Właściwie chyba jedyna moja wyjazdówka po Polsce i okolicy w tym sezonie. Bardzo udana, ruch w okolicach Tatr całkiem mały (same Zakopane zapchane, ale to wiadomo), bo pogoda wzięła ludzi z zaskoczenia. Pani właścicielka noclegu mówiła, że cały lipiec nic nie mieli, dopiero teraz w ten weekend kilka spontanicznych rezerwacji robionych w ostatniej chwili. Ale wiadomo, że najładniej na Słowacji
Nawet mieliśmy awarię, bo koledze wypiął podczas jazdy wężyk paliwowy. Całe szczęście, że kilkaset metrów za serpentynami, więc było gdzie się zatrzymać. Inaczej byłoby mocno nerwowo. Zwłaszcza, gdyby jeszcze coś się zapaliło.
Wracam sobie ostatnio z pracy przez park i widzę dzieciaki grające w piłę w oddali. W pewnym momencie piłka poleciała w moją stronę. Toczy się jeszcze po trawie, więc uznałem, że wykonam podanie w stronę grających.
Tutaj nadmienię, że piłka wyglądała jak normalna, skórzana piła do nogi. Niestety, to czego nie byłem świadomy, to fakt, że była to gumowa piłka, która jedynie była pomalowana w taki sposób, aby imitować łatki, a ja chyba muszę być pół-ślepy, że tego nie rozpoznałem. Tak więc błędnie założyłem włożenie zdecydowanie zbyt dużo energii w to podanie.
Przyśpieszyłem kroku, zrobiłem piękny zamach i dopitoliłem w tą piłę kopa z całej siły. Tak mi ta piłka na nodze doskonale siadła, że czułem się niczym Roberto Carlos strzelający z połowy boiska, no po prostu perfekcyjne dopasowanie stopy do kulistego kształtu futbolówki.
Piła niczym rakieta pofrunęła ponad głowami dzieciaków wydając z siebie takie oddalające się "pąąąąą..." Poleciałą gdzieś daleko w zarośla. Widziałem kątem oka, jak dzieciak się odwraca w moją stronę ze zniesmaczoną miną. Kątem oka, bo zrobiłem zwrot w tył, krzyknąłem "sorry!" i wyewakuowałem się z parku.
Eifel, zamek Namedy. Odmiana wyhodowana przez barona Arnolda von Solemachera pod koniec XIX wieku. Prawdopodobnie powstała z krzyżówki odmian Ananasrenette i Wachendorfer Renette
Jak potomstwo było małe pokazałem mu kiedyś rozjechaną żabkę i powiedziałem:
"Zobacz! płaskożabka!"
Strasznie się to spodobało, potem chodził i liczył:
"jedna płaskożabka! druga płaskożabka! Trzecia! O, płaskojaszczurka!"
Czasami się płaskojeżyk trafił albo inne płaskocoś.
Jak poszedł do szkoły to powtarzałem mu "ale rozglądaj się i nie słuchaj muzyki, nie chcę mieć płaskosynka."
W sumie nie martwię się o rudego skoro w Warszawie potrafi sam z działki wrócić, I nic go nie rozjechało do tej pory, ale jednak średnio się czuję jak tak leży na asfalcie i czeka na ciężarówki.
W piątek nadałam dwie paczki - jedna paczkomatem, druga pobraniowa na poczcie. Spięłam dupsko ze zrobieniem drugiego takiego samego naszyjnika do zamknięcia poczty, bo myślę sobie - może coś tam przez weekend chociaż kawałek przejedzie. Chociaż do jakiegoś powiatowego punktu przeładunkowego.
Acha! Jest już poniedziałek 11.00 rano, a paczka nadal leży w placówce pocztowej w której ją nadałam
Ta nadana paczkomatem została właśnie odebrana przez adresata.
@evilonep Szczerze mówiąc mnie to nie obchodzi, niech to zorganizują tak żeby klient był zadowolony.
Paczkomaty są tak zorganizowane, że w tej samej dobie, w której kurier wyciąga z paczkomatu - wieczorem/w nocy paczka już jest w centrum logistycznym najbliżej odbiorcy, a rano zostaje wydawana do doręczenia. W Poczcie Polskiej o 15.00 zostanie odebrana i dojedzie maksymalnie do najbliższego powiatowego punktu zrzutu (bo zaraz 16.00 i fajrant).