#podroze

43
5055

@green-greq rzym-okolice watykanu-lokalne pizzerie to mocno przepłacone bieda edyszion placki-drogo i mało.

najlepsiejsze żarcie było w restaurycjce amerykańskiej

Pijecie piwo? To polecam lokale Birra Baladin i Ma Che Siete Venuti A Fà

Nie polecam żadnej knajpy hajpowanej na necie, w przedownikach itd

Trzeba po prostu chodzić i patrzeć się ludziom w talerze, czy coś wygląda dobrze.

Zaloguj się aby komentować

@Z_buta_za_horyzont z gór to sudety - jedziesz, patrzysz a na horyzoncie góry jakbyś szczyty nożem odciął.

beskid śląski: milówka/węgierska górka - miłe sympatyczne ludziki, góry niskie, plecak, tarp, żarcie+woda/filtry, ognisko - tani wyjazd na bushcraft

Zakopane i okolice - pazerne *kurwysyny goralenvolk - jak nie przepłacisz za nocleg to orżną Cię na żarciu - szukaj stołówki w jednej ze szkół w zakopcu- tam uczciwie karmią

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Tym razem nocuję w Gnieźnie. Wieczorem spacer po rynku, czuję się tu trochę jak w Gothicu. Miasto robi wrażenie wymarłego i zaniedbanego, jak dla mnie trochę depresyjne. Miejsce na zdjęciu najbardziej mi się podoba, moja pierwsza myśl przy takich budowlach to ile ludzi zginęło przy budowie. Raczej tu nigdy nie wrócę.


#podroze #podrozujzhejto #gniezno

80688520-7aea-495c-bc49-cd7d3979eb58

O, mam takie samo xd

my bylismy w sobotę w czerwcu to ludzi sporo, musiałem się chwilę czaić żeby udało się bez ludzi cyknąć.

Miasto średnie, polecam chińczyka przy rynku

d529cc34-429d-4207-bda9-0319d93f3463

Zaloguj się aby komentować

Hej hej hej

Jestem ciekaw, z jakich stron/patentów korzystacie żeby znaleźć jakieś tanie bilety lotnicze. Bardziej chodzi mi o szukanie tanich biletów jako inspiracji do wylotu na city break albo jakiś tygodniowy wypad. Osobiście używam skyscanner i azair, ale podejrzewam że niektórzy z was mają lepsze sposoby

#podroze

@Karczak Właśnie szukam czegoś taniego na szybki kilkudniowy wypad gdzieś. W zeszłym roku byliśmy z rodziną w Trieście. Szukam za pomocą kiwi.com. Ten kombajn przeszukuje kilka stron na raz. Jednak nie zawsze się sprawdza i bywa, że pokazywał np. 1500 zł za cztery osoby, a ja sam szukając na fru, skycannerze czy bezpośrednio na Ryanie znalazłem taniej.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Szlak Parawanów i Gotowanej Kukurydzy dzień 4.


Dąbki - Jarosławiec 30.52km


Godzina 5:13 – budzę się wcześnie. Powietrze jest rześkie, wokół unosi się mgła. Ledwo wychodzę ze śpiwora, a już dopada mnie stado komarów. Bez zbędnego przeciągania się pakuję rzeczy w ekspresowym tempie, niemal tańcząc między ugryzieniami, i wychodzę z lasu.


Dopiero poza zasięgiem komarów zatrzymuję się na śniadanie. Odpalam kuchenkę i przygotowuję zupę tajską, do tego herbata – klasyczny zestaw, który dodaje energii i rozgrzewa w chłodny poranek. Na plażę wchodzę o 6:20.


Nogi – mimo trzech dni marszu – zaskakująco dobrze znoszą poranny rozruch, choć odzywa się ból po zewnętrznej stronie prawej stopy. Plaża tonie we mgle, widoczność ograniczona do około 100 metrów. Gdzieś w oddali przez mleczne niebo przebija się słońce, tworząc niemal nierzeczywistą atmosferę.


W trakcie marszu robię krótką lekcję angielskiego w Duolingo – los chciał, że temat lekcji to... bolące stopy. Trafione w punkt.


Mijam kilkunastu rowerzystów biwakujących na piasku, kilku wędkarzy rozstawionych z wędkami, ale poza tym trasa jest spokojna. Odcinek do Darłówka okazuje się wyjątkowo wymagający – przez mokry, zapadający się piasek marsz jest o wiele wolniejszy i bardziej męczący.


W samym miasteczku korzystam z udogodnienia – mostu rozsuwanego, który pozwala pieszym szybko przejść na drugą stronę portu. Zaraz potem wracam na plażę – tutaj piasek już twardy, ubity – różnica w komforcie marszu jest natychmiast odczuwalna.


W Wiciu robię dłuższą, godzinną przerwę – zatrzymuję się w gruzińskiej restauracji, by porządnie zjeść. Najedzony, zregenerowany, ruszam dalej. Szeroka, płaska plaża sprawia, że czuję się, jakbym dopiero zaczynał wędrówkę, mimo kilkudziesięciu kilometrów za sobą.


Przechodzę przez słynną „plażę Dubaj” w Jarosławcu, dalej mijam rozstawione na piasku kutry rybackie. Wreszcie docieram do końca dzisiejszej trasy – przed sobą mam ogrodzony płot poligonu wojskowego, na którego przejście wymagane jest specjalne zezwolenie. To naturalna granica mojej wędrówki.


Tu kończy się mój Szlak Parawanów i Gotowanej Kukurydzy. Przede mną trzy dni zasłużonego odpoczynku – również na plaży, tylko tym razem już bez plecaka.


#podroze #plaza #morzebaltyckie #wedrowki

34991ff9-2130-4ff5-a389-feeedcd67f1d
2265a1bd-d18a-4c76-8d86-abe390f79799
e463c389-7eeb-47a8-be31-e03c356eb62f
ef9ce23e-d24a-4d09-ad8e-ddcffe12e988

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Szlak Parawanów i Gotowanej Kukurydzy dzień 3 .

Kołobrzeg - Dąbki (50,46 km)


Dzień zaczynam bardzo wcześnie – godzina 4:30. Budzą mnie niezmiennie mewy, tym razem wspomagane przez pęcherz. Wychodzę z hamaka i powoli zbieram się do wiaty nieopodal. W świetle wschodzącego słońca jem zupę pomidorową i popijam ciepłą herbatą. 


Godzina 5:16 – ruszam. Nogi są jeszcze zaspane, ale zaraz je rozruszam. W Ustroniu Morskim zatrzymuję się na krótkie zakupy i ruszam dalej spokojnym tempem. Nogi, a zwłaszcza stopy, zaczynają dawać o sobie znać – bolą tak, jakby ktoś je potraktował pałką. To chyba efekt wczorajszego długiego marszu przez miejskie chodniki Kołobrzegu.


Przy rzeczce Czerwona, która wpada bezpośrednio do Bałtyku, wybieram obejście mostem wgłąb lądu. Szlak prowadzi dalej przez kilka znanych miejsc: mijam latarnię morską w Gąskach, a potem molo w Chłopach. Za nim zbaczam z plaży na leśną ścieżkę rowerową – szukam trochę cienia i odpoczynku od ostrego słońca.


Do Mielna docieram wczesnym popołudniem. Zatrzymuję się tu na obiad i kolejne zakupy – plecak zaczyna być podejrzanie lekki, więc warto go nieco dociążyć zapasami.


Dalsza droga do Łazów to kombinacja marszu po plaży i ścieżkach leśnych. Krajobraz się zmienia, ale tempo zwalnia – zmęczenie zaczyna się kumulować. Za wioską decyduję się na relaks – półgodzinna kąpiel w Bałtyku to najlepszy sposób na orzeźwienie i rozluźnienie mięśni.


Po kąpieli wędruję dalej – odcinek do Dąbkowic ciągnie się powoli. Nogi już mocno odczuwają cały dzień marszu. Końcówka prowadzi ścieżką do Dąbek, gdzie rozbijam obóz. W tle słychać odgłosy życia kurortu – polowanie motocykli, samochody i muzykę. Koniec ciszy na dzisiaj ale nam wyjście - tym razem śpię ze stoperami w uszach.


#podroze #plaza #morzebaltyckie #baltyk

e9cdce42-12d6-4acf-bda7-b7de4358da63
96e9346c-7b56-4ae9-8028-2652311f1b23
2c82fef6-0d40-4d98-b839-f05e7cd1f4e2
6e626b75-187d-4903-8b71-9b7ab3657322

Zaloguj się aby komentować

Szlak Parawanów i Gotowanej Kukurydzy dzień 2.


Pobierowo - Kołobrzeg 60km


Pobudka wcześnie, bo już o 4:45 – mewy skutecznie pełnią funkcję budzika, przekrzykując siebie nawzajem. Noc nie była najspokojniejsza – raz obudził mnie dźwięk pękającej gałęzi, innym razem komar lądujący prosto na policzku. Drugi dzień marszu zawsze jest najtrudniejszy – ciało jeszcze zmęczone, a psychika nie pomaga, szepcząc: „zostań, poleż jeszcze chwilę”.


Po szybkim śniadaniu – fasolka po bretońsku i ciepła herbata – zbieram swoje rzeczy i ruszam w stronę zejścia na plażę. Poranek żyje własnym rytmem – mijam biegaczy, spacerowiczów z psami, a także osoby z wykrywaczami metali krążące w poszukiwaniu "skarbów" ukrytych w piasku.


Szlak prowadzi przez znane punkty wybrzeża: masywny hotel Gołębiewski w Pobierowie, replikę krzyża z Giewontu w Pustkowie, ruiny kościoła w Trzęsaczu, a dalej latarnię morską w Niechorzu. Na śniadanie zatrzymuję się na szakszukę – solidna, sycąca porcja, która daje energię na dalszy marsz.


Przed zejściem na plażę przypominam sobie o kremie z filtrem – słońce zaczyna już grzać mocniej, a dzień zapowiada się upalnie. Na piasku w Pogorzelicy spotykam mężczyznę, który, pokazując kierunek mojej trasy, woła: „Na Hel idź! Na Hel!” – obaj zaczynamy się śmiać.


Przez kolejne kilometry nie spotykam nikogo. Tylko ja, morze, szum fal i piasek skrzypiący pod butami. Ten fragment dnia daje przestrzeń na oddech i złapanie rytmu.


Do Mrzeżyna docieram w samo południe – w największym upale. To dobry moment na odpoczynek i obiad: placek po węgiersku – duży i konkretny. Siadam, regeneruję się i cieszę się cieniem.


Powrót na plażę to zupełnie inna rzeczywistość. Plaża zamienia się w labirynt parawanów, a w tle słychać nawoływania: „Popcorn! Wata cukrowa! Kukurydza!”. Wrażenie zatłoczenia kontrastuje z wcześniejszym spokojem. Przedzieram się przez tłumy, kilka kilometrów dalej mijam plażę nudystów, a potem znów robi się luźniej.


Po kilku kolejnych kilometrach wchodzę do Kołobrzegu. Robię przerwę na pierogi w stołówce i szybkie zakupy. Marsz przez miasto daje się we znaki – asfalt, chodniki, hałas – wszystko dłuży się znacznie bardziej niż marsz po piasku. Docieram na deptak, a potem wzdłuż plaży zmierzam do wybranego miejsca na nocleg – tym razem planuję rozwiesić hamak i odpocząć, ile się da bo do świtu już niedaleko.


#podroze #plaza #morzebaltyckie #baltyk #hamak

1bd8e6f4-5264-4f65-ba37-372ea339773a
621f7817-3691-49d8-9eec-0ee99060cc06
bdce9024-42d3-47fd-bfe7-bc63138fce42
f2c87a9e-aa6d-4f9a-8ab8-0db5df5138f4

Zaloguj się aby komentować

Bliżej nam do Niemców i Francuzów niż Hiszpanów czy Włochów (gdzie sobie jeździmy, bo jest tam już niemal... tanio o.O)

Dla mnie OK

Ja bym chciał, żeby mnie było stać na wakacje w Skandynawii, a nie na południu, ale to jeszcze trochę

Zaloguj się aby komentować

Szlak Parawanów i Gotowanej Kukurydzy dzień 1.


Godzina 9:25 – rozpoczynam wędrówkę od zejścia na plażę przy Podziemnym Mieście Wolin. Załadowany plecak waży około 10 kilogramów, więc nie jest źle . W głowie mam prostą zasadę orientacji: morze po lewej stronie oznacza, że idę we właściwym kierunku.


Pogoda od rana nie rozpieszcza – lekka mżawka, temperatura około 18 stopni, a do tego mocny wiatr w plecy. Z czasem deszcz się nasila, co sprawia, że pierwsze kilometry są dość wymagające. Mimo to trzymam dobre tempo.


W Międzyzdrojach, pomimo deszczu, deptak pełen jest ludzi. Robię sobie dłuższą przerwę na posiłek – śniadanie i obiad w jednym. Wybieram makaron bolognese i żurek, co okazuje się zaskakująco sycącym zestawem.


Dalszy odcinek prowadzi wąską plażą – miejscami zaledwie 3 metry szerokości między klifem a linią wody. Po około pół godzinie marszu deszcz w końcu ustaje. Pojawia się ciepły wiatr, a ja zdejmuję kurtkę – od tego momentu idę już w spodenkach i koszulce.


Plaża zaczyna się poszerzać, robi się znów piaszczysta i przyjemna do marszu. W okolicach Wisełki spotykam parę starszych turystów, którzy proszą mnie o zrobienie kilku zdjęć. W ramach podziękowania częstują mnie ciastkiem – miły akcent na trasie.


W Międzywodziu, wysoko w klifie, zauważam stanowisko lęgowe jaskółki brzegówki – miejsce wyjątkowe i pełne życia. Im bliżej centrum miejscowości, tym więcej ludzi i parawanów na plaży.


Po południu docieram do Dziwnowa. Schodzę na chwilę do miasta, by zjeść obiadokolację to jest pomidorową i pierogi, zastanowić się, gdzie spędzić noc. Po powrocie na plażę zmienia się kierunek wiatru – teraz wieje mi prosto w twarz, dość silnie, co mocno utrudnia dalszy marsz. Wolałem wcześniejszy wiatr ten niemiecki, zachodni.


Po przejściu 42 kilometrów kończę przy miejscowości Pobierowo. Rozbijam hamak i dziś pewnie bez marudzenia szybko usnę.

#podroze #morzebaltyckie #plaza

13cd3c10-acda-42f4-8605-f4c39abcc3ac
c64b0c71-63af-4d7e-9cf1-72f26f173276
fb9211a4-6d66-40bb-87e0-564d1a8042e7
c26266a0-66fb-4796-8854-ea1dcd3215a6

@Z_buta_za_horyzont Super pomysł na spędzanie wakacji! Podczas studiów mieliśmy z kumplami taki wyjazd, gdzie przeszliśmy plażą ze Świnoujścia aż do Gdańska. Super jest taka podróż wśród monotonii plaży i przyrody. Do dziś miło to wspominam.

Zaloguj się aby komentować

Halo?

Nie mogę rozmawiać bo wiozę kamień pociagiem.

Ale to ty wieziesz kamień pociągiem.


#podroze #kolej #oporniktojednakjestpojebany #oporniksamwdomu #opornikcontent #kamien

fcdf8654-d667-400e-86f1-40ce99d3a96e
Opornik userbar

Zaloguj się aby komentować