Z cyklu nie bierz czytelniku ze sklepowego koszyku
Mleczna krowa medialna pod patronatem rzecz jasna niezawodnego wink New York Timesa, jeszcze raz udowadniająca bezwartościowość kolejnego masowego chłamstwa w literaturze, trzymanego ręką przychylnej statystyki. I nawet niczego nie spodziewałem się, kompletnie niczego, bom dostałem od drugiej osoby w przykrytej okładce, a że jakiś czas temu czytałem książkę o ISIS znacznie lepszą, to miałem przychylny stosunek do kolejnej rozprawiającej o Bliskim Wschodzie rzeczy. Zawiodłem się strasznie, ale przynajmniej nie była tak wielka. Aczkolwiek przedzierałem się przez nią jak podczas monsunu w dżungli.
Autor jest synem niejakiego szajchra Hasana Jusufa, imana z Ramallah i jednego z przywódców znanego chyba każdemu Hamasu, który pomimo bycia najczęściej aresztowanym człowiekiem spośród nich, to nie ma żadnej poświęconej mu strony na wikipedii. Nie dowiadujemy także, czym zajmował się ściśle w organizacji i w jakim stopniu był odpowiedzialny za akty terrorystyczne. Ot dobry religijny tatko szacowany przez wszystkich, tylko niestety akceptujący ludzi stosujących brzydkie metody walki. Jego syn, a nasz bohater zostaje aresztowany w brutalny sposób z powodu wybryku z zakupem broni. Nie przeszkadzało mu tego wpierw tego odmalować jako niesłusznego zdarzenia dla efektu. Metodą złego i dobrego gliny agenci izraelskiej służby bezpieczeństwa Szin Bet werbują go i odtąd nasz Musab rozpoczyna swój nowy rozdział życia jako Kunrado Al-Wallenrodi
Już nie pastwiąc się na stylem niczym z fanfików o Harrym Potterze z Wattpada i dialogami napisami pisanymi pod intencję niż rzeczywistość, książka jest zdecydowanie.. nie.. jest za przeproszeniem k⁎⁎wa GIGANTYCZNIE stronnicza. Sporo nawtłoczono mu do głowy i niestety nasz pan autor nigdy nie próbował zachować umiarkowanej podejrzliwości. Skutkiem takim są kwiatki typu Jaser Arafat to manipulacyjna kanalia łasa na atencję i międzynarodową kasę, współpracująca z terrorystami, bossowie OWP są skorumpowani i jeżdzą drogimi autkami, a ludność została podpuszczona przez palestyńskie władze i biedni żołnierze muszą strzelać do dzieci rzucających w nich kamieniami. Bachory powinny być w szkole, zero odpowiedzialności rodzicielskiej. Hamas prócz znanej radykalności, religijności i wybuchowości są debilami. Autor nie musi nic robić - wystarczy powiedzenie "jestem synem Hasana Jusufa" i już myk sekretne informacje, zapasy trotylowe i położenie niebezpiecznych terrorystów na półmisku Szin Betu. Kij z tym, że on LITERALNIE przyznał się wierchuszce Hamasu w więzieniu i ojcu o zmuszeniu do współpracy ze służbami oraz jeszcze dwoje osób wręcz chętnie by rozpowiedziało o tym. Sam ojciec nie musiał nawet autoryzować jego działań, bo pewnie też uwierzył, że syn Hasana Jusufa nigdy nie poszedłby na większy układ z Żydami.
Do tego wchodzi wyjebane ego ponad standard. Za sprawą "przypadkiem" spotkanego amerykańskiego turysty nawrócił się na chrześcijaństwo i sam pan Bóg z Jezuskiem czuwa nad jego misją zaprowadzenia pokoju w Palestynie. Chodzi sobie na spotkania biblijne, pracuję w amerykańskim USAID, lansuje się M16 i nikt nie wpadł na pomysł o jego podwójnej roli. Złapał stu terrorystów, agencja jak nie chcę by ktoś zginął, to przyzwala na to, gdyż jest najważniejszym agentem rozpracowującym Hamas. A tymczasem mam wrażenie moim niepełnie dobrym zdaniem, że pomimo pozytywnej roli w zniszczeniu zbrodniczej działalności muzułmańskich terrorystów jest najzwyczajniejszym w świecie kolaborantem, który po drodze sprzedał dusze, jeżeli taka w ogóle istnieje
W wiezieniach dla najgrożniejszych terrorystów osadzeni mogą liczyć na darmowe cukierki!
@parabole
czyli co roku powinni byc zatrudniani rzeczoznawcy,zeby wyceniac nieruchomosci,samochody i pozostala czesc majatku ruchomego powyzej 10 000 zl sztuka?
Pancio z Pancią skosztują dzisiaj winko z lokalnej winnicy zlokalizowanej około 800m od naszego zakwaterowania, gdyby zabrakło to po więcej będzie blizej niz do żabki mało tego, będziemy się zajadać borówkami z własnego ogrodu
Łabędź większy od słonia Cygnus falconeri to wymarły gatunek łabędzia, który występował na Malcie i na Sycylii w środkowym plejstocenie, a więc około 770 – 126 tysięcy lat temu. Na podstawie rozmiarów jego szczątków szacuje się, że długość jego ciała dochodziła do około 2 metrów, rozpiętość skrzydeł do około 3 metrów, a waga do 16 kilogramów.
Nie do końca wiadomo, czy Cygnus falconeri był w stanie wzbijać się w powietrze, czy był nielotem. Prowadził nieco inny tryb życia niż współcześnie znane nam łabędzie i nie był raczej ptakiem wodnym, lecz typowo lądowym, żywiącym się roślinnością lądową. Prawdopodobnie był w stanie osiągnąć tak znaczne rozmiary, ponieważ w środkowym plejstocenie na Malcie i na Sycylii brakowało dużych drapieżników, a jednocześnie panował tam ciepły i wilgotny klimat sprzyjający rozwojowi roślin, którymi żywiły się łabędzie - co doprowadziło do rozwinięcia się u nich gigantyzmu wyspowego.
Cygnus falconeri był większy od występujących na Malcie karłowatych słoni z gatunków Palaeoloxodon falconeri, których dorosłe osobniki osiągały zaledwie metr wysokości. Słonie te stanowią przykład zwierząt, u których w wyniku odizolowania na wyspie rozwinął się przeciwny trend: karłowacenie wyspowe, a więc zmniejszenie rozmiarów ciała pod wpływem drastycznie ograniczonego dostępu do pokarmu i zasobów w warunkach wyspiarskich.
Na ostatnim zdjęciu fragmenty kości łabędzia Cygnus falconeri z Bur Mgħeż na Malcie, gdzie pod koniec lat 30. XX wieku prowadził badania maltański archeolog J. G. Baldacchino.
@Modnar fajnie ale jak masz możliwość to pal kalorie ile wlezie na rowerze, a jak już biegasz to żeby cię Twaróg bronił przed interwałami. Równe tempo, zone 2 cardio.
Jak już zgubisz trochę kilogramów- biegaj na całego. U mnie ta taktyka się sprawdziła i żadnych kontuzji.
Myślałem, żeby zrobić dzień off ale ostatecznie poszedłem na kompromis ze sobą i dojebauem elegancki trening push (może bez pr ale forma powtórzeń do upadku prima sort dzisiaj) i na dokładkę 7 km regeneracji jak Garmin proponował bo w terenie nie jestem w stanie tak wolno biec (sr tętno 121).
Ogólnie z bieganiem to będzie wyzwanie bo ma dwa tygodnie padać tutaj w Norwegii... Ale nie ma wymówek, będę rotował bieżnię z terenem (mam deszczówkę super fajną)w zależności jak mi wilgoć da w kość w pracy.