Świetny powrót Reachera i najlepszy sezon jak do tej pory. Ritchson gra świetnie, intryga powoli się rozkręca, a do tego oglądamy odcinki w napięciu, że przykrywka Reachera zostanie odkryta. Jack trafia też na pierwszego przeciwnika, z którym walki się boi, a który jako pierwszy przeciwnik spuszcza mu realny wpierdziel.
Głównym antagonistą jest Takashi z Tokio Drift, Kompletnie się go tu nie spodziewałem Serial jest dużo lepszy od książki, na której go oparto.
Yellowstone zakończony. Pierwszy raz w życiu po obejrzeniu serialu mam uczucie, znane mi dotychczas jedynie z zakończenia jakiejś serii książek - jest to stety i niestety smutek. Dzieło kompletne, kiedyś do niego powrócę.
@Furto w późniejszych sezonach zaczęło mnie trochę męczyć jak z bohaterów zaczęto robić superbohaterów (super złoli?). Mam nadzieję, że koncówka już nie ma plot armor dla wszystkich i jakoś sensownie zamknęli wątki. Trzeba zarezerwować następny weekend na seans
Minęło już trochę czasu nim obejrzałam "Rycerza Siedmiu Królestw" i przyznam, że serial mnie zmiótł z planszy no i kurcze jak ja uwielbiam twórczość G.R.R. Martina. To już trzeci serial, który wychodzi z jego uniwersum. Kolejny który zachęcił mnie do przeczytania książek na postawie których powstała ekranizacja. Choć co prawda jeszcze się nie wzięłam za książkę "Rycerza siedmiu królestw" to juz nie mogę się doczekać kiedy zacznę.
Wracając do serialu to jest w nim wiele wątków, nad którymi warto byłoby się zachwycać, ale w tym przypadku skupie się na tym jak zostały przedstawione postacie tej historii. Nie znam innego autora, który by pisał lepiej swoich bohaterów niż Martin. Każda postać która pojawia się na ekranie hipnotyzuje i wciąga do poznania dalszej fabuły. Nie wiem jak on to robi, że jego postacie są takie żywe i fascynujące. Nie ważne czy to gra o tron(do 5 sezonu oczywiście), ród smoka czy właśnie rycerz siedmiu królestw. Nie mogę przestać myśleć o tym jak w tak krótkim czasie jak 6 odcinków można przedstawić tak soczyście tak wielu bohaterów.
Szczególnie moją uwagę przykuła postać Lyonela Baratheona. Widząc go na ekranie od razu w głowie pojawiła mi się wizja kreatora postaci jak grach RPG gdzie Martin wrzucił go w kategorię "chaotycznie dobry". Uwielbiam kiedy postacie są pełne chaosu no i w tym przypadku "śmiejąca się burza" jest idealnym zdaniem opisującym ta postać. Zastanawiam się co było pierwsze w głowie autor, owo zdanie czy postać.
Na pewno trzeba dać duże uznanie dla osób, które były odpowiedzialne za casting, bo nie ma w tym serialu nietrafionego wyboru. Można wiele zarzucić ekranizacja powieści Martina ale casting zawsze mają trafiony(no może poza drobnymi wyjątkami). Ale to co w tych wyborach uwielbiam, że bardzo rzadko są ta oklepane twarze i dzięki temu serial jest hmm czymś bardziej prawdziwym.
Jakbym miała przelecieć myślami przez popularne swiaty fantasy, to nie wiem czy znajdzie się ktoś kto przebija Martina w tworzeniu tak realnych i intrygujących charakterów. Nie wiem może ktoś z was potrafiliby podać przykład, który zmieniłby moje zdanie, ale szczerze wątpię
@Cori01 typ grał w serialu Dzentelmeni totalnego zjeba, synusia bogatego dziada, który rozwalał kasę na lewo i prawo a mózgu używał okazyjnie. Mega wkurwiajaca postać. Za to w roli Lyonela bardzo mi się podobał. Lekkoduch, ale waleczny
Walaszek w mojej opinii stworzył wiele wybitnych animacji jak Kapitan Bomba, Laserowy Gniew Dzidy i jego największe dzieło Galaktyczne Lektury. Teraz w moim odczuciu to już tworzy same średniaki. Blok Ekipa przekształciła się z w sumie ciekawej satyry na życie dresiarzy w komedie w stylu gangu Olsena gdzie jeden ziomek obmyśla genialny plan, a reszta go spektakularnie zawala przez swoją głupotę. Tyle, że zamiast pieniędzy to oni próbują ciągle zdobyć alkohol i w sumie to w dużej mierze na powtarzalnych żartach o piciu opiera się cały humor tej produkcji. Do tego jeszcze pojawiają się te filmy sponsorowane które są naprawdę kiepskie. Egzorcysta jest moim zdaniem ciekawszy bo ma przynajmniej jakiś fabularny motyw przewodni, ale wciąż jest odtwórczy względem Bomby. O innych produkcjach typu Porucznik Kabura nawet nie chce się wypowiadać. Otyły pan zapewne mógłby stworzyć coś co dorównywałoby poziomem wcześniejszych produkcji, ale zapewne mu się niestety nie chce, a szkoda. Myślę jednak, że nawet jak Walaszkowi się tworzenie komedii całkiem już znudzi to po nim będą następni którzy dalej będą nieść pochodnie polskiej szkoły animacji i w tym widzę jakieś pocieszenie .
Serial "oparty na prawdziwych wydarzeniach", opowiadający historię zatrucia ołowiem dzieci mieszkających przy hucie metali nieżelaznych i walki o ich wyzdrowienie, jaką stoczyła doktor Jolanta Wadowska-Król z władzami, niechętnymi do ujawnienia całej sprawy.
Mam do tego serialu spore zastrzeżenie - bardzo mocno zniekształcił prawdziwą historię, wręcz ją zakłamał, wiele osób i instytucji przedstawiając w fałszywym świetle (za Filmwebem):
lekarki były trzy a nie dwie, trzecia została zupełnie pominięta w serialu,
lekarka nie była nowa, pracowała w przychodni już kilka lat, była więc znana i szanowana przez lokalną społeczność
ołowicę stwierdziła jako pierwsza pani profesor, a nie pani doktor; ta druga dopiero po diagnozie pierwszej kontynuowała badania,
rodzice dzieci z jej rejonu stali za "Doktórką" murem, nigdy nie doszło do aktów niechęci, o agresji nawet nie wspominając,
nie doszło do żadnych prześladowań lekarki przez SB, jedyne o czym rodzina wspominała to podejrzenie bycia "na podsłuchu", czego też do końca nie udowodniono,
lekarka nie chorowała na ołowicę, nie była też w ciąży,
wyjazd do sanatoriów i autokary zorganizowała trzecia lekarka, sama huta nic od siebie nie dała,
wojewoda Ziętek był bardziej zaangażowany w sprawę, między innymi pomagał lekarkom lawirować między politykami i biurokratami,
kwestia doktoratu też jest zniekształcona - owszem nie pozwolono jej się obronić a doktorat z badaniami "zaginął", ale ciężko stwierdzić czy to była kwestia osoby "Doktórki" czy raczej niewygodnego tematu badań.
Podsumowując wszystkie te przekłamania, które radykalnie wypaczają całą historię, serial traci przynajmniej dwa punkty z oceny.
Plus za ciekawe odwzorowanie realiów PRL-u, przede wszystkim przedmiotów i lokalizacji z epoki.
#seriale Hemlock Grove - nie wiem czemu ale dopiero w ub. weekend trafiłem na to. Choć pewnie dla tego że wywaliłem Netflixa już dość dawno.
Podoba mi się casting i dość dobrze kreowana atmosfera. Elementów woke jak na lekarstwo póki co.
To, co mnie "razi" to wilkołak co wygląda literalnie jak wilk, łazi na 4 łpach itp. Ja "kocham" wilkołaki w stylu Srebrna Kula czy np Dog Soldiers. Humanoidalne dwunożne bestie. Do dziś się ich boję.
Nie wiem jak się to rozwinie ale póki co daję kredyt zaufania.
Zrobiłem sobie powtórkę #starwars Andor. Zdecydowanie warto. Dużo wątków kontynuowanych z sezonu 1 uciekło mi w 2.
Ciężko się było wczoraj do spania oderwać.
Nowa lekarka (w tej roli znakomita Joanna Kulig) odkrywa, że dzieci mieszkające w pobliżu huty chorują na ołowicę. Ryzykując swoją karierą oraz własnym zdrowiem staje do nierównej walki systemem.
Pierwsze dwa odcinki łyknęłam bez zapity - potem było już coraz ciężej, ale chęć zobaczenia zdolności aktorskich Kulig ostatecznie pozwoliła mi dokończyć ten serial.
Ogólnie nie jest źle, ale wciąż brakuje tego czegoś do "znakomite". W Polsce zaczynamy czuć gatunek tworzony na podstawie epoki - to już kolejna odsłona tej "czutki". Zresztą mamy do tego znakomite warunki - całą gammę ciekawych historii, bohaterów i specyficznego tła.
Fajnie też, że ostatecznie trochę wymieszano to aktorsko - bardzo cieszę się, że zatrudniono Kulig, jej talent jest niezaprzeczalny, co zresztą udowadnia w tym serialu grając "doktórkę".
Muzyczka, kostiumy, odwzorowanie epoki - jak zwykle na duży plus. Co do samej historii to się nie wypowiadam - bo nie znam faktów, ale ja jestem taką osobą, która nawet jeśli zna fakty to potrafi przymknąć oko ku lepszemu odbiorowi dzieła. Coś jak z "Obecnością" - wiem, że rodzina Warrenów to scam, ale nie przeszkadza mi ich lubić i kibicować w filmowej serii.
No to czekamy na kolejny polski serial - na razie jesteśmy na dobrej fali - tak można uznać po "Heweliuszu" i właśnie "Ołowianych dzieciach".
Yyh, Netflix mnie przyatakował na stronie głównej Stargate SG-1, klasykiem którego nigdy nie oglądałem i sie zastanawiam czy się za to nie wziąć.
Ktoś oglądał i się wypowie? Rzeczywiście jest to takie dobre czy w 2k26 będzie budziło tylko uśmiech politowania. Pytam bo jak już zacznę to oglądać to będę musiał skończyć a jest tego 10 sezonów po 20+ odcinków tak że trochę życia na to stracę xD
Żeby dać jakiś punkt odniesienia - Battlestar Galactica oceniam na 7+/10, z tego co się orientuję powstał mniej więcej w podobym czasie.
Jak byłem młody yo obejrzałem wszystkie sezony kilka razy, do tego Atlantis i Universe. Ale teraz bym nie dał rady, musiało się kiepsko zestarzeć. Szczególnie pierwsze sezony są kiczowate i nudnawe.
Oglądałem ostatnio, na fali nostalgicznych zachwytów niektórych ludzi, co ich znam. Mocno to nadgryzł ząb czasu. Da się wciąż obejrzeć, niektóre odcinki wręcz dobre, ale ogólnie to zachwytów nie było.
Tytuł: Morderca szyty na miarę
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Dokumentalny
Reżyseria: Rafał Skalski
Czas trwania: 3x1h
Ocena: 7/10
Serial dokumentalny o tym jak prostego, niewinnego, moze troche nieogarniętego człowieka niudolna polska policja wkopuje w dożywocie bo taki maja kaprys
Po takich serialach staje sie na krótki czas JP
Losy ser Duncuna Wysokiego i jego giermka Jaja. Kto czytał książkę i to oglądał to już wie, że dość wiernie zekranizowane przygody Dunka. Jednak gdy mamy mięsisty materiał źródłowy od Martina to w sprawnej realizacji wszystko się spina.
Cudo! Płakałam, śmiałam się, przeżywałam. Wspaniali aktorzy, świetnie jest to po prostu zrobione. Zachęciło mnie to do powrotu do książki, bo przecież kolejne sezony to kolejne przygody z opowiadań.
Nie będę się mocno rozpisywać - ten serial robi furorę nie bez powodu. Warto zobaczyć, nawet jeśli nie czytało się książki, nawet jeśli nie przepada się za fantasy.
@Mahjong już to pisałem wczoraj ale dzisiaj się powtórzę, dawno mi się żaden serial tak nie spodobał jak ten. Książki nie czytałem bo nie przeczytam nic od tego grubasa do czasu aż nie wyda Wichrów Zimy, taki mój bojkot xD
Po około 10-12 latach usiadłem na nowo do Breaking Bad. Absolutny majstersztyk, wgniata mnie ten serial w fotel. A na deser mam Better Call Saul, którego nigdy wcześniej nie widziałem #seriale
BB to jest serialowe złoto, pomimo lekkiego spadku jakości w ostatnim sezonie. Cieszy mnie, że poszli w stronę spinoffów później, niż jakby mieli rozciągać tą perełkę. BCS mnie nie wciągnął, ale El Camino było zacne.
Uwielbiam opowieści skromne, o zwykłych-niezwykłych ludziach, bez ratowania całego świata, bez magii, bez nadludzkich czynów. Taką właśnie jest „Rycerz Siedmiu Królestw”.
Dodatkowo główny bohater już od pierwszej sceny budzi sympatię. Jest w uroczy sposób prosty, czasami sprawia wrażenie głupiego i jednocześnie ma ogrom szczęścia. Niekiedy przypominał mi pratchettowskiego Marchewę. Zresztą humoru też jest tu sporo, często bardzo absurdalnego i ordynarnego, aaale pasującego do opowieści.
Ogromnym plusem jest także nieprzeciąganie fabuły, choć uważam, że retrospekcja z poznaniem ser Arlana była niepotrzebna. Mimo to sześć odcinków sprzyja obejrzeniu całego serialu za jednym razem, co też uczyniliśmy z dziewczyną.
No i nie można zapomnieć o technikaliach. Dobrze nakręcony (szczególnie walka siedmiu na siedmiu!) serial, wart obejrzenia.
@banita77 yyy wyścigi? Technika? Wszystko co związane z Formułą.
Oglądając serial coś tam się dowiadujesz od kierowcach, coś tam o szefach zespołów, a w dużej mierze jesteś karmiony wydumanymi dramami.
Wydarzenia z wyścigów są pokazane w taki sposób, że nie masz zielonego pojęcia jak wyglądały poszczególne wyścigi, bo masz wybrane jakieś pojedyncze wydarzenia, głównie kraksy i awarie.
San Francisco, czasy współczesne - tam oglądamy perypetie trójki przyjaciół: Patricka, Doma i Augustina oraz ich znajomych.
Kocham gejowskie seriale, ale takich naprawdę za⁎⁎⁎⁎⁎tych jest mało, ba! zaledwie jeden, czyli Queer As Folk. Tam też główniejszy z paczki bohaterów był irytujący, ale tam dynamika pewnego związku wynagradzała wszelkie niedogodności.
Tutaj niestety nie ma aż takiego rozdzielenia pomiędzy wszystkich bohaterów i na pierwszy plan wysuwa się historia Patricka, twórcy gier komputerowych. Patrick jest mega wkurzający, sam nie wie czego szuka w związku, oszukuje swojego naiwnego chłopaka Richiego, którego się czasem wstydzi, bo Richie jest zwykłym fryzjerem bez ambicji i wykształcenia, na dodatek zdradza go ze swoim szefem, który znowu tym samym zdradza swojego wieloletniego partnera.
Drama goni dramę, jak przystało na gejowskie standardy. Ciężko kogoś tam polubić - chyba tylko Dom wzbudzał moją sympatię - 40-letni przystojniak, który nie tyle co szuka "tego jedynego" co chce po prostu żyć i spełniać swoje marzenia.
Mimo to muszę przyznać, że dobrze mi się to oglądało wieczorami na dobicie - taki trochę serial guilty pleasure, ale całkiem sprawnie zrealizowany. Nie znalazłam zapowiedzi trzeciego sezonu, więc widocznie to tyle - trochę szkoda, a z drugiej strony może i dobrze.
Czekam aż gdzieś na streamingach pojawi się amerykańska wersja Queer as Folk -absolutny klasyk w gatunku i o wiele ostrzejszy i bardziej skomplikowany niż owe Spojrzenia.
PS. znalazłam, że jest odcinek specjalny w formie pełnoprawnego filmu kończący Spojrzenia. Dziś może sobie zerknę