Jak wiecie mam trochę różnych kadzideł, dymów i dziwaków, natomiast ostatnio chętnie się psikam takimi bardziej "normickimi" perfumami typu Meo Spirito, czy Acqua di Parma Buongiorno (pewnie kupię flaszkę, kiedy tylko znów pojawi się 180ml w akceptowalnej cenie). Rozważam dodanie jeszcze jakiegoś bardziej normalnego pachnidła, ale relatywnie dobrej jakości, do poziomu chemola dylana się nie zniżę. Chodzi mi po głowie jakiś Xerjoff Fiero, który kiedyś zrobił na mnie niezłe wrażenie, przy tym jest trwały i nie kosztuje majątku, ale w związku z tym, że mało znam takich perfum, to chętnie posłucham, co z tej kategorii sami lubicie i używacie najczęściej.
@saradonin_redux oprócz wyżej wspomnianego Kourosa, u mnie taką funkcję pełni jeszcze Bortnikoff Moss Cologne i Nikolai New York Intense. Kiedyś miałem Prada Amber PH - btw. najlepsze mydełko w perfumach - i w sumie to żałuję sprzedaży. Niedawno chodził mi też po głowie Chanel Platinum Egoiste
@saradonin_redux Panie, Fiero z każdym psikanym razem mi się bardziej podoba zapachem i trwałością, więc mocny+. Bardziej niebiesko, to mi siedzi bardzo Foconero od TT i Gentle Fluidity Silver MFK, Foconero to się nawet latem po wieczornym prysznicu psikam. Do tego z normickich ale fajnych osobiście polecam Gisada Ambassador Intense, mimo, że klimat Sausage elixir, to jakiś taki przyjemny i Dior Homo 2020 tak jak się między ludzi idzie
wersja z Live in Hamburg (2007), oryginalnie utwór ukazał się na Tuesday Wonderland (2006)
Skoro już @LeniwaPanda przypomniał mi o EST z okazji międzynarodowego dnia jazzu, to niech będzie coś pozytywnego, coś z mojego ulubionego wydawnictwa koncertowego tego artysty. Oczywiście polecam posłuchać całego koncertu.
Narkotykowa incepcja, sałatka z iluzji, w 1964 roku zapewne błyskotliwa i nowatorska idea, dziś jednak wyraźnie nadgryziona zębem czasu podobnie jak jej forma. Archaiczne uniwersum przyszłości wynikające z luźnej fantazji autora. Dialogi dość prymitywne niczym z sitcomów, a relacje uproszczone, okraszone melodramatycznym nadęciem oraz szczyptą seksizmu w charakterystycznym dla lat 60-tych stylu, niczym James T. Kirk obłapiający wszystkie wzdychające kosmitki z cyckami. Za to jak zwykle u Dicka lekko się czytało, a pod koniec z tej sałatki wyszedł całkiem smaczny bigos.
@saradonin_redux to intrygujące. Przyszedłeś na obiad, gdy goście już dawno wyszli i narzekasz, że potrawy zimne i wystrój wczorajszy. Lata temu, czytałem to z wielkim zainteresowaniem i liczyłem na jakiś ciąg dalszy. Jak dziś by to smakowało, nie chcę sprawdzać. Lubię tamten smak.
Książka dla dzieci, która została naprawdę fajnie napisana, fabuła wciąga, a napięcie jest umiejętnie stopniowane. Czytałem młodemu z przyjemnością. Jak dotąd moja ulubiona z serii.
O co do jasnej ciasnej w niej chodziło? Z córką nie raz nawet po jednym rozdziale pytaliśmy siebie nawzajem o co chodzi? Oj chyba do tej książki nie wrócimy.
Rewelacyjne paski, gdyby ktoś szukał: miękkie, nie wrzynają się i nie ślizgają. Nie wiem ile wytrzymują , bo cienias jestem. Wcześniej miałem jakieś tanie parciane z Decathlona i wrzynały się w nadgarstki, więc jest przepaść.
@saradonin_redux Ensar Oud Tibetan Musk PP - coraz bardziej się do niego przekonuje; co prawda nie jest to stricte kadzidlak, ale tak go rozpatrując, jest dla mnie najprzyjemniejszym i najbardziej komfortowym zapachem w tej kategorii
Przyznam szczerze, że nie była to najlżejsza lektura, ale za to okazała się bardzo wciągająca. Peter Watts proponuje spojrzenie na zagadnienie pierwszego kontaktu całkowicie odmienne od tego, do czego przyzwyczaiła nas popularna literatura czy kino. Wrzuca czytelnika w ciąg inteligentnie poprowadzonej, ale też nieco chaotycznej narracji, przeplatanej częstymi retrospekcjami, osadzonej w przyszłości dalece interpolowanej ze współczesnej rzeczywistości, a jednak opartej na istniejących hipotezach (co częściowo wyjaśnia posłowie). Jak na dobre sci-fi przystało pobudza umysł licznymi eksperymentami myślowymi oraz rozważaniami filozoficznymi dotyczącymi takich zagadnień jak samoświadomość, inteligencja, czy granice człowieczeństwa. Niejednokrotnie musiałem się zatrzymać i przemyśleć istotę tego, co właśnie przeczytałem, w związku czym mogę polecić książkę jako źródło zarówno rozrywki jak i umysłowej gimnastyki.
@rogi_szatana Kwestia głodu psychologicznego. Im mniej BF, im więcej androgenów i LBM tym wyższa wrażliwość na insulinę, ergo jak schudniesz to wycofasz insulinooporność, nawet na żadne keto nie musisz wchodzić, bo to debilizm.
@saradonin_redux this, tylko mała poprawka na ostatni obrazek - ten zesrany wrzeszczy "nieeee nie mogłeś tak po prostu schudnąć bez liczenia kalorii, pierdolisz bzdury, diety keto i posty przerywane to wymysły Julek z instagrama"
De Profundis ma w mym sercu szczególne miejsce, a pierwszy kontakt z tym albumem doskonale pamiętam.
Wróciliśmy po feriach do szkoły. Większość ferii spędziłem u dziadków na wsi, a mój dobry kolega u ciotki nad morzem. Nie było streamingu, a fizyczne nośniki były relatywnie drogie, więc często pożyczaliśmy sobie różne nagrania i kolega pożyczył właśnie kilka kaset od brata ciotecznego.
-- dla Ciebie też coś mam - powiedział i wręczył mi dwie kasety magnetofonowe - brat mówi, że dobre (znał się chłop na rzeczy).
Oczywiście wiedział, że lubię cięższe brzmienia, tylko że dla mnie cięższe wówczas oznaczały np. starsze Metalliki albo jakieś Acid Drinkers, a o istnieniu deathmetalu nawet nie miałem pojęcia.
Far Beyond Driven Pantery polubiłem niemal od razu, natomiast De Profundis przyjąłem nieco bardziej sceptycznie:
-- co to k***a ma być!? Jakiś łomot i chaos, tego się nie da słuchać - i wyłączyłem magnetofon. Pozamiatało mnie od pierwszych minut.
Wróciłem do tego nagrania po dwóch tygodniach i przepadłem. Wszystko zaczęło się od Silent Empire.