W gorach, a gdzie! Ale tym razem nie na szczycie
Fala upalow ale oczywisci jak tylko dojechalismy to Slonce za chmurami xD
#psy #gory #uk #pokazpsa #lakedistrict


W gorach, a gdzie! Ale tym razem nie na szczycie
Fala upalow ale oczywisci jak tylko dojechalismy to Slonce za chmurami xD
#psy #gory #uk #pokazpsa #lakedistrict


Zaloguj się aby komentować
339 173,04 - 6,6 = 339 166,44
Dziś jeden z najłatwiejszych i najbardziej monumentalnych spacerów z okolicy.
Po 2h przyjemnego spacerku i niewymagającym przewyższeniu - taki widok
( Gsengscharte jakby ktoś chciał odwiedzić )
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#ksiezycowyspacer
#austria #gesause
#gory

Zaloguj się aby komentować
Byl ostatnio konkurs na 100 lecie digestive w czekoladzie i udalo sie zgarnac £100
#fotografia #uk #gory #chwalesie





Zaloguj się aby komentować
Kąpiel w lesie odbyta!
Czy woda była zimna? Jeszcze jak
Czy żałuję? Absolutnie nie
Polecam! Górska woda zdrowia doda, przynajmniej mam taką nadzieję XD
#woda #beskidniski #gory #las

Zaloguj się aby komentować
Masyw Babiej Góry ze Ślęży (tej pod Wrocławiem). Aczkolwiek tak dalekie obserwacje gdzie widać już tylko pojedyncze pixele to naprawdę dla pasjonatów
#dalekieobserwacje #gory


Zaloguj się aby komentować
Dla lubiących oglądać cudowne górskie widoki okraszone dobrą muzyką opartą na brzmieniu kilkunastu instrumentów, polecam poniższy film.
Kilkanaście kapeli regionalnych z różnych zakątków naszego kraju połączyło swoje siły, aby pokazać piękno polskich gór. Tak powinna promować się Polska.
I tacy górale są spoko.
#ciekawostki #kultura #gory #polska
Zaloguj się aby komentować
Książeczka właśnie dotarła, to teraz tylko czekam na @Zielczan i jego poradnik, szczególnie gdzie te pieczątki zbierać, jeśli nie ma ich na szczycie.
#gory #kgp

Jak coś to na stronie mają info dla każdego ze szczytów, ale @Zielczan pewnie lepiej opisze
@Spleen Ja mam poradę - nie kanalizuj się tylko na szczyty z listy, zobacz coś ciekawego co jest w okolicy skoro już tam jesteś. Jednym z moich głównych zarzutów wobec tej listy (poza tym jak chujowo wybrana) jest to, że niektórzy przyjeżdzają na parking, podchodża 5 minut (są szczyty że się da) i wyjeżdżają choć c⁎⁎ja tak naprawdę zobaczyli.
Zaloguj się aby komentować
W sobotę wreszcie wybrałam się na krótką wycieczkę w góry. Konkretnie do ruin zamku Bolczów. Wiem, że to nie jest jakiś odosobniony przypadek, bo takich zamków jest dużo, ale i tak ciekawe jest jak w ogóle udało się zbudować na górze na odludziu taką konstrukcję. Niedaleko było też parę wysokich skałek, z przynajmniej dwiema ekipami wspinaczy. Sama weszłam na jedną, która była łatwiejsza. Nie miałam żadnego sprzętu by porywać się na ambitniejsze.
Szkoda, że zdjęcia w ogóle nie oddają tego jak tam było ładnie.
#podroze #gory #zamki




Zaloguj się aby komentować
Część 4.
Po dwóch dniach pobytu nad jeziorem podjęliśmy decyzję, że wracamy. Jedzenia zostało nam na mniej więcej 3 dni, więc nie ma co czekać na poprawę pogody.
Chcieliśmy wracać trasą, którą z reguły pokonują ludzie, którzy chcą odwiedzić to jezioro.
Mieliśmy jednak duży problem, chmury były bardzo nisko, więc orientacja mapy po punktach, była niemożliwa, a GPS pokazywał totalne głupoty.
Mieliśmy różnice zdań, odnośnie wyboru kierunku, w którym powinniśmy zmierzać.
Udało mi się znaleźć trop ludzi, więc uznaliśmy, że to jest prawdopodobnie ta najbardziej uczęszczana trasa.
Poszliśmy więc w tym kierunku, im dalej szliśmy, tym bardziej wiedzieliśmy, że jesteśmy w d⁎⁎ie.
Miałem wykupione ubezpieczenie włącznie z transportem helikopterem ale co dziwne - mimo sygnału pod 112 nikt nie odbierał.
Dotarliśmy do wodospadu, który miał kilkaset metrów.
No i Kukiz no i cześć.
Nie chcieliśmy wracać nad jezioro, bo to zajęłoby to nam około 1,5 dnia, a sama trasa była dość niebezpieczna.
Podjąłem decyzję, że sprawdzę możliwość zejścia w dół wodospadem.
Zostawiłem plecaki i dziewczynę na górze, a sam poszedłem eksplorować.
Nagle nadeszły takie chmury, że ledwo widziałem swoje buty. Zacząłem dmuchać w gwizdek, żeby dziewczyna wiedziała, że jeszcze nie spadłem XD
Zacząłem piąć się do góry, bo bardziej widać było to za co mogę złapać, niż to na czym mogę stanąć.
Wydawało się, że można, bardzo ostrożnie zejść tym wodospadem.
Dziewczyna zrobiła linę ze swoich ubrań i spuszczała mi swój plecak.
Ja schodziłem te 5 metrów ze swoim plecakiem (25kg) i łapałem plecak dziewczyny. Następnie znowu 5 metrów, i kolejne, kolejne. Mozolne schodzenie w dół.
Jak już byliśmy jakieś 5-10 metrów od doliny, czy raczej końca wodospadu, nie było dobrego zejścia.
Nagle widzę dwa karabiny wycelowane we mnie (dziewczyna została wyżej).
Szczerze się ucieszyłem, pomogli mi zejść, następnie mojej dziewczynie.
Byłem przekonany, że to gruzińska straż graniczna. Moja dziewczyna zagadała do nich po gruzińsku.
Niestety nie byli to Gruzini.
Zdjęcia które zamieszczam w tej części pokazują tereny na którym trwa konflikt zbrojny i na 99% nie ma szans, żebyście zobaczyli to na własne oczy.
Więcej zdjęć z tej wyprawy nie udało nam się zrobić.
cdn.
#przygodypeposlava #wyprawa #kaukaz #gory



Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
339 384,38 - 13,64 = 339 370,74
#gory
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#ksiezycowyspacer

Zaloguj się aby komentować
Cz. 3.
Po nieprzespanej nocy trzeba było zwinąć mandżur i gnać nad jeziorko na 3000m n.p.m.. Były niebezpieczne momenty gdzie dwa kroki przed okazywało się, że stok ma ujemny kąt. Udało się, byliśmy strasznie zmęczeni ale cel został osiągnięty.
Minusem było to, że załamała się pogoda. W trakcie dalszej wędrówki nie widzieliśmy słońca.
Zauważyliśmy jednak, że sygnał GPS był zakłócany, a gruzińskie mapy nie są wzorem staranności.
Tutaj przechodzimy do ważnego tematu.
Wiedzieliśmy, że jezioro znajduje się niedaleko konfliktu zbrojnego między Gruzją, a Rosją, więc przed wyprawą pisałem o zgodę do gruzińskiego MSZ, a dzień przed wyprawą odbyliśmy rozmowę z majorem gruzińskiej straży granicznej.
Siedzieliśmy nad jeziorem dwa dni, licząc, że pogoda się poprawi, i będzie można używać szczytów górskich do orientacji mapy.
Nic nie zapowiadało tego, co działo się przez kilka następnych dni.
#przygodypeposlava #gory #wedrowka



Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry,
Dawno nie pisałem żadnego wpisu, jakoś głowy nigdy do tego nie było (wybaczcie), a i człowiek nigdzie nie wychodził z piwnicy. Ale dziś się "pochwalę". Latałem sobie w Bielsku szybowcem i było bardzo fajnie. Naprawdę bardzo fajne widoczki, z góry zasięg "renderowania" grafiki bardzo wysoki, bo nawet było widać zarys Tatr. Zdziwiło mnie, że aż tyle fotowoltaiki ludzie pomontowali na dachach.
Jedyne co, to polecam zjeść co najmniej 3h wcześniej śniadanie, mało oraz lekkie, bo może mdlić przy kołowaniu jak ktoś nieprzyzwyczajony. To nie ma porównania do paralotni albo kolejek w energylandii. Niby czas lotu 20-40 minut, ale mi się udało ok. 45 bo dobre wiatry (warto było jeść fasolkę xD).
A tutaj małe "wideło":
#gory #beskidy #podroze #chwalesie


Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
@Marchew

Zaloguj się aby komentować
Cz.2.
Drugiego dnia wyprawy mieliśmy 2 problemy o których wspominałem wczoraj.
Czyli brak wody i brak lodowca. Wodę finalnie udało się (trochę na czuja) znaleźć. Gdybyśmy nie znaleźli wody - czekałby nas powrót w dolinę.
Brak lodowca oznaczał przejście po prawie pionowej ścianie, gdzie na każdy krok do góry, zjeżdżało się pół kroku do dołu. Więc przytulony do góry wniosłem swój plecak, a następnie wróciłem po plecak dziewczyny.
Tak doszliśmy wieczorem na szczyt, który miał jakieś 3800 czy 3900 npm ale nie pamiętam dokładnie. Wg planu powinniśmy nocować w dolinie, ale szukanie wody i pokonywanie ściany zajęło nam zbyt dużo czasu.
Nocowanie pod samym szczytem dawało nam za to jako takie schronienie przed niedźwiedziami.
Ogarnianie namiotu na tej wysokości nie jest super łatwo, nie wbijesz szpilek w piach, tylko musisz zabezpieczyć namiot skałkami.
Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ta burza, która przyszła w nocy. Całą noc nie spałem, pilnowałem, żeby namiot się nam nie rozleciał. Ten namiot warunkował nasze przetrwanie, więc to nie były żarty. Efekty dźwiękowe i wizualne szalejącej burzy na tej wysokości były niesamowite, każdy grzmot okrążał górę wielokrotnie, a dolina zaraz obok naszej góry oddawała ogromne echo.
cdn.
#przygodypeposlava #gory #wedrowka



który miał jakieś 3800 czy 3900 npm
nie no tyle to nie xD nie dla mnie xD tam już chyba się oddycha inaczej? czuje się jakąś różnicę w płucach? i słońce może spalić?
czuć przestrzeń na tych zdjęciach, aż słychać skrzek orła odbijający się od gór. ta historia z tą burzą to masakra, chciałbym coś takiego przeżyć. ale tak żeby przeżyć xD
wincy zdjęć!
Zaloguj się aby komentować
Wypad do Zakopanego zakończyć niestety trzeba...( ͡ಥ ͜ʖ ͡ಥ)
#zakopane #gory #wakacje #polska

Zaloguj się aby komentować
Część I.
To był 2018 rok. Kolejna radosna wyprawa z moją dziewczyną (a dzisiejszą żoną) na wysoki Kaukaz.
Przygotowania do wyprawy, trening rozpoczął się około 6 miesięcy przed wyjściem w góry, a taki mocny trening był już 3 miesiące przed.
Tym razem planowaliśmy przejść do jeziora Kelitsadi, taki mocny trekking około 5 dniowy.
Najwyższy punkt wyprawy prawie cztery tysiące metrów, a zaczynaliśmy od ponad tysiąca.
Rok był wyjątkowo ciepły i suchy, co miało dla nas znaczenie - po pierwsze - był niedostatek wody, strumienie w których mieliśmy zaopatrywać się w wodę - były wyschnięte, a skraj lodowca, którym mieliśmy się poruszać - zmienił w się w prawie pionową ścianę, osuwisko.
Pierwszy dzień był idealny. Na około 2700 metrach znalazłem 5 litrowy baniak wody (na zdjęciu w komentarzu).
Serio, czasem mam wrażenie, że coś nade mną czuwa. Nie wiem czy to bóg czy szatan, ale szansa, na znalezienie baniaka wody na tej wysokości nie jest przecież zbyt duża.
Każde z nas miało po około 5 litrów wody, ale już pierwszego dnia, w sierpniowym upale na noc zostało nam niewiele, a następny dzień, pod tym względem nie wydawał się obiecujący.
edit: uważni na jednym ze zdjęć zobaczą nasz namiot
#przygodypeposlava #gory #hike #kaukaz



@Opornik w górach trzeba szukać aż się znajdzie, drugiego dnia zrobiłem kilka kilometrów żeby znaleźć wodę i to też było na czuja, założyłem, że ta ciemniejsza skała, którą ledwo widziałem na horyzoncie, jest ciemniejsza od wilgoci. Miałem rację - ale nie musiałem. Liczyliśmy bardzo na lodowiec, że z niego sobie wodę przygotujemy, ale tutaj też był zonk.
Jakbym nie znalazł, to miałbym problem, na rano zostało nam około 2-3 litry wody łącznie, a jak idziesz z plecakiem ca 25kg to ta woda się szybko zużywa. W ostateczności trzeba by było zawrócić. Woda była w dolinie z której wyruszaliśmy - najbliższe zabudowania to jakieś dwa dni pieszo, po pierwszej nocy - jeden dzień na zejście. Dalej było tylko ciekawiej.
Zaloguj się aby komentować
Siema,
Relacja z mojego pierwszego - nieudanego - podejścia do Małego Szlaku Beskidzkiego #piechurwedruje
---------
Szczyty: Gaiki, Żar, Potrójna, Łamana Skała, Leskowiec (Beskid Mały), Chełm, Babica (Beskid Makowski)
Data: 6/7 czerwca 2025 (piątek/sobota)
Staty: 93.5km, 23h45, 3.250m przewyższeń
Zainspirowany górskimi wycieczkami taty trwającymi po 40 godzin ciągłego marszu postanowiłem spróbować sił w przejściu MSB. Warunki pogodowe były niepewne, ale nocleg już został opłacony, a wsparcie przy opiece nad dziewczynkami załatwione, więc co było robić - pojechałem do Bielska-Białej.
Informacje praktyczne:
Mały Szlak Beskidzki ma ok. 137 km, a jego punkty końcowe to Bielsko-Biała (Straconka) i Luboń Wielki (szczyt między Mszaną Dolną a Rabką Zdrój). Łączna ilość przewyższeń na trasie to ok. 5770 metrów. Przebiega przez kilka szczytów Beskidu Małego, Makowskiego i Wyspowego.
W Bielsku funkcjonuje dom turysty PTTK, w którym można przenocować. Dla pojedynczego turysty wychodzi drogo (140 zł za pokój), ale za to warunki rodem z PRL. Trzeba rezerwować odpowiednio wcześniej.
Na trasie jest kilka bacówek i schronisk, schodzi się także do różnych miejscowości, także jest gdzie się posilić i uzupełnić prowiant (jeśli trafi się na godziny otwarcia).
Planując tę trasę na raz sugeruję zabrać dodatkowo kuchenkę i jakieś zupki, czy też inne potrawy do podgrzewania - od samych bułek i słodkich batonów energetycznych idzie oszaleć. Herbata w termosie obowiązkowo.
Trzeba pamiętać o częstym piciu i posilaniu się. U mnie co 2h30 wjeżdżała buła, w międzyczasie mieszanka studencka i batony energetyczne.
Co było fajne:
Mimo burzowych tygodni poprzedzających wypad (padało także w nocy, gdy byłem już w Bielsku) szlak nie był bardzo błotnisty, co było pozytywnym zaskoczeniem.
Pogoda w dniu marszu była świetna do chodzenia w lesie, przejrzystość idealna, więc widoki dopisywały.
Pierwsza część trasy bardzo mi się podobała - ładny, urokliwy lasek, sympatyczna ścieżka, kilka punktów widokowych, z których najbardziej przypadł mi do gustu ten przy Hrobaczej Łące.
Odcinek z Potrójnej na Leskowiec też bardzo ładny. Ścieżka - zwłaszcza w pobliżu Łamanej Skały - momentami składała się z takiej pokruszonej skały, wyglądało to dość specyficznie i nie natknąłem się chyba do tej pory na nic podobnego. Do samej Łamanej Skały trzeba odbić trochę ze szlaku (należy do #diadempolskichgor ).
W paśmie Żurawnicy znajdował się ciekawie wyglądający fragment wychodni skalnych o nazwie Kozie Skały.
W Zembrzycach bardzo miła pani pracująca na poczcie poratowała mnie wrzątkiem na herbatę przed nocną częścią trasy. Pozdrawiam i dziękuję za rozmowę!
Ostatni punkt - kondycyjnie byłem fajnie przygotowany i czułem się pewnie.
Co było mniej fajne:
Jak to w Beskidach, a zwłaszcza na takim długim odcinku, ciągle zejścia i wejścia.
Góra Żar to porażka - nie da się schować przed cieniem, poza widokami nic ciekawego tam nie ma.
W schronisku na Leskowcu zjadłem najgorszego schabowego w życiu, i gdybym nie był w biedzie, to pewnie bym go wyrzucił. Mały, odgrzewany chyba w tej samej fryturze co miękkie frytki, kiepska surówka i niesmaczne ogórki. Liczyłem, że pojem tam konkretnie i naładuję baterie przed dalszą drogą, ale się rozczarowałem.
Odcinek prowadzący przez Krzeszów mnie zniszczył. Pełne słońce, ja bez czapki (zostawiłem w taxi w Bielsku), potem krótkie, ale bardzo ostre podejście na Kozie Skały - miałem już mroczki przed oczami i zacząłem się zataczać. Nie polecam.
Na całej trasie stanowczo za dużo długich asfaltowych odcinków, a od Myślenic miało być ich jeszcze więcej - działało to bardzo demotywująco.
Odcinek od Babicy do Myślenic jest tak niesamowicie gówniany - strasznie rozjeżdżony, pełno bardzo głębokich kolein wypełnionych kałużami, ciężko się to omija, tym bardziej w nocy.
Buty dały mi w kość, a raczej w stopy, które od 40 kilometra po prostu paliły na śródstopiu. Plecak, który wydawał się być mega komfortowy, również bardzo obtarł mi biodra.
Co było ciężkie:
Mój plecak. Wziąłem dużo płynów w różnych postaciach i różnych innych rzeczy, z których nie korzystałem.
Na wyprawę wybrałem czerwiec, żeby iść jak najkrócej po zmroku, ale i tak ciemność sprawiła, że traciłem chęci na kontynuowanie wycieczki.
Długi dystans jednak dał mi wycisk, a może to ja go sobie dałem narzucając zbyt duże tempo. Zrobiłem łącznie 3 przerwy, z czego jedną 50 minut, a dwie po ok. 15.
W Myślenicach byłem o 3:30 i położyłem się na ławce przy rynku myśląc co dalej. Zostało mi 50 km drogi, w tym dużo asfaltu. Sprawdziłem prognozę - zapowiadano burze w rejonie od 14. Dodatkowo następnego dnia miałem odebrać z rana Mysz od rodziców i przez jego resztę pomagać przy dzieciakach. No nie kleiło mi się to, więc podjąłem decyzję o zakończeniu wyprawy i poszedłem łapać busa. Myślę, że gdybym miał większy komfort psychiczny związany z możliwością odpoczynku kolejnego dnia, to po dłuższej przerwie poszedłbym dalej. Cóż, podejście numer dwa za rok
#gory #wycieczka #wedrujzhejto #fotografia #msb #beskidy #beskidmaly #beskidmakowski





Zaloguj się aby komentować