Jędrek z ekipy Kingrunnera robi dobrą robotę, tym razem udało mu się wyrwać na północ Polski, bo na trailowy wyścig Ultra Wysoczyzna, gdzie zawodnicy mają do pokonania nieliche przewyższenia (nawet do 1900 metrów upu), a wśród atrakcji oprócz wąwozów, rzeczek, lin i błotka czeka między innymi bieg po czerwonym dywanie przez pałac Wilhelma II
Uwaga - stężenie heheszków w filmiku dość wysokie!
No to jedziemy z tematem ( ͡° ͜ʖ ͡°) może tym razem nie rozchoruję się 3 dni przed startem xD
Start zaplanowany jest na 1:00 w nocy z centrum Gdyni. Szykuje się długi bieg z odpaloną czołówką po lesie, wschody słońca w tym terminie są około 8:00
Polecam, bardzo fajna impreza biegowa w trójmieście. Wbrew pozorom, mamy tu sporo wzniesień. Idzie zmasakrować się dobrze. Do jutra są najniższe wpisowe. To będzie mój trzeci start u nich ;)
Alex Staniforth przeszedł do historii, stając się pierwszą osobą w historii, która zdobyła wszystkie 446 gór w Anglii i Walii za jednym razem.
Ambasador INOV8 wbiegł na każdą górę, poruszając się między nimi na rowerze w zaledwie 45 dni, ustanawiając nowy, niesamowity rekord.
Zaczynając w Dartmoor, a kończąc w Lake District, Alex pokonał 3000 km i wspiął się na ponad 100 000 m - około 11 razy więcej niż Mount Everest.
30-latek spał w kamperze - prowadzonym przez jego partnera i przyjaciół - pod koniec każdego dnia i świętował swoje urodziny na wzgórzach.
Walczył z brutalną pogodą, kontuzjami mięśni i czystym wyczerpaniem, zdobywając każdy szczyt o wysokości ponad 610 metrów w Anglii i Walii.
Jego ostatnią górą był Helvellyn, gdzie rodzina i przyjaciele zebrali się na szczycie, aby dopingować go na finiszu.
Poprzez 446 Challenge Alex zebrał do tej pory 30 000 funtów dla Mind over Mountains, organizacji charytatywnej, która pomaga zdrowiu psychicznemu poprzez naturę.
@Onestone Dodam, by się nie przejmować polem "strata do rekordu". Algorytm jest w wersji 0.1 - pod krótsze imprezy(a ta tutaj ekstermalnie długa). A do tego pisał go debil
Dystans około 55km, przewyższenia +3800 m/-3800 m.
Miało być dość łatwo i przyjemnie ale po 15 kilometrach nogi zrobiły się mega ciężkie, najwyraźniej miesiąc po przebiegnięciu setki nogi jeszcze nie doszły do siebie. Uwielbiam zbiegi z Diablaka bo są długie oraz techniczne i to na nich głowie nadrabiam czas. Zapewne wrócę tu za rok bardziej wypoczęty powspinać się trochę na Perci i znów puścić nogi na maxa depcząc w dół po skalnych stopniach .
@Z_buta_za_horyzont Dżizas krajst Twoje nogi muszą być nie z tej ziemi!!! \o/ Gratuluję, ja bym chciał w Tymbarku 20 Lipca zrobić bieg o Paproć w wersji na 3 pętle, podziwiam niesamowicie ten dystans i przewyższenia ko-smi-czne! Gratulacje!!!!
The Chase to porywający film fabularny, który przenosi widza w głąb biegu Cocodona 250 z 2024 roku, wyczerpującego ultramaratonu na dystansie 250 mil, prowadzącego przez zapierające dech w piersiach tereny Arizony. Film podąża za pięcioma elitarnymi sportowcami, którzy przekraczają swoje granice w nieustannej pogoni za zwycięstwem i nieuchwytnym rekordem trasy.
Historia każdego z biegaczy rozwija się z czystymi emocjami, pokazując ich strategie, niepowodzenia i triumfy, gdy poruszają się po surowych górach, palącym pustynnym upale i własnych wewnętrznych walkach. Łącząc oszałamiające zdjęcia z intymną opowieścią, The Chase oddaje istotę rywalizacji, odporności i nieugiętego ducha sportowców wytrzymałościowych w jednym z najtrudniejszych wyścigów na świecie.
Skończyli. Łukasz Wróbel z Polski nowym rekordzistą świata w Backyard Ultra - zrobił 116 kółek, czyli 777km. Średnio jedno kółko (dlugości 6.706km co daje 100 mili w 24h. Tak, wymyślił Amerykanin :P) robił w 42 minuty. Rekord świata został pobity o 6 okrążeń, Polski o 13.
Drugie miejsce dla Belga Jan Vandekerckhove - na pewno to nie jest ostatnie słowo Belgów, którzy w tym dziwnym sporcie są potęgą.
Wyszli na 110 kółko. Tak, jeśli je skończą to wyrównają rekord świata. Jak zrobią kolejne to go pobiją. A potem będzie rywalizacja czy wspólnie zejdą?
Co za po⁎⁎⁎⁎na akcja. Żeby lepiej pokazać to co oni robią - bez przerwy większej jak jakieś 20 minut na raz zrobili piechotą dystans jak z Gdańska do Budapesztu.
W zawodach na chodzenie w kółko (aka Backyard Ultra) dwaj koledzy robią na zawodach w Belgii już 94 kóło co przekłada się jak widać na obrazku na 600+km. Rekord świata to jeśli dobrze pamiętam 110 kołek. Więc jeśli będą biec/iść dziś do północy to mają szanse
Udało się mój debiut na dystansie 100kilometrów😎. Pół roku wyrzeczeń, treningów i przygotowań. Efekt to wysokie miejsce w open i pudło w kategorii wiekowej🏆. Był jeden solidny kryzys, który na szczęście udało się pokonać. Teraz czekają mnie dwa dni chodzenia po schodach bokiem ale było warto 😜.
Bartosz Fudali, obecny rekordzista Polski w biegu 48h (447 km 293 m), wygrał zawody Taipei Ultramarathon i pobił rekord trasy, który wynosi od teraz 441 km 69 m. Do nowego rekordu PL trochę zabrakło, ale za parę miesięcy UltraPark Weekend w Pabianicach...
Witajcie truchtaczki, truchtacze, biegaczki i biegacze!
W tym tygodniu coś nietypowego, zrobiłem "w 5% truchtem i 95% chodem" maraton górski, wgl. nie wiem czy powinienem to tu wstawiać, ale że jako było to dla mnie wyryp na 300% to jednak się podzielę, szczególnie że widoczki są i jeszcze będą, a kolejną tego typu imprezę nie wiem kiedy zamierzam odwiedzić ^_^
No dobrze, ale zanim o tym, w październiku 2024 pewna ultrakoleżanka zaproponowała nam na grupie chodziarzy, by sobie zrobić "spacerek", bo podobno fajny, tośmy się zapisali (no przynajmniej tak myśleliśmy, że każdy łaskawie się opłaci), bo zapisy rozeszły się w kilka godzin. Mieliśmy wyruszyć w trasę w trójkę, aczkolwiek finalnie była gruba improwizacja i poleciałem w raz z drugą ultrakoleżanką, co bardzo Nordic Walking (ja tak nie traktuję tego na poważnie.)
W każdym bądź razie, dowiedzieliśmy się, że jednak mamy improwizować w grudniu 2 dni przed Świętami O_o, no to improwizacja ruszyła i udało się jakoś dopiąć dojazdy, noclegi, a przez ostatnie 1.5 tyg kompletowałem sprzęt i żyłem w lekkim strachu i ekscytacji z okazji przygody!
O co się rozchodzi ? O Zimowy Maraton Świętokrzyski!
Noooo, ten "spacerek" chwilkę trwa, jest to bardzo fajna impreza (bo jest co Amciać i co oglądać i nie ma dużo asfaltowania, a dla "górali" to od razu ), ale Ja polecam się na takie coś przygotować!
https://zimowyswietokrzyski.pl/index.php/trasa/rycerska-szarza <= 25.8k z przewyższeniami 630m - Limit czasowy 7h, Start 9:00 i finisz 16:00. (Dowiedziałem się, że to po raz pierwszy taki "króciutki" dystans dla osób nowych w biegach górskich... ja... no nic, "górale" jesteście kozaki! O_o)
Obowiązkowy sprzęt:
To było sprawdzane:
Ważny dowód osobisty,
Tego nikt nie sprawdzał, no cóż, nie jest to UTMB, a piechurów było miljon jak na taką imprezę:
Apteczka - Bandaż elastyczny, opatrunek jałowy, plastry (załatwiłem sobie lekką mikro apteczkę, na szczęście potrzebna nie była, choć kilka gleb oglądałem na trasie, o tym dalej)
Folia NRC, - Minimum 140x200cm
Gwizdek,
Czerwone oświetlenie, dla widoczności po zmierzchu,
Czołówka,
Odblaski,
Minimalny prowiant na trasę i z 30 zł w drobnych "w razie W",
Kubek na picie
W realu ludzie lecieli na zupełnie lekko, ja uważam to za spore ryzyko, no ale cóż, akurat ta impreza była mega świetnie oznaczona i punkty były sztos
Na dodatek nawigację gpx na garminie i tryb "trail run" opanowywałem w czwartek wieczorem, ale sprawdziła się ZA⁎⁎⁎⁎ŚCIE
A teraz lekka i krótka relacja, tak tak, nudzą, no ale nie wiem kiedy będzie mi dane drugi raz w życiu takie coś robić O_o
Co do wyżerek od razu skrócę wpis: Zawsze na punktach były dostępne pomarańcze, banany, kawa, herbata i kruche ciastka
Z ultrakoleżanką spotkałem się z 10 minut przed startem, to jest semi-pro nordic walkerka.
Szybkie foto o 7:00 i ruszyliśmy (albumy zdjęć z fejsa też wam we wpisie wrzuce, spokojnie), najpierw szybka pętelka wokół zamku i pierwsze "niepłaskie" podejście + zdziwko na twarzy koleżanki "tak stromo?" ... "nooo, górki". Trasa między startem a pierwszym punktem odżywczym prowadziła częściowo przez Górę zamkową, następnie Glinianki i Chrostynię i Jedlnicę, na zbiegu z Góry zamkowej był taki piękny widoczek na Zamek w Chęcinach i póki byliśmy jeszcze na "Świerzo" to ludzie rychło skakali, by fotografowie i fotografki zrobili nam naprawdę sweet fotki na śniegu i otwartym terenie, było śnieżnie, ale też sporo lodu, szczególnie przy zbiegu do punktu kontrolnego 1, tam widziałem jak seryjnie na oblodzonym asfalcie 3 biegaczy pod rząd zaliczyło glebę na lodzie, nie wiem jakie buty trailowe mogły by przed tym zabezpieczyć.
Troszkę na PK-1 poczekałem na ultrakoleżankę, po drodze też dostałem ochrzan, że albo mam truchtać z dala od niej albo łazić nordiciem z nią, no i tak właśnie zrezygnowałem z planu "Truchtam i obserwuję", bo ktoś tu miał nawigację z gpx, która działała, a ktoś inny sobie "szedł na pałę" i to nie byłem Ja, aczkolwiek nie ujmuję koleżance tempa, bo jak zwykle zawrotne, zwykły piechur by zdarł nogi po 30 minutach.
Cóż było na punktach, PK-1 powitał nas zupką kapuśniakiem, nie byliśmy długo, bo po 11.5 km od startu jeszcze była siła i chęć zasuwania, a stromych podejść tylko jedno w okolicach zamku, nie wiedzieliśmy co nas czeka, a ultrakoleżanka się na bank nie nastawiała, że 1200m może oznaczać wspinanie się po skałach. (Ja też, także zdziwko spore, ale spodziewałem się, że stromo). Poza zupką zżarłem kilka kawałków pomarańczy i ziu do roboty dalej ^_^
Trasa między punktem kontrolnym 1 a 2 (tu 16.8 km i gro podejść, czyli clue całej zabawy!) już prowadziła na południe przez Grząby Bolmińskie, z ciekawych górek Czubatka (Bocheniecka), Milechowska Góra i Bolmińska Góra, chyba przy tej Bolmińskiej (Tak, jaskinia Piekło Milechowskie) był taki prześliczny wąwóz, który kończył się wspinaczką po oblodzonych kamieniach, jako "nieprofesjonalny" "niegóral" nie zrobiłem w gacie i udało się wdrapać i "nie zabić", co uznałem za sukces dnia, ultrakoleżance też, ale co się przestraszyliśmy to nasze! Finiszerem tego odcinka była Miedzianka i tam też było ślicznie, stromo :D
I tu fajny przerywnik, przy szlaku turystycznym na Miedziankę można było odwiedzić "sklep z kamieniami" i zapłacić telefonem albo wrzucić "pinionc" za kamyk, fajna atrakcja na trasie, też wam wrzucę foto, bo byliśmy lekko zdziwieni ^^
Na górkę się wdrapałem, cyknąłem sobie foto (Ultrakoleżanka ma napinkę na czas, więc trzeba było gonić, bo Ja tu chciałem turystycznie, ale nie wolno, bo Ją jakaś inna chodziarka wyprzedziła, ale przecież tamta zbiegała z górek no to wgl. nie ma o czym gadać, no ale dobra, całe życie z wariatami), ... ^_^, co nie zmienia faktu, że samojebka na górce jest + zaliczyłem zjazd na tyłku po śniegu z górki, bo tak było szybciej i przyjemniej niż jakieś tam zdrapywanie się z kijkami ;P.
Punkt kontrolny 2(PK-2) powitał nas "Herbatką prezesa", czyli herbatą na cynamonie i pomarańczach, ale bez "prądu", kabanosami, serem i od groma bakalii do wyboru (Ktoś tu przemyślał, że po głównej wspinaczce dnia ludzie będą przetyrani, fajnie!) , tutaj był dłuższy postój z 4-5 minut, bo trzeba było sobie cokolwiek podobnego do obiadu wciągnąć. Ja się zajadałem pomarańczami i kabanosami, ale faktycznie tu weszły też ciastki, nie zamierzałem lecieć na szalonym deficycie, bo po co.
A no i grzecznie poprosiłem o nalanie mi do fulla gorącej herbatki do soft flaska, to był genialny pomysł
Trasa z PK-2 do PK-3 (10 km) prowadziła na południe z Miedzianki na Grząby Bolmińskie i następnie na skręt na północ przez górkę Chrusznicę i Hutkę, z ciekawostek przed PK-3 teren zrobił się bardziej błotnisty, a ziemia wręcz czerwona od gliny, no ale cóż, była już hmm 13-14, słońce operowało ,zaczęło być błocko, ogólnie to była najsłabsza część przygody, bo przewyższeń mało i takie tam bieganie po w miarę płaskim terenie.
PK-3 to zupka pomidorowa, ale też preludium do kolejnego stromego łażenia, tutaj po zupce też kilka pomarańcz (Najbardziej pomarańczowy dzień mego życia ho!) i dalej w trasę.
Clue programu nr 2, ostrze podejście przy górze Stokówka na terenie po kamieniołomie oraz okazja do cyknięcia foty jaskini Piekło Skibskie, kolejne tuptanie w terenie i na finisz podejście pod zamek w Chęcinach (Ci co nie spinali się z czasem sobie podlecieli cykać fotki na zamku, ale nie, my tu się "ścigamy". (ach Ci ludzie i te ich dusze rywalizacji na maratonach bez pomiaru czasu ¯\_(ツ)_/¯). Anyway, fotka pod zamkiem strzelona i dawaj na metę
Byliśmy chyba z chodziarzy na 3 i 4 miejscu, a ultrakoleżanka z tego co zaobserwowałem jako jedyna zrobiła to technicznie tip-top przez całe 48 km (szalona, wiem!).
Dla mnie to było po raz pierwszy w życiu przekroczenie dystansu 26 km, pierwszy taki "tlen" przez 8h pod rząd i dziś całkiem nieźle czuję wszystko, polecam, ale z przygotowaniem i rozwagą
Co do sprzętu:
Kijki czy to nordic czy trailowe - mi się bardzo sprawdziły te składane leki, większość chodziarzy miała proste, w każdym razie, niektóre wdrapywanka i "zbiegi" bez kijków to ja dziękuję zawału szło dostać jak na pierwszy raz, super sprawa!
Buty trailowe - wielce zalecane, śnieg, lód, ślisko, błoto, asfaltówki by pływały dość szybko + ja dziękuję przy takim oblodzeniu to złapie się kontuzję i później pół roku z życia wycięte, bez sensu,
Stuptuty - testowałem te wysokie salomona - super sprawa, nic mi się wczoraj nie nalało, a było dość "błotniście, szczególnie między PK-3 a PK-4 jak słońce operowało już którąś tam godzinę i rozpuszczało ekspresowo śnieg na trasie.
Kamizelka biegowa - bardzo fajna sprawa, wbudowany gwizdek odhacza 1 rzecz z listy, pojemność 12 litrów mi się sprawdziła na tym "łażeniu", softflaski też sztosidło, jeszcze te kieszenie też mega, w jednej miałem kilka żeli a w drugiej dżdżownice haribo <3, na punktach kontrolnych przeładowywałem żelki
Lekka kurteczka wiatrówka nieprzemakalna - super sprzęt, na szczęście nie było potrzebny.
Jako, że to mój pierwszy "bieg" (rotfl) górski, to błędów musi być sporo, ale przy takiej trasie to chyba wspaniałe miejsce do nauki!
Błędy:
Za dużo stuffu, na przyszłość wiem, że z 1.2-3k przewyższeń i startem o 7 zdąży się o 16 na luzaku na mecie, nie trzeba całego zestawu dyskotekowego brać.
Prognoza nie przewidywała żadnych opadów, nie potrzeba było brać kurteczki przeciwdeszczowej do plecaczka, w miarę ok miałem ubiór - warstwa 0 - potówka, warstwa 1 - bluza termoaktywna, warstwa 2 - lekka wiatrówka, gdybym to robił biegiem ,to na słońcu bym musiał demontować wiatrówkę.
Ze względu na nawigację z zegarka i gadający bardzo głośno telefon z podpowiedziami nie potrzeba było żadnej mapy, jestem z "Pan Garmin" zachwycony, oczywiście pojawiały się momenty "turn right, turn left" na prostej trasie, ale poza tym petarda
Minimalnie brać apteczkę, niepotrzebnie zabrałem ekstra plastry, ogrzewacze na rękawiczki itd itp, no byłem obładowany jak wielbłąd.
Ode mnie sklepik z kamykami wam wrzucam i kilka fotek, ale jak ktoś zainteresowany to galerie od fotografów są ofc "PRO".
U mnie dziś rano rozciąganko i dzień rehabilitacji
Zdrowia wam!
P.s. @scorp jak uznajesz, że przelezienie tej trasy się nie licze to odejmę odlicznika, po prostu się chciałem podzielić, bo nie wiem kiedy zrobię kolejny raz taki "Adwenczer!"
Wpis dodany ręcznie, bo nie skrypt wali błędami https://http.cat/status/401 , a więc jestem niegodzien, no to coś tu nie trybi u mnie, ale co tam
@pluszowy_zergling ale świetna impreza! Super opis, bardzo fajnie mi się czytało, aż Ci pozazdrościłam tej zabawy bo serio brzmi extra 😃 i oczywiście gratuluję, na pewno nie było to proste :) Jakie plany na obecny rok biegowy/biegowo-chodziarski? ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@pluszowy_zergling łoo super, gratuluję! Wygląda to na mega sprawdzian swoich możliwości.
A tak BTW to na przyszłość daj na początek wynik główny tj. 48,81km, bo jak zobaczyłem te dystanse 2 i 4 km i do tego wstęp
W tym tygodniu coś nietypowego, zrobiłem "w 5% truchtem i 95% chodem" maraton górski, wgl. nie wiem czy powinienem to tu wstawiać
To sobie pomyślałem: chłop se poszedł pochodzić po górach świętokrzyskich i wrzuca na #sztafeta zamiast na #ksiezycowyspacer i nie doczytałem już do końca tego wpisu. Dopiero po czasie mnie podkusiło, żeby przeczytać dalej.