Naprawdę świetna komedia z tych co ostatnimi czasy patrzyłam na Ninatece. Lucynę już na pewno widziałam kilka lat temu ale miło było sobie przypomnieć.
Lucyna (w tej roli Jadwiga Smosarska) wraca z Francji z dyplomem w kieszeni - chce pracować w fabryce swojego ojca, więc przebiera się za chłopaka i trafia pod pieczę inżyniera Żarnowskiego (Eugeniusz Bodo). Z miejsca zaczyna lubić swojego nowego szefa i wchodzi z nim w konszachty towarzyskie. Żarnowski to uwodziciel i już ma złapaną sekretarkę z biura - Tunię. Ale Tunia nie lepsza, sama uwodzi mężczyzn i traci głowę za każdym razem gdy widzi młodego Juliana (Lucynę znaczy).
Tymczasem Żarnowski czuje się onieśmielony nieustającą sympatią Julka ("a może ty lala"? - mówi nawet do "chłopaka" gdy ten prawie namiętnie go całuje przy brudziu w knajpie). Lucyna postanawia więc wprowadzić do gry "siostrę Juliana - Lucynę" i to jest strzał w dziesiątkę! Znika Żarnowski-uwodziciel a pojawia się całkowicie zakochany facet.
Oczywiście - jak zawsze - mamy do czynienia z komedią omyłek. I znów mamy wątki queer, tylko że tu już bardziej są zaznaczone - czyli przebieranka za mężczyznę i pocałunek "dwóch facetów".
Jadwiga Smosarska w roli Julka jest bezsprzecznie seksi i nie dziwota, że Tunia lata za nim za każdy razem gdy go widzi.
Ale jest równie wspaniała gdy po prostu gra Lucynę. Bardzo lubię całą tę ekipę z przedwojennych polskich komedii, ale po raz kolejny Smosarska pokazała mi, że nie ma lepszej aktorki niż ona z tego gatunku. Niesamowite jest jak ona naturalnie grała - a przecież grała dużo przed wojną - była jedną z najbardziej zapracowanych aktorek.
Jako bonus można zaznaczyć świetne żeńskie role Mieczysławy Ćwiklińskiej (ciocia Lucyny) i Kazimiery Skalskiej (Tunia).
Kocham ten film, na pewno sporo pomaga, że zachowała się pełna kopia filmu, co jest akurat rzadkie. Pani Smosarska to jednak sztos aktorski - była stworzona do grania pięknych i inteligentnych kobiet, bo sama po prostu taka była.
Yyh, Netflix mnie przyatakował na stronie głównej Stargate SG-1, klasykiem którego nigdy nie oglądałem i sie zastanawiam czy się za to nie wziąć.
Ktoś oglądał i się wypowie? Rzeczywiście jest to takie dobre czy w 2k26 będzie budziło tylko uśmiech politowania. Pytam bo jak już zacznę to oglądać to będę musiał skończyć a jest tego 10 sezonów po 20+ odcinków tak że trochę życia na to stracę xD
Żeby dać jakiś punkt odniesienia - Battlestar Galactica oceniam na 7+/10, z tego co się orientuję powstał mniej więcej w podobym czasie.
Jak byłem młody yo obejrzałem wszystkie sezony kilka razy, do tego Atlantis i Universe. Ale teraz bym nie dał rady, musiało się kiepsko zestarzeć. Szczególnie pierwsze sezony są kiczowate i nudnawe.
Oglądałem ostatnio, na fali nostalgicznych zachwytów niektórych ludzi, co ich znam. Mocno to nadgryzł ząb czasu. Da się wciąż obejrzeć, niektóre odcinki wręcz dobre, ale ogólnie to zachwytów nie było.
Na arte leci Tanczacy z wilkami ( ͡o ͜ʖ ͡o)
Dla erwinkow to jest troche jak znalesc ciastka w pojemniku na nitki igly oraz zamki blyskawiczne wyprute uj wie z kad.
Nie będę pisać o czym bo wiadomo o czym - napiszę tylko, że żal patrzeć jak Besson z roku na rok spada na ryj - kiedyś czekałam z niecierpliwością na każdy jego film, ech.
Gdy się widziało Draculę Coppoli i nowego Nosferatu to ciężko wypatrywać w bessonowskiej wersji czegoś nowego, czegoś istotnego. Miałam nadzieję, że sytuację uratuje chociaż nieszablonowy Caleb Landry Jones, ale niestety, nie udało się.
Może jest wypas, przepiękne kostiumy, ale zabrakło iskry bożej - oglądałam do końca byle obejrzeć, nie czułam nic niestety podczas seansu. Wielkie rozczarowanie.
Czy jestem za stary na oglądanie bajek? Tak jestem za stary, ale nikt tego nie sprawdza. Czy właśnie wróciłem z filmu w #kino z córą? Tak, wróciłem i mogę polecić. "Hopnięci" lekka łatwa i przyjemna treść o przyjaźni i ratowaniu świata oraz o celach i wyborach, które podejmujemy. Sporo śmiechu. I niestety coś co mnie zawsze denerwuje, czy ludzie przychodzą do kina się nażreć, przeglądać komórkę i komentować, czy na film?
#filmy #animacja #pixar
czy ludzie przychodzą do kina się nażreć, przeglądać komórkę i komentować, czy na film?
W kinie jestem raz na 2 lata. 2 wizyta od końca - poszedłem do "kina z duszą" w moim mieście, czyli kina które istniało zanim wprowadziły się tu sieciówki.
Okazało się, że tam też sprzedają żarcie, za to śmierdzi, ekran jest mały, a audio słabe i za głośne. I chyba kluczyk trzeba było do kibla brać, czy jakiś tam inny problem był, nie pamiętam. I chyba były reklamy, choć mało, myślałem, że nie będzie.
Na ostatniej wizycie, popularny film, niepopularna pora, sieciówka, 20 osób na sali. Reklamy przebolałem. Film okazał się być totalnie słaby, dobrze oceniany, ale bardzo nie dla mnie. Starałem się mimo to wczuć się i dobrze się bawić. Ale głosy z tyłu nie pozwalały, dziwne komentarze, głupi śmiech. Aż miałem wrażenie, że jedna dziewczyna chyba upośledzona. Potem w sumie sie okazało, ze to rodzice przyszli z dorosłymi dziećmi i dziewczyna faktycznie upośledzona. No cóż, żal, i fajnie, że mogła pójść do kina, ale niestety moim kosztem.
Anyway - duży TV w domu mam. Seans w abonamencie albo i nie, duży TV, dobre audio, święty spokój, brak reklam.
Nie mam dzieci więc moge siedzieć w domu i lepiej na tym wyjdę
Nowojorski boss mafijny, który obecnie prowadzi uczciwe życie, zostaje porwany przez czterech młodych mężczyzn i wplątany w skomplikowaną intrygę.
Miał być kolejny od Hiczkoka. Zaryzykowałem coś świeżego i choć na początku było bez szału tak później zrobiło się nader ciekawie. Do końca nie było wiadomo kto stoi za porwaniem - zleceniodawca. Końcówka też super - na taka liczyłem
@mnchk676 Zgadza się! Oglądałem go pierwszy raz i jestem pod wrażeniem. Jest to pięknie nakręcony i jednocześnie w specyficzny sposób przerażający film.
Mary przyjeżdża do ciotki, która razem z mężem prowadzi oberżę "Jamajka". Wkrótce kobieta odkrywa, że gospoda jest miejscem spotkań niebezpiecznej bandy
PS. jeden z nielicznych filmów w których się nie pojawił reżyser na planie
Kryzys tylko hehe zabawnie. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Big Short
Rok produkcji: 2015
Reżyseria: Adam McKay
Kategoria: #thriller #komedia
Czas trwania: 130 min
Moja ocena: 6/10
Historia amerykańskiego kryzysu gospodarczo-ekonomicznego z początku tego wieku wyjaśniająca mechanizmy stojące za katastrofą.
Nie mogłem kupić tego filmu, wydawał mi się jakoś dziwnie fałszywy. Z jednej strony wyśmiewał i piętnował amerykański system bankowy, chciwość, głupotę i obłudę graczy z Wall Street, ale bohaterami (niby nie do końca pozytywnymi) byli ludzie, którzy się na tym obłowili, przy czym pokazywano ich w sposób, który miał ich uczłowieczyć, a nawet sprawić, żeby budzili współczucie. Przy tym wszystkim zwykli ludzie, którzy najbardziej oberwali, byli jedynie niewyraźnym tłem. No ale hehe, śmiesznie, bo Margot Robbie w wannie i Selena Gomez. Ok, Ryan Gosling był świetny, to muszę przyznać, ma chłop talent komediowy. Polecam tym, którzy chcą się czegoś dowiedzieć o źródłach kryzysu, ale nie za dużo.
To pierwsza rzecz jaką wyłączam w nowym TV i jak jestem gdzieś w Airbnb. Aczkolwiek niektórzy lubią taką płynność ekranu. Dla nich powinno być osobne miejsce w piekle.
@szatkus-4 @TyGrySSek ja z hiczkokiem mam jakiś problem, ale znając życie albo przegapiłam czas na hiczkoki albo to dopiero przede mną - tylko jak skoro jego największe tytuły już widziałam i mheh 6/10...
Pewnie ocenię ten film zbyt surowo i wyjdę na malkontenta, ale musi być jakaś kontra do pozytywnych recenzji. Zapraszam na #piechuroglada
----------
Tytuł: Train Dreams
Rok produkcji: 2025
Reżyseria: Clint Bentley
Kategoria: #dramat
Czas trwania: 103 min
Moja ocena: 6/10
Mężczyzna żyjący w Ameryce na początku lat XX stara się odnaleźć swoje miejsce w świecie i sens istnienia, doświadczając miłości i straty.
Ładne zdjęcia, raczej prosta historia z rzucanymi od czasu do czasu mądrościami, dobre aktorstwo, no powinno to zagrać - ale jakoś nie zagrało. Wyszedł trochę Malick z dyskontu, przez liczne flashbacki jest mało subtelnie i ogólnie byłem podczas oglądania jakiś podejrzliwy, jakby ktoś mnie próbował nabrać, oszukać, rozegrać emocjonalnie. Na dobrą sprawę na tym polega kino, żeby wzbudzić w widzu emocje, zmusić do refleksji, zachwycić obrazem i dźwiękiem, ale w tym przypadku nie byłem w stanie dołączyć do korowodu. Mogło się obejść bez kilku scen, które trochę zepsuły mi seans. Mimo wszystko nie mogę powiedzieć, że jest to zły film - jest w porządku. Ale do wybitnego mu brakuje. Polecam tym, którym się nie spieszy i lubią sobie podumać.
Laban Feather i Pap Gutshall są głowami dwóch zwaśnionych rodzin. Ich synowie dokuczają sobie, robiąc nieszkodliwe kawały. Sytuacja staje się poważna, gdy bracia Feather porywają przybyłą do miasta Roonie Gill , biorąc ją omyłkowo za narzeczoną jednego z Gutshallów
Singapurski kobieciarz dowiaduje się że jest adoptowany i pomiędzy balansowaniem między dwoma romansami chce uzyskać odpowiedź na temat tożsamości jego rodziców
Widać że to jest wczesny Wong Kar-Wai. Jest tutaj sporo tego co ten reżyser robi najlepiej, bardziej próba oddania uczucia, troche będąc "filmem o niczym" niż opowiadania jakiejś jednej konkretnej historii. Pomimo tego nie ma tutaj nic co nie jest zrobione lepiej w jego póżniejszych filmach, także ten film jest raczej dla skompletowania filmografii.
Typo siedzi sobie w ruskim miasteczku i nagrywa rzeczy dookoła. A potem ucieka na zachód i montuje z tego film.
Trochę jestem nienasycony po tym filmie, bo jednak miałem nadzieję dowiedzieć się czegoś więcej. Obejrzałbym sobie jakiś making of, bo niektóre sceny są takie, że cholera wie, jak mu się udało je nagrać. No i fragment z cmentarza zrobił wrażenie.