To moje pierwsze zetknięcie z prozą tego katalońskiego pisarza i nie wiedziałam czego się spodziewać. Na pierwszy ogień poszedł zbiór opowiadań. No i muszę przyznać że mi się bardzo podobało. Opowiadania mają przeróżną tematykę, przeróżnych bohaterów, rozgrywają się na różnych planach czasowych ale coś je spina, wspólne miejsca, motywy, postacie, melodie. Generalnie literarura z wyższej półki ale bez zadęcia, inteligentna ale nie nudna, Na pewno sięgnę po inne książki tego autora.
@WujekAlien @serotonin_enjoyer potwierdzam, acz ja jestem zakochany w jego grubych powieściach :D niemniej Cabre jest różnorodnym autorem - od właśnie opowiadań, przez monumentalne powieści, po a'la kryminał :D
Hard science fiction. Bardzo hard, żadnego czarymary. Funkcje kwantowe, tunele czasoprzestrzenne, czarne dziury!
Uwaga, dalej spoilery!
No więc to jest druga część serii Xeelee Sequence opowiadającej o ludzkości rozpoczynającej podróże międzygwiezdne.
Wskakujemy w akcję w momencie kiedy ludzkość przegrała wojnę z kosmitami i ziemia stała się niewolniczą kolonią produkującą ku chwale obcego imperium.
Przy czym to już druga kilkusetletnia niewola w historii ludzkości, ale teraz tak jakby przez przypadek. Rasa która zniewoliła ludzi nawet nie umie się bić, po prostu w ekselu były lepsze cyferki po zniewoleniu ludzi.
"Ratunkiem" jeżeli można tak nazwać to co się dzieje dalej okazuje się statek Cauchy wysłany w misję 1500 lat temu i powracający z tunelem czasoprzestrzennym zakotwiczonym z drugiej strony na orbicie Jowisza setki lat wcześniej.
Grupa rebeliantów ucieka do przeszłości żeby zrealizować plan ratunku ludzkości.
Fajnie się czyta, bo akcja dzieje się jednocześnie w przeszłości, przyszłości i bardzo bardzo dalekiej przyszłości i jest to w miarę logicznie przedstawione.
A plan rebeliantów to już prima sort. Chcą "wygrać" wojnę, ale w taki dość oryginalny sposób.
Posłużę się analogią, w książce nie ma żadnej teologii a sam tytuł to trochę spoiler więc wyjaśnię to tak:
Powiedzmy, że chcę odmienić moje życie poczynając takie działania teraz które poskutkują waterboardingiem Boga za miliardy miliardów lat, długo po odparowaniu ostatniej czarnej dziury żeby tenże Bóg spowodował że wygrałem bańkę na tym jednym kuponie totka który pusciłem 5 lat temu. A wszystko przy użyciu mechaniki kwantowej! (I defektów w czasoprzestrzeni)
Wiem, że kolejne książki opowiadają więcej o wojnie ludzi z rasą Xeelee tak potężną, że budują COŚ co się składa z milionów galaktyk. Trochę tego cosia widać też w czasopodobnej nieskończoności.
Widać też ślady wojny której nawet Xeelee pomimo swobodnego manipulowania tysiącami galaktyk nie mogą wygrać.
Ogólnie, 10/10.
Nie wiem dlaczego jako fan science fiction nie widziałem tego wcześniej.
To nawiązanie do tego planu rebeliantów też fajnie opisane jak chcą wprowadzić cały wszechświat w nieoznaczony stan kwantowy tak jak z tym kotem shrodingera, ale na większą skalę xD leciutko bo wszystko tłumaczą
Czy historia zwyczajnego człowieka, który nie dokonał niczego spektakularnego, ot, skończył studia, ożenił się, spłodził dziecko i przepracował całe swoje życie w jednym miejscu, może być ciekawa dla czytelnika? Wydawałoby się, że nie - kto w końcu chciałby czytać o problemach w nieudanym małżeństwie czy wieloletniej niechęci po nadepnięciu komuś na odcisk, kiedy do wyboru jest multum biografii fascynujących osób z bogatymi doświadczeniami: artystów, muzyków, polityków et cetera?
Na przykład ja.
Chcąc odpocząć od superbohaterów i postaci, które nie mają chwili wytchnienia od niezwykłych sytuacji, postanowiłem poszukać czegoś zwykłego, spokojnego. I to właśnie otrzymałem w „Stonerze”.
Autor od początku nie udaje, że główny bohater był kimś wyjątkowym. Już od pierwszej strony wiemy, że do końca życia pracował na uczelni i że zapisał się w pamięci niewielu swoich studentów. Ba, Williams nie oszczędził nawet informacji o tym, kiedy bohater umiera.
Tytułowy Stoner to syn rolników, którzy wysłali go na studia, a jakże, rolnicze, żeby zdobył wiedzę, która przyda mu się po przejęciu ojcowizny. Los spłatał mu figla, ponieważ William zainteresował się literaturą angielską i postanowił zmienić kierunek studiów. Okazało się, że ma do tego pewien dryg, na tyle duży, że po latach zaoferowano mu posadę wykładowcy. Widać, że autor czerpał ze swojego akademickiego doświadczenia, ponieważ zamieścił w powieści wiele wiedzy o literaturze angielskiej, ba, jeden rozdział poświęcony jest całkowicie obronie doktorskiej, w której Stoner uczestniczył jako jeden egzaminujących.
Widać też, że nie oszczędzał swojego bohatera, ponieważ ożenił go z kobietą z wyższych sfer. Jak do tego doszło, wciąż się zastanawiam, jednak od początku było wiadomo, że nic dobrego z tego małżeństwa nie wyjdzie. I tak też było w istocie - ogromnie współczułem Stonerowi, że musi się męczyć w takiej relacji, jednakże na początku dwudziestego wieku podejście do małżeństw było troszkę inne i nie tak łatwo było uzyskać rozwód. A nawet jeśli, to mogło się to wiązać z społecznym ostracyzmem.
I nawet gdy Stonera spotkało szczęście, którego zalążek był bardzo oczywisty od momentu, w którym tylko się pojawił (albo po prostu miałem dobre przeczucie), to nie mogło potrwać długo i chwila oderwania się od szarej rzeczywistości bardzo szybko minęła.
Przykro się czytało o życiu, które mogłoby być o wiele lepsze, gdyby Stoner zawalczył o nie - a przynajmniej taką mam nadzieję. Wielokrotnie mu współczułem, jednakże odnosiłem wrażenie, że główny bohater często godził się ze swoim losem. Czy nazwałbym go przegranym człowiekiem, a jego żywot zmarnowanym?
Nie. Z wiekiem nauczyłem się, że wcale nie trzeba prowadzić nie wiadomo jak ciekawego życia, by być z niego zadowolonym. Że można czerpać przyjemność z prozaicznych czynności, jak spacer w ciepły dzień, słuchanie szumu deszczu padającego za oknem czy codzienne witanie się z pieskiem sąsiadów, który za każdym razem cieszy się na mój widok.
I podobnie myślę o Stonerze. Mimo że jego małżeństwo nie należało do udanych, relacja z córką mocno się popsuła, to jednak odnalazł przyjemność w obcowaniu z literaturą i nauczania studentów, mimo że nie należał do najwybitniejszych wykładowców. Czy jego życie mogło być lepsze? Z pewnością. Czy mogło być gorsze? Oczywiście.
W porównaniu z tym co usłyszałem od prababci (a za bachora przeprowadziłem z nią wywiad dla przyszłych pokoleń i zapisałem w zeszyciku), uważam, że ta książka powinna być obowiązkową lekturą szkolną. Koniec tej szlachtomanii, pochodzimy od chłopstwa. Jak bardzo pokrętna była to grupa społeczna - wychodzi jak na dłoni. Nie mógłbym być bardziej odmienny od moich przodków, którym nauka i wszystko co z nauką związane pewnie w gardle stawało. Niemniej, dobrze wiedzieć jak żyli i jak bardzo w kość dawała im szlachta. Chętnie przeczytałbym drugi raz.
@5tgbnhy6 właśnie zainteresowałem się już po kupnie książki i trochę uchylił rąbka tajemnicy, choćby w Didaskaliach. Ale sporo z tego co jest w książce nadal nie znalazło się na kanale
@onpanopticon Jest jak Mel Gibson przy tworzeniu "Pasji"
Nie zaprzeczy się czemuś, lecz odgadnie motywy, jakie niegdyś przyświecały Chińczykom w wytłumaczeniu anekcji Tybetu warunkami życia tamtejszych chłopów.
@onpanopticon e no to przeciez oczywiste, ze szlachcic chlopa szanowal XD Przeciez nawet teraz w wielu firmach nie dochodzi do naduzyc. Ba nawet w panstwie nie dochodzi do naduzyc wladzy XD
Zbiór króciutkich anegdotek z życia francuskich pracowników pogrzebowych. Niektóre śmieszne, inne smutne czy wzruszające ale podane w raczej średnio atrakcyjnej formie. Autor raczej nie ma talentu do opowiadania bo w taki sposób mógłby te historie opowiedzieć każdy. Ktoś z większym talentem literackim mógł z tych opowiastek zrobić prawdziwe perełki a tak to tylko garść anegdot. jest jedna historia z wątkiem polskim w dodatku punkowym.
Ta książka to trochę takie XIX wieczne true crime w wykonaniu słynnej pisarki Margaret Atwood. Autorka buduje swoją powieść w oparciu o prawdziwe morderstwo z 1843 roku, kiedy to szesnastoletnia pokojówka Grace Marks wspólnie z innym służącym Jamesem McDermottem została skazana za zamordowanie swojego pracodawcy i innej służącej która była również kochanką pracodawcy i była z nim w ciąży. Proces tej dwójki wzbudzał w tamtym czasie dużo emocji w Kanadzie. Oboje sprawcy zostali skazani na śmierć przez powieszenie ale wina Grace wzbudzała wątpliwości i zmieniono jej wyrok na dożywotnie więzienie. Sama oskarżona utrzymywała że działała pod wpływem strachu przed Jamesem McDermottem oraz że nie pamięta samego morderstwa. Grace spędziła też jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym. Punktem wyjścia dla fabuły książki jest próba udowodnienia niewinności Grace i doprowadzenia do jej uwolnienia przez ruch ludzi zrzeszających między innymi księdza oraz córki i żonę naczelnika więzienia w którym przebywa Grace. W związku z tym proszą o wystawienie opinii lekarza psychiatrę. Z jego rozmów z Grace dowiadujemy się jakie było jej życie przed tragedią oraz to co pamięta z przebiegu wydarzeń. Ale oczywiście ta powieść nie powstała żeby próbować odpowiedzieć na pytanie czy Grace Marks jest czy nie jest winna zarzucanych jej czynów. Książka jest wiernym portretem tamtej epoki w Kanadzie z wszystkimi jej problemami społecznymi czy obyczajowymi. Szczególnie jeśli chodzi o pozycję kobiet - nie tylko Grace.
Ubawiłam się na tej książce bardzo dobrze. To już moje trzecie spotkanie z tym autorem i bardzo mi pasuje jego styl i poczucie humoru.
Los splata losy ukrywającego się na odludziu przed wspólnikami Oivę Juntunena, uzależnionego od likieru pomarańczowego majora Remesa, który wziął roczny urlop żeby zdobyć wyższe wykształcenie oraz starej Skoltki Naski, którą władze chciały wbrew jej woli umieścić w domu opieki. W tym towarzystwie jest też trochę oswojona lisiczka Pięćsetka oraz kot Naski - Jermakki. Spotkanie trzech tak różnych osób to mieszanka, wydawałoby się, wybuchowa ale jak się okazuje dobre serce, poczucie humoru, troska o innych i niekonfliktowy charakter potrafią z takiej zbieraniny stworzyć zgraną wspólnotę. Oczywiście skradzione sztabki złota z którymi Oiva ukrywa się przed byłymi wspólnikami też odgrywa w tym wszystkim niemałą rolę.
Świat przedstawiony w powieści to Europa przyszłości, w której ludzkość wynalazła sposób by każdy mógł zachować wieczną młodość i nieśmiertelność. Niestety w takim świecie żeby uniknąć przeludnienia nie ma miejsca dla rozrodu i posiadania dzieci. Niby nie jest to zakazane ale ewentualną ciążę trzeba zarejestrować a wtedy któreś z rodziców musi zrzec się swojego życia w zamian za życie dziecka - dostaje zastrzyk po którym starzeje się w ekspresowym tempie i umiera. Taki proces trwa do 10 lat więc rodzic taki nie zobaczy jak jego dziecko dorasta. Jeśli rodziców jest dwoje to to drugie może zostać by zaopiekować się dzieckiem ale jeśli ciąża jest mnoga to obydwoje rodzice zostają pozbawieni nieśmiertelności. Nikt nie chce umierać więc większość decydujących się na dziecko ukrywa ciąże a potem dzieci ale do wykrywania tego przestępstwa jest powołany specjalny oddział - Falanga, który tropi kobiety w ciąży bądź z niezarejestowanymi dziećmi i kobieta dostaje natychmiastowy zastrzyk a dziecko zostaje zabrane do internatu w którym szkoli się ja na kolejnych członków oddziałów Falangi. Główny bohater Jan jest członkiem takiego oddziału. Gdy pewnego razu dostanie od senatora nieoficjalne zadanie zlikwidowania przywódcy opozycyjnej partii jego poukładane życie zaczyna się sypać a Jan odkrywa powoli swoją przeszłość, dokonując wciąż trudnych wyborów a my razem z nim zastanawiamy się co jest lepsze wieczne życie bez zmartwień czy jednak śmiertelność z jego wszystkimi wadami i zaletami. Autor podejmuje ten temat nie spłycając go w sposób interesujący. Książka momentami dosyć brutalna jeśli chodzi o opisy przemocy seksualnej czy też samego seksu. Ale generalnie pozycja dobra i polecam.
Kontynuacja świetnego "Stulecia detektywów". Tym razem autor opisuje rozwój serologii sądowej od odróżniania krwi zwierzęcej od ludzkiej, poprzez odróżnianie grup krwi do określania grup krwi w innych wydzielinach; identyfikację włosów, oraz chemii i biologii sądowej czyli badanie innych śladów na miejscach zbrodni - zabrudzeń, części roślin i grzybów, insektów oraz badanie włókien. Wszystko to na konkretnych przypadkach z historii kryminalistyki. Książka niezwykle szczegółowa i drobiazgowa i tu mam trochę zastrzeżenie. Według mnie autor trochę przytłacza ilością detali takich jak na przykład fakty biograficzne o śledczych przez co rozmywa się to co najciekawsze i muszę się przyznać że dosyć długo tą książkę męczyłam. Niemniej jednak polecam bo ukazuje kryminalistykę od mniej znanej strony.
Tytuł: Play Nice. Powstanie, upadek i przyszłość Blizzarda
Autor: Jason Schreier
Tłumacz: Bartosz Czartoryski
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Sine Qua Non
Format: e-book
ISBN: 9788383309590
Ocena: 7/10
Czy jestem fanem Blizzarda? Nie powiedziałbym, chociaż z przyjemnością grało mi się w parę gierek, które zostały stworzone przez to studio: „Diablo 2” czy „Warcraft 3” z dodatkiem sprawiły mi mnóstwo radości. Doceniam jednak ogromny wpływ Blizzarda na branżę gier i to, że wykreowali tak wiele znakomitych franczyz, odnosząc sukcesy na różnych polach.
No bo tak: dwie serie świetnych gier strategicznych; niesamowity cykl hack and slashy, który co prawda może z trzecią i czwartą częścią trochę podupadł, ale jednak; MMO, które przez wiele lat (a może i do dzisiaj - aż tak się już tym nie interesuję) nosiło miano króla i wielokrotnie czytałem zapowiedzi potencjalnych pogromców „WoWa” - tyle że nikomu się nie udało; wybitna karcianka; wciągający hero shooter. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że pracownicy Blizzarda po prostu kochali grać w gierki - brali na warsztat tytuły, które bardzo im się podobały, a następnie ulepszali te elementy, które im nie pasowały.
Mimo że wiele z omawianych historii już znałem, to i tak przyjemnie mi się o nich czytało. Jason Schreier raczej pisze dla fanów gierek bądź tego konkretnego studia, jednakże nie zabrakło tłumaczeń niektórych mechanik czy pojęć, które mogłyby być kłopotliwe dla laików - ci również powinni się bez trudu odnaleźć w tym reportażu, napisanym po przeprowadzeniu setek wywiadów z pracownikami Blizzarda. Dodaje to pewnego rodzaju smaczku i otwiera dostęp za kulisy.
To nie tylko historia o pasjonatach, który zmienili oblicze branży i wyznaczyli pewne standardy (do tego stopnia, że ludzie chcieli pracować w Blizzardzie, mimo że ten często płacił gorzej od konkurencji), ale także opowieść o niszczycielskim wpływie chciwej korporacji, myślącej o krótkoterminowych zyskach. Ciekawe, jakby to wszystko się potoczyło, gdyby nie doszło do fuzji Activision z Blizzardem.
Autor poruszył także kwestie kontrowersji związanych z firmą. Między innymi z oskarżeniami o molestowanie seksualne kobiet czy inne niestosowne zachowania, różnice w płacach na tych samych stanowiskach et cetera.
Tytuł: Jak zerwać z plastikiem. Zmień świat na lepsze, rezygnując z plastiku krok po kroku
Autor: Will McCallum
Kategoria: Poradnik
Wydawnictwo: Insignis
Format: e-book
Liczba stron: 256
Ocena: 4/10
Prywatny licznik 13/30
Pozycja uwrażliwia na problem zanieczyszczenia plastikiem.
Mamy odpowiedź na tytułowe pytanie, a to nie zawsze oczywistość. Jest też spora doza ekoaktywizmu, pod koniec nieco kwikłem czytając rozdział o sprzeciwianiu się choćby plastikowym słomkom w kawiarniach (pozycja z 2018) - choć w założeniu słuszne, użyte metody wydają się uprzykrzać życie innym, lub nie mieć sensu (odsyłanie plastikowych opakowań do producenta).
Do tego niektóre z porad są po prostu szkodliwe z mojego punktu widzenia, choćby zastąpienie wykałaczek wielorazową, tytanową (to już lepiej używajcie drewnianych, a najlepiej w ogóle sięgnijcie po nić dentystyczną, zęby i dziąsła Wam podziękują).
Część poradnikowa o zamianie plastikowych produktów na wielorazowe jest ok. Reszta - do pominięcia.
Jest choć fragment tej książki skierowany do producentów wszelkiego jednorazowego gówna? Czy jak zwykle to konsument jest obarczany odpowiedzialnością?
Producenci powinni przestać pakować wszystko w plastik
zastepowanie plastiku papierem pokrytym plastikiem to nie jest rozwiazanie
producenci powinni zaprzestać wmawiania konsumentom, ze kupowanie nowego przedmiotu jest ekologiczne
decydenci i miliarderzy powinni zrezygnowac z nadmiernej eksploatacji odrzutowcow
autorzy ksiazek z d⁎⁎y powinni przemyslec sens ich wydawania
Wprowadzenie tych punktow, zredukuje emisje, zanieczyszczenie i eksploatacje srodowiska w znacznie wiekszym stopniu niz kolejne podatki i sortowanie smieci na 6 frakcji przez 50 lat
Ekologia to bardzo ważny temat, który został doszczętnie przeruchany przez aktywistów, polityków i korporacje dla własnych zysków. Zbudowano struktury religijnych ekstremistów w kościele pod wezwaniem emisji CO2, wmawiajac akolitom ze to jedyny ratunek dla planety.
Pod plaszczykiem ekologii i dzialania na rzecz planety swiat pograzyl sie w korpokracji, gdize lobbysci maja wiekszy wplyw na ksztaltowanie rzadow niz wyborcy.
Trzeba miec niezly kompleks boga, by wierzyc ze takie pierdniecie ewolucji, jakim jest nasza cywilizacja ma tak drastyczny wplyw na funkcjonowanie planety z 4,5 mld lat stazem, ze 100 lat uprzemyslowienia doprowadzi do zaglady świata.
Nie zmienia to faktu, ze nie sra sie we wslane gniazdo i nalezy o planete dbac, ale tak naprawde a nie dla podwyzszenia slupkow zysku
Autor: Robert Kirkman, Cliff Rathburn, Ryan Ottley
Tłumaczka: Agata Cieślak
Kategoria: komiks
Wydawnictwo: Egmont Polska
Format: książka papierowa
ISBN: 9788328198517
Ocena: 6/10
Ten tom podobał mi się najmniej z dotychczasowych przeczytanych.
Przede wszystkim: wreszcie dochodzi do wyczekiwanej wojny z Viltrum. Problem w tym, że w moim mniemaniu została przedstawiona bardzo chaotycznie i zbyt szybko się zakończyła - nie obraziłbym się, gdyby ten wątek, po tak długich zapowiedziach, został rozciągnięty na cały tom.
Kolejnym problemem jest to, że Niezwyciężony rzeczywiście jest niezwyciężony. Wiem, jak to brzmi, jednakże parasol ochronny obejmuje także pozostałych ważnych dla fabuły bohaterów, co całkowicie zmienia wydźwięk Bardzo Poważnej Wojny i uświadomienie sobie przez Marka, że nie wszyscy mogą z niej wrócić. Niby ktoś tam ginie, ale nie do końca, ponieważ można go uratować. Trudno się przejmować losem bohaterów.
Chociaż nie ukrywam, że w pewnym momencie wyrwało mi się z ust ciche „o k⁎⁎wa” po zobaczeniu, co się wydarzyło na kolejnej stronie komiksu.
Z zeszytu na zeszyt historia staje się coraz bardziej krwawa i brutalna, jak gdyby Kirkman po początkowych „bezpiecznych” zeszytach wyrobił sobie na tyle mocną pozycję, że pozwolono mu przedstawiać fabułę po swojemu. Nie każdemu może się spodobać taka zmiana klimatu, co jak najbardziej rozumiem, jednakże sam nie mam nic przeciwko widokowi wypadających flaków i oderwanych rąk. Mimo że niespecjalnie przepadam za gore, tak tutaj świetnie to pasuje. W końcu mamy do czynienia z rasą bezwzględnych kosmitów.
Bardzo spodobało mi się otwarte zakończenie wątku Viltrumitów i mam nadzieję, że w kolejnych tomach autor wrócił do niego, żeby pokazać, co z tego wszystkiego mogło wyniknąć.
Co mi się nie do końca spodobało, to dalsze perypetie Marka już po powrocie na Ziemi. Ponownie pojawiają się wątpliwości, czy rzeczywiście słusznie postępuje, próbując ratować ludzi przed zagrożeniem, jednocześnie narażając ich na to zagrożenie. Wystarczy przypomnieć sobie walkę Marka z jego ojcem albo chociażby z poprzedniego tomu z Conquestem, kiedy spora część miasta uległa zniszczeniu. To ogółem ciekawy wątek, z którym do tej pory nie spotkałem się w innych superbohaterskich dziełach (z drugiej strony nie jestem też znawcą podobnych tekstów), że główny bohater w ogóle zastanawia się, czy rzeczywiście jest bohaterem.
Kolejne takie wątpliwości trochę mnie zmęczyły, ponieważ do tej pory Invincible nic z nimi nie robił, oprócz narzekania właśnie - spodziewałem się, że teraz będzie identycznie. Tym większe było moje zdziwienie, gdy tom zakończył się niespodziewanym zwrotem akcji.
Mimo że wciąż śledzę historię z dużym zaangażowaniem, tak tom według mnie jest wyraźnie słabszy od poprzednich. JEDNAKŻE nie mogę się doczekać kolejnych sezonów ekranizacji, ponieważ jestem bardzo ciekawy, jak zostanie zrealizowana wojna z Viltrum.
Czy Was też irytuje, kiedy opisywane zachowania nie są naturalne? Pytam się, kto podnosi brwi kiedy jest zdenerwowany xD taka mimika jest tu wielokrotnie wspominana - nadal nie leży mi to w kontekście. Największy minus, drażniło jak skórki przy paznokciach w oczach partnerki.
Jedna z postaci ma na imię Sergiusz. Tak jak autor na drugie. Też bym tak zrobił, rozumiem i szanuję.
Całkiem interesująca wizja pokręconego świata niby z przyszłości, ale z orkami i wspomaganymi pancerzami, z panteonem słowiańskich bogów i zwyczajów, a przede wszystkim z konfliktem Polacy - reszta świata (głównie sąsiedzi, przy czym tu wspominani są przede wszystkim Niemcy). Całość polukrowana jest typowo męskim humorem, chociaż postać pokazująca cycki na samym wstępie później traci swoją głębię w tym aspekcie (więcej nie robi nic podobnego).
@Vakarian miałem jeszcze jakieś przemyślenia podczas lektury, powinienem był gdzieś to spisać, bo układały się w podobny obraz. Ale było parę głupich rzeczy.
WIEM, BROŃ XD przecież chłop napisał że Desert Eagle to rewolwer. Wielokrotnie pomylone zostały rodzaje broni (nazwa jakiegoś gnata nie zgadzała się z opisem - jw.), ale podobnie było choćby z dowolną kwestią z lotnictwa. Generalnie chłop nie wpadł na pomysł, żeby sprawdzić część ze swojego słownictwa w encyklopedii, bo albo przesadził z synonimami, albo używa niektórych słów w znaczeniach, których te słowa nie przewidują.
Ogółem ta seria poniekąd opiera się na tym, że część bohaterów (jeśli nie wszyscy) zostało stworzonych na podstawie prawdziwych ludzi znanych autorowi czy ogółem w Fandomie. Zresztą, do trzeciej części był nabór na postacie. :')
Rozczarowała mnie ta książka. Nie dość że podczas czytania cały czas miałem wrażenie że jest to książka pisana dla młodzieży i to takiej wczesnej. To jeszcze autor w niektórych momentach za mocno upraszcza ocierając się o mówienie nieprawdy. Zgrzytałem zębami gdy czytałem fragmenty typu "przed wielkim wybuchem materia była ściśnięta w punkcie o niewyobrażalnej gęstości i temperaturze".
Jak w podstawówce słuchałeś chociaż jednym uchem to nie warto sięgać po tę pozycję.
„W sprzedaży pojawiła się majowa "Nowa Fantastyka", której okładkę zdobi przepiękna grafika z najnowszej powieści Thomasa Olde Heuvelta pt. "Wyrocznia".
W numerze znajdziecie wiele smakowitych kąsków. Na pierwszy ogień idzie artykuł Michała Szymańskiego, w którym autor w oparciu o przeprowadzoną przez siebie ankietę stara się przedstawić portret polskiego fandomu fantastycznego. Lektura na pewno daje do myślenia. W tym miesiącu obchodzimy też na naszych łamach 70. rocznicę powieściowego debiutu Philipa K. Dicka - "Słonecznej loterii". Oprócz klasyki SF mamy również wywiad z przedstawicielką nowego pokolenia twórców, Soyoung Park, której dylogia "Snowglobe" szturmuje listy bestsellerów. W kolejnym odcinku "Fantastyki z lamusa" przeczytacie o filmie "6 godzin życia" z 1932 roku, a fanów uniwersum DC czeka artykuł o nowym animowanym serialu "Koszmarne Komando", stanowiącym kolejny krok wprowadzający widzów w czasy panowania Jamesa Gunna w DCU.
W dziale opowiadań czeka na Was aż dziewięć tekstów - cztery polskie i pięć zagranicznych - a wśród autorów m.im. Łukasz Kucharczyk, Wołodymyr Kuzniecow i Michela Lazzaroni. A do tego drugie komiksowe spotkanie z Ćmą, felietony, recenzje i inne stałe fragmenty gry.
"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej tradycyjnie promocja z prezentem książkowym - tym razem do wyboru efektowne wydanie "Miasteczko Salem" lub popularnonaukowa "Moralna AI".
NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.
Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:
Dalsze losy bohaterów "Ślepnąc od świateł". Według mnie nawet lepsza od części pierwszej. Kto lubi styl pisania Żulczyka to się nie zawiedzie (mojemu mężowi na razie nie podchodzi). Ja ten styl bardzo lubię. Książki tego autora opowiadają i brudnych sprawach ale język którego używa jest pełen metafor, poetycki co według mnie jeszcze bardziej podkreśla zło o którym opowiada. Dla mnie to niesamowite, że można tak ładnym językiem opisywać tak okropne rzeczy i nie sprawiać przy tym że wydają nam się fajne. Świat który pan Jakub Żulczyk kreuje w tej książce nie jest światem którego chcielibyśmy choćby trochę doświadczyć. Wiele książek i filmów idzie w przeciwną stronę - w taki sposób opisują nam zło, że wydaje nam się one ciekawe, interesujące, nieraz romantyczne. Sympatyzujemy z mordercami, psychopatami. Ale tu tak nie ma. W tej podziemnej przestępczej Warszawie nie ma nic pięknego, to świat o jakim wolelibyśmy nie wiedzieć. Dotyka złym dotykiem nie tylko tych którzy chcą w nim uczestniczyć ale i przypadkowe ofiary. W moim odczuciu świat przedstawiony w tej książce jest gorszy od różnych horrorów a pan Dario... To zdecydowanie najgorszy czarny charakter jaki znam z literatury. I pomimo tego wszystkiego książka chwyciła mnie od pierwszych stron i nie pozwalała się oderwać. Mało tego uważam ze to piękna książka, piękna książka o piekle, którego nie chcielibyśmy doświadczyć.
Główną bohaterkę Patricię Cowan poznajemy w roku 2015 gdy jest już w podeszłym wieku, dotknięta demencją, umieszczona w domu opieki. Zaczyna się normalnie ale... w przebłyskach świadomości Patricia wspomina swoje życie u boku męża Marka z czwórką dzieci lecz to nie jedyne życie jakie Patricia pamięta. Pamięta też inne w którym Mark nie został jej mężem a ona wychowywała trójkę dzieci ze swoją partnerką życiową Bee. Po czym cofamy się i poznajemy życie Patricii , a od momentu w którym musiała podjąć decyzję czy chce czy nie chce poślubić swojego narzeczonego Marka - życie Pat i Trish. Losy Patricii rozdzielają się na dwie wersje i śledzimy dwie różne rzeczywistości "co by było gdyby". Mało tego, autorka też zapoznaje nas z tłem historycznym, politycznym i socjologicznym rzeczywistości w których żyje nasza rozdwojona bohaterka i po pewnym czasie uświadamiamy sobie że żadna z nich nie jest rzeczywistością w której żyjemy my. Ten wątek fantastyczny jest tylko tłem pomagającym śledzić jak koleje naszego życia wpływają na to jacy jesteśmy. Każda z rzeczywistości stawia na drodze bohaterki inne przeszkody. O dziwo świat który jest spokojniejszy, bardziej tolerancyjny, bezpieczniejszy przynosi Pat niezbyt szczęśliwe życie osobiste, nieudane małżeństwo, nie możność realizacji swoich zainteresowań, podjęcia pracy. Z to świat w którym Trish realizuje się bez reszty i życiu zawodowym i osobistym jest jednocześnie światem w którym musi ukrywać swój związek i który cały czas zagraża konfliktem atomowym. Ale tak jak napisałam wcześniej realia świata są tylko tłem dla codziennych zmagań z życiem Pat/Trish. Podobny zabieg jak w serialu "For All Mankind"gdzie oglądamy alternatywną do naszego świata rzeczywistość ale ta odmienność nas nie epatuje. Generalnie podoba mi się ten zabieg i książkę czytało mi się dobrze. Trudno ocenić która wersja życia Patricii była lepsza czy też szczęśliwsza. Ale chodzi chyba o to że każde życie możemy przeżyć najlepiej jak potrafimy.
Vonnegut to jeden z ulubionych autorów mojej młodości. Już dawno nie sięgałam po żadną z jego książek więc postanowiłam spróbować. No i na szczęście ten autor wytrzymuje próbę czasu. Nie jest to już tak świeży styl jaki był dla mnie lata temu ale dalej czyta się przyjemnie.
Eliot Roswater - prezes niezwykle bogatej fundacji nie radzi sobie z byciem bogatym. Zostawia swoje dotychczasowe życie i osiada w małym miasteczku gdzie oddaje się piciu alkoholu i działalności filantropijnej wśród mieszkańców miasteczka. W tym samym czasie przebiegły prawnik z kancelarii obsługującej fundację knuje jak by tu pod pretekstem niepoczytalności Eliota pozbawić go stanowiska prezesa na rzecz jego dalekiego kuzyna - agenta ubezpieczeniowego. Historia ta jest oczywiście tłem do rozważań, w charakterystycznym dla autora stylu, o bogactwie, biedzie i tym jak pieniądz rządzi światem.