Zdjęcie w tle

George_Stark

Gruba ryba
  • 783wpisów
  • 3881komentarzy

No dobra, otwieramy LXX edycję zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem !


Ponieważ nazwisko pana Juliana Tuwima działa na mnie jak magnes to, kiedy dowiedziałem się, że kielecki amatorski Teatr bez Suflera (piękna inicjatywa!; całkiem niedługo może uda mi się na coś podobnego załapać) planuje premierę spektaklu Na pięterku w Ziemiańskiej, który to spektakl jest oparty na twórczości patrona naszej kawiarenki, no to musiałem tam być. I byłem.


I właśnie w związku z tym wydarzeniem (i trochę po to, żeby poeksperymentować z ciekawym układem rymów), weźmiemy sobie na warsztat jako wiersz #diproposta utwór innego bywalca Ziemiańskiej, a mianowicie pana Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, a będzie to wiersz pod tytułem Śmierć poety, w którym to wierszu zresztą w jednym z wersów pada nazwa wspomnianej wcześniej kawiarni. Cały ten utwór wygląda tak:


***


Konstanty Ildefons Gałczyński

Śmierć poety


Nie pomogły zastrzyki,

recenzje i pomniki

ni kwaśne mleko:

Przyszedł szarlatan-szuja,

opukał go, pobujał:

– Dementia praecox.


Toż radość była w domu,

nareszcie koniec sromu,

skończony kłopot!

Dozorca śmiał się setnie:

– Zaraz mu nitkę przetnie

panna Atropos.


Żona klaskała w dłonie:

- Ach, przecie nadszedł koniec

pijackich orgii.

Bólów miałam niemało,

nareszcie twoje ciało

wezmą do morgi.


Wszyscy stanęli kołem

z czołem bardzo wesołem:

Prasa, kuzyni;

i szacowne to grono

orzekło unisono:

– Dobrze tak świni!


Po co dziewki uwodził,

nocą domy nachodził,

sen rwąc dzieciątek;

i po co Pod Zegarem

lał w brzucho wino stare

świątek i piątek?


Zna go dobrze Warszawa:

Pożyczał – nie oddawał,

nasienie drańskie;

a "poetyczne dale"

to były te skandale

w Małej Ziemiańskiej.


Dobrze ci, stary draniu,

za grzechy nad otchłanią

inferna zwisasz.

Najprzód gwiazdy i róże,

potem stołek w cenzurze –

sprzedajny pisarz!


Tak to nadobne grono

radziło unisono

w śmiertelnej sali.

A że lico miał bladsze

orzekli: – Pewnie nadszedł

koniec kanalii.


Zapachniały zefiry,

brzękły potrójne liry,

pierzchnęła tłuszcza.

Serce alkoholowe

unieśli aniołowie

na złotych bluszczach.


***


No ale, jak z wierszami niebędącymi sonetami, a na dodatek jeszcze charakteryzującymi się nietypowymi układami rymów bywa, powodują one pewne problemy. Problem ze Śmiercią poety jest taki, że wykorzystany przez pana Gałczyńskiego układ rymów ciężko jest skroić do czternastu wersów. Proponuję wobec tego albo wersów dwanaście (pogrubione końcówki) albo też wersów osiemnaście (dodatkowo końcówki pogrubione i pochylone). Albo, jak to mamy w zwyczaju: piszcie po prostu jak komu pasuje, mniej więcej tylko przejmując się tym, co ja tutaj o zasadach powypisywałem. Proszę się tylko przy tym pisaniu dobrze bawić, bo przecież o to wszystkim nam tutaj chyba chodzi.


Ale: – Zaraz, zaraz, Dżordżu – może ktoś powiedzieć. – A piękna aranżacja muzyczna? Przecież zwykle do wiersza dodajesz jakąś piękną aranżację muzyczną?

– Racja – odpowiedziałbym na takie pytanie. – Piękna aranżacja muzyczna tutaj .

Zaloguj się aby komentować

Pyrrusowe zwycięstwo


Na figle mnie naszło, więc wziąłem wdech

I rzekłem: “Małżonko, czy może nie ch…”

Lecz pogardliwy jej przerwał mi śmiech.

Więc owszem - figluję - lecz solo... no pech.

Zaloguj się aby komentować

Jakaś ta edycja rekurencyjna się w moim wykonaniu zrobiła. Ledwie wczoraj pisałem o moim stanie kawalerskim i o moich męskich marzeniach, a tu dziś mi się te dwie rzeczy połączyły w głowie. Bo – owszem, muszę się do tego przyznać przyznać – marzę czasami o żonie. Dziś mi się właśnie takie marzenie zamarzyło. A że moja ewentualna żona musiałaby być co najmniej równie udana jak i ja jestem (żebyśmy oboje mogli z uzasadnionych przyczyn narzekać na siebie nawzajem i mieć się czym i o co wzajemnie denerwować), no to to moje marzenie wyglądało mniej więcej tak:


***


Prezent dla żony


Piątkowy wieczór. Obskurna kawalerka z umeblowaniem w stylu lat ‘70. Para leży pod kołdrą na rozłożonej wersalce. Wieczór zapowiada się rozrywkowy: oboje wystawiają po jednej nodze spod kołdry – on nogę lewą, ona prawą. Odzywa się ona:


– „Ty zawsze z jakimś wyskoczysz gównem!” –

ton zrównoważył miękkość pierzyny –

komentarz do daru na urodziny,

który sprawiłem żonie mej ślubnej.


Następnie ze dwie, trzy(?), cztery(??) godziny

przywoływała wspomnienia róże:

z całego życia „nie”, „może”, „później”

i wszystkie inne moje przewiny.


A zanim sen nam powie buon giorno

film mieliśmy włączyć (komedię, nie porno!),

ale poziomo się nie chciał wyświetlić.


Lecz nim reklamację pójdę i złożę

mówię do żony: – „Weź, spróbuj może

i ten telefon w bok trochę przechyl?”


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Tak to się już przyjęło, że mówi się, że „na drugą nóżkę”. U mnie tak jest z tymi wierszykami – no nie daję rady zatrzymać się na jednym, pomysły same się w głowie lęgną, rosną i chcą się z tej głowy natychmiast wydostać.


Ja, co prawda, alkoholu nie pijam prawie wcale, ale inne prawdziwie męskie rozrywki to i owszem, jest to coś, o czym lubię sobie pomarzyć. Jedną z takich prawdziwie męskich rozrywek jest na przykład jazda offroad i prawdziwie męskie samochody, takie jak Suzuki Jimny właśnie, którym to jazdę terenową w moim wykonaniu wyobrażam sobie mniej więcej tak:


***


Suzuki Jimny


By była niedziela – samo południe,

ubita ziemia w kolorze gliny,

twardzi faceci, silne maszyny:

Panda all wheel drive – maleństwo cudne,

Jeep Grand Cherokee – beż kapucziny

i Łada Niva – kupiona za ruble;

jednak melodię, co płoszy wróble

na swoich garach by zagrał mój Jimny.


Panda za Nivę, Cherokee jeszcze…

oj, przydałby się ktoś na przyczepkę! –

no bo mój Jimny by wjechał w rzeczkę.


A pewien rolnik co woziłby zboże,

by dojrzał nas poprzez pole porzeczki;

by taki był miły, że nam pomoże

Jimnego wtedy wyciągnąć z rzeczki.


***


#zafirewallem


Nie taguję, że sonet, bo to miał być początkowo sonet, no ale w takim układzie jak jest wyżej brzmi mi lepiej, a poza tym nieotagowanie zmniejsza moją szansę na wygraną.

Zaloguj się aby komentować

Powiem nieskromnie, że uważam samego siebie za wyborny temat do żartów, jeden nawet z lepszych jakie przychodzą mi do głowy. Wiersz poniższy, o zabarwieniu lekko seksistowskim, no bo jestem przecież zwolennikiem konserwatywnej rodziny i tradycyjnego podziału ról w małżeństwie (wiecie pewnie dobrze, kim jest konserwatywna), całkiem mi się podoba. Jest on jednakowoż trochę dłuższy niż zwyczajowe czternaście wersów, no bo w czternastu wersach nie udało mi się samego siebie przekonać o tym, że przecież dobrze jest jak jest:


***


Stan kawalerski


Psiakrew, cholera! – skarpety znów brudne!

Psiakrew, cholera! – chyba od zimy

zlew okupują talerzy zwaliny!

Jeszcze by dywan ustroić gównem! –


w głowie rozbrzmiewa mi głos matczyny,

więc biorę się za to zadanie trudne

i chociaż poty wylewam siódme,

z obowiązkami przegrywam babskimi.


To mała cena za wieczorną wolność,

za to że mogę gdy chcę sobie golnąć –

tak to tłumaczę mój stan kawalerski.


Bo na cóż jest mi czysty klozet,

na cóż przeżywać pretensji zgrozę,

o jakąś tam może się starać symbiozę,

a (nie daj Boże!) dostać poroże –

te wszystkie małżeńskie gadżety.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Jeżeli nie można kopać się z tym koniem, z którym akurat kopać by się chciało, bo koń ten okazuje się być niewzruszonym na nasze kopnięcia, no to – w ramach wylewu frustracji być może – zmuszonym jest się kopać z tym koniem, który akurat się na to nasze kopanie wystawia. Szczególnie, że koń ten pozwolił sobie ugryźć mnie w bardzo wrażliwe miejsce, to jest w moją łysinę.


***


No ja pi⁎⁎⁎⁎lę

czyli Powinno wyjść inaczej


Prowokowanie nie jest zbyt trudne –

przykładem to nawet udowodnimy;

a choć efekty grzmią: – Nadchodzimy!

to od oczekiwań bardzo są różne.


Miło mi, @fonfi , że razem płodzimy

– może to do powieści podejście próbne? –

ja jednak dalej w nastroju marudnem:

bo chciałem kopnięcia. Lecz pewnej Ptaszyny.


Dlatego też chciałbym – o ile mi wolno –

wiekowi cześć oddać: godną, pokorną;

jednak coś jeszcze muszę tu zmieścić:


do naszych wierszy obronę więc złożę

(w sprawie łysiny? – to też, być może):

me rymy wspaniałe! – paskudność w treści.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ moja (no, chyba nie tylko moja, ale tymczasowo sobie ją przywłaszczyłem) Inspiracja zdecydowała się skomentować jeden z moich wcześniejszych wytworów – czym mnie ubodła! – również pozwoliłem sobie rzecz skomentować, a może nawet lekko się w tym moim komentarzu do jej komentarza wyzłośliwić. I może za pomocą tego lekkiego wyzłośliwienia się uda mi się rozpętać tutaj jakąś poetycką awanturę – jak u Słowackiego i Mickiewicza – i w ten właśnie sposób oboje trafimy kiedyś do podręczników. Bo czegóż najbardziej pragnie tłum (w tym także i tłum polonistów oraz innych filologów), jeżeli nie rozlewu krwi?


***


Trochę mi jednak przykro


I niby były poszlaki różne,

że z nie najświeższej jestem ja gliny,

bo chociaż liczne już za mną godziny,

to nie wieczór życia. To jest południe.


I choć nie pamiętam ja Kartaginy,

PRL wspomnieć! – zadanie już trudne,

bo urodziłem się niż myślisz później,

a porównałaś mnie do skamieliny.


Ech, wyjątkowo trzeba być zdolną

– złośliwą?; matematycznie „mądrą”? –

ażeby czterdziestką już mnie oszpecić.


I komentarza znieść tego nie mogę:

trochę mi przykro i zachodzę w głowę:

jak można tak bardzo pomylić wieki?!


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Możecie wierzyć, albo i nie, ale obudziłem się dziś z tym wytworem poniższym w głowie. No, tak naprawdę to tylko z jego połową – może za krótko spałem? Tak czy tak, nie pozostawało mi nic innego, jak tylko wstać i go dokończyć. Malarze wszak dzielą los podobny do losu poetów.


Pięknie się ten dzień dzisiaj zaczął!


***


Malarzom –

niech mażą.

I marzą.


Ot – coś tam namazał sobie na płótnie;

ot – ciut tempery i terpentyny

i jeszcze dumny jest z tej mazaniny!

A na dodatek, gdy tylko uśnie


(zazwyczaj kiedy my się budzimy)

marzenia senne nachodzą go różne,

czasem koszmarne, lecz zwykle próżne:

ot – Petersburgi, Paryże, Londyny.


Drogo zapłacił za twórczą wolność:

codzienność jego – nie bardzo spokojną,

od egzystencji minimum daleki.


I wiedzie mu się z dnia na dzień gorzej

więc przed snem modli się: „Daj, Panie Boże,

niechże docenią mnie przyszłe wieki”.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Nie mam pojęcia, czy kolega-organizator @adamszuba zrobił to celowo (chyba raczej nie) i wybrał wiersz, który kończy się takim słowem, jakim się kończy, no ale przecież nie mogłem z tego nie skorzystać! A że nie miałem za bardzo pomysłu, a obowiązek to obowiązek – zwłaszcza obowiązek poetycki! – no to postanowiłem wykorzystać metodę kolegi @fonfi i odwołać się samemu do siebie:


***


Rekurencja

albo Upamiętnienie


Były problemy związane z grudniem,

byli Krzyżacy, niemieckie syny,

były topione już całe rodziny,

a i kieleckie występy próbne;


było topielców wesele (czy chrzciny?),

i z Pachą były przygody różne:

ta jedna wcześniej, ta druga później,

i naukowców też oględziny.


Grudziądz zaskoczy cię rzeczą dowolną –

za ich tradycję toast by golnąć:

jak woda ze źródła niechże im leci!


I tylko w Gdańsku jest coraz gorzej

bo wszystkie zwłoki przyjmuje morze

z Grudziądza nurtem niesione rzeki.


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark To nawiązywanie mnie do mnie, mnie do Ciebie, Ciebie do mnie, Ciebie do Ciebie w opowiadaniach to taka gra wstępna do powieści co mi ją obiecałeś. Ani się obejrzysz, a zaraz uzbieramy ze trzy rozdziały...

@fonfi Ja bym naprawdę miał ochotę z tą powieścią i wierzę, że nam się kiedyś uda, ale teraz naprawdę nie mam czasu ani możliwości się w to zaangażować.

Zaloguj się aby komentować

Ze względu na wyjątkowość tego dnia, na moje nasycenie się błyskotliwością, piękną polszczyzną i nienachalnym optymizmem tudzież równie nienachalną dynamiką, pozwolę sobie złamać tradycję i wytwór w ramach Cyklu Grudziądzkiego w tej, LXIX (zaznaczam dla porządku) edycji konkursu #nasonety w kawiarni #zafirewallem opublikować jako drugi. Zacznę czymś innym. Ale najpierw wstęp, bo te kilka zdań, które przed chwilą mieliście okazję przeczytać to było dopiero przedwstępie.


***


Wraz z upływem lat nieubłaganie przychodzi na człowieka taki wiek, kiedy to szaleństwa piątkowego wieczoru ograniczają się do spraw w rodzaju wystawienia lewej stopy spod kołdry. Młodość jednak, ta młodość utracona tak dawno, że zdarza się coraz częściej, że również i zapomniana, czasami się jednak do człowieka odzywa. Krzyczy gdzieś tam pomiędzy strzykaniem w kolanach a wypadniętym dyskiem. I czasami ta młodość krzyczy tak głośno, że człowiekowi – mimo przytępionego już słuchu – udaje się ją nawet usłyszeć.


Tak właśnie przydarzyło mi się dzisiaj. Wyszedłem więc z domu i, udając się do Wojewódzkiego Centrum Kultury w Kielcach spacerem, bo pogoda była piękna, a i u mnie sił jakby nagle się pojawiło więcej, zastanawiałem się kiedy to ostatnio zdarzyło mi się tę placówkę swoją obecnością zaszczycić. Wyszło mi, że na pewno było to przed rokiem 2007, bo w tym roku pisałem maturę, ale nie udało mi się ustalić, czy było to z okazji organizowanego tam przeglądu produkcji ZF Skurcz, w którym to brałem udział jako widz, czy też może z okazji jakiegoś przeglądu szkolnych grup teatralnych, w którym to brałem udział jako aktor. Bo brałem kiedyś w takim przeglądzie udział. Z naszą szkolną grupą teatralno-kabaretową występowaliśmy często. Głównie w szkole, ale rzeczywiście, raz udało nam się na taki międzyszolny przegląd zakwalifikować. Nie pamiętam jednak ani z czym na nim występowaliśmy, ani jak się ten nasz występ zakończył, choć usilnie próbowałem to sobie przypomnieć.


A więc przed rokiem 2007, to na pewno. Czyli, kierując się logiką, na scenie Wojewódzkiego Domu Kultury w Kielcach wystąpiłem na długo przed panem Andrzejem Poniedzielskim, bo pan Andrzej Poniedzielski wystąpił na tej scenie właśnie dzisiaj. Piękny, wspaniały był to występ i to dlatego, wciąż jeszcze będąc pod wpływem emocji, jakie ten występ we mnie wywołał, napisałem wytwór poniższy:


***


Remis

czyli Amerykanie mieli, II RP miała, ale i my, współcześni, na szczęście również mamy, a więc nie mamy się czego wstydzić ani nad czym ubolewać


O zgrabne słowa coraz to trudniej:

słowotok bez treści i kulawe rymy –

bo językowo też w przód kroczymy

a nowoczesność krzyczy nam: Równiej!


Równo piszemy, równo mówimy

– a w nowomowie to wszystko głównie –

pustymi słowami owijamy próżnię;

jakby pod SEO to wszystko tworzymy.


Jak mi się tęskni za mową frywolną!

Za błyskotliwością, za składnią dowolną

– byle z logiki nie zrobić kaleki.


Pan Cohen już dawno w grobie za morzem,

u pana Tuwima znicz tylko złożę –

dobrze, że jest pan Poniedzielski!


***


Jeszcze kilka uwag na koniec:


Bardzo mnie cieszy, że pan Poniedzielski zdecydował się zadedykować mi ostatni utwór (ten przed bisem). Co prawda słowa o tej dedykacji nie padły ze sceny, ale Artysta na pewno domyślił się, że ja się domyślę, no bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że koncert zakończyło wykonanie Jerzego ?


I słowo do koleżanki @UmytaPacha: pani gruppie pana Poniedzielskiego, o której kiedyś opowiadałaś, mało zdaje się być wytrwała i zdeterminowana, bo nikt żadnych ciasteczek nie przyniósł. A szkoda – trochę na tym koncercie zgłodniałem.

d7b24037-6885-4290-ab39-5d97a49e5c39

@UmytaPacha Po tej bardzo krótkiej rozmowie, po obcowaniu z taką kulturą, błyskotliwością i elegancją, moje młodzieńcze marzenie żeby w przyszłości zostać panem Andrzejem Poniedzielskim odżyło.


Może prawdą jest to, co powiedział ten portugalski reżyser, którego pan Poniedzielski cytuje, że młodość przychodzi z wiekiem? I może do mnie przyszła?


Wie Jerzy,

że pięknie można życie przeżyć.

Zaloguj się aby komentować

Koleżanko-organizatorko @moll ! Ja Cię ogromnie przepraszam za ten wysyp wytworów i związane z nim utrudnianie napisania podsumowania, no ale po poezji fekalnej nie mogłem sobie odmówić poezji erosomańskiej przecież! Tym bardziej, że – wiadomo – mnie się najlepiej myśli pod prysznicem i właśnie dzisiaj tak mi się pod prysznicem zachciało…


… myśleć, że aż sięgnąłem do literatury antycznej, odkurzyłem te toposy z początków działalności naszej kawiarni #zafirewallem i w taki oto sposób powstał kolejny wytwór w konkursie #nasonety :


***


Nocny wypas świni męskiej


Jeśli zaś chodzi ci o męskie świnie,

o niewybrednym, szerokim guście,

no to największa ma Jerzy na imię –

no popatrz tylko na ten świński uśmiech!


Myśli kosmatych mu naleciało

do łba pustego – wieje przez uszy! –

przyssać do kogoś mu się zachciało,

tak więc na miasto na łowy wyruszył.


I obszedł w mieście lokale wszystkie,

spojrzenia wokół posyłał śliskie,

aż chyba sam Eros mu dziewczę podstawił.


I Jerzy poczuł w brzuchu motyle

więc pod prysznicem cudowne chwile

spędzi, gdy bakłażanem będzie się bawił.

@George_Stark

do łba pustego – wieje przez uszy! –

To dlatego wcześniej pisałeś: "uszankę uszyj – by chronić uszy..." No teraz to wszystko się spina...

@fonfi Po tych zwłokach w kieleckim zalewie ja już nie mam żadnych wątpliwości, że cały świat działa według z góry ustalonego scenariusza.

@UmytaPacha No przecież mówię, że wszystko się ze wszystkim tak doskonale łączy, że tutaj nie ma miejsca na żadne przypadki.


Miło mi, że ktoś pamięta fragmenty tego dzieła zasranego. Naprawdę miło.

@George_Stark a co Ci będę zabraniała? Jak dobijesz do 14 i więcej opublikowanych sonetów to edycję wygrywa @bojowonastawionaowca

Zaloguj się aby komentować

Jednak do trzech razy sztuka. Bo kiedy uświadomiłem sobie, że nastąpiła w całej naszej kawiarenkowej zabawie #nasonety jakaś ciężka obstrukcja związana z tradycyjną poezją fekalną to postanowiłem, niczym Xenna, wojownicza księżniczka, przybyć tej wspaniałej tradycji z odsieczą:


***


Szczotka zaradzi!


A dzisiaj rano myślałem, że zginę –

wczoraj wjechało mięsiwo z tłuszczem;

siedziałem chyba z całą godzinę

aż w końcu ulga nadeszła. Z pluskiem.


I tak leciało, leciało, leciało,

ja sporo nagle zrobiłem się chudszy,

i się podtarłem, spłukałem śmiało,

no ale woda, co skałę kruszy,


pozostawiła na bieli ryskę,

bo gdy spojrzałem w ustępu miskę

na porcelanie ślad się osadził.


Nad tym wspomnieniem gdy się pochylę

mego geniuszu zadziwia mnie wylew:

„Weź użyj szczotki! Szczotka zaradzi!”


***


#nasonety

#zafirewallem

@George_Stark

...a przy okazji brazem okadzi

Kafle na scianie, podlodze, suficie

Zapach rozkoszny przyniesie o swicie.

Wspomnienie chwil pieknych jak motyl

Miesiwa z wczoraj w tluszczu glebokim

Zaloguj się aby komentować

Mówi się, że „szwagier to nie rodzina”. No, chyba że czegoś od tego szwagra potrzeba, to wtedy już tak.

Mówi się też, że „do trzech razy sztuka”. No, chyba że ma się mnóstwo zaplanowanych rzeczy do zrobienia, to wtedy wystarczy do dwóch:


***


Szwagrowi – w podzięce


Tak właśnie to liczyć jest na rodzinę:

solidni! – jak kramy na jakimś odpuście.

No ale komu przypisać tu winę?

Przecież nie sobie! – to nie w moim guście.


Jakoś szwagrowi tak się obiecało:

– „Fachowców to ja bym, k⁎⁎wa, mógł uczyć!”

Mnie się na jego słowo przystało

i nawet kupiłem już komplet kluczy.


W robocie o urlop wygrałem bitwę

i opróżniłem tę moją klitkę;

czekam na szwagra: – „Kiedy się zjawisz?”


On już pół roku mówi: „za chwilę”,

cała robota utknęła w tyle,

samotne mnie czeka kładzenie gładzi.


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Być może jakiś młody człowiek będzie miał kiedyś nieszczęście trafić w arkuszu maturalnym czy w innym podręczniku na wytwór poniższy, więc z góry go za to przepraszam. Jeżeli jednak doszłoby do takiej sytuacji, wcześniej wystąpi potrzeba zinterpretowania go przez jakąś światłą nauczycielką bądź nauczyciela celem stworzenia klucza odpowiedzi. I może to właśnie wtedy dowiem się co też miałem na myśli kiedy go pisałem, bo póki co to nie mam bladego pojęcia.


***


Wierszyk całkowicie bez sensu, ale brzmi dobrze i jest dość zabawny (przynajmniej według autora), dlatego też autor zdecydował się go opublikować


Wina goryczą przekreślisz winę,

kuszące futro wykona ci kuśnierz,

glin pomalujesz, wypalisz glinę;

lecz musu nie zjesz – ledwo go muśniesz.


Muszek mus mrowie wmusić musiało,

brzuszek się każdej z muszek wybrzuszył;

ty swego ciała zadbaj o całość:

uszankę uszyj – by chronić uszy.


Wszy z głowy swojej wytrząśnij wszystkie,

kołnierze z lisów wyszywaj listkiem

byś za bawialnią mógł się zabawić.


W ogrodu tyle zaś śmieci tyle! –

gile, motyle, wszy, krokodyle:

grabarzem jesteś – zacznij to grabić!


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Sam jestem temu winien, sam sobie to zrobiłem. Przy okazji poprzedniego wytworu wspomniałem piękną piosenkę pana Piotra Bukartyka Kup sobie psa, no i tak tego pana Bukartyka zacząłem sobie słuchać, i mi się jeszcze później włączyło jego Leje, wieje, i po raz kolejny zachwyciłem się sposobem w jaki podmiot liryczny wypowiada się w obu tych utworach. I pozazdrościłem panu Bukartykowi, i sam postanowiłem czegoś takiego spróbować. A że utwory te na swój piękny narracyjnie sposób opowiadają o rzeczach mniej pięknych, to mi się ten mniej piękny przedmiot narracji obu tych utworów udzielił i nawet kilka zaczerpniętych z tych dwóch utworów motywów zdecydowałem się u siebie wykorzystać. Nie umiałem się jednakoż zdecydować (nawet po przetarciu okularów), czy widzę jakąś nadzieję, czy też jej nie widzę, zamieszczam więc poniżej dwa różne warianty tego samego:


***


Nawet bez kota

wersja optymistyczna


Nie żebym serio traktował tę linę,

tak tylko badam luzy na spuście,

tabletek zapas? – to na anginę,

szczelność piecyka sprawdzam nim usnę.


Nic się w zasadzie takiego nie stało,

przecież na błędach człowiek się uczy,

to od pogody tak mnie poskładało,

tobie przynajmniej kot jeszcze mruczy.


Dzwonek przerywa myśli gonitwę,

już nie mam siły na żadną bitwę,

nie będziesz teraz kazań mi prawić.


Słuchawkę odkładam, z widełek byle,

a nim kolejny kieliszek wychylę

myśl mnie nachodzi: „Psa sobie sprawić?”


***


Nawet bez kota

wersja pesymistyczna


Nie żebym serio traktował tę linę;

tak tylko badam luzy na spuście;

tabletek zapas? – to na anginę;

szczelność piecyka sprawdzam nim usnę.


Nic się w zasadzie takiego nie stało,

przecież na błędach człowiek się uczy;

to od pogody tak mnie poskładało;

tobie przynajmniej kot jeszcze mruczy.


Dzwonek przerywa myśli gonitwę,

już nie mam siły na żadną bitwę,

nie będziesz teraz kazań mi prawić.


Słuchawkę odkładam, z widełek byle,

a nim kolejny kieliszek wychylę

myśl mnie nachodzi: „Jednak się zabić?”


***


#nasonety

#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dobrze, moi Drodzy!


Jako że siedzę i całkiem skutecznie unikam tego co zaplanowałem sobie na dziś do zrobienia, szczęśliwie przypadło mi to nieszczęście otwarcia kolejnej, XXI już edycji zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem, a to pozwala mi dalej unikać podjęcia trudu wykonania własnego planu, choć już teraz bez wyrzutów sumienia, o ile takie sumienie w ogóle posiadam.


Czyli tak:

gatunkiem, którego sobie życzę niech będzie sensacja,

tematem niech będzie ławka,

a limit słów ustalmy sobie szeroki, powiedzmy od 10 do 5000, bo tymi limitami i tak mało kto się przejmuje.


Dobrej zabawy więc. Czekam na Wasze dzieła przez dwa tygodnie, do niedzieli, 30.04, kiedy to ogłoszę zwycięzcę wybranego przeze mnie według kryterium jeszcze mi nieznanego.



#naopowiesci

Zaloguj się aby komentować

Cóż może być dla poety (mężczyzny, w przeciwieństwie do kobiety, którą to nazwalibyśmy raczej poetką) bardziej inspirującego niż kobieta (być może nawet poetka?), a osobliwie tejże kobiety ciało? No na przykład może być to ta nieuchwytna materia czasami mocno skomplikowanych damsko-męskich relacji. Całe szczęście, że poeta (poetka również) może wiele: może na przykład oba te tematy połączyć.


Bardzo lubię tę skomplikowaną romantyczno-obyczajową tematykę, którą najlepiej chyba ze wszystkich znanych mi autorów tekstów podejmuje (w mojej ocenie!) pan Piotr Bukartyk (on też zresztą napisał piękny tekst pod tytułem O przyjaźni , choć w kategorii, o której tutaj mowa lepszymi przykładami zdają się być takie utwory jak Piosenka spóźnionego na kolację albo Kup sobie psa ). Nie znaczy to oczywiście, że inni autorzy takiej tematyki nie podejmują, czy że nie wychodzi im to równie fantastycznie. Wytwór poniższy inspirowany jest tekstem do utworu nagranego przez zespół Harlem, utworu pod tytułem Bezsenne noce , z którego to utworu sformułowania takie jak „czasem lepiej zwlec niż zwlekać” czy następujące zaraz później „w drzwiach minąłem zdumiony rozsądek, dureń wytrzeźwiał i przyjechał” zdają się mnie prześladować. Zadomowiły się gdzieś w mojej głowie, za nic nie chcą jej opuścić, a czasami – tak jak właśnie dziś – pozwalają sobie z wnętrza tej mojej głowy do mnie krzyczeć.


W ogóle ten tekst do Bezsennych nocy jest napisany takim sposobem, jakim najbardziej lubię żeby były napisane wszelkiego rodzaju wiersze: nie ma w nim nic wprost, nie ma pokazanego samego zdarzenia, a tylko jego przyczyny i konsekwencje: chwilę przed i chwilę po, nie ma w nim zdarzeń, są związane z tymi zdarzeniami emocje. Reszta pozostaje niedopowiedziana. No i chyba czegoś takiego właśnie chciałem spróbować, co zaowocowało wytworem poniższym:


***


O przyjaźni


Pamiętam ten wieczór i Ewelinę,

pamiętam smak wina w stołecznej Languście,

pamiętam jej włosy, figlarną jej minę

i bluzkę opiętą na jej kształtnym biuście.


Pamiętam: tak nagle się wtedy to stało,

pamiętam: taksówkarz spod baru wyruszył,

pamiętam mój upór, pamiętam jej śmiałość,

i ranek pamiętam, ten ranek co skruszył


spoiwo przyjaźni: leżało rozbite

w miękkiej pościeli, ciemnobłękitnej;

pierwszy nam promień słońca objawił

tę prawdę – stanęliśmy wobec niej nadzy;


więc się ubrałem, kupiłem bilet

– dokąd? – nie przywiązywałem wagi,

bo naszej przyjaźni to było na tyle.

Rozsądek trochę za późno się zjawił.


***


#nasonety

#zafirewallem


***


Dwie uwagi jeszcze:


we stolicy (przynajmniej we naszej) nie ma takiej restauracji jak Langusta, sprawdziłem to. Jest taki sklep rybny, ale wątpię, żeby podawano w tym sklepie wino, choć nic nie wiadomo mi o imionach tego sklepu klientek ani ekspedientek. Proszę więc traktować tę Langustę jako przejaw kreacji lirycznej, nikt mi bowiem za reklamowanie żadnej Langusty nie zapłacił.


A, no i nie zmieściłem się w czternastu wersach, liczę więc, że wytwór powyższy nie będzie potraktowany jako konkursowy, co – mam nadzieję! – zmniejszy moje szanse na zwycięstwo, narzekam zawczasu.

Zaloguj się aby komentować

Pamiętacie może edycję syrenią naszej zabawy #nasonety w kawiarni #zafirewallem ? O ile nie przepadam za sytuacją, kiedy ktoś narzuca (albo proponuje) temat edycji (choć tego narzucania bądź proponowania organizatorowi absolutnie nie zabraniam, zawsze mogę przecież ten narzucony bądź zaproponowany temat po prostu olać), tak bardzo lubię, kiedy temat edycji wyłania się sam. Tak jak to było w edycji syreniej, albo być może jak to będzie w tej edycji bieżącej.


Odrobinę zainspirowany przez @splash545 przedstawiam kolejny swój sonet do najnowszej bitwy #nasonety :


***


Uroki podróży z PKP


Czekam na dworcu już piątą godzinę,

co słabszy pasażer na ławce gdzieś uśnie;

gdzieś ojciec próbuje ogarnąć rodzinę,

bo dzieci zdają się z nudów mu gnuśnieć.


Co stać się miało, wreszcie się stało:

tłum pasażerów jak nagle nie ruszył!

i do pociągu się dopchać nie dało,

bo rządy objęło prawo tam buszu.


Jakoś udało się przetrwać tę bitwę,

z innymi w przedziale zadzierzgam sitwę –

ktoś mi walizkę na półce postawił.


Lecz to by było radości na tyle,

bo klima nie działa; okna nie uchylę,

i w pocie się będę w wagonie pławił.

Zaloguj się aby komentować

Ponieważ powoli zaczynam myśleć o znalezieniu jakiegoś zatrudnienia, to tak pomyślałem sobie żeby może spróbować złapać jakąś fuchę w reklamie? Oto moje pierwsze – treningowe jeszcze – kroki w rzeczonym obszarze:


***


Jak sobota to tylko…


Za dobrą promocję na wołowinę,

za mody kolekcję całkiem w mym guście,

i za kosiarkę, domowe kino

co w dobrej cenie jest po opuście;


za świeże pieczywo – kosztuje mało,

za wybór owoców jabłoni, gruszy,

oraz za jakość, i za o nią dbałość,

i za maskotki z mięciutkim pluszem;


za szampon, za mydło, za krem, za brzytwę,

w ogóle: za te luksusy wszystkie,

w których to dane jest mi się pławić.


Kiedyś tam były tylko badyle,

teraz pieniędzy oszczędzam tyle –

dobrze, że Lidl się w mieście postawił!


***


#nasonety

#zafirewallem

@fonfi No ja póki co dostałem kiedyś czerstwego rogala. Chociaż był dobry. Ale to i tak nie za jakiś konkretny wytwór, tylko z litości raczej.

Zaloguj się aby komentować

Nawet nie mam pomysłu na żaden wstęp, bo takie zapętlenie rzeczywistości wydaje mi się nie tylko nieprawdopodobne, ale wręcz niemożliwe:


***


Wycieczka


Newsów nie czytam. No, odrobinę,

gdy myszka przypadkiem jakiś link muśnie.

I wczoraj tak właśnie – zakrawa na kpinę! – 

jak news mi wodą w oczy nie chluśnie!


Bo okazuje się, że w zalewie ciało

ktoś dostrzegł: z wody wystawały uszy;

i straży pożarnej brygadę całą

wezwano. Strażacy chcieli zalew osuszyć,


lecz im wędkarze wydali bitwę:

w dziób uderzali, niczym rybitwę,

strażaków dowódcę, co tam się stawił.


Niech się ze sobą tłuką, debile!;

ja zaś się łudzę: może się mylę,

że ktoś z Grudziądza w Kielcach się zjawił?


***


#nasonety

#zafirewallem

@splash545


Czyli jednak to nie była złuda, a rzeczywiście się pomyliłem. Uff.


Z drugiej strony, to ciało było już w stanie rozkładu. Z trzeciej jednak strony, tam zaraz za zalewem jest cmentarz.

@George_Stark Fajnie jak tak inspiracja sama chlusta... To na pewno ofiara Kieleckiego. Babcia uczyła, że z pełnym brzuchem się do wody nie wchodzi.

Zaloguj się aby komentować