Przeczytałem kiedyś w „Fantastyce” bądź „Nowej Fantastyce”, już nie pamiętam, opowiadanie o misji kolonizacyjnej wysłanej z Ziemi. Na statku znajdowała się określona liczba przyszłych kolonistów pogrążonych w hibernacji, a o ich bezpieczeństwo miało zadbać dwóch wyselekcjonowanych mężczyzn, dobranych tak, że uzupełniali się doświadczeniem i umiejętnościami. Wszystko zostało doskonale zaplanowane... oprócz jednej rzeczy. Nikt nie wziął pod uwagę tego, że załoganci mogli najzwyczajniej w świecie się nie polubić.
Przypomniało mi się to, gdy akcja „Interstellar” przeniosła się na drugą z trzech obiecujących planet. Zastanawiałem się, dlaczego obecny tam doktor Mann wysyłał informacje o tym, że da się tam założyć kolonię, skoro wszystko na pierwszy rzut oka wskazywało, że wcale tak nie jest. Do misji samobójczej wybrano najlepszych z najlepszych, mimo to chyba nie przewidziano, jak ewentualne fiasko może wpłynąć na ich psychikę.
Nie będę wypowiadał się o zgodności z ówczesnym stanem wiedzy, ponieważ nie jestem na tyle mądry. Jednakże chciałem docenić to, że sceny w przestrzeni kosmicznej były... ciche. Nie słychać było wybuchów, co dobrze podkreślało ciszę panującą w kosmosie.
Niestety, nie jestem fanem podróży w czasie czy międzywymiarowych, dlatego wyjaśnienie głównego wątku nie przypadło mi do gustu. Tworzy się swego rodzaju pętla, która nie ma najmniejszego sensu. Naoglądałem się tego wystarczająco dużo w różnych „Star Trekach” i zawsze uważałem takie odcinki za jedne z gorszych.
Film dobry, muzyka epicka, dobrze się ogląda z słuchawkami na uszach.
Abstrahując od poprowadzenia fabuły to poszczególne wątki są dające do myślenia.
Początek mnie przygniótł, perspektywa (która dla pokolenia naszych dzieci może być realna), kiedy wiadomo, że klimat Ziemi został już tak zachwiany, że nie ma odwrotu i trzeba szukać planety B - przerażające, bo możliwe.
Chciałem rodzicom kupić zamiast (ha tfu!) netfliksa odtwarzacz blu-ray, ale od cen dedykowanych odtwarzaczy zakręciło mi się w głowie, wolę kupić konsolę i pilota (xbox one ma naprawdę fajnego pilota)
Co się obejrzało, to się obejrzało. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Tenet
Rok produkcji: 2020
Reżyseria: Christopher Nolan
Kategoria: #scifi #akcja
Czas trwania: 150 min
Moja ocena: 5/10
Światu grozi zagłada, bo można odwrócić @entropy_
Unikałem tego obrazu, bo spodziewałem się, że będzie zbieraniną najgorszych reżyserskich nawyków Nolana, ale w końcu postanowiłem dać mu szansę i ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że miałem rację. Beznadziejne dialogi, źle poprowadzeni aktorzy, kiepska choreografia, zauważalnie słabi statyści, chaotyczny montaż, przekombinowany prosty pomysł. To nie jest film, który trudno zrozumieć, on zwyczajnie jest beznadziejnie nakręcony. Ładne zdjęcia i kadry? Owszem, jak zazwyczaj u Chrisa, ale poza zwykłym "patrzcie co mogę" nic nie wnoszą, to tylko wydmuszka. Wisienką na torcie jest wręcz tragiczny Washington, prawdziwy charisma void. Dałbym mu niższą ocenę, ale patrząc na lokalizacje podejrzewam, że Nolan wyciągnął kasę od studia, żeby sobie pojeździć po świecie i nie mogę go za to nie szanować. Polecam tylko zatwardziałym, ale to naprawdę mocnym fanboyom Nolana.
@Piechur Totalnie się nie zgadzam. Tenet dla mnie to arcydzieło, a ludzie oceniający po statystach i innych rzeczach o których piszesz po prostu przegapili monumentalną historię i scenariusz. Tenet wykręca mózg i to jest to co w filmach Nolana jest najlepsze - wszystkie są ambitne, mają świetne plot twisty i zaskakujące rozwiązania. Jak chcesz oglądać idealnie nakręcone firmy rzemieślnicze, to nie oglądaj Nolana, proste. Jego się ogląda dla historii.
@Budo Nie uważam, żeby wykręcał mózg, nie miałem jakiegoś specjalnego problemu, żeby nadążyć za tym co się działo. A wszystko, co wymieniłem, niestety składa się na ogólny odbiór filmu, zwłaszcza męczący i chaotyczny montaż. Nolan zresztą sam powiedział, żeby nie próbować filmu zrozumieć, tylko go poczuć, bo wie, że przy skrupulatnej dekonstrukcji nie będzie trzymać się kupy, jak zwykle filmy, w których podróż w czasie jest głównym motywem. Koncept ok, realizacja taka sobie. Nie zmieniam zdania co do filmów Nolana, które jak już napisałem traktuję jako wydmuszki.
Wielki gad, czyli Gadzilla. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Godzilla
Rok produkcji: 2014
Reżyseria: Gareth Edwards
Kategoria: #scifi #akcja
Czas trwania: 123 min
Moja ocena: 5/10
Po katastrofie w japońskiej elektrowni jądrowej pracujący w niej naukowiec próbuje dotrzeć do prawdy na temat jej przyczyny. A był nią duży potwór.
Co za paździerz. Nic w tym filmie nie gra, a zwłaszcza główny bohater, którym nie jest o dziwo Cranston. Scenariusz pisany na kolanie wypełniony po brzegi banałami, sceny nie wywołujące w widzu żadnych emocji, brak jakiegokolwiek napięcia i jedna myśl - po co to właściwie oglądam? Byle jakość bije z tego filmu na kilometr i nie ratują go sceny z olbrzymimi potworami ani pojawiająca się w końcu Godzilla. Aktorsko bardzo słabo. Szkoda czasu ogólnie. Nie polecam, może jako film w tle, na który zerka się co kilkanaście minut się nada.
Fun fact: Pomysłem naczelnego Japończyka amerykańskich produkcji było wprowadzenie nazwy tytułowego potwora nie jako "Godzilla", ale "Gojira", czyli tak jak w oryginale.
To klasyczny przypadek sequela, który cierpi na syndrom „więcej i głośniej nie zawsze znaczy lepiej”. O ile pierwszą część oceniłem na mocne 8/10 za ten element zaskoczenia, o tyle kontynuacja dostaje u mnie 6/10. To wciąż solidna rozrywka, ale gdzieś po drodze uciekł ten surowy, brudny klimat „zwykłego faceta”, który nagle pęka i pokazuje, co potrafi.
Hutch Mansell (Bob Odenkirk) nie może długo cieszyć się spokojem. Jego przeszłość znów puka do drzwi, ale tym razem stawka jest znacznie wyższa i bardziej osobista. Hutch musi wyjść z cienia, aby chronić swoją rodzinę przed nowym, potężnym zagrożeniem – tym razem na jego drodze staje bezwzględna przeciwniczka (świetna Sharon Stone), która nie bierze jeńców. Akcja przenosi się na wyższe obroty, a trup ściele się gęsto od pierwszej do ostatniej minuty.
Największy problem tego filmu to fakt, że stracił tę świeżość „jedynki”. W pierwszej części Bob Odenkirk jako zmęczony życiem ojciec był genialnym kontrastem dla maszyny do zabijania. W dwójce od początku wiemy, na co go stać, więc film staje się po prostu kolejnym klonem Johna Wicka. Sceny walki są niesamowicie brutalne i pomysłowe, ale momentami są tak przestylizowane, że aż nienaturalne.
Nikt 2 to porządny „odmóżdżacz” na sobotni wieczór. Jeśli podobała Ci się pierwsza część, to pewnie i tak obejrzysz, ale przygotuj się na to, że to już nie ten sam poziom emocji. Jest głośniej, krwawiej, ale też trochę pusto w środku. Obejrzeć można, ale kultowy status zostanie przy jedynce.
Mam wrażenie, że filmy jak American Pie czy liczne seriale pokazujące nastolatków/młodych dorosłych uprawiających seks są w dzisiejszych czasach co najmniej mało wiarygodne w oczach współczesnej widowni i to z oczywistych względów.
@PaczamTylko wcześniej też potrafił zaskakiwać, chociażby What Dreams May Come czy też oskarowy Good Will Hunting - nie wspominając już o The Fisher King
@deafone a tak, jak najbardziej. Ale dość rzadko grywał czarne charaktery, co w zestawieniu z jego bardziej typowymi rolami, sprawia że widz (przynajmniej ja) czuję pewnego rodzaju dyskomfort - ale w pozytywnym znaczeniu, bo dzięki temu dana rola działa mocniej. Będę musiał sobie coś odświeżyć z jego filmografii...
@TyGrySSek przyrodniczo fajnie, ale jak poczytałem raz jego moralizatorskie pierdolenie o problemach tego świata z nutką narzekania na odpowiedzialność młodszego pokolenia... o problemach które jego jebane pokolenie stworzyło... może niech k⁎⁎wa skupi się na kotkach i pieskach.
Nie wiem, jak to się stało, że kompletnie ominął mnie ten film. W czasie, gdy się pojawił przypadł moment mojej sporej deskorolkowej zajawki. No ale do brzegu i bez dygresji. Film opowiada historię trzech skaterów, którzy odmienili na zawsze ten sport a są to Stacy Perlata, Tony Alva i Jay Adams. Chłopaki wraz z jeszcze kilkoma kumplami i kilka lat starszym Skipem, swoim mentorem ze sklepu z deskami do surfingu, bujają się po mieście na deskach, przeżywają typowe nastoletnie problemy i sytuacje. Całość fabuły jest prosta jak przysłowiowa budowa cepa. Chłopaki tworzą zgraną ekipę, wszędzie są razem, jeżdżą, podrywają dziewczyny, żartują... Problem pojawia się, gdy zaczynają być mistrzami w swoim fachu i zaczynają się o nich bić sponsorzy. Kasa niszczy przyjaźń i więzi. Nie ma tutaj nic rewelacyjnego jeśli chodzi o scenariusz. Film jednak może się podobać. Świetnie wypadają sekwencje z jazdą na deskach, a główni bohaterowie dają się lubić i cały czas im kibicujemy. Ponadto fajnie oddano klimat kalifornijskiego, gorącego lata i nastoletnich problemów. Całości dopełnia fajna ścieżka dźwiękowa z hitami klasyki rocka i klimat lat 70.
Taki sobie film. Trzyma w napięciu nawet, dobrze zagrany, muzyka mi się w nim podobała, ale fabularnie ogólnie taki średni. W ogóle to był mój pierwszy film Polańskiego jaki oglądałem w życiu chyba. Zaintrygował mnie opis, pomysł na fabułę, ale rozegrane to zostało małostkowo, spodziewałem się czegoś więcej
Obsada: Peter Ustinov, Dean Jones, Suzanne Pleshette
Czas trwania: 1h 46min
Ocena: 8/10
Trener lekkoatletyczny kupuje na wyprzedaży prastary podgrzewacz pościeli, a wraz z nim ducha słynnego pirata, Czarnobrodego, który został przeklęty i musi błąkać się w nicości, dopóki nie spełni dobrego uczynku.
Wiadomo że nie dla kota bo koty nie mają kręgosłupa
Wsparcie ortopedyczne: Legowisko dla psa zostało specjalnie zaprojektowane z 9 cm pianki typu egg crate o wysokiej gęstości, aby zapewnić Twojemu futrzanemu przyjacielowi spokojny sen i doskonałą ulgę w nacisku, zmniejszając ból stawów i dyskomfort związany z zapaleniem stawów
Zapalenie stawów u psa objawia się głównie sztywnością chodu (szczególnie rano), kulawizną, niechęcią do ruchu, trudnościami przy wstawaniu lub wskakiwaniu oraz obrzękiem i bólem stawów.
Zakupiony przez pewną rodzinę Android zaczyna zachowywać się w dość nieoczekiwany sposób, przejawiając oznaki inteligencji.
Mam słabość do tego filmu. Ja wiem, że jest ckliwy, naiwny, w wielu momentach ociera się o żenadę, ale ma w sobie coś przytulnego, ciepłego, coś co sprawia, że czuję się dobrze. Polecam na wieczór z drugą połówką, najlepiej pod kocem i z kubkiem kakao.
Fun fact: Naturalnie włochaty Williams musiał zgolić włosy ze swojego ciała, żeby zagrać robota Andrew, gdy ten zaczyna już modyfikować swój wygląd tak, aby być bardziej podobnym do ludzi.