Przykro mi to mówić, ale występowanie tematów "kto, co, ile" w Polsce jest IMO kilkukrotnie wyższe niż w krajach, w których byłem. Jak ja slysze siedzac przy stole ze znajomymi o hipotekach, jak sie zwroci, rozwoju firmy i innych pierdach z ktorymi de facto kazdy w jakims stopniu sie mierzy to na wymioty mnie bierze.
W Bosni na przyklad, jak siedzialem ze znajomymi Bosniakami i ludzmi zza granicy to nie bylo takich tematow, pomimo tego ze przekroj ludzi byl od dyrektorow UN, studentow, wlasciciela sporej firmy w stanach, pracownikow hurtowni, artystki ktora zwiedzila swiat i innych ciekawych, ale i po prostu zwyklych ludzi. Ot, nikt nie farmazonił o tym ile, gdzie, co i jak (jako temat nadrzedny) w jakis nagminny sposob. W Polsce jest ogromny wyscig szczurow.