
saradonin_redux
- 459wpisów
- 2519komentarzy
Wj 30,34-38

Wj 30,34-38
Zaloguj się aby komentować
56 + 1 = 57
Tytuł: Fulgrim
Autor: Graham McNeill
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Copernicus Corporation
Format: audiobook
Ocena: 8/10
Czas trwania: 18h 54m
Czytał: Krzysztof Polkowski
Tom 5 Herezji Horusa
Większa część akcji powieści dzieje się mniej więcej równolegle względem wydarzeń początkowej trylogii Herezji Horusa. Po trzymającej w napięciu Ucieczce Eisensteina Fulgrim przynosi zmianę tempa. Zaczyna się powoli, najpierw poznajemy specyfikę pasażerów Dumy Imperatora (okrętu flagowego Legionu Dzieci Imperatora), którymi okazują się nie tylko wojownicy, ale też historycy i wszelkiem maści artyści: malarze, rzeźbiarze, a nawet światowej sławy kompozytorka oper! Wszystko dlatego, że doktryną Dzieci Imperatora jest dążenie do doskonałości i dotyczy ona zarówno zagadnień militarnych, jak i artystycznego piękna. Napięcie stopniowo tężeje, zepsucie postępuje, a narracja coraz bardziej zaczyna przybierać formę gotyckiego horroru. Elementy grozy niestety nie zawsze wprowadzone zostały umiejętnie i momentami zalatują kieszonkowym horrorem w stylu Grahama Mastertona. Sam Fulgrim okazał się zaś postacią na wskroś tragiczną, postawioną przed niemożliwymi wyborami i targaną sprzecznymi uczuciami, a także największą drama queen wśród dotychczas poznanych prymarchów. Bezgranicznie arogancki gnojek, ale mimo wszystko trochę szkoda chłopa.
Spoglądając na nazwisko autora można zauważyć pewną prawidłowość. Spod pióra Grahama McNeilla po raz wtóry wyszła powieść być może mniej spektakularna, ale niezmiernie istotna dla kształtu uniwersum, gdyż nie będąca w swej istocie epicką przygodą, a tragicznym studium upadku wielkiego przywódcy.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #warhammer40k

Zaloguj się aby komentować
Nowa piramida żywienia to jedno, ale z tym postulatem trudno jest się nie zgodzić
#polityka #zdrowie #dieta #podatki #heheszki

@saradonin_redux ja wiem, że heheszki ale w USA na body fat 15% stać najbogatszych, to jest zaklęty krąg biedy i najtańszego niezdrowego żarcia
widzę ze cała "ketosfera" wiwatuje, tak jakby oficjalne wytyczne zmuszały kogokolwiek do określonego jedzenia - ten, kto jest świadomy, jadł tak do tej pory - jak ktoś nie jadł tak do tej pory z jakiegoś powodu, to nagle nie zacznie - IMO nic się nie zmieni
@GazelkaFarelka dokładnie to. pomysł z gatunku zwalczania biedy ustawą.
to żarcie jest niezdrowe bo jest zaprojektowane od początku żeby było jak najtańsze. gdybym miał zgadywać, to bym powiedział że nie ma nawet fizycznej możliwości żeby wszyscy Amerykanie przerzucili się nagle na zdrowe jedzenie. bo po pierwsze tego zdrowego jedzenia w USA po prostu nie ma tyle, a po drugie przeciętnego Amerykanina nie stać żeby zdrowo jeść.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
5 + 1 = 6
Tytuł: Prochy Babilonu
Autor: James S.A. Corey
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: MAG
Format: książka papierowa
Liczba stron: 544
Ocena: 6/10
Szósty tom cyklu Expanse
Nie wiem co tu się stało i skąd pomysł na taką formę opowieści, ale tym razem narracja poprowadzona została z bardzo wielu punktów widzenia jednocześnie zamiast 4-5 kluczowych dla danego zbioru wydarzeń jak dotychczas. Niestety sprawiło to, że trudno mi było zaangażować się w którykolwiek z wątków tym bardziej, że te dotyczące Freda Johnssona i hippisowsko-pirackiej komuny Michio Pa jakoś nie bardzo mnie przekonały, a bezmyślność Wolnej Flory była momentami wręcz porażająca.
W kwestii fabularnej jak zwykle dzieje się dużo i dramatycznie, a całość prowadzi do nieco naiwnego, ale też satysfakcjonującego zakończenia. Ponadto wśród tego mnóstwa różnych perspektyw trafiły się też lepsze momenty takie jak krótka lecz błyskotliwa rozgrywka Andersona Dawesa. Podobało mi się również zakończenie wątku Filipa, bo okazało się nie spektakularne, a ludzkie i po prostu zwyczajne.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
W nocy spadł śnieg, temperatura utrzymuje się poniżej zera, wiecie co to oznacza?
że nadszedł czas aby odkurzyć nieśmiertelnego zimowego klasyka
Immortal - At the Heart of Winter
#metal #blackmetal
Zaloguj się aby komentować
Świąteczne podciąganie wykonane. Z okazji wolnego dnia trochę później i nieduża objętość, ale liczy się systematyczność.
Ktoś jeszcze dziś planuje poćwiczyć?
#hejtokoksy #silownia

Zaloguj się aby komentować
Trzy zapachy Filippo Sorcinelliego inspirowane tryptykiem autorstwa Caravaggio zdobiącym ściany rzymskiego kościoła San Luigi dei Francesi.
La Lumière
"Powołanie świętego Mateusza"
głowa: bergamotka, szałwia muszkatołowa, bylica piołun
serce: geranium, paczula, goździk
baza: cywet, skóra, mech dębowy
Ten mi się podoba najbardziej. Ziołowe otwarcie szybko przechodzi w mocny akord goździka - tym razem kwiatka, nie przyprawy, która tak często towarzyszy kadzidłom Filippo. Goździk spoczywa na staroświeckiej paczulowo-mszanej bazie z wyraźnym akcentem cywetu nadającego lekko kibelkowego, ale zarazem ultramęskiego charakteru niczym król w białej szacie. Prosta konstrukcja, ale działa.
Peinture d'Homme
“Męczeństwo św. Mateusza”
głowa: nasiona marchwi, kmin rzymski, cynamon
serce: kadzidło, cypriol, paczula
baza: ambrarome, mech dębowy, wanilia
Z tym zapachem mam problem, bo zupełnie różnie mi grał w różnych okolicznościach i mimo braku nut zwierzęcych w składzie momentami dawał spoconym zwierzakiem. Nie wiem jak pachną nasiona marchwi, ale początek jest zdecydowanie paczulowy, piwniczny i ziemisty. Potem na pełnej wjeżdża kmin w takiej intensywnej, ostrej odsłonie jak w którymś z Opusów Amouage (chyba IV?), a dopełnia go odrobina przydymionego drewienka aka cypriolu. Natomiast im dalej tym bardziej mi się nuty nie zgadzają i nasila się element zwierzęcy do tego stopnia, że przysiągłbym w bazie wyczuwam brudne miodowe piżmo w stylu Melega. Dziwne, ale fajne pachnidło.
Le Divin
“Święty Mateusz i anioł”
głowa: bergamotka, cynamon, bylica piołun
serce: róża, goździki, jaśmin
baza: drzewo cedrowe, skóra, piżmo
W otwarciu uderza połączenie cynamonu i piżma - od razu mam skojarzenie z Musc Ravageur. Z czasem cynamon ustępuje pola słodkiej róży, ale całość kompozycji nadal pozostaje puchata i piżmowa. Nie jest to złe, jest przyjemne i bardzo noszalne, ale no właśnie, chyba zbyt proste i zbyt normalne względem portfolio artysty. Największe rozczarowanie z tej trójki.
Stylistyka tych zapachów moim zdaniem dość znacząco odbiega od typowego stylu Sorcinelliego i wąchając w ciemno raczej nie zgadłbym marki, być może wskazałbym na kogoś zupełnie innego, może Prina…
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina #filipposorcinelli



Zaloguj się aby komentować
Jovoye w dobrych cenach są jakby ktoś szukał. Natomiast nie wiem czy wyślą, czy jak kiedyś tego wersacze.
#perfumy

Zaloguj się aby komentować
1676 + 1 = 1677
Tytuł: Ucieczka Eisensteina
Autor: James Swallow
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Copernicus Corporation
Format: audiobook
Ocena: 7/10
Czas trwania: 14h 38m
Czytał: Krzysztof Polkowski
Jest trzydzieste pierwsze tysiąclecie, trwa Wielka Krucjata mająca na celu zjednoczenie zamieszkałych przez ludzkość rozproszonych światów. Imperator wycofał się z aktywnego udziału w działaniach militarnych i mianował swego syna Horusa Mistrzem Wojny przekazując mu dowodzenie.
Zmieniamy perspektywę, tym razem większość wydarzeń opisana została z punktu widzenia Nathaniela Garro - kapitana liniowego 7 kompanii Gwardii Śmierci, konserwatywnego weterana kosmicznych marines. Na początku stajemy się świadkiem wydarzeń nie związanych bezpośrednio z istotą opowieści, ale mających na celu przedstawienie historii XIV Legionu oraz panujących w nim zwyczajów, nastrojów, sojuszy i niechęci. Następnie poznajemy perspektywę Gwardii Śmierci na wydarzenia w układzie Istvaan znane z Galaktyki w płomieniach, by w końcu poznać dalsze losy Eisensteina i jego załogi.
Po świetnej trylogii początkowej spodziewałem się spadku jakości, ale nadal jest dobrze. Co prawda dialogi bywają czerstwe, ale sama opowieść wciąga. Narracja jest ciekawie prowadzona, autor tym razem buduje atmosferę narastającej frustracji i grozy, więc w efekcie jest mniej pompy, a więcej horroru, niekiedy nawet z elementami gore.
Ogólne wrażenie bardzo pozytywne, nieco zakłócone przez kilka momentów, które wydały mi się naiwne, ale mimo to nie mogłem się doczekać wysłuchania kolejnych rozdziałów.
Lektor też jest w porządku, choć daleko mu do Filipa Kosiora i jego fantastycznej manipulacji barwą głosu w dialogach Horusa czy Torgaddona.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #warhammer40k

Zaloguj się aby komentować
Zupełnie nikt: "Io Non Ho Mani Che Mi Accarezzino Il Volto" to zbyt długa nazwa perfum
Filippo: potrzymaj mi kadzidło
#perfumy

Zaloguj się aby komentować
1641 + 1 = 1642
Tytuł: Gry Nemezis
Autor: James S.A. Corey
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: MAG
Format: książka papierowa
Liczba stron: 544
Ocena: 8/10
Piąty tom cyklu Expanse długo mi się czytało, bo od pewnego czasu znów mam problem z wygospodarowaniem nawet 15-20 minut przed snem, więc trudno mi dokonać uczciwej oceny.
Wydarzenia opisane w poprzednim tomie - Gorączce Ciboli mocno nadwyrężyły Rosynanta, którego czeka długi serwis na stacji Tycho. Członkowie załogi, korzystając z przestoju, postanawiają załatwić zaległe sprawy osobiste. Tym sposobem w końcu poznajemy perspektywę, przeszłość i osobiste dramaty głównych bohaterów: Naomi, Amosa oraz Aleksa.
W kwestii fabularnej dzieje się dużo, równowaga sił nawet nie zostaje zachwiana, a całkowicie wywrócona do góry nogami, natomiast konsekwencje mają wpływ na cały układ słoneczny. Najciekawszym zabiegiem jest błyskotliwe połączenie dwóch różnych skali: osobistej i globalnej. Prywatne sprawy bohaterów splątane zostają z wielką polityką nadając wydarzeniom bardzo dramatyczny charakter.
Podsumowując: jak dotąd Gry Nemezis uważam za zdecydowanie jedną z lepszych części cyklu.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto

Zaloguj się aby komentować
Wykonawca: Esbjörn Svensson Trio
Album: Live in Hamburg
Rok wydania: 2007
Playlista YT:
https://www.youtube.com/watch?v=s-CHjIU90Vo&list=OLAK5uy_nzrCPtUWE7RV3EzlBP17v9g2tz3ALK8io
Spotify: https://open.spotify.com/album/3PU1b3aDrbMKucRulElluF?si=Zv_RyJMlTjuhwd12cddFKQ
Jazz jest gatunkiem muzycznym, do którego niegdyś przez długi czas nie mogłem się przekonać. Z punktu widzenia współczesnego słuchacza ogromną bolączką wielu jazzowych klasyków jest prosta i nudna sekcja rytmiczna, służąca jedynie jako akompaniament dla popisów wirtuoza sygnującego album swoim nazwiskiem. Zawsze mnie to nudziło.
Pomimo, że E.S.T. to pozornie tradycyjne trio fortepianowe, to stanowi całkowite przeciwieństwo tej praktyki. Trzy indywidualności, z których każda jest ważna i wnosi nową wartość. Nieraz na prowadzenie wychodzi kontrabas Dana Berglunda, wprawnie manewrującego pomiędzy różnymi technikami gry: od tradycyjnego pizzicato poprzez grę smyczkiem, czy też uderzanie smyczkiem o struny. Również perkusista Magnus Öström daleki jest od monotonii swingowego pykania do kotleta i potrafi zamieszać jak thrasher z lat 80’. Tą synergię trzech wspaniałych muzyków najlepiej słychać na nagraniach koncertowych, z których moim ulubionym jest Live in Hamburg. Jeśli na bezludną wyspę mógłbym zabrać tylko jeden album, to dla mnie to jest jeden z najmocniejszych kandydatów. Jest to nagranie koncertu promującego znakomity album Tuesday Wonderland z 2006 roku, z którego pochodzi większość materiału, ale znalazły się na nim również utwory z wcześniejszych płyt studyjnych: From Gagarin's Point of View (1999), Strange Place for Snow (2002).
Moje ulubione momenty: Tuesday Wonderland, Definition of a Dog, Dolores in a Shoestand, Behind the Yashmak
#kacikmelomana #jazz #ecmstylejazz #muzyka
Zaloguj się aby komentować
Wykonawca: Anneke van Giersbergen
Tytuł: Hurrcane
Album: The Darkest Skies Are The Brightest
Rok wydania: 2021
Niektórzy pewnie kojarzą Anneke w bardziej rockowym wydaniu z The Gathering, ale pomimo, że rzadko sięgam po popowe wydawnictwa, w tym roku to jej solowa, akustyczna płyta bardziej mi przypadła do gustu. Jedną z perełek albumu jest właśnie Hurricane - z nieco mrocznym początkiem i wyrazistą gitarą akustyczną, zwieńczone cudownym solo na trąbce.
Uprzedzając pytanie: Dlaczego nie numer 1? ponieważ już to kiedyś wrzucałem i większość osób zainteresowanych muzyką elektroniczną dobrze zna cały ten album.
Youtube: https://www.youtube.com/watch?v=T8PA4w1iSug
Spotify: https://open.spotify.com/track/1O0f8L56rJ9p9VtT7uhyFl?si=9Y2TDkFnQsCzM98KUzHq2A
#muzyka #folkrock #chamberpop #kacikmelomanaekstra

Zaloguj się aby komentować
Genetyka jest niesprawiedliwa
@GazelkaFarelka
kiedy zobaczyłem ten obrazek to po prostu musiałem
#hejtokoksy #heheszki #hejtomeme

Zaloguj się aby komentować
Bumpery są dla słabiaków, nawet chudy szczur prawie zamyka sztangę 170kg x6
#hejtokoksy #silownia

Zaloguj się aby komentować
Wpadły mi przy okazji 3 próbki norweskiej marki Malbrum, wszystkie stworzone przez Delphine Thierry.
Wildfire
No chyba jednak nie. Nazwa Wildfire to mi się kojarzy z pożogą, żarem, dymem i śmiercią, czyli takie klimaty bardziej przystające do Beauforta. Tymczasem Wildfire częstuje nas fajnym, bo niesłodkim przyprawowym przyjemniaczkiem, któremu najbliżej to chyba będzie do Carner Megalium. Niby nie ma cynamonu, ale połączenie goździka, gałki muszkatołowej i innych przypraw z kadzidłem tworzy kompozycję na wskroś świąteczną. Podoba mi się, nie zaprzeczam, gdyż lubię takie przyprawowe kadzidlaczki, ale grzeczne to takie, niezbyt oryginalne i niestety bez pożogi.
Psychotrope
Maślane ciasteczka z metalowej puszki, która później służy za pojemnik na przybory do szycia, podane na trudnej do zdefiniowania drzewno-żywicznej bazie. Nawet ładne, ale nudne.
Tigre du Bengale
Znów coś mi się nie zgadza, miał być tygrys-bydlak, groźny zwierz, a zamiast tego jest kuchenny kardamon a’la Cerruti 1881 Bella Notte pour Homme z tytoniem, odrobiną labdanum i pełną garścią suchego drzewno-kakaowego norlibmabolu na tle z ambrowych molekuł. Tak średnio bym powiedział.
Ogólnie to nie jest źle, ale też nic nadzwyczajnego, czy ekscytującego. Spodziewałem się jednak czegoś ambitniejszego.
“Not great, not terrible” mógłby powiedzieć towarzysz Diatłow.
#perfumy #recenzjeperfum #smrodysaradonina

Zaloguj się aby komentować
1604 + 1 = 1605
Tytuł: Galaktyka w płomieniach
Autor: Ben Counter
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Copernicus Corporation
Format: audiobook
Ocena: 9/10
Galaktyka w płomieniach stanowi trzecią część Herezji Horusa, a zarazem ostatni tom trylogii początkowej. Utrzymana jest więc w tej samej pompatycznej, teatralnej, militarnej stylistyce. Zasłony opadły, a karty zostały wyłożone na stół. Fabuły nie da się przybliżyć bez spojlerów, ale generalnie dzieje się dużo i grubo, a wydarzenia mają skalę wstrząsającą całą galaktyką.
Pojawia się też zdecydowanie więcej elementów do ogarnięcia: do gry wchodzą nowe legiony, mnóstwo nowych postaci oraz intensywne, brutalne walki. Niemniej historia jest niebywale wciągająca i trzymająca w napięciu.
Mocną stroną książki znów są świetne postacie, napisane konsekwentnie w stosunku do poprzednich tomów, barwnie i z przekonaniem. W tej części szczególnie błyszczy (hehe) pyszałkowaty fechmistrz Lucius z Dzieci Imperatora, podczas gdy bohaterom takim jak Saul Tarvitz czy Tarik Torgaddon naprawdę chce się kibicować.
Galaktyka w płomieniach to mocne, emocjonujące i satysfakcjonujące zwieńczenie fantastycznej trylogii.
#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #warhammer40k

@robochlop Chyba tylko to mi przychodzi na myśl
https://wh40k.lexicanum.com/wiki/Ciaphas_Cain_(Novel_Series)
Ale nie ma po polsku
@PaczamTylko ale Duchy to są pompatyczne jak cholera
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry, dziś z rana pragnę przedstawić Wam moja propozycję do #kacikmelomana w kategorii #muzykaelektroniczna poniżej 120BPM ( #ambient #downtempo #psybient , IDM, TripHop itp.). Trochę się zastanawiałem, co by tu wrzucić, pierwsze myśli popłynęły w kierunku Vincenta Villuisa (Aes Dana) lub którejś z jego kolaboracji (np. H.U.V.A. Network), ale to pewnie już wszyscy znacie. Nie odbiegamy jednak daleko, bo album wydany został przez Ultimae Records, a pod nazwą Connect.Ohm kryją się Alexandre Scheffer (bardziej znany jako Cell) i Hidetoshi Koizumi (Hybrid Leisureland). Miłego odsłuchu!
Album: 9980
Wykonawca: Connect.Ohm
Rok: 2012
YT: https://www.youtube.com/watch?v=VS655W-0zV0
Spotify: https://open.spotify.com/album/1a9Kw6qCIUqSkdtzmUI9e1?si=wRbGqZMdSUWIVExdMD5fcA
@saradonin_redux z kolekcji jestem bardzo dumny
Albumy HUVA niestety jeszcze nie wydali na winylach a też bym bardzo chciał. Imho najlepszy projekt od Aes Dana.
Fajnie że znajduje się tutaj ktoś kto docenia taką muzykę.
Zaloguj się aby komentować