Właśnie opracowałem nowatorską technikę martwych ciągów - halfraw. Kciuk po zwichnięciu nadal boli i nie mogę robić martwych z opaskami, bo akurat na tym stawie się ta opaska opiera. Ale od czego jest druga ręka.
A skoro to nowa technika, to każdy mój PR jest jednocześnie rekordem świata. Pozdrawiam.
Zawsze mnie rozwala, jaki ten stereotyp jest trafny. Oczywiście, że na dźwięk przelatującego helikoptera przerywam cokolwiek robię i podbiegam do okna, by popatrzeć. I oczywiście, że zawsze wszyscy faceci, których widzę z okna też patrzą w górę, a wszystkie kobiety mają to wydarzenie zupełnie w d⁎⁎ie
@Shagwest odkąd mieszkam pod jakimś ciągiem komunikacyjnym wojskowych śmigłowców to już do okna nie podbiegam xD ale jak na dworze jestem i leci to obowiązkowo patrzę xzd
w sumie cokolwiek przelatuje, to sprawdzam na fr24 co to i gdzie leci, ale jak slysze turbosmiglowiec, to jest duza szansa ze to jakis wojskowy transport do krajow baltyckich, atlas albo herkules, wygrzebalem statyw i aparat z duzym zoomem i bede probowal ustrzelic z balkonu
W internecie od paru dni żrą się jedni z drugimi o to, czyja wina. Zapierdalającego motocyklisty bez uprawnień czy dziadków przechodzących przez ulicę w niewyznaczonym miejscu. To ja jako motocyklista uważam, że w pełni wina motocyklisty.
Swego czasu mieszkałem niedaleko i codziennie koło tego cmentarza przejeżdżałem. Z jednej strony jest to fajna prosta do pociśnięcia przez las, takie kilkaset metrów terenu niezabudowanego. ALE. Po pierwsze primo, ten niezabudowany zaczyna się już za cmentarzem. Po drugie primo, każdy normalny człowiek wie, że przy cmentarzach grasują baby cmentarne, które w d⁎⁎ie mają przejścia dla pieszych i inne wymysły, a jak po drugiej stronie ulicy widzą ładną wiązankę, to nic się nie liczy - idą jak koń z klapkami na oczach. Po trzecie, ludzie z widoczną niepełnosprawnością mają immunitet - mogą sobie przechodzić, gdzie chcą. Po czwarte - tu i tak było ponad 100 metrów do pasów, więc każdy mógł przechodzić, więc nie ma żadnego "przechodzili w niedozwolonym miejscu i to oni zabili motocylistę, nie odwrotnie".
A po piąte - play stupid games, win stupid prizes. Mam takiego kumpla motocyklistę, którego bardzo lubię, ale po mieście to ja boję się z nim jeździć. O ile ja na 80000 kilometrów zrobionych motocyklem niebezpiecznie sytuacje mogę policzyć na palcach dwóch rąk, to jemu ciągle coś wyjeżdża, ktoś zajeżdża, ktoś wyłazi, coś przełazi, no normalnie wszyscy chcą go zabić.
Tylko ja jadąc z nim, muszę równie mocno uważać na niego, jak na pozostałych uczestników ruchu. Gdy na przykład zbliżamy się do jakiegoś korka przed skrzyżowaniem, a on jedzie za mną, to on po sekundzie jest już przede mną przy skrzyżowaniu. Ja zwalniam, oceniam sytuację, czy nie ma jakichś przejść dla pieszych, wyjazdów z podporządkowanej, czy jest odpowiednio szeroko, wreszcie czy jakiś inny motocyklista nie wyprzedza mnie właśnie razem z tym całym korkiem. I mogę być pewien, że w tym czasie właśnie on weźmie mnie albo z lewej, albo z prawej.
Albo dojeżdżamy do zwężki i obowiązuje jazda na suwak. Ja kończę przeciskanie się na 3-4 pary samochodów przed końcem, bo tam już jest zamieszanie, jedni chcą zjechać wcześniej, inni później i jeszcze tylko mnie tam na środku do szczęścia brakuje. A w interkomie słyszę "no weź jedź" i oczywiście slalomem gdzieś tam bokiem przemyka kolega, który na tej operacji zyskuje jakieś osiem sekund.
Aaaalbo jedziemy sobie normalnie i przed nami zapala się pomarańczowe. Kto zwyczajnie się zatrzyma, a kto przejdzie mówiąc, że on bez kontroli trakcji i ABS nie wykonuje takich niebezpiecznych hamowań jak ja?
I tak za każdym razem. A poźniej gadanie, że dobry chłopak był, a tępa baba mu z podporządkowanej wyjechała.
@Shagwest jak dla mnie to sprawa jest prosta, łamiesz prawo i zapierdalasz - prawo drogowe przestaje cię chronić. Przepisy o pierwszeństwie, zasady ruchu itp. napisane są dla użytkowników dróg poruszających się w ramach ograniczeń prędkości i społecznie przyjętych norm. Jeśli ktoś odkręca i leci 150 w zabudowanym to powinien być świadom, że bierze na siebie odpowiedzialnośc za zachowanie innych użytkowników dróg. To czy ludzie przechodzili czy przebiegali, widoczni czy niewidoczni, na pasach czy poza to rzecz wtórna wobec faktu że gdyby nie jechał jak kretyn to by tych ludzi zauważył i wyhamował lub ominął.
"Mam takiego kumpla motocyklistę, którego bardzo lubię, ale po mieście to ja boję się z nim jeździć"
O samym wypadku to ja nic nie powiem bo mało wiem ale do tego chciałem się odnieść.
W jeździe miejskiej każdy ma swoją ocenę sytuacji i swoją strategię, ważne żeby jechać to co się umie i wie.
Kiedyś po jednej jeździe ze starym znajomym i jego znajomym powiedziałem że ten kawałek co zostałem to tak powiedzmy dziwnie pojechali, usłyszałem że znajomego-znajomego że przesadzam. Miesiąc później poskładał się w gips.
Z drugiej strony kiedy przewiozłem znajomego co bardzo chciał poczuć wiatr we włosach, jak to z laikiem pojechałem 50% emerytury i po jeździe dowiedziałem się że jestem wariatem oraz mordercą-samobójcą.
Typki z Jednoślad.pl tydzień temu kupili w Holandii dwa prawie stuletnie Triumphy i wracają na kołach do Polski. Średnia prędkość ze 35 na godzinę, pierwsza awaria po 30 km, może do końca majówki dojadą. Polecam śledzić, kapitalny materiał
Święta udane. O 5:30 wyruszyłem z Warszawy, szybka kawa na Orlenie w Nieporęcie i po wielu godzinach jazdy przez wioski, lasy, pola, łąki zalogowałem się na Helu. Zjadłem żeberko po kaszubsku, strzeliłem fotę sadzawki z wodą i pojechałem do domu, bo zimno.
Z900 zaliczyło dziś pierwszy serwis po 1000 km. Miałem być na 12 i wychodziło mi jakoś, że zrobię około 970 km wjeżdżając do serwisu, wiec całkiem zgrabnie. Dwa razy źle zjechałem z S8 w kierunku Łazów, w samych Łazach też się zgubiłem i wyszło 1020 km i ponad pół godziny spóźnienia. Winę oczywiście ponosi Kawasaki, bo nie uruchomili jeszcze na polskim rynku nawigacji wyświetlanej na ekranie motorka. Dlatego jechałem na czuja.
Jak się ma grono kilkunastu znajomych motocyklistów po przynajmniej trzydziestce, to raz na kilka tygodni udaje się umówić z jednym z nich na wieczorne latanie. Bo tak to ciągle ten ma dzieci, ten ma pracę, tamten ma zawiasy, tego plecy bolą, tamten serwisu jeszcze nie zrobił.
Może nawet z @Yes_Man gdzieś w tym roku pojedziemy. Do Radomia może. I z powrotem!
Obsługa klubu gokartowego namierzyła w kilka dni i skontaktowała ze mną. Zadzwonił, pogadaliśmy, na początku próbował mi wcisnąć, że mój motorek, którego on przy cofaniu nie widział, stał w złym miejscu. Takie tam pieprzenie. Ustaliliśmy jednak, że spiszemy oświadczenie, załatwimy sprawę z OC i po temacie.
I wtedy dzieciak zaczął udawać nieżywego. Zaczął ignorować kontakt z mojej strony, przypadkiem odebrał telefon od klubu, więc im naściemniał, że już wszystko załatwił. Ja już się pofatygowałem na komendę, by zgłosić sprawę, ale tu się temat skomplikował. No bo to parking prywatny. Notatka zrobiona, ale to koniec tematu z ich strony. Jeśli miałbym numer rejestracyjny (a nie mam, nie widać na nagraniach), to mógłbym zgłosić do jego ubezpieczyciela (jeśli miał OC...) i on by się już kopał z tematem. A skoro nie mam, to "Pan musi pójść do Sadu Rejonowego w Pruszkowie i zgłosić, Sąd wtedy zażąda wydania tych danych od klubu". Bo w klubie to mają nawet jego PESEL i chętnie podadzą, no ale nie mi, bo rodo srodo, trochę się cykają, rozumiem ich.
No więc czeka mnie teraz wycieczka do Pruszkowa. Ktoś podpowie, co ja mam w tym sądzie zrobić?
Obsługa klubu gokartowego namierzyła w kilka dni i skontaktowała ze mną.
Ale to w jaki sposób go namierzyli?
Piszesz że tablic nie ma, ale może przynajmniej mordę widać? I istnieje drugie takie nagranie, na którym widać tę samą mordę i tablice rejestracyjne? Wtedy ubezpieczycielowi podałbyś dwa nagrania:
Jedno - które wiąże tablicę z mordą
Drugie - które wiąże mordę ze zdarzeniem
W ten sposób możesz bezpośrednio powiązać że dana osoba jadącym pojazdem X o numerach Y, spowodowała wypadek. Może coś takiego przeszłoby u ubezpieczyciela?
600 km zrobione, więc już powoli można zacząć odkręcać. Co tam się dzieje przy tych 7k obrotów, jak to leci, ludzie kochani. Dobrze, że przez brak owiewek zwiewa mnie już wtedy z motorka, bo przy tej gładkiej pracy czterocylidrowca i braku zegarów w polu widzenia, to można się nie zorientować, ile już jest na liczniku. Łoj, będzie torowane w tym sezonie.
A tak w ogóle, to zrobiłem tydzień temu highside'a na #pitbike i zwichnąłem kciuk
Na poprzedniej płycie Panowie z Teitanblood trochę spuścili z tonu, ale wydawało się to właściwym krokiem, bo jak niby mieliby przebić album Death z 2014. Ano jednak da się, bo na From the Visceral Abyss dorzucili jeszcze do pieca. Jaki to ma chory klimat, jak tu pracuje i brzmi perkusja. Cudo.
@Shagwest jakby przebili album z 2014r to by mi głowa wybuchła.
Wczoraj se sluchalem do układania puzzli i mam wrazenie, że nie za wiele tam się dzieje, ale z drugiej strony chce mi się jeszcze tego posłuchać, więc to może tylko takie pierwsze odczucie.
Komentarze pod fejsbukową reklamą Empiku to najśmieszniejsze, co dziś widziałem. W reklamie pojawiają się okładki różnych książek z gatunku "literatura faktu", a w komentarzach Janusze i Grażyny żrą się rozmawiając o całkowicie innych pozycjach.
Taka refleksja mnie przez ostatnie miesiące nachodziła, gdy jeździłem sobie po zmroku motorkiem przez miasto. Od razu zaznaczę, że nie jest to a propos któregoś konkretnego wypadku, tylko takie ogólne przemyślenie.
Dramatyczna jest ta moda na szarobury zimowy ubiór. 80% przechodniów ma kurtki, płaszcze, spodnie, buty i nawet czapki w ciemnych barwach. Jak ktoś ma na sobie jakiś odblask, to jest już święto lasu. Myślę, że zdecydowana większość kierowców chce tak naprawdę dojechać bezpiecznie z punktu A do punktu B bez żadnych przygód, a już zwłaszcza bez wjechania w kogokolwiek. I pomijając już margines idiotów, którzy potrafią potrącić w biały dzień pieszego na przystanku autobusowym, to jednak warto pomyśleć nad ułatwieniem życia tej całej reszcie i tym samym też sobie. Chyba każdy jechał przynajmniej raz samochodem choćby jako pasażer, więc powinien zdawać sobie sprawę, jak ciężko czasem wyłapać takiego cichociemnego stojącego przed przejściem dla pieszych, które jest w najlepszym wypadku oświetlone starą latarnią po drugiej stronie ulicy. A dodajmy do tego jeszcze zimowe zapylenie czy jakieś deszczowe odblaski na asfalcie. No wypatrz tu czarny słupek będący człowiekiem. Nawet same jasne buty tak charakterystycznie wybijają się z otoczenia, że z daleka dostrzegasz osobę.
Oczywiście zaraz zaczyna się "hurr durr victim blaming", ale to właśnie takie wmawianie tym potencjalnym ofiarom, że są nietykalni jest, jak to się mówi, the evilest thing I can imagine.
I piszę to z perspektywy motocyklisty (i nie jeżdżę szlifierką :P), któremu naprawdę zależy, żeby w nikogo nie wjechać, bo ja na tym skończę nie lepiej niż pieszy. Co innego, gdybym jechał samochodem. A najlepiej SUV-em, wtedy carmageddon to nawet z przyjemnością.
Szaroburą zimową porą kilka razy byłem o włos od czołówki z rowerzystą. Zero odblasków, brak świateł, ciemny ubiór i rower, ogólna plucha i brak widoczności. Byli zamyśleni lub zapatrzeni w telefony.
Akcje działy się na ścieżkach rowerowych. Jechałem na rowerze, a więc prędkości były małe.
Piesi również próbowali czołówki(?) ze mną ( ͠° ͟ʖ ͡°)
@Shagwest nieoświetlonych pieszych i rowerzystów można nie zauważyć już nawet koło zmroku niezależnie od pory roku, niektórzy po prostu wręcz kamuflują się z otoczeniem. W krajach północnej Europy (chyba tak jest w Estonii) po zmroku są obowiązkowe odblaski dla pieszych i u nas też tak powinno być.
Ważne info dla rowerzystów - jak już powoli robi się ciemno, ale jeszcze widzicie coś przed sobą to nie znaczy, że wy jesteście dobrze widoczni. Włączajcie lampki jak tylko zaczyna robić się trochę ciemniej.
Czesi z Cult of Fire nadal są Hindusami, ale wpuścili trochę świeżości na nowy album. Chyba będzie się dało go odróżnić od kilku poprzednich. Zresztą 2/3 składu tam się zmieniło.
Z tymi skórami, które kupiłem sobie na #pitbike, to niestety trochę wtopa. Dopiero po fakcie dowiedziałem się, że wszyscy mają w nich ten sam problem - mocno ograniczają kąt rozwarcia nóg. Więc jakby ktoś miał na oku dwuczęściowe Shima STR 2.0, niech wybierze jednoczęściowe. Ja sobie te przerobię u krawca, ale to dodatkowe koszty i czas.
W każdym razie, w ostatni poniedziałek zmieniłem koncepcję. Zostałem w spodniach tekstylnych, a slidery przykleiłem do nich na taśmę klejącą. Było dużo lepiej, ale przez trzy sesje jeszcze nie do końca wszystko grało. Instruktor ciągle mi powtarza, że jeżdżę zbyt zachowawczo, zupełnie niepotrzebnie. I wtedy kolega pomógł mi się odblokować. Wyprzedzając zupełnie nieregulaminowo innego typka po zewnętrznej, wpieprzył się w niego, obaj wykonali spektakularne loty, on poleciał w ścianę, a ja za nimi pierwszy raz w życiu zrobiłem prawdziwe stoppie. Kolega wylądował na oponach pod ścianą i dłuższą chwilę się nie ruszał - okazało się, że zaklinował się kaskiem między ścianą a oponami
W każdym razie, po tym chyba coś mi w mózgu zaskoczyło, bo zacząłem się pakować w zakręty na pełnej piździe, kolanka pierwszy raz zaczęły mi wchodzić nawet na szybkich łukach. Teraz instruktor mówi, że przy takim złożeniu mogę już próbować schodzić na łokieć
Spontanicznie kupiłem sobie nowy motorek. Kawasaki Z900SE to trzeci sprzęt, który docieram. Pierwsza była Yamaha MT07, a później Triumph Tiger 900GT. I kurde, tutaj jest to najtrudniejsze. Yamaha była moim pierwszym dużym motorkiem, więc i tak spokojna jazda na niskich obrotach była dla mnie w tym okresie naturalna. Tiger za to ma takie przełożenie, że nawet podczas docierania mogłem 140 jechać, więc wystarczyła wycieczka nad morze, trochę pokręcenia się po wioskach wokół Warszawy i tydzień po odbiorze było po temacie.
A tutaj kaganiec 4000 rpm łapie mnie przy 90 km/h na najwyższym biegu. Dramat, jadę taką bestią, wyglądam jakbym miał zaraz odkręcić i zniknąć w oka mgnieniu za horyzontem, a wyprzedzają mnie tiry
Wstępna opinia o samym sprzęcie - poezja. Silnik chodzi niesamowicie gładko (acz przypominam - max 4000 rpm na razie), pozycja mocno pochylona, przerzucanie motocykla na boki bardzo łatwe i lekkie, dźwięk na standardowym tłumiku nawet jakiś jest. Ale i tak na wakacjach wleci Akrap (z dbkillerem oczywiście, głośne brzmienie to nie to samo, co dobre brzmienie, zupełnie nie). Zrobiłem wczoraj 100 km, przejechałem się z salonu pod Warszawą do Zegrza, trochę pojeździłem po mieście. Niby spalił 5,3 litra. W ogóle zapomniałem już, jak to jest jeździć na motocyklu, którego w trakcie jazdy prawie wcale nie widzisz. W połączeniu z gładką pracą czuję się, jakbym leciał na jakiejś pszczółce, a nie jechał na motorku. I trzylatek na przejściu dla pieszych mi pomachał, więc wiem, że wygląd maszyny robi wrażenie
Duma mnie rozpiera, bo udało mi się przylutować gniazdo micro-USB
Bateria w interkomie motocyklowym Cardo Packtalk Bold już dawno temu zaczęła mi słabnąć i padać po trzech godzinach. Zacząłem wtedy jeździć z interkomem podpiętym cały czas do ładowania z gniazda przy kierownicy, co oczywiście zaowocowało uszkodzeniem gniazda USB. Interkom nietania rzecz, a że ogólnie jako tako działa, to z niechęcią myślałem o kupnie nowego. A zawieźć do lokalnego speca, to jakoś nigdy nie było mi po drodze. I tak sobie jeździłem na pożyczonym od kolegi takim samym sprzęcie, aż padła mi stacja bazowa w kasku - padł mikrofon, ułamało się mocowanie, wyrwał kabelek. No śmietnik.
Już miałem w koszyku Allegro nowe Cardo Packtalk Pro za zdecydowanie zbyt dużą kwotę, ale jednak w ostatniej chwili zmieniłem zdanie. Kupiłem baterię za 65 zł, gniazdo za 3 zł, silikon za 55 i nową bazę za 350 zł. Trochę się namęczyłem z tym gniazdem, bo nigdy niczego tak małego nie lutowałem, ale w końcu złapało, nowy super duper multimetr pomógł doprowadzić to do takiego stanu, by nie było żadnego zwarcia (oczywiście za pierwszym, drugim i piątym razem wszystkie piny były złączone). Przylutowałem nową baterię, zaklajstrowałem silikonem (okropnie śmierdzi, zawiozę go na Pol'And'Rock, zrobi furorę wśród niuchaczy), więc nadal powinienem mieć wodoszczelność i włala. Satysfakcja i oszczędzone pieniądze.