
Społeczność
Poezja/Cytaty/Proza
Miejsce do dzielenia się z innymi twórczością literacką (swoją lub innych artystów). Tutaj można wrzucać wiersze, lirykę oraz różne cytaty.
W kontrze pragnę zauważyć, że:
Wers 1 ewidentnie wskazuje na niezadowolenie podmiotu lirycznego - można dywagować czy nieubłaganym upływem czasu, czego alegorią jest ruch słońca, czy też palącym skwarem tegoż, który powoduje duże obciążenie fizyczne organizmu - jedno i drugie zbliżające nas ku nieuchronnej śmierci.
Również nie zgadzam się z dosłowną interpretacją że "żaba moczy część swego ciała" - ten zwrot ewidentnie wskazuje ogólnie na to że po prostu organizm jest w wodzie. Istotą tego wersu jest brak istotności, jest on tylko przerywnikiem między narzekaniem wersu pierwszego i puentą ostatniego.
A ostatni wers jest definiowany pierwszy słowem, które jednoznacznie, w połączeniu z wersem pierwszym, wskazuje że kolejny dzień męki na tym łez padole jest spędzony przez podmiot liryczny tylko ze swego rodzaju rozpędu.
W zasadzie można stwierdzić, że wiersz jest ewidentnie o lecie, a jego redukcja się sprowadza do dwóch słów: Słońce, K⁎⁎wa.
Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
Żonki mają mrzonki żem kupił mrożonki.
Nie kupił mrożonki! - załamuje członki.
Ech te małżonki...
#zwiazki #mrożonki #porannepierdolenie #oporniktojednakjestpojebany


Zaloguj się aby komentować
Napisałem pierwszy w życiu wiersz. Jestem ciekaw opinii
Miłość w podróży
Podróż nie pytała, dokąd prowadzi droga,
A ona była na niej – jak dar od Boga.
Przez chwilę szliśmy tą samą ścieżką,
Lecz wiedziałem, że pójdziemy osobno.
Było nam cudownie, choć tak krótko,
Serce pragnęło zatrzymać Cię na długo.
Ale wiedzieliśmy - to tylko chwila,
Która w pamięci swój ślad zostawiła.
To była miłość – za krótka, by się wypaliła,
Na tyle długa, by w sercu się skryła.
Jak kropla rosy w porannym świetle,
Błyszczy i trwa w mym sercu dyskretnie.
Życie to dłuższa chwila,
Ta miłość również taką była.
Czy była wiecznością jak Bóg,
A może iskrą, co zgasła wśród snów?
Edit: #poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem
@Cyber_Horns sprowokowałeś mnie
chuchasz na szybę, palcem serce
rysujesz znaki magiczne na blacie
uleciały łabędzie z serwetek
dopijasz się dopalasz powoli
jeszcze pocałunki na wargach
stygną filiżanki z herbatą
jeszcze drzwi się kołyszą
ma się te naście lat
najwyżej na palcach po życie
się sięga bezczelnie
bo jakże inaczej
o tym mówić
pisać
@lagun ej no, człowiek ma ciśnienie. Albo mu minie, albo przejdzie w postać chroniczną. Nigdy nie byłeś zakochany?
Zaloguj się aby komentować
✧ betonoza
leżą
równo przycięte
szarością bijące
bloki skalne
na duszonej
ziemi
wyrasta
tu i ówdzie spiekota
dławi przechodnia
ten widok
męczy
trwoga
fontanna
tryśnie wodą
niezgodnie z jej wolą
popłynie
jak jej każą
dzieci
skąd ten projekt
w miastach
skąd owacja
akceptacja
wykonanie
brak refleksji
architekta
gdzie ogrody
szanuj zieleń
zaginęła
tabliczka
https://skladliteracki.blogspot.com/2022/08/betonoza.html
#skladliteracki #artbook #eber

Zaloguj się aby komentować
rekonstrukcja
(z szacunkiem do zniszczeń)
Rekonstrukcja śledzia?
Czemu nie. Wystarczy wspomnienie zapachu
i ktoś, kto z powagą potwierdzi:
„Tak, on kiedyś był świeży”.
Rekonstrukcja myśli –
trudniej. Rozsypały się jak puzzle,
których brakło w pudełku
i nawet pies nie przyzna się do winy.
Rekonstrukcja narodu –
odbywa się głównie w mediach.
Tam każda wersja jest wersją poprawną,
o ile nikt nie wstanie z fotela.
Rekonstrukcja mnie –
co rano przy lustrze.
Twarz jakby znajoma,
ale brwi z epoki lodowcowej.
https://skladliteracki.blogspot.com/2025/07/rekonstrukcja.html
#skladliteracki #artbook #eber

Zaloguj się aby komentować
Elfkę dziś w zbiorkom spotkałem
Może zbyt jej się przyjżałem
Wzrok elfi na mnie zwróciła
O dziwo się nie wzbrzydziła
Stałem tak ciut zawstydzony
Ja - brudny ork pierdolony
I przyszedł czas przepychania
Wszak czas już do wysiadania
I wyszła za mną - o ranku!
Wprost do mojego przystanku!
No ale idę do siebie -
A ona za mną, ja j⁎⁎ie!
No ale uff - w bok skręciła.
I tak się bajka skończyła.
#wierszokletyzm #poezja #tworczoscwlasna #opornikcontent
#fantasy #warszawa


Zaloguj się aby komentować
Sobota [Andrzej Bursa #miastopowiatowe]
Boże jaki miły wieczór
tyle wódki tyle piwa
a potem plątanina
w kulisach tego raju
między pluszową kotarą
a kuchnią za kratą
czułem jak wyzwalam się
od zbędnego nadmiaru energii
w którą wyposażyła mnie młodość
możliwe
że mógłbym użyć jej inaczej
np. napisać 4 reportaże
o perspektywacz rozwoju małych miasteczek
ale
.......mam w d⁎⁎ie małe miasteczka
.......mam w d⁎⁎ie małe miasteczka
.......mam w d⁎⁎ie małe miasteczka
#poezja #bursa #miasteczka #zalesie #sobotawieczor #alkoholizm


Zaloguj się aby komentować
Pantofelek [Andrzej Bursa #eukarionty]
Dzieci są milsze od dorosłych
zwierzęta są milsze od dzieci
mówisz że rozumując w ten sposób
muszę dojść do twierdzenia
że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek
no to co
milszy mi jest pantofelek
od ciebie ty skurwysynie.
/1957/
#poezja #bursa #mikrobiologia #pierwotniaki


Zaloguj się aby komentować
Święty Józef [Andrzej Bursa #fachowiec]
Ze wszystkich świętych katolickich
najbardziej lubię Józefa
bo to nie był żaden masochista
ani inny zboczeniec
tylko fachowiec
zawsze z tą siekierą
bez siekiery chyba się czuł
jakby miał ramię kalekie
i chociaż ciężko mu było
wychowywał Dzieciaka
o którym wiedział
ze nie jest jego synem
tylko Boga
albo kogo innego
a jak uciekali przed policją
nocą
w sztafażu nieludzkiej architektury Ramzesów
(stąd chyba policjantów nazywają faraonami)
niósł Dziecko
i najcięższy koszyk
#katolicyzm #słowonaniedzielę #bursa #józefświęty #poezja


Zaloguj się aby komentować

Poetka i lotnik – sekretny romans, który odcisnął ślad na jej wierszach
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska i portugalski lotnik Sarmento de Beires – ich romans pełen namiętności i listów stał się inspiracją dla wielu wierszy poetki. Odkryj historię miłości, która wzniosła się wysoko, ale szybko spadła!
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska to jedna z czołowych polskich poetek....
#poezjaspiewana #edwardstachura
Piosenka dla zapowietrzonego
Edward Stachura
Cudownie jest:
Powietrze jest!
Dwoe ręce mam,
Dwie nogi mam!
W chlebaku chleb,
Do chleba ser,
Do picia deszcz.
----------------------
----------------------
Nadchodzi noc
I zimno z nią.
Mam rece dwie,
Obejmę się.
Ukryję się,
Utulę się
We własna sierść.
-----------------
-----------------
Daleko świt,
Nie widać nic.
Dwie nogi mam,
Dojdziemy tam.
Szczekają psy!
Fruwają mgły!
Niech pani śpi!
----------------
----------------
Powietrze jest:
Cudownie jest!

Zaloguj się aby komentować
Błogosławię zło na ekranie niebieskim
Mój intymny kontakt z istotą gatunku.
Widzę i osądzam, jak Stwórcy namiestnik,
Taniec śmierci, zdrady, gwałtu i rabunku.
W naturalnych barwach, w dowolnym języku,
Z dźwiękiem tak klarownym, jak klarnet Mozarta
Sięgam po wieczorną porcję krwi i krzyku
Stamtąd, gdzie akurat ginie trzystu Spartan.
Nie brak mi współczucia. Wzburzam się i wzruszam;
Stwierdzam z satysfakcją, że doznałem szoku;
Niby balon szlochu kształt zyskuje dusza
Łzawią mi paprochy uczuć w chłodnym oku.
A na co dzień, w życiu – przydarza się rzadko
Żeby rzecz, co wstrząsa – ujrzeć jak na dłoni.
A gdy już się uda świadkiem być wypadku –
Dźwięki ktoś zagłuszy, widok ktoś przysłoni.
Ekran zaś niebieski szczegóły powtarza
Krwiście bezlitosne zbliżenia w zwolnieniach,
Chociaż w każdej chwili może je wymazać
Palcem tknięty pilot – podczerwień sumienia.
Jacek #kaczmarski
4.2. #1995
#telewizja #instynktystadne #szuminformacyjny #poezjaspiewana #ballada #bardcore

@AdelbertVonBimberstein
miło mi, że jesteś.
Słuaj ziomek - jest sprawa Kieroniku.
Trochę mi teraz nie wypada po tak doniosłym songu dodać #codziennegotarzanboy
Czy mógłbyś wyjątkowo? 😁
Się wyrwałem jak debil z te poezjom
@wonsz w sensie że wiagry przudupcyłeś?
Wal od razu bo nie wiadomo jak organizm zareaguje niezrealizowany
@Heheszki parafrazując łysego z breslauerzz:
mniej mycia, więcej internetu
będziesz pan rozumiał dowcipy
Wiecie że miałem okazję poznać Kaczmarskiego. Gdy byłem młodym człowiekiem nie wiem może z 9 lat miałem może troszkę więcej? Przyjechał do Świnoujścia, wynajmował pokój u sąsiadki i naprawiał gitarę. Później się dowiedziałem że to był Kaczmarski. Był z kolegą wydawało mi się że to byli studenci czy coś? Nie wiem czy nie próbował przez granicę czmychnąć? Często chodziliśmy do lasu pod granicę i oglądał tam często jak to wygląda? Na barana mnie nosił
Zaloguj się aby komentować
Kot w pustym mieszkaniu
Wisława Szymborska
(27.07.1923-01.02.2012)
Umrzeć - tego się nie robi kotu.
Bo co ma począć kot
w pustym mieszkaniu.
Wdrapywać się na ściany.
Ocierać między meblami.
Nic niby tu nie zmienione,
a jednak pozamieniane.
Niby nie przesunięte,
a jednak porozsuwane.
I wieczorami lampa już nie świeci.
Słychać kroki na schodach,
ale to nie te.
Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,
także nie ta, co kładła.
Coś sie tu nie zaczyna
w swojej zwykłej porze.
Coś się tu nie odbywa
jak powinno.
Ktoś tutaj był i był,
a potem nagle zniknął
i uporczywie go nie ma.
Do wszystkich szaf sie zajrzało.
Przez półki przebiegło.
Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.
Nawet złamało zakaz
i rozrzuciło papiery.
Co więcej jest do zrobienia.
Spać i czekać.
Niech no on tylko wróci,
niech no się pokaże.
Już on się dowie,
że tak z kotem nie można.
Będzie się szło w jego stronę
jakby się wcale nie chciało,
pomalutku,
na bardzo obrażonych łapach.
I żadnych skoków pisków na początek.
youtu.be/HtzS8_63cRM?si=KOTwPUSTYMmieszkaniu
#wiersz #odczyt #recytacja #poezja #filozofizm #refleksje #stoicyzm

Zaloguj się aby komentować
Zaloguj się aby komentować
DZIECIAKI Z ALWERNI
Mogło być mi lepiej i mogło być gorzej
Lecz do dzisiaj słyszę tę ciszę w klasztorze
Na ryneczku domki krzywe, pachnie bzem i piwem
Miód się lepki lepi, fotografia w sepii
Na niej dzieci skubią czerwone porzeczki
A wokół miasteczka marszczą się góreczki
Proste lata młode, jak dym na pogodę
Dziś, nie wiedzieć czemu, są Alpy problemów
Dobry Panie Boże! w świecie pełnym świństwa
Zwróć nam, jeśli możesz, kromeczkę dzieciństwa
Niech zapachnie jesień czeremchą i wiosną
Albo nam przynajmniej nie pozwól dorosnąć
W tle była kukułka – ten listonosz losu
Który nam wykukał łaskawość niebiosów
Gdy szczęściem był piernik w malutkiej Alwerni
Kiedy to się stało, że nam wciąż za mało
Czasem nas przyzywa skądś pamięci trąbka
Próbujemy skleić czas we wspomnień rąbkach
Prawdę, co zachwyca jasna jak pszenica
Jak ten niepojęty oleodruk święty
Dobry Panie Boże! w świecie pełnym świństwa
Zwróć nam, jeśli możesz, kromeczkę dzieciństwa
Niech zapachnie jesień czeremchą i wiosną
Albo nam przynajmniej nie pozwól dorosnąć
I nikniemy w mroku, spokojni i bierni
My – te niegdysiejsze dzieciaki z Alwerni
A nad nami w górze aniołowie stróże
Szczęśliwi anieli, żeśmy nie zgłupieli
Dobry Panie Boże! w świecie pełnym świństwa
Zwróć nam, jeśli możesz, kromeczkę dzieciństwa
Niech zapachnie jesień czeremchą i wiosną
Albo nam przynajmniej nie pozwól dorosnąć
Jan Wołek
#poezjaspiewana #poezja

Zaloguj się aby komentować
A Wy, jesteście na tak?
E.E. Schmitt Sen o Jerozolimie
#ksiazki #cytaty #czytajzhejto #samotnosc


Przez ostatni rok jest zdecydowanie więcej tak w moim życiu niż w kilku poprzednich latach razem wziętych i dobrze mi tak
Moim zdaniem to jest trochę uproszczenie w tym fragmencie, bo mogą być różne sytuacje, np:
1. mówienie tak, ze względu na jakieś wyimaginowane strachy, np. odrzucenia przez kogoś, ale nie bycie w zgodzie ze sobą
2. Mówienie nie że względu na jakieś wyimaginowane sytuacje, np że coś jest niebezpieczne, kiedy to tylko przekonanie i historia w czyjejś głowie.
Ten fragment jest takim trochę uproszczeniem, bo zdecydowanie warto mówić nie w niektórych sytuacjach i być w zgodzie ze sobą i nie pozwolić na przekraczanie moich granic i warto mówić tak w niektórych sytuacjach, np. miłość - miłość zawsze niesie ryzyko zranienia, ale czy w takim razie warto, ze strachu przed ewentualnym odrzuceniem powiedzieć jej nie i zupełnie nie wpuścić do swojego życia?
Ja tak rozumiem ten fragment.
@koniecswiata to jest uproszczenie, ale w tym uproszczeniu sam autor bezrefleksyjne i automatyczne "tak" nazywa głupota
Z całą resztą się zgadzam. Dla mnie to jest właśnie takie skrótowe ukazanie wysiłku w mówieniu tak, bo musisz zaakceptować wszystkie jego skutki, a zawsze jest jakieś ryzyko
Zaloguj się aby komentować
I jakże tu kochać ziemię, na której są pająki,
i Stwórcę w którego głowie sen o pająku się błąka?
Maria Pawlikowska-Jasnorzewska
#poezja @splash545 #pajaki

@KatieWee piękny wiersz
A tak w ogóle to dziś przy karmieniu jeden pająk mi spierdzielił pod kanapę i mieliśmy z żoną nieplanowane sprzątanie najciemniejszych zakamarków w mieszkaniu
Taaa Marysiu, poczekaj aż poznasz ludzi, zatęsknisz za wielonogimi wierszokletami których delikatnych nici po prostu nie potrafisz odczytać.
Zaloguj się aby komentować
My, urodzeni w przeszłości, z nostalgią wspominamy tamten czas. Nikt nie narzekał.
Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.
Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.
Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nas nie bywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.
Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.
Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.
Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.
Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.
Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, Murzyn, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.
Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.
My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.
Nikt nie narzekał.
autor: Łukasz Najder (2016)
Łukasz Najder (ur. 1976) – z wykształcenia literaturoznawca, redaktor w Wydawnictwie Czarne. Pisze m.in. dla „Dwutygodnika”, „Pisma”, „Polityki”. Parę lat temu wydał jako e-book zbiór fejsbukowej prozy ulotnej zatytułowany Transmisje. Mieszka w Zgierzu.
#poezja #proza #pasta #najder #heheszki

Zaloguj się aby komentować




