Zacząłem oglądać serial Reacher, i niestety raczej się poddam. Dam mu jeszcze 1 odcinek, ale nie widzę tego.
Jeśli ktoś kocha historie w stylu "Renegat", "Drużyna A" lub "Wykidajło", to na bank jest to historia dla niego. Jest tu kalka na kalce jeśli chodzi o takie banały.
Mamy wielkiego mięśniaka, który sam wymierza sprawiedliwość. Jest to oczywiście były komandos, czy jakiś tam inny specjals, więc w walce wręcz, obsłudze broni a także survivalu nie ma sobie równych. Do tego jest milczkiem i odzywa się tylko wtedy, gdy musi - a nie sorry, tylko wtedy, kiedy chce. Nie ma bagażu, podróżuje bez żadnej torby. Nie ma też domu ani rodziny, wiadomka.
Mamy też małą społeczność ze skorumpowanym, zepsutym do szpiku kości lokalnym milionerem, który dociska lud i robi co mu się podoba. Oczywiście miejscową policję ma w garści. Ale hola! Nie całą policję - jest przecież dwójka sprawiedliwych - doświadczony życiem detektyw i młoda aspiranta- żółtodziób, którzy łączą siły z Reacherem, aby wyplenić patologię z miasteczka.
Są sceny z gołą klatą, jest scena jak młoda policjantka zszywa ranę ciętą na plecach głównego bohatera i jego to wcale nie boli. Jest także scena, jak Reacher po położeniu księżyca na niebie szacuje, że kilka dni temu ten księżyc był o 26 stopni przesunięty o tej godzinie, więc światło w miejscu zbrodni padało jakoś tam inaczej, więc coś to znaczy.
Jest wreszcie stary dziadek, golibroda - mędrzec, z którym co jakiś czas Reacher rozmawia o bluesie, o życiu i sensie istnienia.
Normalnie pisząc to mam wrażenie, że robię sobie bekę, a wszystkie te rzeczy wiem po obejrzeniu zaledwie 3 odcinków.
Serial dla nostalgików tęskniących za latami 80 kinematografii, dla 13 letnich chłopaków oraz dla Twojego starego.
Piękny to byl serial, zbingewatchowalem wszystkie trzy sezony. Jak później zobaczyłem fragmenty filmu z tomem cruisem to się zaśmiałem i pomyślałem z czym do ludzi jakby parodia reachera.
chyba wszystkie książki przeczytałem A jak ktoś przeczytał... a potem obejrzał Reacher - jednym strzałem, gdzie micro Tom Cruise grał tego mięśniaka, to ten serial znacznie lepiej pokazuje książkę
Początek trzeciego sezonu „Rodu smoka” jest fenomenalny!
Jakby te dwa odcinki były jeszcze w drugim sezonie, jak teoretycznie powinno być, skoro był krótszy właśnie o dwa odcinki względem pierwszego sezonu, to drugi sezon zakończyłby się w idealnym momencie. Nie mogę się doczekać premiery kolejnego, która nastąpi jutro, a co dopiero, jakbym musiał czekać dwa lata na kontynuację.
@cyberpunkowy_neuromantyk Oglądałem je, ale trochę mi one nie "grają". Błędem była długa przerwa między sezonami, przez co straciłem zupełnie wątek, do tego w tym sezonie wszystko zdaje się dziać za szybko i za prosto.
Dla mnie wszystko pasuje, jednakże drugi sezon skończyłem oglądać... wczoraj. I te dwa odcinki, jako przedłużenie drugiego sezonu, idealnie działają.
Czy za szybko? To chyba kwestia podejścia do seriali, w których w finale sezonu zawsze dzieje się Coś Bardzo Ważnego.
Tu Bardzo Ważne Rzeczy mamy już w dwóch pierwszych odcinkach sezonu, więc rzeczywiście można uznać, że wszystko dzieje się za szybko. Jednak dla mnie to kulminacja wszystkiego, do czego przez tak długi czas prowadziła historia.
Po premierze drugiego sezonu przeczytałem wiele negatywnych opinii, na tyle dużo, że postanowiłem odpuścić jego obejrzenie. No ale że wyszedł trzeci, dziewczyna chciała go ze mną obejrzeć, to nadrobiłem drugi.
I jestem pozytywnie zaskoczony.
Może to zasługa mojej dziewczyny, która jest fanką świata stworzonego przez Martina, dzięki czemu mogłem zasypywać ją pytaniami o nurtujące mnie kwestie. Też lubię to uniwersum, ale ani nie przeczytałem książek (oprócz „Rycerza Siedmiu Królestw”), ani nie dokończyłem „Gry o tron”, więc jest wiele szczegółów, których po prostu nie znam.
Ogółem też nie przeszkadza mi wolne tempo. To znaczy, nie oczekuję, że w każdym odcinku wydarzy się COŚ WIELKIEGO, walka smoków, bitwa żołnierzy, śmierć jakiejś ważnej osoby. Cieszę się, gdy twórcy to umiejętnie dawkują, dzięki czemu poszczególne wydarzenia mają swoją wagę. I w porządku, mogę się zgodzić z tym, że niektóre odcinki były przegadane. Szkopuł w tym, że mi się to bardzo podobało. Od tego właśnie są seriale, które mają znacznie więcej przestrzeni na przedstawienie różnych wydarzeń w porównaniu do filmów. Dlatego cieszę się na przykład na serialową adaptację „Harry'ego Pottera”, w której każdy sezon będzie poświęcony jednej powieści.
Wracając jednak do „Rodu smoka” - przeszkadzał mi jedynie wątek Lannistera w ostatnim odcinku, który nastrojem ani trochę nie pasował do tego sezonu. Serial tylko by zyskał, gdyby go wyciąć.
W tej historii lubię też niejednoznaczność wydarzeń. Trudno powiedzieć, kto bardziej na tym zyskał. Na przykład moment, w którym Aemond zaatakował Rhaenys, nie patrząc na to, że smoczym ogniem oberwie także jego brat, Aegon. Zadał potężny cios Rhaenyrze, jednocześnie okaleczył króla, którego i tak chce się pozbyć, ale też stracił smoka.
Albo wysłanie zabójcy przez Daemona. W imieniu żony zemścił się za śmierć jej syna, jednakże został obwołany dzieciobójcą, co sprawiło, że część ludności odwróciła się od Rhaenyry.
Dzięki temu zostaje zachowana pewnego rodzaju równowaga i trudno wskazać, z którą stroną konfliktu sympatyzują twórcy.
@wonsz nie znam magów prochowych. Ale mi trochę przypominała Koło Czasu ze względu na motyw walki z depresją u głównego bohatera, tematykę fantasy, sposób narracji i ogólną epickość budowanego świata.
@wonsz McClellan chodził do Sandersona na warsztaty z pisania kreatywnego i chyba BrandoSando mu załatwił publikację, ale nie zrzynał od niego pomysłów
@kubex_to_ja to, że Sanderson pisze scenariusz nie musi wcale oznaczać nic dobrego, a z tego, co czytam on będzie pisał pod seriale o Archiwum i Z mgły zrodzonym. Serial to zupełnie inne medium, niż książka i stąd można mieć dość uzasadnione obawy, że chłop nie dowiezie.
Ostatnio z dziewczyną zastanawialiśmy się, jakie seriale, z tych dłuższych niż trzy sezony, utrzymały wysoki poziom do samego końca. Wszystko wskazuje na to, że „Legenda Vox Machiny” ma szansę dołączyć do tego niewielkiego grona.
Jasne, nie przepadam za rozwiązaniem pokroju „bohaterowie pokonali Wielkie Zło, więc trzeba wymyślić im jeszcze groźniejsze”, więc początkowo byłem sceptycznie nastawiony do tego, z czym mierzyli się członkowie Vox Machiny. Z czasem jednak zacząłem przymykać na to oko i po prostu cieszyłem się grą aktorską. W szczególności uwielbiam aktora odgrywającego Groga, który jest przezabawny, gdy brzmi smutno. Wręcz jak szczeniak.
Często przy opiniach o różnych dziełach wspominam o tym, by oceniać je w ich kategoriach. W przypadku akcyjniaka z głupią fabułą warto skupić się na akcji, w przypadku odwrotnym warto spróbować docenić fabułę. Dzięki takiemu podejściu staram się wyciągnąć to, co najlepsze z danego dzieła.
„Legendę Vox Machiny” mógłbym skrytykować za brak wagi wydarzeń. Z góry wiadomo, że bohaterowie wygrają, nawet jeśli wcześniej dostaną bęcki. Po poprzednich sezonach wiadomo, że jeśli im się coś stanie, to pozostali na pewno znajdą sposób, żeby im pomóc albo nawet przywrócić do życia. Dlatego ani trochę nie przejąłem się, gdy pod koniec jednego odcinka zginęła jedna z postaci. Stało się tak tylko po to, by w kolejnym została wskrzeszona. Nie wiem, czy ktokolwiek dał się na to nabrać. ; )
Czy jest to wada? Poniekąd tak. Jednocześnie naprawdę dobrze ogląda się bohaterów po raz kolejny ratujących świat i przeżywających osobiste dramaty. To jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, seriali fantasy.
Właśnie skończyłem dzisiaj ten sezon. Jak dla mnie spoko, chociaż poziom dla mnie trochę spadł.
Na plus na pewno odcinek z bardem, plus postać złego barda, chociaż to po części dlatego, że brakowało Scanlana w tym sezonie, był zdecydowanie moją ulubioną postacią w poprzednich.
W czwartek usłyszałem w Trójce o serialu "Years and years". Redaktor mówił, że autorzy całkiem trafnie ocenili wówczas w jakim stopniu świat może się zagmatwać w przyszłości. Serial jest z 2019 roku, umiejscowiony w Anglii, pokazuje losy angielskiej rodziny, ale bardziej losy całego świata. Jak te losy mogą się potoczyć. Serial zaczyna się od tego, że Rosja wchodzi na Ukrainę, a Ukraińcy ich przyjmują. Trump kończy urzędowanie i ostatniego dnia kadencji zrzuca atomówkę na Chiny, ale nie wywołuje to reakcji łańcuchowej. Globalne ocieplenie jest, ale już trochę w cieniu, bo w zasadzie już nic nie zrobimy ze zmianami klimatu.
Wiadomo, że historia w serialu nie odwzorowuje rzeczywistości, ale wygląda jak totalnie wiarygodna równoległa jej wersja. Wersja trochę bardziej mroczna od naszej, ale wciąż mniej mroczna od wersji, jaką mają choćby w Wenezueli czy Iranie.
Reżyseria: Taylor Sheridan (uniwersum Yellowstone)
Ocena: 8/10
Zamożna, dynamiczna rodzina Clyburnów z Nowego Jorku musi zmierzyć się z tragiczną śmiercią kochanego i kochającego męża, ojca i dziadka.
Jak się okazuje ukochany zmarły miał bzika na punkcie natury i łowienia ryb. Kochał odludne miejsce, z daleka od zgiełku cywilizacji i chciał by w przyszłości cała rodzina odkryła piękno takiego życia, a jednak wiedział równocześnie, że dziewczyny nie zrezygnują zbyt chętnie z miastowego życia.
Pierwszą, która po śmierci zacznie to dostrzegać będzie Stacy, jego żona (w tej roli znakomita Michelle Pfeiffer).
Czasami serial bawi, czasami smuci a czasami wywołuje ciarki żenady. Jest bardzo pomieszany, z jednej strony typowo typowy, z drugiej potrafi uderzyć jakąś niespodziewaną sceną albo świetnie przeprowadzonym dialogiem .
Na pewno bawi dysonans między nowojorską poprawnością polityczną a prostymi frazesami wygłaszanymi przez przystojnych kowbojów.
A jednak największą siła są jednak kobiety w tym serialu, no dobra, i jeden facet, ale za to jaki!
Dynamika relacji matki z dorosłymi córkami, gdzie Stacy postanawia nie odpuszczać późnego rodzicielstwa, to chwała tego tytułu. Postacie są świetnie rozpisane, mają mocne i wyraziste charaktery, świetnie się uzupełniają i oddają "rodzinność" tego projektu. Na przykład nie tylko blond włosy łączą cechy rodzinne Clyburnów - jest scena, gdzie ewidentnie widać, jak bardzo jedna z córek wyniosła z charakteru matki, np. to samo poczucie humoru.
Co do facetów, ci w kowboje są tacy błee, że masakra. Są schematyczni aż do bólu: przystojni, mądrzy, doświadczeni, empatyczni i zarazem twardzi.
Na tym tle wyróżnia się jedyny facet w rodzinie , czyli mąż najmłodszej z córek - Russell. Na początku może wkurzać swoim pantoflarstwem, miękkością charakeru i w ogóle wydaje się być taką ludzką, męską ciapią. Ale z czasem trwania serialu wyławia się nam w końcu prawdziwy męski charakter w tym serialu, w tym sensie, że potrafi świetnie odnaleźć się w każdym środowisku i dobrze reaguje na nagłe zmiany, do tego jest bystry i odczytuje emocje bliskich. Bardzo miła odmiana od tych przepięknych aż do bólu frazesowych kowbojów.
Niektóre dialogi są wybitne, naprawdę dawno się tak dobrze nie bawiłam, słuchając wyłącznie potyczek słownych (Stacy jest mistrzynią tego, zarówno z córkami jak i ze swoim terapeutą - czyste złoto) i dlatego daję 8/10, choć bardziej czuję 7/10, ale serio - piękne są tam rozmowy, nie ma rozbić, wszystko działa jak trzeba i wzbudza w nas odpowiednie emocje.
Jeden z najbardziej żenujących motywów pojawiających się w filmach i serialach dla nastolatków to była ta słynna "przemiana" brzydkiego kaczątka w piękność przy pomocy mejkołweru za sprawą miłej koleżanki co to pokazuje jak używać makijażu oraz pożyczy kilka swoich modnych ciuszków.
Z ciekawej, interesującej ale lekko dziwnej dziewczyny robi się taka typowo normicka sraka. Ale mnie to wkurwiało. Fajna gotka co ma swój styl i zainteresowania? Pa, wystarczyło zamiast czarnej szminki i maskary trochę inne kolorki plus godzinka w solarce. Teraz możesz się zapisać do czirliderek i te tępe dziury co na ciebie pluły i się śmiały mogą być twoimi koleżaneczkami.
Geek girl lubiąca roboty i komiksy? Słuchaj no, szkła kontaktowe, rozpuszczone włosy i sukienka. Teraz zwróci na ciebie uwagę typ z dwucyfrowym IQ kapitan drużyny. Dokładnie, ten co ci podłożył nogę i się wszyscy śmiali w stołówce.
Chłopczyca lubiąca majstrować przy samochodach, taka girl next door jeżdżąca na deskorolce. Kuźwa peszek bo się znalazła typiara co to "pomogła" jej przejść transformancję. Teraz zamiast być sobą wreszcie może założyć krótką spódniczkę i zapuścić włosy. Dżejson nagle zaprasza ją na studniówkę. #filmy #seriale
Cena regularna CDA Premium: 24 PLN albo nawet 28 PLN na miesiąc.
----------------------------------------------------------
Za 18 PLN na miesiąc można mieć dostęp do CDA PREMIUM.
Gdzie? Tu:https://prezent.cda.pl/
Za ile? 215,91 / ROK ~= 18 PLN/miesiąc Kupujesz kod - w pliku PDF
Płatność dostępna TYLKO za pomocą PRZELEWY24.
Po zalogowaniu na konto CDA.PL kod z PDF realizujesz tu: https://www.cda.pl/kod
#cda #protip #cebuladeals #filmy #seriale
Co ma obecnie CDA w ofercie Premium?
Z tego co widzę, to zaczęli współpracę z Universal, Lionsgate, CANAL+ i innymi wytwórniami.
Z kilkumiesięcznym opóźnieniem lądują tam seriale i filmy z lektorem i napisami.
Co z TV?
Optymalnie wychodzi Polsat Box Go Premium za 35 PLN/miesiąc.
Jak ktoś lubi sport to trzeba dopłacić 20 PLN do pakietu z dostępem do kanałów Sportowych. https://polsatboxgo.pl/pakiety
Dlaczego nie Pilot WP?
Mają drożej i mniej.
#technologia #internet #rozrywka #telewizja #sport
#protip #gruparatowaniapoziomu
@fadeimageone okej, zrzuta na 3 osoby to 21,66. Idzie to przelknac. Za vectre placilem wiecej, nie mogac sie nia podzielic. A tak mam u siebie, u rodzicow, na dzialeczce. W zime z dzialki boxa zabiore na wioske. Moge se cofac tydzien w tyl. A do filmow mam magiczna apke od @Heheszki