Feministyczna antyutopia o Ameryce zamienionej w religijny reżim oparty na bazie biblijnego fundamentalizmu. PIsana z perspektywy kobiet i zajmująca się przede wszystkim losem kobiet, które nieważne na jakiej pozycji w społeczeństwie się znajdowały, miały w jakiś sposób przerąbane. Na czele z podręcznymi, które zostały pozbawione wszystkiego poza jednym zadaniem: realizowanie celów rozrodczych. Mężczyźni, w zasadzie oprócz tych stojących na czele społeczeństwa bądź tych dbających o ład i porządek z bronią w ręki, praktycznie są nieobecni. Myślę, że o fabule nie ma co się rozwodzić, bo zdecydowanej większości jest ona znana, nawet jeśli mniej dzięki książce, to bardziej dzięki serialowi nagranemu na jej podstawie.
Sama książka jest napisana dosyć suchy i nieemocjonalny sposób, jak każda antyutopia ma trochę nielogiczności, ale tak podsumowując książka całkiem niezła. Zakończenie bardzo otwarte, wręcz proszące się o ciąg dalszy - który został finalnie napisany 30 lat później. Niemniej ja za kontynuację nie będę się zabierać.
Nie powinnam się wypowiadać bo znam serial ale wzbudzał we mnie dość silne emocje. I tak sobie pomyślałam czy bym dzisiaj w końcu tego ostatniego sezonu nie zaczęła oglądać
“The forests are gone, but the monsters still remain.”
XI część cyklu Herezja Horusa
Akcja dzieje się 50 lat po wydarzeniach kończących “Zstąpienie Aniołów”. Wieść o zdradzie Horusa dociera do Legionu Mrocznych Aniołów. Lion El’Jonson świadom niemożliwości szybkiego przegrupowania całego legionu zaangażowanego w wieloletnią batalię w odległym zakątku galaktyki, powołuje niewielką flotę ekspedycyjną mającą na celu zabezpieczenie silnie zindustrializowanego systemu Tanagra, aby uniemożliwić zdrajcom utworzenie tam centrum zaopatrzenia.
Narracja podzielona została na dwa naprzemiennie prowadzone i w zasadzie oddzielne wątki.
Pierwszy dotyczy Zahariela i Luthera na Calibanie. Choć zaczyna się smętnie od biadolenia “czy tatuś Lew nas jeszcze kocha?”, to przeradza się we wciągającą i emocjonującą opowieść o niepokojach wśród mieszkańców rodzimej planety, duchach przeszłości i złożonej intrydze, z umiejętnie wplecionymi elementami horroru. 8/10
Drugi obejmuje Nemiela oraz flotę Liona i jest to typowy “Space Marine Wietnam”, z bitwami statków kosmicznych mającymi pokazać zmysł taktyczny Jonsona, dużą ilością intensywnych starć naziemnych i łatwo przewidywanymi motywami podstępu i zdrady. 6/10
Mike Lee operuje prostym językiem dalekim od kwiecistego stylu Grahama McNeilla, więc tylko kilka terminów z żargonu wojskowego wymagało wyjaśnienia. Natomiast zdecydowanie gorzej mi się czyta anglosaskie formatowanie dialogów. Czas przyzwyczajać się, gdyż jak dotąd w języku polskim wydano tylko 45 części, więc do oblężenia Terry jeszcze daleko.
Do “Fallen Angels” podchodziłem sceptycznie, ale okazała się dobrą książką. Wciąż daleko jej do najlepszych pozycji Herezji, ale i tak stawiam ją znacznie wyżej od “Zstąpienia Aniołów”.
Smutna historia o marzeniu niemożliwym, ale dającym jakiś cel w życiu.
George i Lennie łażą od rancza do rancza szukając tymczasowej roboty. Lennie jest upośledzonym wielkoludem, ma intelekt małego dziecka. Dlatego też często pakują się w kłopoty i muszą szukać innej roboty. George się nim opiekuje, jak tylko umie, fajna więź. Lennie ufa mu bezgranicznie.
Chłopaki mają marzenie. Uzbierać troche pieniędzy, kupić własne gospodarstwo, żyć z tego co da ziemia i najważniejsze króliki. Lennie był zafiksowany na punkcie królików.
"– Kiedyś uskładamy trochę forsy i będziemy mieli własny domek i kilka akrów, i krowę, i parę świń, i…
– I będziemy żyli z tego, co da ziemia! – zawołał Lennie. – I będziemy mieli króliki! Mów dalej, George"
Książka mimo, że krótka to porusza trochę tematów, nad którymi można się zastanowić.
Po kilku wcześniejszych tomach przygód Bonda miałem wobec Goldfingera naprawdę duże oczekiwania - głównie dlatego, że sam antagonista urósł już do rangi jednego z najbardziej ikonicznych złoczyńców całego uniwersum Goldfinger. I chyba właśnie przez ten status książka trochę mnie rozczarowała.
Tym razem Bond trafia na trop Aurica Goldfingera - ekscentrycznego milionera powiązanego z przemytem złota i wielką finansową machiną. Początkowo historia bardziej przypomina grę obserwacji i próbę zrozumienia, kim właściwie jest Goldfinger i co planuje. Trafia na niego 2 razy, zanim rozwinie się właściwa akcja, próbując rozszyfrować w jaki sposób oszukuje. Dopiero później całość przechodzi w bardziej klasyczną bondowską historię o wielkim planie i zagrożeniu na ogromną skalę.
I problem polega na tym, że sam Goldfinger nie wypada aż tak imponująco, jak się spodziewałem. Oczywiście jest inteligentny, obsesyjny i bezwzględny, ale przez dużą część książki bardziej przypomina dziwacznego bogacza niż ostatecznego złoczyńcę. Dopiero gdy wychodzi na jaw, że jest gotów poświęcić całe miasteczko i zamordować ogromną liczbę ludzi dla realizacji swojego planu, zaczyna być naprawdę niepokojący. Wcześniej brakowało mi trochę tej aury zagrożenia, którą miał choćby Doktor No.
Podobało mi się natomiast, że Fleming ponownie pozwala Bondowi działać bardziej jako obserwator i człowiek próbujący rozgryźć przeciwnika, a nie tylko maszyna do akcji. Są tu fragmenty bardzo klimatyczne - szczególnie te związane z hazardem, oszustwami i analizowaniem zachowań Goldfingera. To nadal ten bardziej szpiegowski Bond, którego lubię najbardziej.
Niestety druga połowa książki jest już dużo bardziej komiksowa i momentami trudno było mi traktować ją całkowicie poważnie. Widać też, jak mocno seria zaczyna budować własny schemat: ekscentryczny złoczyńca, wielki plan, piękna kobieta i Bond próbujący przeżyć sytuację, która wydaje się niemożliwa do wyjścia. To nadal całkiem przyjemna przygodowo-szpiegowska lektura, ale jeden z tych tomów, które bardziej docenia się za wpływ na popkulturę niż za samą historię.
@saradonin_redux tak, dokładnie tak się nazywała. Natomiast jej rola pojawia się w książce dopiero pod koniec (za 70-80% książki), mam wrażenie, że w filmie to było dużo, dużo wcześniej. Muszę obejrzeć film jeszcze raz, żeby porównać.
Wydawnictwo ArtRage przygotowuje nowy tom serii Cymelia. "Cesarstwo, które nigdy nie istniało" Angéliki Gorodischer ukaże się 12 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą zawiera 288 stron, w cenie detalicznej 69 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Nie wiadomo kiedy, nie wiadomo gdzie, a nawet czy w ogóle istniało Cesarstwo, którego granic także nie sposób wytyczyć. Przez setki, a może tysiące lat państwem tym władali najróżniejsi władcy i władczynie: mądrzy i podli, odpowiedzialni i tchórzliwi, wielbieni i nienawidzeni. O niektórych z nich, ale także o bitwach, o zdradach, o zakładaniu miast i o wyprawach przez pustynie opowiadają zebrane w tym tomie historie, snute przez zawodowych gawędziarzy.
Słuchajcie zatem opowieści: o młodym następcy tronu, którego nauczono nienawidzić ojca, ale czas pozwolił mu poznać prawdę i smak zemsty; o mądrej cesarzowej, która wywodziła się ze społecznych nizin, i sprytem dotarła na sam szczyt, z korzyścią dla korony i poddanych; o walecznym i głupim generale; o przebiegłym kupcu, który wiedział, jak niebezpieczny może być taniec; o mordercy, który stanął na czele rewolty; i jeszcze innych słuchajcie!
Gęstym, często poetyckim, zawsze precyzyjnym językiem Anglica Gorodischer opowiada swoje historie, a może mity, w których odbija się wielka tradycja fantastyki baśniowej, ale także latynoamerykańskie doświadczenie politycznej przemocy.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Zacznę od tego, że postaram się być możliwie jak najbardziej obiektywny, gdyż ze Stachurą mam problem, ale o tym za moment. O czym jest książka? Historia jest prosta. Główny bohater, Janek Pradera ma dosyć dotychczasowego życia, chce od niego uciec, mimo tego, że wie iż zgotować mu to może masę wewnętrznego cierpienia. Jedzie na dawne tzw. ziemie odzyskane i zatrudnia się przy wycince lasu. Tam poznaje miejscowych, pracowników leśnych i szybko się wśród nich odnajduje. Razem z nimi chodzi do knajpy, prowadzi rozmowy an banalne tematy, zaczyna żyć ich życiem. Jednak wciąż prześladuje go ból pozostały po miłości, która odeszła i opuszczeniu miejsca w którym był. Stachura do powieści wplótł wątki autobiograficzne a całość miewa lekko poetycki styl. Dodatkowo bywa, że autor zwraca się do czytelnika poprzez swego rodzaju strumień świadomości. A teraz bardzo osobiście. Książkę tę czytałem pierwszy raz będąc na studiach i zrobiła na mnie wtedy ogromne wrażenie. Trafiła w swój czas. Nie wiedziałem czego chcę, miałem pierwsze objawy depresji i przy okazji pracowałem fizycznie na hali produkcyjnej i przy obsłudze maszyn. Zachwyciło mnie w niej wszystko - język, historia, główny bohater. Zostałem fanem Stachury połykając całą jego twórczość. Potrafiłem jechać przed siebie pociągiem do bylegdzie i w tym bylegdzie wysiąść na stacji, usiąść na ławce i czytać. Niemniej z perspektyw czasu i po kolejnej lekturze po latach "Siekierezada" jawi mi się, jako dość depresyjna i momentami przesadnie poetycka z "zlew myśli" bohatera bywa męczący. Polecam jednak każdemu, bo Stachura, to po prostu klasyk.
Ciekawe czy każdy tak ma, ja nie raz miałem tak że książka czy opowiadanie za młodu mnie się bardzo podobało, a przeczytane po latach odbieram dużo gorzej.
Może człowiek jak młody to romantyczny jakiś, uczuciowy bardziej no i oczywiście bardziej naiwny.
Po latach życia na tym łez padole, szarpania się żeby to czy tamto ogarnąć, inaczej patrzymy na świat.
@WatluszPierwszy ze Stachurą jest dokładnie jak z Hłaską. Trafiają do ludzi w wieku 16-23, z tych samych powodów, i potem jak się ich czyta w dojrzałości, to już człowiek sam nie wie co w tym widział.
@Maciek Stachurę nadal lubię, ale to już głównie z sentymentu. Co do Hłaski to uwielbiałem właśnie w takim wieku licealnym a po latach, to on mi się zaczął wydawać takim zblazowanym pozerem. Nie potrafię już do tego wrócić.
@WatluszPierwszy Tak jak ze Stachurą mam tak że poezja>powieści, tak u Hłaski opowiadania>powieści. Do końca lat 50 miał całkiem niezłe ("Cmentarze", "Następny do raju"), ale już okres lat 60 to jest potworna bufoniada literacka. Do "Sowy, córki piekarza" miałem ze cztery podejścia i nie umiem tego czytać. Nawet "Piękni dwudziestoletni" po latach już nie są tacy znów piękni.
W przeciwieństwie do magów, którzy najbardziej ze wszystkiego lubią skomplikowaną hierarchię, czarownice nie dbają o ustaloną strukturę rozwoju kariery zawodowej. Każda z nich sama decyduje, czy przyjąć do siebie jakąś dziewczynę i po śmierci przekazać jej swój teren. Czarownice nie są z natury towarzyskie, przynajmniej wobec innych czarownic, i z pewnością nie mają żadnych przywódczyń.
Babcia Weatherwax była najbardziej szanowaną ze wszystkich przywódczyń, których nie miały.
W ramach przygotowań do prowadzenia Kultu Boskości Utraconej przeczytałem Pieśń Bogini Kali Dana Simonsa. I muszę przyznać, że to całkiem dobra książka. Zakończenie jest nieco mało w stylu Kultu, ale sam opis Kalkuty jest niesamowity. Nigdy nie byłem fanem Indii, nie jest to kraj do którego chciałbym lecieć, ale teraz nie poleciałbym tam tym bardziej. W kwestii wzbudzania grozy środowiskowej, książka jest niesamowita. Miasto to właściwie osobny bohater, wrogi, nieprzyjemny, odpychający. W sumie to polecam
Zły to kryminało-romans z czasów odbudowującej się Warszawy po II wojnie światowej i klimat tamtego miejsca i czasu jest bardzo mocno odczuwalny (zarówno pozytywnie, jak i negatywnie). Wątek jest zdecydowanie niepotrzebnie zawiły i ciągnący się jak stara guma do żucia pod ławką w szkole. W pewnym momencie eksperymentalnie przeskoczyłem o 50 stron do przodu i miałem wrażenie, że niczego nie przegapiłem. Wtedy więc bez skrupułów przeszedłem o kolejną setkę do ostatniego rozdziału, gdzie w końcu coś się zaczęło dziać.
Główny bohater tej książki to nie tytułowy Zły, będący superbohaterem ratujących zwykłych Warszawiaków od przemocy kryjącej się we wciąż widocznych na mapie miasta ruinach, a świeżo powojenna Warszawa - dosłownie 80% tej książki to (piękne!) opisy poszczególnych miejsc w Warszawie czy bardzo bogate przedstawienia reprezentantów poszczególnych klas społecznych, tyle że ci bohaterowie dosłownie po tej scenie nigdy się już nie pojawią. Trochę zdziwiony byłem absolutnym brakiem przejawów stalinizmu w szczytowym wszak jego okresie (książka wydana w 1954 roku), ale nie wiem na ile to zamysł autora, a na ile to mogło być wymuszone przez cenzurę.
Książka, która sumarycznie baaaardzo mnie wymęczyła. Czy pan Tyrmand potrafi pisać - potrafi, i to jak! Natomiast moim zdaniem to jest zdecydowanie przerost formy nad treścią, przeczytać ją warto przede wszystkim dla klimatu tamtych lat, na fabułę nie za bardzo jest co liczyć i jak zaczyna męczyć, to wystarczy przeczytać ostatnie kilkadziesiąt stron. Nie dla mnie, w moich oczach źle to się zestarzało.
@bojowonastawionaowca kurde blaszka, chciałem przeczytać, ale teraz będę się wahał. Chyba zacznę, ale jak mnie znudzi, a znudzi na pewno, to zacznę tak skakać albo zupełnie odłożę, z tym że bez skrupółów.
@Telezajaczek być może dla większości będzie bardzo dobra, mi się nie podobała Ale jednak mam wrażenie, że duża część z pochlebnych opinii to ludzie, którzy w dzieciństwie mieli do czynienia z taką Warszawą albo którzy w młodości czytali tę książkę i te opisy Warszawy, które naprawdę są piękne, do książki ich przekonują
@bojowonastawionaowca jeszcze kilka lat temu przeżyłem mocną fascynację historią Warszawy. Kocham to miasto i mieszkam w nim z wyboru, nie z urodzenia, już trochę czasu. Tyrmand i "Zły" to tutaj autor i książka absolutnie kultowe. Ja za czytanie tej pozycji brałem się dwa razy i niestety dwa razy poległem. Napisane jest to sprawnie, Warszawa jest niemal bohaterką tej książki ale jednak nie dałem rady. Po prostu w tak dużej dawce mnie to zwyczajnie znudziło i poddałem się w połowie.
Książka naprawdę bardzo solidna i dobra, ale trochę nie dla mnie xD Gdybym był bardziej zafascynowany ptakami, to spokojnie byłoby 8/10, a tak widziałem u siebie sporo patrzenia ile jeszcze stron do końca rozdziału, które sobie bardzo powoli dawkowałem. Autora bardzo cenię i lubię go słuchać w radiu, ma bardzo szeroką i głęboką wiedzę i w naprawdę dobry dla pasjonatów sposób ją oddał w tej książce.
Bardzo duża liczba ciekawostek w ogólnej tematyce zachowań ptaków w sytuacjach stresowych zgrupowana pod poszczególnymi tematami (np. jak rozmnażanie, żerowanie czy komunikacja), dla mnie aż za duża - dosłownie przechodziło się z ciekawostki do ciekawostki, z jednego gatunku ptaka do drugiego. Zdjęcia piękne, ale wolałbym je nawet mniejsze niż na całą stronę, ale za to częściej. Czasem autor w swoim flow odpływał ze wstawkami personalnymi czy w porównaniach zachowań ptaków do ludzi, acz dla mnie to nie było problemem.
Osobie, która jest zainteresowana ptakami, zdecydowanie polecam. Dla mnie niespecjalnie (ale kupiłem ją dla narzeczonej w prezencie, więc ja tu tylko przechodzę bez tragarzy)
@bojowonastawionaowca taki typ książki, którą się docenia bardziej dopiero jak człowiek się mocno interesuje ornitologią. U mnie ocena była przez to bardzo wysoka i miałem odwrotnie. Nie chciałem, żeby ta książka się kończyła. XD
Wydawnictwo Vesper zapowiada kontynuację w Wymiarach. "Pod gwiazdami" Mary Robinette Kowal ma ustaloną premierę na 15 czerwca 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie liczy 458 stron, w cenie detalicznej 79,90 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Rok 1961. Ludzie postawili pierwszy krok poza niebieską planetę, budując na srebrnym globie pełnoprawną bazę dla kolonistów. Elma York, słynna „Pani Astronautka”, pilotuje wahadłowce na trasie Ziemia-Księżyc, jednakże prawdziwym wyzwaniem, przed którym stoi ludzkości, jest kolonizacja Marsa. Gdy ruszają przygotowania do pierwszej misji załogowej, okazuje się, że wśród wybranych nie ma ani jednej kobiety.
Problem w tym, że bez nich misja może się nie udać. Zawodne komputery nie są w stanie zastąpić ludzkiego umysłu. Na pokładzie statku międzyplanetarnego musi zatem znaleźć się ktoś, kto w kluczowych momentach podejmie decyzję i skoryguje kurs wyprawy na Czerwoną Planetę. A obecnie wszystkie takie osoby to… kobiety. W świecie, który sięga nowych planet, największą przeszkodą może okazać się nie technologia, lecz uprzedzenia.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach
Książka składająca się ze wspomnień wszelkiej maści animatorów polskiej sceny metalowej u jej zarania. Mamy tutaj całą górę wypowiedzi nt. muzyków, zespołów, zinów, koncertów, mody i wszystkiego, co łączy się z tematem. Materiału jest ogrom a całości dopełniają fotografie. Uwielbiam takie wspominkowe wydawnictwa z nutką nostalgii. Jako stary punkowiec wszystko to pamiętam, tyle że z lat 90. i w punkowym wydaniu. Czyta się na prawdę przyjemnie ale... no właśnie. Wydawnictwo Kagra publikuje książki tak, jakby czas zatrzymał się jakieś 30 lat temu. Papier nieprzyjemny, słaba jakość zdjęć, rozumiem że sporo tu fotografii "z epoki" ale w dzisiejszych czasach na prawdę można się postarać, by to wyglądało po ludzku. Dodatkowo okropny skład, gdzie część tekstu jest w jednym miejscu a zaraz obok już jakaś inna wypowiedź kolejnej osoby wydrukowana na osobnym "pasku". Fatalnie to jest zrobione. Jednak jeśli skupić się na samych historiach opowiadanych przez rozmówców autora, to jest to lektura obowiązkowa dla metaluchów i nie tylko.
Burza naprawdę dawała z siebie wszystko. Miała swoją wielką szansę. Przez całe lata wędrowała po prowincji, wypełniając pożyteczne prace jako szkwał, nabierała doświadczenia, nawiązywała kontakty, od czasu do czasu zaskakiwała niczego nie podejrzewających pasterzy albo łamała młode dęby. A teraz wolne miejsce w pogodzie dało jej okazję, by się wykazać. Rozbudowywała rolę w nadziei, że zauważy ją któryś z wielkich klimatów.
Książka opowiada o dwóch wrogich do siebie rasach: dzieciach-robaka, które żyją na powierzchni, ich bóstwem jest biały robak a ich duchowy przywódca człowiek-robak operacjami chirurgicznymi upodabnia się do robaka i jękolach, humanoidalnej rasie, która żyje w podziemnych tunelach, ma 6 kończyn, widzi w ciemnościach i jest postrzegana przez powierzchniowców jako zwierzęta i zabijana dla mięsa.
Grupka bohaterów wyrusza do tuneli w podróż nieco dłuższą niż zakładali. Fajny klaustrofobiczny klimat, konstrukcja świata nawet mnie zaciekawiło, chociaż chyba w pełni nie zrozumiałem genezy tego świata i zależności między rasami.
Minusem jest zakończenie, które wydało mi się jakby nieco nagłe.
Donato Carrisi po raz kolejny robi to, co wychodzi mu najlepiej - wrzuca czytelnika w historię, w której bardzo szybko przestajemy być pewni czegokolwiek. Główna bohaterka (Serena) dowiaduje się, że w schronisku w którym przebywa jej córka był pożar, ale dziewczynka jest bezpieczna i nie ma powodów do niepokoju. Gdy dociera na miejsce okazuje się, że była to pomyłka i opiekunka pomyliła imiona dziewczynek, a córka Sereny nie uratowała się z pożaru. Problem w tym, że jej ciała nie odnaleziono. Serenie rzeczywistość zaczyna się rozmywać, dni zlewać, a do tego wpada w nałóg alkoholowo-narkotykowy. My razem z nią coraz bardziej tracimy grunt pod nogami.
Czy ktoś manipuluje bohaterką? Czy sama coś ukrywa? Co ukrywają inni? A może prawda jest znacznie bardziej niepokojąca?
Największą siłą książki jest atmosfera psychozy i ciągłego niepokoju. Dowiadujemy się, że bohaterka nie chciała urodzić córki, planowała oddać ją do adopcji, bo na przerwanie ciąży było już za późno. Niestety z powodu komplikacji zdrowotnych do adopcji nie doszło, a dziecko wróciło z matką do domu. Gdy dowiadujemy się, że dziewczynka "zginęła" w pożarze, (choć określenie: nie uciekła z budynku razem z opiekunkami i innymi podopiecznymi, bardziej tu pasuje), zaczynamy się zastanawiać, czy matka nie miała przypadkiem nic wspólnego z jej "śmiercią". Carrisi świetnie buduje poczucie zagubienia - czytelnik praktycznie do samego końca jest zagubiony, nie wie, co jest prawdą, a co tylko interpretacją albo wspomnieniem zniekształconym przez traumę. Bardzo łatwo wpaść w tę historię i zacząć kwestionować wszystko razem z bohaterką.
Gdy w połowie dowiadujemy się, że pewne wydarzenia to było oszustwo, tracimy punkt zaczepienia, bo wszystkie tropy prowadziły donikąd, ale czy napewno?
Podobało mi się też tempo. To jedna z tych książek, które bardzo skutecznie zmuszają do czytania "jeszcze jednego rozdziału", choć nie pędzą na złamanie karku, a akcji prawie nie ma, choć sporadycznie pojawia się na 1-2 strony. Carrisi dobrze dawkuje informacje i regularnie podrzuca nowe elementy układanki, dzięki czemu napięcie praktycznie cały czas się utrzymuje.
Jednocześnie to nie jest klasyczny thriller oparty wyłącznie na akcji. Znacznie ważniejszy jest tutaj stan psychiczny bohaterki i sposób, w jaki postrzega rzeczywistość, swoje emocje, swój stan upojenia alkoholowego i tropy podrzucane przez innych. Autor mocno gra emocjami, paranoją i poczuciem osaczenia. Momentami miałem wręcz wrażenie, że sama historia jest mniej ważna niż doświadczenie zagubienia, które ma wywołać.
Książka nie jest idealna - niektóre rozwiązania balansują na granicy przesady i efektowności kosztem realizmu. Ale jeśli zaakceptuje się tę konwencję, dostaje się bardzo angażujący thriller psychologiczny. A nie ukrywam, że własnie tego mi było trzeba, gdy po nią sięgałem. Przez co trafiła na podatny grunt.
Szczecin 1957. Milicjant alkoholik - Litwin po obozie pracy, ale za to dobry w swoim fachu. Do tego inspirowana faktami historia o kanibalu szczecińskim, niechęci Polaków do Niemców i generalnie nastrojach tamtych lat. Całkiem dobra książka.
Wydawnictwo Znak zapowiada nowe wydanie książki Normana Daviesa. "Boże igrzysko" wyląduje na sklepowych półkach 20 maja 2026 roku. Wydanie w twardej oprawie z obwolutą ma 1232 strony, w cenie detalicznej 159,99 zł. Poniżej okładka i krótko o treści.
Boże igrzysko. Historia Polski zostało przedstawione polskim czytelnikom w dwóch odsłonach. Aby uzyskać od cenzury zgodę na druk pierwszego tomu, wydawnictwo Znak musiało w końcu lat 80. zadeklarować, że nie będzie zabiegać o publikację drugiego. Z tego powodu polski przekład drugiej części dzieła ujrzał światło dzienne dopiero w 1991 roku, po upadku komunizmu. Od tamtej pory książka była wielokrotnie wznawiana i wciąż cieszy się niesłabnącym zainteresowaniem czytelników.
Wydanie obejmuje obszerną przedmowę o powstawaniu dzieła.
#ksiazkiwhoresbane 'a - tag, pod którym chwale się nowymi nabytkami oraz wrzucam newsy o książkach