Po mojej próbie przeczytania Mistborna potrzebowałem czegoś, od czego oczy nie krwawią. Wybór padł na cegłę, którą położyłem na stoliku tak z pół roku temu z zamiarem przeczytania. Owa cegła zawiera wszystkie opowiadania Kurta Vonneguta i na samym początku trafiła się niezła perełka.
Opowieść jest o grupce ludzi, którzy rozbili się samolotem gdzieś tam w Azji. Na pokładzie jest główny bohater — płk. Bryan Kelly, jego żona i dzieci, piloci i 10 żołnierzy. Łącznie 16 osób, tyle ile jest figur szachowych. Wpadają oni w ręce obłąkanego dyktatora. Nazajutrz pan despota wyzywa Kelly'ego na pojedynek szachowy...
Jedna z pierwszych antyutopii. Raczej nieprzypadkowo napisana krótko po Rewolucji Październikowej. Oczywiście dużo podobieństw z 1984 i Brave New World, ino ten typ był pierwszy. Styl pisania jest dość... hmmm... serdeczny? Kiedyś czytałem inną książkę z tamtemu okresu napisaną w podobnym stylu, więc chyba tak się pisało. Dość przyjemnie się czyta, chociaż czasami autor tak leci z metaforami, że trzeba parę razy przeczytać, żeby ogarnąć, co się dzieje.
Bardziej mi się to podobało niż Brave New World, głównie ze względu na to, że fabuła jest konkretniejsza. Wydaje mi się, że Huxley bardziej chciał przedstawić ten dystopijny świat. Inny nacisk po prostu. Tutaj dzieją się rzeczy i tylko przy okazji dowiadujemy co nieco o świecie, ale za to lepiej poznajemy głównego bohatera. Ogólnie, bardzo polecam.
Uśmiech to normalny stan normalnego człowieka.
#bookmeter#czytanie#ksiazki#czytajzhejto
(nie wiem po co mam podawać strony epuba, jak każdy czytnik pokazuje inaczej, zazwyczaj więcej niż w papierze)
Pomyslalem sobie, ze czasem wrzuce tu kilka slow o tym co przeczytalem. Takze siemka!
Na Czerwone i czarne natrafilem przypadkiem czytajac komentarz mowiacy, ze "Stendhal to taki anon XIX wieku." (czyt. czlowiek smutna zaba z mema). Nie myslac duzo, dodalem pozycje do TODO i jak zwykle, zapomnialem o niej na kilka lat.
Ostatnio bedac troche zmeczonym egzystencjalnymi rozterkami pior pisarzy rosyjskich i amerykanskich, postanowilem siegnac po cos innego. Padlo na francuza.
Ksiazka opowiada o zyciu syna chlopa, ktory mial ambicje wybic sie ponad swoj stan, oraz o jego romansach. Pozycja jest tez krytyka spoleczenstwa francuskiego z poczatku XIX wieku. Pewnie to stad wzielo sie porownanie do smutnej zaby, obrywa sie wszystkim - duchowienstwu , szlachcie, chlopom, dorobczykom, kobietom, mezczyznom. Jedynie Napoleona bohater ksiazki bardzo szanuje.
Sama ksiazka nie jest wybitna, ale chcialem wlasnie cos lekkiego, przyjemnego i ciekawego. Dostalem z grubsza to o co prosilem, takze spoko oko. Daje 7, jednak nie obraze sie jesli ktos oceni ja na 5/6.
Btw jest za darmo na wolnelektury.pl, tlumaczenie Tadeusza Boy-Zelenskiego.
Tytuł: Egipskie impresje wspomnienia z pracy w Egipcie
Autor: Jerzy Mielnik
Kategoria: Biografia
Wydawnictwo: Jerzy Mielnik
Format: e-book
ISBN: ISBN 978-83-937686-0-8
Liczba stron: 208
Ocena: 8/10
Na wzmiankę o tej książce trafilem przypadkiem przeglądając jedną z grup o tematyce kolejowej. Znalazłem pdf z nią w internecie i tak w wolnych chwilach czytalem po rozdziale. Książka lekko napisana z bogatym opisem fauny i flory Egiptu a także ich życia codziennego i kultury z perspektywy pracownika będącego na kontrakcie przy remontach egipskiej sieci kolejowej.
W kraju, w którym na dziesięciu mieszkańców powyżej 15. roku życia sześciu nie przeczytało w ciągu roku żadnej książki, napisanie i wydanie własnym sumptem pozycji liczącej 200 stron zakrawa na cud. Zwłaszcza w naszym środowisku zawodowym wyjątkowo ubogim w talenty pisarskie. Jerzy Mielnik, inżynier geodeta po krakowskiej AGH, następnie długoletni pracownik OPGK Kielce i urzędnik (obecnie zastępca dyrektora Wydziału Gospodarki Nieruchomościami i Geodezji w Urzędzie Miasta w Kielcach) jest wyjątkiem od tej niechlubnej reguły. Nie dość, że czyta, to jeszcze pisze. W książce „Egipskie impresje” żywym, barwnym językiem przedstawił swój pobyt w Egipcie w latach 1986-92, gdzie pracował, jak wtedy wielu Polaków, na kontrakcie zagranicznym. Jedni budowali drogi, fabryki i miasta, inni, jak Mielnik w Egipcie, remontowali linie kolejowe.
Nieznającym realiów Polski Ludowej przypomnijmy, że wyjazdy te były szansą na zarobienie pieniędzy kilkadziesiąt razy większych niż równowartość 20 dolarów (tyle miesięcznie płacono w PRL-u), a także poznanie innego świata. I o tym innym świecie pisze przede wszystkim w swej książce Jerzy Mielnik. Sprawy geodezji, pracy, kontraktowego życia są w książce gdzieś w tle albo ukryte między wierszami. Autor pokazuje nam natomiast Egipt z jego bogatą historią i kulturą oraz wspaniałymi zabytkami. Obrazy te przeplata scenami z życia ulicy, zdarzeniami zabawnymi i niebezpiecznymi, wizytami u swych egipskich znajomych, opisami przyrody czy też... kulinarnymi recepturami.
Trafne są jego obserwacje zarówno życia mieszkańców tego arabskiego kraju, jak i ich zachowań oraz relacji z przybyszami z Europy, co mogę potwierdzić na postawie własnych doświadczeń z kontraktów bliskowschodnich.
Niektórych może dziwić, że autor zjeździł Egipt wszerz i wzdłuż, ale wycieczki poza camp były ucieczką przed kontraktową nudą, oglądaniem na okrągło tych samych twarzy, wreszcie przed popadnięciem w alkoholizm (nie ma co tego ukrywać). Na szczęście na wielu kontraktach geodeci z racji specyfiki swojej pracy dysponowali samochodami, dobrem niezbędnym, by w wolnej chwili wyrwać się poza baraki. Mielnik z tego korzystał i poznał Egipt od podszewki. O takiej przygodzie bywalcy turnusów w Hurgadzie czy Szarm el-Szejk mogą tylko pomarzyć.
Jestem w podobnym wieku co autor, z tych samych okolic. Kupowałem te same chipsy, naprawiałem te same komputery kolegom. Płaciłem 10zl za Q3 na CD i zgrywałem muzykę na dyskietki 3,5“
Tytuł: Problem trzech ciał. Wspomnienie o przeszłości Ziemi. Tom 1
Autor: Cixin Liu
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Rebis
Format: książka papierowa
ISBN: 9788383381145
Liczba stron: 456
Ocena: 9/10
Wspaniałą powieść, czytało mi się to z zapartym tchem. Na początku troche mialem cykora, ze nie bedzie mi sie podobać ze względu na te naukowe powiedzonka fizyczne, ale okazało sie, ze to w ogole nie przeszkadza w zrozumieniu ksiazki i chłonięciu jej. To samo mialem z imionami bohaterów z początku bo podobne sa te chińskie nazwiska i imiona ale poszło gładko. Jak ktoś sie zrazi to polecam dotrwać do momentu kiedy zaczyna sie gra i potem juz leci. Mogę powiedzieć, ze to najlepsza ksiazka jaka przeczytałem w tym roku. Gorąco polecam!
@trixx.420 Tak się wydaje ale leci to tak szybko że nie idzie się oderwać. Koniec Śmierci to pierwsza książka chyba od czasu HP za licbazy przy której zarwałem nockę xD
skończyłem całą trylogię z 3 dni temu. Długo się czytało, najbardziej rozwalił mnie drugi tom serii, gdzie nic się nie działo, aż do ostatnich kilku stron, które bardzo pozytywnie mnie zaskoczyły. Teraz na tapecie Joe Abercrombie - Szczypta Nienawiści (znowu trylogia...)
Zbiór opowiadań fantasy, SF, z którego o dziwo to tytułowe podobało mi sie najmniej. Najbardziej klimatyczne imo były te kosmiczne i bardziej "nowoczesne". Nic specjalnego imo, dużo ostatnio słychać na temat serialu z Dawidem Ogrodnikiem, wiec sięgnąłem, ale spodziewałem sie czegoś bardziej wow po zachwytach, ktore czytałem.
Druga część z tego cyklu, nie ustępuje pierwszej. O pierwszej pisałem, że jest trochę kierowana do kobiet tak to odczuwałem, tutaj to mniej czuć, pewnie przez prawie całkowity brak głównej bohaterki z pierwszej części. Nie ukrywam trochę mi jej brakowało. Mam kupione pierwsze trzy czesci i z chęcią przeczytam kolejną bo to taki przyjemny prosty kryminał, ale nie spodziewam się więcej Eriki a szkoda.
Chyba tylko raz widzialem ksiazke na podstawie filmu, jak nam w gimnazjum kazali przeczytac "Stowarzyszenie umarlych poetow". Jak mi starszy brat powiedzial, ze to na podstawie filmu, to obejrzalem i dostalem 5 ze sprawdzianu
Przyjemny, prosty kryminalik. Trzyma w napieciu, a jednoczesnie jest taki jakby to powiedziec "delikatny" - wydaje mi sie, ze bardziej skierowany do kobiet. Mamy tu tez maly watek milosny, ktory jest w sam raz, nie za duzo go, aby przewyzszac nad glownym watkiem. Przyjemnie mi sie to czytalo.
Książka to 10 historii z wizyt psychoterapeutycznych u doktora, każda w jakiś sposób związana z przemijaniem człowieka w wieku podeszłym. Strach przed śmiercią, zapomnieniem, cierpieniem. Sprawnie napisana, ale trochę zbyt przebojowo amerykańska narracja. Tak czy owak, warto sięgnąć.
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller, historia alternatywna
Wydawnictwo: Wydawnictwo Albatros
Format: audiobook
Czyta: Marcin Popczyński
Czas trwania: 12h
Ocena: 8/10
Rok 1974. 29 lat od zwycięstwa Trzeciej Rzeszy w IIWŚ. Władze Berlina oraz Rzeszy przygotowują się do obchodów 75. urodzin Hitlera.
Xavier March, weteran u-botów, jest zgorzkniałym detektywem policji kryminalnej. Rutynowe śledztwo wywraca jego życie do góry nogami, kiedy okazuje się że znaleziony w rzece topielec był w istocie wysokim dygnitarzem Rzeszy, a w jego środowisku pojawiają się kolejne trupy.
Bardzo solidna porcja alternatywnej historii. Wbrew niektórym opiniom, jakie znalazłem w internecie, świat stworzony przez Harrisa wydawał mi się spójny i logiczny. Trzecia Rzesza zajmuje w nim miejsce Związku Radzieckiego, stanowiąc przeciwny biegun dla Stanów Zjednoczonych.
Harris obszernie rzuca nazwiskami, datami i skrótami historycznych dokumentów. Na uwagę zasługuje posłowie, w którym autor skraca prawdziwe życiorysy postaci wykorzystanych w książce. Autor zapewnia też, że wszystkie wydarzenia historyczne do roku 1941 wiernie odwzorowują rzeczywistość.
Fabuła jest wciągająca i w żadnym wypadku nie stanowi pretekstu dla przedstawionego świata. March otwarcie (na ile pozwala mu na to wszechobecna cenzura i bezpieka) wyraża swoje rozczarowanie otaczającym go światem. Jako główny bohater wzbudza tym sympatię czytelników.
Audiobooka czyta niezastąpiony Marcin Popczyński. Słuchałem w jego wykonaniu fragmentów Millenium Larssona. Jego narracja doskonale pasuje do ponurego świata nazistowskiego Berlina lat 70’. Głosy są pełne emocji i mało kto tak pięknie rzuca mięsem jak pan Marcin.
Drugi zbiór opowiadań Samotnika z Providence jaki dane mi było przeczytać. Moim zdaniem odczuwalnie gorszy niż Zew Cthulhu, chociaż tak ogólnie to nadal dobry.
Brakowało mi tu jakiejś wisienki na torcie w stylu Widma nad Insmouth które w poprzednim zbiorze totalnie wyrwało mnie z kapci.
Tutaj część opowiadań była serio dobra (jak tytułowe, Zeznania Randalpha Cartera, Szczury w Murach czy Rycina w Starym Domu) a część wręcz nudna, jak Księżycowe Moczary.
Sumarycznie to cały ten klimat mi się podoba, koniecznie muszę spowrotem odwiedzić knajpke R'lyeh w Krakowie ale jeśli komuś nie siadł Zew Cthulhu to chyba nie polecam sięgać po tą.
Zacząłem już Koty Ultharu, lecz wczesny świat snów i mocna rozbudowana symbolika zamiast grozy to też ciężki kawałek chleba. Ale bez spoilerów, to pewnie będzie kolejny wpis xD
W ramach siorbania klimatu zacząłem grać w Lovecraftowskie Sinking City na Switch 2 (polecał mi je @Zielczan) ale niestety popełniłem błąd i włączyłem też Gothiczka 2 NK... I oto jestem na farmie Onara.
@Barcol dzięki za przypomnienie, cały czas odkładam ksiązki od Vesper, licząc na wydanie ebooków, ale chyba czas najwyższy się pogodzić z tym, że ta era nigdy nie nadejdzie i sięgnąc po ogromną kupkę wstydu z tego wydawnictwa.
Pan Marcedes podobal mi sie bardzo, bylem zachwycony, tym jakiego typu to jest kryminal, ze nie boi sie brudu i chamstwa. Druga czesc okazala sie powiescia dla nastolatkow o nastolatku, naiwnym jak sama ksiazka. Dam szanse trzeciej czesci, ale tutaj serio nie spodziewalem sie takiego obrotu spraw. Malo samego detektywa, a wiekszosc to opis naiwnego dzieciaka i tego jak sra w majtki bo cos ukradl. Jestem zniechecony i teraz sprawdze jak to wyglada w pisaniu ksiazek grozy przez pana Kinga bo nigdy nie czytalem.
Przyjemna powieść z kategorii spaceopera. Opowiada o świecie w którym ludzkość skolonizowała wiele planet w kosmosie i toczy wojny z innymi inteligentnymi rasami obcych. Jest to część cyklu ale tylko dwie pierwsze książki są przetłumaczone, ta i Brygada Duchów. Brygada Duchów ma ładne zakończenie, polecam przeczytać obie.