Zdjęcie w tle

Społeczność

Poezja/Cytaty/Proza

11

Miejsce do dzielenia się z innymi twórczością literacką (swoją lub innych artystów). Tutaj można wrzucać wiersze, lirykę oraz różne cytaty.

W kontrze pragnę zauważyć, że:


Wers 1 ewidentnie wskazuje na niezadowolenie podmiotu lirycznego - można dywagować czy nieubłaganym upływem czasu, czego alegorią jest ruch słońca, czy też palącym skwarem tegoż, który powoduje duże obciążenie fizyczne organizmu - jedno i drugie zbliżające nas ku nieuchronnej śmierci.


Również nie zgadzam się z dosłowną interpretacją że "żaba moczy część swego ciała" - ten zwrot ewidentnie wskazuje ogólnie na to że po prostu organizm jest w wodzie. Istotą tego wersu jest brak istotności, jest on tylko przerywnikiem między narzekaniem wersu pierwszego i puentą ostatniego.


A ostatni wers jest definiowany pierwszy słowem, które jednoznacznie, w połączeniu z wersem pierwszym, wskazuje że kolejny dzień męki na tym łez padole jest spędzony przez podmiot liryczny tylko ze swego rodzaju rozpędu.


W zasadzie można stwierdzić, że wiersz jest ewidentnie o lecie, a jego redukcja się sprowadza do dwóch słów: Słońce, K⁎⁎wa.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Napisałem pierwszy w życiu wiersz. Jestem ciekaw opinii


Miłość w podróży


Podróż nie pytała, dokąd prowadzi droga,

A ona była na niej – jak dar od Boga.

Przez chwilę szliśmy tą samą ścieżką,

Lecz wiedziałem, że pójdziemy osobno.


Było nam cudownie, choć tak krótko,

Serce pragnęło zatrzymać Cię na długo.

Ale wiedzieliśmy - to tylko chwila,

Która w pamięci swój ślad zostawiła.


To była miłość – za krótka, by się wypaliła,

Na tyle długa, by w sercu się skryła.

Jak kropla rosy w porannym świetle,

Błyszczy i trwa w mym sercu dyskretnie.


Życie to dłuższa chwila,

Ta miłość również taką była.

Czy była wiecznością jak Bóg,

A może iskrą, co zgasła wśród snów?


Edit: #poezja #tworczoscwlasna #zafirewallem

@Cyber_Horns sprowokowałeś mnie


chuchasz na szybę, palcem serce

rysujesz znaki magiczne na blacie

uleciały łabędzie z serwetek

dopijasz się dopalasz powoli

jeszcze pocałunki na wargach

stygną filiżanki z herbatą

jeszcze drzwi się kołyszą

ma się te naście lat

najwyżej na palcach po życie

się sięga bezczelnie

bo jakże inaczej

o tym mówić

pisać

Zaloguj się aby komentować

✧ betonoza


leżą

równo przycięte

szarością bijące

bloki skalne

na duszonej

ziemi


wyrasta 

tu i ówdzie spiekota

dławi przechodnia

ten widok

męczy 

trwoga


fontanna

tryśnie wodą

niezgodnie z jej wolą

popłynie

jak jej każą

dzieci


skąd ten projekt

w miastach

skąd owacja

akceptacja

wykonanie


brak refleksji

architekta

gdzie ogrody

szanuj zieleń

zaginęła


tabliczka


Artbook


https://skladliteracki.blogspot.com/2022/08/betonoza.html


#skladliteracki #artbook #eber

Eber userbar

Zaloguj się aby komentować

rekonstrukcja

(z szacunkiem do zniszczeń)


Rekonstrukcja śledzia? 

Czemu nie. Wystarczy wspomnienie zapachu

i ktoś, kto z powagą potwierdzi:

„Tak, on kiedyś był świeży”.


Rekonstrukcja myśli – 

trudniej. Rozsypały się jak puzzle,

których brakło w pudełku

i nawet pies nie przyzna się do winy.


Rekonstrukcja narodu – 

odbywa się głównie w mediach.

Tam każda wersja jest wersją poprawną,

o ile nikt nie wstanie z fotela.


Rekonstrukcja mnie – 

co rano przy lustrze.

Twarz jakby znajoma,

ale brwi z epoki lodowcowej.


Artbook


https://skladliteracki.blogspot.com/2025/07/rekonstrukcja.html


#skladliteracki #artbook #eber

Eber userbar

Zaloguj się aby komentować

Elfkę dziś w zbiorkom spotkałem

Może zbyt jej się przyjżałem

Wzrok elfi na mnie zwróciła

O dziwo się nie wzbrzydziła

Stałem tak ciut zawstydzony

Ja - brudny ork pierdolony

I przyszedł czas przepychania

Wszak czas już do wysiadania

I wyszła za mną - o ranku!

Wprost do mojego przystanku!

No ale idę do siebie - 

A ona za mną, ja j⁎⁎ie!

No ale uff - w bok skręciła.

I tak się bajka skończyła. 


#wierszokletyzm #poezja #tworczoscwlasna #opornikcontent

#fantasy #warszawa

bc3c65a7-985d-4bd9-b574-52f269d11b89
Opornik userbar

Zaloguj się aby komentować

Sobota [Andrzej Bursa #miastopowiatowe]


Boże jaki miły wieczór

tyle wódki tyle piwa

a potem plątanina

w kulisach tego raju

między pluszową kotarą

a kuchnią za kratą

czułem jak wyzwalam się

od zbędnego nadmiaru energii

w którą wyposażyła mnie młodość


możliwe

że mógłbym użyć jej inaczej

np. napisać 4 reportaże

o perspektywacz rozwoju małych miasteczek


ale

.......mam w d⁎⁎ie małe miasteczka

.......mam w d⁎⁎ie małe miasteczka

.......mam w d⁎⁎ie małe miasteczka


#poezja #bursa #miasteczka #zalesie #sobotawieczor #alkoholizm

40d9f489-7fa0-4d02-ac09-2dd46a4bc5c8
Heheszki userbar

@Sahelantrop No lubię go bo ta młodość, tym bardziej im mniej jestem wyposażony we własną energię,

I no bo szczerość. A małe miasteczka, z ich kuluarami, są mi bardzo bliskie - jak telewizyjne Rancza -każde równie wyjątkowe :)

I do tego ta muskularna sobota - no kto nie lubi sobót? 😁

Zaloguj się aby komentować

Pantofelek [Andrzej Bursa #eukarionty]

Dzieci są milsze od dorosłych

zwierzęta są milsze od dzieci

mówisz że rozumując w ten sposób

muszę dojść do twierdzenia

że najmilszy jest mi pierwotniak pantofelek


no to co


milszy mi jest pantofelek

od ciebie ty skurwysynie.

/1957/


#poezja #bursa #mikrobiologia #pierwotniaki

265c79a7-b0ab-4341-8ab7-14a078209e59
Heheszki userbar

Zaloguj się aby komentować

Święty Józef [Andrzej Bursa #fachowiec]

Ze wszystkich świętych katolickich

najbardziej lubię Józefa

bo to nie był żaden masochista

ani inny zboczeniec

tylko fachowiec

zawsze z tą siekierą

bez siekiery chyba się czuł

jakby miał ramię kalekie

i chociaż ciężko mu było

wychowywał Dzieciaka

o którym wiedział

ze nie jest jego synem

tylko Boga

albo kogo innego

a jak uciekali przed policją

nocą

w sztafażu nieludzkiej architektury Ramzesów

(stąd chyba policjantów nazywają faraonami)

niósł Dziecko

i najcięższy koszyk


#katolicyzm #słowonaniedzielę #bursa #józefświęty #poezja

be78a13e-81ea-4413-a640-42e04888c1e7
Heheszki userbar

Zaloguj się aby komentować

#poezjaspiewana #edwardstachura


Piosenka dla zapowietrzonego

Edward Stachura


Cudownie jest:

Powietrze jest!

Dwoe ręce mam,

Dwie nogi mam!


W chlebaku chleb,

Do chleba ser,

Do picia deszcz.

----------------------

----------------------

Nadchodzi noc

I zimno z nią.

Mam rece dwie,

Obejmę się.


Ukryję się,

Utulę się

We własna sierść.

-----------------

-----------------

Daleko świt,

Nie widać nic.

Dwie nogi mam,

Dojdziemy tam.


Szczekają psy!

Fruwają mgły!

Niech pani śpi!

----------------

----------------

Powietrze jest:

Cudownie jest!


https://youtu.be/XY1dk1T5xU4

Heheszki userbar

Zaloguj się aby komentować

Błogosławię zło na ekranie niebieskim

Mój intymny kontakt z istotą gatunku.

Widzę i osądzam, jak Stwórcy namiestnik,

Taniec śmierci, zdrady, gwałtu i rabunku.


W naturalnych barwach, w dowolnym języku,

Z dźwiękiem tak klarownym, jak klarnet Mozarta

Sięgam po wieczorną porcję krwi i krzyku

Stamtąd, gdzie akurat ginie trzystu Spartan.


Nie brak mi współczucia. Wzburzam się i wzruszam;

Stwierdzam z satysfakcją, że doznałem szoku;

Niby balon szlochu kształt zyskuje dusza

Łzawią mi paprochy uczuć w chłodnym oku.


A na co dzień, w życiu – przydarza się rzadko

Żeby rzecz, co wstrząsa – ujrzeć jak na dłoni.

A gdy już się uda świadkiem być wypadku –

Dźwięki ktoś zagłuszy, widok ktoś przysłoni.


Ekran zaś niebieski szczegóły powtarza

Krwiście bezlitosne zbliżenia w zwolnieniach,

Chociaż w każdej chwili może je wymazać

Palcem tknięty pilot – podczerwień sumienia.


Jacek #kaczmarski

4.2. #1995


https://youtu.be/uBc_WN7K3pE

#telewizja #instynktystadne #szuminformacyjny #poezjaspiewana #ballada #bardcore

Heheszki userbar

@AdelbertVonBimberstein

miło mi, że jesteś.

Słuaj ziomek - jest sprawa Kieroniku.

Trochę mi teraz nie wypada po tak doniosłym songu dodać #codziennegotarzanboy

Czy mógłbyś wyjątkowo? 😁

Się wyrwałem jak debil z te poezjom

Wiecie że miałem okazję poznać Kaczmarskiego. Gdy byłem młodym człowiekiem nie wiem może z 9 lat miałem może troszkę więcej? Przyjechał do Świnoujścia, wynajmował pokój u sąsiadki i naprawiał gitarę. Później się dowiedziałem że to był Kaczmarski. Był z kolegą wydawało mi się że to byli studenci czy coś? Nie wiem czy nie próbował przez granicę czmychnąć? Często chodziliśmy do lasu pod granicę i oglądał tam często jak to wygląda? Na barana mnie nosił Takie wspomnienie.

Zaloguj się aby komentować

Kot w pustym mieszkaniu


Wisława Szymborska

(27.07.1923-01.02.2012)


Umrzeć - tego się nie robi kotu.

Bo co ma począć kot

w pustym mieszkaniu.

Wdrapywać się na ściany.

Ocierać między meblami.

Nic niby tu nie zmienione,

a jednak pozamieniane.

Niby nie przesunięte,

a jednak porozsuwane.

I wieczorami lampa już nie świeci.


Słychać kroki na schodach,

ale to nie te.

Ręka, co kładzie rybę na talerzyk,

także nie ta, co kładła.


Coś sie tu nie zaczyna

w swojej zwykłej porze.

Coś się tu nie odbywa

jak powinno.

Ktoś tutaj był i był,

a potem nagle zniknął

i uporczywie go nie ma.


Do wszystkich szaf sie zajrzało.

Przez półki przebiegło.

Wcisnęło się pod dywan i sprawdziło.

Nawet złamało zakaz

i rozrzuciło papiery.

Co więcej jest do zrobienia.

Spać i czekać.


Niech no on tylko wróci,

niech no się pokaże.

Już on się dowie,

że tak z kotem nie można.

Będzie się szło w jego stronę

jakby się wcale nie chciało,

pomalutku,

na bardzo obrażonych łapach.

I żadnych skoków pisków na początek.


youtu.be/HtzS8_63cRM?si=KOTwPUSTYMmieszkaniu

#wiersz #odczyt #recytacja #poezja #filozofizm #refleksje #stoicyzm

Heheszki userbar

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

DZIECIAKI Z ALWERNI


Mogło być mi lepiej i mogło być gorzej

Lecz do dzisiaj słyszę tę ciszę w klasztorze

Na ryneczku domki krzywe, pachnie bzem i piwem

Miód się lepki lepi, fotografia w sepii


Na niej dzieci skubią czerwone porzeczki

A wokół miasteczka marszczą się góreczki

Proste lata młode, jak dym na pogodę

Dziś, nie wiedzieć czemu, są Alpy problemów


Dobry Panie Boże! w świecie pełnym świństwa

Zwróć nam, jeśli możesz, kromeczkę dzieciństwa

Niech zapachnie jesień czeremchą i wiosną

Albo nam przynajmniej nie pozwól dorosnąć


W tle była kukułka – ten listonosz losu

Który nam wykukał łaskawość niebiosów

Gdy szczęściem był piernik w malutkiej Alwerni

Kiedy to się stało, że nam wciąż za mało


Czasem nas przyzywa skądś pamięci trąbka

Próbujemy skleić czas we wspomnień rąbkach

Prawdę, co zachwyca jasna jak pszenica

Jak ten niepojęty oleodruk święty


Dobry Panie Boże! w świecie pełnym świństwa

Zwróć nam, jeśli możesz, kromeczkę dzieciństwa

Niech zapachnie jesień czeremchą i wiosną

Albo nam przynajmniej nie pozwól dorosnąć


I nikniemy w mroku, spokojni i bierni

My – te niegdysiejsze dzieciaki z Alwerni

A nad nami w górze aniołowie stróże

Szczęśliwi anieli, żeśmy nie zgłupieli


Dobry Panie Boże! w świecie pełnym świństwa

Zwróć nam, jeśli możesz, kromeczkę dzieciństwa

Niech zapachnie jesień czeremchą i wiosną

Albo nam przynajmniej nie pozwól dorosnąć


Jan Wołek

#poezjaspiewana #poezja

Heheszki userbar

Zaloguj się aby komentować

Moim zdaniem to jest trochę uproszczenie w tym fragmencie, bo mogą być różne sytuacje, np:

1. mówienie tak, ze względu na jakieś wyimaginowane strachy, np. odrzucenia przez kogoś, ale nie bycie w zgodzie ze sobą

2. Mówienie nie że względu na jakieś wyimaginowane sytuacje, np że coś jest niebezpieczne, kiedy to tylko przekonanie i historia w czyjejś głowie.

Ten fragment jest takim trochę uproszczeniem, bo zdecydowanie warto mówić nie w niektórych sytuacjach i być w zgodzie ze sobą i nie pozwolić na przekraczanie moich granic i warto mówić tak w niektórych sytuacjach, np. miłość - miłość zawsze niesie ryzyko zranienia, ale czy w takim razie warto, ze strachu przed ewentualnym odrzuceniem powiedzieć jej nie i zupełnie nie wpuścić do swojego życia?

Ja tak rozumiem ten fragment.

@koniecswiata to jest uproszczenie, ale w tym uproszczeniu sam autor bezrefleksyjne i automatyczne "tak" nazywa głupota

Z całą resztą się zgadzam. Dla mnie to jest właśnie takie skrótowe ukazanie wysiłku w mówieniu tak, bo musisz zaakceptować wszystkie jego skutki, a zawsze jest jakieś ryzyko

Zaloguj się aby komentować

@KatieWee piękny wiersz i faktycznie pająki jakby były trochę większe to byłyby mega przerażające.

A tak w ogóle to dziś przy karmieniu jeden pająk mi spierdzielił pod kanapę i mieliśmy z żoną nieplanowane sprzątanie najciemniejszych zakamarków w mieszkaniu

Zaloguj się aby komentować

My, urodzeni w przeszłości, z nostalgią wspominamy tamten czas. Nikt nie narzekał.


Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.


Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.


Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nas nie bywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.


Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.


Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.


Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.


Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.


Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.


Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.


Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, Murzyn, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.


Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.


My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.


Nikt nie narzekał.


autor: Łukasz Najder (2016)


Łukasz Najder (ur. 1976) – z wykształcenia literaturoznawca, redaktor w Wydawnictwie Czarne. Pisze m.in. dla „Dwutygodnika”, „Pisma”, „Polityki”. Parę lat temu wydał jako e-book zbiór fejsbukowej prozy ulotnej zatytułowany Transmisje. Mieszka w Zgierzu.


#poezja #proza #pasta #najder #heheszki

e1797e36-c6de-48ef-ab12-9a5c6fe39d01

Zaloguj się aby komentować