Nic tak nie wzbudza u mnie uczucia pogardy do własnego narodu, jak stosunek Polaków do gejów.
Ostatnio na yt zobaczyłem shorta o prowokacyjnej miniaturce - coś o tym, że świat się kończy z dołączonymi crying emoji. Na tle disneyland. Myślę sobie, że to ewidentny clickbait, ale na mnie zadziałało. Wchodzę i oglądam. Sytuacja na shorcie:
Dwóch dorosłych, kompletnie normalnie wyglądających mężczyzn zatrzymuje się w disneylandzie. Nagle jeden z nich klęka przed drugim i wyciąga pudełko z pierścionkiem zaręczynowym. Drugi zaczyna płakać ze wzruszenia i śmiechu, sam pada na kolana i też wyciąga pudełko z pierścionkiem. Przytulają się do siebie, nawet nie całują. To jest cały short.
Czyli ktoś nagrał bardzo ważną i emocjonującą chwilę w życiu dwójki ludzi, a jakiś przygłup się po prostu z takich ludzi naśmiewa i wystawia ich na jakiś lincz. Wchodzę w komentarze, których była jakaś setka. Z nich przynajmniej 90% to klaskanie uszami w reakcji na opis filmiku przez autora, wyzwiska i dyskredytowanie gejów na wszelkie sposoby. Moje ulubione to jakieś wysrywy o tym, że geje nie mogą się rozmnażać, więc można/trzeba na nich pluć. Tymczasem katolicka, tradycyjna i heteroseksualna Polska o najniższym/prawie najniższym współczynniku urodzeń na świecie...
Normalnie człowiek by pomyślał, że to bardzo zabawna i nietypowa sytuacja, a Polacy... Polacy są zajęci pluciem jadem, bo ktoś żyje inaczej od nich i jest szczęśliwy.
#polakibiedakirobakicebulaki