Piękne zachowanie po meczu z Japonią Polskiej Reprezentacji Bez Barier. Polacy awansowali do finału mistrzostw świata Genuine Cup w Houston gdzie zmierzą się z obrońcami tytułu drużyną Argentyny.
Update.
Niestety polscy dzisiaj przegrali w finale z Argentyną.
Pierwszy rom uniwersum Jacka Ryana, ale bez Ryana na zamknięcie czytelniczego lipca i 150 książka w tym roku.
Do Toma Clancy'ego zawsze podchodzę z nastawieniem, że dostanę coś więcej niż tylko sensację. Jego książki słyną z rozbudowanego tła militarnego, politycznych intryg i technicznych szczegółów. "Bez skrupułów" nie jest wyjątkiem, choć tym razem najciekawsze okazuje się nie to, co dzieje się na najwyższych szczeblach władzy, ale historia jednego człowieka.
To właśnie tutaj poznajemy genezę jednej z najciekawszych postaci uniwersum Clancy'ego - Johna Kelly'ego, późniejszego Johna Clarka. Były żołnierz sił specjalnych próbuje poukładać sobie życie po zakończeniu służby, jednak seria tragicznych wydarzeń sprawia, że zamiast spokojnej emerytury wybiera drogę brutalnej zemsty. Równolegle zostaje zaangażowany w tajną operację wojskową związaną z wojną w Wietnamie, przez co książka płynnie przechodzi od osobistego thrillera do militarnej powieści szpiegowskiej.
I właśnie tutaj mam największy problem z tą książką. Za każdym razem, gdy śledzimy losy Johna Kelly'ego, "Bez skrupułów" jest świetne. Clancy znakomicie pokazuje jego determinację, wojskowy profesjonalizm i konsekwencję w realizacji własnego planu. Kelly jest bohaterem, którego trudno nie polubić. To człowiek działający według własnego kodeksu moralnego, niezwykle skuteczny, cierpliwy i bezwzględny wobec tych, którzy przekroczyli granicę. Sceny z jego udziałem czytałem z ogromnym zainteresowaniem i to one sprawiały, że trudno było mi odłożyć książkę/audiobooka.
Niestety, gdy tylko autor przenosi uwagę na politykę, wojskowe narady czy kulisy planowania operacji, moje zainteresowanie wyraźnie spadało. Rozumiem, że dla wielu czytelników właśnie to jest kwintesencja twórczości Clancy'ego, ale mam wrażenie, że tu jeszcze nie rozwinął w pełni swoich umiejętności. Dla mnie te fragmenty były po prostu zbyt rozwlekłe. Nie powiedziałbym nawet, że są złe - bardziej nijakie. Po emocjonalnych i dynamicznych rozdziałach z Kellym dostawałem długie rozmowy, analizy i przygotowania, które skutecznie wybijały mnie z rytmu.
To o tyle ciekawe, że obie historie ostatecznie dobrze się uzupełniają. Problem polega wyłącznie na proporcjach. Czasami widzimy też to co Clark podobno zrobił oczami kogoś innego i ta zgadywanka mnie nie kupowała. Gdyby książka mocniej skupiała się na samym Kellym i jego przemianie w Johna Clarka, prawdopodobnie oceniłbym ją wyżej.
Bardzo podobało mi się natomiast to, jak Clancy buduje swojego bohatera. Nie jest to typowy superagent znany z późniejszych książek i ekranizacji. To człowiek, który dopiero staje się legendą. Widać jego wojskowe doświadczenie, inteligencję i chłodną kalkulację. Ogromne pokłady cieprliwości i budowania przykrywki, gdy swoje przyszłe ofiary ma na wyciągnięcie ręki. Jednocześnie cały czas napędzają go bardzo ludzkie emocje - ból, strata i chęć wymierzenia sprawiedliwości po swojemu, bo nie wierzy w system.
Ostatecznie bardzo dobrze bawiłem się przy tej książce, choć nie ukrywam, że momentami chciałem po prostu przewrócić kilka stron i jak najszybciej wrócić do Johna Kelly'ego. To właśnie on jest sercem tej powieści i sprawia, że mimo kilku dłużyzn warto ją przeczytać. Nie mogę się doczekać, jak wypadnie w starciu z Ryanem w kolejnym tomie uniwersum.
@Afterlife mistrzu a jaki był w ogóle cel tego ćwiczenia? Rośliny ogólnie średnio znoszą zmiany, takie wędrówki ludów w te i z powrotem to proszenie się o kłopoty
To artykuł o eksperymentalnym „gaśniczym AK”, czyli impulsowej instalacji gaśniczej zbudowanej w 1998 r. w Iżmaszu na bazie automatu Kałasznikowa.
Najważniejsze:
ślepy nabój uruchamiał wyrzut porcji wody lub piany przez specjalną nasadkę na lufie;
zbiornik miał 12 litrów, po 0,6 l na impuls — łącznie 20 „strzałów”;
zasięg był bardzo mały: około 1,5–2 m;
cały zestaw ze zbiornikiem i butlą ważył około 27 kg;
podczas pokazu jednym impulsem piany ugaszono płonący zbiornik o wymiarach 2 × 2 m;
pomysł miał ograniczać szkody wyrządzane wodą w muzeach, bibliotekach i zabytkowych budynkach.
Automat służył zasadniczo jako generator bardzo gwałtownego impulsu gazowego, który rozpylał już sprężoną wodę lub pianę. Projekt pozostał ciekawostką — był ciężki, miał minimalny zasięg i wymagał przechowywania broni oraz ślepej amunicji.
Lipiec się skończył, więc czas podsumować, czy decyzja o zwolnieniu się z rozpadającego się kołchozu była słuszna.
Dłuższa historia TUTAJ i TUTAJ.
Krótkie podsumowanie całości:
w styczniu moja (poprzednia) firma powiedziała, że kondycja finansowa jest do d⁎⁎y i w niektórych krajach pozwoli pracownikom odejść na preferencyjnych warunkach, a jak to nie wystarczy to będą zwolnienia
Polska nie była na liście tych krajów, więc dogadałem się z szefową HR, żeby moje nazwisko znalazło się na liście pracowników do zwolnienia w Polsce
zacząłem szukać pracy i nowego miejsca dla siebie
na początku kwietnia zostałem "zwolniony" ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
od 18 maja pracuję już w nowej firmie
od 18 maja do końca lipca dostawałem 2 pensje od dwóch pracodawców: od jednego, żebym pracował, od drugiego, żebym nie pracował
z końcem lipca wpadła odprawa, wyrównanie za urlop, rozliczenie nadgodzin i bonus roczny (7/12 bonusu) i musiałem też oddać służbowe auto #smutnazaba
To jak to się skończyło?
Cały cyrk, który odjebałem, dał mi równowartość 21 pensji od poprzedniego pracodawcy (wypowiedzenia, zaległy urlop, odprawa, bonus) + 2,5 pensji od nowego pracodawcy w tym samym czasie - czyli blisko 2 lata dodatkowej kasy ( ͡~ ͜ʖ ͡°)
trafiłem do firmy, która się rozwija, ma ciekawe projekty, ale nie jest tak dojrzała jak poprzednia, więc większość tego, co będę wdrażać i poprawiać przez najbliższe 1-2 lata, robiłem już w poprzednim kołchozie i jest duża szansa, że będę mógł skorzystać z poprzedniego doświadczenia
brakuje mi trochę zespołu, z którym pracowałem, bo jednak 5 lat to szmat czasu, cieszę sie, że nie muszę pracować dla szefa debila, a nowej firmie zbieram punkty od zera, ale już trochę mam natrzaskane
paradoksalnie po za ludźmi najbardziej brakuje mi służbowego auta, ale nowe już zamówione z odbiorem we wrześniu/październiku
Podsumowując - było warto, no chyba, że mój obecny pracodawca nie przedłuży mi umowy, która kończy się w listopadzie, no ale będę o tym myślał, jak tak się stanie.
#pracbaza #chwalesie #zpamietnikalidera #pijciezemnokompot
Tyle to nawet łącznie z dobrowolnych odejść nie udało mi się wyciągnąć - no ale rzadko zagrzewam miejsce w jednej firmie optymalizując bieżącą wypłatę i dodatkowe bonusy - a tych przez lata się trochę zakumulowało
Mamy już potwierdzenie wyników od #garmin wiec czas najwyższy na podsumowanie lipca, w końcu już grubo po pierwszym ;)
Grupka ma się dobrze, stabilnie 84 użytkowników, aktywnych 54- tylu zarejestrowało kroki, a najwięcej:
@gryzli - 1 023 018 (Oo ?!)
@enron - 681 699
@AdelbertVonBimberstein - 656 826
#sztafeta #bieganie zachęciło 40 z nas, podium przedstawia się następująco:
@enron - 460.0 km
@scorp - 297.9 km
@Mjelon (tutaj mam pewne wątpliwości, czy dobrego usera oznaczam, jak coś zgłoście proszę)- 280.2 km
#ksiezycowyspacer zachęcił jedyni 26 z nas, najdalej zaszli:
@WujekAlien - 360.5 km
Ewelina - 207.0 km
@scorp - 175.8 km
#rowerowyrownik 30 odważnych, na podium lądują:
Michał Czubkowski - 1,369.6 km
@pluszowy_zergling - 1,052.1 km
Marcin Padło - 726.0 km
No i nasze #plywanie mimo wakacyjnego okresu jedynie 10 sktywnych, najwiecej w wodzie pokonali:
@wonsz - 48,700 m
@Aleksandros - 7,666 m
@notak - 3,022 m
Wszystkim serdecznie gratuluję, miło widzieć nowe twarze na podium w prawie każdej dyscyplinie, tak trzymać!
P.S. Kiedyś numerowanie listy na hejto działało niebo lepiej.
P.S. 2: Nowe wyzwania lada moment się pojawią, wieć wiecie, nie spać ;P