Gość stworzył system, którego głównym założeniem jest "jak się nie narobić, a formę zrobić", czyli coś dla biegaczy-hobbystów, którzy chcą pocisnąć ze swoimi czasami, a nie mają 10+ godzin treningu w tygodniu. Sam autor pragnął mieć coś, co można robić regularnie, nie żyłować systemu, a jednocześnie osiągać nowe horyzonty. Fajnie to wszystko rozpisał no i od jakiegoś czasu słyszałem o tym całym NSM, że to raczej nudny system ale daje wyniki. A jak widać po zapierdalaniu po tym samym parku - "nuda" mi nie straszna
Niedawno umarł Kavinsky. I nie, nie będę wciskał kitu jakim byłem wielkim fanem. Jedyny utwór jaki lubiłem od Kavinskiego to Nightcall.
Sam synthwave odkryłem dosyć późno, jakoś w 2017 obejrzałem DRIVE po raz pierwszy i oczywiście chciałem tym jak Ryan Gosling ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jedynie kurtki nie chciałem bo taka głupia się wydawała ale jeździć Chevy Malibu '71 i słuchać muzyki jak Gosling to bardzo chętnie. No i moja faza na synthwave to trwała jakoś w latach 2017-2020. I wiecie co? Po śmierci Kavinskiego odsłuchałem Nightcall, potem coś jeszcze, i jeszcze coś innego, i jeszcze jedno.... I ZNOWU MAM FAZĘ NA SYNTHWAVE (ʘ‿ʘ)
@SzubiDubiDU Ja pierwszą styczność miałem z muzyką Kavinskiego przez GTA4. A tego Gifa z jadącym Trans-Am-em mam na telefonach na tapecie nieprzerwanie od jakiegoś 2016.
I drugie spotkanie z panią Ottinger, nawet była przed seansem, już starsza pani taka, opowiadała z chęcią i pasją, głównie o swojej miłości do Berlina i jak wpadła na pomysł Freak Orlando.
Po⁎⁎⁎⁎ny film, w którym nie do końca wiem, co się działo. Jedyne, co było dla mnie jasne, to trzy rzeczy: pochwała brzydoty i pojebaności, mit Orlando z Woolf oraz freakland jak w słynnym filmie Dziwolągi.
O ile Portret pijaczki tej reżyserki oglądało się easy, tak tutaj było trudno, ale w sumie zaczęłam dopiero doceniać ten obraz po seansie.
Przy tym filmie obrazy Jodorovskiego wydają łatwiutkie i fabularne i zrozumiałe jak nic innego!
Tylko dla hardkorowców. Ale polecam, niezwykłe doświadczenie, choć czasem się męczyłam - to zdecydowanie lepiej oglądać na spokojnie, ze świeżą głową, a nie jako czwarty seans w ciągu dnia, po lataniu od sali kinowej do następnej sali kinowej.
Co by było, gdyby John Woo nakręcił Ready Player One w Polsce?
Chciałbym Was zabrać do świata, gdzie gra przeplata się z brutalną rzeczywistością, w mojej powieści „𝗧𝗿𝘆𝗯 𝗵𝗮𝗿𝗱𝗸𝗼𝗿: 𝗭ł𝗮𝗺𝗮𝗻𝘆 𝗺𝗶𝘀𝘁𝗿𝘇”.
Jest to połączenie klimatów Ready Player One z cyberpunkowymi inspiracjami podane w pierwszoosobowej narracji. Thriller LitRPG pełny pojedynków kung-fu, korporacyjnych intryg i sztucznej inteligencji zyskującej świadomość. Z każdą stroną granica między życiem a śmiercią w realu staje się coraz cieńsza.
Poznajcie losy Marka Walczewskiego, sparaliżowanego mistrza kung-fu, który dostaje szansę na powrót do sprawności. Wystarczy, że dołączy do gry.
Tam poznaje Xianmei – sztuczną inteligencję, która wydaje się bardziej ludzka niż wielu ludzi. Ich więź staje się dla Marka czymś więcej niż tylko przygodą w grze i to właśnie ona może okazać się największym zagrożeniem dla planów korporacji VantaGate.
Za fasadą gry toczy się walka o kontrolę nad nową technologią. Marek, rozdarty między pragnieniem przetrwania, uczuciem do Xianmei i chęcią odkrycia prawdy, wplątuje się w spisek, który może doprowadzić do śmierci jego i jego najbliższych.
LitRPG w klimacie filmów Johna Woo, pełne adrenaliny, emocji i zdrad, gdzie stawką jest nie tylko zwycięstwo w grze, ale i przeżycie poza nią.
Czytałem darmową próbkę tego na wattpadzie, a wcześniej "Damę w Opałach" tego samego autora (w sumie, to wciąż czytam, bo się nie skończyła), są fajne, więc może kupię.
Członkowie neonazistowskiej grupy zorganizowanej zabijają kilku mieszkańców romskiego osiedla, w tym dziecko. To zapis procesu toczącego się przeciwko czterem mężczyznom. Którzy uważają się za lepszych i sądzą, że mogą sami eliminować Cyganów. Charyzmatyczny sędzia w roli głównej, który nie oszczędza ani oskarżonych, ani świadków.
Arogancja oskarżonych neonaziolków bardzo razi. Świadkowie bywają różni, niektórzy niewiele pomagają, innych ponoszą emocje. Największym bohaterem jest pan sędzia, który wydaje się wielkim skurwielem wobec KAŻDEGO. A jednak na sam koniec wyda wyrok, który nie będzie kontrowersyjny, wręcz przeciwnie - wprost proporcjonalny do czynów oskarżonych, jak na prawne warunki.
Polecam dość mocno. Proces ostatecznie trwał 4 lata i został zminimalizowany w formie dokumentu do około dwóch godzin.
Druga część drogi Archeona do Czasu Końca w #warhammer
No cóż, można się spodziewać wizyt w ogrodach Papy Nurgla, oddawać się głaskaniu murom Roskoszy, kopnąć się w krwi championów Boga krwi i być wystrychniętym na Dudka
Bardzo dobra, ciężka, niezwykle brutalna i obrzydliwa książka