Klima uruchomiona i chłodzi. Wczoraj wieczorem zrobiłem próżnię i zostawiłem na dobę żeby sprawdzić czy jest szczelnie, było ok.
Dziś połączyłem kable elektryczne, puściłem czynnik i uruchomiłem sprzęt, miałem drobny wyciek czynnika przez kiepskiej jakości trójnik gazowy, na szczęście nic wielkiego.
Połączenia miedziane potraktowałem pianą do wykrywania nieszczelności, też jest w porządku.
Z klimy wylatuje zimne powietrze o temperaturze 4 stopni więc jest spoko, apka połączyła się łatwo i bez problemów.
Miałem dość długą przerwę od Roberta Langdona, który no trochę mi się przejadł. Kilka lat temu próbowałem sięgnąć po Zaginiony Symbol i trochę się od niego odbiłem bo Dan Brown mimo świetnego warsztatu zaczął jak dla mnie trochę zjadać własny ogon i tłuc tę Langdonową serię według tego samego schematu. Tajemnicze symbole, śmiertelne niebezpieczeństwo, kumata ale oczywiście piękna pomagierka i rajd po ciekawych lokacjach po całym świecie w poszukiwaniu prawdy.
Nie inaczej jest i tym razem xD Mimo wszystko daję temu popcorniakowki trochę naciągane 8, chociaż tak do połowy książki myślałem że wyżej 6 się nie wzbije. Im dalej w las jednak tym jest coraz lepiej bo intryga którą tym razem wymyślił Brown jest naprawdę dobra i ciągnie całą książkę całkiem nieźle.
Oto najbardziej Bondowy z wszystkich profesorów historii sztuki Robert Langdon budzi się w szpitalu z postzałem głowy i amnezją sprawiającą że nie pamięta kilku ostatnich dni. Co więcej szpital znajduje się we Włoszech, a ostatnie co Langdon pamięta to wykład na swoim kampusie w Harvardzie. Dalej jest dosyć klasycznie, pościgi, strzelaniny, tajemnicze symbole tym razem kręcące się wokół Boskiej Komedii Dantego i kumata ale oczywiście piękna pomagierka. Brnąłem w to dalej w sumie tylko dlatego że akcja rozgrywała się we Florencji którą nie tak dawno temu odwiedziłem i niektóre lokacje kojarzyłem dość dobrze.
Fabuła przez większą część książki była trochę koślawa i w sumie byłem ciekawy jak Brown z tego wybrnie. Wyczekiwany plot twist zdumił mnie jednak do takiego stopnia że aż cofałem się do niektórych rozdziałów żeby sprawdzić czy to się na pewno klei, no i rzeczywiście - wszystko siedzi. Nawet mój największy zarzut czyli to że główny psychol z jakiegoś niewiadomego powodu zostawia po sobie wskazówki jest w miarę sensownie choć w dość nieoczywisty sposób wytłumaczony. Ostatnie oczko dodałem za ciekawe zakończenie odbiegające nieco od standardowych happy endów. Ogólnie jak ktoś jeszcze nie jest zmęczony Langdonem to polecam, ale ja teraz znowu chyba potrzebuję kilkuletniej przerwy zanim sięgnę po następny tom z serii.
Ta mi sie podobala chyba najbardziej ze wszystkich "Landgonowych", chociaz tych dowch ostatnich nie czytalem... Chyba wlasnie przez zakonczenie ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@DKK kiedyś w Austrii dostałem mandat 50 euro za jazdę 56 km/h w miejscu gdzie można 50nkm/h. W Polsce od niedawna też jest takie drakonskie prawo, ale dotyczy tylko kontroli policyjnej a nie autoradarów. Dlatego nigdy nie jadę szybciej niż o kilka km/h więcej.