Hot-tejk: gdybym spotkał kogoś równie młodego jak ja (powiedzmy 20-25 lat) i jakbym dowiedział się, że jest wyborcą PiSu to miałbym o nim lepsze pierwsze wrażenie niż o zadeklarowanym wyborcy Konfederacji.
@Ziemniakomat Jeśli jesteś socjaldupokratą to z takiej perspektywy - perspektywy podtrzymywania obecnego chorego systemu masz rację. Z perspektywy kogoś kto dąży żeby zmienić ten system - czy jest to osoba o poglądach prawicowych czy o poglądach prawdziwie lewicowych racji nie masz.
Wiesz jaka sytuacja najbardziej by sprzyjała odrodzeniu się komunistów jako klasycznej robotniczej antysystemowej lewicy ? Rząd większościowy konfederacji. I mówię ci to serio.Wahadło po prostu. Ale do tego akurat nie dojdzie. Konfa nie zdobędzie większości,prędzej sfałszują wybory. Zresztą konfa to kontrolowana opozycja niestety.
Obecnie zaś konfederacja jest problemem dla tęczowego liberalizmu - który wbrew temu co uważasz jest jednocześnie i brunatny ze względu na swoja totalniacką naturę i podporządkowanie tęczowej "lewicy" korporacjom i innym ośrodkom tyranii.
Poza tym uważam,że "lewica" tęczowa musi zostać zniszczona.
Ogólnie to nie uważam konfederacje za partie faszystowską. Uważam za to, że faszyzm mógłby skutecznie rozwiązać problem konfederacji. Brzmi jak żart, ale nie do końca. Polski publicysta i myśliciel konserwatywny, Tomasz Gabiś opublikował jakiś czas temu na swoim blogu dość ciekawy artykuł na temat Leo Straussa (link podam poniżej), konserwatywnego filozofa pochodzenia żydowskiego i miłośnika Carla Schmitta. Gabiś przytacza nam cytaty, które świadczą, że Strauss miał dość pozytywne zdanie o faszystowskich Włoszech, przed zbliżeniem się Mussoliniego z Hitlerem. Filozof ten opisywał faszyzm jako lekarstwo na rosnący w siłę nazizm. W przytaczanych cytatach wyraża on pogląd, że nie da się powstrzymać rosnącej w siłę skrajnej prawicy poprzez demokratyczne metody i autorytarne rządy jako mniejsze zło są dużo skuteczniejsze w radzeniu sobie z tym problemem. Lepsza bowiem jego zdaniem była oświeceniowa dyktatura niż krwawe rządy osób pokroju Hitlera. Dlatego i dziś sam zgadzam się z tezą, że silna władza skupiona w okół bardziej racjonalnej alternatywy byłaby wstanie powstrzymać pochód psychoprawicy gdyby ta urosła za bardzo w siłę. Nie uważam jednak by taka sytuacja byłaby obecnie potrzebna bo nie wierze żeby Konfederacja kiedykolwiek zaszła tak daleko.
Konflikt lewica vs prawica istnieje jak najbardziej, ale Lewica vs prawica nie.
lewica pisana z małej to nazwa ideologii, strony politycznej, a pisana z dużej to jest nazwa własna ugrupowania w Polsce o nazwie "Lewica", co dodatkowo można podkreślić cudzysłowiem. Nawet gdyby Lewica była lewicowa to i tak te dwa znaczenia są różne, a u nas tym bardziej są różne że Lewica jest zaledwie centrystyczna. To tęczowy liberalizm jak napisałeś. Przecież Schuring Wielgus sobie przeszła z Nowoczesnej czyli skrajnie liberalnej partii do Lewicy i nawet nie musiała się tłumaczyć ze zmiany poglądów, gdyż takowa nie nastąpiła.
Ankieta zaś mało miarodajna, bo nie mówi jakie to są te "inne cele".
Na wstępie tego w-pół-heheszkowego wpisu, zachęcam do zapoznania się z outsiderską inicjatywą Haza (Infrared):
"MAGA Communism is a movement sparked by Infrared which claims that the revolutionary agent within America will be what are currently MAGATrump supporters, but can be educated about the true nature of Marxism-Leninism[1][2] in contrast to the so-called "communism" of the Academic Synthetic Left, which dominates left wing spaces in the West."
W skrócie chodzi o to, że istnieje potencjał w nauczeniu ruchu MAGA marksizmu i lewicowego światopoglądu, ponieważ jest to podatny grunt na takie idee.
Dzisiaj widzimy znaczny wzrost poparcia dla Konfederacji i zauważyłem z jednym moim kolegą, że w bardzo łatwy sposób odwrócić narrację Konfederatów w stronę klasycznej, marksistowskiej lewicy:
Mentzen: "dom, grill, trawa, dwa samochody" - mieszkanie prawem nie towarem (kraje post-socjalistyczne mają większy udział osób posiadających dom w których mieszkają, a nie mieszkają w wynajmowanych).
"Niskie i proste podatki" - co do tego, że pracownik powinien płacić niższe podatki, zgoda.
"Państwo nam zabiera" - wystarczy wyedukować kuca o wartości dodanej, wyzysku kapitalistycznym i o tym, że za kasę kapitaluchów powstaje dokument o Czarnej Kleopatrze, a za państwowe pieniądze (wykluczając korupcję) zbudują szkołę, drogi itp., ponadto można wspomnieć o tym, że współczesne państwo sprzyja powstawaniu monopoli i rozdawnictwem dla januszy
"wy wam ten stołek przewrócimy" - rewolucja? Marx mówił, że musi do niej dojść, więc OK.
"nie chcemy imigrantów" - myślę, że wielu lewicowców (nie libków!) zgodziłoby się z tym, że ściąganie na stałe taniej siły roboczej, celem budowania rezerwowej armii pracy i drenażu mózgów innych krajów nie jest OK
Krótsza praca, podwyżenie płacy minimalnej, świeckie państwo, redpillowe pierdolety - na to nie mam argumentu. Plus też nie wiem czy powyższe się aplikują się przedsiębiorcy, bo ich to nie przekona i c⁎⁎j. Też ludzie, zwykli pracownicy, mają zbyt dużo empatii dla przedsiębiorców. Zerowa świadomość klasowa.
@Ziemniakomat Nikt nie chce uprawiać lewicowej retoryki. Masz jedynie Razemków którzy są umiarkowanie lewicowi, czasem gdzieś pokażą Piotra Ikonowicza, zazwyczaj tylko wtedy kiedy sprawa dotyczy najbiedniejszych.
Jakieś dwa kanały na youtube z niszową oglądalnością i tyle.
Po prostu marketing, reklama. Możesz stworzyć najlepszą reklamą na świecie, ale jeszcze trzeba ją pokazać nie tylko jak największej ilości ludzi, ale jak największą ilość razy.
Mentzena pokazują i w c⁎⁎j.
Z tym się nie da konkurować.
Z resztą środowiska biznesowe (w tym wszystkie media bo te są ubiznesowione) robią nam antyreklamę.
Póki nie pojawi się jakaś realna i wyrazista siła to dla ludzi lewica nie istnieje (w tym jej hasła, jakie by nie były).
W ogóle libkowe poglądy głosi bardzo wiele osób, więc wśród nich można wybrać takich którzy robią to najlepiej i ich pokazywać, a to spowoduje że przychodzą następni...
I tak to się toczy.
Lewicowych poglądów prawie nikt nie ma.
Mnie się wydaje że powinniśmy tę oryginalność przekuć w zaletę.
Chociaż lewica zawsze jest na gorszej pozycji, to nie jest tak że wszystkie asy propagandowe ma prawica.
W jaki sposób to bada kucowatość sppłeczeństwa jeśli nie ma socjalnej alternatywy, skoryguj mnie jeśli jest inaczej? Ale to wazny element przetrwania serwisu, uwzględniając koszta serwerów, pracowników i amortyzacji. Więc według mnie gdyby była platforma video gdzie każdy kraj się zrzuca z podatkow i działa jak YT. Wtedy nie wymagało by reklam. Sam YT nie może korzystać z innego systemu bo operuje jako prywatna firma.
Odnosząc się do wpisu @Ziemniakomat to też nie powiedziałbym, że to Konfederacja to partia faszystowska. Faszyści chcieli silnego państwa z wodzem na czele. Konfederacja jednak nie jest też anarchistyczna. Ona jest... nijaka. Problem z tą partią jest taki, że ma u nich jakiegoś spójnego programu. Były te ustawy Memcena to w pewnym momencie znikły, a sam zainteresowany się ich wypiera. Konfa to bowiem mieszanka dość różnych ugrupowań, reprezentujących odmienne poglądy, które połączyły siły wyłącznie w nadziei, że razem będą mieli większe szanse na wejście do sejmu. Masz więc wśród nich zarówno szurów, narodowców, wolnorynkowców, jak i hardych konserwatystów. Z tego też względu ciężko o to by głosili oni jakąś sensowną ideologie. Raczej mamy tu mieszankę populizmu, mocnego odklejenia i haseł z których zawsze mogą się wycofać mówiąc, że to żart. Ich przekaz nie trafia do normalnych wyborców i lewica nie ma co u nich zwyczajnie szukać. Zupełnie to inaczej wygląda na zachodzie gdzie prawica rzeczywiście przejęła elektorat białych robotników i klas niższych. Tutaj jednak udało się to już PiS'owi, a nie Konfederacji. Jedyne co miałoby szanse przejąć ich elektorat to jakaś wersja lewicowego faszyzmu bo oni jednak lubią ten kult siły, a nowoczesna lewica się im kojarzy z wege chłopcami którzy nie wiedzą jakiej są płci. I to też podziałałoby jedynie na ten bardziej narodowy elektorat bo kuce będą zawsze na nie bo hehe wolne podatki. Konfiarzy można jednak wykorzystać w innym celu jako dobry straszak i chłopiec do bicia, ośmieszający samą prawice.
Lewica ma wyjebane na prostego chłopa, robotnika czy rolnika, przeciętnym samcom hetero nie oferuje niczego, więc skąd zdziwienie, że ktoś te ich głosy policzył i się nimi zainteresował?
Odnosząc się do wpisu @Ziemniakomat to też nie powiedziałbym, że to Konfederacja to partia faszystowska
Przecież ty uważasz że w ogóle nie da się być faszystą, bo wszyscy faszyści już umarli i byli we Włoszech.
bo oni jednak lubią ten kult siły
Nie. Oni lubią reklamy. To co im się reklamuje to lubią. Ich poglądy są kreowane przez Konfederację, dla nich konfa jest opiniotwórcza, bo medialnie dominuje w internecie (poza POwcami, którzy ostatnio ostro atakują)
Dzisiaj jak gadałem o tym z kolegą to doszliśmy do wniosku, że najpierw Konfederacja (gdy miała niskie poparcie) zaczęła zbierać wieloraki elektorat (wyjście z Unii, likwidacja czegoś tam, 5G bee, szczepionki złe, pro-life), a teraz wiedząc, że nie może się z tych obietnic wycofać bo to byłoby samobójstwo to po prostu unikają tego tematu, a sami idą do mediów gadając o podatkach, służbie zdrowia, jednocześnie zostawiają u siebie ludzi z różnych szurskich grup by jednak ten szurski elektorat mieć.
Dobry materiał. Cała sytuacja z Wagnerem daje nam pewien przedsmak jak byłoby w akapie. Co jak co, ale Girkin trafnie tu przewidział rozwój sytuacji oraz zagrożenia dla stabilnego państwa związane z poleganiem na prywatnej armii.
zalozenie jest bledne. Prywatna firma jest wtedy prywatna gdy nie jest na utrzymaniu rzadu, a konkretnie jej najcenniejsze zasoby (ludzie i bron) nie sa nadawane z woli panstwa. Gdyby nie panstwo nie byloby helikopterow, pociskow, wiezniow itp Wiec teza jest bledna, to jest zwykla firma panstwowa tylko nieoficjana i dlatego udaje prywatna.
Pucze armii panstwowych w ostatnich 10 latach (serie prob i sukces w tym samym kraju licze jako jeden sukces, zeby nie robic dlugiej listy):
2022 Burkina Faso
2022 Gwinea-Bissau
2021 Sudan
2021 Gwinea
2021 Mali
2021 Niger
2021 Armenia
2021 Myanmar
2020 Republika Srodkowoafrykanska
2019 Boliwia
2019 Gabon
2017 Zimbabwe
2016 Turcja (u nich to wlasciwie byla tradycja od Ataturka)
2015 Burundi
2014 Tajlandia (to juz dwunasty!)
2014 Lesoto
2013 Egipt
Nie spodziewalem sie, ze bedzie az tyle pracy z lista Ale chyba generalnie problemem nie jest to, ze armia jest prywatna, tylko ze armia jest silna, spojna, a rzad jest slaby.
Dodam jeszcze, ze nie jestem fanem armii prywatnych z roznych wzgledow, szczegolnie humanitarnych - maja bardzo zle wyniki pod tym wzgledem. Natomiast akurat pucze nie sa jakas ich specjalnoscia. Blackwater jakos nie probowala obalic rzadu USA.
@Al-3_x "Dobry materiał" ? No może celnie z perspektywy lewaka,ale...
co do państwa które nie zapewnia sprzętu żołnierzom...
co do państwa które decyduje czego się mają uczyć jego obywatele...
Mogę wyjść na ulicę i zamanifestować swoje niezadowolenie wobec państwa - racja i oberwać z armatki wodnej albo pałą od pana policjanta.
Czym się różni państwo od monopolistycznej korporacji tak naprawdę ? Państwo może przymusić do korzystania z jego "usług" i płacenia za nie,albo i płacenia nawet bez nich.I tyle różnic.
Konfederacja to nie jest żaden faszyzm, tylko pseudo-anarchoindywidualizm z polską charakterystyką, który wynika z braku wiary w zdolność państwa do rządzenia. Skoro rząd jest kartonowy, to karton trzeba wyrzucić i pozwolić na to, by każdy mógł mieć swoją cegłę.
Wszelkie próby nazwania kucy "szurami", "faszystami" czy "mizoginami" jedynie utwierdza ich w swoich racjach, bo są nietrafionymi ocenami. Konfederata chce jedynie by państwo się nie wtrącało, wyznaje, że jedyna kradzież to podatki, socjal jest zły, a społeczeństwo jest ślepe.
Infantylizacja i wychodzenie z pozycji wyższości moralnej jedynie buduje siłę Konfy. Coraz głupsze wybryki Berkowiczów i przegrane debaty Mentzenów chyba nijak nie działają na elektorat. "Uuu, dzięki za darmową reklamę" - pisze konfederata.
Wracając do państwa kartonowego. Gdy Konfederacja proponuje w prostacki sposób cegłę dla każdego, to jakakolwiek lewicowa partia, by zaszkodzić Konfederacji musi nie bać się zrobić tego samego. Zaproponować w równie chłopski i pozbawiony nowomowy cegłę zawiedzionym kartonem zwanym Polską ludziom. Tym razem, dzięki braku bezmyślnego oddaniu wolnemu rynku ta cegła nie będzie cegłą ale pustakiem.
Ale lewica parlamentarna i jej elektorat nie chce pobrudzić sobie rąk. Nie ma siły by podnieść tego pustaka, chyba że z pomocą liberałów od Tuska w zamian za prawa dla LGBT i aborcję. "Nowoczesne queer państwo" nie wygra z obietnicą "przewrócimy wam ten stolik".
To oczywiście wina Konfederacji, że Lewica nie ma wiele do zaoferowania poza jakimś kalkowaniem problemów z Zachodu i doduszaniem wszystkiego co się rusza podatkami, by rozpieszczać nierobów, meneli i patologię. Klasie robotniczej już od lat nie mają w ogóle niczego do zaoferowania, całkowicie o tej warstwie zapomnieli.
Logiczne jak posiadanie komunistycznych poglądów w XXI wieku.
Konfederata chce jedynie by państwo się nie wtrącało
XD
Dlatego popierają np. kary więzienia za obrazę uczuć religijnych, batożenie homoseksualistów, obowiązkową służbę wojskową i centralne sterowanie gospodarką.
Ewentualne skrócenie czasu pracy w dzisiejszych realiach wydaje się atrakcyjne, jednak w rzeczywistości może oznaczać przejście z deszczu pod rynnę.
„Myślę, więc jestem”
400 lat temu Rene Descartes podsumował w ten sposób wynik swoich rozmyślań, tworząc najsłynniejszy chyba cytat w dziejach filozofii. Chodziło mu o to, że jego własne istnienie – w przeciwieństwie do istnienia czegokolwiek innego jest pewne i niepodważalne. Problem polega na tym, że nie do końca jest to prawda. Nie sposób jest bowiem wyobrazić sobie jakiegoś odciętego od świata „pana cogito” który jest jakąś substancją samą w sobie.
„Pan cogito” musi myśleć o czymś, działać w jakichś warunkach, przy użyciu czegoś. Abyśmy istnieli i mieli jakąś tożsamość musi istnieć świat zewnętrzny, w którym nasze istnienie się odznacza. Nie jesteśmy jakimś zawieszonym w próżni podmiotem lecz sumą tego co robimy i co tworzymy. A tak przynajmniej stwierdziliby Hegel, a za nim Marks.
Ten drugi uważał, że ścieżką przez którą każdy uzyskuje własną tożsamość jest praca. Ale nie każda praca. Takie znaczenie może mieć tylko praca w której człowiek przekształca świat według własnego zamysłu, czy do której - można nieco kościelnym językiem powiedzieć - „czuje powołanie”. Dobrym przykładem jest tu praca rzeźbiarza, choć osobiście mam poczucie takiego spełnienia po wykoszeniu mocno zapuszczonego trawnika. Marks uważał, że w warunkach ówczesnego kapitalizmu człowiek był od wyników swojej pracy wyobcowany. Robotnik który powiedzmy produkował śrubki robił to tylko dlatego, żeby mieć pieniądze, które z kolei przeznaczał na zaspokojenie swoich podstawowych biologicznych potrzeb. Same śrubki go w ogóle nie obchodziły – równie dobrze mógłby produkować nakrętki. A i z punktu widzenia producenta śrubek był tylko siłą roboczą, którą można było zastąpić kimś innym. Związek śrubki i robotnika był czysto przygodny. To nie miało nic wspólnego z realizacją własnego „ja”. W ten sposób człowiek był oderwany od swojego człowieczeństwa, bo większą część doby poświęcał na pracę, z którą nie czuł zupełnie żadnego związku, a pozostałą część czasu na regenerację.
Stąd więc logiczny wydawał się postulat socjalistów z przełomu XIX i XX wieku dotyczący ośmiogodzinnego czasu pracy. 8 godzin na pracę (utowarowioną), 8 godzin na regenerację i 8 godzin czasu wolnego.
Co to jednak znaczy czas wolny?
XIX wiecznym socjalistom wydawało się, że sam fakt uwolnienia robotnika z błędnego koła „praca w fabryce – sen – praca w fabryce” da przynajmniej początek jakiegoś oporu wobec urzeczowieniu człowieka, rzeczywistości w której człowiek jest postrzegany przez pryzmat zysków jakie może dostarczyć. Gdy powstanie te kilka godzin wolne, pozwalające na wyrwanie się z zaklętego koła praca-sen pojawi się możliwość autentycznej samorealizacji. Tyle tylko, że jak pokazał czas, w to miejsce pojawiła się konsumpcja.
Naturalnie, konsumowanie towarzyszy człowiekowi od zawsze, to wynika z uwarunkowań biologicznych
Są jednak istotne różnice pomiędzy konsumpcją w epoce przedindustrialnej a obecnej. Średniowieczny chłop żywił się tym co sam wyprodukował, żył w chacie, którą sam zbudował a nierzadko korzystał z narzędzi które sam zrobił (jeszcze mój dziadek rozbierał kuchnię kaflową w celu zrobienia prowizorycznej kuźni). Kupowano jedynie niezbędne półprodukty i usługi a i to w warunkach które raczej nie przypominają współczesnych. Chłop mógł korzystać tylko z jednego młyna, no bo jak miał skorzystać z innego w warunkach ówczesnego transportu?
Dzisiaj ten proces pracy i konsumpcji jest praktycznie zupełnie rozerwany
Nawet rolnik nie żywi się tym co sam wyprodukuje, tylko oddaje zboże lub owoce do skupu, gdzie mu za to płacą. Za te pieniądze idzie do Biedronki i kupuje koszyk jedzenia, które u niego w gospodarstwie nie występuje. Dzięki temu ma dostęp do towarów i usług jakich nigdy w życiu ani on ani jego sąsiedzi ze wsi nie potrafiliby wyprodukować. Jednak coś za coś.
Całościowy proces produkcji i konsumpcji na własną rękę, gdzie praca (np. na polu) była zarówno środkiem do celu (zdobycie żywności) jak i celem samym w sobie rządzi się innymi prawami niż proces produkcji i konsumpcji rozdzielonej.
„U siebie rób jak u siebie, u obcego na odpierdol” – ta maksyma niektórych budowlańców dosyć dobrze oddaje logikę rynku. Co to za klient, który dostanie raz na zawsze to co chciał? No kiepski klient, bo najlepszy jest taki który będzie do nas co jakiś czas wracał. Producenci dostarczający towary na rynek nie chcą zaspokoić naszych potrzeb, tylko je zaspakajać. Stąd konsekwentne jest np. powstanie wielkich sieciówek z branży fast fashion, gdzie kolekcje zmieniają się z sezonu na sezon pchając coraz to nowe mody i trendy.
Tego typu myślenie jest oczywiście zaprzeczeniem idei pracy niewyobcowanej. Ta zmierza do doskonałości – nawet jeżeli w praktyce jest ona nie do osiągnięcia. Rynek zmierzania do doskonałości nie oferuje, bo jest ona jego zaprzeczeniem. Artysta może chcieć stworzyć dzieło doskonałe, choć nigdy go nie stworzy, ta motywacja pcha go do przodu. Czasami w filmach czy książkach jest wątek starca, który nie może umrzeć dopóki nie wykona jakiegoś zadania. Taki ktoś wręcz czeka na śmierć, bo to oznacza dla niego samospełnienie.
A co oznaczałoby takie dzieło np. dla Netflixa?
Również śmierć – ale to z kolei śmierć której wizja jest przerażająca, bo oznacza bankructwo firmy. To znaczy samo bankructwo nie jest przerażające, tylko wizja strat, bo sam Netflix w konsumpcyjnej rzeczywistości jest po prostu sumą aktywów obecnych na rynku.
Podsumowując, to co kryje się pod hasłem „work-life balance” nie jest jakimś złotym środkiem do uzyskania autentycznej tożsamości, lecz, w obecnych realiach przejście od biernego producenta do biernego konsumenta.
Kojarzycie taki serial „Wednesday”? No pewnie kojarzycie, z tym słynnym tańcem. Znaczy jeszcze słynnym, bo tak jak kilka miesięcy temu twarz głównej aktorki wyskakiwała z lodówek, tak obecnie temat mocno przycichł. I raczej dalej będzie cichnąć, bo w miejsce tego serialu jest kilka kolejnych, równie „kultowych”.
Oczywiście to nie jest tak, że ja chcę tu bronić zniesienia ograniczeń czasu pracy i wrócić do czasów czternastogodzinnych zmian w kopalni. Chodzi tylko o to, że wbrew pozorom przejście od ciągłej pogoni za realizacją korporacyjnych deadlinów do pogoni za nowymi serialami do obejrzenia i turystycznymi landmarkami do sfotografowania niewiele się różni. Że jest przyjemniejsze? Zapewne tak. Czy uczyni człowieka szczęśliwszym? To już inna rozmowa.
Bibliografia:
Jest od groma literatury poświęconej paradoksom i sprzecznościom społeczeństwa konsumpcyjnego. Jeszcze więcej o marksowskich poglądach na rolę pracy w życiu człowieka. Zachęcam zacząć od eseju „Dozorca w raju utraconym” w biorku „Mitologia współczesna” oraz wszystkich przywołanych tam przypisów.
PS1: można mnie znaleźć na FB, Instagramie i Hejto:
W wolnej chwili staram się trochę poznawać i podjadać filozofii, w szczególności XX wiek oraz szeroko pojęty marksizm (ale nie będzie o pieniądzach i polityce, obiecuję). A że lubię się dzielić znaleziskami, duperelami z ludźmi to w sumie natrafiłem na ciekawego autora, sowieckiego filozofa Evalda Ilyenkova. Spokojnie, ja też o nim wcześniej nie słyszałem.
Ten oto nasz radziecki kolega rozwijał i badał między innymi materializm dialektyczny w ujęciu kosmologii. W jednej ze swoich prac wyjaśniał, że konieczny atrybut materii: myśl, stanowi nierozerwalną część przyrody. Wszechświat zmierzający do hipotetycznej "termalnej śmierci", kiedy równowaga termiczna kosmosu sprawi, że wszystko stanie w bezruchu, sprawiłoby, że cały pęd świata zostanie przerwany.
Myślące istoty, w naszym przypadku: ludzie, mieliby tym samym osiągnąć etap rozwoju tak zaawansowany w bardzo dalekiej przyszłości, że jedyną sensowną opcją byłoby stworzenie takiej chmury termalnej, wysadzenie wszechświata, drugiego Wielkiego Wybuchu, który ewentualnie dałby początek kolejnym myślącym istotom.
Ten bezinteresowny akt poświęcenia się umysłu, który miałby kiedyś nastąpić byłby zwieńczeniem materii, ostatecznym celem myśli. Trochę na myśl przychodzi mi kosmologia chrześcijańska i archetyp Boga Stworzyciela, jaki ludzkość miałaby zrealizować, ale to tylko chyba moje skojarzenie.
Ilyenkov mówi, że taka wizja nie jest niemożliwa. Skoro rozszczepienie jąder atomu tworzy ekstremalnie wielką eksplozję bomby atomowej, to zniszczenie jeszcze mniejszej struktury materii wyzwoliłoby jeszcze większą destrukcję. "Gdyby zanihilowano drobinkę kurzu, to wszechświat by przestał istnieć" powiedziałby Leibniz.
Zaoranie memcena w debacie cieszy, ale też nie daje większych złudzeń. Podobna sytuacja była już gdy memcen musiał odpowiadać na niewygodne pytania u Stanowskiego i co? I nic. Wykopki i reszta kucy do wyborów tą debatę zapomni, a sam memcen pewnie będzie unikał kolejnych takich spotkań. Jedyne rozwiązanie to, żeby dziennikarze go umieli tak docisnąć podczas wywiadów, ale w to wątpię.
Trudno powiedzieć tak naprawdę co będzie. Betonowy elektorat konfederacji to pewnie max 5%, reszta głosuje z obrzydzeniem albo robiąc fikołki zrażona żałosną formą reszty opozycji. Nie zmienia to faktu, że trend rozwoju mediów jest taki, że memcen wie co robi i o ile nic się nie zmieni to za kilka lat to znajomość memów będzie decydowała o tym kto zostanie premierem.
@Al-3_x Szkoda tylko,że dla lewicy wolność do decydowania o własnym ciele to kończy się na aborcji,a już jak nie chce się przyjąć wmuszanej przez rząd i korporacje szprycy to gadka jest nieco inna.
Moje (lewaka) stanowisko w sprawie wojny na Ukrainie.
Myślałem że Ukraina szybko przewali więc lepiej żeby się od razu poddali. Oczywiście decyzja o walce jest ich decyzją którą nie tylko szanuję, ale jeszcze jestem za wspieraniem ich w tym. Jednocześnie - myliłem się, Ukraina długo walczy, więc podjęcie walki nie było całkowicie bezsensowne, a na ile sensowne to czas pokaże. Dla Polski to lepiej.
Od samego początku postulowałem gwałtowne, radykalne (całkowite) sankcjonowanie Rosji, nawet jeśli paliwo w Polsce miałoby kosztować przez to 30zł za litr.
W skrócie i uproszczeniu żeby się nie rozpisywać. Jestem za hejtem na władców Rosji, głównie Putina, ale też najwyższych jego współpracowników i oligarchów, ale nie za hejtem na naród rosyjski jako taki.
Popieram konfiskatę jachtów ruskich oligarchów itp. (no ba, nawet tych europejskich, a co dopiero ruskich..)
Powodem dla którego popieram Ukrainę a nie Rosję jest winienie Rosji za wszczęcie wojny. Ukrainę nie uważam za dużo lepiej zarządzany kraj niż Rosja.
Popieram wspieranie Ukrainy symbolicznie, realnie oraz poprzez państwo. Nie miałem zdania w kwestii wysłania tam wojska NATO, ale raczej na nie. Obecnie jest na to za późno, jeśli już można było to rozważać na samym początku.
Popieram rozszerzanie organizacji i współpracy międzynarodowej, w tym również NATO, jednocześnie uważam że takie USA powinno być wyrzucone z NATO za ich terroryzm. NATO powinno być organizacją pokojową, nie tolerującą takiego zachowania wśród swoich członków, nawet jeśli chodzi o USA. Jednocześnie wciąganie każdego chętnego, jeśli będzie skłonny odciąć się od ataków na jakikolwiek kraj, w tym również na kraje spoza NATO.
Mam nadzieję że ruskie onuce znikną z polskiego sejmu i debaty publicznej w niebyt, a sprawa pomoże otrząsnąć się Polakom z wariatów, szurów i bezdusznych zamordystów.
Nie popieram zwiększania wydatków na wojsko powyżej minimum jakie wymaga NATO (2%) ani przymusowego poboru do wojska.
Naród popiera tę wojnę i cieszy się z każdego ruskiego sukcesu. Jak pięknie się cieszyli z braków prądu zimą na Ukrainie, jak pięknie mieli nadzieję na "zamarznięcie Europy" bez ruskiego gazu... To nie Putin tam pojechał w czołgu, tylko naród ruski, to naród ich wspiera i nie wyraża sprzeciwu.
A szkoda, warto pojechać i zobaczyć jak wiele się zmieniło na Ukrainie przez ostatnie lata. Udało im się też zerwać z ruskiej smyczy, za co teraz płacą straszną cenę.