#qualitycontent

30
611

Zapraszam na spotkanie z Martą Niedźwiedzką w podkaście "O zmierzchu". Tym razem zapraszam do posłuchania i do dyskusji o dotyku.


https://open.spotify.com/episode/1uSfblchCqQIAMZcZGqklA?si=E9Q-Ao1WQSuEk0U8-dKO1Q


TLDW

By przeżyć, trzeba nam czterech uścisków dziennie. By zachować zdrowie, trzeba ośmiu uścisków dziennie.

By się rozwijać, trzeba dwunastu uścisków dziennie.

Virginia Satir


Dotyk uruchamia w naszym ciele produkcję oksytocyny, serotoniny, dopaminy, redukuje stres - oksytocyna działa bardzo skutecznie na redukcję kortyzolu. Układ nerwowy przepina się z reakcji walcz/uciekaj/zastygnij na reakcję poszukiwania interakcji społecznych - jest to najbardziej przystosowawcza część, młodsza od tych starych reakcji stresowych. Działa wtedy, kiedy aktywuje się nerw błędny, pojawia się pobudzenie dotykowe - albo ktoś nas dotyka albo my siebie.

Poszukiwanie relacji międzyludzkiej jako odpowiedź na stres emocjonalny jest zdrowe i przystosowawcze.


Jakość dotyku - i dotykany, i dotykający są naprawdę połączeni i w kontakcie emocjonalnym, w którym gadanie nie jest potrzebne. Dawca i biorca są zaangażowani i obecni.

Najlepiej działa taki dotyk, który jest w miarę wyraźny i w miarę powolny 3-5cm/sek.


Dotyk jest pierwszym zmysłem, którego uczymy się jeszcze w życiu płodowym i zaczyna działać zaraz po urodzeniu.


Deprywacja dotyku jest dla nas katastrofą psychiczną. Dla niemowląt jest wręcz śmiertelna (w XIII wieku niemiecki cesarz Fryderyk II Hohenstauf nakazał przeprowadzić słynny „eksperyment deprywacyjny" polegający na wychowywaniu grupy dzieci w całkowitej izolacji od mowy - czyli również od opiekunów posługującym się językiem - w celu sprawdzenia, jaki język wytworzy taka grupa - w rezultacie wszystkie dzieci zmarły).

Dzieci bez dotykania nigdy nie rozwijają się zdrowo emocjonalnie i intelektualnie.

Niedotykane niemowlęta zaczynają mieć bardzo szybko neurologiczne zmiany w mózgu.


W tym miejscu należy wspomnieć o kolejnym, kontrowersyjnym eksperymencie Harlowa na małpkach rezuskach - dla ssaków ważniejsze jest doświadczenie bliskości i dotyku i wynikające z tego poczucie bezpieczeństwa, zaopiekowania i łączności niż nawet jedzenie.


Tiffany Field przeprowadzała badania nad dotykiem - tzw. skin hunger - mają to wszyscy ludzie, którzy cierpią na brak interakcji z innymi, np więźniowie, kosmonauci. Odczuwanie "skin hunger" jest zbliżone do odczuwania głodu pożywienia, zostawia nas w podobnym dystresie. Cywilizacyjne na głód dotyku najczęściej cierpią starsze osoby i mężczyźni, którzy są wyjątkowo nieuprzywilejowani pod kątem dotyku w naszej kulturze. Młodzi mężczyźni, dorastając, są jakby z dotyku wyjmowani, czyli coraz mniej osób dotyka młodego chłopaka jak on dorasta, matki przestają dotykać, ojcowie najczęściej nie dotykają, oni nie dotykają się też między sobą, bo "faceci się nie dotykają". Nawet w pewnym momencie dotyk między mężczyzną a kobietą zaczyna być bardzo obciążony ewidentną dwuznacznością i w związku z tym mężczyźni potrafią żyć bardzo długo w braku nieseksualnego dotyku. Ten głód dotyku często się nawarstwia latami i skutkuje np. agresją. Nawet jeżeli to nie pójdzie w tą stronę to może się skończyć tym, że ci mężczyźni mają wielkie ciśnienie na seks, dlatego, że stosunek seksualny jest jedynym miejscem gdzie mogą nakarmić ten głód dotyku. Taka relacja jest uboga, bo tam nie ma nic z nasycania się i celebracji, tam jest łagodzenie tego głodu. Jeżeli tacy mężczyźni wrócą do siebie i uświadomią sobie ten mechanizm i zaczną sięgać po różne formy dotyku (to nie musi być dotyk erotyczny), to zazwyczaj to kompulsywne ciśnienie na seks spada a wzrasta możliwość przeżywania tego spotkania seksualnego na innym poziomie.


W kulturach wysokodotykowych, w których ten dystans międzyludzki jest mniejszy, jest dużo mniej agresji bezpośredniej, dużo większą skłonność do załatwienia agresji w sposób inny niż przemocowy.


Wszystkie najważniejsze komunikaty: jesteś bezpieczny, widzę cię, kocham, pożądam da się przekazać bez gadania. Wycofanie dotyku jest jednym z pierwszych komunikatów o osłabieniu więzi, o tym, że ludzie się od siebie odwracają i nie chcą być tak blisko i nie chcą mieć tego połączenia.

Dotyku nie można zakłamać, tzn. można dotykać nieświadomie, ale jeżeli dotyka się świadomie, to nie można dotykać z zainteresowaniem czy z pożądaniem, kogoś kto nas nie interesuje albo kogo nie pożądamy. Nie można dotykać ciepło i kojąco kogoś, co do kogo mamy negatywne uczucia, albo np. gniew. Można uprawiać seks bez zaangażowania emocjonalnego ale ciężko jest w takim układzie uzyskać ten rodzaj emocjonalnego nakarmienia, o które bardzo wielu osobom w intymności chodzi. W każdej relacji, czy to intymnej czy przyjacielskiej dotyk mówi o tym co się tak naprawdę dzieje, przez to, że kształtuje to takie najbardziej pierwotne i niedające się przekłamać doświadczenie kontaktu. Całą resztę możemy "pościemniać", możemy oszukać komunikaty wzrokowe, dźwiękowe , ale w dotyku możemy być w tym, co jest naprawdę.


Poniżej ćwiczenie, którego celem jest powrót do świadomego dotykania, czyli wyjście z tego automatycznego miziania i miętolenia, a wejście w aktywne dawania, branie i obecność . To ćwiczenie zaproponowała Betty Martin, nazywa się "Three minutes game". Ono jest z definicji aseksualne.


Dwie osoby siadają na przeciwko siebie:

Osoba 1 - dawca dotyku - pyta osobę 2 jak chce być dotykany/dotykana przez 3 minuty. Osoba 2, która ma być dotykana ma się spokojnie zastanowić co, jak i gdzie będzie ok i ma to jasno określić. 

Dający dotyk daje dotyk biorcy, a biorca nie może zostawać w tym momencie pasywny, musi aktywnie odbierać to, co się dzieje.

Po 3 min osoba 1, która będzie teraz biorcą dotyku pyta osoby 2 jak będzie ją dotykać przez 3 min i świadomie zgadza się albo nie na dany dotyk. Potem się zamieniają.


Ćwiczenie to pomaga nam zauważyć jak bardzo dotykamy się "na automacie", jak bardzo nie wiemy co nam sprawia przyjemność, jak bardzo jest nam ciężko poprosić, jak często robimy coś wbrew sobie, bo druga osoba tego od nas oczekuje. Ludzie często mają tak, że dawanie dotyku przychodzi im z łatwością, ale utrzymanie tego świadomego kontaktu w braniu jest dosyć skomplikowane.


Ludzka egzystencja bez dotyku jest pozbawiona bardzo istotnego, więziotwórczego materiału.

W tym świadomym dawaniu dotyku jest coś totalnie ważnego, jeżeli chodzi o relacje, bo tylko tą drogą jesteśmy w stanie przekazać pewien rodzaj ciepła i uwagi, który jest nieprzekazywalny żadną inną drogą.


#psychologia #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #rozwojosobisty

Zaloguj się aby komentować

12 grudnia 2014 roku, piątek


Było około 7 rano, gdy Kamil wygrzebał się spod kołdry. Szybko zebrał się do wyjścia, żeby znów nie musieć słuchać kazań, że spóźni się na lekcje. Wszak mógłby się zbuntować i robić, co zechce, od dwóch dni jest przecież pełnoletni. Jednak maturę chciałby mieć. Ojciec zawiózł go pod samą szkołę. Robił tak od pewnego czasu, by syn znowu nie urwał się na wagary. Jerzy odprowadził go wzrokiem pod same drzwi liceum i odjechał. Kamil odczekał chwilę w szatni, po czym wyszedł z budynku. Miejskim dojechał na Orzechówek do Zuźki, która tego dnia nawet nie zamierzała udawać, że wybiera się do szkoły. Jej matki jak zwykle nie było. Kamil do Rakowisk wrócił przed 10. Wypakował z plecaka podręczniki, na ich miejsce włożył starannie złożone w kostkę ubrania. Jerzy nie był zadowolony, gdy zastał syna w domu. Nastolatek prosił o 150 złotych, tłumaczył, że jedzie dziś do Krakowa, Zuźka ma wieczorek poetycki. Wiersze pisze pod pseudonimem Maria Goniewicz. Mama zasponsorowała jej wydanie tomiku jako prezent na osiemnastkę. Jerzy odmówił. Kamil musi najpierw poprawić oceny i zdać maturę. Najlepiej jakby zerwał kontakty z tą Zuźką, ma na niego zły wpływ. W przeciwnym wypadku nic od niego nie dostanie. – Za dobrze miałeś – uznał. Ojciec był stanowczy, na 18. urodziny syn też nic od niego nie otrzymał.


O 12.40 Kamil wsiadł do taksówki. Agnieszka, jego matka, akurat wjeżdżała do garażu. W piątki wcześniej kończyła pracę. Widzieli się przez wilgotne szyby samochodów. Na dworcu PKP czekała już Zuźka w czarnej spódniczce za kolano i kurtce z dużym napisem „trouble maker”. Pociąg z Białej Podlaskiej do Warszawy odjeżdżał chwilę po 13. W Złotych Tarasach długo szukali sklepu, gdzie mogliby kupić mlecznobiałe płaszcze przeciwdeszczowe – takie jak miał Patrick Bateman w „American Psycho”. Chcieli też za małe buty, tak by na miejscu zbrodni zostawić ślady w innych rozmiarach niż własne i zmylić policję. Płaszczy nie znaleźli, a na buty nie wystarczyłoby im pieniędzy. W Carrefourze kupili tylko paczkę lateksowych rękawiczek i dwie pary żółtych do mycia naczyń. Na górze galerii zjedli makaron z kurczakiem i wypili soki multiwitamina. Po obiedzie w parku pod Pałacem Kultury, czekając na kolegę Zuźki, spalili jointy. Myśląc, że sporo zarobią na spadku po rodzicach Kamila, Zuźka zaproponowała mu niemałą sumę za dowiezienie ich do Krakowa.


50 kilometrów przed stolicą małopolski 18-latka skłamała, że zapomniała laptopa, na którym ma wiersze i pilnie muszą wracać do Białej Podlaskiej. Wynegocjowała wyższą stawkę z kierującym, który – niezbyt zadowolony – zawrócił się na Lubelszczyznę. „Jesteśmy już prawie na miejscu” – napisał w SMS-ie do matki Kamil. Odpisała, by pamiętał o maturach próbnych w poniedziałek. „Ok, pamiętam”. Wyłączył telefon, tak by nie logował się do stacji BTS poza Krakowem i – w razie czego – nie było dowodów, że tej nocy jednak był w domu. Do Rakowisk dojechali około godziny 2.30. Kierowcy powiedzieli, że wrócą niedługo. Z zaparkowanego około 200 metrów od domu Agnieszki i Jerzego samochodu wzięli plecaki i odeszli kawałek dalej, tak by w przydrożnych zaroślach przebrać się w stare ubrania, których nie będzie im szkoda zabrudzić krwią i później wyrzucić. Włożyli białe rękawiczki. Każdy wziął po myśliwskim nożu z drewnianą rękojeścią, które Zuźka niepostrzeżenie zabrała z mieszkania swojego dziadka.


Za drzwiami, wesoło merdając ogonem, przywitał ich rodzinny pies. Kamil wystawił swojego spaniela na zewnątrz i zdjął buty. Boso, po cichu, zakradli się do sypialni. – Trzy, czte… ryyy! – odliczyli nad łóżkiem pogrążonego w śnie małżeństwa, po czym zaczęli dźgać na oślep. Kamil zabijał mamę, Zuźka Jerzego.


• • •


„Ty i kobieta, której

kiedyś zdeptałam serce,

mieszkacie obok siebie. To dziwne

miejsce, w którym ostatnio

podobno jest o mnie głośno.

Przygotowanie do końca

nie naszego świata

nie zawsze jednak idzie dobrze,

ale już niedługo”.


Maria Goniewicz, 7 grudnia 2014 roku


• • •


Tekst napisałam na podstawie akt sądowych i składanych w nich przez Kamila N. i Zuzannę N. wyjaśnień.


Na zdjęciu Kamil N. we wrześniu 2014 roku.


• • •


Więcej o polskich zbrodniach na polskiepato.pl fejsbuku  i insta .


#polskiepato  #kryminalne  #bialapodlaska  #lubelskie  #mariagoniewicz #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent

4a5c5131-85c5-4365-b478-9e428b8bc958

Zaloguj się aby komentować

Jakiś czas temu przeczytałem "How to read a book" - książkę o tym jak analizować tekst książki. Łapcie skrócone notatki


#ksiazki #czytajzhejto #qualitycontent


Stopnie umiejętności czytania

Wyróżniamy cztery stopnie umiejętności czytania: elementarne, przeglądowe, analityczne, i czytanie synoptyczne. Przejście na wyższy poziom wiąże się z opanowaniem stopnia poprzedniego; osiągnięcie wyższego poziomu jest niemożliwe bez solidnych podstaw z poprzednich etapów.


Na poziomie czytania elementarnego, kształconego w szkole podstawowej, skupiamy się na rozpoznawaniu liter, słów, zdań, oraz nauce gramatyki i wymowy. Kluczowe pytania to m.in. Co znaczy dane słowo? Co znaczy dane zdanie? (bez głębszych interpretacji).


Przechodząc do czytania przeglądowego, naszym celem jest efektywne przeskanowanie tekstu, aby wydobyć jak najwięcej informacji w możliwie krótkim czasie, często ograniczonym np. do 15-30 minut. Po zakończeniu tego rodzaju czytania, powinniśmy być w stanie odpowiadać na pytania dotyczące rodzaju tekstu, jego struktury i podziału na sekcje.


Czytanie analityczne stanowi najbardziej wymagający poziom - czytanie i praca nad tekstem bez limitu czasowego. Wymaga pełnego zrozumienia tekstu oraz zadawania wielu pytań dotyczących książki.


Ostatni stopień to czytanie synoptyczne, znane również jako czytanie porównawcze. Polega na czytaniu jednej książki w kontekście innych tekstów, ich porównywaniu oraz analizowaniu wspólnych tematów i treści.


Czytanie analityczne

Proces czytania analitycznego składa się z trzech kluczowych etapów:


  • Odkrywanie, o czym jest książka (zasady 1-4).

  • Interpretacja treści (zasady 5-8).

  • Krytyka książki (zasady 9 - 15).


Zasady czytania analitycznego

1. Sklasyfikuj książkę ze względu na jej rodzaj i tematykę. Tytuł i wstęp są szczególnie ważne podczas kategoryzacji książek. Na przykład, tytuł “The Decline and Fall of the Roman Empire” (“Zmierzch Cesarstwa Rzymskiego”) wskazuje na tematykę historii Cesarstwa Rzymskiego od jego szczytu do upadku. Autor często dostarcza w tytule lub wstępie kluczowych wskazówek dotyczących kategorii, do której należy książka.


Przeczytanie samego tytułu nie wystarczy, zwłaszcza jeśli nie masz szerokiego wachlarza kategorii, które możesz przypisać książce. Na przykład, “Elementy” Euklidesa i “Zasady psychologii” W. Jamesa to dwie podobne książki (obie naukowe), ale z różnych dziedzin naukowych. Podobnie, “Polityka” Arystotelesa i “Bogactwo Narodów” A. Smitha, choć dotyczą różnych tematów, można wskazać podobieństwa i różnice, jeśli masz pojęcie o “problemach praktyczny” i ich różnych rodzajach.


Podstawowa klasyfikacja obejmuje literaturę piękną i literaturę “non-fiction” (historia, filozofia, matematyka, nauki ścisłe, nauki społeczne). Inny podział to książki teoretyczne i praktyczne.


2. Opisz treść książki w jak największym skrócie.


3. Wylicz główne części książki w odpowiedniej kolejności i relacji oraz opisz je tak, jak opisałeś całość. Książka składa się z części, podobnie jak dom z cegieł i pokoi. W doskonale zbudowanej książce wszystko jest umiejscowione w odpowiednich miejscach, podobnie jak w doskonale zaprojektowanym domu. W przypadku złej struktury książki może to być równie frustrujące, jak w przypadku źle zaprojektowanego domu, gdzie pokoje są źle rozmieszczone. Każda część książki może mieć swoją niezależną strukturę, ale musi być powiązana z innymi częściami, aby wnosić coś do całości książki.


Im lepsza struktura książki, tym łatwiej ją zrozumieć.


Czasem możemy użyć innej struktury niż ta zaproponowana przez autora, jeśli uważamy, że jest bardziej odpowiednia.


4. Zidentyfikuj problem lub problemy, które autor próbuje rozwiązać. Autor może (ale nie musi) wyraźnie formułować pytania, które go interesują. Ważne jest, aby określić główne problemy, na które autor próbuje odpowiedzieć.


  1. Zrozum kluczowe terminy i pojęcia autora. Język nie zawsze jest precyzyjny, dlatego czytelnik i autor muszą mówić tym samym językiem.

6. Wydobądź główne tezy autora, starając się zrozumieć kluczowe zdania i twierdzenia. Podczas analizy staraj się najpierw odnaleźć najważniejsze słowa, a następnie najważniejsze zdania i tezy oraz argumenty autora.


Gdy rozumiesz główne zdania, musisz zrozumieć, co reprezentują te tezy. Aby to osiągnąć, powinieneś być w stanie wyrazić je innymi słowami. Jeśli tego nie potrafisz, oznacza to, że nie rozumiesz ich, zostały ci przekazane jedynie słowa, a nie wiedza. Kolejnym testem jest próba przedstawienia przykładu lub doświadczenia, które pasuje do opisanej tezy. Musisz być w stanie skonstruować przykład, który ilustruje ogólną prawdę zawartą w zdaniu.


Tezy stanowią odpowiedzi na pytania, sformułowane są jako deklaracje wiedzy lub opinii. Często wielu autorów prezentuje te same tezy, używając innych słów i zdań.


7. Zrozum argumenty autora, identyfikując lub konstruując je z sekwencji zdań. Argumentacja składa się z ciągu tez, z których niektóre stanowią uzasadnienie dla innych. Argumentacja może być zawarta w jednym zdaniu, kilku zdaniach, paragrafie lub rozciągać się na kilka paragrafów.


8. Określ, które problemy autor rozwiązał, a które pozostały nierozstrzygnięte. W przypadku tych ostatnich, rozważ, czy autor zdawał sobie sprawę z ich nierozwiązania.


9. Nie zaczynaj krytyki, dopóki nie zakończysz analizy książki (nie mów, że się zgadzasz, nie zgadzasz się, ani nie zawieszaj oceny, dopóki nie zrozumiesz). Jeśli starasz się zrozumieć książkę, a mimo to nie jesteś w stanie, to problem z tekstem, nie z Tobą. Zanim wydasz opinię, upewnij się, czy dane dzieło nie jest powiązane z innymi, które wpływają na jego zrozumienie. Na przykład nie można zrozumieć “Manifestu komunistycznego” Marxa bez uwzględnienia jego “Kapitału”.


10. Jeśli nie zgadzasz się z autorem, nie zaczynaj konfrontacyjnej krytyki. Nie powinieneś czytać książki z założeniem wyszukania w niej błędów. Celem czytania jest nauka, a nie wygrywanie w sporze. Powinieneś być otwarty na to, by zarówno zgadzać się, jak i nie zgadzać się z autorem.


Jeśli nie rozumiesz tekstu i wina leży po stronie tekstu, musisz wskazać konkretne fragmenty gdzie: struktura jest nieuporządkowana, części nie są ze sobą powiązane, słowa/terminy nie są używane przez autora systematycznie, przez co doprowadza to do nieporozumień.


Jeśli rozumiesz tekst i zgadzasz się z nim, nie ma więcej pracy. W przeciwnym razie trzeba zidentyfikować błędy autora.


11. Pokaż różnicę między wiedzą a osobistą opinią, prezentując uzasadnienie każdej krytycznej oceny. Wiedza jest opinią, którą można uzasadnić. Różnice zdań wynikają z braku zrozumienia (język jest niedoskonały), różnic w poziomie wiedzy i sposobach myślenia. Te różnice można zniwelować, osiągając porozumienie dzięki nauce.


  1. Wskaż obszary, w których autor jest niewystarczająco poinformowany. Autor jest niewystarczająco poinformowany, jeśli brakuje mu istotnych informacji lub wiedzy dotyczącej danego problemu. Trzeba określić, czego autorowi brakuje i dlaczego to jest istotne.

13. Wskaż obszary, w których autor jest źle poinformowany. Autor jest źle poinformowany, jeśli twierdzi, że pewne warunki są spełnione, choć w rzeczywistości nie są. Autor twierdzi, że posiada wiedzę, którą nie ma. Taki błąd trzeba ujawnić i pokazać, że przeciwna opinia jest bardziej prawdziwa i wiarygodna.


  1. Wskaż obszary, w których autor jest nielogiczny. Autor jest nielogiczny, jeśli jego rozumowanie zawiera błędy. Najczęstsze to:

  • Błąd non sequitur oznacza “nie wynika”, czyli wniosek nie wynika logicznie z przesłanek.

  • Błąd niespójności dowodu oznacza, że dwie rzeczy, które autor próbuje powiedzieć, są nie do pogodzenia (istnieje sprzeczność w ich wnioskach).


15. Wskaż obszary, w których analiza autora jest niekompletna. Analiza jest niekompletna, jeśli autor nie rozwiązał wszystkich problemów, nie wykorzystał pełni materiału, nie uwzględnił wszystkich implikacji i konsekwencji, lub nie zastanowił się nad wszystkimi możliwościami. Brak kompletności powinno się wykazać, wskazując na luki za pomocą własnej wiedzy lub innych źródeł.


Wskazówki do czytania analitycznego


Książki praktyczne:


  • Skupiają się na rzeczach, które działają krótko- i długoterminowo.

  • Inspirują do działania i wykonywania konkretnych czynności.

  • Przekazują wiedzę, ale ich nacisk jest na praktycznych zastosowaniach do rozwiązywania problemów.

  • Wskazują, jak coś zrobić lub wykonywać określone czynności.


Rodzaje książek praktycznych:


  • Książki inżynieryjne.

  • Książki medyczne.

  • Książki kulinarne.

  • Książki o moralności, zasadach i etyce - uczą, jak żyć i postępować zgodnie z określonymi wartościami.

  • Książki o problemach politycznych - doradzają, co robić i jak reagować na konkretne kwestie.

  • Książki ekonomiczne (poza reporterską, matematyczną czy statystyczną analizą zachowań ekonomicznych) - pomagają w organizacji życia ekonomicznego, zarówno na poziomie indywidualnym, jak i społecznym, i wskazują, co robić i jakie koszty ponosić.


Książki praktyczne można podzielić na dwie kategorie:


  • Książki prezentujące konkretne zasady, na przykład książki kucharskie lub poradniki.

  • Książki, które przedstawiają ogólne reguły generujące zasady, na przykład książki ekonomiczne, polityczne lub o moralności.


Podczas czytania książki praktycznej warto zastanowić się nad kilkoma kwestiami:


  • Jaki jest cel autora?

  • Jakie środki proponuje, aby osiągnąć ten cel?

  • Książki praktyczne często zawierają elementy retoryki i propagandy, gdzie autor stara się przekonać czytelnika do swoich racji. Dlatego osobowość autora może mieć większe znaczenie w tego rodzaju książkach niż w książkach teoretycznych.


Jeśli po przeczytaniu książki praktycznej zgadzasz się z jej treścią, nie ma przeszkód, aby wdrożyć proponowane zasady w życie.


Książki teoretyczne:


  • Skupiają się na rzeczach, które trzeba zrozumieć..

  • Przekazują wiedzę.

  • Prezentują, że dana rzecz jest faktem..

  • Starają się odpowiedzieć na pytania, czy coś jest prawdą, słuszne lub zasadne.


Rodzaje książek teoretycznych:


  • Książki historyczne - opisują wydarzenia z przeszłości i skupiają się na narracji.

  • Książki naukowe - zajmują się abstrakcyjnymi teoriami i ogólnymi zasadami, niekoniecznie konkretnymi wydarzeniami z przeszłości.

  • Książki filozoficzne - starają się odkryć ogólne zasady i głębsze sensy.


Jak odróżnić filozofię od nauk ścisłych? Jeśli książka teoretyczna kładzie nacisk na zagadnienia wykraczające poza codzienne doświadczenia, opiera się na eksperymentach, obserwacjach i dowodach empirycznych, to zaliczamy ją do nauk ścisłych. Przykłady takich książek to “Optyka” Newtona, który opierał się na eksperymentach z pryzmatami, lustrami i światłem, lub “O powstaniu gatunków” Darwina, opisujący wieloletnie obserwacje w przyrodzie.

Książki filozoficzne nie odwołują się do faktów lub obserwacji, które leżą poza doświadczeniami zwykłego człowieka.


Odnajdywanie istotnych słów i zdań

Słowo, w jednym konkretnym znaczeniu, definiuje termin. Termin może być opisany przez wiele słów.


Na przykład, słowo X w znaczeniach a, b, c definiuje terminy Xa, Xb, Xc. Słowo Y w znaczeniu d (termin Yd) może równoważnie opisywać termin Xa, co oznacza, że Xa = Yd.


Zasady identyfikacji kluczowych słów:


  • Słowo staje się ważne, jeśli sprawia trudność w zrozumieniu.

  • Słowa ci “obce”.

  • Słowa zdefiniowane przez autora, zwane słownictwem branżowym (każda dziedzina nauki ma własne słownictwo), a filozofowie często używają unikalnego słownictwa.

  • Słowa podkreślone przez autora.

  • Słowa, wokół których autor toczy spór lub dyskusję z innymi.


Aby zrozumieć znaczenie nieznanego słowa, należy uwzględnić kontekst i skorzystać z definicji innych słów.


Podobnie jak w przypadku słów i terminów, zdania i tezy nie mają relacji 1:1. Oznacza to, że ta sama teza może być wyrażona różnymi słowami czy zdaniem.


Rozpoznawanie najważniejszych zdań:


  • Zdania trudne w interpretacji są ważne z perspektywy czytelnika.

  • Zdania wyrażające poglądy i opinie, na których opiera się argumentacja autora, są ważne z punktu widzenia samego autora.

  • Autor może celowo wyróżnić ważne zdania.

  • Kluczowe słowa wskazują często na ważne zdania.


Wskazówki do czytania non-fiction

Historia to opowieść o przeszłości, a historyk nie powinien zmyślać faktów. Jednak pamiętajmy, że każda historia jest zawsze przedstawiana z określonego punktu widzenia.


Kiedy czytasz “stare” książki naukowe, skup się na zrozumieniu historii i filozofii nauki (do zdobycia aktualnej wiedzy lepiej sięgnąć po teksty współczesne).


Przy czytaniu książek naukowych, zwłaszcza jako laik, twoim głównym celem powinno być zrozumienie problemu, a nie zdobywanie specjalistycznych umiejętności w danej dziedzinie. Dlatego warto sięgnąć po dobre książki popularnonaukowe:


  • Ograniczają ilość skomplikowanych opisów eksperymentów.

  • Unikają nadmiaru trudnej matematyki.


Wskazówki do czytania literatury pięknej

Nie oceniaj literatury pięknej, dopóki nie zrozumiesz w pełni, co autor pragnął, abyś doświadczył. Twoja krytyka tekstu będzie bardziej odzwierciedleniem twojej osobistej perspektywy, upodobań itp. niż obiektywną oceną.


Literatura piękna stara się przekazywać uczucia i/lub doświadczenia, a nie fakty czy wiedzę. Jej celem jest oddziaływanie na wyobraźnię czytelnika. Skupia się na tym, co nie zostało powiedziane wprost, a ukryte między wierszami, wykorzystując metafory itp. Odróżnia się tym od książek naukowych, które dążą do maksymalnej precyzji. W literaturze pięknej nie poszukujemy terminów, tez, czy argumentacji.


Z opowieści można również czerpać naukę, podobnie jak z własnych doświadczeń życiowych. Czytając opowieść, oczekujemy historii, która “mogłaby się wydarzyć” w świecie bohaterów i wydarzeń opisanych przez autora. Poprzez manipulację elementami autor opowiada historię, która musi musi wpasować się w schemat czasowy: początek, środek, koniec. Wszystkie elementy fikcji tworzą świat przedstawiony, w którym bohaterowie “żyją, poruszają się i mają swoje jestestwo”.


Autor opowiada historię, manipulując różnymi elementami, które muszą wpasować się w ustalony schemat czasowy: początek, rozwinięcie, zakończenie. Aby zrozumieć fabułę, musisz zidentyfikować jej punkt początkowy (niekoniecznie związany z początkiem książki), śledzić jej rozwój, poznać punkt kulminacyjny, zrozumieć, jakie działania do niego doprowadziły, i dowiedzieć się, co się dzieje po nim. Fabuła jest “duszą opowieści”.


Pełnego zrozumienia historii nie osiągniesz, jeśli nie zapoznasz się dokładnie z bohaterami. Dlatego podczas czytania opowieści musisz:


  • Wczuć się w świat przedstawiony.

  • Poznać go tak, jakbyś był obserwatorem wydarzeń.

  • Stać się członkiem tego świata, gotowym zaprzyjaźnić się lub zaznajomić się z bohaterami; uczestniczyć w wydarzeniach poprzez życzliwe zrozumienie, tak jakbyś przeżywał je razem z przyjacielem.


Jeśli to zrobisz, przestaniesz postrzegać bohaterów jako odizolowane figury na szachownicy, a zaczniesz dostrzegać powiązania, które nadają im życie i czynią ich z nich członków społeczeństwa.


Zasada czytania powieści - czytaj szybko i z całkowitą imersją.


Wskazówki do czytania dramatu

Tekst dramatu nie stanowi pełnego dzieła, gdyż dramat jest przeznaczony do bycia oglądanym na scenie. Dlatego, aby zrozumieć dramat, trzeba go “wyreżyserować” w umyśle.


W historii przedstawianej w tragedii greckiej zawsze brakuje czasu. Czytając, możemy rozważać inne rozwiązania problemów niż te, które proponują bohaterowie. Pytanie brzmi, czy sami wpadlibyśmy na nie, biorąc pod uwagę okoliczności, w jakich znaleźli się bohaterowie.


W teatrze greckim główni aktorzy nosili specjalne buty (koturny), co sprawiało, że byli wyżsi - warto pamiętać o tym podczas lektury.

@UncleFester jest to bardzo ważna umiejętność. Wielokrotnie korzystałem z czytania przeglądowego - szczególnie w pracy. Pozwala ono skatwlegoryzowac daną pozycję, sprawdzić czy jest ona dla nas odpowiednia i stanowi podwaliny pod czytanie analityczne.

@l__p 

Nidy nie stosowałem tej metody.

"Wyperswadowali" mi ją dawno temu, jeszcze w podstawówce, nazywając czytaniem po łebkach.

Zdecydowanie wolę dwie kolejne umiejętności.

Tekstem należy się delektować, nawet dokumentacją techniczną.

Nie na wyrost tag qualitycontent 😀 Ciekawy temat za sprawą zachęcającego opisu. Dodałem do ulubionych z nadzieją, że przeczytam notatki z głębokim zrozumieniem i dalej, że będę chciał czytać tę książkę w całości💪

Zaloguj się aby komentować

"Szanuj somsiada swego!" - o relacjach sąsiedzkich w starożytnej egipskiej osadzie oraz o tym, jak zdaniem starożytnych Egipcjan należało traktować sąsiadów, by przynosiło to pożytek całej społeczności.


Zakazy to starożytny egipski tekst dydaktyczny, którego (nieliczne) fragmenty przetrwały do czasów współczesnych zapisane na tak zwanych ostrakonach - czyli kawałkach wapiennych płytek. Zostały one odnalezione w pobliżu Deir el-Medina, staroegipskiej osady rzemieślników budujących i ozdabiających królewskie grobowce.


Tekst Zakazów spisano najprawdopodobniej za czasów panowania XIX dynastii faraonów, a więc mniej więcej w latach 1292 - 1186 p.n.e. Zawiera on, jakbyśmy to dziś powiedzieli, porady życiowe, z których każda zaczyna się od sformułowania Nie powinieneś... Trzy spośród tych, które zachowały się w największych fragmentach, dotyczą relacji sąsiedzkich:


Nie powinieneś ignorować swoich sąsiadów (w) dniach, kiedy są w potrzebie - oni otoczą cię, (gdy nadejdzie twoja kolej).

Nie powinieneś świętować swojego święta bez swoich sąsiadów - oni otoczą cię, pogrążeni w żałobie, w dniu pogrzebu.

Nie powinieneś być zapiekły w konflikcie ze swoimi sąsiadami (...)


Parę innych zachowanych porad dotyczy już nie tylko sąsiadów, ale relacji międzyludzkich w sensie ogólnym:


Nie powinieneś chwalić się bogactwem, które nie jest twoje; następnym razem [przyniesie to] kradzież i wykraczanie poza polecenia.

Nie powinieneś chwalić się ziarnem w czasie orki; [ile go masz,] to się dopiero okaże na klepisku.

Nie powinieneś okradać drugiego (...)

Nie powinieneś przysparzać nieszczęść (...)


Zakazy podkreślają przede wszystkim znaczenie zasady wzajemności w relacjach międzyludzkich - bądź życzliwy dla swego sąsiada i wspieraj go w kłopotach, a on odwzajemni ci się tym samym i nie opuści cię w potrzebie.


Z zachowanych źródeł wynika, że w społeczności Deir el-Medina pielęgnowanie dobrych relacji sąsiedzkich było bardzo istotne dla mieszkańców. Znalezione na terenie osady ostrakony z rachunkami poświadczają m. in., że w przypadku pożyczki strony transakcji mogły odroczyć jej spłatę, powołując się właśnie na sąsiedzką życzliwość. Zachowały się również notatki dotyczące podarunków wymienianych między sąsiadami - służyły one przede wszystkim wzmacnianiu lokalnych więzi, ponieważ podobnie jak w przypadku sąsiedzkich przysług, obdarowujący miał prawo oczekiwać w przyszłości rewanżu.


Podsumowując: jak ty somsiadowi, tak somsiad tobie


Ilustracje: 1) Zapisany z obu stron ostrakon - fragment z poradami dotyczącymi relacji z sąsiadami, Muzeum Archeologii Egipskiej im. Petriego w Londynie 2) Transkrypcja fragmentów o relacjach sąsiedzkich na hieroglify (za: F. Hagen, The Prohibitions: A New Kingdom Didactic Text, 2005).


Poprzedni wpis w klimatach staroegipskich: o pierwszym strajku robotników .


#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #starozytnosc #starozytnyegipt #sasiedzi #relacje #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent

087026e7-f953-494c-b637-973f0bc36264
7677d377-4d42-4085-b707-bf234cb5ecef

Zaloguj się aby komentować

"Skończyło się areczkowanie! " - druga część opowieści o starożytnym egipskim proteście budowniczych grobowców i innych rzemieślników z Deir el-Medina, a także o tym, jak zareagowały na niego władze.


Dla przypomnienia (część 1.), Deir el-Medina była to miejscowość na obszarze Teb Zachodnich zamieszkana przez ludzi od pokoleń zajmujących się budowaniem i ozdabianiem grobowców faraonów, członków rodzin królewskich oraz innych zamożnych osób. W 29. roku panowania Ramzesa III, w wyniku ogólnego kryzysu gospodarczego , mieszkający tam pracownicy przestali otrzymywać wynagrodzenie (wypłacane głównie w żywności) na czas. W związku z tym rozpoczęli pierwszy odnotowany w historii strajk: zamiast udać się do pracy, opuścili swoją osadę i zaczęli okupować świątynie poświęcone pamięci zmarłych władców oraz ogólnie teren nekropolii tebańskiej, domagając się - od żyjących, rzecz jasna - wypłacenia zaległych należności.


Ktoś mógłby zapytać - nie mogli sobie wybrać lepszego miejsca na protest? Kogo niby miałby obejść strajk na cmentarzu?


A jednak, biorąc pod uwagę ówczesne realia, miało to sens. W poprzednich wpisach napomknęłam trochę o tym, że w wierzeniach staroegipskich dobrobyt i pośmiertne szczęście zmarłych zależało w dużej mierze od żyjących - między innymi od tego, czy zmarłemu regularnie składano ofiary z pożywienia i napojów A to "regularnie" nie oznaczało raz do roku. W przypadku najbogatszych osób, zwłaszcza z rodów królewskich, zwyczajowo składano ofiary zmarłym nawet kilka razy w miesiącu, plus w wybrane dni świąteczne - czym często zajmowali się wynajmowani do tego zadania kapłani. Egipcjanie traktowali kult zmarłych na tyle poważnie, że najbogatsi zawierali umowy ze świątyniami i wykupowali swego rodzaju abonamenty na ofiary dla kolejnych pokoleń zmarłych krewnych.


I nagle mamy sytuację, gdzie wkurzeni robotnicy razem z rodzinami zajmują teren nekropolii - utrudniając lub wręcz uniemożliwiając tam wstęp, nie mówiąc już o przeprowadzaniu rytuałów i składaniu ofiar. Niesłychany afront dla kapłanów i możnych, a także dla zmarłych, a nawet dla samych bogów.


Jednak z punktu widzenia robotników z Deir el-Medina, to nie oni byli tu burzycielami porządku. Z ich perspektywy, porządek został naruszony w momencie, kiedy odmówiono im zapłaty za wykonywaną pracę. Skoro ani ich zwierzchnicy, ani sam faraon nie zadbali o to, żeby coś z tym zrobić - wzięli sprawy w swoje ręce... i w pewnym sensie, wzięli też zmarłych jako zakładników.


Protest mniej pokojowy

W trzecim miesiącu peretu (pora zimowa) protest przestał być już taki zupełnie pokojowy. Kiedy protestujący robotnicy ponownie zajęli jeden z grobowców, wysłano do nich strażników, żeby odprowadzili ich z powrotem do osady - jednak...


Załoga minęła posterunki wartowników (na terenie nekropolii), usadowili się w grobowcu. Trzej dowódcy straży poszli po nich, by ich wyprowadzić. A robotnik Mose, syn Anakhtego, rzekł: "Jak trwa Amun i jak trwa władca, którego gniew jest większy niż śmierć: jeśli mam dziś zostać stąd wyprowadzony, to położę się spać dopiero po tym, jak przygotuję się do obrabowania tego grobowca. Jeżeli tego nie dotrzymam (przysięgi), to za tę przysięgę, którą złożyłem na imię faraona, mnie ukarzą."


Sytuacja zaczynała się robić nieprzyjemna. W odpowiedzi na wysłanie straży robotnicy zagrozili, że jeśli strażnicy spróbują wyprowadzić ich siłą, to zaczną rabować lub - jak wspomina jeden z autorów - być może nawet niszczyć grobowce. Wytworzył się impas, bo nikt nie zamierzał ryzykować czegoś podobnego Strajk trwał dalej, a działania straży ograniczały się do upomnień słownych (...wydali wielki krzyk przeciwko nim przy bramie osady) oraz do przekazywania przełożonym, jak wygląda sytuacja.


Wiadomość od wezyra

W czwartym miesiącu peretu nadarzyła się okazja do przedstawienia żądań komuś wyżej postawionemu - w związku z przygotowaniami do obchodów trzydziestolecia panowania faraona, okolicę miał odwiedzić wezyr. Protestujący mieli nadzieję, że dostojnik odwiedzi ich osobiście, ale jak to bywa w takich wypadkach, wezyr (swoją drogą, miał trochę zabawne imię: To) uznał, że lepiej będzie załatwić sprawę na odległość i wysłać strajkującym robotnikom wiadomość przez posłańca:


Wezyr To udał się na północ po tym, jak przybył, aby zabrać (posągi) południowych bogów na święto Sed (jubileusz panowania faraona). Dowódca straży Nebsemen, syn Pahnesiego, przyszedł i powiedział trzem dowódcom i załodze (protestujących robotników), gdy stali przed bramą Grobu: „Tak mówi wezyr: Czy bez żadnego powodu nie przyszedłem do was? Nie - nie przyszedłem do was dlatego, że nie miałem wam nic do przyniesienia! Co do waszych słów: „Nie zabierajcie nam racji (żywnościowych)!”, czyż jestem wezyrem, którego naznaczono (ostatnio) po to, by odbierać wam cokolwiek? Nie mogę dać wam tego, co winna jest wam dać osoba zajmująca moje stanowisko - tak się składa, że w spichlerzach nic nie ma - ale dam wam to, co udało mi się znaleźć”.


W skrócie: "nie spotkam się z wami, nie mogę spełnić waszych żądań, spichlerz jest pusty - przykra sprawa, ale nie do mnie z pretensjami." Jednak mimo to wezyr nie zostawił protestujących tak zupełnie z niczym, bo załatwił skądś trochę zapasów, żeby załagodzić sytuację. Zarządzono natychmiastowe rozdanie żywności robotnikom w ilości odpowiadającej połowie należnego ludziom wynagrodzenia


Od protestu do protestu

W kolejnych miesiącach powtarzały się sytuacje z częściowymi wypłatami przeplatanymi dalszymi protestami, kiedy cierpliwość ludzi znowu zaczynała się wyczerpywać. Widać było, że władze w ogóle nie były przygotowane na tego rodzaju problemy i nie miały pomysłu na żadne długofalowe rozwiązanie. Zamiast tego doraźnie łagodzono nastroje pracowników, tworząc cykl: przeciąganie terminu wypłaty - protest - wypłata części wynagrodzenia organizowana na bieżąco - tymczasowy spokój:


Rok 29. (panowania Ramzesa III), pierwszy miesiąc szemu (pora żniw / lato), dzień 13. Załoga minęła posterunki (wartowników), mówiąc: „Jesteśmy głodni”. Usiedli na tyłach świątyni Baenre-meriamuna (faraona Merneptaha). Krzyczeli do burmistrza Teb, gdy przechodził, a on wysłał do nich ogrodnika Meniufera, głównego nadzorcę bydła, aby im powiedział: "Patrzcie, dam wam tych 50 worków emmeru (pszenicy) na prowiant, dopóki faraon nie da wam (należnych wam) racji".


Mniej więcej na tym kończy się relacja odnotowana na papirusie, jednak z innych źródeł wiadomo, że protesty robotników powtarzały się także później, za panowania kolejnych faraonów. Można sobie wyobrazić, jak kiepska musiała być sytuacja gorzej sytuowanych mieszkańców - skoro wykwalifikowani rzemieślnicy, którym powierzano budowę królewskich grobowców, mieli tak duże problemy z otrzymaniem zapłaty za swoją pracę, że aż musieli się o nią upominać


Tak czy inaczej, protest z Deir el-Medina przeszedł do historii jako pierwszy strajk robotników, na dodatek - jak wynika ze źródeł - jako strajk bezkrwawy i częściowo skuteczny. Przy okazji można by rzec, że był to protest wyjątkowy, w którym interesy umarłych i kult zmarłych przodków wpleciono w walkę o interesy żyjących.


Ilustracja: położenie Deir el-Medina i świątyń / grobowców, na terenie których odbywały się protesty.


#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #starozytnosc #starozytnyegipt #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #praca #kryzys #protesty

811c7d5e-4422-4998-89ad-a6a8584a886b

Zaloguj się aby komentować

"Skończyło się areczkowanie! Jesteśmy głodni! " - o staroegipskim proteście robotników sprzed przeszło trzech tysięcy lat i o tym, co do niego doprowadziło.


Papirus nr 1880 przechowywany w Muzeum Egipskim w Turynie zawiera relację z pierwszego odnotowanego w źródłach pisanych, jakbyśmy to dzisiaj powiedzieli, strajku robotniczego. Wydarzenia z nim związane miały miejsce w 29. roku panowania faraona Ramzesa III w Deir el-Medina - być może pamiętacie z poprzednich wpisów, że była to osada wysoko wykwalifikowanych rzemieślników zajmujących się budową i ozdabianiem królewskich grobowców.


Zgodnie z relacją, problemy zaczęły się - jak można się spodziewać - po tym, jak pracownicy z Deir el-Medina przestali otrzymywać należną im wypłatę w terminie


Skąd takie opóźnienia? Podstawową przyczyną była polityka faraona Ramzesa III, który za wszelką cenę starał się dorównać Ramzesowi II w przedsięwzięciach budowlanych oraz akcjach militarnych. Skutek tego był taki, że w pewnym momencie gospodarka kraju przestała nadążać za ambicjami władcy. Stopniowo pogłębiały się problemy ekonomiczne, a jednym z ich symptomów były coraz większe opóźnienia w dostawach zboża - podstawowego towaru, w którym m. in. wypłacano wynagrodzenia. Skarbiec państwa był mocno nadwerężony i jakby tego było mało, zanosiło się na to, że niebawem opustoszeje jeszcze bardziej - zbliżał się akurat jubileusz trzydziestolecia panowania faraona, na który nie szczędzono wydatków.


Podsumowując - wszystko to złożyło się na to, że obok Ramzesa w kraju zaczął panować Kryzys , który w końcu odczuli także pracownicy z Deir el-Medina.


Doszło do tego, że wypłata zaległego wynagrodzenia zaczęła się przeciągać tygodniami - a ponieważ podstawową formą wynagrodzenia w starożytnym Egipcie była żywność, można sobie wyobrazić, z jakimi problemami się to wiązało. Pracownicy zaczęli się skarżyć. Pierwszą, pokojową formą protestu było opuszczenie osady i okupowanie terenu nekropolii:


Rok 29, drugi miesiąc peretu (pora roku, w której ustępują wody Nilu), dzień 10. Tego dnia załoga (pracowników) minęła pięć posterunków wartowniczych na terenie nekropolii, mówiąc: „Jesteśmy głodni! Bo minęło już osiemnaście dni tego miesiąca” (odkąd mieli otrzymać zapłatę). I usiedli na tyłach świątyni Mencheperre (Totmesa III). Wtedy podszedł do nich skryba od zamkniętego Grobowca, a także dwóch brygadzistów, (dwóch) nadzorców i dwóch strażników, i krzyczeli do nich: „Wracajcie zatem (do pracy)”. Zarzekali się wielce (mówiąc): „Prosimy, pójdźcie, stoi za nami słowo faraona". Dzień spędzili w tym miejscu, a noc spędzili na terenie nekropolii.


Dwa dni później pracownicy ponownie opuścili swoje domy i udali się do świątyni Ramzesa II, spędzając noc przy jej wejściu. Duża część papirusu jest uszkodzona, ale zachowały się oświadczenia załogi i urzędników:


Powiedzieli im, że zwrócili się do nich z głodu i pragnienia, bo nie otrzymali ani odzieży, ani oliwy, ani ryb, ani jarzyn. Dlatego oni (urzędnicy) powinni napisać do faraona, swojego dobrego pana, i do wezyra, swojego zwierzchnika, aby zapewnić im środki do życia. Jeszcze tego samego dnia wydano im racje żywnościowe na pierwszy miesiąc peretu.


Niby fajnie Ale było to tylko rozwiązanie doraźne, które nie uwzględniało przyczyny problemu tkwiącej głębiej w systemie - w kolejnym miesiącu wypłaty znowu nie było. Zatrzymano wówczas dwóch robotników opuszczających osadę, by protestować (ich imiona to Kenena i Haj), jednak obaj odmówili powrotu, oświadczając:


Nie wrócimy, powiedz to swoim przełożonym! Naprawdę, nie dlatego, że byliśmy głodni, przeszliśmy (za mury). Mamy ważne oświadczenie do przekazania. Zaprawdę, zło dzieje się w tym miejscu (rządzonym przez) faraona!


Jak widać, na tym etapie nie chodziło już tylko o głód, ale także o zasady. Faraon miał obowiązek dbać o swoich poddanych - zobowiązywały go do tego prawa boskie i ludzkie. Kiedy przestał się z tego obowiązku wywiązywać, pracownicy z Deir el-Medina uznali, że trzeba coś z tym zrobić.


Jak dalej potoczyły się losy protestu? O tym w kolejnym wpisie


Ilustracja: Papirus nr 1880.


Poprzedni wpis w staroegipskich klimatach: starożytny sennik egipski.


#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #starozytnosc #starozytnyegipt #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #praca #kryzys #protesty

bbdecee5-3217-438b-8237-0431012c4062

Zaloguj się aby komentować

"Gdy mężczyźnie przyśni się członek..." - fragmenty starożytnego egipskiego sennika, a także garść informacji o snach i ich interpretacji w starożytnym Egipcie


W kolekcji British Museum znajduje się staroegipski papirus oznaczony jako Chester Beatty 3, znany też po prostu jako Sennik (The Dream Book). Pochodzi sprzed przeszło trzech tysięcy lat i pierwotnie znajdował się w zbiorach głównego skryby Deir el-Medina - którego być może pamiętacie z poprzednich wpisów (to ten, co nie zapraszał Prehotepa-Preareczka na piwo).


Sennik zawiera spis ponad stu snów i ich interpretacji, odnoszących się do prawie osiemdziesięciu różnych czynności, doświadczeń lub emocji. Każdy opis snu zaczyna się od "gdy mężczyzna widzi samego siebie we śnie..." - pomyślne omeny zapisano kolorem czarnym , a niepomyślne kolorem czerwonym .


Z tekstu Sennika wynika, że starożytni Egipcjanie zwracali uwagę przede wszystkim na to, co widzi się we śnie - widzenie czegoś (osoby, przedmiotu, czynności) było najczęstszym wątkiem przewijającym się w opisach snów. Na drugim miejscu znajdował się wątek spożywania lub picia czegoś we śnie, z kolei wątkami wymienianymi w Senniku najrzadziej było otrzymywanie czegoś i spółkowanie.


Przykładowe pomyślne sny: kiedy mężczyzna widzi samego siebie we śnie...


...martwego - dobrze. To znaczy, że będzie żył długo.

...grzebiącego umarłego starca - dobrze. To znaczy, że będzie żył w dobrobycie.

...zanurzającego się w zimnej wodzie - dobrze. To znaczy, że zostanie oczyszczony z wszelkiego zła.

...prowadzącego bydło - dobrze. To znaczy, że będzie przewodził duchowo lokalnej społeczności.

...zbierającego daktyle - dobrze. To znaczy, że bogowie obdarzą go pożywieniem.

...jedzącego mięso krokodyla - dobrze. To znaczy, że obejmie lokalny urząd.

...patrzącego na węża - dobrze. To znaczy, że nierozwiązany spór zostanie rozstrzygnięty.


Przykładowe niepomyślne sny: kiedy mężczyzna widzi samego siebie we śnie...


...w lustrze - źle. To znaczy, że weźmie nową żonę.

...pijącego piwo - źle. To znaczy, że będzie cierpieć.

...obutego w białe sandały - źle. To znaczy, że czeka go tułaczka po świecie.

...przyciskającego czyjąś twarz do ziemi - źle. To znaczy, że umarły czegoś od niego żąda.

...spółkującego z kobietą - źle. To znaczy, że czeka go żałoba.

...spółkującego z żoną przy dziennym świetle - źle. To znaczy, że jego bóg odkryje jego występki.

...odsłaniającego swoją tylną część ciała - źle. To znaczy, że popadnie w biedę.

...w swoim łożu, które zajmuje się ogniem - źle. To znaczy, że oddali od siebie żonę.

...patrzącego na swojego członka we wzwodzie - źle. To znaczy, że jego wrogowie odniosą zwycięstwo.


Sny - starożytny katalog potrzeb i pragnień


Sennik pozwala nam dowiedzieć się, co było ważne dla starożytnych Egipcjan w życiu codziennym - czego pragnęli, a czego się obawiali. Ponad jedna trzecia interpretacji snów dotyczy zysków (np. otrzymanie spadku, objęcie urzędu) lub strat (np. kradzież lub obciążenie podatkami). Jedna czwarta interpretacji dotyczy jedzenia i zdrowia (np. głodu, obżarstwa lub wyleczenia z choroby). Około piętnaście procent snów to zapowiedzi tego, że postępowanie śniącego zostanie ocenione przez bogów (np. otrzyma przebaczenie lub zostanie ukarany za występek) - mniej więcej tyle samo snów to zapowiedzi doświadczeń takich, jak gniew, podstęp, plotki czy szeroko rozumiane przyjemności. Około dziesięć procent interpretacji snów dotyczy zmiany pozycji społecznej lub postrzegania śniącego w lokalnej społeczności (np. otrzymania władzy, objęcia urzędu, bycia wysłuchanym).


Zaklęcie przeciwko złym omenom


Jeśli sen zapowiada jakąś katastrofę, Sennik podaje, jak temu zaradzić. Zaraz po przebudzeniu śniący powinien zjeść świeży chleb i zielone zioła moczone w piwie, a następnie wypowiedzieć zaklęcie:


Przyjdź do mnie, przyjdź do mnie, matko Izydo;

Spójrz, widzę to, co jest daleko od mojego miasta.


Zaklęcie to ma prostą konstrukcję: śniący najpierw przywołuje do siebie Izydę, staroegipską boginię-matkę - trochę jak dziecko, któremu przyśnił się zły sen - i oświadcza jej, że to, co widział we śnie, dotyczy jakiegoś nieokreślonego, odległego miejsca. Tym samym magicznie "oddala" niebezpieczeństwo od siebie i swojego domu.


Trudno powiedzieć, na ile to działało, ale na pewno poprawiało samopoczucie po niepokojącym śnie


Ilustracja: papirus Chester Beatty 3.


Poprzednie wpisy w staroegipskich klimatach:

Szepsi pisze do zmarłej matki

Oprawca dręczony przez koszmary

Czy dobrze było być skrybą?

Prehotep pisze do szefa

Powody urlopów na żądanie


#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #starozytnosc #starozytnyegipt #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #sny #magia

cb703361-5f5c-460a-954d-82adafe09ef5

prowadzącego bydło - dobrze. To znaczy, że będzie przewodził duchowo lokalnej społeczności.

Niby kilka tysięcy lat, a ludzie się nie zmieniają xD

Zaloguj się aby komentować

"Czy pamiętasz, jak przyniosłem ci kiedyś przepiórki...?" - staroegipska wiadomość do zmarłej matki, w której autor skarży się na gnuśnego brata i gorzko narzeka na spotykającą go niesprawiedliwość.


O starożytnym egipskim zwyczaju pisania listów do zmarłych wspominałam w poprzednim wpisie. Dwie z takich wiadomości zachowały się na ściankach ceramicznej misy z okolic trzeciego tysiąclecia p.n.e., która pierwotnie znajdowała się w rodzinnym grobowcu człowieka o imieniu Szepsi. Wiadomości te były skierowane do zmarłych rodziców Szepsiego - na zewnętrznej powierzchni misy zapisano list do matki, a na wewnętrznej list do ojca.


Teksty te sprawiały trochę problemów tłumaczom, ale wydaje się, że ich ogólny sens jest następujący: Szepsi ma problem z człowiekiem o imieniu Henu, który działa przeciwko niemu, próbuje przejąć jego majątek i najwyraźniej jest na dobrej drodze, by osiągnąć swój cel. Szepsiemu trudno się z tym pogodzić. Twierdzi, że dzieje mu się krzywda i niesprawiedliwość, a przy okazji nie czuje się wspierany - co ciekawe, nie oczekuje jednak wsparcia od żywych, ale od umarłych, a przede wszystkim od swojego zmarłego brata o imieniu Sobekhotep.


Szepsi skarży się zmarłym rodzicom na Sobekhotepa, który po śmierci ma u niego dług wdzięczności, ale najwyraźniej nie robi nic, żeby go spłacić - a może nawet działa na jego szkodę. Prosi matkę i ojca o interwencję, o wpłynięcie na brata, a przede wszystkim o przeciwstawienie się niesprawiedliwości, jaka go spotyka.


Oto jego list do matki:


To jest Szepsi, który zwraca się do swojej matki Ije. Oto przypomnienie tego, co kiedyś rzekłaś mnie, twojemu synowi: "przynieś mi przepiórki i przeznacz je dla mnie, abym mogła je zjeść," i twój syn przyniósł ci siedem przepiórek i przeznaczył je dla ciebie, a ty je zjadłaś. Mam-że zostać skrzywdzony w twojej obecności, skoro twe dzieci ślepe są na cierpienie moje, twojego syna? Kto wówczas poleje dla ciebie wodę? Obyś osądziła mnie wspólnie z Sobekhotepem. Przywiozłem go z innego miasta i umieściłem go (w grobie) w jego mieście, pomiędzy jego męskimi i żeńskimi zmarłymi krewnymi, i dałem mu okrycie grobowe z tkaniny. Dlaczego więc działa on przeciwko mnie, twemu synowi, mimo że nie rzekłem ani nie uczyniłem niczego bardzo złego? Czynienie zła bolesnym jest dla bogów!


Nie wiemy, jak potoczyły się losy Szepsiego i czy Henu przejął ostatecznie jego majątek. Listy Szepsiego pokazują jednak, że w wierzeniach staroegipskich obowiązek wspierania rodziny nie wygasał nawet po śmierci Jeśli żywy zachowywał się godnie względem zmarłych i wyświadczał im przysługi - czy to za życia ("Mamo, pamiętasz, przyniosłem ci siedem przepiórek"), czy to po śmierci ("Zadbałem, żeby brat został pochowany w rodzinnych stronach") - miał prawo oczekiwać od nich wsparcia w kłopotach. I miał też prawo czuć się pokrzywdzony, jeśli gnuśni zmarli zaniedbywali swoje obowiązki.


Ilustracja: list na zewnętrznej powierzchni misy i jego transkrypcja.


#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #starozytnosc #starozytnyegipt #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #rodzina #smierc

6f310c69-7c06-4ca5-b2d6-16e35b0e396d

Chyba najbardziej starożytny Egipt fascynował mnie zawsze za to przenikanie się świata żywych i umarłych w codziennym życiu. Kiedy ktoś z przekonaniem pisał takie listy do zmarłej rodziny, to chyba sam stawał się poniekąd bohaterem świata fantasy, gdzie magia nikogo nie dziwi. A może to błędne przekonanie i o dzisiejszych czasach też będzie można wyciągnąć błędne wnioski analizując chociażby tradycje dnia wszystkich świętych.

@nyszom Wydaje mi się, że podobne przenikanie się światów można zaobserwować jeszcze u przedstawicieli starszych pokoleń. Np. moja babcia, porządkując grób swoich rodziców, a potem grób dziadka, nieraz zwracała się do zmarłych bezpośrednio - opowiadała im, co się dzieje w domu, a czasem prosiła, żeby "dopomogli", jeśli akurat były jakieś problemy. Zwykle na krótko przed odejściem od grobu, to była taka ni to rozmowa, ni to modlitwa. Jeśli coś niespodziewanie poszło dobrze krótko po wizycie na grobach, babci zdarzało się powiedzieć "no, to chyba dziadek załatwił, że tak się udało".

Zaloguj się aby komentować

"Niech on przestanie na mnie patrzeć! " - historia nocnego koszmaru, przemocy i wyrzutów sumienia sprzed czterech tysięcy lat, która przetrwała w staroegipskim liście do umarłego.


Jedną z ciekawszych praktyk w starożytnym Egipcie było pisanie listów do zmarłych Spisywano je na różnych materiałach: kawałkach papirusu, skrawkach lnu, ceramice, figurkach, a w jednym przypadku nawet na kamiennej steli, a następnie umieszczano je w grobowcach. Miały one bardzo osobisty charakter - zawierały głównie prośby i życzenia żyjących kierowane do zmarłych krewnych.


Do czasów współczesnych zachowało się żałośnie mało tego rodzaju wiadomości - zaledwie osiemnaście - jednak jedna z nich, list niejakiego Heniego datowany na ok. 2160 - 2025 p.n.e., jest wyjątkowo interesująca. Heni był kapłanem i synem Meru, wysoko urodzonego "nadzorcy kapłanów" pochowanego po śmierci w grobowcu w Nag ed-Deir.


Z listu wynika, że Heni znęcał się nad służącym swojej rodziny o imieniu Seni - czy trwało to przez dłuższy czas, czy było to wydarzenie jednorazowe, nie wiadomo. W każdym razie Heni "zadał mu rany", a ponadto nie był jedynym, który to zrobił. Seni ostatecznie zmarł


Heni był później dręczony przez koszmar, zapewne z rodzaju tych powtarzających się, w którym widział zmarłego sługę. Seni ukazał mu się we śnie i patrzył na niego Było to najwyraźniej doświadczenie na tyle przerażające, że Heni postanowił napisać list do swojego zmarłego ojca Meru z prośbą o interwencję. W liście tym zarzeka się, że nie ponosi odpowiedzialności za to, co stało się z Senim - bo nie był ani pierwszym, ani ostatnim, który "zadał mu rany" - i prosi ojca, by Seni został wzięty "pod straż", by już nie opuszczał krainy umarłych i by już nigdy nie patrzył na niego we śnie.


Oto tłumaczenie listu:


Zważ na tego, który cię zaopatruje i miej wzgląd na rzeczy, które czyni twój sługa Seni: [to jest na] sprawienie, że ja, twój sługa [Heni], widziałem go we śnie w Jedynym Mieście razem z tobą. Zaprawdę, to jego własna postać wypędza go. Zaprawdę, to, co stało się przeciwko niemu, nie stało się z ręki mojej, twojego sługi. [Ani] nie był to koniec wszystkiego, co miało się wydarzyć. Zaprawdę, to nie ja pierwszy zadałem mu rany. Inni uczynili to zanim ja, twój sługa, [zrobiłem to]. Proszę, niech jego pan będzie opiekuńczy i nie pozwoli mu wyrządzić mi krzywdy. Niech będzie pod strażą, aby już na zawsze przestał patrzeć na mnie, twojego sługę.


Czy napisanie listu poskutkowało? Czy jednak zjawa zmarłego sługi nadal dręczyła kapłana? Nie wiadomo. W każdym razie trudno oprzeć się wrażeniu, że za koszmarem Heniego stały przede wszystkim wyrzuty sumienia, a pod postacią Seniego prześladowało go wspomnienie jego własnego okrucieństwa.


Ilustracja: Papirus z listem Heniego.


#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #starozytnosc #starozytnyegipt #sen #przemoc #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent

5959c6dd-b5df-4fa6-9aad-a54f73025d24

@nyszom Ech, wrzuciłam tylko kilka, żeby tekst wydawał się przystępny Sporo osób na widok kilku akapitów tekstu szuka słów kluczowych albo emotikon, żeby się zorientować, o co w tym mniej więcej biega i czy warto czytać całość - pomyślałam, że będzie to jakieś ułatwienie.

@Apaturia Siedzisz jakoś zawodowo w temacie, czy to bardziej fajne zainteresowanie/hobby? Ogólnie fajnie się to czyta. Trochę jak taki porządny fragment książki, która nie zawiera żadnych zbędnych zapełniaczy (A takie są rzadkie).

@DziwnaSowa Z wykształcenia jestem archeologiem, ale aktualnie częściej piszę i tworzę rękodzieło niż kopię. Miło mi, że wpis się spodobał

Zaloguj się aby komentować

Też nazywam to piwerko "piwo z Papieżem". Bardzo dobre, można je czasem spotkać w polskich sklepach. Ostatni raz widziałem je w sieci Topaz.

6153ff01-2b91-4353-9e5d-9577d68aac33

Zaloguj się aby komentować

Cześć! Ja jestem Kvoka i przybyłam tutaj (jak pewnie większość z Was) z Mirko. Prowadzę tam swoje hasztagi #polskiepato i #rejestrzboczenców. Pomyślałam, że może i tutaj chcielibyście poczytać troszkę o patologii? #kryminalne Poniżej publikuję jeden z moich ostatnich tekstów, zapraszam do lektury. Więcej znajdziecie na polskiepato.pl . Jeżeli chcecie, to postaram się regularnie publikować swoje artkuły na Hejto ( ͡~ ͜ʖ ͡°)


• • •


Od 1 stycznia 2018 r. działa w Polsce publiczny Rejestr Sprawców Przestępstw na Tle Seksualnym. Znajdują się tam wizerunki gwałcicieli i pedofilów wraz z ich podstawowymi danymi, aktualnym miejscem pobytu i paragrafami, za które zostali skazani. Pod tagiem #rejestrzboczencow przedstawiam Wam sylwetki niektórych z nich, wraz z opisem zbrodni, linkami do artykułów na ich temat i wszelkimi ciekawostkami, które uda mi się wyszukać.


W 2015 roku 35-letnia wówczas Kamila była matką czwórki dzieci. Pierwszą córkę urodziła w wieku 18 lat, jednak związek z tatą swojej pierworodnej latorośli nie przetrwał. Kobieta ze Świeradowa-Zdroju przeniosła się do Opola. Tam na świat przyszła jej druga córka, której ojca Kamila poślubiła i przyjęła nazwisko. Chrzestnym dziewczynki został jej przyrodni brat – syn jej taty z poprzedniego związku. Kilka lat później Kamila urodziła synka, który także otrzymał nazwisko Z. Około rok później na świat przyszedł następny chłopiec, którego tatą był już inny mężczyzna.


W domu Kamili Z. bywały awantury i lał się alkohol. Po jednej z kłótni wezwana została policja, a dzieci odebrane spod pieczy nietrzeźwych opiekunów. Zrozpaczonej matce udało się odzyskać potomstwo, ale doświadczenie domu dziecka na zawsze zostało w ich świadomości. Starsze, bardziej świadome sytuacji córki były gotowe ukryć każde niedociągnięcie swojej matki, byle znów nie zostać rozdzielone.


W marcu 2015 roku Kamila była w związku z o dziesięć lat starszym od siebie Romanem Sz. Tego dnia pomiędzy konkubentami doszło do głośnej kłótni. Nie dziwiło to sąsiadów, którzy nie raz słyszeli krzyki pary. Tym razem pijany 45-latek miał przyznać się do niewierności, której miał dopuścić się podczas swojego wyjazdu na delegacje. Szalejąca z zazdrości i równie nietrzeźwa Kamila uznała, że skoro ma potrzebę „stołowania się” poza domem, to ona zapewni mu wszystko na miejscu. Do sypialni przyprowadziła swoje córki – 17-letnią wówczas Natalię* i o pięć lat młodszą Klaudię*. Kazała im zdjąć ubrania, by ich ojczym mógł wyżyć się seksualnie. Gdy starsza z dziewcząt zaprotestowała, matka wymierzyła jej policzek. „Używając przemocy w postaci rozbierania oraz bicia po ciele i uderzania w twarz (…) doprowadziła (…) [swoje córki] do poddania się innym czynnościom seksualnym przez jej konkubenta Romana Sz., w ten sposób, że dotykał je i lizał po ciele oraz w miejscach intymnych” – czytamy w akcie oskarżenia sporządzonym przez Prokuraturę Rejonową w Opolu. Kamila Z. trzymała 12-latce i jej siostrze nadgarstki, żeby nie wyrywały się, gdy ojczym ich „używał”. Z czasem poluzowała uścisk i pozwoliła zapłakanym córkom wrócić do swoich łózek.


„Roman powiedział, że ma na mnie i na Klaudię ochotę” – zwierzyła się następnego dnia Natalia swojej przyjaciółce przez WhatsApp’a. „Mama nas zawołała do ich pokoju i kazała nam się rozebrać. Jak nie chciałyśmy to nas sama rozebrała. Kazała nam się nam położyć na łóżku i Roman nam lizał, no wiesz co… A jak nie chciałam i płakałam, to mama mnie biła i uderzyła w twarz i krew mi z nosa leciała” – pisała, dodając po chwili: „Nie powiem tego nikomu. Jak to komuś zgłoszę, to nas do domu dziecka zabiorą”. Koleżanka nastolatki nie potrafiła jednak zachować koszmarnego sekretu dla siebie i powtórzyła wszystko swojej matce. Kobieta zgłosiła zdarzenie do szkoły 17-latki, skąd złożono na policji zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa.


Podczas przesłuchania Natalia uznała, że całą historię wymyśliła. Zarzekała się, że to dlatego, że pokłóciła się z matką, która ze względu na złe wyniki w nauce miała nie pozwolić jej pójść na dyskotekę. Wersję tę potwierdziła jej młodsza siostra oraz sami podejrzani. W październiku prokurator prowadząca umorzyła postępowanie przygotowawcze. W związku z zażaleniem złożonym przez ustanowionej dla dziewcząt kurator w grudniu tego samego roku śledztwo ruszyło ponownie. Kurator nalegała na wznowienie postępowania ze względu na zeznania pracowników szkoły i koleżanek Natalii, którym się zwierzała. Materiał dowodowy wyraźnie wskazywał, że mimo negowania faktów przez pokrzywdzone do przestępstwa niewątpliwie doszło.


Istotnym dowodem w sprawie były opinie psychologiczne sióstr oraz przyjaciółki starszej z nich. Biegły wskazał, że zeznania Natalii i Klaudii nie spełniają kryteriów wiarygodności, co wyczerpująco i przekonywająco uzasadnił. Z kolei prawdziwość relacji występującej w procesie w roli świadka najbliższej koleżanki pokrzywdzonej nie budziły wątpliwości specjalisty. Nastolatka podała wiele szczegółów zdarzenia, które przekazała jej w sekrecie Natalia. Chociażby fakt, że konkubent Kamili Z. chciał celowo wzbudzić zazdrość w partnerce mówiąc, że zdradził ją na wyjeździe. Natalia o zdarzeniu opowiedziała także dwom innym bliskim osobom, które również potwierdziły winę Z. oraz Sz.


„Podawany przez małoletnią motyw zaszkodzenia matce poprzez przekazywanie informacji bliskiej koleżance nie jest przekonujący od strony psychologicznej” – uznał biegły. „Informacja poufna przekazana osobie bliskiej nie spełnia kryteriów szkodliwości w relacjach interpersonalnych. Gdyby małoletnia chciała zaszkodzić matce, mogła postąpić inaczej” – stwierdził i zwrócił uwagę na brak zysku psychologicznego w sytuacji rzekomego pomówienia o wykorzystywanie seksualne. „Zysk psychologiczny jest nieadekwatny do straty wynikającej z faktu przedstawienia siebie jako ofiary, stygmatyzacji społecznej z tym związanej, wstydu, bycia obiektem plotek, wytykania palcami. Jest to nieadekwatne do drobnego rzekomego incydentu związanego z niepuszczeniem małoletniej przez matkę na dyskotekę” – wyjaśnił psycholog. Ponadto kuratorzy rodzinni zgodnie zeznali, że dziewczynki nie sprawiały żadnych problemów wychowawczych, nie miały też trudności w szkole, a ich relacje z matką były poprawne.


Z treści ustaleń wynika, że Natalia chciała chronić swoją matkę przed odpowiedzialnością karną i podjęła bardzo trudną decyzję uznając, że jej osobista krzywda jest mniejszym złem niż ujawnienie prawdy. Nie chciała by Kamila Z. trafiła do więzienia, a rodzeństwo do domu dziecka. Bała się też, że w takiej sytuacji to ona będzie musiała zaopiekować się młodszym rodzeństwem. Mimo upartych zaprzeczeń 17-latki i jej siostry, olsztyńska prokuratura postawiła zarzuty podejrzanym. Zarówno Kamila Z., jak i Roman Sz. zostali oskarżeni o czyny z art. 197 par. 2 i art. 197 par. 3 pkt 2 k.k. w zw. z art. 11 par. 2 k.k.


Pierwsza rozprawa sądowa odbyła się w listopadzie 2016 roku. Oskarżycielką posiłkową była kurator pokrzywdzonych. Podczas składania wyjaśnień przed Sądem Okręgowym w Opolu oskarżeni wciąż nie przyznawali się do zarzucanych im czynów i zarzekali się, że sytuacji opisanej w akcie oskarżenia nie było. Roman Sz. dziwił się, dlaczego Natalia pomówiła go i swoją matkę. Jego zdaniem nie miała ku temu żadnych powodów, bo dzieci swojej konkubiny traktuje jak własne i nigdy żadnemu nie zrobił krzywdy. Kamila Z. potwierdziła jego słowa.


– Nie zauważyłam też, aby był nimi seksualnie zainteresowany


– wyjaśniała przed Temidą.


– Gdyby powiedział, że ma ochotę na starszą lub młodszą córkę, to pewno stanęłabym w jej obronie


– cytował wypowiedź podejrzanej dziennikarz opolskiej Gazety Wyborczej, Mateusz Majnusz. Podczas tej rozprawy kobieta zarzekała się również, że od incydentu podczas którego zabrano jej czwórkę dzieci przestała pić.


W maju 2017 roku sędzia Sądu Okręgowego w Opolu Mateusz Świst oraz ławnicy Grażyna Koryzma i Mirosława Sakwińska orzekli wyrok. Przewodniczący składu sędziowskiego ogłosił, że Kamila Z. oraz Roman Sz. są winni zarzucanych im czynów i orzeczono wobec nich kary po 3 lata i 6 miesięcy pozbawienia wolności.


– Sprawa była specyficzna. To matka była inicjatorką


– powiedział według relacji portalu TVN24 sędzia Świst.


W trakcie ogłaszania wyroku ani oskarżonych, ani pokrzywdzonych nie było na sali sądowej. W tym czasie Natalia była już pełnoletnia i wyprowadziła się od matki. 14-letnia wówczas Klaudia stale pozostawała pod popieką Kamili Z., która przebywała na wolności. Podczas oczekiwania na wyrok kobieta urodziła swoje piąte dziecko, syna, który został jej odebrany. Roman Sz. ze względu na zarzuty w innej sprawie przebywał w tym czasie w zakładzie karnym. Mężczyzna już wcześniej był karany za przestępstwa przeciwko mieniu.


Po ogłoszeniu wyroku prokurator Prokuratury Rejonowej w Opolu Ewa Warzecha, obrońca oskarżonego, Kamila Z. oraz kurator, a zarazem oskarżyciel posiłkowa złożyli apelację. Prokurator zarzuciła wyrokowi nieorzeczenie wobec oskarżonych żadnego ze środków karnych wymienionych w art. 41a par. 2 k.k. np. w postaci zakazu kontaktowania się lub zakazu zbliżenia się do pokrzywdzonych. Zastosowanie ich jest obligatoryjne w przypadku wyroku więzienia za przestępstwo przeciwko wolności seksualnej lub obyczajności na szkodę małoletniego. Domagała się także zmiany wyroków na 6 lat pozbawienia wolności dla obojga sprawców, o co także wniosła kurator pokrzywdzonych.


Adwokat Romana Sz. domagał się uniewinnienia swojego klienta, na co sąd apelacyjny nie przystał. „W ocenie sądu odwoławczego nie ma żadnych wątpliwości w zakresie oceny dowodów dokonanej przez sąd pierwszej instancji” – czytamy w uzasadnieniu. W końcowej fazie procesu Sz. powołał także świadków, którzy mieli potwierdzić, że w dniu, w którym miało dojść do molestowania nie było go w miejscu zamieszkania. W ocenie sądu ich zeznania były jednak sprzecznej z wcześniejszymi wyjaśnieniami oskarżonego.


Kamila Z. w swojej apelacji także domagała się uniewinnienia i powoływała się m.in. na to, że obie pokrzywdzone konsekwentnie zeznawały, że do zdarzenia nie doszło i cała historia została wymyślona przez Natalię. „Wymienione zeznania wskazują zgodnie dlaczego pokrzywdzone nie chcą mówić na temat tego, co ich spotkało ze strony oskarżonych” – stwierdził sąd.


W październiku 2017 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu zmienił orzeczenie sądu pierwszej instancji i orzekł wobec oskarżonych zakaz kontaktowania się i zbliżania do pokrzywdzonych na odległość nie mniejszą niż 5 metrów przez okres 3 lat. Wyrok 3 i pół roku pozbawienia wolności został bez zmian. „Sąd Apelacyjny nie znajduje argumentów, które pozwalałyby na zaostrzenie kary do wysokości wnioskowanej w apelacji prokuratora oraz apelacji oskarżycieli posiłkowej” – czytamy w uzasadnieniu.


Sędziowie Stanisław Rączkowski, Grzegorz Kapera oraz Wojciech Kociubiński uznali, że nie podwyższą wyroku ponieważ „przemoc stosowana wobec pokrzywdzonych nie była nacechowana brutalnością” oraz, że „czyn popełniony przez oskarżonych miał charakter incydentalny w ich życiu”. Sąd powołał się także na zeznania świadków, że oskarżeni przeprosili pokrzywdzone za swoje zachowanie. W orzeczeniu dodano jeszcze: „Nie bez znaczenia dla wymiaru kary pozostaje postawa pokrzywdzonych, które negują fakt ich pokrzywdzenia przez oskarżonych. W ocenie sądu odwoławczego taka postawa wynika z faktu, iż odpowiedzialność karna groziła ich matce. Jaka ta matka by nie była, dla pokrzywdzonych zawsze pozostaje matką.”


Ze względu na to, że Roman Sz. nie pracował i nie posiadał majątku, a dochody Kamili Z. osiągały 1385 złotych, w tym ciążył na niej obowiązek alimentacyjny, sąd zwolnił oskarżonych z kosztów sądowych za postępowanie odwoławcze.


Kamila Z. trafiła do Zakładu Karnego w Grudziądzu pod koniec grudnia 2017 roku. Na wolność wyszła po odsiedzeniu całej kary, w czerwcu 2021 roku. Wróciła do Opola i jest w kontakcie z dorosłymi już córkami. Roman Sz. odsiedział niezwiązany z tą sprawą wyrok wyrok i od grudnia 2020 roku odsiaduje orzeczone 3 i pół roku za dopuszczenie się tz. innych czynności seksualnych wobec córek Kamili Z.


• • •


*imiona wymyśliłam na potrzebę tekstu


Do napisania powyższego tekstu korzystałam ze zanonimizowanego wyroku, który dostałam od Sądu Okręgowego w Opolu oraz wyroku i jego uzasadnienia Sądu Apelacyjnego w Opolu. Informacje z prasy, które zawarłam w tym tekście, pochodzą stąd stąd stąd stąd  i stąd .


#kryminalistyka #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent #opole #swieradowzdroj #lwowekslaski

649151bb-d0ba-43f8-b5da-8a962f20b6f1

@kvoka takie sprawy są niesamowicie przykre ;( te dziewczynki na pewno mają zniszczoną psychikę na lata i pewnie do dziś się to na nich odbija. Sama miałam taką koleżankę - niesamowicie piękna dziewczyna, jej matka już od 12 roku życia uprawiała seks i na to samo przyzwalała córce. Córka chyba do 14. r.z. wytrzymała "w czystości". Do 20. miała już chyba z 15-20 chłopa... ale ja nie o tym.

Matka wyszła ponownie za mąż jak córka miała te 12. W wieku 13 lat po całej szkole ktoś porozklejał nagie zdjęcia tej dziewczyny. Niby wyciekły od jej chłopaka, który się chwalił innym chłopcom no i poszło... Matka została wezwana do szkoły, oczywiście powiedziała, że zajmie się sprawą. Ale skąd 13-latka miała takie zdjęcia? Nie były to zdjęcia z ręki tylko z pewnej oddali. Więc skąd były? Szkoła tego się nie dowiedziała, ale jako, że ja znam znajomych tej kobiety to dowiedziałam się prawdziwej wersji wydarzeń... zdjęcia te wykonał nowy mąż jej matki i matka argumentowała to tak do swoich znajomych "że wygłupialiśmy się w domu, Piotrek porobił takie zdjęcia Hani, tak na żarty"... Ja do dzisiaj jestem zniesmaczona całą tą sytuacją. Z tą Hanką nie mam kontaktu, ale wiem, że ona jak dorosła i już trochę nabrała wiedzy o świecie to w końcu się ogarnęła, przestała sypiać z przypadkowymi kolesiami, zerwała całkiem kontakty z matką (matka obrabia jej d⁎⁎ę cały czas do znajomych), wyszła za maż i ma szczęśliwą rodzinę. Nigdy się pewnie nie dowiem co tam się dokładnie działo u niej w domu, ale po jej wszystkich zachowaniach wiem, że nie za dobrze... Dlatego doskonale rozumiem sytuacje, gdzie ludzie ukrywają takie rzeczy i każdy w środowisku normalizuje "bo nic się nie stało". Refleksje przychodzą z czasem.

Zaloguj się aby komentować

Ptaków "diabelskich" było w naszym folklorze całkiem sporo. Powiązanie z siłami nieczystymi przypisywano przede wszystkim ptakom nocnym, takim jak sowy, a także ptakom o czarnym upierzeniu i niektórym ptakom drapieżnym.


Jednym z takich ptaków był lelek, którego w niektórych regionach utożsamiano z diabłem Na Śląsku lelkiem lub leliskiem nazywano podobno diabła, względnie diabelskiego ptaka, który zwodził ludzi po zapadnięciu zmroku: Jest to ptak nocny, rodzaj jaskółki leśnej, który ludzi nęci. Zawsze bowiem lelisko przesiaduje tak, że człowiek myśli, że go już może schwycić, ale się to ciągle powtarza; goniący straci poczucie i świadomość o tym, co miał czynić, o tym gdzie jest, i już tylko dąży za złowrogim ptakiem, który, gdy zaprowadzi człowieka w głęboki las, wraz wylatuje na wysokie drzewo i jakby ludzkim głosem głośno śmieje się ze swej ofiary, która nie może się wydostać z lasu. Jakiś duch ma siedzieć w lelku.


Jeśli jednak lelek rzeczywiście wodził czasem ludzi po nocach, to na pewno nie ze złośliwości Do powstania takich opowieści przyczyniła się prawdopodobnie jedna ze strategii obronnych tego ptaka - kiedy bowiem lelek zauważa zbliżającego się do swojego gniazda drapieżnika, stara się czasem odwrócić jego uwagę, udając, że ma np. złamane skrzydło i jest łatwym łupem. Gdy już jednak drapieżnik próbuje go schwytać, lelek odfruwa trochę dalej i kontynuuje pokaz, dopóki nie odciągnie intruza od gniazda na bezpieczną odległość.


Lelek bywał też kojarzony ze zmarłymi. W folklorze angielskim można natrafić na przekazy mówiące, że w lelki wcielają się dusze nieochrzczonych dzieci - pod postacią tych ptaków latają po zmroku i zawodzą żałośnie, skazane na tułaczkę aż do dnia Sądu Ostatecznego.


Niektórzy badacze wiążą przez to lelka z Dzikim Gonem, w skład którego według podań północnoeuropejskich miały wchodzić dusze zmarłych i demoniczni mieszkańcy innego świata, często powiązani z pogańskimi bogami. Zarówno w folklorze germańskim, jak i angielskim, dusze nieochrzczonych dzieci jako niemogące zaznać spokoju również miały brać udział w Dzikim Gonie - być może właśnie pod postacią lelków, choć jest to jedynie hipoteza niemająca bezpośredniego potwierdzenia w przekazach.


W rozmaitych tekstach dotyczących wierzeń słowiańskich można spotkać się ze stwierdzeniem, że lelki zabierały ludzkie dusze do zaświatów i przynosiły je stamtąd, gdy dusza miała wcielić się w kolejną ziemską powłokę. Ta hipoteza, wymieniona m. in. w Religii Słowian Andrzeja Szyjewskiego, opiera się głównie na podobieństwie słowa "lelek" do słowa "lala" oznaczającego duszę zmarłego, a także podobieństwie do nazwy bociana w niektórych językach słowiańskich (łełeka, lelek - od dźwięków, które wydaje bocian, w języku polskim zapisywanych jako "kle kle"). Ponieważ w tradycji słowiańskiej bocian miał być ptakiem "przynoszącym dusze", niektórzy badacze uznają, że z uwagi na podobieństwo nazwy lelek też mógł pełnić taką funkcję.


Jednak pomysłów na to, skąd mogła wziąć się nazwa lelka, jest całe mnóstwo (po więcej informacji na ten temat warto zajrzeć do świetnego artykułu tutaj: https://etymologicznamenazeria.wordpress.com/2022/06/22/lelka-zagadka-wielka/ ). Nie jest więc wcale pewne, czy lelki były w wierzeniach słowiańskich przewodnikami i "dostawcami" dusz


Może to i lepiej? Jeśli ktoś chciałby sobie obejrzeć i posłuchać, jak zachowuje się lelek podczas swojego najbardziej przerażającego "odstraszającego" pokazu, polecam pierwsze pół minuty tego filmu: https://www.youtube.com/watch?v=R_jiiVkjLaY . Chyba diabeł, ale nie wiem


Moje poprzednie wpisy o lelku w folklorze:

przesądy dotycząde "kozodojów": https://www.hejto.pl/wpis/dlaczego-do-lelka-caprimulgus-europaeus-przylgnela-nazwa-quot-kozodoj-quot-think

lelek / lelkowiec w folklorze amerykańskim: https://www.hejto.pl/wpis/czy-lelki-wedlug-dawnych-wierzen-zabieraly-dusze-umierajacych-ludzi-odpowiedz-na


Ten jest ostatni - więcej lelka męczyć nie zamierzam


#ciekawostki #historia #ciekawostkihistoryczne #ptaki #przyroda #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu

e28d1199-30b1-4a88-9177-1e7b5c26ba56

@Picobello Taką samą reakcję mieli prawdopodobnie ludzie setki lat temu Człowiek szedł sobie przez las lub pastwisko, znajdował lelka - ot, jakiś bury ptak, nic takiego. Ale jeśli udało mu się przy okazji zobaczyć, jak lelek robi :V tą swoją wielką paszczą, mógł się nieźle wystraszyć.

Zaloguj się aby komentować

Czy lelki według dawnych wierzeń zabierały dusze umierających ludzi? Odpowiedź na to pytanie nie jest prosta. Co prawda, w artykule o lelku kozodoju na polskiej Wikipedii można znaleźć takową wzmiankę (bez przypisu ), jednak uwaga: ta wzmianka może wprowadzać w błąd.


Opowieść o lelkach zbierających się pod domem konającego człowieka, która została spopularyzowana przez H. P. Lovecrafta i tą drogą przeniknęła do kultury popularnej, wywodzi się z XIX-wiecznego folkloru amerykańskiego. I nie dotyczy ona naszego europejskiego lelka kozodoja, ale innego lelka występującego na kontynencie amerykańskim, którego fachowa nazwa brzmi lelkowiec krzykliwy (Antrostomus vociferus) - wygląda jak na załączonym zdjęciu.


Co wiemy o tym lelku-nie lelku? Otóż w wierzeniach rdzennych Amerykanów lelkowiec bywał postrzegany jako zwiastun śmierci a jego głos miał zapowiadać czyjeś rychłe odejście. Wierzenia te przeniknęły z czasem do folkloru w regionie Nowej Anglii. W 2. poł. XIX wieku notowano tam przekazy opowiadające np. o tym, że lelkowiec przysiada na kalenicy dachu domu, w którym umiera człowiek i wydaje z siebie żałobne okrzyki - jednak wraz z ostatnim tchnieniem konającego ptak milknie i odlatuje z powrotem na moczary. Według innej opowieści, lelkowiec zawodzący pod oknem domu miał zwiastować śmierć jednemu z domowników.


Lovecraft zapoznał się z tymi przekazami w 1928 roku podczas wizyty w Wilbraham w stanie Massachusetts i wplótł wątek lelków-omenów śmierci do swojego opowiadania Zgroza w Dunwich. W opowiadaniu tym lelki synchronizują swój śpiew z oddechem konającego człowieka, a kiedy ten umiera, urządzają polowanie na jego duszę. Jeśli uda im się ją pochwycić, hałasują do świtu i radują się łupem - jednak jeśli dusza im się wymknie, milkną rozczarowane.


Brzmi klimatycznie, prawda? Nic więc dziwnego, że opowieść o upiornych lelkach wyśpiewujących dzikimi głosami "konajączkę" trafiła m. in. do uniwersum Wiedźmina. Jednak nie jest to wątek zaczerpnięty z wierzeń słowiańskich, jak podaje notka na polskiej Wikipedii - to wątek nawiązujący do opowiadania Lovecrafta (Sapkowski znał jego twórczość i inspirował się nią) i co za tym idzie, do XIX-wiecznego folkloru nowoangielskiego.


O ile mi wiadomo, w folklorze słowiańskim - czy nawet szerzej, w folklorze europejskim - nie mamy przekazów o lelkach, które chórem wyśpiewują demoniczny akompaniament do czyjegoś umierania


Podsumowując: nie bierzcie za pewnik wszystkiego, co można znaleźć na wiki, zwłaszcza jeśli są to wzmianki o wierzeniach słowiańskich. A jeśli ktoś chciałby się przekonać, jak brzmiał chór lelków z opowiadania Lovecrafta, niech sprawdzi sobie odgłosy lelkowca krzykliwego, nie lelka kozodoja (trochę się różnią)


Poprzedni wpis o lelku: https://www.hejto.pl/wpis/dlaczego-do-lelka-caprimulgus-europaeus-przylgnela-nazwa-quot-kozodoj-quot-think . W następnym też jeszcze trochę pomęczę temat lelka w folklorze.


#ciekawostki #historia #ciekawostkihistoryczne #lovecraft #wiedzmin #ptaki #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu

e98822ad-b62c-4318-9984-f89af1e4ccdf

Dlaczego do lelka (Caprimulgus europaeus) przylgnęła nazwa "kozodój"? Jak zwykle w takich wypadkach, trzeba cofnąć się do czasów starożytnych - w świecie antycznym popularne było bowiem przekonanie, że lelki wysysają kozom mleko, a na dokładkę sprowadzają na nie choroby.


W IV wieku p.n.e. Arystoteles, pisząc o lelku w swoim dziele Historia animalium, opisał go jako "gnuśnego" ptaka, który karmi się mlekiem kóz - skąd miała wziąć się jego nazwa (gr. aigothēlas - od słów "koza" i "karmić"). Wymię, do którego przyssał się lelek, miało później usychać, a sama koza miała ślepnąć. Historia ta została powtórzona w I wieku n.e. przez Pliniusza Starszego i utrwaliła się wśród uczonych na wiele kolejnych wieków.


Lelki oczywiście nie żywią się mlekiem kóz ani też nie wyrządzają im żadnej krzywdy - jednak rzeczywiście mogły być widywane w pobliżu pastwisk i stad zwierząt. Pożywieniem lelków są bowiem owady , a jak wiadomo, bydło, owce czy kozy (oraz ich odchody) przyciągają całe chmary owadów. Poza tym chodzące po pastwiskach zwierzęta płoszą owady ukrywające się w trawie i zmuszają je do wzbijania się w powietrze, co ułatwia polowanie owadożernym ptakom takim, jak lelki.


Do powstania opowieści o lelkach-kozodojach przyczynił się także sam ich wygląd. Lelek ma bowiem maleńki dziób - który na pierwszy rzut oka wydaje się mało przydatny do chwytania czegokolwiek - ale za to bardzo szeroką paszczę, która ułatwia mu chwytanie owadów w locie. Ludziom w dawnych czasach wydawało się to podejrzane. W XIII-wiecznym dziele Tomasza z Cantimpré można nawet znaleźć wzmiankę o tym, że paszcza lelka jest specjalnie przystosowana do wysysania mleka z kozich wymion


Współcześnie takie wierzenia mogą wydawać się nam zabawne. Jednak z punktu widzenia ludzi żyjących przed wiekami, lelki mogły faktycznie wydawać się złowrogie - dziwne, prowadzące skryty tryb życia ptaki o dużych, świecących w ciemności oczach i szerokich paszczach, wydające niepokojące dźwięki i kręcące się po zmroku nad pastwiskami...


Więcej o lelkach w następnym wpisie


#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #starozytnosc #ptaki #zwierzeta #sredniowiecze #qualitycontent

c5d60ad7-9183-4b1f-b33d-031164b07e82

@PanGargamel Zgadza się - Lovecraft zainspirował się w tym przypadku opowieściami zakorzenionymi w folklorze, w którym lelki często bywały wiązane ze śmiercią i złymi mocami.

Zaloguj się aby komentować

Trochę więcej o rudziku - poprzednia część tutaj.


W folklorze północnoeuropejskim można znaleźć kilka opowieści, według których rudzik - niczym ptasia wersja Prometeusza - przynosi na ziemię ogień Według jednej z takich historii w dawnych czasach, kiedy ludzie nie znali jeszcze ognia, rudzik jako jedyny ptak odważył się im pomóc. Wzleciał w niebo i zabrał stamtąd odrobinę niebiańskiego płomienia, a następnie przetransportował go na ziemię, by ludzie mogli cieszyć się jego ciepłem i światłem. W drodze powrotnej płomień poparzył mu jednak pióra i odtąd wszystkie rudziki mają ogniste pióra na piersi.


Rudzik miał być ptakiem kojarzonym z bóstwami gromu, takimi jak Thor i jego południowogermański odpowiednik Donar. "Ogień z nieba" przenoszony przez rudzika mógł być więc symbolicznie powiązany z błyskawicą


W innych wariantach opowieści ogień przenosi strzyżyk - zwykle zamiast rudzika, choć czasem wymieniane są obydwa ptaki. W jednej z wersji przenoszony przez strzyżyka ogień podpalił mu pióra, a rudzik jako pierwszy rzucił mu się na ratunek, próbując ugasić płomienie własną piersią.


W folklorze średniowiecznym rudzik (samiec) i strzyżyk (samica) miały tworzyć kochającą się parę. Wciąż miały też w pewnym sensie status ptaków wiązanych symbolicznie z niebem i były otaczane szacunkiem, na co może wskazywać funkcjonujące w czasach późniejszych powiedzenie "rudzik i strzyżyk to Boga Wszechmocnego kogut i kura" (The robin and the wren / are God Almighty's cock and hen).


Powiązanie rudzika z ogniem, przenoszeniem się pomiędzy światem ludzi a "krainą ognia" oraz pomaganiem ludzkości przetrwało w pewnym sensie w folklorze nowożytnym, o czym można poczytać w poprzednim wpisie


#ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #ptaki #qualitycontent

5b431d64-0e21-4fdf-9331-48aaf1707b6c

Zaloguj się aby komentować

Kłopoty - nazw miejscowości kojarzących się z kłopotem lub kłopotami jest na mapie Polski kilkanaście. W pierwszym odruchu można by pomyśleć, że okoliczne ziemie przysparzały problemów swoim właścicielom i tak długo mówiono o nich "a to kłopot!", że z czasem nazwa przeskoczyła na daną wieś czy przysiółek. W rzeczywistości jednak nie wszystkie Kłopoty na mapie musiały być prawdziwie kłopotliwe, a ich nazwy mogły nawiązywać po prostu do nazwisk właścicieli ziemskich.


Jako Kłopot znane są dwie polskie wsie: jedna nieopodal Inowrocławia w województwie kujawsko-pomorskim i jedna w województwie lubuskim. Poza tym na mapie możemy znaleźć Kłopotki, Kłopotnicę, Kłopotowo, Kłopotów, Kłopotówkę i Kłopoczyn.


Najciekawsze są jednak, jak to zwykle bywa, te najbardziej złożone Kłopoty Kłopoty-Stanisławy to wieś o nazwie dwuczłonowej - takie nazwy były typowe dla wsi drobnoszlacheckich z okolic północno-wschodniego Mazowsza i Podlasia. Pierwsza część nazwy brała się od nazwiska rodowego, natomiast druga, dodawana z czasem, służyła jako wyróżnik.


Kłopoty-Stanisławy początkowo były znane jako Kłopotowo - prosta, nieskomplikowana nazwa. Z biegiem czasu jednak ród właścicieli się rozrósł, pozakładał inne "kłopotne" wsie i zrobił się problem, bo wypadałoby przecież jakoś je rozróżniać Z tego właśnie powodu do pierwotnej nazwy miejscowości zaczęto dodawać drugi człon, służący jako wyróżnik. W przypadku omawianych Kłopotów wyróżnik nawiązywał do imienia jednego z właścicieli, Stanisława - wieś zaczęła być nazywana Kłopoty Stanisławowięta, Kłopoty Staszewięta, a ostatecznie Kłopoty-Stanisławy. W tej samej okolicy znajdują się też inne złożone Kłopoty: Kłopoty-Patry, Kłopoty-Bujny i Kłopoty-Bańki.


Wpis o Kłopocie przypomniał mi opowiadaną w rodzinie historię - pod koniec lat 60. babcia razem ze znajomą-sąsiadką i dwiema innymi osobami zaobserwowała podobno w tamtej okolicy #ufo : ognistoczerwoną, pokrytą ciemną kratką, lekko spłaszczoną kulę, która miała pokazać się przy drodze między Kłopotem a Inowrocławiem. Ale to już nie jest historia związana z nazwą miejscowości


Więcej ciekawostek o nazwach miejscowości (i nie tylko) w Polsce na tagu #nazwymiejscowosci .


#ciekawostki #polska #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent

ab5a2b49-7e50-4088-9324-c00e7ae8252f

Też lubię rozkminiać nazwy miejscowości, które spotykam.

Bardzo często te nazwy są powiązane z nazwiskami i przydomkami ich mieszkańców lub właścicieli. W zależności od regionu i form własności w nim występujących, to miejscowości mogły być nazywane od ludzi, którzy tam mieszkali lub ludzie przybierali nazwiska od swojego "gniazda szlacheckiego". Zapewne za sprawą mody lub zwyczaju, takie nazwiska dostawały końcówkę -ski.

Oczywiście nie wszyscy poszli za modą i cześć pozostała przy tradycyjnych formach, przyjmując za nazwisko nazwę rodu lub przydomek, które były bliższe formą do nazwy gniazda rodowego.

Zapewne duży wpływ na kształtowanie nazwisk miały przyjęte w danym miejscu i czasie, zwyczaje i wytyczne, jak zapisywać akta metrykalne w księgach parafialnych. W tych księgach początkowo zapisywano wszystko po łacinie, więc łatwo dochodziło do niezamierzonych zmian nazwisk. Takie niezamierzone zmiany zdarzały się również w czasach współczesnych, kiedy to język nie był problemem, a wykształcenie lokalnych urzędników. Dziś, komputeryzacja ogranicza takie pomyłki, ale ich nie eliminuje. Czynnik ludzki wciąż nie daje za wygraną.

Naocznie się o tym przekonałem widząc znaki drogowe i tabliczki na domach w kurpiowskiej wsi Charciabałda (nazwa urzędowa). Jednak na drogach obsługiwanych przez gminę i powiat stoją znaki z nazwą Charcibałda. Podobnie jest na tabliczkach na domach i w dokumentach gminnych, na które można trafić w internecie. Po prostu, miejscowym, jedna literka "a" jest zbędna. ¯\_(ツ)_/¯

@dziedzicpruski Charciabałda - bardzo ciekawie brzmiąca nazwa, zapewne o równie ciekawej etymologii Nazwy urzędowe i nazwy używane przez miejscowych czasami rzeczywiście się rozmijają, zwłaszcza jeśli gdzieś po drodze nazwa miejscowości lub jej części uległa zmianie.

Zaloguj się aby komentować

Śmierdnica - miejscowość o tej niezbyt przyjemnej nazwie do lat 70. była samodzielną wsią, a później stała się częścią Szczecina. Jej historia sięga czasów średniowiecza: już w 1180 roku jako Zmirdinza została odnotowana w jednym ze źródeł pisanych.


Pochodzenie nazwy wsi starano się tłumaczyć na różne sposoby. Jedna z miejscowych opowieści głosi, że w średniowieczu od strony pobliskiego cmentarza rozchodził się okropny fetor, ponieważ po wygranej bitwie zwieziono tam zwłoki germańskich najeźdźców - a było ich tyle, że nie starczyło ziemi, by je szczelnie przykryć Ponoć to właśnie miało dać początek nazwie Śmierdnica.


Starano się też sięgać po bardziej przyjemne dla nosa wytłumaczenia. W jednym z przewodników można np. natknąć się na informację, że nazwa wsi wywodzi się od słowa smred lub smreda, oznaczającego w dawnych czasach bogatego chłopa - hipoteza ta nie wydaje się jednak zbyt popularna.


Patrząc na mapę można dojść do wniosku, że "śmierdzące" nazwy nieczęsto wiązano z miejscowościami, nieco częściej jednak nadawano je ciekom wodnym Wolno płynąca lub zastała woda, dodatkowo nieraz zaprawiona ściekami, nie dostarczała zapewne przyjemnych wrażeń zapachowych. Wskutek tego niektóre małe cieki wodne skończyły jako Śmierdzący Potok, Śmierdzący Rów, Śmierdziucha czy Śmierdziączka. Na mapie znajdzie się nawet jezioro Śmierdzące (które podobno jest całkiem urokliwe i w rzeczywistości wcale nie śmierdzi).


Jako "śmierdzące" klasyfikowano też źródła siarczane i ich okolice. Źródła tego typu znajdujące się we Wrząsowicach w powiecie krakowskim miały być w przeszłości nazywane Śmierdząchami. Z kolei słowacką wieś położoną niedaleko Czerwonego Klasztoru, gdzie znajdują się zdroje siarczane wydzielające silny zapach siarkowodoru, nazwano Śmierdzonką.


Więcej ciekawostek o nazwach miejscowości (i nie tylko) w Polsce na tagu #nazwymiejscowosci .


#ciekawostki #polska #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent

0b4dd391-5426-4045-b7c7-f8987570ffdb

Zaloguj się aby komentować

Śmiertny Dąb - dość ponura nazwa niewielkiej, otoczonej lasami miejscowości, która znajduje się w gminie Janów w powiecie częstochowskim.


Według popularnego przekazu, nazwa Śmiertny Dąb upamiętnia wydarzenia, jakie rozegrały się w okolicy podczas powstania styczniowego 6 lipca 1863 roku oddział powstańców ukrywający się nieopodal Janowa i dowodzony przez pułkownika Zygmunta Chmieleńskiego miał zaatakować oddział żołnierzy rosyjskich, którzy przeprawiali się przez okoliczne lasy. Powstańcy odnieśli zwycięstwo i podobno przejęli przy okazji przewożone przez żołnierzy carskie złoto.


Jednak trzy dni później, 9 lipca, przybyły rosyjskie posiłki z Częstochowy dowodzone przez pułkownika Ernotha. W odwecie za atak i grabież złota Ernoth nakazał zniszczyć Janów - zabitych mieszkańców powrzucano ponoć do studni, a budynki spalono - a następnie ruszył w pościg za oddziałem Chmieleńskiego. Powstańcy zostali w porę ostrzeżeni i uciekli okrężną drogą, jednak żołnierze rosyjscy dopadli tylne czujki powstańcze i powiesili trzech ludzi Chmieleńskiego na dębie. Na pamiątkę tego wydarzenia okoliczna miejscowość miała zyskać nazwę Śmiertny Dąb


Źródła wskazują jednak, że nazwa Śmiertny Dąb jest w rzeczywistości starsza. Miejscowość została oznaczona na mapie jako Smertny Dąb jeszcze przed powstaniem styczniowym, w połowie XIX wieku. W wykazie dóbr ziemskich z 1882 roku figuruje jako należący do majątku Janów folwark Świętny Dąb, własność hrabiny Krasińskiej. Po wojnie nazwę zapisywano także jako Śmiertelny Dąb.


Wygląda na to, że Śmiertny Dąb jednak nie zawdzięcza swojej nazwy opowieści o powieszonych na dębie powstańcach. Skąd mogła się zatem wziąć? Dęby to drzewa, które tradycyjnie często wiązano z lokalnymi miejscami pochówku, zarówno z cmentarzami, jak i z samotnymi mogiłami - może takie właśnie miejsce znajdowało się w okolicy, jednak z czasem jego lokalizacja i historia popadły w zapomnienie?


Być może jakąś wskazówką jest też wersja nazwy miejscowości zapisana jako Świętny Dąb. Dęby - podobnie jak lipy - były w tradycji ludowej drzewami, które często wiązano z objawieniami świętych i Matki Boskiej. Tradycja ta sięga korzeniami jeszcze czasów przedchrześcijańskich, kiedy to dęby były czczone jako drzewa powiązane z dawnymi bóstwami, wyznaczające miejsca odprawiania obrzędów i składania ofiar.


A zatem: "Śmiertny" czy "Świętny" Dąb - która wersja nazwy była zniekształceniem, która była właściwa? Dziś jest to już chyba nie do ustalenia. Tak czy inaczej, jest to z pewnością jedna z bardziej niezwykłych nazw miejscowości na mapie Polski


Więcej ciekawostek o nazwach miejscowości w Polsce na tagu #nazwymiejscowosci .


#ciekawostki #polska #historia #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu #qualitycontent

5cb9a750-aa26-43d8-948b-100a84ddc0f0

@Quimeen O proszę, na tę informację się nie natknęłam Teraz sprawdziłam, że struga ma źródło koło Śmiertnego Dębu-Leśniczówki. Ciekawe, czy wzięła swoją nazwę od miejscowości, czy może obie nazwy zaczęły funkcjonować równolegle.

@Apaturia "W odwecie za atak i grabież złota Ernoth nakazał zniszczyć Janów - zabitych mieszkańców powrzucano ponoć do studni, a budynki spalono"

Klasyczne kacapskie podejście - niby w trakcie pościgu ale zawsze znajdą czas na wymordowanie cywili i spalenie domów

@JackDaniels Bardziej klasyczny odwet na ludności cywilnej za ukrywanie i wspieranie powstańców. Podobne akcje przeprowadzali też np. żołnierze niemieccy w czasie drugiej wojny światowej.

@pol-scot Niestety, nie wiem. Informacja została zaczerpnięta z trzeciego tomu "Słownika geograficznego Królestwa Polskiego", gdzie odnotowano tylko, że szereg miejscowości w majątku Janowskim ze Świętnym Dębem włącznie to "własność hr. Krasińskiej".

Wcześniejsza wzmianka w "Słowniku" wspomina o tym, że majątek Janowski został zakupiony w 1852 roku przez hrabiego Wincentego Krasińskiego, "do którego rodziny dotąd należy" (stan na 1882 rok).

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Jaskółki hibernujące w jeziorze? Brzmi nieprawdopodobnie, jednak jeszcze w XIX wieku niektórzy badacze byli przekonani, że jest to jak najbardziej możliwe.


Migracje ptaków, w tym także jaskółek, od tysięcy lat stanowiły dla mieszkańców Europy zagadkę W starożytności część uczonych była przekonana, że zimą ptaki migrują gdzieś, gdzie jest cieplej. Część jednak uważała, że jaskółki donikąd nie odlatują, tylko zasypiają w zacisznych miejscach jak wiele innych małych stworzeń i budzą się dopiero wiosną - takie wyjaśnienie zaproponował w swoim dziele Arystoteles.


W średniowieczu, dzięki autorytetowi Arystotelesa, hipoteza o hibernujących jaskółkach przyjęła się i była traktowana jako pewnik jeszcze przez wiele kolejnych stuleci. W XVI wieku szwedzki duchowny, uczony i kartograf Olaus Magnus pisał, że jaskółki przed nadejściem zimy gromadzą się na brzegach jezior i stawów, a następnie wpadają do wody, opadają na dno i hibernują, zagrzebane w mule. Miał to być fakt powszechnie znany rybakom, którym ponoć zdarzało się podczas zimowych połowów wyciągać zahibernowane jaskółki zaplątane w sieci. Według jednych przekazów, uśpioną jaskółkę można było "ożywić", przenosząc ją do ciepłego pomieszczanie - według innych, przerwanie snu zimowego kończyło się dla ptaka śmiercią.


Dopiero później, około XVIII wieku, niektórzy badacze zaczęli przyglądać się hipotezie o hibernujących jaskółkach nieco bardziej krytycznie. Niektórzy na próżno próbowali wyśledzić moment, w którym jaskółki nurkują w wodzie i na tej podstawie dochodzili do wniosku, że z historią o podwodnej hibernacji ptaków coś chyba jest nie tak.


Na ostateczne poukładanie spraw trzeba było poczekać jednak aż do XIX wieku, kiedy to europejscy uczeni zaczęli bardziej swobodnie podróżować po krajach półkuli południowej. Mogli wtedy naocznie przekonać się, gdzie podziewają się jaskółki znikające z kontynentu zimą.


#ciekawostki #historia #ciekawostkihistoryczne #ptaki #przyroda #zwierzeta #europa #qualitycontent #gruparatowaniapoziomu

c5ef5887-c81a-4e3f-87bb-c97b7abd6d3c

@Apaturia

Gdzie podziewają się jaskółki znikające z kontynentu zimą


Jeszcze tylko odkryć gdzie raki zimują i wszystkie tajemnice biologii będą poznane ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Zaloguj się aby komentować