Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna

Wojna
Treść dla dorosłych lub kontrowersyjna
Bukiet warzyw do obiadu, opiekany w piekarniku. Wcześniej robiłam duszone, ale jakoś średnio byłam zadowolona z efektu - traciły kolor, były rozmiękczone.
Wrzucam małą ilość oleju na patelnię, trochę obsmażam cebulę, daję warzywa, trochę czekam i przewracam żeby odparował nadmiar wody. Potem przyprawa (u mnie "grill ziołowy"), sól, polane oliwą i do piekarnika na minimum 30 minut na 180 stopni. Pod koniec włączam grillowanie od góry, czasem się trochę skarmelizuje, ale dziś już nie bylo czasu, żeby dać im dłużej się podpiec.
Robię swoje miksy warzywne, kupuję w sezonie albo na promce warzywa, kroję i do zamrażarki. Albo jak mi zostanie kawałek marchwi albo pół papryki, to też na tackę do zamrażarki. Dzięki temu mam z 10 różnych warzyw w miksie, co wygląda dosyć bogato.
#jedzenie

Zaloguj się aby komentować
Optigrill jest spoko, oprócz tego że robi konkretne tosty i to sześć na raz, dobre gofry, to jeszcze czasem jakiś kurczak wleci.
Konkretna moc, a nie jakaś popierdółka.
#jedzenie

Zaloguj się aby komentować
Ponieważ po raz kolejny pod moim kolejnym wpisem na temat tego, ile w rzeczywistości cukrów prostych (glukozy) zawierają pozornie normalne, zdrowe i "bez cukrów" produkty, pojawiają się komentarze:
"Ale Gazelka, ty manipulujesz, to są węglowodany zło-żo-ne! To nie to samo! Te złożone, to się długo rozkładają, to nie to samo co cukier, który wpada do krwi natychmiast! Jest indeks glikemiczny, on mówi jak szybko się te węglowodany rozkładają i wchłaniają, słodycze to jest chwila i cukier skacze, a taka bułka czy ziemniaki to dużo dłużej".
No to sprawdzamy, przygotowałam dla was wykres z zestawieniem na podstawie badania indeksu glikemicznego ponad 4 tys. produktów w USA w 2021 roku. Produkty podzielone są na grupy i podane są uśrednione wartości dla każdej z grup. Kolorem podzieliłam je na "słodkie" i "niesłodkie".
Dietetyka od lat nie umie wykrztusić z siebie faktu, że pieczywo i produkty zbożowe, ryż i ziemniaki są gorsze pod względem "poziomu cukru" czy poziomu glukozy we krwi niż większość słodyczy. Indeksy glikemiczne oraz fakt, ze skrobia rozpada się ekspresowo na cukier prosty - glukozę - są znane od lat, ale nadal na "diecie cukrzycowej" na śniadanie w szpitalu dostaniesz dwie kromki suchego chlebka i margarynę, a opierdol od piguły, jak zobaczy że ktoś dowiezie ci kebaba na talerzu (surówka + mięso).
W świecie, gdzie połowa diety ludności to produkty zbożowe i skrobiowe, gdzie kromka chlebka, porcja ziemniaków czy ryżu jest tradycyjnym dodatkiem do każdego posiłku, dietetykom nie przejdzie przez gardło przyznanie faktu, że pod wględem poziomu "cukru we krwi" są szkodliwe podobnie jak słodzone napoje.
Na żadnej kolorowej grafice, przedstawiającej podział produkty pod względem indeksu glikemicznego, nie znajdziecie żadnych słodyczy (może poza gorzką czekoladą), jakby w ogóle były wywalone całkiem poza skalę. Gdyby je tam umieścić, to okazałoby się, że zaskakująco wiele z nich mieści się w "zielonym" zakresie niskiego indeksu glikemicznego, jak np. Nutella o IG=33.
Wybierając kajzerkę czy chipsy zamiast czekolady "bo nie zawierają cukru", wcale nie dokonujesz zdrowszego wyboru.
#dieta #zdrowie
Link do pełnego badania:
https://ajcn.nutrition.org/article/S0002-9165(22)00494-4/fulltext

Zaloguj się aby komentować
Kilka dni temu wrzucałam wpis na temat tego, jak wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że wiele "niesłodkich" potraw podnosi poziom "cukru we krwi" o niebo bardziej, niż wiele słodkich deserów. I nie mówię tutaj o deserach z serka wiejskiego, słodzonych słodzikami, tylko konwencjonalnie zwykłym cukrem stołowym (sacharozą). Mówiąc potocznie "cukier we krwi" mamy na myśli poziom glukozy, która do bycia wchłoniętą z krwi przez tkanki organizmu potrzebuje hormonu zwanego insuliną, wytwarzanego przez trzustkę i jest właśnie związana z powszechną w cywilizowanym świecie chorobą, zwana cukrzycą. Cukrzyca jest chorobą metaboliczną, związaną z problemem metabolizowania właśnie glukozy przez organizm.
Wiele osób w ramach profilaktyki cukrzycy rezygnuje ze słodyczy czy nawet czegokolwiek co ma w składzie choćby odrobinę cukru, uważając je za ekstremalnie niezdrowe, natomiast nie widzą najmniejszego problemu w codziennym jedzeniu bułek, ziemniaków, ryżu do każdego posiłku.
Kilka osób pisało mi w komentarzach, że manipuluję, bo "ale błonnik, ale wartości odżywcze". Jako, że przeliczyłam makro swojego dzisiejszego brownie dyniowego (żadne tam fit ze słodzikami, normalne ciasto uczciwie posłodzone 200 g cukru na cały placek), przygotowałam zestawienie "normalne zdrowe śniadanie" bułki wrocławskiej i "niezdrowego, kto takie rzeczy je na śniadanie" brownie.
Na zestawieniu nie uwzględniłam jeszcze, że jedna porcja (100g) tego placka pokrywa 10% dziennego zapotrzebowania na witaminę A.
Jak widać - kompletnie niesłodka bułka podnosi prawie 4x bardziej "poziom cukru" we krwi, niż jeden kawałek dość mocno słodkiego ciasta.
P.S. Powyższy wpis nie jest propagowaniem jedzenia ciasta na śniadanie, tylko zwróceniem uwagi, jak fałszywy jest uproszczony podział niesłodkie=zdrowe, słodkie=niezdrowe, a jedzenie produktów bogatych w łatwo przyswajalną skrobię do każdego posiłku (jak białe pieczywo, ziemniaki, biały ryż), w gruncie rzeczy niewiele różni się od jedzenia słodyczy do każdego posiłku - dostarcza tylko do krwi wagon glukozy i niewiele więcej ponadto. Każdy produkt należy rozpatrywać pod kątem składu i wartości odżywczych i nie ma sensu obsesyjnie zabraniać sobie wszystkiego, co ma na etykiecie chociaż odrobinę cukru, jeżeli jednocześnie bezproblemowo wciąga się bułeczki czy puree z ziemniaczków.
#dieta #ciekawostki

Zaloguj się aby komentować
Pora na mój wpis z #jesiennewyzwania
Przejdź lub przejedź na dowolnym urządzaniu poruszanym siłą mięśni tyle km, ile masz lat (nie musi być w 1 podejściu)
Samodzielnie ugotuj bądź spróbuj sezonowego dania z pobliskiej restauracji
Pozbądź się z szafy ubrań i rzeczy, które będą już nieprzydatne
Oto Brownie z dyni Hokkaido
Przepisów na to brownie jest masa, ale jak to mówią "w internecie nigdy nie wiesz, kto jest po drugiej stronie", więc w sumie największą trudność sprawiło mi znalezienie tego, który ma największe znamiona powodzenia.
Po upieczeniu mam dwa przemyślenia - jak na dodatek ciężkiej dyni, wyszło nawet całkiem mocno puszyste, chociaż jest wilgotne. Pół łyżeczki proszku do pieczenia w przepisie chyba można sobie darować - brownie może być bardziej zbite i klejące, w niczym mu to nie ujmuje (w oryginalnym brownie w ogóle się nie dodaje proszku do pieczenia). Co do smaku, to trochę brakuje mu jakiegoś pazura. Dyni co prawda nie czuć, ale prosiłoby się o trochę "pumkin spice", co w sumie zakwalifikowałoby to finalnie jako bardziej piernik. Po posypaniu odrobiną przyprawy do piernika, było dużo lepsze.
#jedzenie




Zaloguj się aby komentować
W piekarniku brownie dyniowe, a ja wam wrzucam tutaj sesję zdjęciową mojej pięknej, samodzielnie wyhodowanej dyni. (Taka ładna, jak ze sklepu).
Dynia Hokkaido, poszatkowana samurajskim mieczem.
Sesja z pogranicza #ogrodnictwo i #jedzenie



Zaloguj się aby komentować
Schab pieczony ze śliwką i goździkami
Niedawno był na obiad, ale jako że razem z żeberkami (ktore były wczoraj) dostałam od mamy też między innymi kawałek schabu, trzeba było go spożytkować.
Danie z gatunku easy win.
Jest skalowalne, czyli praktycznie tyle samo czasu zajmie ci zrobienie go dla dwóch osób, jak dla dwunastu.
Pierwsza i najważniejsza rzecz, to mięso. To jest trik, aspekt, przez który przez wiele lat mi to danie nie wychodziło. Jeżeli jesteś absolutnie pewien, ze kupujesz świeże mięso, to musi ono poleżeć w lodówce ze trzy dni. Z mięsa ubitego poprzedniego dnia nie wyjdzie. Musi swoje odleżeć, żeby skruszało. Nie należy tego procesu mylić z procesami psucia czy gnilnymi. Kruszenie mięsa to jest auto-destrukcja tkanek (czyli same z siebie, a nie z powodu drobnoustrojów), dzięki czemu bedzie ono mięciutkie i rozpływające w ustach, bez włókien ciezkich do pokrojenia nożem i włażących między zęby.
Najlepiej kupować w sklepie, gdzie jesteś absolutnie pewien, że jest świeże, a nie leżało już trzy dni, bo te dodatkowe trzy dni jeszcze w twojej lodówce to już moze być za dużo. Ja kupuję w Dino, bo tam jeszcze nigdy sie nie nacięłam i mają tam wieczorem już pustą ladę, zamawiają raczej mniej mięsa niż za dużo, żeby zostało na kolejny dzien. Jak masz paczkowane w marketach, to możesz brać te z datą bliżej końca terminu.
Dalej jest już prosto - ostrym nożem robisz dziury, upychasz w nie suszone śliwki, w małe nacięcia wciskasz goździkami, nacierasz odrobiną oleju i przyprawami - pieprz, majeranek, czerwona papryka, sól. Do żaroodpornego naczynia dorzucasz ziele angielskie, lisc laurowy, pieprz w kulkach, przekrojona główkę czosnku, odrobinę wody na dno.
Przykrywasz i na 4h do piekarnika na 150 stopni. Można sobie wyskoczyć na grzyby czy rower, czy co tam lubisz.
Pod koniec pieczenia gotujesz jakąś kaszę, robisz jakas surówkę, wyciągasz pieczeń i podajesz pokrojoną na plastry z konfiturą żurawinową, może też być ta z IKEA.
#gotujzhejto #jedzenie




Zaloguj się aby komentować
Moja mama umie perfekcyjnie wyciąć świni żeberka. Bez zbędnego tłuszczu, tylko idealny kawałek mięsa przyczepiony do kości. Nawet karmelizują się na patelni jakoś lepiej.
Potem oczywiście jedyne prawilne duszenie w szybkowarze.
Na obiad risotto z żeberkami.
#obiad #jedzenie

Zaloguj się aby komentować
Czym jest i jak przebiega stan zapalny organizmu? Natrafiłam niedawno na wpis prof. Szuster-Ciesielskiej, który wklejam tutaj w całości (na dole podaję link). Nie przedłużając, bez zbędnych wstępów, oddaję głos pani profesor:
Szanowni Państwo,
Dzisiaj opiszę odczyn zapalny, którego celem jest obrona/naprawa organizmu.
Odczyn zapalny jest to reakcja organizmu (lokalna lub ogólnoustrojowa) na czynnik uszkadzający struktury tkankowe lub narządowe;
- Celem tej reakcji jest eliminacja przyczyn i konsekwencji uszkodzenia (np. tkanek) lub infekcji
- Angażuje układ immunologiczny i naczyniowy
- Ostry stan zapalny - odpowiedź na aktualne uszkodzenie
- Przewlekły stan zapalny - odpowiedź na ciągłą obecność czynnika uszkadzającego (udział limfocytów T pomocniczych)
Jakie są czynniki wywołujące stan zapalny? Mogą być to:
Czynniki fizyczne:
• mechaniczne
• promieniowanie jonizujące
• pole magnetyczne
• fale ultradźwiękowe
• oparzenia słoneczne
Czynniki chemiczne (np.):
• kwasy
• zasady
Czynniki biologiczne:
• bakterie
• wirusy
• grzyby
• pierwotniaki
• egzo- i endotoksyny (np. wydzielane przez bakterie jak krztusiec)
• i oczywiście szczepionki
Wyróżnia się kilka etapów reakcji zapalnej – opiszę to na przykładzie wnikania patogenu, który najpierw musi pokonać barierę skóry lub błon śluzowych. I co dzieję się teraz?
I. Zachodzi pierwsza reakcja komórkowa: pobudzeniu ulegają komórki obecne lokalnie w skórze lub błonach śluzowych - makrofagi, komórki tuczne i komórki dendrytyczne – wszystkie one wydzielają mediatory reakcji zapalnej.
Makrofagi (pamiętamy, że to komórki fagocytujące czyli pochłaniające drobnoustroje) rozpoznają intruza i zaczynają wydzielać cytokiny (czyli białka kontaktujące się z innymi komórkami), które z jednej strony zwiększają przepuszczalność śródbłonka naczyń (po to aby leukocyty krwi miały możliwość łatwego przeniknięcia do miejsca, w którym znajdują się patogeny), produkcję białek ostrej fazy (w wątrobie), takich jak znany ogólnie CRP oraz przyciągają neutrofile z krążenia – neutrofile to też komórki fagocytujące, a dzięki zwiększonej przepuszczalności nabłonka naczyń z łatwością docierają do miejsca wtargnięcia drobnoustrojów.
Komórki tuczne – one potrafią naprawdę wiele (nie zawsze dobrego, jak np. w alergii). W ich licznych ziarnistościach znajdują się mediatory zapalne, jak histamina, prostaglandyny i leukotrieny – wszystkie one mają za zadanie stworzenia odpowiedniego środowiska do eliminacji patogenu. Jakie to środowisko?
• rozszerzenie naczyń krwionośnych (aby lokalnie zmniejszyć szybkość przepływu krwi co umożliwia dotarcie tutaj leukocyty z krążenia)
• lokalną aktywację komórek śródbłonka naczyń krwionośnych i zwiększenie przepuszczalności naczyń włosowatych (aby leukocyty łatwo pokonały barierę naczyń i dotarły do patogenów).
I wreszcie – komórki dendrytyczne. Ich zadaniem jest przechwycenie drobnoustroju i „dowiezienie” go do najbliższego węzła chłonnego. Tutaj białka patogenu prezentowane są limfocytom T pomocniczym co inicjuje rozwój odpowiedzi swoistej (czyli np. produkcję przeciwciał).
II. Teraz, już po aktywacji komórek, ma miejsce reakcja naczyniowa (zdjęcie). Następuje lokalne rozszerzenie naczyń, zwiększenie ich przepuszczalności (przenikanie płynnego osocza co powoduje widoczny obrzęk) oraz pojawienie się cząstek adhezyjnych (adhezyn) na komórkach śródbłonka. A do czego potrzebne są adhezyny? Aby przenikające tutaj z krążenia leukocyty mogły się „zahaczyć” na ścianie naczynie i ją pokonać docierając do miejsca bytowania drobnoustrojów. Zwracam Państwa uwagę na obrzęk – pojawia się na ramieniu po szczepieniu, prawda?
III. I przyszedł czas na drugą reakcję komórkową – teraz, gdy naczynia krwionośne są rozszerzone i krew wolniej płynie, działają czynniki wabiące (chemokiny wydzielane przez makrofagi) przybyłe z krążenia do miejsca zapalnego leukocyty (neutrofile, limfocyty, eozynofile) kontynuują likwidację czynnika inicjującego zapalenie (bakterie, wirusy, pasożyty) i rozpoczynają procesy naprawcze (usuwanie zniszczonych tkanek, tworzenie blizny).
IV. Wreszcie, gdy zagrożenie zostało zlikwidowane reakcja zapalna musi się zakończyć. Dlaczego? Po pierwsze zniknął już czynnik ją inicjujący (bakteria, wirusy, pasożyty zostały usunięte), a po drugie – nie można sobie pozwolić, aby nadmiernie „rozbrykane” leukocyty dalej hasały. Jak dochodzi do wyciszenia reakcji zapalnej? Po prostu, mediatory stanu zapalnego produkowane są tylko podczas obecności czynnika inicjującego zapalenie (czyli jego likwidacja powoduje zanik produkcji mediatorów). Ponadto, makrofagi produkują i wydzielają cytokiny przeciwzapalne - TGF-beta, IL-10 – które hamują aktywowane wcześniej leukocyty.
Prawidłowo przebiegający, krótkotrwały stan zapalny jest korzystny dla organizmu, gdyż likwiduje przyczynę, która go wywołała (drobnoustroje, zranienie). Jednak przedłużająca się reakcja zapalna już korzystna dla organizmu nie jest – mamy całą armię aktywowanych komórek szukających celu. Oby nie były nim nasze własne komórki.
Na podstawie moich wykładów z immunologii dla studentów mikrobiologii.
#zdrowie #ciekawostki

Zaloguj się aby komentować
Jednym wielkim dietetycznym mitem, w jaki wierzy większość ludzi, jest dzielenie żywności na "słodką niezdrową" i "niesłodką czyli zdrową" i przekonanie, że nie jedząc rzeczy o słodkim smaku, nie podnoszą sobie - potocznie zwanego - "poziomu cukru" we krwi. Zjedzenie czekolady na śniadanie uznawane jest za ekstremalnie niezdrowe i niemądre, natomiast bułka z masłem, plastrem sera i liściem sałaty jest całkowicie społecznie akceptowalnym śniadaniem, przy którym nikomu nie drgnie powieka. Znam wielu ludzi, którzy przestają całkowicie jeść słodycze w wierze, że to pomoże im schudnąć, albo jak ognia unikają cukru, odstawiając z powrotem w sklepie na półkę każdy produkt, który ma w składzie choć odrobinę cukru, wierząc, że w ten sposób dbają o swoje zdrowie. Jedni i drudzy opierdzielają bułki, ryż, ziemniaczki... Wszak to nie cukier, skoro nie słodkie, prawda?
Czym jest cukier stołowy? To sacharoza, czyli dwucukier, w procesie trawienia rozpadający się na glukozę i fruktozę, które są wchłaniane do krwi. Jak pisałam w poprzednim wpisie, tylko glukoza ma wpływ na potocznie tak zwany "poziom cukru" we krwi, jest powiązana z chorobą zwaną cukrzycą i wydzielaniem hormonu, zwanego insuliną.
Jeżeli na przykład zjemy czekoladę gorzką 60% na śniadanie, to do naszych jelit trafi 40g sacharozy, która rozłoży się na 20g glukozy i 20g fruktozy. Czyli finalnie do krwi trafi 20g glukozy, która podnosi poziom "cukru we krwi" i która wymaga insuliny produkowanej przez trzustkę, aby zostałą wchłonięta do tkanek.
Czym jest pieczywo, ryż, ziemniaczki? W większości składają się ze skrobii, która jest wielocukrem, w procesie trawienia rozpadającym się na.... tadam, samą glukozę, która trafia do krwi.
Jeżeli zjadłeś 100g bułki na śniadanie, to do jelit trafiło właśnie 60g skrobii, która ekspresowo rozłoży się na 60g glukozy (proces rozpadu zaczyna się już w ustach, w ślinie). Czyli finalnie do krwi trafi aż 60g glukozy, czyli 3 razy więcej niż po opierdoleniu całej czekolady.
Hokus pokus czary mary, nie zjadłeś nic słodkiego a "cukier we krwi" wyjebało ci w kosmos.
Twój organizm nie rozróżnia pochodzenia glukozy, czy to co zjadłeś było słodkie czy nie - glukoza to glukoza, glukoza z czekolady i glukoza z pysznej zdrowej i społecznie akceptowalnej bułeczki działa dokładnie tak samo na twój organizm - jej nadmiar w diecie długoterminowo obciąża trzustkę, powoduje insulinooporność, stany zapalne, prowadzi do cukrzycy. Tak naprawdę pieczywo i produkty mączne powinny być traktowane w takich samych kategoriach jak słodycze, czyli nie jako podstawowe, codzienne pożywienie na śniadanie, obiad i kolację, ale jako deser czy posiłek od czasu do czasu. A całkowita rezygnacja ze słodyczy przy jednoczesnym dopychaniu się ziemniakami czy chlebem w zasadzie niczego nie zmieni.
#ciekawostki #dieta
@GazelkaFarelka dobre rady. Faktycznie nie zdawałem sobie sprawy, że AŻ tak w pieczywie jest nabite cukru (w tej czy innej postaci). Ja jem "tylko" pieczywo razowe z ziarnami przeróżnymi.
A możesz napisać w takim razie czym zastąpić ten chleb nieszczęsny?
Bo "kromka" z plastra sera posmarowaną serem i zagryziona rybą to tak średnio mi się widzi XD, a jednak czymś pasuje "sytość" osiągnąć. Tym bardziej, że ją jestem przyzwyczajony do "wpierdalania"
Zaloguj się aby komentować
Znalazłam panią moją bratnią duszę XD
Pani ciśnie po wszystkich fit przepisach polegających na mieszaniu wszystkiego z serkiem wiejskim XD
@Yes_Man @bartek555
https://www.facebook.com/share/v/1CidvE6c1H/
#jedzenie #heheszki
Zaloguj się aby komentować
Widzieliście kiedyś na żywo prawdziwą naukową dyskusję?
Ja miałam okazję wczoraj w jednej uczestniczyć. Przygotowałam prezentację o metylacji DNA (trudne zagadnienie), produkowałam się pół godziny, ale dobrze poszło. Ostatni slajd, na nim ”dziękuję za uwagę”, mówię:
- Dziękuję za uwagę. Czy ktoś ma jakieś pytania albo komentarze?
Atmosfera na sali trochę się rozluźniła. Głos zabrał doktor habilitowany Karwiński:
- Z całym szacunkiem, według mnie pani prezentacja zawierała szereg błędów. Po pierwsze, metylacja DNA...
Zaczęło się. Czułam się, jakbym schodziła po schodach i nie trafił w stopień. Serce zamarło, po czym przyspieszyło do stu dwudziestu na minutę. Karwiński po kolei punktował wszystkie słabostki mojego wystąpienia:
- ...mam wrażenie, że przeczytała pani jedynie przeglądówki sprzed piętnastu lat, a i to pobieżnie. Czy pani w ogóle odróżnia metylację DNA od metylacji histonów?
- Panie docencie... ja... ja... - dukałam nieporadnie. To koniec. Obrona nie była możliwa. Cały mój wysiłek poszedł na marne, słońce zaszło za chmurami, a z nim nadzieja na zaliczenie seminarium. Zawiodłam i przegrałam.
Niespodziewanie inicjatywę przejął mój promotor, profesor Bujewicz.
- Szanowni państwo - zwrócił się do zebranych - z całą pewnością wszyscy słyszeliśmy żałosne wywody docenta Karwińskiego. Jakże jednak mamy traktować je poważnie, skoro pan docent, jak powszechnie wiadomo, ma małą i giętką pałę oraz onanizuje się do zdjęć męskich stóp w sandałach?
Szmer uznania przetoczył się przez audytorium. Ludzie kiwali głowami, przychylając się do słów profesora.
- Panie profesorze - oburzył się Karwiński - Co to do cholery znaczy? Co ma długość mojego członka do metylacji DNA? Co ma do tego moja miłość do sandałów? Pan obraża naukową dyskusję!
- Sam pan ją obraża swoją paskudną mordą, docencie Karwiński. - Pytał pan jeszcze, co ma długość pańskiego fistaszka, którego szumnie określił pan nazwą członka, do metylacji DNA? Ano to, że tankował pan wódkę z przemytu, zmetylowało panu k⁎⁎⁎sa i jego rozwój zatrzymał się na trzech centymetrach.
Widownia wybuchła śmiechem. Z osłupieniem obserwowałam tę scenę. Karwiński poczerwieniał jak burak, Bujewicz zaś, bez zażenowania, wyciągnął cygaro, zapalił je i zaciągnął się z satysfakcją. Ktoś z sali krzyknął
- Brawo profesor Bujewicz!
- Kto wpuścił tego debila na salę? Wy⁎⁎⁎⁎⁎olić Karwińskiego!
- Wy⁎⁎⁎⁎⁎olić!
Docent poczerwieniał jeszcze bardziej, podszedł do Bujewicza i warczącym głosem zaczął mu dogryzać:
- Że niby ja mam jakieś braki? A co z panem, profesorze, co? Bujewicz-bezchujewicz! Stary impotent, bez viagry to nawet myśleć o ruchaniu nie może! Spójrzcie na niego, jakie cygaro wyciągnął, pewnie kompleksy ma! Lubi pan brać długie, grube rzeczy do gęby, co nie?
Profesor Bujewicz zaciągnął się cygarem, wypuścił dym prosto w twarz adwersarza.
- Chyba pana stary, docencie. Pani magistro, proszę pocisnąć torpedę docentowi Kurwińskiemu. - zwrócił się do mnie.
Rozgorączkowana publiczność pokazywała nas sobie z zaciekawieniem palcami.
Karwiński był już skompromitowany, a do mnie należało jego ostateczne dobicie. Widownia oczekiwała świetnej wiązanki, mój promotor patrzył na mnie z nadzieją,
Karwiński zaś próbował zamordować mnie wzrokiem. Wyprostowałam się, spojrzałam mu prosto w oczy i wyrzekłem.
- Pytał się pan, docencie Kurwiński, co wiem o metylacji. Wiem, k⁎⁎wa, wszystko. I c⁎⁎j pana obchodzi, z jakich źródeł korzystałam, bo i tak pewnie czytać pan nie potrafi. Jeśli moje wywody o metylacji DNA się panu nie podobały, to może mnie pan w d⁎⁎ę pocałować. Albo w wała possać, tak jak pan lubi!
Docent skrzywił się nieprzyjemnie, wycelował oskarżycielsko palcem.
- Merytorycznie pani praca leży i kwiczy, to dno plus metr mułu, gówno psie i wie pani co?
- Co? - odparłam odruchowo. Błąd.
- Chujów sto!
Audytorium zaśmiało się. Dałam się zrobić jak dziecko. Karwiński uśmiechnął się triumfalnie, pewien zwycięstwa. Profesor niewzruszony palił swoje cygaro. Kiwnął przyzwalająco głową. Zripostowałam.
- W pana d⁎⁎ę, docencie Kurwiński! Tak, jak pan lubi!
Zerwała się owacja. Karwiński starał się coś odeprzeć, coś dodać, bronić, się, atakować, ale lud nie dał dojść mu do słowa.
- Wypierdalaj! Wypierdalaj! WY-PIER-DALAJ!
- C⁎⁎j ci na imię! Kurwiński, c⁎⁎j ci na imię! C⁎⁎j ci na imię! - skandowali.
Biedny docent nie miał gdzie się schować. Usiadł na swoim miejscu, skurczył się w sobie i (choć wydaje się to niemożliwe) poczerwieniał jeszcze bardziej. Zasłonił twarz rękami. Nie wierzę. Triumfowałam. Wygrałam naukową dyskusję.
- Czy ktoś ma jeszcze jakieś pytania lub komentarze? Dla odmiany sensowne.
- Tak - podjął jeden z kolegów na sali - czy metylacja w obrębie intronów też może mieć znaczenie na skuteczność transkrypcji genów?
Uśmiechnęłam się. Z sali zaczęły padać coraz to nowe pytania, ja zaś odpowiadałam na nie zgodnie z moją wiedzą. Profesor Bujewicz dopalił cygaro i pokiwał głową z uznaniem.
nie moje, #zajebanezfacebooka #heheszki
Zaloguj się aby komentować
Schab pieczony ze śliwką i goździkami, dżem żurawinowy, puree z groszku i kasza bulgur.
#jedzenie

Zaloguj się aby komentować
Galaktoza - bliźniacza siostra glukozy
Ostatnio zaczęłam sobie myśleć o galaktozie - cukrze mlecznym. Jest to jeden z trzech najpopularniejszych cukrów prostych w diecie człowieka (uzyskany z trawienia laktozy, która rozkładana jest na glukozę i galaktozę), a jednocześnie nie da się go kupić tak prosto i tanio, jak można kupić glukozę czy fruktozę.
Słowem wstępu - cząsteczki różnych węglowodanów (czyli cukrów złożonych) w pożywieniu, rozkładane są w procesie trawienia na cukry proste, które następnie zostają wchłaniane do organizmu.
Najpopularniejszymi w diecie człowieka, nadającymi jedzeniu słodki smak, są właśnie:
glukoza - Na glukozę rozpadają się węglowodany takie jak sacharoza (cukier stołowy) czy skrobia (obecna ziarnach zbóż, warzywach - czyli pieczywo, produkty mączne, ryż, ziemniaki itp). Glukoza jest cukrem, który nie może zostać ot tak sobie wchłonięty do tkanek człowieka - musi mieć wizę wjazdową w postaci insuliny (produkowanej przez trzustkę). Choroby związane z upośledzeniem tego szlaku metabolicznego (zbyt mała ilość insuliny lub jej brak, insulinooporność tkanek) nazywamy cukrzycą. Cukrzyca dotyczy tylko metabolizmu tego właśnie jednego cukru prostego.
fruktoza - Występuje w owocach, jest składnikiem sacharozy (cukru stołowego). Nie potrzebuje insuliny do metabolizmu w organizmie, stąd była przez wiele lat stosowana była jako słodzik/zamiennik cukru w cukrzycy. Jest cukrem metabolizowanym przez wątrobę, dopiero tam przekształcana w glukozę, glikogen lub tłuszcze, które następnie wędrują do tkanek. Niestety ostatnie badania wykazują nadmiar fruktozy w diecie jako przyczynę niealkoholowego stłuszczenia wątroby, dlatego też jej spożycie jest zalecane w umiarze - w postaci całych, świeżych owoców i należy unikać jej oczyszczonej formy w formie cukru czy syropu.
galaktoza - Jest cukrem prostym, który składa się z takiej samej ilości atomów węgla, wodoru i tlenu co glukoza, ma tylko nieco inną budowę cząsteczki. Jest składnikiem laktozy (cukru mlecznego), występującego w mleku matki. Tak jak fruktoza, nie potrzebuje insuliny do metabolizmu, jest metabolizowana w wątrobie.
Na temat galaktozy w diecie nie ma zbyt wiele informacji i jest ona pomijana jako słodzik (zapewne z powodu ceny ~300 zł za kilogram). Jest to jednak bardzo ciekawy cukier, który ma bardzo szeroką rolę biologiczną, wychodzącą mocno poza tylko zaspokajanie potrzeb energetycznych organizmu. Najciekawsze jest jej powiązanie z funkcjonowaniem układu nerwowego i mózgu. Znana jest jej rola związana z rozwojem i dojrzewaniem mózgu noworodków. Jest niezbędna m.in. do wytwarzania mieliny - osłonki izolacyjnej nerwów. (Mielina jest z kolei niszczona w chorobach neurodegeneracyjnych, takich jak stwardnienie rozsiane czy Alzheimer.) Z tego powodu galaktoza jest "na celowniku" badań nad lekami na nieuleczalne dzisiaj choroby związane z układem nerwowym, chociaż nie ma jeszcze żadnych konkretnych rezultatów.
Jako, że jest też wytwarzana endogennie (czyli przez organizm, tak samo zresztą jak glukoza), nie jest to składnik diety, który jest konieczny do dostarczania z zewnątrz. Co ciekawe, nie ma też praktycznie żadnych badań i informacji, jaka ilość galaktozy jest bezpieczna do spożycia - na ten moment wytyczne żywieniowe nie określają żadnego górnego limitu ani nie wiążą z jej spożyciem żadnych chorób (poza nielicznymi przypadkami genetycznej mutacji upośledzenia szklaku metabolicznego galaktozy, które ujawniają się już niedługo po urodzeniu).
Prawdopodobnie wynika to z tego, że galaktoza nie jest też stosowana na szeroką skalę w żywieniu ludności (ze względu na cenę), zatem brak jakichkolwiek badań na temat jej wpływu w diecie. Być może - tak samo jak w przypadku glukozy czy fruktozy - nie znany był jej szkodliwy wpływ na zdrowie, dopóki nie opracowano tanich i powszechnych sposobów ich pozyskiwania w niemal czystej formie (cukier stołowy = fruktoza + glukoza), co pozwoliło szerokim rzeszom ludzi na jej nadmiar w diecie, a w następstwie poznanie jego konsekwencji.
Znalazłam jedynie badania na myszach, z których w sumie niewiele wynika.
Być może okazjonalne słodzenie galaktozą ciast czy deserów może być dobrą alternatywą dla innych słodzików przy cukrzycy (czyli problemie z metabolizmem glukozy), niemniej jednak zawsze należy mieć na uwadze, że - w zasadzie tak jak przy każdym rodzaju pożywienia - wszystko w nadmiernych dawkach jest szkodliwe, nawet zwykła woda.
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/full/10.1002/mnfr.202001133
#zdrowie #ciekawostki #przemysleniazdupy

Zaloguj się aby komentować
Ej, mam za⁎⁎⁎⁎sty przepis na fit niskowęglowodanowe, bezcukrowe pieczywo z twarogu, z minimalną ilością mąki - jedyny minus to tylko to, że trzeba dodać dużo wiecej mąki i trochę cukru zeby wyszło
@bartek555 @Yes_Man
Miałam serek wiejski wysokobialkowy do wyjebania bo nie da się tego jeść (jeden zmęczyłamna śniadanie), więc dałam 200g w zamian za twaróg. Mąki weszło prawie 200g zanim uznałam konsystencję za wystarczającą. Do tego 5g cukru, żeby drożdże miały co jeść. I 3g soli, zeby miało jakis smak.
Po dodaniu serka wiejskiego od razu poczułam, gdzie jeszcze jest kolejny błąd w tym przepisie - był zimny prosto z lodówki, a składniki na ciasto drożdżowe powinny mieć temperaturę pokojową. Więc poszło na prawie godzinę obok kominka.
Po uformowaniu bułek idzie na kolejne 30 minut do wyrośnięcia.
Słowem c⁎⁎j nie przepis, kompletnie bez sensu - chyba ze miały wyjść placki, to może tak. Ale to wtedy i tak lepiej na patelnię albo gofrownicę wrzucić. I dać proszek do pieczenia jako spulchniacz, a nie drożdże - bo proszek do pieczenia nie wymaga cukrów do działania spulchniającego.
Makro finalnego wypieku wyszło niewiele lepsze jak drożdżówki z marketu więc:
TLDR: kupcie sobie drożdżówkę i nie zawracajcie d⁎⁎y tym wynalazkiem
albo bułkę i nałóżcie na nią twarogu
smakuje jak bułka z twarogiem - a jak ma smakować coś, co jest w połowie bułką a w połowie twarogiem
#bojowkapiekarska #365danztwarogu




Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Wszędzie jest pełno filmików o ludziach z ADHD... co czują, jak się zachowują, jak funkcjonują, co dla mnie brzmi jak "WTF, przecież wszyscy tak mają, nie?". Przecież to jest normalne, nie? Nie? Dla mnie to niepojęte i nie mieści się w głowie, że da się jakoś inaczej. Jeżeli to jest ADHD, to i moi starzy i siostra też mają. Nie znam innego życia. Chętnie zobaczyła serię filmików o "normalnych" ludziach. Co na przykład jest normalnym/uczuciem zachowaniem wg was, którego nie mają ludzie z ADHD?
#adhd #przemysleniazdupy
Cześć!
Jestem po diagnozie ADHD, więc może parę moich spostrzeżeń komuś się przyda.
Przede wszystkim – to nie choroba, tylko zaburzenie neurorozwojowe, czyli neuroatypowość. Wynika z tego, jak zbudowane są nasze synapsy – po prostu nasze mózgi potrzebują regularnych „strzałów” dopaminy, żeby działać. Dlatego często funkcjonujemy na skrajnych emocjach i rejestrach – potrzebujemy ruchu, ryzyka, nowości, żeby czuć się… no właśnie, żywi (czy nawet szczęśliwi, jeśli to dobre słowo).
Brzmi to może ciekawie, ale ma też drugą stronę. Owszem, potrafimy cieszyć się jak dzieci, przeżywać emocje mocniej niż większość ludzi – ale też smutek i frustracja potrafią nas kompletnie przygnieść. Ciągłe szukanie bodźców wiąże się z ryzykiem błędów, impulsywności i braku skupienia – statystycznie osoby z ADHD żyją nawet o ok. 15 lat krócej.
Wśród ludzi z ADHD jest sporo artystów, sportowców, osób z uzależnieniami czy problemami z wagą – bo wszystko, co mocno pobudza (alkohol, jedzenie, adrenalina), działa na nasz ośrodek dopaminowy.
Jeśli chodzi o myśli – najprościej porównać to tak: w naszych głowach myśli to rozpędzone Ferrari w centrum miasta, a u większości ludzi raczej spokojna Skoda 100 km/h prawym pasem.
Najważniejsze pytanie, jakie warto sobie zadać, to: czy cierpisz z tego powodu?
Jeśli tak – jeśli wpływa to realnie na Twój komfort życia – warto poszukać pomocy. Leki mogą pomóc, ale dopiero w połączeniu z terapią poznawczo-behawioralną dają najlepszy efekt.
I jeszcze jedna rzecz – jeśli chodzi o pewną nadinterpretację objawów ADHD, to odpowiedź brzmi: i tak, i nie.
Diagnoza zakłada analizę zachowań i objawów zarówno do 12. roku życia, jak i po nim. Jeśli ktoś nie przejawiał określonego zestawu zachowań w dzieciństwie, a pojawiają się one dopiero w dorosłości – nie ma podstaw do diagnozy neuroatypowości.
Oczywiście, w dorosłym życiu potrafimy nieświadomie „naginać” prawdę o sobie, ale w analizie dzieciństwa musielibyśmy wręcz wyrachowanie kłamać, żeby diagnoza wyszła pozytywnie.
Dlatego – inaczej niż np. w przypadku depresji, gdzie pole do interpretacji jest dość szerokie – w ADHD jest ono bardzo wąskie i wymaga precyzji oraz spójności w całej historii życia.
To oczywiście w ogromnym skrócie, ale może komuś rozjaśni temat
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Baba makówki na złoto maluje
Chyba muszę zamówić inny odcien złota
#diy #rekodzielo

Zaloguj się aby komentować