Dubbing jest spoko do bajek i z rzadka pasował mi w komediach (RRRrrrr!!!, Asterix i Obelix: Misja Kleopatra). Lektor jest ok, gdy serialu chcesz słuchać przy np. pracach domowych, a oryginał jest w języku, którego nie znasz.
A osobiście wszystko nie-polskie w oryginale oglądam z oryginalnym audio i napisami. W ten sposób zachowuję odbiór oryginału i nawet jak znam język audio to nie zginę, gdy się zacznie np. opowiadanie na temat np. procedur medycznych czy innych mniej znanych mi zakątków języka, których jednak nie znam.
Zaczalem oglądać zimowy król czy coś takiego. Niby 5 wiek w Europie. I tak se patrzę afroamerykanski Merlin. Myślę ok spoko jakiś tam szaman sprowadzili jakiegos magika bo dobry jest. Obieżyświat że tak powiem, ale potem widzę afremrykanska rodzinke i jakiś dzieciak z offu też Afroamerykanin. Myślę ignoruj ignoruj. Olej to. To nie ważne że są czarni.
Jest to mało prawdopodne, ale skoro w powstaniu wielkopolskim, brał udział mudzin Sam Sandi, to mudzin szaman w v wieku też nie jest jakimś wielkim czarowaniem.
Trafiłem na tę produkcję zupełnie przypadkiem. O czym to jest? Jak wskazuje odkrywczy tytuł, serial mówi o londyńskim Camden. Temat jest tutaj zgłębiany poprzez pryzmat muzyki. Wypowiadają się m.in. Suggs z Madness, Liam Gallagher, Peter Doherty i Dua Lipa. Wykorzystano też archiwalne wypowiedzi m.in. członków The Clash. Muzycy mówią o swojej twórczości i o tym, jak na ich kariery wpłynęło Camden Town. Serial ma cztery odcinki z których każdy porusza nieco inny temat. Nie jest to jakaś odkrywcza rzecz, nie ma tutaj żadnej szczególnej pikanterii ani muzycznej ani obyczajowej. Jest kolorowo i grzecznie. Nie ma tu jakiegoś głębszego podejścia do tematu. Nie ma grzebania aż do dna. Mimo to ogląda się to całkiem przyjemnie i dla miłośników muzyki i brytyjskich klimatów będzie to pewnie przyjemny zabijacz czasu. Ja obejrzałem pogryzając krakersy i walając się po kanapie, gdy dzieci wyjechały na ferie. Chyba właśnie do takiego mało zaangażowanego oglądania jest ten serial.
@kubex_to_ja Ooo, świetne wieści. Zwłaszcza, że Apple. Jedyna platforma streamingowa, która jeszcze stawia na jakość, a nie ilość swoich produkcji. Jak stary Netflix za czasów House of Cards.
Dwóch policjantów, pracujących na co dzień w wydziale zabójstw Komendy Stołecznej Policji, odkrywa, że z pozoru przypadkowe morderstwa zaczynają się ze sobą łączyć. Tajemniczości całości dodaje fakt, że wokół sprawy zaczynają kręcić się ludzie ze służb i polityki. A kolejni ludzie wciąż giną.
Mam co do tego serialu (jego 1. sezonu) mieszane uczucia. Z jednej strony fabuła całkiem ciekawie i zgrabnie skonstruowana, momentami zaskakująca, do końca nie wiadomo co się wydarzy. Z drugiej strony jest to strasznie "sterylny" świat, bliższy bardziej telenoweli niż prawdziwemu kryminałowi, przez co ciężko było mi się w niego w pełni wczuć. Nawet melina wydaje się względnie sympatyczna. Daleko mu pod tym względem do serialu "Pitbull", który stanowi dla mnie wyznacznik udanego polskiego serialu kryminalnego.
Od jakiegoś czasu nadrabiam sobie stare nostalgiczne seriale.
Obecnie jest to Drużyna A.
Za dzieciaka bardzo lubiłem, teraz w zasadzie podoba mi się jeszcze bardziej mimo, iż zużyli tam kilka składów broni i nikt nie zginął
Na co zwróciłem uwagę to bardzo często używali tam śmigłowców i czasem te wszystkie kraksy i wypadki wyglądały jak improwizacja.
Najbardziej mnie zszokowało jak w jednym z odcinków lecieli nisko pomiędzy drzewami, a łopaty wirnika siekały po gałęziach drzew odcinając je niczym kosiarka bhp pełną parą.
Małgorzata Neczyperowicz, aktorka mniej znana, ale bardzo dobrze się prezentująca. Gra głównie na scenach, ale też w serialach ("Na dobre i na złe", "Na sygnale", "Barwy szczęścia"). Poza tym reżyserka sceniczna i prowadząca kursów aktorskich. Po lewej w wieku 27 lat, po prawej w wieku 37 lat.
Paulina Fonferek, aktorka może mało znana, ale bardzo wszechstronna - głównie teatralna ("Mistrz i Małgorzata", "Balladyna", "Zemsta"), ale też serialowa ("Klan", "Na dobre i na złe"), poza tym lektorka i dramatopisarska. Sprawdzała się w rolach młodzieńczych, sprawdza się i w dojrzalszych. Po lewej w wieku 20-paru lat, po prawej w wieku 39 lat.
@TyGrySSek Miami Vice to była ta sama liga co Żar Tropików albo Grom w Raju. Straszne gówno, po prostu w naszych realiach to wtedy było coś bo taka u nas bieda była
#seriale #netflix Jak ktoś lubi serial o samurajach (60%) + flaki z olejem to będzie frajda. Ja osobiście nie polecam. A lubię kino azjatyckie i w tym przypadku Japonia się nie popisała. Mowa o serialu "Bitwa samurajów 2025"
Zwiastun: https://streamable.com/o93ezt
Chłop, co pomimo gównianej choroby osiągnął wielki sukces.
Urodził się w 1927 r. w żydowskiej rodzinie, która miała polskie i rosyjskie korzenie. We wczesnym dzieciństwie zachorował na siatkówczaka, przez co lekarze zmuszeni byli usunąć mu oko i gość do końca życia w jego miejscu nosił szklaną protezę.
Choć skończył studia w zakresie administracji publicznej, to życie związał z aktorstwem.
Grywał na deskach teatrów, w tym na Broadwayu, miał kilka epizodycznych ról w serialach, a pierwszy raz na ekranach kina można go było zobaczyć w filmie Pretty Boy Floyd.
Największą popularność przyniosła mu jednak rola tytułowa w serialu Columbo.
Facet kochał cygara, grę w golfa i malarstwo.
Niestety ostatnie lata życia odebrała mu para, której osobiście wolałabym nigdy nie spotkać - demencja i Alzheimer.
Po śmierci, jego przybrane dzieci wywalczyły zapis prawny, który mówił o jawności danych medycznych osobom z bliskiej rodziny. Było to pokłosie działań drugiej żony zmarłego aktora, która mocno ograniczyła kontakt oraz dostęp do jakiejkolwiek wiedzy na temat jego stanu zdrowia.
Colombo super serial, ale po obejrzeniu jednego odcinka wszystkie kolejne wydawały się już takie same. Zawsze ten sam schemat. Od początku wiadomo kto jest przestępcą (zazwyczaj bardzo wpływowa osoba), a potem tylko podchody detektywa, żeby odkryć prawdę, albo żeby sam się najlepiej delikwent przyznał. I te sceny gdzie już niby wychodzi, już dziękuję za herbatę, ALE... I tu pada przenikliwe pytanie rozwiązujące sprawę
Myślę sobie - wszyscy chwalą tego Pitta, włączę sobie. Włączyłam. Ot, kolejny wyśrubowany akcyjnie serial szpitalny. Daruję sobie, widziałam takie podobne setki razy.
Ale kolejnego wieczoru znowu włączyłam ten serial. I kolejnego, i kolejnego, aż wpadł cały sezon.
Każda godzina serialu to jedna godzina na SORze w szpitalu w Pittsburghu. Obserwujemy poczynania lekarzy, rezydentów, pielęgniarek czy pielęgniarzy no i samych pacjentów.
W czym więc ten akurat serial szpitalny jest lepszy od innych? Albo dlaczego właśnie on zdobywa taką popularność?
Gdybym miała stawiać to chodzi o realizację - ktoś skrupulatnie rozpisał odcinki, akcja dyma od jednego przypadku do drugiego, lub od jednej rozterki jednej postaci do drugiej. Postawiono bardzo mocno na realizm - serialowy SOR jest pod wiecznym ostrzałem korpo-dyrektorki, jak to w USA. Przypadki medyczne wyglądają legitnie, bez przyprawiania sosem nabicia napięcia - bo tego napięcia jest i tak bez liku w tym serialu.
Kolejki na SOR - checked!
Pobicie obsługi szpitalnej - checked!
Prawie jak w Polsce!
Fajna w sumie taka jazda przez kilkanaście odcinków - trudno mi to określić jak i dlaczego, ale weszłam w ten świat mocno po 3 odcinkach i ciężko mi było wyjść - zlekceważyłam filmy czekające w kolejce i naparzałam odcinek Pitta za odcinkiem.
Bardzo dobry. Był moment, że podjechali woke'iem i się bałem, że będą to wciskać bez sensu, jak Netflix, ale wybrnęli fajnie i nie raziło wcale.
Trochę sztampowy był motyw z zamachem. To jest już element obowiązkowy każdego serialu z tej tematyki. Mogli coś lepszego wymyślić. Ale to taki mały dość zarzut, bo oglądało się i tak świetnie. Jestem ciekaw co wymyślą w drugim sezonie i jak się obronią przed sztampą właśnie.
Główną rolę gra aktor wprawiony w temacie - główna gwiazda dawniejszego przeboju: 'ER', gdzie brylował z Clooneyem. Mieli nawet razem epizodzik we Friendsach.
Uwaga, serial ma bardzo drastyczne ujęcia. Jeśli przetrwasz pierwszy odcinek, dasz rade... a jeśli nie, to gratulacje - masz jeszcze wciąż dość wrażliwości, by czuć się źle w obliczu epatowania ludzkim nieszczęściem.
@maaRcel imho mi nie przeszkadza, seriale które wychodzą całe od razu budują hype i generują ruch w internecie, w pluribus czy severence przez kilka tygodni ludzie analizują i myślą o każdym odcinku przez tydzień. A jak jest wielki sezon dump to ludzie co zbingowali milczą, żeby nie spoilerować i nie ma tego "co się stanie". Tu nie ma takich stawek w #thepitt ale niech sobie fachowo wydają jak by to był 2004.
właśnie oglądam S1 - serial jest chwalony chyba głównie dlatego, że wyróżnia się na tle zalewu absolutnego goowna ze streamingów (szczególnie z netflixa). No może się coś rozkręci ale na razie jest po prostu ok.