Ostatnie dni, zanim komary, końskie muchy uniemożliwią jakikolwiek wjazd do lasu. Próbowałam dojechać do miejsca, gdzie był most i według opowieści ojca za jego dzieciństwa jeżdżono tamtędy do sąsiedniej wsi, bo była to najkrótsza droga. Dzisiaj to zapomniana leśna dróżka, na dodatek pomyliło mi się gdzieś na rozwidleniach i w rezultacie wylądowałam w innym miejscu - obok widniejących na mapach bagien i torfowisk. Torfowisko było, ale jest katastrofalnie wyschnięte. Przechodził przez nie kawałek drogi i jechało się po tym jak po suchej gąbce.
Dobiłam do drogi do transportu drewna i wróciłam do domu.
Pewnie się zastanawiacie, dlaczego nie wrzucam tu sałatek... Zgadza się, idzie mi z nimi jak wiadomo komu w deszcz. Od tamtej pory schudłam więcej kilogramów niż zrobiłam sałatek.
Tutaj sałatka z ogórka, awokado, sera feta, orzechów włoskich, pietruszki i mięty (trzy ostatnie składniki własne). Do tego trochę oliwy i soku z cytryny (zdjęcie jeszcze przed polaniem, poleję tuż przed podaniem do obiadu).
Jakiś czas temu za internetową radą ususzyłem swój zakwas i od tamtej pory stoi w słoiku niedotykany i czekam na chwilę kiedy go spróbuję ponownie uruchomić i zobaczymy czy ta metoda w ogóle działa i czy bakterie i drożdże zawarte w nim jeszcze żyją.
Zamówiłam kilka rodzajów ryżu na próbę (do Tildy basmati wzięłam jeszcze dwa do darmowej dostawy). Dodam, że od dawna nie gotuję ryżu w torebkach - zbędne śmieci - więc nie była to dla mnie jakaś wielka przesiadka. Wczoraj ugotowałam ten pierwszy.
Smak - bez różnicy ze zwykłym który kupowałam w kilogramowym opakowaniu w markecie. Stopień rozgotowania - faktycznie trzyma formę, mimo dosyć niechlujnego gotowania (wypłucz kilka razy, zalej wodą na oko i gotuj na oko). W finalnym daniu bez różnicy, bardziej czuć samą fakturę bo ziarna nie są tak rozgotowane.
Tak patrzyłam czy rodzina coś zauważy i skomentuje, ale nic. Jedynie najmłodsza dwa razy prosiła o dokładkę i wciągnęła trzy miseczki samego ryżu (nie chce mięsa, sosu ani dodatków).
Czy warto przepłacać 4x za ryż? Wg mnie nie, nie z moimi umiejętnościami co do kuchni wschodniej. Pewnie przy wielu daniach ma to faktycznie znaczenie, ale niestety dla mnie to wiedza tajemna.
Z drugiej strony tego ryżu też się jakoś dużo nie je, więc w sumie 4 zł czy 1 zł za ryż do obiadu to żadna różnica i wydatek.
Pomidorki update, zaczynają już nawet puszczać wilki. Może jeszcze jakieś dodatkowe sadzonki z tych wilków? Do zimnej Zośki jeszcze sporo. Chociaż prognozy nie pokazują już przymrozków poza tym weekendem, więc może w tym roku wysadzę do tunelu wcześniej. Fajne mi w tym roku wyszły, takie krępe i grube nóżki, prawie jak kupowane na rynku.
Pomidory, które wyrosły w doniczce już dojrzewają. Może w przyszłym roku sobie kupię jakieś drogie nasionko typu 1 szt Rosamund F1 i posadzę już w grudniu w domu, żeby z wilków robić sadzonki na wiosnę
@GazelkaFarelka Całe życie jadłem basmati i jaśminowy. Po przeprowadzce za granicę zapytałem hindusów w pracy o polecajkę. Poradzili ryż sona masoori (sona masoori). Kupiłem i jem - w porównaniu do basmati jest mniej słodki. Jest też na aledrogo.
Generalnie szukam jeszcze innej odmiany - drobnego ryżu który po gotowaniu ma postać zawiniątek w kształcie literki C. Jadłem kilka razy w delegacji i mi strasznie przypadł do gustu.
To jest niesamowite, że z jednym kilogramem bujam się przez 3-4 tygodnie, potem nagle spada 1 kg w jeden dzień. Wczoraj jeszcze było 58.3 kg. Przecierałam oczy, stopki od wagi, zważyłam się jeszcze dwa razy i no jest tyle. To już nie pierwszy raz taka akcja, a patrząc po wykresie pomiarów masy, może być skorelowane z fazami cyklu i poziomem żeńskich hormonów.
Łącznie 65.2 -> 57.4 czyli -7.8 kg od rozpoczęcia pomiarów 20 stycznia.
@GazelkaFarelka też jest tak, że jak masz mega aktywności to waga stoi, pomimo deficytu (organizm magazynuje wodę i pompuje glikogen w mięśnie) a potem jeden dwa dni odpoczynku i buch, półtora kilo w dół. U kobiet cykl też powoduje zatrzymanie wody. Generalnie im bardziej chudniesz to retencja wody jest coraz większa. Na samej wodzie 2 kg w dwa dni- w górę i w dół- to normalne.
"hehe Julki z facebooka i instagrama, po prostu weź się w garść, mniej żryj i idź pobiegaj" - jakoś ludziom chorującym na depresję dziś już mało jaki idiota radzi że "hehe weź się w garść, idź pobiegaj" (a jak się taki pojawi, to jest wyśmiewany i słusznie), natomiast co do insulinooporności, która również jest faktyczną chorobą występującą u nawet 30% populacji to widzę kwitnie na hejto oraz rolkach różnych "trenerów" na facebooku festiwal chłopskiego rozumu wujków Januszów, że jak się spasłeś to dlatego że jesteś słaby, leniwy, masz tylko wymówki, przestań żreć i licz kalorie, a jak nie wychodzi to pewnie coś źle liczysz albo podjadasz. A różne diety to tylko wymysły z instagrama, hehe.
Natrafiłam na fajne badanie, gdzie grupę kobiet z nadwagą, insulinoopornością poddano dwóm dietom z redukcją kalorii o 20% (~1600 kcal). Jedna grupa była na diecie low carb keto, druga grupa na normalnym jedzeniu, tylko ze zredukowanymi kaloriami. Pod 12 tygodniach grupa na keto schudła średnio 11 kg, grupa na zwykłej redukcji opartej wyłącznie na liczeniu kcal schudła średnio 1 kg.
Podsumowując, nasze badanie wykazuje krótkoterminową, bezpieczną, tolerancyjną i skuteczną dietę ketogeniczną o niskiej zawartości kalorii, w tym suplementację kompleksem multiwitaminowym, interwencyjną utratę wagi i profilaktykę IR. Ta interwencja w postaci terapii żywieniowej spowodowała znaczną utratę wagi u wszystkich uczestników, wraz z wyraźną poprawą kontroli glikemii, w porównaniu ze standardową dietą, zalecaną przez WHO lub EFSA w celu zapobiegania otyłości i IR. Długoterminowe bezpieczeństwo i skuteczność proponowanej strategii terapii żywieniowej wymagają dalszej oceny.
W samym artykule macie też masę odnośników do innych, podobnych badań tego typu, które skutkowały podobnymi rezultatami, jakbyście chcieli poczytać więcej na ten temat. Dieta keto nie jest dietą cud, bo też tak jak inne diety wymaga dyscypliny i odmawiania sobie pewnych rzeczy, ale jest dietą która jest nieporównanie bardziej skuteczna w przypadku nadwagi powiązanej z insulinoopornością.
@GazelkaFarelka ja to się nawet przestałem udzielać w tego typu dyskusjach, bo problem jest zawsze jeden:
Niepohamowana agresja.
Niezależnie od prawdziwych przyczyn (brak hamulców w internecie, mizoginia, whatev) albo nawet deklarowanych (społeczna troska o zdrowie, aspekty wizualne) komentarze o tym, że ktoś jest spasionym knurem, są zwyczajnie bez sensu. Czemu ma służyć ta retoryka, jak to czemukolwiek pomaga? Wracając do Twojego wątku, badania nt problemu utraty wagi są liczne, sprawa jak zwykle nie jest tak prosta, jak w niektórych kręgach próbuje się to pokazać i to wcale nie są edge case'y. Trudno mi pojąć jak można sprowadzać ludzki metabolizm w całej populacji do "trzymanie michy zawsze prowadzi do utraty wagi" i ogłaszać retoryczne zwycięstwo pozwalające na obrażanie kogokolwiek.
@GazelkaFarelka gdybyś tyle energii poświęcała w trening, ile w czytanie badań na ten temat, to mogłyby być z tego ciekawe efekty. Znalazłaś sobie kilku wrogów na portalu i rozpoczęłaś jakąś krucjatę, często pomijając kontekst wypowiedzi. Np. ja pisałem, że nie wpierdalam się w ZDIAGNOZOWANE problemy metaboliczne. Śmieszy mnie domowa diagnostyka takich rzeczy lub powoływanie się na statystykę.
Widzę, że tak jak do niedawna sztandarową wymówką była niedoczynność tarczycy (najlepiej z takimi wynikami, że endokrynolog nie chciał przepisać leków), tak teraz wymówką jest insulinooporoność. Oczywiście insulinooporność jest traktowana jako wymówka, aby niczego nie robić (bo to i tak nie ma sensu), zamiast do ruszenia d⁎⁎y. Wygodne, ale ludzie lubią mieć wygodnie.
Chciałam wrzucić wpis dopiero jak będzie cały kilogram, ale zaraz święta, więc się wbije trochę cukru i kolejne zejście będzie najwcześniej za tydzień Cel na ten rok osiągnięty, teraz powoli sobie jadę do 56 kg. Bez zbytniej spiny. Jak czuję głód, to sobie coś zjadam. Odzwyczaiłam się od jedzenia. Jem zazwyczaj dwa posiłki w ciągu dnia i to mi wystarczy.
Mazurek (czy tam tarta) z musem malinowym oraz kremem pistacjowo-mascarpone. Nie przepadam za słodyczami słodzonymi słodzikami bo wyczuwam, że to nie jest cukier i w ogóle mi szczęścia nie dają - jak mam to jeść, to wolę nie jeść wcale - więc zrobiłam tutaj tradycyjnie, ale ze zredukowaną ilością cukru. Spód normalny, z mąką i cukrem, ale do masy była dorzucona tylko łyżka cukru pudru, ponieważ maliny, śmietanka i mascarpone mają swój naturalny słodki smak. Wyszło z grubsza ok. 28g węgli na 100g (1 porcję), czyli całkiem nieźle jak na deser.
@GazelkaFarelka ja pi⁎⁎⁎⁎le, człowiek się cieszy że zrobił babkę cytrynową (popularny wypiek w kształcie d⁎⁎y #pdk) i wchodzi na hejto a tam master chef cukiernictwa ( ͡~ ͜ʖ ͡°).
Masz rację, j⁎⁎ać słodziki. Jak reszta diety leży to słodziki nic nie pomogą. Po co się oszukiwać XD
Piękny mazurek, dla takich rzeczy istnieje ludzkość.
Finalna wersja, tym razem szpinak dobrze się zblendował. Nadziewane musem z malin (mrożone, zaskakująco aromatyczne). Do tego polewa, rozkrusz ciasta szpinakowego i pokruszone maliny.
@bojowonastawionaowca Nawet nie wiem bo jestem na diecie, ale dzieci wczoraj już jedno całe ciasto szpinakowe opędzlowały, dlatego dziś dopiekałyśmy kolejne. Może ich kuzynkom też zasmakuje.
Farbowanie jajek w szpinaku gówno/10 - nie polecam. Po dodaniu octu dodatkowo przybrał kolor sraki.
Ci roku się nabieram na te debilne arkusze krążące po necie z naturalnymi barwnikami do pisanek. Do tej pory jedynie łuski cebuli raz hibiskus zadziałały.
@GazelkaFarelka moja matula zafarbowała czerwoną kapustą, wyszło fajnie, instrukcja mówiła o utrwaleniu koloru octem. No i zrobiły się rasistowsko wręcz białe xD
W końcu udało mi się zrobić mini chlebki do koszyczka. Na zakwasie, każdy farbowany w osobnej miseczce w lodówce Zanotować na przyszły rok - użyć mąki ryżowej jako obsypkę bochenka bo inaczej słabo widać wzorek. Każdy chlebek ok. 200 g.