Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna

Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Po jakichs 16 latach spontanicznie usiadlem do origami ponownie i zrobilem swoja ulubiona kreacje: kusudame. Wyjalem sobie lacznie ok. 4h z dnia, skladanie modulow okazalo sie calkiem spoko, ale zlozenie wszystkiego w kule bylo bardzo frustrujace.
#origami


Zaloguj się aby komentować
Ehh, kobite czekaja ciezkie 3 dni i teraz wypadaloby jej chalupe odpicowac bardziej, niz zwykle. Mam pare h zanim wroci zeby ja zaskoczyc. No ale to dopiero pierwszy dzien, wypucuje kibel, a jaka niespodzianke jej sprawie w nastepne dwa dni? Boze daj mi sile.
#zwiazki
Zaloguj się aby komentować
Skoro dzisiaj taka szczegolna rocznica, to wyglaszam cyniczna opinie:
Zbrodnia katynska byla gorsza niz rzez wolynska, poniewaz byla wymierzona w elity, a nie w wiesniakow. I o ile ofiar rzezi bylo znacznie wiecej, a lwia czesc ich smierci byla duzo brutalniejsza, o tyle dla polskiej panstwowosci bardziej bolesnym byla utrata oficerow, intelektualistow i aktywistow politycznych.
#historia i byc moze #niepopularnaopinia
@solly-1 Nawet katastrofa smoleńska była bolesna. Wraz z politykami też umarło dużo ludzi, których mogliśmy nazywać jakkolwiek elitami. Teraz mamy w polityce Mateckich, Czarnków i inne potwora, które czują się elitami reprezentując absolutnie nic.
Jakby nie patrzeć, taka śmierć elit boli naród i zostawia piętno.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Szok, "niezalezny reporter" udziela wywiadu RT.
Zastanawial sie ktos kiedys, dlaczego ci "samodzielnie myslacy" zawsze wchodza w d⁎⁎e Rosji? Dlaczego nie ma silniczkow i europedalow, ktorzy wlaczyli myslenie? Dziwne, nie?
Tak na marginesie:
W lutym 2015 został jednym z wiceprzewodniczących nowo powołanego ugrupowania Zmiana. W wyborach parlamentarnych w 2019 kandydował do Senatu z ramienia komitetu Przywrócić Prawo (z poparciem ruchu Kukiz’15), otrzymując 7,87% oddanych głosów i zajmując ostatnie, 3. miejsce w okręgu
GFJ Kukiz XDDDDDDDDDDDD
Jesli koles przesiaduje w UK, to bardzo ciekawe, ze dochodzi tam do mnostwa aresztowan za aktywnosc w internecie, ale koles moze tam siedziec i robic PR Rosji w napastniczej wojnie. Przeciez takiego robaka trzeba potraktowac jak Pinochet traktowal komunistow.
#polityka #robactwo

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Nie można też zapomnieć o konfederatach, dlatego nie tylko #bekazpisu
#polityka #bekazprawakow #safe

Zaloguj się aby komentować
Przychodzi czlowiek na drugi termin kolokwium, dostaje te same pytania, co na poprzednim terminie, na co sie doslownie kazdy przygotowal, po czym prowadzacy pisze maila, ze poszlo fatalnie, potrzebny trzeci termin i ze musial naprawde sporo ponaciagac oceny, a i tak zdala tylko 1/3 osob z niewielkiej grupy.
Wszyscy sa zszokowani, ze jak to tak? No przeciez dostalismy identyczne pytania, powtorzylismy, co trzeba bylo i napisalismy. A tu nie. Wiec ktos odzywa sie do prowadzacego, czy mozna chociaz zobaczyc kolokwia i skonsultowac przed 3. terminem.
Prowadzacy w odpowiedzi bardzo subtelnie zasugerowal, ze spoko, mamy do tego prawo, ale wtedy nie powtorzy pytan.
Normalnie czlowiek by uznal, ze ok, nic strasznego. Problem w tym, ze jak ulozyl nam pytania na pierwszy termin, to swojemu dyplomantowi powiedzial "kurde, ale im dowalilem" smiejac sie z nas. Bo kazdy byl zgodny, ze pytania byly jakies po⁎⁎⁎⁎ne, chociaz paru osobom jakos sie udalo zdac.
O jezu, dlugo nie spotkalem takiego zjeba na uczelni.
#studia #japierdole
@solly-1 studiowałem w Hiszpanii, było normalnie. Studiowałem w uk, było normalnie. Studiowałem w Polsce i było jak w lesie. Widzę, że po dwudziestu latach nic się nie zmieniło. Ha tfu.
@solly-1 Ah studia... jak ja za nimi nie tęsknie. Ja na poprawce egzaminu miałem te same pytania co na egzaminie. Napisałem dokładnie to samo - 4 z poprawki.
@solly-1 też przeżyłam podobną sytuację na studiach, baba dawała od lat te same pytania, ale sprawdzała egzaminy chyba przez słynny test rzucania kartek na biurko, bo i tak 3/4 roku widziało się na poprawkach.
Znam też jednego typa, co sobie z kasy z warunków premię do pensji zrobił.
Właśnie przez takich ludzi polskie uczelnie w światowych rankingach albo się nie pojawiają, albo szurają po dnie, jak tu ktoś wyżej wspomnial, władza nad studentami i bezkarność przyciągają psychopatów, którzy sobie boostują ego uwalaniem studentów (bo innych osiągnięć nie mają). A na zachodzie ci wszyscy ludzie wylecieliby z uczelni na kopach. Polskiemu szkolnictwu wyższemu przydałaby się gruntowna reforma, właściwie to najlepiej byłoby to wszystko zaorać i stworzyć od zera, żeby odciąć uczelniany beton i profesorków psychopatów.
Zaloguj się aby komentować
Otwieram wątek z najciekawszymi wiązankami, jakie kiedykolwiek usłyszeliście. Ja zaczynam od moich faworytów:
Wypierdalaj do Gestapo dzieci robić - chciałbym móc to skomentować, ale nie potrafię
Idź tam na żelazku grzanki robić, śmieciu - wyszukany sposób na wytknięcie niskiego poziomu intelektualnego rozmówcy
#glupiehejtozabawy
Zaloguj się aby komentować
Ostatnio jak lapie dola, to przypominam sobie, jak kolezanka wyglaszala prezentacje o tym, co robila na praktykach w jednej firmie i pochwalila sie, ze zaproponowala rozwiazanie, ktore obcielo koszt produkcji jakiegos pizdryka z 3,5k na 40 zlotych. Prowadzaca pyta "Wow, dalej z tego korzystaja?", a ona odpowiada "Nie wiem, bo skonczyl sie okres praktyk i nic mi nie zaoferowali" xD
Tak sie szanuje kreatywnosc i pomyslowosc w firmach
#niewiemjaktootagowac
Zaloguj się aby komentować
TikTok podpadl UE.
Dziwnym trafem @100mph dzisiaj pisal o zakazie tej apki. Przypadek?
A tak serio to zakaz nie wyglada, jakby mial nadejsc, ale potencjalna kara wcale mala nie jest.
#ue #polityka #antisocialmedia

Hmm może zakazać też innych serwisów do scrollowania nie będących z Europy i slynacych z zbierania danych o użytkowniku
Ja trochę nie kumam bo to wygląda na bardzo wybiórcze traktowanie i ogólnie najazd na tę platformę z początku był chyba czysto polityczny? Chińskie wpływy, propaganda i te sprawy ale rozumiem przetoczone tutaj argumenty z tym, że np, YT też ma podobne funkcje w shortsach. Ogólnie zamknięcie tik toka spowoduje moim zdaniem raczej odwrotny skutek bo skoro ten model biznesowy bardzo dobrze się przyjął to ujście tym potrzebom zawsze się znajdzie, a pewnie i obejście takich przepisów również. Szczerze to bardziej mnie martwi przekaz i informacje zakrzywiające rzeczywistość odbierający obiektywizm jednostkom niż fakt uzależniającego wpływu platform. Może to tylko moje jakieś widzimisię ale w sumie ja mam ogromną przewagę - nigdy nie korzystałem z żadnych social mediów nigdy nie miałem naszej klasy(pamiętam jak nawet moja wychowawczyni w tamtym czasie się czepiała czemu nie zakładam XD), fb czy innych twitterów. Dla mnie to zawsze był jakaś psychologiczna granica nie do przejścia i fakt, że na takich platformach muszę jakby to powiedzieć sprzedać swoją prywatność i to w jakim celu? Chwila poklasku? Chwila bycia w centrum niczym gwiazda? Czy zwykła ludzka próżność? To chyba mądrze zobrazował pewien dziennikarz nadający ze schowka na miotły jak jeszcze był w pełni władzy umysłowych - "Kiedyś to SS-man musiała przyłożyć komuś lufę do skroni żeby wydobyć informacje, a dzisiaj ludzie robią to bez mrugnięcia okiem całkowicie dobrowolnie". Ale to tylko moje odczucia odnośnie "bycia" w social mediach.
Ja chciałem zaznaczyć, że już raz TVP mój post zamieściło w wiadomościach, a mem trafił na główną wp xDDD
Kto wie czy mnie tam nie śledzi jakiś minister albo inny pojeb.
Zaloguj się aby komentować
Petycja o to, zeby posty zawierajace wygenerowane przez AI treści byly tagowane, np. #aigenerated
Powinien być nakaz do każdej treści wygenerowanej przez AI dodawać jakiś znak wodny, to powinno być zaimplementowane w każdy silnik.
Skoro można znakować każdą drukarkę, to można i AI.
@solly-1 @bojowonastawionaowca jako osoba używająca AI (głównie poza hejto) uważam, że powinny być ci najmniej dwa tagi/znaczniki: jeden dla treści stworzonych przez człowieka, ale zmodyfikowanych przez AI (korekta zdjęcia, streszczenie tekstu), a drugi dla materiałów wygenerowanych przez AI na podstawie prompta (nawet jeśli później był łączony lub poprawiany przez człowieka)
Treść słowna i obrazkowa też. Jeju, ile bym dał, żeby można było jednym przyciskiem wyłączyć oglądanie wygenerowanych obrazków z hejto. Znaczy się, dałbym całe zero złotych, no ale chyba rozumiecie intencje.
Zaloguj się aby komentować
Wśród natalistów - czy to pasywnych, czy aktywnych, często przewijają się różne argumenty za prokreacją. Jak już wiele razy twierdziłem, większość z nich jest egoistyczna, ale nie każdy. Są też takie, które przynajmniej pozornie są wspaniałomyślne.
Najbardziej prominentnym przykładem jest darowanie dziecku szczęścia. Niewątpliwie (przynajmniej na pierwszy rzut oka) taki argument brzmi nie dość, że sensownie, to jeszcze budująco. Po odpowiedniej analizie nie sposób jednak nie spostrzec kilku problemów związanych z tym uzasadnieniem.
Pierwszy z nich jest bardzo jałowy, prozaiczny; Żadne dziecko nie potrzebuje szczęścia, dopóki nie zostanie narodzone, a tym bardziej poczęte.
Drugi bierze pod uwagę konsekwencje sprowadzenia nowego stworzenia na świat. I tak, bez wątpienia kochający, nawet niezbyt majętni rodzice są w stanie wywrzeć gigantyczny, a przy tym pozytywny wpływ na życie kolejnego człowieka, jednak dom i rodzina to tylko ułamek naszej egzystencji. W prawdziwym świecie spędzamy lwią część czasu poza swoim mieszkaniem. Nie sposób jest zagwarantować, że dziecko, wychodząc na dwór, spotka się tylko ze szczęściem. Rozczarowań może być naprawdę wiele, a te się potęgują wraz z dorastaniem. W dzieciństwie bolało mnie to, że kolega z klasy musiał siedzieć w domu i się uczyć, przez co nie mógł wyjść na boisko. Teraz okazjonalnie myślę o np. wojnach, w których, np. na Ukrainie, miliony ludzi cierpi i czuje kompletną bezradność wobec ponurej rzeczywistości. W kontekście ludzi cierpiących w wojnach, można zadać retoryczne pytanie:
Jak do tego doszło? Czy oni nie mieli przyjść na świat i czerpać z niego szczęście?
To jest właśnie sedno problemu - nie jesteśmy w stanie zagwarantować szczęścia i dobrego życia dziecku. Możemy włożyć ogrom wysiłku (który na pewno się opłaci), ale wszystko może zostać zaprzepaszczone, jeśli okaże się, że dziecko jednego dnia nie wróciło do domu, bo zostało porwane.
Trzeci problem - rodzić dziecko, aby dać mu szczęście wywraca cały sens istnienia szczęścia. Zastanówmy się przez chwilę. Co jest stworzone dla kogo? Czy to ludzie są stworzeni dla szczęścia, czy, bardziej wiarygodnie - szczęście jest stworzone dla ludzi? W rzeczywistości nie istnieje żadna pula tego zasobu, która koniecznie musi zostać przydzielona nowonarodzonym. A co jeśli ostatecznie to dziecko nie będzie szczęśliwe, skoro zostało stworzone, żeby właśnie to szczęście czerpać? Wtedy konkluzja jest taka, że życie człowieka traci sens. Nikt jednak nie przyzna, że życie nieszczęśliwego człowieka pozbawione jest sensu. Prawda, jest to niezmiernie ważny element istnienia, natomiast nie jest on jedynym. Weźmy za przykład wybitnego kardiologa, który nigdy nie był w stanie doznać odwzajemnionej miłości, przez co żyje w przewlekłej depresji. Jego życie bez wątpienia ma sens, biorąc pod uwagę to, w jak krytycznej dziedzinie się specjalizuje.
Po czwarte. Na co dzień mamy do czynienia z naprawdę różnymi ludźmi. Prawdopodobnie każdy z nas w trakcie swojego życia miał okazję poznać kogoś z rodziny dysfunkcyjnej. Niektórym zapewne zdarzyło się zaprzyjaźnić z takimi osobami i dostrzec, jak ich sytuacja rodzinna wpłynęła na ich życie poza domem i nierzadko były to bardzo niepokojące wydarzenia i aktywności. Co w tym wszystkim jest zaskakujące? Niemal każdy rodzic jest przekonany o tym, że to on jest dobrym rodzicem dla swojego dziecka. Nieważne, na jak niskim poziomie opiekę oferuje. Często, niestety, wychodzi to na wierzch w sprawach rozwodowych, kiedy to np. ojciec, bo kilku latach srogich zaniedbań, nagle zaczyna walczyć ze swoją żoną o prawa do opieki nad dzieckiem, argumentując to na różne sposoby. Nie chodzi mi tutaj o to, że nie ma dobrych rodziców, a tym bardziej, że nie ma dobrych ojców. Problem polega na tym, że decyzję, żeby zrobić dziecko podejmują rodzice. I to właśnie ci rodzice oceniają, czy są dobrymi kandydatami na opiekunów. Bardzo często robią to ludzie, którzy są niekompetentni i nierozważni.
#antynatalizm
@solly-1 Siemanko, kanapowy filozof za dychę z tej strony, ja to widzę tak: Siłą rzeczy rozmowa nie może nas doprowadzić do żadnych wniosków, bo nie da się ocenić nieistnienia. Nie wiemy jak to jest nie istnieć. Twierdzenie, że niebyt jest lepszy od bytu opiera się na nieweryfikowalnych założeniach. Jesteśmy biologicznie zaprogramowani, żeby bycie cenić, lubimy być i istnieć i mamy poważne problemy z tego bytu przerwaniem. A jedyną alternatywą dla bytu, ze wszystkimi jego wadami, jest niebyt. Niebyt, który wszystkich nas czeka, prędzej czy później, i trwał będzie wiecznie. Czym jest nasz krótki żywot, nawet pełen cierpienia, wobec wiecznego niebytu?
Toteż ja uważam, że należy ten byt nadawać i szerzyć, czynić z niego ile możliwe, bo do niebytu i tak każdy wróci i tam na wieczność zostanie. (No, chyba że nie...)
@KsRobag
Toteż ja uważam, że należy ten byt nadawać i szerzyć, czynić z niego ile możliwe, bo do niebytu i tak każdy wróci i tam na wieczność zostanie.
To zdanie podkopuje sens tego, co uznajesz, ze trzeba szerzyc. Jak fakt, ze cos ostatecznie zniknie ma argumentowac za tym, zeby cos rozpowszechniac?
Siłą rzeczy rozmowa nie może nas doprowadzić do żadnych wniosków, bo nie da się ocenić nieistnienia. Nie wiemy jak to jest nie istnieć. Twierdzenie, że niebyt jest lepszy od bytu opiera się na nieweryfikowalnych założeniach. Jesteśmy biologicznie zaprogramowani, żeby bycie cenić, lubimy być i istnieć i mamy poważne problemy z tego bytu przerwaniem. A jedyną alternatywą dla bytu, ze wszystkimi jego wadami, jest niebyt. Niebyt, który wszystkich nas czeka, prędzej czy później, i trwał będzie wiecznie. Czym jest nasz krótki żywot, nawet pełen cierpienia, wobec wiecznego niebytu?
W takim razie powinnismy mnozyc sie na jak najwieksza skale, zeby potencjalne nie-stworzenie nie-istniejace w prozni nie doswiadczalo tego, czego doswiadcza teraz? Jesli zalozymy, ze niebyt wiaze sie z jakimis uczuciami - czy to cierpienie, czy to ekstremalne szczescie, to w tej chwili dzieje sie cos na nieskonczona skale, bo ile jest nieistniejacych? I ile trwa nieistnienie? Sam okazjonalnie wspominasz, ze nasze istnienie nie ma sensu. Probujesz to wziac za argument?
@solly-1
To zdanie podkopuje sens tego, co uznajesz, ze trzeba szerzyc.
Rozwiń, nie rozumiem w jaki sposób.
Jak fakt, ze cos ostatecznie zniknie ma argumentowac za tym, zeby cos rozpowszechniac?
Bo albo skorzystasz albo nie? Skorzystanie jest wartością dodaną, na "nacieszenie się" niebytem będzie nieskończoność czasu, a bytu jest ograniczona porcja. Pewnie to przez to, że ja nie uważam życia za inherentnie złe, w moim odczuciu plusów jest znacznie więcej niż minusów, ale tu już wchodzimy w kwestie stanu materialnego czy politycznego miejsca narodzin.
powinnismy mnozyc sie na jak najwieksza skale, zeby potencjalne nie-stworzenie nie-istniejace w prozni nie doswiadczalo tego, czego doswiadcza teraz?
Nie, te stworzenia nie doświadczają bo nie mają czym doświadczać, nie istnieją, nie nadano im jeszcze bytu.
Jak napisałem na początku, nie da się "wycenić" wartości bytu, bo nie ma do czego go porównać, brak jest alternatywy. Nikt nie wie jak to jest "nie być". Możesz rozważać czy coś jest warte zrobienia, np. wyjechanie w góry na tydzień bo alternatywą jest zrobienie czegoś innego, nawet bezczynne siedzenie na wyrku jest robieniem czegoś, plus pozwala zaoszczędzić pieniądze na potencjalnie lepszy cel w przyszłości. "Wycena" zawsze wynika z porównania do czegoś innego, więc twierdzenie (które jak ja rozumiem wynika z twojego posta) że byt jest gorszy od niebytu jest wg. mnie nie do udowodnienia. Niebyt nie jest dobry ani zły, jest niczym, nie da się go doświadczyć, a byt to jedyne co mamy i znamy. Więc w wyborze niebyt-byt ja wybieram byt, a każdy kto wybiera niebyt ma możliwość się w ten niebyt udać, a jeśli nawet nie skorzysta to ten niebyt i tak go czeka. To jest decyzja, której dokonuje się na czuja, nie ma żadnych twardych danych, tobie byt śmierdzi, a mi pachnie, żaden się nie myli.
Tak mi jeszcze przyszło do głowy, może to nieco rozjaśni moje stanowisko: Mnożenie się na potęgę niekoniecznie jest fajne, bo o ile wartość bytu jest (wg. mnie) dodatnia, to już rozmiar tej dodatniości jest zmienny i zależy od wielu czynników, np. stanu materialnego rodziców. I każdy powinien dbać, aby wartość tego bytu była możliwie wysoka, nie tylko swoja własna, ale też cudza. Więc jeśli jestem biedny to może powinienem posiadanie potomstwa odpuścić, jeśli mam problematyczne wady genetyczne które przekażę to też powinienem dwa razy się zastanowić czy warto. Bo może ograniczony czas i środki warto by było zainwestować w dodawanie wartości do bytów już istniejących, niż w tworzenie nowych.
@solly-1 Wszystko zależy od punktu odniesienia.
Każdy gatunek jako taki nie ma większego celu poza przetrwaniem samego gatunku, ludzie też zaczynali od takiego etapu - kolejne pokolenia pracują na 'wspólne' dobro i ciągłość egzystencji - czy ma to jakiś większy sens? Czy życie w ogóle ma sens?
I co teraz jest altruizmem, a co egoizmem? ;P
Które 'dobro' jest najwyższe?
Moje? Moich dzieci? Czy społeczeństwa jako takiego?
tu nie ma co gadać, tu trzeba dzieci robić (jawny natalista here czyli ojciec)
Zaloguj się aby komentować
Oglądanie House'a uświadomiło mnie, jak wiele chorób/zaburzeń istnieje i jakie nietypowe mogą być. Wątkiem, który pojawia się parę razy w serialu jest zbieractwo.
Przypadłość u niektórych osobników na tyle patologiczna, że faktycznie sklasyfikowano to jako zaburzenie o niewiadomym jeszcze podłożu. Spekuluje się, że wynika to z jakichś traum - nie wiem, jakich dokładnie. Szybki przegląd na wiki mówi o np. rozwodzie. Dla mnie to jest niemożliwe, żeby tak żyć (pic rel), a ci ludzie szczerze są przekonani, że nie mogą czegoś się pozbyć, bo zawsze mogą tego potrzebować. To nawet nie jest tak, że są syfiarzami, bo nie chce im się sprzątać. Wyrzucenie czegoś do śmieci powoduje u nich ogromny ból, bo ich mózgi są zaprogramowane, że wszystkiego potrzebują, będą potrzebować, albo ktoś inny może potrzebować.
Mieliście kiedyś do czynienia z osobą z taką przypadłością? Chyba pomijam dzieci, bo wydaje mi się, że one często nie chcą się pozbywać zabawek.
#pytanie #zdrowie

Mam domek kupiony po zmarłym zbieraczu. Same "przydasie" w warsztacie, na parterze i na strychu. Parter już oczyszczony, zajęło to parę weekendów. (45 m², trochę roboty było a metraż mały). Parter nie był taki zły, bo dało się przejść, wejść do pokojów. Niestety strych i warsztat to góra gratów, przejść jest ciężko. Czego my tam nie znajdziemy! Stelaż ze składanego tapczanu? NA PEWNO się przyda. (Nam się przydał, wywieźliśmy na złom xD) Mnóstwo ciuchów, pordzewiałe gwoździe, pęknięte deski, sprzęty które się popsuły ale na pewno da się naprawić... Kosiarka spalinowa, elektryczna, to samo podkaszarki, a w razie gdyby nie było prądu i nie było paliwa to czeka sierp i kosa. Niestety najtańsze marketówki, jedynie kosiarka elektryczna sprawna, sierp i kosa pordzewiałe z połamanymi uchwytami. A działka zapuszczona od wielu lat :/ Wdowa, gdy sprzedawała nam dom namawiała nas żebyśmy przejrzeli ciuchy bo są jeszcze dobre i może sobie coś znajdziemy, żeby czasami nie wyrzucać nic bo jeszcze się przydadzą... Nie wiem czy się tak dobrali czy działa to jako współuzależnienie. Przykra przypadłość, pewnie ma to coś wspólnego z tym, że kiedyś ciężko było kupić niektóre rzeczy a teraz można to robić tanio i w dużych ilościach.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Mam ogromny problem patrzec ludziom w oczy podczas rozmowy, chociaz wiem, jak dziwnie to wyglada, gdy ktos z toba rozmawia i unika kontaktu wzrokowego. Zawsze tego unikalem i unikam, bo jest to dla mnie ekstremalnie niekomfortowe. Nie rozumiem dlaczego, staram sie na to zwracac uwage, ale mozg mi mowi, zebym tego nie robil. Podejrzewam, ze wynika to poniekad z tego, ze spora czesc dziecinstwa spedzilem przed komputerem (chociaz mialem niekrotkie okresy, kiedy bardzo regularnie i intensywnie spedzalem czas z kolegami). Irytuje mnie to, bo wiem, ze jestem przez to niezreczny, ale slowo daje, to mnie przerasta. Potrafie patrzec w oczy tylko, kiedy podejrzewam, ze dostane od kogos wpierdol, wiec ostatnio sie to zdarzylo chyba w czerwcu ubieglego roku.
#problemy #kontaktymiedzyludzkie
Nie wiem, czy to pomoże, ale gdzieś kiedyś słyszałem, że bezpieczna długość patrzenia komuś w oczy, to taka, żeby zarejestrować kolor oczu.
Może coś na zasadzie: "co chwilę sprawdzam kolor oczu rozmówcy, aha, niebieskie, aha niebieskie..."
Kurde, mam tak samo. Jak za długo patrzę komuś w oczy przy rozmowie to zaczynam o tym myśleć o przestaje słuchać co dana osoba do mnie mówi. Po⁎⁎⁎⁎ne i silniejsze ode mnie. Normalne u mnie jest patrzenie na usta.
Mówią, że jak nie patrzysz komuś w oczy to jesteś fałszywy. Gówno prawda. Ja też mam z tym problem. Z nowo poznanymi osobami bardzo trudno nawiązać mi kontakt wzrokowy. Patrzę krótko i zaraz uciekam wzrokiem. Walczę z tym , ale z różnym skutkiem. Najgorzej jest z osobami, do których mam duży dystans
Zaloguj się aby komentować
Przed studiami mialem okazje nasluchac sie informacji, ktore niespecjalnie zgadzaly sie z rzeczywistoscia.
Pomijajac historie o mitycznych upierdalaczach, poprawianiu analizy matematycznej az do inzynierki, duzo mi mowili, ze pierwszy rok jest przejebany, a od drugiego jest juz latwiutko.
Teraz moge sie do tego odniesc. Ludziom chyba pierwszy rok sie pomylil ze stopniem. Nie potrafilem odnotowac specjalnej roznicy w poziomie trudnosci studiow na inzynierce, moze troche w tych ostatnich semestrach prowadzacy sie mniej czepiali i byli bardziej laskawi. Mowili mi, ze od drugiego roku wykladowcy nas szanuja, bo wiedza, ze skoro po pierwszych dwoch semestrach nie wykitowalismy, to jestesmy nie byle kim.
To jest gowno prawda. Prawdziwa roznice moglem poczuc na magisterce, tym bardziej, ze zdecydowalem sie na bardzo malo popularna specjalnosc. Poziom szacunku ze strony prowadzacych nigdy nie byl wyzszy i mozemy autentycznie poczuc sie chciani na naszej uczelni. Dla mnie i znajomych bylo to takie nietypowe, ze az mowilismy sobie "oni chyba sa zdesperowani, zeby nas wciagnac na doktorat". Szczegolnie uwydatnione to jest w przypadku, kiedy przedmiot prowadzi jakis doktorant, albo osoba swiezo po doktoracie, wtedy rozmowa miedzy nami jest niemal jak rowny z rownym.
Poza tym, kolezanka mi mowila, ze na studiach poznam fajnych ludzi. No i tutaj tez nie bylbym zadowolony z pierwszego stopnia. Zwlaszcza, ze przez pierwsze dwa lata ogromna czesc to "hehe, ujebe tego kolosa, bo pilem piwo zamiast sie uczyc". Im blizej konca inzyniera, tym bylo lepiej, ale i tak ciezko bylo o wspolny jezyk. Na magistrze od razu sie mozna bylo zaklimatyzowac i szybko stworzylem swoja klike, ktora caly czas wspolpracujemy i chyba nikt nie moze narzekac. To juz jest norma, ze kiedy prowadzacy mowi o pracy w grupach, to mowimy do siebie "to, co zwykle?" i siadamy razem. Widac, ze potrafimy sie przylozyc, ale wspolpraca powoduje u nas mnostwo smiechu, bo poczucie humoru jest bardzo kompatybilne.
#studia
@solly-1 - większość z nas studia ma już w niepamięci - tak, jesteśmy po prostu starzy - w końcu to portal dla starych ludzi - a młodzi tu to anomalia.
Niemniej mi studia prócz imprezowania gówno dały - i tak robię w całkiem czymś innym niż studiowałem.
Niemniej jak byłem młody to myślałem, że jestem za głupi na studiowanie bo przecież na studia dostaje sie jedynie elita narodu i że studia to prestiż - a już na pierwszym roku poznałem tylu debili, że do końca studiów miałem kryzys, który z każdym rokiem się pogłębiał, że tacy ludzie to nasza wspólna przyszłość - co wpłynęło na moją chęć ich ukończenia. Na szczęście w równej mierze poznałem spoko ludzie więc 5 lat nie było jednak całkiem zmarnowane.
@koszotorobur To tak jak u mnie, tylko że mój wzrok był skierowany na płeć - tą ładniejszą.
@paulusll - a Ty myślisz, że z kim ja imprezowałem i do kogo do akademików chodziłem i po stancjach się szlajałem
Niemniej ciągle z tyłu głowy zadawałem sobie to jedno ważne pytanie...
Zaloguj się aby komentować
Po paru dniach użytkowania żabojadzkiego Qwanta mogę powiedzieć, że pasuje mi co raz bardziej. Nie miałem okazji korzystać z niego szczególnie intensywnie, robię to tak zwyczajnie, ale nie czułem jeszcze potrzeby przejścia na Google ani razu. Kiedy używałem duckduckgo, to ciągle mi coś nie pasowało i ostatecznie przeskakiwałem na inną kartę z Google.
W związku z powyższym, zachęcam do przetestowania. Mam nadzieję, że nie będę musiał wracać do amerykańskiego molocha.
#europejskiealternatywy

Zaloguj się aby komentować