Dzisiaj będę oglądał meczyk Ruchu Chorzów z Wisłą Kraków i może też się skusicie.
Transmisja ZA DARMO zacznie się o 14:00, a mecz jest o 14:30 na TVP Sport i na Sport TVP PL o TUTAJ.
To pierwszy mecz na który zostaną dopuszczeni kibice gości, po praktycznie bezprawnym banie, który trwał jakieś pół roku. Na każdym stadionie, na którym mieli gościć wiślacy coś się nagle psuło zaraz przed ich przyjazdem lub policja dawała negatywne rekomendacje, których tak naprawdę nie wydawała, no ale przecież nikt w PZPN tego nie sprawdza. Ruch jest pierwszym klubem, który wyłamał się z tego procederu.
Ponad 53 tysiące kibiców wesprze Ruch Chorzów i Wisłę Kraków. Fani obu zespołów wykupili wszystkie bilety. Pobili tym samym rekord polskiej piłki klubowej pod względem frekwencji w XXI wieku.
W tym sezonie z 2 lig w całej Europie tylko jeden mecz miał większą frekwencję.
Kibice nie decydują o jakości spotkania, choć akurat ten mecz zapowiada się ciekawie. Wisła i Ruch raczej grają otwartą piłkę, choć Dawid Szulczek - trener Ruchu - znany jest z odpalania protokołu "pragmatyzm" w ważnych spotkaniach. Oba zespoły muszą wygrać, o ile chcą się liczyć w walce o bezpośredni awans.
Dobra, powiedzcie mi, bo nie wiem. Wydaje mi się, że to zrobił, czy on to faktycznie zrobił ?
Steve Bannon na konferencji CPAC, czyli zjeździe konserwatystów, na którym omawiany jest kurs ich polityki. Był bliskim doradcą Trumpa w poprzedniej kadencji (z oficjalną pozycją w Białym Domu), który za przekręty związane z budową meksykańskiego muru został skazany i od razu uniewinniony przez obecnego prezydenta.
Niżej macie kilka fragmentów książki Duch króla Leopolda o niewolnictwie w Kongo między 1860, a 1910 rokiem. Nie są to miłe rzeczy. Sama książka po jakichś 33% jest na ten moment świetna.
(...) kiedy pewnego razu wyglądało na to, że zostaną zaatakowani, „Stanley wydał rozkaz spalenia wszystkich okolicznych wiosek”. Jeszcze inny opisał rzeź z taką beztroską, jakby chodziło o polowanie: Siedzenie w zaroślach i obserwowanie po cichu tubylców, oddających się swoim codziennym zajęciom, było niezmiernie ciekawe. Część kobiet (…) robiła mąkę bananową, tłukąc wysuszone banany. Widzieliśmy mężczyzn wznoszących chaty i zajmujących się innymi pracami, dziewczynki i chłopców biegających wkoło i śpiewających. (…) Zacząłem łowy, strzelając w pierś jednemu facetowi. Padł jak kamień (…). Salwy rozległy się w całej wiosce.
Jeden z członków ekspedycji zapakował odciętą głowę Afrykanina do skrzynki z solą i wysłał do Londynu, aby wypchał ją dla niego taksydermista z Piccadilly.
Chcąc poznać przyczynę tego hałasu, Lefranc natknął się na „około trzydziestu uliczników, niektórych siedmio, czy ośmioletnich, stojących w szeregu i czekających na swoją kolej, z przerażeniem obserwując chłostę swoich kolegów. Większość wstrząsanych strachem uliczników (…) kopała tak mocno, że żołnierze kazali trzymać ich za ręce i nogi nad ziemią. (…) Dwadzieścia pięć razy bicz spadał na plecy każdego dziecka”. Lefranc dowiedział się, że poprzedniego wieczora kilkoro dzieci zaśmiało się w obecności białego człowieka, który rozkazał, aby każdy chłopiec-służący w mieście dostał pięćdziesiąt batów. Drugie dwadzieścia pięć batów miało zostać wymierzone następnego ranka. Lefrancowi udało się temu zapobiec – pod warunkiem, że więcej nie będzie wtrącał się w sprawy dotyczące dyscypliny.
W prologu też był ciekawy tekst.
Żądza zysku opanowała nawet niektórych księży, którzy porzucali stan duchowny, brali czarne kobiety jako konkubiny, sami mieli niewolników, a swoich uczniów i wiernych sprzedawali w niewolę. W jednym tylko pozostawali wierni swojej wierze – po nadejściu reformacji starali się nie dopuścić do tego, by ich „własność” przejęli protestanci. Nie byłoby właściwe – powiedział jeden z nich – by „ludzie, którzy otrzymali chrzest w Kościele katolickim, sprzedawani byli ludziom wrogim ich wierze”.
@Dziwen bardzo konkretna książka. Solidna. Pamiętam jakie wrażenie na mnie zrobił uwczesny marketing, PR,, zasadniczo niczym się nie różniący od dzisiejszego.
Wrócę jak przeczytam książkę (lub dwie), a że czytam powoli, to trochę zejdzie. Staram się nie rozpraszać, stąd brak aktywności. Jak coś to zaglądam do prywatnych wiadomości czasem. XD
Dokładnie rok temu trener Górak, a raczej jego posada w Katowicach wisiała na włosku i tylko cud sprawił, że nie został zwolniony po rozczarowującej rundzie jesiennej w pierwszej lidze i oskarżeniach o brak rozwoju zespołu po chyba na tamten moment jakichś 4 latach w klubie. Na wiosnę tworzy się maszyna do wygrywania i GKS przetacza się po zapleczu ekstraklasy, jak walec, przy okazji pogrążając Wisłę Kraków i pokazując, że nie hajs, nie tiki-taka, a serducho i wola walki liczy się najbardziej. Awans i znowu posada wisi na włosku, bo ambicje w katowickim ratuszu przerastają potencjał trenera. Za sobą mamy 20 kolejek ekstraklasy, w tym tę ostatnią jeszcze nie do końca dograną i GKS jest na 8 lub w przypadku wygranej/remisu Motoru Lublin, będzie na 9 miejscu. Właśnie dał łupnia Rakowowi Częstochowa (1:2), któremu jedną z bramek strzela Sebastian Bergier, były zawodnik Śląska Wrocław, który latami był wypychany z klubu lub przesuwany do rezerw. Śląsk Wrocław jest na ostatnim miejscu w tabeli i ma absolutnie zero argumentów za tym, by się utrzymać. Piękne.
Taki Siemieniec w Jagiellonii to tez jest z przypadku i prowadzi klub tylko dlatego, że w momencie gdy go zatrudnianiano klub nie bardzo miał hajs na cokolwiek (nawet na odprawę dla Stolarczyka), a Siemiemieć miał to szczęście być akurat na miejscu, być tanim i mieć licencję UEFA pro.
A poważnie to może polskie kluby kiedyś się nauczą, że nie liczy się efekt nowej miotły i zmienianie sztabu i filozofii co rundę, a ciągłość pracy jednego trenera.
To będzie spory skrót wielu wydarzeń z ewentualnym dodaniem kontekstu, bo nie mam czasu na pełny artykuł autorski. Każdy news w tytule zawiera link do głównego źródła po angielsku, a dodatkowe będą specjalnie oznaczone, więc jak chcecie więcej informacji, znajdziecie je właśnie tam. Siłą rzeczy wybrałem takie, które są albo ważne, albo mnie interesują, bo lista jest ogromna. No i wybaczcie słaby styl, ale nie mam czasu tego redagować.
I mówi, że wszyscy Palestyńczycy powinni ją opuścić.
Prezydent Trump oświadczył we wtorek, że Stany Zjednoczone powinny przejąć kontrolę nad Strefą Gazy i na stałe wysiedlić całą palestyńską populację zdewastowanej nadmorskiej enklawy, co jest jednym z najbardziej bezczelnych pomysłów, jakie jakikolwiek amerykański przywódca przedstawił od lat. Goszcząc premiera Izraela Benjamina Netanjahu w Białym Domu, Trump powiedział, że wszystkie dwa miliony Palestyńczyków ze Strefy Gazy powinny zostać przeniesione do krajów takich jak Egipt i Jordania z powodu zniszczeń dokonanych przez izraelską kampanię przeciwko Hamasowi po ataku terrorystycznym z 7 października 2023 roku. "Stany Zjednoczone przejmą Strefę Gazy, a my również wykonamy z nią pracę" - powiedział Trump na konferencji prasowej we wtorek wieczorem. "Będziemy jej właścicielami i będziemy odpowiedzialni za pozbycie się niewybuchów i odbudowę Gazy w mekkę miejsc pracy i turystyki." Brzmiąc jak deweloper nieruchomości, którym kiedyś był, Trump obiecał przekształcić Gazę w "Riwierę Bliskiego Wschodu".
Egipt, który graniczy ze Strefą Gazy, zintensyfikował w piątek rozmowy z arabskimi partnerami, w tym Jordanią, Arabią Saudyjską i Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, aby podkreślić, że odrzuca wszelkie środki mające na celu wysiedlenie Palestyńczyków, podało ministerstwo spraw zagranicznych.
W zasadzie cały świat zareagował tak, jak możecie się domyślać. Oburzenie to zbyt lekkie słowo, by to opisać. Nie znalazłem praktycznie żadnych głosów popierających ten ruch, które dochodziłyby spoza partii Trumpa lub Izraela.
Zostając w temacie, na tym samym spotkaniu dyplomatycznym, premier Izraela Benjamin Netanjahu podarował prezydentowi Donaldowi Trumpowi złoty pager . Urządzenie nawiązuje do śmiertelnych ataków Izraela w Libanie i Syrii, w których w wyniku wybuchów podobnych pagerów zginęło co najmniej 37 osób, w tym dziecko w wieku 9 lat , a tysiące zostało rannych. Tabliczka wręczona wraz ze złotym pagerem chwaliła Trumpa jako "naszego największego przyjaciela i najlepszego sojusznika". Trump podarował Benjaminowi podpisane zdjęcie przedstawiające ich obu, na którym napisał: "Dla Bibiego, wielkiego przywódcy!".
Prezydent Donald Trump zgodził się w poniedziałek na 30-dniową przerwę w realizacji swoich gróźb cłowych wobec Meksyku i Kanady, ponieważ dwaj najwięksi partnerzy handlowi Ameryki podjęli kroki w celu uspokojenia jego obaw dotyczących bezpieczeństwa granic i handlu narkotykami.
Kanadyjski premier Justin Trudeau napisał w poniedziałek po południu na X, że przerwa nastąpi "podczas naszej wspólnej pracy", mówiąc, że jego rząd powoła specjalnego urzędnika ds. fentanylu, uzna meksykańskie kartele za grupy terrorystyczne i uruchomi "kanadyjsko-amerykańskie wspólne siły uderzeniowe do walki z przestępczością zorganizowaną, fentanylem i praniem pieniędzy". Warto dodać, że poza niektórymi elementami tego planu, większość była już klepnięta w kanadyjskim parlamencie od zeszłego roku i czekała na realizację. Z tym wiąże się news 6, więc polecam dotrwać.
Co zaoferowano w przypadku Meksyku? Prezydent Claudia Sheinbaum powiedziała, że wzmocni granicę 10 000 członków Gwardii Narodowej swojego kraju i że rząd USA zobowiąże się do "pracy nad powstrzymaniem przemytu broni o dużej mocy do Meksyku". Liczba żołnierzy stacjonujących w tamtym miejscu cyklicznie rośnie i nie jest raczej niczym niezwykłym. Podczas pierwszej prezydentury Trumpa było to 15 tysięcy osób, za Bidena w 2023 roku już 32.5 tysiąca, a obecnie mamy dodatkowe 10 tysięcy. Groźba dla Meksyku była spora, bo ekonomiści wyliczyli potencjalny spadek PKB po wprowadzeniu ceł na 3-4% w skali roku i to jako dodatek do obecnego, ostrego trendu spadkowego w tym kraju.
Sukces Trumpa? Po owocach ich poznamy. Na ten moment wydaje się, że wygrały słowa i deklaracje wokół czegoś, co i tak było w planach.
Prezydent USA w czwartek podpisał rozporządzenie wykonawcze zezwalające na nałożenie agresywnych sankcji gospodarczych na MTK i zakaz podróżowania na jego pracowników, oskarżając trybunał o "bezprawne i bezpodstawne działania" wymierzone w USA i ich sojusznika Izrael. Jako powód swojej decyzji Trump podał wydany przez MTK nakaz aresztowania Benjamina Netanjahu za domniemane zbrodnie wojenne związane z wojną w Strefie Gazy. Stany Zjednoczone nie ujawniły jeszcze, kto zostanie objęty sankcjami na mocy nakazu, ale cztery źródła znające sytuację podały, że brytyjski główny prokurator MTK, Karim Khan, jest pierwszą i jedyną osobą, która została do tej pory objęta sankcjami.
Siedemdziesiąt dziewięć krajów - w tym Brazylia, Kanada, Dania, Meksyk i Nigeria - opublikowało wspólny list, w którym ostrzegają, że sankcje "zwiększyłyby ryzyko bezkarności za najpoważniejsze przestępstwa i groziłyby erozją międzynarodowych rządów prawa". Kanclerz Niemiec, Olaf Scholz, powiedział, że sankcje "zagroziłyby instytucji, która ma zapewnić, że dyktatorzy tego świata nie będą mogli tak po prostu prześladować ludzi i wszczynać wojen" (Chodzi o sytuację w której np. Putin leci gdzieś i zostaje aresztowany na mocy rozporządzenia MTK).
MTK został ustanowiony w 2002 r. w celu ścigania poważnych przestępstw popełnionych przez osoby fizyczne, gdy państwa członkowskie nie chcą lub nie mogą tego zrobić samodzielnie. Chociaż USA i Izrael nie są stronami statutu, ich obywatele mogą podlegać jego jurysdykcji. Izrael ma innych sojuszników, takich jak Wielka Brytania, Niemcy i Francja, którzy byliby zobowiązani do aresztowania Netanjahu, gdyby podróżował do tych krajów.
Nakaz aresztowania Netanjahu został zatwierdzony przez trzyosobowy panel sędziowski wybrany przez partie państwowe. W 2021 r. MTK orzekł, że ma jurysdykcję w Palestynie i może badać tam przestępstwa, pomimo sprzeciwu Izraela.
Niektórzy doszukują się tu sposobu Trumpa na to, by wyeliminować jedną z nielicznych instytucji, która może jakoś namieszać w planach przejęcie Strefy Gazy przez USA.
W następstwie pożarów w Los Angeles prezydent Trump obwinił władze Kalifornii za niewystarczającą ilość wody do pomocy w gaszeniu pożarów. Eksperci obalili jednak to twierdzenie, mówiąc, że w południowej Kalifornii było jej mnóstwo. Pomimo tego, w zeszłym tygodniu Trump nakazał uwolnienie dużej ilości wody z dwóch tam w Central Valley, sugerując, że zapobiegłoby to pożarom, gdyby stało się to wcześniej.
"Jedyne, co robimy, to dajemy Los Angeles i całemu stanowi Kalifornia praktycznie nieograniczoną ilość wody." - powiedział Trump podczas ogłaszania decyzji.
Woda została uwolniona do wyschniętego jeziora oddalonego o ponad 100 mil (160 km) od pożarów. Eksperci i urzędnicy powiedzieli CBS, że ta woda nie może dopłynąć do Los Angeles i prawdopodobnie zostanie zmarnowana.
Według naukowca Jaya Lunda tamtejsze zbiorniki są już w pełni zaopatrzone. Gdyby wziąć pod uwagę powierzchnię pożarów, można by ją pokryć warstwą wody dochodzącą do 8 metrów, używając tylko tej, która już znajduje się w tym regionie.
Według NPR pożary w Los Angeles są już w dużej mierze opanowane.
Sędzia federalny zablokował Departamentowi Efektywności Rządowej Elona Muska dostęp do rejestrów Departamentu Skarbu, które zawierają wrażliwe dane osobowe, takie jak ubezpieczenie społeczne i numery kont bankowych milionów Amerykanów.
Sędzia okręgowy Paul A. Engelmayer wydał wstępny nakaz po tym, jak 19 demokratycznych prokuratorów generalnych pozwało prezydenta Donalda Trumpa. Sprawa, złożona w sądzie federalnym w Nowym Jorku, zarzuca administracji Trumpa umożliwienie zespołowi Muska dostępu do centralnego systemu płatności Departamentu Skarbu z naruszeniem prawa federalnego. System płatności obsługuje zwroty podatków, świadczenia z ubezpieczenia społecznego, świadczenia dla weteranów i wiele innych, wysyłając biliony dolarów każdego roku, jednocześnie zawierając rozległą sieć danych osobowych i finansowych Amerykanów.
Departament Efektywności Rządowej Muska, znany również jako DOGE, został utworzony w celu wykrycia i wyeliminowania tego, co administracja Trumpa uznała za marnotrawstwo wydatków rządowych. Dostęp DOGE do rejestrów skarbowych, a także inspekcja różnych agencji rządowych, wywołały powszechne zaniepokojenie wśród krytyków rosnącą władzą Muska, podczas gdy zwolennicy wiwatowali na myśl o ograniczeniu rozdętych finansów rządowych.
Prokurator generalny stanu Connecticut William Tong powiedział, że nie jest jasne, co DOGE robi z informacjami w systemach skarbowych. "To największe wyciek danych w historii Ameryki" - powiedział Tong w piątkowym oświadczeniu. "DOGE to bezprawnie utworzona grupa renegatów technologicznych przeczesujących poufne rejestry, wrażliwe dane i krytyczne systemy płatności. Co może pójść nie tak?"
Premier Justin Trudeau powiedział w piątek, że przemowy prezydenta Donalda Trumpa o uczynieniu Kanady 51. stanem USA są "czymś poważnym" i są związane z bogatymi zasobami naturalnymi kraju. Komentarze Trudeau do liderów biznesu i pracowników podczas zamkniętej sesji były omyłkowo transmitowane przez głośniki.
"Pan Trump ma na myśli, że najłatwiejszym sposobem na to jest wchłonięcie naszego kraju i jest to realne. W moich rozmowach z nim na temat...", Trudeau powiedział o uczynieniu Kanady stanem USA, zanim mikrofon się wyłączył, według CBC. "Są bardzo świadomi naszych zasobów, tego, co mamy i bardzo chcą móc z nich korzystać".
W poście na platformie społecznościowej X Gil McGowan, przewodniczący Federacji Pracy Alberty, potwierdził słowa Trudeau. "Tak, mogę potwierdzić, że Trudeau powiedział, że jego ocena jest taka, że to, czego naprawdę chce Trump, to nie działania w sprawie fentanylu, imigracji czy nawet deficytu handlowego, a to, czego naprawdę chce, to albo zdominować Kanadę, albo całkowicie ją przejąć".
-----
Dodatkowo Trump próbuje zamknąć USAID, czyli Agencję Stanów Zjednoczonych ds. Rozwoju Międzynarodowego, ale nie mam już siły nad tym siedzieć, wybaczcie. xd
-----
Więcej ciekawych wpisów wrzucam w społeczność: Agencja Prasowa WDN
Ja pi⁎⁎⁎⁎le, USA stało się monarchią absolutną? Trump każe puścić wodę, to puszczają wodę? Nie mają od tego jakiegoś ministerstwa, specjalistów, fachowców, tylko prezydent zajmuje się takimi rzeczami?
Dawno, dawno temu, za górami i za lasami, gdy CZERSTWA REDAKCYJA była jeszcze w brzuszku wielkiego rybia bez ości, a #czerstwyhumor zaczynał powoli odnajdywać swoje powołanie (został księdzem), Dziwenlud dodał taki secik komiksowych memasków. Wtedy zła baba jaga (owca bez wełny) sprawiła, że proto-CZERSTWE wzniosło się nad ziemię zaczynając lot w kosmos, po czym szybko spadło z 19 piorunkami i se ten gupi ryj obiło.
Jak będzie teraz? Czy hejto dorosło do takiego humoru? Sprawdźmy. xD
Czyli kolejny z obiecanych artykułów o jednej z opcji - w tym przypadku prawdziwej - w ankiecie #hejtonerzy . Czy wyobrażasz sobie świat bez liczb? Bez pojęcia „1”, „2” czy nawet „wiele”? Dla ludu Pirahã z dorzecza Amazonki to codzienność. Ich język swego czasu fascynował niektórych naukowców, a brak liczebników stał się przedmiotem licznych badań i debat. Kim są ci ludzie i dlaczego ich język uznaje się za jeden z najbardziej niezwykłych na Ziemi?
KIM SĄ?
Pirahã to niewielka społeczność licząca około 300 osób (choć obecnie może ich być mniej), zamieszkująca tereny wzdłuż rzeki Maici w brazylijskim stanie Amazonas. Ich historia sięga tysiącleci wstecz, choć dokładne pochodzenie pozostaje zagadką. Pirahã należą do rodziny językowej Mura, która dawniej obejmowała więcej grup, ale obecnie Pirahã są jej ostatnimi przedstawicielami.
Ich kultura opiera się na prostocie i samowystarczalności. Pirahã są łowcami-zbieraczami, nie gromadzą dóbr materialnych i żyją zgodnie z filozofią „tu i teraz”. Nie interesują ich opowieści o przeszłości czy plany na przyszłość. To podejście kształtuje nie tylko ich codzienność, ale także strukturę ich języka.
JĘZYK PIRAHã
Jest uznawany za jeden z najbardziej intrygujących na świecie. Charakteryzuje się niezwykłą prostotą, a jednocześnie złożonością w kontekście dźwięków. Język ten posiada jedynie kilka fonemów i jest tonalny, co oznacza, że znaczenie słów może zmieniać się w zależności od intonacji. Pirahã potrafią porozumiewać się nie tylko mówiąc, ale również gwizdząc.
Co jednak najdziwniejsze, w języku Pirahã brakuje wielu elementów uznawanych za podstawowe w innych językach: liczebników, pojęć dotyczących kolorów, złożonych struktur gramatycznych. To język skrojony pod ich potrzeby: prosty, bez ozdobników, ale idealnie funkcjonalny w środowisku Amazonii.
Pirahã nie posiadają systemu liczbowego. Zamiast precyzyjnych liczebników używają ogólnych określeń typu „mało” i „dużo”. Nie istnieje u nich nawet podstawowe rozróżnienie „jeden”, „dwa”, „trzy”. Dlaczego? Klucz tkwi w ich kulturze. Brak potrzeby liczenia wynika z prostoty ich życia: nie gromadzą zapasów, nie prowadza handlu w klasycznym rozumieniu, nie planują długoterminowo. Dla nich znaczenie ma to, co tu i teraz - a do tego nie potrzeba liczb.
W 1986 roku badacz Daniel Everett odkrył, że w języku Pirahã istnieją jedynie dwa słowa odnoszące się do liczb: hói i hoí, które początkowo zinterpretowano jako oznaczające odpowiednio „jeden” i „dwa”. Jednak niemal 20 lat później dalsze badania wykazały, że te słowa nie odnoszą się do konkretnych liczb, lecz raczej do ogólnych pojęć „mniej” i „więcej”.
W jednym z eksperymentów na stole układano kolejno dziesięć szpulek nici, dodając je po jednej. Następnie pytano członków społeczności Pirahã, ile szpulek widzą. Wszyscy czterej badani zgodnie z wcześniejszą hipotezą używali słowa hói dla jednej szpulki, hoí dla dwóch, a w przypadku większej liczby szpulek stosowali mieszankę hoí i słowa oznaczającego „wiele”.
W drugim eksperymencie procedurę odwrócono: na stole od razu znajdowało się dziesięć szpulek, które stopniowo usuwano po jednej. W tym przypadku jeden z uczestników użył słowa hói (wcześniej uznawanego za odpowiednik „jeden”), gdy na stole pozostawało jeszcze sześć szpulek. Co więcej, wszyscy czterej badani konsekwentnie stosowali to samo słowo, gdy liczba szpulek zmniejszyła się do trzech.
Chociaż Michael C. Frank i jego współpracownicy nie podjęli się wyjaśnienia różnic w wynikach obu eksperymentów, doszli do wniosku, że badane terminy są znacznie bardziej prawdopodobne do interpretacji jako określenia względne lub porównawcze, takie jak „kilka” lub „mniej”, niż jako absolutne liczebniki tak, jak np. „jeden”.
OBECNIE
W 2012 roku w społeczności Pirahã otwarto szkołę, w której uczono języka portugalskiego i matematyki. W rezultacie obserwacje dotyczące pojęcia ilości stały się trochę trudniejsze, ponieważ nowa wiedza wpływa na wyniki badań.
------------
Mam nadzieję, że nie jesteście rozczarowani. Jest jeszcze kilka publikacji o tym języku w Brazylijskich mediach, ale w zasadzie tylko potwierdzają odkrycia Daniela Evretta, Edwarda Gibsona i Petera Gordona. Dodatkowo w źródłach macie po angielsku tekst o językowej rekurencji, a raczej jej braku w języku Pirahã.