
Loginus07
- 407wpisów
- 2194komentarzy

Zaloguj się aby komentować
627 + 1 = 628
Tytuł: Łotr 1. Gwiezdne wojny - historie
Rok produkcji: 2016
Kategoria: Przygodowy / Sci-Fi
Reżyseria: Gareth Edwards
Czas trwania: 2h 13m
Ocena: 8/10
Na starcie myślę, że warto zaznaczyć, że ja dorastałem na Gwiezdnych Wojnach. Starą trylogię obejrzałem pierwszy raz nim poszedłem do szkoły i chociaż wtedy nic nie rozumiałem, to były roboty, lasery, piu piu, miecze świetlne, bzzzzym. No kurde, na szczenięcym mnie to robiło takie wrażenie, że naprawdę mam ogromny sentyment do tego świata i wiele jestem w stanie mu wybaczyć. Wraz z wiekiem ten entuzjazm opadł, ale i tak jak wjechała disneyowa trylogia to byłem zajarany i na filmwebie widzę, że dawałem wysokie oceny, mimo iż teraz z perspektywy czasu wiem, że nie zasługują. Także moja ocena może być zakrzywiona przez miłość do uniwersum.
No ale przejdźmy do rzeczy. Po skończeniu Andora naturalnym dla mnie wydawało się, że trzeba odświeżyć sobie Rogue 1. Tym bardziej, że widziałem go tylko raz, w okolicach premiery w kinie i wtedy dałem mu 7/10. Jednakże po poznaniu historii Cassiana, ale także po uświadomieniu sobie, że to były "Gwiezdne Wojny na tyle poważnie na ile mogły być" to podniosłem ocenę po seansie.
Film jest bezpośrednim wstępem do Nowej Nadziei - część scen się nawet zazębia. Tylko, ze tutaj nie mamy Jedi, mocy i całego wątku fantastycznego. Mamy Parszywą Piątkę, która podejmuje się niewykonalnej misji - musi wykraść plany gwiazdy śmierci z archiwum. Oczywiście wcześniej mamy inne wątki, które prowadzą ostatecznie do tego celu i te są troszkę gorsze, ale rozumiem, że potrzebowaliśmy trochę poznać postaci, takie jakimi są i co je napędza nim wyślemy je na Scarif. Ale za to już jak tam dotrzemy to odkręcają wrotki i dostajemy coś, czego w uniwersum się nie spodziewałem, ale zaryzykuje stwierdzenie, że to film wojenny bez plot armorów. No i jeżeli znamy losy Andora z serialu to końcówka wywołuje podwójne emocje. I niby to wszystko się dzieje dawno, dawno temu w odległej galaktyce, ale nadal człowiek ma wrażenie, że takie rzeczy mogą się dziać tu i teraz.
Podsumowując - warto było sobie odświeżyć to dzieło i cieszę się, że to zrobiłem. Gdyby był #serialmeter to bym opisał swoje wrażenia z Andora, ale może i lepiej, że nie ma to nie muszę posta wrzucać
#filmmeter

@Loginus07 ja jestem tak stary, że pamiętam zapowiedzi bodajże w dzienniku, że tworzone są wojny gwiazdowe w usa. wtedy jeszcze tytułu nie mieli. na wszystkich trzech częściach byłem sryliard razy w kinie. tego nowego szajsu ani razu nie obejrzałem. a nie, jeden raz pierwszy dokrętek i mam dosyć. tego się nie da oglądać. oczywiście nagle się okazało, że wszechświat bez murzynów nie istnieje. disney jeszcze czarnego yodę zrobi zamiast zielonego...w sumie by się zgadzało- nie pracuje i dzieci nie utrzymuje. tylko ten intelekt nie pasuje. za mądry. ale dla poprawności politycznej wszystko przejdzie
Zaloguj się aby komentować
216 334 + 9 + 8 + 8 + 8 + 9 + 3 + 4 + 5 + 9 + 9 + 5 + 4 + 166 = 216 581
Kurde, 2 tygodnie nie wrzucałem tutaj wpisów xD ogólnie to same DPD i ewentualne misje na mieście, ale trafił się jeden long, czyli powrót ze zgrupowania w Bydgoszczy. Long, z którego jestem bardzo dumny, bo:
to moja druga najdłuższa trasa w historii
miałem załadowaną torbę ze sobą
od półtora tygodnia leczę półpaśca i mimo iż funkcjonuje normalnie to jednak większym kosztem energetycznym tą normalność osiągam
tempo samej jazdy wyszło 21.2 km/h, Garmin uwzględnia 2 postoje - jeden w dino by uzupełnić cukry i bidony i jeden tuż przed 15km odcinkiem drogi wojewódzkiej, gdzie stwierdziłem, że niech nogi odpoczną nim zaczną walczyć o życie przy braku pobocza
Także jest w pytę!
Prywatny licznik:
Q3: 1287/1000
Cały rok: 2036/3000
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#rowerowyrownik

Zaloguj się aby komentować
Bardzo ciekawa wizytę u internisty dzisiaj miałem. Pokazałem co mi jest, zdążyłem powiedziec połowę historii, a lekarz mi przerwał i precyzyjnie powiedział drugą. Czyli pierwszy raz może uda sie trafić z lekiem od razu ^^
#chorujzhejto #nfz #chorowanko
Czekaj, to wcześniej próbowałeś leki na chybił - trafił? Bez konsultacji z lekarzem?
Zaloguj się aby komentować
24 834 470 - 400 = 24 834 070
5x4x20
Za poprzedni tydzień, niestety w sobotę coś mi w plecach się ponapinało i na razie mam przerwę w treningach
#pompujwpoprzekziemi
Zaloguj się aby komentować
605 + 1 = 606
Tytuł: Mickey 17
Rok produkcji: 2025
Reżyseria: Joon-ho Bong
Czas trwania: 2h 17m
Ocena: 6/10
Kolejny film w dorobku nagrodzonego za Parasite reżysera Joon-ho Bong opowiada historię Mickeya Barnesa, który żeby uciec przed konsekwencjami swojego ziemskiego życia zdecydował się zostać "poświęcalnym" członkiem załogi kolonizującej planetę Nifelheim. Jego wspomnienia są zgrywane na cegłę, a on sam po kolejnej śmierci jest drukowany ponownie z biologicznych resztek, żeby mógł dalej dumnie wspierać ambitny projekt jeszcze bardziej ambitnego biznesmena - Elo... znaczy się Kennetha Marshalla.
Film jest hybrydą gatunkową - mamy tutaj SF, groteske, trochę dramat, trochę horror (pierwsze spotkanie z niesporczakami), wątki gangsterskie i romantyczne. No jest tu naprawdę wszystko i przez to film jest strasznie nijaki. Sama koncepcja nadaje się na dobry film SF z rozważaniami moralnymi na temat istoty człowieka oraz konieczności poświecenia, natomiast oblane jest to tak gęstym sosem satyry z obecnych idoli ameryki, że to jest aż niesmaczne. Zwłaszcza, że to jest takie bezpośrednio "in your face", bez żadnej subtelności czy mrugnięć okiem. Dodatkowo część wątków jest wprowadzonych albo ciągniętych na siłę - nie wiem po co kontynuowaliśmy historię z knajpą z makaronikami albo po co był ten azjatycki komandor na misji. Mam wrażenie, że chciano tutaj za dużo wrzucić i przesadzono, bo ja się zacząłem nudzić. Jak już wiesz jak to wszystko się potoczy i zamiast zmierzać do końca dostajesz kolejne przerywniki na nic nie wnoszące wątki to tracisz chęć do dalszego oglądania. A przynajmniej ja tak miałem.
Ale za to Pattison udowadnia, że jest świetnym aktorem i już dawno powinniśmy go przestać łączyć tylko z błyszczącymi wampirami.
#filmmeter

@Loginus07 widzę że podobnie odbieramy ten film, ja dałem niższa ocenę, bo miałem duże oczekiwania 😜 Mnie Pattison kupił w Batmanie, wcześniej nie mogłem na niego patrzeć bez skojarzeń ze zmierzchem :d
https://www.hejto.pl/wpis/476-1-477-tytul-mickey-17-rok-produkcji-2025-kategoria-scifi-dramat-komedia-przy
Zaloguj się aby komentować
Wczoraj odkryłem kolejna zaletę bycia w stałym związku po 30stce.
Wyobraźcie sobie, ze budzicie sie z ogromną potrzeba, taką której sami nie jesteście w stanie zaspokoić. No może jakbyście byli turbo wygimnastykowani albo nie mieli 2 żeber, to może. Ale ja nie jestem rozciągnięty i mam wszystkie żebra, więc nie byłem w stanie sam rozwiązać swojego problemu.
Teoretyczne w takiej sytuacji mógłbym sie uśmiechnąć do którejś z koleżanek. Może ona też ma taką potrzebę i o tym nie mówi i moglibyśmy zostać przyjaciółmi z korzyściami? No ale co jeżeli mnie źle zrozumie i będzie chciała czegoś więcej? Albo wręcz przeciwnie i uzna to za przekroczenie granicy i stanie sie końcem znajomości? Niewarto ryzykować.
Mógłbym poprosić kolegę. Myślę, że są tacy, którzy nie mieliby nic przeciwko. Ale sam nie wiem. Rozumiem, ze ktoś może to lubić, ale ja wolę dotyk kobiety, a nie mężczyzny, więc wolałbym nie.
Pozostaje więc wtedy kwestia usługi płatnej i pewnie trzeba byłoby skorzystać z usług prostytutki. Ale nigdy tego nie robiłem. Nawet nie wiedziałbym gdzie szukać tego typu towarszysta. A poza tym to przeczytajcie sobie na głos następne 2 zdania i wsłuchajcie sie jak one głupio brzmią zestawione obok siebie:
"Dzień dobry Pani K⁎⁎wo. Ile Pani bierze za nasmarowanie pleców voltarenem?"
Także w pewnym wieku warto mieć kogoś zaufanego, kogoś kto nie będzie pytał i pójdzie do szuflady z lekami i wyciągnie maści.
#hejto30plus #zwiazki
Zaloguj się aby komentować
#gamesmeter
103 + 1 = 104
Songs of Conquest
Developer: Lavapotion
Wydawca: Coffee Stain Publishing
Rok wydania: 2024
Gatunek: Strategia turowa
Użyta platforma: PC
Ocena: 6/10
Czas na ukończenie: 48h (4 kampanie, 1 mapa losowa)
Jedno z moich największych growych rozczarowań ostatnich miesięcy, a nie wiem czy i nie lat... Songs of Conquest dość agresywnie przebijało się z mass mediów do mojej świadomości. A to gdzieś na FB migneła informacja o duchowym następcy HoMM3, a to jakiś filmik na youtubie zachwalający tą produkcję, to gdzieś na jakiejś grupie ktoś rozpływał się z zachwytu nad miodnością gry i że rzucił stare hiroski by grać tylko w SoC. I ja głupi łyknąłem to i na wiosennej wyprzedaży steama kupiłem... I dzisiaj po zakończeniu ostatniej kampanii z czystym sumieniem usuwam to i krzyczę, że Zgredek wreszcie jest wolny!
Gra w swoich założenia, przynajmniej reklamowych, miała być następcą HoMM3 w pixelartowej szacie graficznej z mechanicznym twistem. Moim zdaniem nic nie wyszło.
Zacznijmy od grafiki, bo ta jako kwestia gustu, może być jeszcze do wybronienia - ja sam nie jestem fanem pixel artu, ale powiedzmy, że jest jakiś trend na rynku, nie mi to oceniać. Jednakże sama szata graficzna pomimo jej uproszczenia (w końcu nie musisz dbać o szczegóły, skoro będą pixelami) jest uboga i nierówna moim zdaniem. Są jednostki bardziej dopracowane (szlachta fejów), są mniej (muszkieterzy) i jak stoją koło siebie to to gryzie. Tereny są niezwykle szablonowe, przypominają mi trochę jakieś komórkowe wersje River Raida z lat 00-10 (miałem dwie takie na moim Sagemie w gimnazjum). No i są jeszcze wsie, miasteczka i grody, które dla mnie są nieczytelne, niby każdy budynek wygląda inaczej, ale jednocześnie zmiany między niektórymi są tak małe, że do końca nie wiedziałem w co kliknę.
No i tutaj kolejna wada - w przeciwieństwie do Heroesów tutaj nie mamy ekranów miasta, tylko wszystko się dzieję na mapie, a pomiędzy budynkami można chodzić. Z jednej strony ciekawe rozwiązanie, z drugiej ze względu na nieczytelność, brak dedykowanego interfejsu oraz tego, że niektóre budynki są częścią osady, a inne takie same to już osobne budynki na planszy spędzałem za dużo czasu na mechaniczne rozkminienie co ja chcę teraz zrobić i jakie mam opcje. Niby podczas budowy dostajemy dedykowane menu, natomiast ulepszenia budynków wymagają posiadania konkretnych budowli w grodzie, wiec i tak musiałem sprawdzać co jest już wybudowane i ile mam miejsca na budowę jeszcze, bo ta jest ograniczona w zależności od wielkości miejscowości. Natomiast żeby być sprawiedliwym to chciałbym oddać honor jednemu rozwiązaniu, które bardzo mi się podobało - możliwość posiadania kilku takich samych budynków w obrębie jednego grodu. Pozwalało to skupić się na tworzeniu konkretnych armii albo budowy grodu stricte ekonomicznego.
Myślę, że to najwyższy czas by pogadać o mięsie tej gry, czyli o walce. Być może nawet ktoś doczytał do tego fragmentu. A walka tutaj jest co najwyżej średnia. Powiernicy mogą mieć przy sobie ograniczoną ilość jednostek i to podwójnie ograniczoną. To ile różnego rodzaju jednostek jest w armii definiuje poziom bohatera oraz jego droga rozwoju, bo podczas awansu możemy tutaj rozwinąć jakąś umiejętność albo zwiększyć o 1 ilość oddziałów jakie dany bohater może prowadzić (do max 9). Dodatkowo jednostki same w sobie posiadają limity ile może ich być w danym slocie (np. max 50 saperów) i limity te możemy zwiększać odpowiednimi badaniami, ale nadal górna granica będzie istnieć. Prowadzi to do tego typu sytuacji, że nie możesz się napakować i ruszyć na tytułowy podbój, bo brakuje Ci pierdolnięcia i musisz wracać do osad po posiłki (na szczęście są portale pozwalające rekrutować wojska z innych miast), co spowalnia samą rozgrywkę. Dodatkowo jak podbijesz miasto wrogiej frakcji to po pierwsze możesz je zburzyć i zniszczyć wszystkie istniejące w nim budynki albo możesz je przeciągnąć na swoją stronę i powiernik w nim zostaję na x tur i nic nie robi. Biorąc pod uwagę, że masz ograniczoną ilość powierników wytracasz cały impet rozgrywki, ja sobie w tym czasie robiłem duolingo na telefonie. A i kolejny smaczek - jak podbijesz miasto innej frakcji to i tak ono stanie się miastem typu, który prowadzisz, czyli jak podbijesz zamek nekromantów, a grasz żabami to po miasto będzie po przeciągnięciu/spaleniu żabulcowe xD Tak żebyś przypadkiem nie prowadził armii składających się z różnych jednostek.
Nim przejdę do największej wady to wspomnę jeszcze chwilę o magii, która równocześnie mi się podobała i nie podobała (Magia Schroedingera). Otóż każda jednostka tutaj generuje esencje, która jest niezbędna do rzucania zaklęć. Dodatkowo esencje można zdobywać poprzez kontrolę odpowiednich budynków, ale też poprzez system badań. Dzięki temu systemowi praktycznie nie ma sytuacji, że ktoś rzuci magiczną strzałę i ucieknie. Z drugiej strony jak nagromadzisz esencji to możesz rzucać czarów dopóki jej nie przepalisz, także 2-3 kule ognia pod rząd się zdarzają. ma ten system swoje plusy dodatnie i plusy ujemne, jak mawiał wielki polski prezydent.
No i na sam koniec creme de la creme - kampania. Sama koncepcja świata i historii nie jest zła. Powiem więcej - w rękach sprawnych scenarzystów można by stworzyć naprawdę ciekawy świat. Tylko trzeba byłoby zatrudnić do tego scenarzystów, a nie kazać pisać dialogi naburmuszonemu szóstoklasiście. Poziom dialogów w kampanii to jedno wielkie xD tak złego pisarstwa to ja już dawno nie widziałem, autentycznie. Jest tak sztampowe, sztucznie patetyczne i nienaturalne, a jednocześnie co chwilę wrzucają hasełka przewodnie kampanii xD Co druga wypowiedź kończy się hasłami w stylu "razem dla niej!", "bagniska się rozrastają", itp. Dramat.
Podsumowując - spędziłem wg steama 48h grając w tą grę, cieszę się, że ją usuwam, dlaczego więc 6/10, a nie 2-3? Bo to nie jest tragiczna gra (ale dialogi w kampanii są tragiczne). Po prostu mnie media przehajpowały, oczekiwałem czegoś innego - duchowego następcy HoMM3, a dostałem takie jakieś byle co. Czy polecam? Raczej nie, ale warto sprawdzić samemu, bo mogę być uprzedzony. Czy wrócę do tego tytułu albo dokupie dodatki (zapomniałem wspomnieć, w podstawce mamy tylko 4 frakcje, na dzień dzisiejszy są 2 DLC, które wprowadzają po 1 nowej frakcji, ale każdy osobno płatny)? Oczywiście, że nie.
I powtarzam hasło - Zgredek skończył wszystkie kampanie, Zgredek jest wolny!
Ps. pisałem na gorąco - nie czytałem i nie robiłem korekty, niech esencja rozczarowania płynie przez ten tekst

@Loginus07 Ja to dropnąłem chyba po 3 czy czwartej misji w kampanii, bo właśnie wiele mechanik które tu opisujesz sprawiały (a przynajmniej miałem takie wrażenie) że był w sumie tylko jeden "właściwy" sposób na przejście misji. Rozgrywka jak dla mnie sprowadzała się do eksploracji, przytkaniu się w jakimś momencie i restarcie misji żeby wiedząc gdzie co jest być już bardziej efektywnym.
Nie wiem, może później jest lepiej, albo jestem po prostu słaby, ale no mi też nie pykło.
Zaloguj się aby komentować
Chyba jestem nienormalny, ale stwierdziłem, że skoro już praktycznie wszystkie większe wydatki w tym miesiącu mam zrobione i hajs nadal się zgadza to pokupuje już prezenty na święta, żeby w grudniu się tym nie przejmować - przecież klocki, planszówki i skarpety się nie popsują, a zęby w grudniu już mogą ^^
#niewiemjaktootagowac #swieta #budzet
Zaloguj się aby komentować
209 397 + 9 + 8 + 97 = 209 511
Prawie tydzień bez historii. Prawie.
Oprócz jednego DPD odbyłem jeszcze jedną wycieczkę, która być może uratowała jedno istnienie. Otóż w sumie to po przebudzeniu nie chciało mi się iść na rower, ale jeszcze bardziej nie chciało mi się sprzątać kuchni, więc przygotowałem sobie trasę i poszedłem po buty, które od tygodnia suszyły się na balkonie i dzięki temu odkryliśmy, że jest tam gołąb. Na początku myślałem, ze chcę zakładać gniazdo i się zdenerwowałem, ale skoro nie zareagował ani na mnie ani na psa, który wlazł na balkon za mną, to uznaliśmy, że musi być z nim coś nie tak. Daliśmy mu wody, trochę płatków owsianych, spakowaliśmy w pudełko i Różowa zawiozła go do kliniki weterynaryjnej, gdzie powiedzieli, że jeżeli przeżyje noc to jutro trafi do Ostoi, czyli ośrodka dla dzikich zwierząt. Niby to gołąb i pewnie nie będą go ratować, bo przecież gdyby nie to, że był na balkonie to pewnie by go koty dorwały, ale my łapki mamy czyste, zrobiliśmy co w naszej mocy.
Prywatny licznik:
Q3: 1041/1000
Cały rok: 1790/3000
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#rowerowyrownik

Zaloguj się aby komentować
na wczorajszych kajakach co najmniej 5 razy Różowa zadała mi pytanie "czy na pewno nie chcę kremu przeciwsłonecznego" i co najmniej 5 razy odpowiedziałem, że "nie, bo to prawdopodobnie mój pierwszy i ostatni raz w żonobijce w tym roku i jedyna szansa by opalić ramiona"
Zgadnijcie kto od rana cierpi? ^^
#zalesie #lato #slonce
Zaloguj się aby komentować
581 + 1 = 582
Tytuł: F1: Film
Rok produkcji: 2025
Kategoria: Akcja
Reżyseria: Joseph Kosinski
Czas trwania: 2h 35m
Ocena: 8/10
Wyścigowa legenda Sonny Hayes daje się namówić na powrót z emerytury, żeby poprowadzić zmagający się z problemami zespół Formuły 1 i zostać mentorem młodego mistrza kierownicy. Przy okazji dostaje szansę, by raz jeszcze stanąć na szczycie.
To jest tak sztampowe kino, że szkoda gadać - po pierwszych 15 minutach znasz całą fabułe, wszystkie zwroty akcji i story arci bohaterów. A jednak mimo to bawiłem się wyśmienicie, wychodząc z seansu powiedziałem, że to Top Gun na torze i dopiero wtedy mnie uświadomiono, że to jest film tego samego reżysera i to naprawdę widać. Ale w sumie to po samym tytule spodziewałem się feel good blockbustera i dokładnie to dostałem, a te zdjęcia... ahhh, to trzeba zobaczyć.
Jeżeli ktoś myśli, że ten film będzie pokazywał prawdziwe realia F1 to niech porzuci nadzieję - nie oglądam jej od czasu jak przestali tankować bolidy, a i tak wiele głupotek rzucało się w oczy, natomaist jak wyłączymy tryb tetryka to można sie fajnie bawić i jak się okazuje kręcenie kółek w bolidach może być fajnym teatrem do opowiedzenia pokrzepiającej historii. Co prawda mieliśmy już przykład tego w "Wyścigu" (ktory był moim zdaniem lepszym), ale fajnie odświeżyć temat co jakiś czas, zwłaszcza, że w porównaniu do "Wyścigu" tutaj pojawili się prawdziwi kierowcy, których dalej można zobaczyć na torach.
I jeszcze ostatnie słówko odnośnie obsady. Brad Pitt jest Bradem Pittem - uwielbiam go jako aktora, zawsze chętnie obejrzę produkcję z nim i tutaj jak zwykle dowiózł z umiejętnościami i charyzmą. Damson Idris też całkiem dobrze wypadł, ale bardziej mi pasował jako arogancki dupek, potem trochę przestałem mu wierzyć. Edmund Tully jak zwykle wkurwia nieziemsko. No i Kerry Condon - lubię ją od czasów Rzymu i cieszę się, że ostatnio widzę ją częściej w fajnych produkcjach (najpierw Duchy Inisherin, teraz F1) i w sumie to życzyłbym sobie widywać w swoich social mediach częściej Kerry niż jakieś Sydneye Sweeneye ^^
#filmmeter

Zaloguj się aby komentować
24 853 930 - 300 = 24 853 630
5x60
Dawno mnie tu nie było, praktycznie caly lipiec, także trzeba wrócić do odbudowy formy ^^
#pompujwpoprzekziemi
Zaloguj się aby komentować
205 856 + 9 + 9 + 9 + 19 + 9 + 8 + 86 + 2 = 206 007
DPD (w tym jeden DPD+, gdzie po robocie stwierdziłem, że w sumie to można się pokręcić po mieście) oraz "epicka" wyprawa od Teściów do domu. Czemu epicka? No bo biorąc pod uwagę, że w ostatnich tygodniach ciągle padało, a część obszarów była podtopiona to co mogło pójść nie tak podczas planowania drogi żeby odhaczyć #kwadraty i realizować 5 letni plan budowania yardinho z Gdańska do Elbląga? ^^ 7km takich ujebów, że godzinę to pokonywałem, zaliczyłem coś w stylu półgleby (można powiedzieć, że się wywaliłem, ale z drugiej strony kałuża w koleiny była tak głeboka, że zatrzymałem się pod kątem 45° oparty udem o pobocze). Trasa zakładała jeszcze jeden podobny odcinek, ale jako, że Wisłe przekroczyłem już po zachodzie słońca to zrezygnowałem i pewnie dobrze, bo rower tak uwalony, że przerzutka przednia przestała działać, a błoto to do Gdańska odpadało ^^
Prywatny licznik:
Q3: 927/1000
Cały rok: 1676/3000
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#rowerowyrownik

Zaloguj się aby komentować
W Gdańsku ktoś stwierdził, że utwardzi (kosztem własnego zdrowia i wolnego czasu) skrót pomiędzy alejką w parku, a chodnikiem ^^
Nie każdy #bohater ma pelerynę!
#gdansk #remont #miasto #budzetobywatelski


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zainspirowany ostatnimi widokami postanowiłem wrócić po latach do #commandos i powiem wam, że gameplay nie zestarzał się ani o dzień - to jest tak cholernie dobre i wciągające, że powinno być w kanonie lektur ^^ zbalansowane postaci, konieczność działania jako drużyna oraz różnorodne misje. Nie wiem jak za dzieciaka to przeszedłem całe bez korzystania ze skrótów klawiszowych oraz znajomości angielskiego, bo na odprawach mówią o problemach, jakie możemy napotkać oraz o potencjalnych rozwiązaniach ^^
do 6 siedziałem próbując wysadzić kwaterę główną w Trondheim bez wszczynania alarmu i udało się dzisiaj na świeżo, także lecimy dalej z misjami i jak tak dalej pójdzie to skończę jeszcze przed Świętem Wojska Polskiego ^^
#gry #retrogaming

Zaloguj się aby komentować
To trochę przykre, że niby taki fajny, przyjazny serwis, a ja zostałem na nim autorytetem xD
Standardy lecą na łeb, na szyję
#niewiemjaktootagowac #autorytet #hejto

Zaloguj się aby komentować
199 829 + 4 + 3 + 8 + 6 + 6 + 11 + 125 + 123 + 17 + 17 + 135 + 2 + 82 + 54 + 9 + 2 + 2 = 200 435
Słowo się rzekło, także wrzucam podsumowanie wyjazdu bikepackingowego do północnej Norwegii. Celem wyprawy były Lofoty, archipelag Vesterålen, Senja, Kvaloya oraz Tromso.
Zaczęło się wesoło o czym już pisałem na hejto - otóż do Bodo nie doleciały nasze rowery, co "delikatnie" skomplikowało nam plany. Otóż zakładaliśmy, że na Lofoty dostaniemy się porannym promem (na szczęście cebula była we mnie mocna i nie bookowałem miejsca na statku za cebuliony, bo 50% miejsc dla pieszych nie była do zarezerwowania i była za darmo), natomiast ranek musieliśmy poświęcić na odebranie rowerów i złożenie ich, przez co zamiast być na miejscu o 11 byliśmy o 17. Odbiło się to czkawką na nas, bo cały program rozplanowany na dwa dni, czyli wieczorne kajaki po okolicach Reine, hikingi na Reinebringen oraz Menkebu, a także wizyta w Å, wcisnęliśmy w półtora dnia, co się odbiło na kondycji. Dlatego pierwszy przejazd skróciliśmy o 20km i zamiast objechać fiordy to je ścięliśmy.
Drugi dzień jazdy również nie rozpieszczał - otóż wszystkie prognozy, wyjątkowo jak jeden mąż mówiły, że o 13 zacznie obficie padać i utrzyma się taki stan do 16. Pomyliły się - padało do 17 ^^ także również skróciliśmy i zamiast pokonać 161km, zrobiliśmy tylko 123 uciekając z Eurovelo 1, które prowadziło drogami "wojewódzkimi", na główne drogi by ograniczyć czas w deszczu. I tak w strugach deszczu opuściliśmy promem Lofoty i dotarliśmy na archipelag Vesterålen, gdzie zrobiliśmy sobie jednodniowy postój. W ramach postoju mieliśmy pojechać do miejscowości Sto, ale niestety planując podróż źle spojrzałem w kalendarz promów i nie zauważyłem, że w niedziele jest tylko jeden i to po 13, także zamiast tego zrobiliśmy sobie krótki hiking po kilka #geocache a potem na plaży zrobiliśmy sobie grilla i upiekliśmy łososia. Nie wiem czy to kwestia głodu czy okoliczności przyrody, ale mam wrażenie, że smakował lepiej niż w Polsce.
W poniedziałek ruszyliśmy w dalszą wyprawę i na najdłuższy odcinek tej przygody - z interioru Langoyi do portu w Andenes na Andoyi. Pogoda nie rozpieszczała - 12 stopni, wiatr w ryj i mimo iż nie padało to nisko zawieszone chmury zabrały większość widoczków.
Z Andenes popłynęliśmy porannym promem na Senje, gdzie jednym z punktów programu miał być krótki hiking na Hesten by zobaczyć majestatyczną Seglę. Pogoda jednak się nie poprawiła od wczoraj, także zdecydowaliśmy się odpuścić i nacieszyliśmy się widokiem tylko z przeciwległego wybrzeża. Załączam obrazek w komentarzu byście mogli nacieszyć oczy tym co widzieliśmy :P
Senja była przedostatnim etapem naszej wyprawy, kolejnego dnia kolejny prom, tym razem na Kvaloye, a stamtąd już do Tromso, skąd mieliśmy odlecieć. Chmury się podniosły i widoki były już lepsze, ale w zamian za to mżyło przez większą część podróży, a czasami przechodziło w lekki opad. Życie, liczyliśmy się z tym, że pogoda może nam nie sprzyjać, aczkolwiek przyszły tydzień zapowiadają po 20 kilka stopni i lampę :P także po prostu pech i tyle.
W samym Tromso zaraz po przybyciu zaczeliśmy szukać kartonów do spakowania rowerów, bo okazało się, że sklep, który w czerwcu mówił, że "spoko, to nie będzie problem, odłożymy kartony, tylko was za to skasujemy (to akurat podobno normalka w tych rejonach)" po przypomnieniu stwierdził, że ich pracownik mnie wprowadził w błąd i niestety nie mają żadnych kartonów na sprzedaż. Także naszym priorytetem było znalezienie czegoś do zapakowania rowerów lub budowy frankenboxa. Na szczęście XXL (coś w stylu decathlona) miał akurat dostawę nowych rowerów dla nastolatków, a okazuje się, że szosy się do niego mieszczą prawie bez problemów (u mnie było delikatne wybrzuszenie przy sztycy, ale Różowa spakowała się bez najmniejszych problemów).
Czwartek w związku z tym przeznaczyliśmy na krótki hiking na Floye, skąd rozpościera się piękna panorama na miasto, oraz na pakowanie, a w piątek już leżeliśmy do 12 w hotelu, bo o 16.30 lot do Gdańska.
Pewnie nikt nie dotrwał do końca, więc pozwole sobie zapowiedzieć, że w ramach spisania "co wyszło, a co nie" na dniach postaram się przygotować znalezisko odnośnie #bikepacking.
Natomiast jakby ktoś miał jakieś pytania odnośnie #lofoty #vesteralen #senja #tromso to dawajcie znać, postaram się odpowiedzieć zgodnie z tym co wiem (czyli nie liczcie na zbyt wiele :P)
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#rowerowyrownik
@onpanopticon czułem się trochę zobowiązany, bo jak napisałem, że nikogo to nie interesuje, ale rowery dotarły, to widziałem fajny ruch "oburzenia", że jak to nikogo ^^
Co do trasy to wrzucę screen ze #squadrats natomiast jakby ktoś był bardziej zainteresowany to mogę wrzucić gdzieś gpxa. Ale zasadniczo to wzdłuż Eurovelo 1 z drobnymi odstępstwami opisanymi w wypracowaniu

Zaloguj się aby komentować
199 504 + 9 + 8 + 9 + 8 + 9 + 8 + 9 + 8 + 9 + 10 + 71 + 14 = 199 676
Orzeł wylądował!
Zakończyłem bikepacking po Norwegii, ale jako, że dawno się nie meldowałem na tagu, to pozwólcie, że dzisiaj wrzucę zaległe pracodomy (i dwie wycieczki po Kaszubach), a jutro postaram się skrobnąć coś dłuższego o Lofotach, Vesterålen, Skeji i Tromso w osobnym wpisie
Prywatny licznik:
Q3: 172/1000
Cały rok: 921/3000
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#rowerowyrownik

Zaloguj się aby komentować