i skonsultowac przed 3. terminem.


Prowadzacy w odpowiedzi bardzo subtelnie zasugerowal, ze spoko, mamy do tego prawo, ale wtedy nie powtorzy pytan.


Normalnie czlowiek by uznal, ze ok, nic strasznego. Problem w tym, ze jak ulozyl nam pytania na pierwszy termin, to swojemu dyplomantowi powiedzial "kurde, ale im dowalilem" smiejac sie z nas. Bo kazdy byl zgodny, ze pytania byly jakies po⁎⁎⁎⁎ne, chociaz paru osobom jakos sie udalo zdac.


O jezu, dlugo nie spotkalem takiego zjeba na uczelni.


#studia #japierdole

@solly-1 studiowałem w Hiszpanii, było normalnie. Studiowałem w uk, było normalnie. Studiowałem w Polsce i było jak w lesie. Widzę, że po dwudziestu latach nic się nie zmieniło. Ha tfu.

@solly-1 Ah studia... jak ja za nimi nie tęsknie. Ja na poprawce egzaminu miałem te same pytania co na egzaminie. Napisałem dokładnie to samo - 4 z poprawki.

Zaloguj się aby komentować

Otwieram wątek z najciekawszymi wiązankami, jakie kiedykolwiek usłyszeliście. Ja zaczynam od moich faworytów:

  1. Wypierdalaj do Gestapo dzieci robić - chciałbym móc to skomentować, ale nie potrafię

  2. Idź tam na żelazku grzanki robić, śmieciu - wyszukany sposób na wytknięcie niskiego poziomu intelektualnego rozmówcy

#glupiehejtozabawy

Zaloguj się aby komentować

Ostatnio jak lapie dola, to przypominam sobie, jak kolezanka wyglaszala prezentacje o tym, co robila na praktykach w jednej firmie i pochwalila sie, ze zaproponowala rozwiazanie, ktore obcielo koszt produkcji jakiegos pizdryka z 3,5k na 40 zlotych. Prowadzaca pyta "Wow, dalej z tego korzystaja?", a ona odpowiada "Nie wiem, bo skonczyl sie okres praktyk i nic mi nie zaoferowali" xD

Tak sie szanuje kreatywnosc i pomyslowosc w firmach

#niewiemjaktootagowac

Zaloguj się aby komentować

TikTok podpadl UE.


Dziwnym trafem @100mph dzisiaj pisal o zakazie tej apki. Przypadek?


A tak serio to zakaz nie wyglada, jakby mial nadejsc, ale potencjalna kara wcale mala nie jest.


#ue #polityka #antisocialmedia

31ca7f14-d3b1-41ed-97a6-b26a9336e9c3

Hmm może zakazać też innych serwisów do scrollowania nie będących z Europy i slynacych z zbierania danych o użytkowniku

Ja trochę nie kumam bo to wygląda na bardzo wybiórcze traktowanie i ogólnie najazd na tę platformę z początku był chyba czysto polityczny? Chińskie wpływy, propaganda i te sprawy ale rozumiem przetoczone tutaj argumenty z tym, że np, YT też ma podobne funkcje w shortsach. Ogólnie zamknięcie tik toka spowoduje moim zdaniem raczej odwrotny skutek bo skoro ten model biznesowy bardzo dobrze się przyjął to ujście tym potrzebom zawsze się znajdzie, a pewnie i obejście takich przepisów również. Szczerze to bardziej mnie martwi przekaz i informacje zakrzywiające rzeczywistość odbierający obiektywizm jednostkom niż fakt uzależniającego wpływu platform. Może to tylko moje jakieś widzimisię ale w sumie ja mam ogromną przewagę - nigdy nie korzystałem z żadnych social mediów nigdy nie miałem naszej klasy(pamiętam jak nawet moja wychowawczyni w tamtym czasie się czepiała czemu nie zakładam XD), fb czy innych twitterów. Dla mnie to zawsze był jakaś psychologiczna granica nie do przejścia i fakt, że na takich platformach muszę jakby to powiedzieć sprzedać swoją prywatność i to w jakim celu? Chwila poklasku? Chwila bycia w centrum niczym gwiazda? Czy zwykła ludzka próżność? To chyba mądrze zobrazował pewien dziennikarz nadający ze schowka na miotły jak jeszcze był w pełni władzy umysłowych - "Kiedyś to SS-man musiała przyłożyć komuś lufę do skroni żeby wydobyć informacje, a dzisiaj ludzie robią to bez mrugnięcia okiem całkowicie dobrowolnie". Ale to tylko moje odczucia odnośnie "bycia" w social mediach.

Ja chciałem zaznaczyć, że już raz TVP mój post zamieściło w wiadomościach, a mem trafił na główną wp xDDD

Kto wie czy mnie tam nie śledzi jakiś minister albo inny pojeb.

Zaloguj się aby komentować

Petycja o to, zeby posty zawierajace wygenerowane przez AI treści byly tagowane, np. #aigenerated

Czy wpisy, do których powstania wykorzystuje się sztuczną inteligencję powinny być specjalnie tagowane?

226 Głosów

Powinien być nakaz do każdej treści wygenerowanej przez AI dodawać jakiś znak wodny, to powinno być zaimplementowane w każdy silnik.

Skoro można znakować każdą drukarkę, to można i AI.

@solly-1 @bojowonastawionaowca jako osoba używająca AI (głównie poza hejto) uważam, że powinny być ci najmniej dwa tagi/znaczniki: jeden dla treści stworzonych przez człowieka, ale zmodyfikowanych przez AI (korekta zdjęcia, streszczenie tekstu), a drugi dla materiałów wygenerowanych przez AI na podstawie prompta (nawet jeśli później był łączony lub poprawiany przez człowieka)

Treść słowna i obrazkowa też. Jeju, ile bym dał, żeby można było jednym przyciskiem wyłączyć oglądanie wygenerowanych obrazków z hejto. Znaczy się, dałbym całe zero złotych, no ale chyba rozumiecie intencje.

Zaloguj się aby komentować

Wśród natalistów - czy to pasywnych, czy aktywnych, często przewijają się różne argumenty za prokreacją. Jak już wiele razy twierdziłem, większość z nich jest egoistyczna, ale nie każdy. Są też takie, które przynajmniej pozornie są wspaniałomyślne.


Najbardziej prominentnym przykładem jest darowanie dziecku szczęścia. Niewątpliwie (przynajmniej na pierwszy rzut oka) taki argument brzmi nie dość, że sensownie, to jeszcze budująco. Po odpowiedniej analizie nie sposób jednak nie spostrzec kilku problemów związanych z tym uzasadnieniem.


Pierwszy z nich jest bardzo jałowy, prozaiczny; Żadne dziecko nie potrzebuje szczęścia, dopóki nie zostanie narodzone, a tym bardziej poczęte.


Drugi bierze pod uwagę konsekwencje sprowadzenia nowego stworzenia na świat. I tak, bez wątpienia kochający, nawet niezbyt majętni rodzice są w stanie wywrzeć gigantyczny, a przy tym pozytywny wpływ na życie kolejnego człowieka, jednak dom i rodzina to tylko ułamek naszej egzystencji. W prawdziwym świecie spędzamy lwią część czasu poza swoim mieszkaniem. Nie sposób jest zagwarantować, że dziecko, wychodząc na dwór, spotka się tylko ze szczęściem. Rozczarowań może być naprawdę wiele, a te się potęgują wraz z dorastaniem. W dzieciństwie bolało mnie to, że kolega z klasy musiał siedzieć w domu i się uczyć, przez co nie mógł wyjść na boisko. Teraz okazjonalnie myślę o np. wojnach, w których, np. na Ukrainie, miliony ludzi cierpi i czuje kompletną bezradność wobec ponurej rzeczywistości. W kontekście ludzi cierpiących w wojnach, można zadać retoryczne pytanie:


Jak do tego doszło? Czy oni nie mieli przyjść na świat i czerpać z niego szczęście?


To jest właśnie sedno problemu - nie jesteśmy w stanie zagwarantować szczęścia i dobrego życia dziecku. Możemy włożyć ogrom wysiłku (który na pewno się opłaci), ale wszystko może zostać zaprzepaszczone, jeśli okaże się, że dziecko jednego dnia nie wróciło do domu, bo zostało porwane.


Trzeci problem - rodzić dziecko, aby dać mu szczęście wywraca cały sens istnienia szczęścia. Zastanówmy się przez chwilę. Co jest stworzone dla kogo? Czy to ludzie są stworzeni dla szczęścia, czy, bardziej wiarygodnie - szczęście jest stworzone dla ludzi? W rzeczywistości nie istnieje żadna pula tego zasobu, która koniecznie musi zostać przydzielona nowonarodzonym. A co jeśli ostatecznie to dziecko nie będzie szczęśliwe, skoro zostało stworzone, żeby właśnie to szczęście czerpać? Wtedy konkluzja jest taka, że życie człowieka traci sens. Nikt jednak nie przyzna, że życie nieszczęśliwego człowieka pozbawione jest sensu. Prawda, jest to niezmiernie ważny element istnienia, natomiast nie jest on jedynym. Weźmy za przykład wybitnego kardiologa, który nigdy nie był w stanie doznać odwzajemnionej miłości, przez co żyje w przewlekłej depresji. Jego życie bez wątpienia ma sens, biorąc pod uwagę to, w jak krytycznej dziedzinie się specjalizuje.


Po czwarte. Na co dzień mamy do czynienia z naprawdę różnymi ludźmi. Prawdopodobnie każdy z nas w trakcie swojego życia miał okazję poznać kogoś z rodziny dysfunkcyjnej. Niektórym zapewne zdarzyło się zaprzyjaźnić z takimi osobami i dostrzec, jak ich sytuacja rodzinna wpłynęła na ich życie poza domem i nierzadko były to bardzo niepokojące wydarzenia i aktywności. Co w tym wszystkim jest zaskakujące? Niemal każdy rodzic jest przekonany o tym, że to on jest dobrym rodzicem dla swojego dziecka. Nieważne, na jak niskim poziomie opiekę oferuje. Często, niestety, wychodzi to na wierzch w sprawach rozwodowych, kiedy to np. ojciec, bo kilku latach srogich zaniedbań, nagle zaczyna walczyć ze swoją żoną o prawa do opieki nad dzieckiem, argumentując to na różne sposoby. Nie chodzi mi tutaj o to, że nie ma dobrych rodziców, a tym bardziej, że nie ma dobrych ojców. Problem polega na tym, że decyzję, żeby zrobić dziecko podejmują rodzice. I to właśnie ci rodzice oceniają, czy są dobrymi kandydatami na opiekunów. Bardzo często robią to ludzie, którzy są niekompetentni i nierozważni.


#antynatalizm

@solly-1 Siemanko, kanapowy filozof za dychę z tej strony, ja to widzę tak: Siłą rzeczy rozmowa nie może nas doprowadzić do żadnych wniosków, bo nie da się ocenić nieistnienia. Nie wiemy jak to jest nie istnieć. Twierdzenie, że niebyt jest lepszy od bytu opiera się na nieweryfikowalnych założeniach. Jesteśmy biologicznie zaprogramowani, żeby bycie cenić, lubimy być i istnieć i mamy poważne problemy z tego bytu przerwaniem. A jedyną alternatywą dla bytu, ze wszystkimi jego wadami, jest niebyt. Niebyt, który wszystkich nas czeka, prędzej czy później, i trwał będzie wiecznie. Czym jest nasz krótki żywot, nawet pełen cierpienia, wobec wiecznego niebytu?


Toteż ja uważam, że należy ten byt nadawać i szerzyć, czynić z niego ile możliwe, bo do niebytu i tak każdy wróci i tam na wieczność zostanie. (No, chyba że nie...)

@solly-1 Wszystko zależy od punktu odniesienia.
Każdy gatunek jako taki nie ma większego celu poza przetrwaniem samego gatunku, ludzie też zaczynali od takiego etapu - kolejne pokolenia pracują na 'wspólne' dobro i ciągłość egzystencji - czy ma to jakiś większy sens? Czy życie w ogóle ma sens?

I co teraz jest altruizmem, a co egoizmem? ;P
Które 'dobro' jest najwyższe?
Moje? Moich dzieci? Czy społeczeństwa jako takiego?

Zaloguj się aby komentować

Oglądanie House'a uświadomiło mnie, jak wiele chorób/zaburzeń istnieje i jakie nietypowe mogą być. Wątkiem, który pojawia się parę razy w serialu jest zbieractwo.


Przypadłość u niektórych osobników na tyle patologiczna, że faktycznie sklasyfikowano to jako zaburzenie o niewiadomym jeszcze podłożu. Spekuluje się, że wynika to z jakichś traum - nie wiem, jakich dokładnie. Szybki przegląd na wiki mówi o np. rozwodzie. Dla mnie to jest niemożliwe, żeby tak żyć (pic rel), a ci ludzie szczerze są przekonani, że nie mogą czegoś się pozbyć, bo zawsze mogą tego potrzebować. To nawet nie jest tak, że są syfiarzami, bo nie chce im się sprzątać. Wyrzucenie czegoś do śmieci powoduje u nich ogromny ból, bo ich mózgi są zaprogramowane, że wszystkiego potrzebują, będą potrzebować, albo ktoś inny może potrzebować.


Mieliście kiedyś do czynienia z osobą z taką przypadłością? Chyba pomijam dzieci, bo wydaje mi się, że one często nie chcą się pozbywać zabawek.


#pytanie #zdrowie

258e1abf-0c65-4e42-ae5f-344156787c80

Mam domek kupiony po zmarłym zbieraczu. Same "przydasie" w warsztacie, na parterze i na strychu. Parter już oczyszczony, zajęło to parę weekendów. (45 m², trochę roboty było a metraż mały). Parter nie był taki zły, bo dało się przejść, wejść do pokojów. Niestety strych i warsztat to góra gratów, przejść jest ciężko. Czego my tam nie znajdziemy! Stelaż ze składanego tapczanu? NA PEWNO się przyda. (Nam się przydał, wywieźliśmy na złom xD) Mnóstwo ciuchów, pordzewiałe gwoździe, pęknięte deski, sprzęty które się popsuły ale na pewno da się naprawić... Kosiarka spalinowa, elektryczna, to samo podkaszarki, a w razie gdyby nie było prądu i nie było paliwa to czeka sierp i kosa. Niestety najtańsze marketówki, jedynie kosiarka elektryczna sprawna, sierp i kosa pordzewiałe z połamanymi uchwytami. A działka zapuszczona od wielu lat :/ Wdowa, gdy sprzedawała nam dom namawiała nas żebyśmy przejrzeli ciuchy bo są jeszcze dobre i może sobie coś znajdziemy, żeby czasami nie wyrzucać nic bo jeszcze się przydadzą... Nie wiem czy się tak dobrali czy działa to jako współuzależnienie. Przykra przypadłość, pewnie ma to coś wspólnego z tym, że kiedyś ciężko było kupić niektóre rzeczy a teraz można to robić tanio i w dużych ilościach.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Mam ogromny problem patrzec ludziom w oczy podczas rozmowy, chociaz wiem, jak dziwnie to wyglada, gdy ktos z toba rozmawia i unika kontaktu wzrokowego. Zawsze tego unikalem i unikam, bo jest to dla mnie ekstremalnie niekomfortowe. Nie rozumiem dlaczego, staram sie na to zwracac uwage, ale mozg mi mowi, zebym tego nie robil. Podejrzewam, ze wynika to poniekad z tego, ze spora czesc dziecinstwa spedzilem przed komputerem (chociaz mialem niekrotkie okresy, kiedy bardzo regularnie i intensywnie spedzalem czas z kolegami). Irytuje mnie to, bo wiem, ze jestem przez to niezreczny, ale slowo daje, to mnie przerasta. Potrafie patrzec w oczy tylko, kiedy podejrzewam, ze dostane od kogos wpierdol, wiec ostatnio sie to zdarzylo chyba w czerwcu ubieglego roku.

#problemy #kontaktymiedzyludzkie

Nie wiem, czy to pomoże, ale gdzieś kiedyś słyszałem, że bezpieczna długość patrzenia komuś w oczy, to taka, żeby zarejestrować kolor oczu.

Może coś na zasadzie: "co chwilę sprawdzam kolor oczu rozmówcy, aha, niebieskie, aha niebieskie..."

Kurde, mam tak samo. Jak za długo patrzę komuś w oczy przy rozmowie to zaczynam o tym myśleć o przestaje słuchać co dana osoba do mnie mówi. Po⁎⁎⁎⁎ne i silniejsze ode mnie. Normalne u mnie jest patrzenie na usta.

Mówią, że jak nie patrzysz komuś w oczy to jesteś fałszywy. Gówno prawda. Ja też mam z tym problem. Z nowo poznanymi osobami bardzo trudno nawiązać mi kontakt wzrokowy. Patrzę krótko i zaraz uciekam wzrokiem. Walczę z tym , ale z różnym skutkiem. Najgorzej jest z osobami, do których mam duży dystans

Zaloguj się aby komentować

Przed studiami mialem okazje nasluchac sie informacji, ktore niespecjalnie zgadzaly sie z rzeczywistoscia.

Pomijajac historie o mitycznych upierdalaczach, poprawianiu analizy matematycznej az do inzynierki, duzo mi mowili, ze pierwszy rok jest przejebany, a od drugiego jest juz latwiutko.


Teraz moge sie do tego odniesc. Ludziom chyba pierwszy rok sie pomylil ze stopniem. Nie potrafilem odnotowac specjalnej roznicy w poziomie trudnosci studiow na inzynierce, moze troche w tych ostatnich semestrach prowadzacy sie mniej czepiali i byli bardziej laskawi. Mowili mi, ze od drugiego roku wykladowcy nas szanuja, bo wiedza, ze skoro po pierwszych dwoch semestrach nie wykitowalismy, to jestesmy nie byle kim.


To jest gowno prawda. Prawdziwa roznice moglem poczuc na magisterce, tym bardziej, ze zdecydowalem sie na bardzo malo popularna specjalnosc. Poziom szacunku ze strony prowadzacych nigdy nie byl wyzszy i mozemy autentycznie poczuc sie chciani na naszej uczelni. Dla mnie i znajomych bylo to takie nietypowe, ze az mowilismy sobie "oni chyba sa zdesperowani, zeby nas wciagnac na doktorat". Szczegolnie uwydatnione to jest w przypadku, kiedy przedmiot prowadzi jakis doktorant, albo osoba swiezo po doktoracie, wtedy rozmowa miedzy nami jest niemal jak rowny z rownym.


Poza tym, kolezanka mi mowila, ze na studiach poznam fajnych ludzi. No i tutaj tez nie bylbym zadowolony z pierwszego stopnia. Zwlaszcza, ze przez pierwsze dwa lata ogromna czesc to "hehe, ujebe tego kolosa, bo pilem piwo zamiast sie uczyc". Im blizej konca inzyniera, tym bylo lepiej, ale i tak ciezko bylo o wspolny jezyk. Na magistrze od razu sie mozna bylo zaklimatyzowac i szybko stworzylem swoja klike, ktora caly czas wspolpracujemy i chyba nikt nie moze narzekac. To juz jest norma, ze kiedy prowadzacy mowi o pracy w grupach, to mowimy do siebie "to, co zwykle?" i siadamy razem. Widac, ze potrafimy sie przylozyc, ale wspolpraca powoduje u nas mnostwo smiechu, bo poczucie humoru jest bardzo kompatybilne.


#studia

@solly-1 - większość z nas studia ma już w niepamięci - tak, jesteśmy po prostu starzy - w końcu to portal dla starych ludzi - a młodzi tu to anomalia.

Niemniej mi studia prócz imprezowania gówno dały - i tak robię w całkiem czymś innym niż studiowałem.

Niemniej jak byłem młody to myślałem, że jestem za głupi na studiowanie bo przecież na studia dostaje sie jedynie elita narodu i że studia to prestiż - a już na pierwszym roku poznałem tylu debili, że do końca studiów miałem kryzys, który z każdym rokiem się pogłębiał, że tacy ludzie to nasza wspólna przyszłość - co wpłynęło na moją chęć ich ukończenia. Na szczęście w równej mierze poznałem spoko ludzie więc 5 lat nie było jednak całkiem zmarnowane.

Zaloguj się aby komentować

Po paru dniach użytkowania żabojadzkiego Qwanta mogę powiedzieć, że pasuje mi co raz bardziej. Nie miałem okazji korzystać z niego szczególnie intensywnie, robię to tak zwyczajnie, ale nie czułem jeszcze potrzeby przejścia na Google ani razu. Kiedy używałem duckduckgo, to ciągle mi coś nie pasowało i ostatecznie przeskakiwałem na inną kartę z Google.

W związku z powyższym, zachęcam do przetestowania. Mam nadzieję, że nie będę musiał wracać do amerykańskiego molocha.

#europejskiealternatywy

9686225f-bf4c-4897-8c96-59081d4ee56b

Zaloguj się aby komentować

Z racji na to, ze Stany sa co raz bardziej uposledzone, to postanowilem nieco powazniej potraktowac pomysl odejscia od amerykanskich technologii. Wczoraj zainstalowalem Vivaldi i na wyszukiwarke ustawilem Qwanta. Najpierw korzystalem z Ecosii, ale zdaje sie, ze maja umowe z Google.

Przyzwyczajenie bardzo daje sie we znaki, ale glupio byc kompletnie apatycznym wobec sytuacji na swiecie, a chociaz sprobowac warto.

Pozniej chyba zajme sie migracja z Gmaila na Protona.

Najgorzej bedzie z Youtube, ale szczerze powiedziawszy mam co raz mniejszy interes tam zagladac, jesli to tylko muzyka, to uzywam Spotify, ktore niestety idealne nie jest. No i jeszcze jest Messenger. Pare dni temu chcialem zainstalowac Linuxa, ale dostepnosc niektorych programow jest ograniczona do Windowsa.

#europejskiealternatywy

@solly-1 - zacny wysiłek - takie próby tylko uświadamiają jak amerykanie uzależnili cały świat od swojej technologii.

Wiadomo, że ze wszystkiego się nie da zrezygnować - ważne by ograniczać gdzie się da - a alternatyw jest coraz więcej.

@Konto_serwisowe nie jestem w stanie jeszcze narzekac, poniewaz siedze nad jakas prezentacja na temat ktory nie idzie w ogole znalezc jakichkolwiek informacji i nie robi mi roznicy xd

ale jak wyszukuje cos mniej nietuzinkowego to nie wydaje sie, zeby go to przerastalo, duckduckgo wydawal sie slaby od razu w porownaniu do qwanta

Zaloguj się aby komentować

Ahahaha zgadnijcie czyj wspollokator potrzebuje jakichs 40 minut na to, zeby sie wyprysznicowac.

No moj.

Zgadnijcie, czyj wspollokator nabija sie ze mnie i kolegi, ze nie potrafimy przetrzymac moczu i zawracamy mu d⁎⁎e, kiedy on sie myje.

No moj.

Zgadnijcie, kto dzisiaj zajal lazienkie z rana na mniej niz 10 minut (zeby sie umyc) i ten sam wspollokator nekal go pod drzwiami, czy moze wejsc, bo on tylko na dwie minuty potrzebuje.

Jakby wszyscy myli sie te 40 minut, tak jak on, to trzask d⁎⁎y bylby slyszalny na calym osiedlu xD


#akademik

@solly-1 akademiki, to inna gęstość. Ja sam miłem dzieloną łazienkę z innym pokojem i gość z pokoju obok był pseudo dilerkiem... co chwilę miał gości. Zużywali nasze rzeczy i tak dalej i dalej. Nawet go nagrałem, jak chciał mi wcisnąc jakieś dragi. Afetamina pewnie. Student prawa.... Chciałem się go pozbyć, ale nie nagranie zrobiło furorę. Naszczałem mu do żelu pod prysznic, razem z różową. Do dziś podziwiam, jak to zrobiła. Plus jego szczoteczką czyściłem miejsca, gdzie słońce normalnie nie dociera... Wiem, gówniarskie podejście, ale i gnojkiem byłem. No może nie do końca, ale przejąłem styl...:P

@razALgul inspiracja?

Stefan: Opowiadałem ci o romansie mojej żony? Ochroniarz „Małpa”: Nie… Stefan: Aaa, to było jakiś rok temu kręcił się przy niej taki przylizany frajerzyna. Literat czy coś. Gołodupiec w każdym razie. Ochroniarz „Małpa”: To żadna konkurencja dla pana, szefie. Stefan: No, niezupełnie, moja żona zawsze miała skłonności romantyczne. Oszalała na punkcie tego człowieka. Zabrała go na wakacje do jakiegoś afrykańskiego kraju, nazwy nie pamiętam. Z resztą tam ciągle powstają jakieś nowe kraje. I wyobraź sobie, już pierwszego dnia pobytu, spotkała ich niemiła przygoda. W hotelu ktoś włamał się do ich pokoju i ukradł im wszystkie rzeczy oprócz szczoteczek do zębów i aparatu fotograficznego. Ochroniarz „Małpa”: Aparatu nie zabrali?! Stefan: No nie zabrali… Ale zakochana para nie widziała w tym nic dziwnego. Moja żona miała karty kredytowe, więc kupili nowe ubrania. Miło spędzali czas, jeździli na safari, robili zdjęcia o zachodzie słońca, patrzyli na siebie zakochanym wzrokiem. Postanowili, że po powrocie do Polski zamieszkają razem. Moja żona wystąpi o rozwód i potem się pobiorą. Powrócili opaleni, szczęśliwi i jeszcze bardziej zakochani. Dopiero po jakimś czasie moja żona przypomniała sobie, że nie wywołała filmu z tej bajkowej wycieczki. Okazało się, że jest tam kilka zdjęć, które nie oni robili, tylko trzej miejscowi Murzyni, którzy włamali się do nich pierwszego dnia. Na tych zdjęciach ci Murzyni wsadzali sobie ich szczoteczki do zębów w dupę. A oni potem, przez cały miesiąc, tymi szczoteczkami myli zęby. Niestety, ich miłość nie przetrwała tej próby. Moja żona nadal kochała tego człowieka, ale nie mogła się przemóc żeby go pocałować. Cały czas miała przed oczami tych trzech Murzynów – z jego szczoteczką do zębów w dupie. Ochroniarz „Małpa”: Co za przypadek! Stefan: A kto powiedział, że to był przypadek?

Zaloguj się aby komentować

Nigdy nie zastanawialem sie, jakie substancje wykorzystuje sie podczas chemioterapii. I zawsze zakladalem, ze sa to jakies wymyslne srodki, wytwarzane laboratoryjnie, nad ktorymi latami sleczeli rozni naukowcy, zeby zsyntezowac jakis zwiazek, ktory dziala tak, a nie inaczej.

Ale ostatnio sie dowiedzialem, ze jedna z takich substancji jest paklitaksel.

I paklitaksel jest substancja pochodzenia naturalnego. Pozyskuje sie go z kory jednego gatunku drzew. Niestety nie jest to takie proste, zeby odlamac kawalek kory i go pogryzc/possac, bo te substancje trzeba wydobyc. I dobrze wykorzystac, bo jest hydrofobowa, co utrudnia wchlanianie.

To jest autentycznie substancja, ktora sie pakuje do organizmu, zeby zwalczyc nowotwor np. piersi w zaawansowanym stadium.

Naturalna substancja co najwyzej kojarzy mi sie z profilaktyka, a nie z leczeniem powaznych chorob. Inna sprawa, ze zapotrzebowanie jest spore, wiec cena niska nie jest i z tego powodu opracowano syntetyczne odpowiedniki. I nawet jesli one wypra paklitaksel zupelnie (o ile to juz sie nie wydarzylo), to ciekawe jest to, ze inspiracja jest przyroda sama w sobie, bo opracowywane alternatywy docelowo maja miec strukture maksymalnie zblizona do naturalnego odpowiednika.


#medycyna #nauka

@solly-1 Przeczytaj o tym jak w ogóle powstała chemioterapia:


Nalot na Bari był jednym z najbardziej niszczycielskich i śmiercionośnych niemieckich nalotów podczas całej II wojny światowej. Alianci w trakcie 20 minuty stracili 28 jednostek (w tym 2 polskie). Była to jednak tylko część problemu.

SS John Harvey miał bowiem na pokładzie dwa tysiące bomb z iperytem siarkowym. Po zbombardowaniu go przez Niemców trujący gaz bojowy przedostał się do wody w porcie. Do wody, do której skakali marynarze ewakuujący się z innych tonących jednostek. Ich sytuację pogorszył fakt oblepienia ich ciał przez ropę ze statków. Początkowo jednak nikt nie zdawał sobie sprawy ze skali tragedii. Pomocy udzielano rannym, których cierpienie było widoczne od razu.

Po kilku godzinach lista zatrutych osób zaczęła jednak szybko rosnąć i obejmować nie tylko żołnierzy, ale i cywilów mieszkających w Bari. Wkrótce zaczęto łączyć tajemnicze objawy i zgony z dziwnym zapachem czosnku.

Sprawie zaczął przyglądać się Stewart Francis Alexander, amerykański lekarz i wojskowy. Bez trudu rozpoznał, że cierpienie setek osób to efekt kontaktu z gazem musztardowym. Przekonał też lekarzy do podawania rannym środków neutralizujących działanie gazu, dzięki czemu uratowano wielu ludzi.

Amerykanie i Brytyjczycy zdecydowali się jednak tuszować sprawę, by nie prowokować Niemców do użycia broni chemicznej. Skutki nalotu na Bari były jednak zbyt duże, by można sprawę ukryć. Zdecydowano się więc poinformować świat, że iperyt towarzyszył aliantom na wypadek konieczności udzielenia odpowiedzi na ewentualny niemiecki atak chemiczny. Szybciej na prawdę otworzyli się Amerykanie niż Brytyjczycy. Działania Alexandra jednak dopiero po latach zostały uznane za bohaterskie i przełomowe.

Na uwagę zasługuje jednak fakt, że Amerykanin ratując ludzi pobierał także próbki od zmarłych w wyniku nalotu na Bari. Badania ofiar tragedii oraz ich tkanek wykazały cechy uszkodzenia szpiku kostnego.

Opierając się na tych obserwacjach (choć wpływ bojowych środków trujących na nowotwory dostrzegany był już wcześniej) amerykańscy naukowcy Alfred Gilman i Louis Goodman z Yale zdecydowali się na pierwsze eksperymentalne terapie zwalczania nowotworów (swoje badania zaczęli już przed atakiem na Bari). Testy na myszach z udziałem iperytu azotowego (związku także należącego do gazów bojowych, choć gaz musztardowy to iperyt siarkowy) wykazały, że jest to skuteczna metoda walki z białaczką. Od tego momentu prowadzono coraz dokładniejsze badania w tym kierunku opierając się m.in . na wiedzy zebranej po ataku na Bari. Zaczęto takie terapie stosować w leczeniu ludzi.

@solly-1 Wbrew temu co mówią szury, medycyna tzw. naturalna nie umarła. Jeżeli coś rzeczywiście działało (np. jakieś zioło), nauka popatrzyła jaka substancja za to odpowiada, izolowala, żeby zniwelować skutki uboczne i tyle. Tabletki to nie zawsze środki zsyntezowane w laboratorium

@Jarem

Weź coś natuaralnego co zaobserwowano że jakoś działa, sprawdz jak i dlaczego działa, wzmocnij kilkukrotnie i masz pewnie z połowę leków z apteki.

Większość leków jest obecna w naturze, tylko taniej jest syntetyzować, albo pozyskiwac ze zmodyfikowanych genetycznie organizmów. Penicylina, aspiryna, insulina, kokaina, LSD... Wiecie jak nazywa się medycynę tradycyjną, alternatywną albo ziołolecznictwo któremu udowodniono działanie lecznicze? Medycyna :p

Zaloguj się aby komentować

ŁAMANIE: DONALD TRUMP PLANUJE INWAZJĘ NA EUROPĘ I EKSTERMINACJĘ JEJ MIESZKAŃCÓW.

Jako usprawiedliwienie tłumaczył, że jeśli on tego nie zrobi, to zrobi to Rosja, albo Chiny.

#heheszkipolityczne #grenlandia

"Łamanie: Ksiądz zgwałcił małe dziecko.

Proboszcz lokalnej parafii jako usprawiedliwienie tłumaczył że jeśli on tego by nie zrobił to zrobiłby to ktoś inny."

Zaloguj się aby komentować

Aaaa k⁎⁎wa, polaczki, d⁎⁎a was boli, co? Co wy tam macie w tej swojej zajebanej smierdzacym gownem Europie? Sam syf.

No ale co ja bede mowic, Ameryka jest dla byka, Europa dla chlopa.


#polityka

305266cd-03a4-42a1-8c42-29b30540246a

@solly-1 już w pierwszym zdaniu kłamstwo o tym, że nato to usa XDDDDD dalej zdaje się nie rozumie jak działają cła (jak domyślam się z tematu 80% eksportu). Zamiast "key warriors" chyba miał na myśli "keyboard warriors", a nawet na to był zbyt głupi.


Co do braku kart UE (czemu napisał akurat EU? Nie wiem, choć się domyślam) to też świetny żart - niech nikt mu nie mówi skąd pochodzą technologie i części używane przez biznes w USA XDDD


A co do braku wysłania wojska do Grenlandii to rozumiem, że Tusk też nie będzie chciał pomocy Danii jak następnym razem wlecą na nasz teren ruskie rakiety.


Podsumowując - ja wiem od kogo wy są.

Zaloguj się aby komentować