Zdjęcie w tle

George_Stark

Gruba ryba
  • 816wpisów
  • 3962komentarzy

No i tak to było, że faraonów chowano z kotami i skarbami, a Hindusi palili na stosach razem ze zmarłymi mężami ich całkiem jeszcze żywe żony. Tak to jest, że do grobu wkłada się zmarłemu czasami a to różaniec, a to co innego co tam za życia zmarły lubił albo czego po śmierci mógłby ewentualnie potrzebować. Na nagrobkach stawia się albo graweruje krzyże, gwiazdy Dawida albo półksiężyce – obyczajów związanych ze śmiercią jest mnóstwo. A jak to jest w Grudziądzu? Rozpatrzmy ten problem na przykładzie Bartosza:


***


O symbolach pogrzebowych


Chłodno, szarawo, rosa – bo rano,

topiki się nawet jeszcze nie pławią.

I właśnie wtedy grudziądzką plażą

utopce, krakeny i hydry łażą.


Na niebie tymczasem pojawił się jastrząb,

sokolim wzrokiem spoglądał za strawą,

znad Wisły jednak wycofał się żwawo

dostrzegłszy spacer tejże potworii.


A chłopca jednego mocno przyparło:

– „Chusteczek nie mam, lecz znajdę liść” –

pomyślał i w krzaki umyślił był iść.

Tak życie swoje zakończył Bartosz.


I wyłowili Bartosza ciało,

i było nad grobem Bartosza łzawo,

i ściany grobu betonem wsparto,

i kiedy czekali dla niego na dzwon,

to postawili na grobie mu wiadro.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dziś Święto Pracy, no to czas zabrać się do pracy!


Z jednej strony szkoda, że wytworów pojawia się mało. Z drugiej jednak, kiedy przychodzi do posumowania, a szczególnie kiedy to podsumowanie muszę zrobić ja, no to fajnie – bo łatwo, a i pisania nie ma za wiele.


W tej edycji udział wzięło uczestników dwóch, a wierszy napisali pięć. Oto i rzeczone wiersze:


Upiór autorstwa kolegi @George_Stark ;

Zwierzyniec autorstwa kolegi @splash545;

Festiwal Żenady autorstwa kolegi @George_Stark;

Lenistwo aniołów autorstwa kolegi @George_Stark;

Zasady albo Wychowanie autorstwa kolegi @George_Stark.


***


Zapobiegliwy Organizator uchylił tydzień temu zasadę lex retro non agit, czym otworzył sobie furtkę do tego, ażeby włączyć do konkursu również i wiersze opublikowane pomiędzy edycjami, jak to zrobił kolega @bojowonastawionaowca, autor sonetu bez tytułu, ale za to ładnego.


Organizator jednak z tej otwartej furtki postanowił nie korzystać, a kolegę-autora zawołał tylko po to, żeby go trochę nastraszyć.


Wobec powyższego organizator nie ma innego wyjścia, jak przyznać zwycięstwo koledze @splash545. Zwycięstwo w pełni zasłużone, za którego przyznanie jednak Organizator kolegę przeprasza.


Organizator nie wytłuszcza zdania ogłaszającego zwycięzcę, ażeby to zdanie ogłaszające (które jest szczególną odmianą zdania oznajmującego) nie za bardzo rzucało się w oczy, bo wtedy nastraszony mógłby je zbyt wcześnie zauważyć i nie zostać wystarczająco nastraszonym.


Organizator dostrzegł również opublikowany w czasie trwania tej LXXIV edycji wiersz kolegi @pingWIN pod tytułem Teraz, ale – ponieważ kolega jasno zaznaczył, że nie chce być wciągany, Organizator tym razem postanowić nie być złośliwym i kolegi nie wciągnął.


***


To tyle w LXXIV edycji konkursu #nasonety w kawiarni #zafirewallem. Do zobaczenia w kolejnej – ze mną na pewno!


#podsumowanienasonety

@fonfi O kurde! Ja serio myślałem, że dziś jest piątek! I nawet czekałem do później niż zwykle, z myślą, że może coś jeszcze napiszesz na ostatnią chwilę. No a później pomyślałem, że już pewnie przy grillu siedzisz, no to edycję zakończyłem. Bo myślałem, że jest piątek!


No a zrobić, to dodać poza konkursem. W sprawie zwycięstwa możesz się ze Splaszem dogadać, ja nie będę miał nic przeciwko, o ile nie przyznacie go mnie.

@George_Stark To ja widzę, że chill na poważnie, jak pierwszego już dnia rachubę czasu Pan stracił. A ja się tak dzisiaj, proszę Pana, na łonie natury inspirowałem, tą dźwięczącą ciszą uszy radowałem, tak tymi widoczkami oczęta swe napawałem - wszystko po to, żeby zaraz po powrocie... zasnąć. No ale skoro jednak już wstałem, to pewnie coś sobie i tak spróbuję napisać

Zaloguj się aby komentować

Nawet mi to na rękę, że kolega @splash545 dzisiaj nawalił, bo mam super zadanie:


temat: deszcz

rymy: ptaszek - pogoda - daszek - swoboda.


Proszę się bawić bardzo dobrze, a koleżankę @UmytaPacha proszę o ciszę. Przynajmniej chwilową.


#naczteryrymy

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Cień czający się na pograniczu jawy i snu


Podłoga – bo Jerzy uświadomił sobie, że leży na podłodze – była twarda i zimna. Plecy bolały go jeszcze bardziej niż zwykle, na dodatek czuł jakieś dziwne kłucie w nerkach. Pewnie od tego zimna – cholera wie, jak długo już tam leżał. Bolała go też głowa, a w ustach miał tak sucho, jakby trociny zagryzał wapnem. Żadna jednak z tych rzeczy nie była powodem tego, że Jerzy był przerażony.


Jerzy był przerażony ponieważ po obudzeniu się nie mógł otworzyć oczu.


***


Już od jakiegoś czasu Jerzy miał kłopoty ze snem. Wszystko zaczęło się jakoś mniej więcej wtedy, kiedy Pacha zmieniła swoją różową hybrydową Toyotę Yaris na zielonego Nissana Leafa. Samo to nie było niepokojące – ot kolejna fanaberia Pachy, na którą Jerzy nie zwrócił większej uwagi, tak i nie zwracał większej uwagi na wszystkie inne jej fanaberie tak długo, dopóki miska była nieustająco pełna, a kuweta regularnie czyszczona. Miska jednak coraz częściej była pusta. Jerzy trącał ją pyszczkiem powodując donośne brzęczenie, a Pacha mówiła wtedy „Oj, przepraszam Jerzy – zapomniałam. Tyle mam na głowie”. Z kuwetą sprawa miała się podobnie, choć jednak odwrotnie – to znaczy, że kuweta również był zaniedbana, bo była pełna i to nie tylko żwirku. „Oj, przepraszam Jerzy – zapomniałam. Tyle mam na głowie” – mówiła Pacha, a Jerzy dopiero po chwili mógł sobie ulżyć, bo po awanturze, którą mu kiedyś Pacha urządziła, bał się drugi raz nasrać do łóżka.


Jerzy trenował więc swoje zwieracze i ścianki jelita grubego, ale Jerzy zaczął się też tym niekorzystnym dla ich związku obrotem spraw martwić. Chodził więc za Pachą po domu i podglądał ją zastanawiając się co też mogło być przyczyną tej jej nagłej zmiany w podejściu do swojego ukochanego. Próbował wytropić jakieś wskazówki, na których mógłby zbudować sobie jakąś teorię, którą następnie uznałby za prawdziwą. W taki właśnie sposób Jerzy zauważył, że Pacha podczas suszenia włosów wykonuje dziwne ruchy. Zupełnie jakby raził ją wtedy prąd.


– „Jakieś przebicie czy ki czort?” – pomyślał Jerzy i zdecydował, jak prawdziwy mężczyzna, sprawdzić czy z suszarką jest wszystko w porządku. – „Najwyżej poświęcę dla niej jedno ze swoich żyć. Mam ich w końcu dziewięć.”

– „Ale tylko jedno” – postanowił w końcu, kiedy już zdecydował się dotknąć tej suszarki, do której zabierał się jednak jak pies do jeża.


Z suszarką było wszystko w porządku. Skąd więc ta zmiana zachowania Pachy? Jerzy nie miał pojęcia.


To właśnie ten niepokój był przyczyną kłopotów ze snem Jerzego, choć Jerzy nie zdawał sobie z tego sprawy. Biedak przejmował się jednak swoim stanem, wertował więc internet w poszukiwaniu rozwiązania. Paraliż senny – to było to, co udało mu się znaleźć i nad czytaniem o paraliżu sennym, zwanym przez niektórych zmorą, spędził ostatni tydzień. Objawy co prawda nie pasowały, ale temat wydał mu się ciekawy.


***


I właśnie o tym paraliżu sennym Jerzy przypomniał sobie wtedy, kiedy obudził się na tej zimnej podłodze i nie mógł otworzyć oczu. Natychmiast poczuł ucisk w klatce piersiowej.

– „Może to Pacha?” – łudził się jeszcze przez chwilę, bo przecież od dawna już próbował namówić ją na to, żeby na nim usiadła. Co prawda miał na myśli twarz, a nie klatkę piersiową, ale jak się nie ma co się lubi, no to i klatka piersiowa też może przecież być. Jerzy wiedział jednak, że sam się oszukuje.


– Pacho! Pacho! – zaczął wykrzykiwać na tyle głośno, na ile było go wtedy stać, ale nie było go stać na wiele – brakowało mu przecież powietrza w płucach. (Zauważmy jednak, że nawet w takiej sytuacji Jerzy nie zapomniał użyć wołacza, który to wołacz jest pięknym przypadkiem, choć niestety już zanikającym za sprawą byle mianownika.)


– O! Już się cholero obudziłeś? – usłyszał głos Pachy. – Pięknie się wczoraj zaprezentowałeś! Po prostu pięknie! Ciebie tylko puścić do ludzi, albo ludzi do ciebie! Taki wstyd przed Erwinkiem!

– Co się stało? – zapytał Jerzy, zapominając na chwilę o swoich oczach, bo wobec gniewu Pachy nawet i ślepota była niczym. Zresztą, Homer też był przecież ślepy. Choć, z drugiej strony, nic nam nie wiadomo o tym, żeby spotykał się z jakąś kobietą. Może dlatego pamiętamy go do dzisiaj?

– Co się stało?! Jeszcze się głupio pytasz?! – wściekała się dalej Pacha. – Uchlałeś się wczoraj, zresztą Erwinek też był nie lepszy! No i jak powiedział, że strasznie ma ochotę jakieś stopy pooglądać, chciał mnie nawet namówić, ale się nie zgodziłam, to ty wtedy, ty cholero, zdjąłeś skarpety i podsunąłeś mu pod te swoje stopy pod nos! Erwinek stwierdził, że za mało kobiece, a ty wpadłeś w szał. „Za mało kobiece?! Za mało kobiece?! Czekaj, ja ci jeszcze pokażę!” – zacząłeś krzyczeć i pobiegłeś do łazienki. Chwilę tam posiedziałeś, a potem to już było słychać tylko huk, bo się przewróciłeś, ty ochlejusie jeden, i zasnąłeś na podłodze! Czekaj chwilę, sprawdzę czy znowu ci jakiś bocian siana nie podprowadził.

Jerzy poczuł rękę Pachy sięgającą do jego kieszeni i wyjmującą z niej portfel.

– No, są pieniądze. Całe szczęście – powiedziała Pacha.

– Pacho – zaczął Jerzy, wciąż nie zapominając o wołaczu – ja nic nie widzę!

– No i nie dziwota, ty moczymordo! Tak ci się zachciało być dla Erwinka kobiecym, że pomalowałeś się moim cieniem do powiek. No a potem usnąłeś i w nocy ci się te powieki posklejały.


***


#naopowiesci

#zafirewallem


***


EDIT: A, zapomniałem: 848 słów.

Jakby to miało jakieś znaczenie.

@George_Stark Ja mam tylko dwa pytania natury porządkowej:


  1. Tak dla rozwiania moich wątpliwości, ten incydent łóżkowy to miał miejsce pod postacią kota, prawda?

  2. A znowu fetysze z Erwinkiem to w ludzkiej postaci po skarpetach tuszę? Czy to miała być współczesna interpretacja "Kota w butach"? Znaczy się w skarpetach...

@fonfi No i muszę się z dzieła swojego tłumaczyć, a sam go nie rozumiem.


1. Tak

2. Tak. Erwinek przyszedł w piątek wieczorem, a w piątek o 16 Jerzy już się w swoją gorszą postać przepoczwarzył.


EDIT: 1. Tak, ale to była wina Pachy, bo nie ogarnęła kuwety.

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ w obecnej edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem nie dołożę nadmiarem swoich opublikowanych wytworów roboty nikomu innemu jak tylko sobie, więc mogę sobie na to moje swobodne spamowanie bez wyrzutów szczątków mojego sumienia pozwolić.


Kolejny wiersz jest wierszem z gatunku „nie znam się, to się wypowiem”, bo wszak jestem bezdzietny, choć na teorii wychowania znam się zapewne jak nikt!


To miała być lekka zabawa homonimami albo wieloznacznością słów, czego ślad – mam nadzieję – widać w jeszcze w pierwszej strofie. Ale później mi to wszystko uciekło.


No i trochę ekshibicjonizmu, czyli wszelkie skojarzenia (w tym również i te muzyczne), które ja, autor, we swoim wytworze odnalazłem już po jego napisaniu:


– piosenka To wychowanie zespołu T.Love,

– ale chyba bardziej Kochajcie dzieci swoje pana Kazika Staszewskiego;

– oraz, co chyba oczywiste, słowa hetmana Jana Zamoyskiego: Takie będą Rzeczypospolite, jak ich młodzieży chowanie

– i, choć trochę na odwrót – bo jako odpowiedź: wiersz Do młodych pana Adama Asnyka, bo – tak mi się wydaje – każda zdrowa relacja powinna być obustronna i, tak jak młodzi nie powinni deptać przeszłości ołtarzy, tak i starzy powinni pozwolić młodym wznosić ich własne ołtarze teraźniejszości, no bo nie przyszłości przecież.


Dziękuję za wypowiedź.


***


Zasady

albo Wychowanie


Opracowaliśmy różne zasady –

porządek się na tych zasadach zasadza.

Zasady wpaja się poprzez przykłady,

więc do przykładów się warto przykładać:


jeżeli męża nazywasz „stary”,

jeżeli miłość dajesz na kredyt,

to nie dziw się, że syn cię później nazywa „stara”,

choć może ciężko jest ci to przeżyć.


Czasem podtopisz się w życia wirze,

czasem się będzie walić i palić,

lecz z najbliższymi bądź co dzień bliżej:

tako mieć będziem, jak żeśmy chowali.

Zaloguj się aby komentować

@George_Stark ale poproszę trochę hejta na @splash545, bo mnie to się dostało!


Pobladłem jak ściana, walnąłem ekran i z nóg zrobiło się masło,

Wrzeszczą alarmy, silniki umilkły, świat zamarł, zasilanie zgasło,

Dramatycznie kartkuję manualna, z mózgu zrobiła się margaryna,

Nurkuję d⁎⁎ą w planetę, chyba nie powtórzę wyczynu Gagarina.

Z drogi mlecznej zrobiło się masło

Potem czarna dziura i wnet słońce zgasło

w tym mroku i ciszy powstała margaryna

Przywieziona z kosmosu w statku Gagarina

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ jestem nosicielem bardzo nienachalnego optymizmu, to uważam, że na świecie dzieje się coraz gorzej (i jest to bardzo niepokojące). Szukałem rozwiązań, ale ich nie znalazłem, znalazłem za to przyczynę. Otóż, proszę Państwa przyczyna jest metafizyczna, a na świecie dzieje się źle przez:


***


Lenistwo aniołów


Diabeł się ponoć ubiera u Prady,

co gust całkiem niezły u niego zdradza;

to nie to co te anielskie dziady,

w jakichś tunikach zwyczajne chadzać.


Diabeł wykwintny – wybiera Paryż:

to Luwr odwiedzi, to siądzie przy wieży,

i jeszcze przejdzie Wielkie Bulwary.

Później Watykan wpadnie odwiedzić.


Aniołom chyba jest za to bliżej

do jakiejś biednej – ja wiem? – Portugalii?

I kiedy diabeł się pachni w mirze,

oni na plażach pozalegali.


***


#nasonety

#zafirewallem


I tak, ja wiem, że w Portugalii jest Fatima i to sanktuarium tam to, no co tu dużo ukrywać: złote, a skrome, ale mi się ładnie rymowało.

Zaloguj się aby komentować

No ja prawie zawsze mam skojarzenia muzyczne, bo muzykę bardzo lubię i nic na to nie poradzę, a nawet nie będę nic poradzić próbował, bo próbować coś poradzić nie chcę. I nie mam pojęcia, czy – już po napisaniu wytworu poniższego – bardziej kojarzy mi się on opisem muzycznych talent shows w wykonaniu pana Kazika Staszewskiego , czy też może z diagnozą sytuacji ogólnej w wykonaniu pana Bruce’a Springsteena :


***


Festiwal Żenady


Rozpoczynamy Festiwal Żenady!

Komisja się długo nie będzie naradzać,

u nas – jak wszędzie – rządzą układy:

zwycięzców już znamy, lecz nie ma co zdradzać.


Najpierw pan Kamil, co łoi browary

na czas, choć nikt mu czasu nie mierzy,

po panu Kamilu nam będą śpiewali

Fałszerze. Konkretnie: Kwartet Fałszerzy.


Później Aneta – żongluje ryżem,

Adam – on pewnie biblię tu spali,

a żeby poprzeczkę ustawić niżej

nadzy magicy już się rozebrali.


I tak nam z reklam wzrosną obroty,

a nim ktokolwiek z państwa ochłonie

to ten, co zbierze najwyższe noty:

sam prowadzący – wystąpi na koniec.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Postanowiłem urządzić dzisiaj nadprogramowy Dzień Kobiet i w związku z tym zrobić Paniom prezent. Pod poprzednim wytworem z Cyklu Grudziądzkiego koleżanka @Wrzoo wyraziła nadzieję na to, że Jerzy zmartwychwstanie, no bo Wielkanoc w końcu, a koleżance @KatieWee spodobała się nieistniejąca strona bierna czasownika „utonąć”, no to zdecydowałem się te dwie sprawy we swoim nowym wierszu uwzględnić.


Wszystkiego najlepszego więc, drogie Panie! – dobrze że już żadna więcej nic tam nie napisała.


***


No a nad tytułem wytworu poniższego myślałem przez chwilę, a później mi się przypomniało, że na tej płycie pana Stasiuka i zespołu Haydamaky, którą to płytę zresztą bardzo lubię, piękna jest nie tylko Alpuhara, ale też i na przykład Upiór , więc niech będzie o tym grudziądzkim upiorze:


***


Upiór


No: Alleluja! I nie ma rady,

Wielkanoc w końcu cudami obradza,

bo chociaż trochę nadgryzły go kraby,

się utonięty Jerzy odraza.


Na brzeg wypełznął, bieży przez szuwary,

z paznokci resztki pozdrapywał śniedzi,

ostatnie krople strząsnął już z fujary:

był się utopił, a przeżył.


– "Podejdź tu dziewczę, chodź ku wodzie bliżej" –

to szept Jerzego czy fali?

– "Nie wstydź się wcale, przecież nikt nie idzie,

w Wiśle się będziem kąpali".


Dziewczę już w stroju: stanik i galoty,

Jerzy podniecony całym ciałem płonie,

płonie tak jak płoną utonięte chłopy

bo dziewczę też zaraz utonie.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Ignorantia iuris nocet.


Jak widać, nie tylko nieznajomość prawa szkodzi, ale jego niezrozumienie również. Gdybym wiedział, że te pioruny będą sumowane, to sam bym tę papaję zjadł, a nie się nią z Wami dzielił w tym ostatnim wytworze w edycji LXXIII.


No ale trudno: dura lex, sed lex w końcu.


***


Czyli to mnie przypadł ten zaszczyt i niewątpliwa przyjemność otwarcia (a, jeśli dożyję, to jeszcze niewątpliwsza przyjemność zamknięcia) kolejnej, LXXIV edycji zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem. No to otwieram.


Ponieważ to zwycięstwo kompletnie mnie zaskoczyło, zupełnie nie jestem przygotowany i zadam pierwszy tekst, który przyszedł mi do głowy, więc sięgniemy sobie do ballady pana Adama Mickiewicza i zajmiemy się jednym z najbardziej marszowo-rytmicznych tekstów jakie znam, a będzie to fragment ballady Alpuhara stanowiącej fragment Konrada Wallenroda . Całość tekstów można zaleźć pod linkami w tytułach, piękne wykonanie w pięknej oprawie muzycznej można zaleźć tutaj lub w wersji na żywo tutaj , w tej wersji na żywo okraszone dodatkowo interpretacją kolegi pana Andrzeja Stasiuka , gdyby kogoś któraś z tych rzeczy interesowała. Rzeczony natomiast fragment, którym się w tej edycji zajmiemy zamieszczam poniżej:


Adam Mickiewicz

Alpuhara

(fragment)


Już w gruzach leżą Maurów posady,

Naród ich dźwiga żelaza;

Bronią się jeszcze twierdze Grenady,

Ale w Grenadzie zaraza.


Broni się jeszcze z wież Alpuhary

Almanzor z garstką rycerzy.

Hiszpan pod miastem zatknął sztandary,

Jutro do szturmu uderzy.


O wschodzie słońca ryknęły spiże,

Rwą się okopy, mur wali;

Już z minaretów błysnęły krzyże,

Hiszpanie zamku dostali.


Jeden Almanzor, widząc swe roty

Zbite w upornej obronie,

Przerznął się między szable i groty,

Uciekł i zmylił pogonie.


***


Tam wyżej jest szesnaście wersów, a jest ich tyle dlatego, że przy układzie rymów ABAB czternastowersowy utwór ciężko żeby się dobrze rymował, a ja, będąc łaskawym, do konkursu dopuszczam tak utwory di risposta dwunastowersowe jak i szesnastowersowe – jak kto woli albo jak się komu chce.


***


Ponieważ to zwycięstwo kompletnie mnie zaskoczyło, zupełnie nie jestem przygotowany i nie mam pojęcia jakie zasady oceniania będą obowiązywać za tydzień, kiedy to przyjdzie mi wyłonić zwycięzcę, wiem za to jedno, a wiem, że na czas tej LXXIV edycji decyzją organizatora stara rzymska zasada lex retro non agit zostaje uchylona.


***


Dziękuję.


Proszę się dobrze bawić.


***


Aha. I tag #diproposta , bo później na mnie krzyczą.

Zaloguj się aby komentować

734 + 1 = 735


Tytuł: Jak hartowała się stal

Autor: Mikołaj Ostrowski

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10


A co to jest ta polityka?

Pawka wzruszył ramionami.

Diabli wiedzą! Powiadają, że jeżeli ktoś przeciwko carowi występuje, to to się nazywa polityka.


No i taka mniej więcej była świadomość ideowa młodego Pawła Korczagina, jak to można wywnioskować z tego cytatu powyżej. Później się to jednak zmieniło. Później Pawka poznał przybyłego do miasta byłego marynarza Fiodora Żuchraja, który objaśnił mu to i owo, a na tym objaśnieniu nie poprzestał, bo Fiodor Żuchraj świecił przykładem. I w taki sposób Pawka, wyrzucony ze szkoły za dosypanie machorki do ciasta popa, pracujący później w dworcowym bufecie, gdzie miał okazję przyjrzeć się niesprawiedliwości carskiej Rosji stał się kim się stał, a stał się bohaterem literackim stawianym za wzór młodzieży socjalistycznej.


Jak hartowała się stal to powieść wydana po raz pierwszy w całości w roku 1936, czyli w roku śmierci trzydziestodwuletniego wówczas autora (w tym miejscu zaznaczam, że imperialistyczny Superman pojawi się dopiero za dwa lata, bo w roku 1938, a Batman jeszcze później, bo w roku 1939). Jak hartowała się stal to powieść silnie oparta na motywach autobiograficznych autora (który, w mojej ocenie, mierząc moimi wartościami, miał jednak to swoje życie dość smutne) i powieść, która należy do klasyków literatury radzieckiej (proszę nie mylić z literaturą rosyjską – uważam, że to dwie zupełnie odrębne kategorie).


Jest to być może pewien rodzaj perwersji, ale ja bardzo lubię sztukę socjalistyczną. Zachwycają mnie te propagandowe plakaty w swojej nawet nie tyle prostocie, co prostackości, lubię architekturę brutalistyczną (ja wiem, to nie tylko socjalizm tak budował) i choć zdaję sobie sprawę z tego, że jest ona brzydka, to ma w sobie coś pociągającego – to że coś lubię, nie znaczy jeszcze, że mi się to podoba, ale ciekawić to owszem, bardzo mnie ciekawi. I podobnie mam z literaturą wywodzącą się z realnego socjalizmu.


Spodziewałem się oczywiście tego, co w tej książce zastanę. Spodziewałem się, że nie będzie tam pytań, ale będą raczej odpowiedzi i to w dodatku jeszcze te z gatunku tych najprostszych, spodziewałem się toporności (choć, ku mojemu zaskoczeniu, Jak hartowała się stal nie była aż tak toporna jak się tego spodziewałem, a momentami była nawet dość przyjemna – może to kwestia tłumaczenia wykonanego przez pana Wacława Rogowicza?), spodziewałem się że wszystko w tej książce będzie czarno-białe (czy może raczej czerwono-białe, żeby zachować zgodność z kolorystyką historyczną). I tak, dostałem to wszystko, i właśnie dlatego mi się ta książka, obiektywnie dość mierna, tak bardzo podobała – bo właśnie tego od niej oczekiwałem. Było jednak kilka miejsc, w których pan Ostrowski mnie zaskoczył i to zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.


Więc kilka słów o tych zaskoczeniach. Po pierwsze niezłomny Paweł Korczagin, który z każdej opresji (a w jego życiu jest tych opresji niemało) wychodzi zawsze zwycięsko, głównie dzięki swojemu hartowi ducha, ma również momenty zawahania. Dwa momenty zawahania konkretnie, a mnie szczególnie zaskoczył ten drugi, opisany w przedostatnim rozdziale, bo takich myśli się po bohaterze socjalistycznym nie spodziewałem. Na szczęście (tak dla socjalizmu, jak i dla samego Pawki) autor ten drugi moment zawahania wykorzystuje ku pokrzepieniu serc, serc czerwonych jak ten socjalizm, który nie odrzuca nawet i tych, którzy niemal sami siebie odrzucili. Po drugie jest w tej książce kilka porównań, które bardzo przypadły mi do gustu, kilka zdań, które są sprytne i piękne w samym swoim brzmieniu, wreszcie kilka naprawdę ładnych, obrazowych scen – głównie zapamiętam tę dziejącą się na polsko-radzieckiej granicy, bo obserwacja trafna, a i nawet z wnioskami autora się zgadzam, choć wnioski z wniosków mamy zupełnie jednak inne.


Lubię literaturę socjalistyczną z kilku względów. Po pierwsze, o czym już pisałem, ze względu na tę moją dziwną perwersję dotyczącą jej estetyki. Te książki momentami są tak złe, że aż trudno w to uwierzyć i może właśnie dlatego chce się je czytać dalej. Po drugie ze względu na pewnego rodzaju zdziwienie jak różnie można rozumieć te same procesy i jak różne można widzieć rozwiązania tych samych problemów. Po trzecie, będąc jednak bogatszym od autora o pewną wiedzę i dystans historyczny w kwestii wydarzeń po roku 1936 (jak w tym przypadku) lubię tę literaturę ze względu na możliwość obserwacji rozdźwięku pomiędzy wizją (planami?; wyobrażeniami?) przedstawionymi w książkach, a tym jak to wyglądało w rzeczywistości – tutaj wspaniałym przykładem jest zderzenie zobrazowanego przez autora ideowego podejścia członków partii i konsomołu do kobiet z późniejszymi pomysłami co wyrywniejszych przodowników ideowych, którzy te kobiety radzieckie chcieli nacjonalizować. Po czwarte wreszcie literatura socjalistyczna jest ciekawa z tego względu, że – moim zdaniem – natura człowieka niewiele się zmienia, a natura społeczności zmienia się jeszcze mniej (a przynajmniej wolniej) i zrozumienie tego co kiedyś działało jak to wszystko działało, co kierowało ludźmi i masami, którzy naprawdę wtedy w tę rewolucję wierzyli, a z dzisiejszej perspektywy, wiedząc do czego to wszystko doprowadziło, pozwala porównać pewne zjawiska. Moim zdaniem zbieżności jest wiele i są one dość smutne, jeśli nie niepokojące. Stąd świadome, krytyczne czytanie literatury socjalistycznej mogłoby pomóc nam uniknąć powtarzania starych błędów. No bo po co mamy powtarzać błędy Związku Radzickiego, skoro możemy popełniać swoje własne?


#bookmeter

bc9abf41-6906-401b-b470-3c9ff01865b6

@George_Stark Różne ludzie mają zboczenia. Przyglądanie się komunistycznym kacapom zdecydowanie do nich należy. Ale za reckę piorun.

Zaloguj się aby komentować

Kolega @splash545 mnie podpuścił . Miało być co prawda o interpapamum, no ale w międzyczasie odbyłem rozmowę z kolegą @fonfi dotyczącą hamowania się w wytwórczości kawiarenkowej i postanowiłem przykładem zachęcić do spuszczenia płynu hamulcowego, w związku z czym wytwór jest o czymś zupełnie innym, choć z samym wydarzeniem pozostaje w związku.


Jeśli kolega @bojowonastawionaowca uzna, że powinienem dodać ten tag na „p”, to zrobię to, choć wolałbym tego nie robić. Nie mam cierpliwości pana Żulczyka żeby się gdzieś po jakichś sądach szlajać .


***


Sobota, 26.04.2025


Kupione już były melon, papaja

i zaproszeni zostali goście:

– „Po prostu przyjdźcie, nic nie przynoście,

będziemy mieli czym się upajać.”


No i sobota już się zbliżała

i z dnia na dzień mi było radośniej

lecz skończyć się miało to bezowocnie

bo się dokonał żywot papaja.


Pan Żulczyk był to kiedyś przećwiczył,

prezydent się wtedy poczuł dotknięty

ale znów działa, jakby se życzył

na złe języki ponownie być wziętym.


Mniejsza z żałobą, jest dla mnie niczym,

najwyżej przed sądy będę ciągnięty

lub przez jakiegoś hierarchę wyklęty.


***


#zafirewallem

#nasonety – choć trochę na wyrost, bo wytwór jest pozakonkursowy ze względu na niezgodność z zasadami.

Zaloguj się aby komentować

Drodzy moi Znajomi Internetowi!


Ogłoszenie mam, a w zasadzie to prośbę bardziej, ale ogłoszenie brzmi bardziej dyplomatycznie, więc uznajmy, że to jednak ogłoszenie.


Otóż sytuacja wygląda tak, że postanowiłem albo wypłynąć na szersze wody albo przestać Was tutaj w naszej wspaniałej kawiarence spamować wytworami swoimi (a tak naprawdę, to mi się nudzi) i znalazłem sobie trzy konkursy na opowiadania i nawet już napisałem te trzy opowiadania na te trzy konkursy. I teraz ta proś... to ogłoszenie jest takie, że może ktoś z Was miałby czas i ochotę mi pomóc, przeczytać te teksty (albo chociaż jeden z nich) i podzielić się wrażeniami? Zawsze to dobrze usłyszeć czyjąś opinię żeby mieć później co zignorować, prawda?


Oczywiście nie muszą to być wszystkie trzy, może być jeden z nich. Dla porządku zaznaczę, że jeden ma siedem stron, jeden stron trzy, a jeden stron dwie.


No i bardziej zależałoby mi jednak na krytyce niż na pochwałach (wiecie, jakieś nielogiczności, niezgrabne zdania i tego typu rzeczy), bo o ile na pochwały jestem oczywiście łasy, tak bardziej jednak łasy jestem na nagrody w tych konkursach, szczególnie zaś na nagrody w postaci gotówki.


Z góry dziękuję za ewentualny odzew i życzę miłego czwartkowego popołudnia!


#zafirewallem

@George_Stark Przesyłaj, tylo w jakimś Wordzie (tym programie, a nie Wojewódzkim Ośrodku Ruchu Drogowego) czy coś, żeby można było odesłać z uwagami w trybie edycji. Albo najlepiej daj nam dostęp do google docs, to wszyscy razem naniesiemy uwagi

@UncleFester @moll @splash545 @fonfi

Dziękuję za odzew, jutro postaram się ogarnąć.


@moll Nie mogę wrzucić, bo naruszę warunek, że opowiadanie ma być wcześniej niepublikowane. Grypsem jakimś muszę prywatnie podesłać.


@fonfi O, dzięki. Z tym GoogleDocs to dobry pomysł, bo ja piszę w LibreOffice, a nie wiem czy Word pliki .odt otwiera.

@George_Stark Otwiera, ale GoogleDocs chyba lepszy, bo faktycznie wszyscy na jednym dokumencie będziemy mogli ogarnąć. Jak coś to podeślę Ci mojego maila na priv to będziesz mógł mnie zaprosić do edycji

@fonfi Wiesz ja to przemyślę, bo nieskromnie powiem, że uważam, że co najmniej dwa są naprawdę dobre i nie chciałbym żeby gdzieś wypłynęło i nie wiem czy nie będę czuł się bezpieczniej, jak będę słał mailami.


Ale to już jutro, jak jeszcze to ostatnie doszlifuję.


A Ty piszesz o tym Tukanie? Bo jak piszesz to bez sensu żebym Ci podsyłał żeby pomysłu nie zamącić. Jak piszesz, to możemy się później efektami wymienić.

Zaloguj się aby komentować

Miało wyjść inaczej.


Jest taka bardzo ładna piosenka, nazywa się Kaja mówi i chciałem się nią zainspirować, no ale ta moja liryczna Kaja nie pochwaliła moich włosów – zresztą, nie ma się jej co dziwić, bo też i chwalić nie za bardzo jest co.


A może to była po prostu inna Kaja? Taka na przykład, która nie bardzo umie prowadzić auto:


***


Kaja

(stłuczka z maja)


To było gdzieś tak pod koniec maja:

kwitły kasztany – kręciło w nosie;

lat miałem wtedy trzydzieści osiem

i brak nadziei bym kogoś znalazł.


A ona miała na imię Kaja,

nie zatrzymała się wtedy na stopie:

zgnieciona maska, poszły półosie,

lecz mi telefon do siebie dała.


Szkodę pokryli mi z jej polisy,

z auta w zasadzie został mi wentyl –

reszta trafiła na złom w Pierzchnicy;


a ja do Kai poczułem moc mięty,

choć kiedy siada do kierownicy

sprawdzam czy pas mam dobrze zapięty.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Szybko, bo nie ma czasu!


W życiu można zaniedbać wiele rzeczy: można zaniedbać sen, można zaniedbać zdrowe odżywianie, można zaniedbać pracę albo można zaniedbać żonę. Tym, czego zaniedbać nie można jest natomiast napisanie cotygodniowego sonetu w ramach Cyklu Grudziądzkiego, i nie ma tutaj żadnych głupich wytłumaczeń, że Jerzy napisanie takiego wiersza mógłby zaniedbać na przykład z takiego powodu, że nie żyje, no bo się utopił:


***


Bogów nie ma (przynajmniej tych wodnych)


Tonący się chwyta choćby pagaja,

który przepływa w wodnym unosie;

ach! – Posejdonie!; Aksiokersosie! –

pomóż! Wyciągaj! Ratuj! Ocalaj!


Nie znalazł Jerzy w wodzie pagaja,

bo bogów nie ma – same łososie;

łosoś Jerzemu zagra na nosie –

do Ave Maria ten nos nastraja.


Tak biedny Jerzy, wzorem kotwicy,

przez grawitację na dno ściągnięty

na wodny wypór nie miał co liczyć,


więc leży Jerzy już utonięty,

a świat w zasadzie nie przejął się niczym:

karp dalej pluska, ważka wciąż brzęczy.


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark mam tylko nadzieję, że Jerzy w kolejnej edycji mimo wszystko zmartwychwstanie. W końcu to Wielkanoc, czyż nie? 🐣

@Wrzoo Wewnętrzna logika uniwersum grudziązkiego ma gdzieś nawet i fleksję, więc wszystko jest możliwe.


@KatieWee Właśnie się zastanawiam czy istnieje strona bierna czasownika "utonąć". Utopić, owszem, ale "utonąć"? Kiedy pisałem, to mi to "utonięty" zwyczajnie pasowało, no a teraz pojawił się problem do zastanawiania się, a na zastanawianie się czasu jednak nie ma.

@George_Stark bezbożny sonet tuż przed świętami, coś pięknego. W dodatku tym pagajem mi przypomniałeś moje mazurskie rejsowanie.

Zaloguj się aby komentować

Kilka rzeczy złożyło się na na wytwór poniższy.


Po pierwsze mój autoban (albo autocenzura) na sonety w obecnej edycji naszej zabawy sonetowej, a nieco jestem jednak poetycko wyposzczony.


Po drugie wpis koleżanki @KatieWee , bo jeśli będzie reedycja tej opisywanej książki, to ja chętnie do takiej reedycji dołączę.


Po trzecie pogoda za oknem i wspomnienie tego, co już w tym roku przerabialiśmy, a nad czym w tym roku ubolewałem już w wytworze zeszłotygodniowym .


Po czwarte wreszcie zdobyte w związku z trzecim doświadczenie. Bo, jak to mawiali starożytni Amerykanie: fool me once – shame on you; fool me twice – shame on me.


Wiosno, więc – drugi raz już ci się mnie oszukać nie uda!


***


Nauczony doświadczeniem

czyli Widzę, ale nie wierzę (a przynajmniej nie ufam)


Za oknem słońce –

wyczuwam podstęp.


„Cudne manowce”

pisał Stachura

i ta wczorajsza pogoda bura

na takie chyba właśnie manowce

(mniej cudne – bo zimnym deszczem podmokłe)

prowadzić próbuje. Lecz nic nie wskóra.


Dwa razy się nabrać? Aha – akurat!


***


#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Postaram się nie obciążać koleżanki @Wrzoo zanadto, stąd jest to prawdopodobnie ostatni mój wytwór w tej edycji (chyba że kolega @moderacja_sie_nie_myje3 nic do piątku nie napisze, to wtedy, zgodnie z zapowiedzią – groźbą? – zrobię to za niego ja).


Jest taki stereotyp (albo topos – jak kto woli), że jeżeli stara pana, no to z kotem. A stary kawaler? I oto, w ramach walki o równouprawnienie, przychodzę do Państwa z odpowiedzią:


***


Gadzie pożądanie


„Krokodyla daj mi luby!” –

takie właśnie wymaganie

zakończyło podrywanie

gdy mi we łbie były śluby.


Nie że byłem ja za gruby,

nie że zbyt oddany mamie,

ale gadzie pożądanie

przyczyniło się do zguby.


Lecz nie z rozpaczy, a z radości piję,

gdy widzę moich kumpli-geniuszów

co żony trzymają ich nie marchwią: kijem.


I nie mam wcale problemów by zasnąć,

i kawalerkę mam nawet własną

gdzie krokodyla drapię po brzuchu.


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark Ale Pampkin w Zemście to krokodyla miał mieć, a Don Johnson miał. A zrozumiałem, że Ty masz krokodyla, a nie "mieć"...

61d6a814-9bd4-4c9d-9424-4235381381cd

Zaloguj się aby komentować

Mokry (z)gon


Zwłoki. Topielcy. Zwyczajne trupy.

Nie przy niebiańskiej, a przy Wodnej Bramie ,

przy bramie, gdzie święty Pieter nie stanie,

bo stoją tam diabły i belzebuby.


I spod tej bramy orszak wyruszył

– takie grudziądzkie kolędowanie –

a gdy pod domem ten orszak stanie

to już za późno by pływać się uczyć.


Zaś Wisła znowu inaczej się wije –

po raz kolejny mapy retuszuj!;

uwzględnij: teraz ku Czechom płynie!


Orszak wyruszył już poza miasto

i ciągnie za sobą tę swoją straszność:

zmierza wzdłuż Wisły ku miastu Otmuchów.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ kolega @Dziwen ubolewa, że symulacja mu się sypie i że w kawiarence nie jest już tak jak dawniej bywało , postanowiłem wyjść mu naprzeciw i jakoś mu tę symulację spróbować załatać. Chęci miałem dobre, wymyśliłem nawet – całkiem moim zdaniem zgrabny – ostatni wers, który później (nawet w prawie niezmienionym brzemieniu) użyłem w wersji ostatecznej poniższego wytworu. Droga do tego wytworu była jednak kręta i, przyznaję, zgubiłem się na niej. Nie osiągnąłem zamierzonego celu, bo wiersz miał być o czymś zupełnie innym, ale patrząc na ten wers, który miał wieńczyć zamierzony utwór, pomyślałem sobie że przywołany w nim mięsień może boleć również z innych powodów, nie tylko w wyniku zbyt obfitej defekacji, co miało być tego zamierzonego wiersza tematem przewodnim. No a skoro o mięśniu mowa, a mięśnie się przecież trenuje, to osiągnąłem cel inny niż zamierzony, ale moim zdaniem również zgrabny:


***


Po sobotnim treningu


Siłownie wieczorną porą pęcznieją –

chłopaki ostro żelazo grzeją!

Rzeźby się jeden z drugim spodziewa:

bicka, co będzie twardy jak heban.


Myśli, że będzie suczki wyrywał,

a tu kolega tylko podziwia

ciało błyszczące od potu, olei –

komplement rzuci, rady udzieli.


Uwaga, jaka by tam nie była,

zawsze mężczyźnie jest przecież miła.

A więc kolejny wieczór – sobota,

odwiedził kolegę, ten go omotał,


bo inne mięśnie trenować by wolał:

później przez tydzień zwieracz go bolał!


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

To było tak, że koleżanka @UmytaPacha wspomniała. Mnie się wtedy łza w oku zakręciła i też wspomniałem. I zatęskniłem. I tym tęsknym, załzawionym wzrokiem spojrzałem na nasze wspaniałe logo i wtedy zatęskniłem jeszcze bardziej. Więc napisałem:


***


Tęskny wiersz poety tęskniącego


W kawiarni nad kawą goście smutnieją,

bo on był jeden, a dziś jest zero;

i pustka z jego miejsca rozbrzmiewa,

bo stolik pusty – gdzież się podziewa


orator, który nas głosem swoim porywał

kiedy wytwory nasze nagrywał

i myśmy wtedy podwójnie się śmieli?

I znów podwójnie śmiać byśmy się chcieli.


Co go zabiło? Grypa czy kiła?

A może wąsa mu ogoliła

niewiasta, którą urokiem omotał?

I wstyd bez wąsa wyściubiać mu nosa?


Więc pytam: Kolego! Gdzie żeś ty polazł?

Zostało nam po nim logo Mongoła.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować