#czytajzwujkiem

1
300

505 + 1 = 506


Tytuł: Perfekcyjna śmierć

Autor: Helen Fields

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Amber

Format: e-book

Liczba stron: 416

Ocena: 7/10


Kolejny tom serii z Lucem Callanachem i Avą Turner ponownie zabiera nas do Edynburga, gdzie para śledczych mierzy się z wyjątkowo brutalną sprawą. Tym razem na pierwszy plan wychodzi zabójca o bardzo specyficznym podejściu do swoich ofiar - metodyczny, precyzyjny i przekonany o własnej racji. Śledztwo szybko zaczyna się komplikować, a presja rośnie, bo każdy kolejny krok przybliża policję nie tylko do rozwiązania zagadki, ale też do kolejnych makabrycznych odkryć.


Seria Helen Fields jest dość równa i "Perfekcyjna śmierć" dobrze wpisuje się w ten schemat. Dostajemy solidny thriller kryminalny, w którym najmocniejszym elementem pozostaje relacja między głównymi bohaterami. Callanach i Turner to sprawdzony duet - różnią się charakterami, podejściem do pracy i emocjami, ale właśnie to napięcie między nimi napędza historię i sprawia, że chce się śledzić ich dalsze losy. Turner została niedawno awansowana, a co za tym idzie, jej udział w śledztwie i presja ciążąca na jej barkach będą delikatnie inne niż w poprzednich 2 tomach.


Jak zwykle u Fields nie brakuje brutalności. Opisy zbrodni przypominały mi te znane z książek Chrisa Cartera, co akurat dla mnie jest dużą zaletą, bo lubię ten poziom dosadności i bezpośredniości. Jednocześnie to zdecydowanie nie będzie atut dla każdego, więc warto mieć to na uwadze przed lekturą. Sama intryga jest sprawnie poprowadzona, choć nie wykracza poza ramy, które autorka wypracowała w poprzednich tomach. Jeśli ktoś zna serię, raczej nie będzie tu dużych zaskoczeń, a tym bardziej zawodów. Ta seria jak żadna inna, kładzie nacisk na presję ciążącą na policjantach i nie mówię tu o tej czasowej, co bardzo dobrze obrazuje trud tego zawodu.


"Perfekcyjna śmierć" to kolejny solidny, równy tom serii, który nie rewolucjonizuje formuły, ale dostarcza dokładnie tego, czego można się po niej spodziewać.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 61/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

d637a94d-b7c0-4895-b7b9-dc803f8fd8f7

Zaloguj się aby komentować

500 + 1 = 501


Tytuł: Czarne ptaki

Autor: Bartosz Szczygielski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Muza

Format: audiobook

Liczba stron: 352

Ocena: 7/10


Długo zastanawiałem się, czy wrzucać recenzję audiobooka tej książki, a dlaczego, dowiecie się poniżej


Czarne ptaki to książka, która już na poziomie formy próbuje zrobić coś więcej niż klasyczny thriller. Mamy tu do czynienia z tetbeszką - historią zaprojektowaną tak, by można ją było czytać w różnej kolejności, zestawiając ze sobą wątki i wydarzenia w nieoczywisty sposób. Sama fabuła krąży wokół tajemnicy, przeszłości i relacji między bohaterami, które stopniowo odsłaniają swoje prawdziwe znaczenie. To opowieść o tym, jak pozornie podobne zdarzenia i ludzie mogą kryć zupełnie inne motywacje i konsekwencje.


Najciekawszy jest właśnie ten zabieg zestawiania - książka bardzo świadomie operuje kontrastem. Dwa wydarzenia mogą wyglądać niemal identycznie, ale ich sens okazuje się zupełnie inny. Podobnie z bohaterami - ktoś, kto na pierwszy rzut oka wydaje się "taki sam", z czasem odsłania zupełnie inną stronę. To działa i sprawia, że historia ma w sobie coś więcej niż tylko standardową intrygę kryminalną.


Problem w tym, że w wersji audiobookowej trudno w pełni docenić tę formę. Słuchając książki w domyślnej kolejności, właściwie traci się największy atut tetbeszki – możliwość świadomego składania historii i odkrywania jej na własnych zasadach. W efekcie dostajemy raczej „zwykły” thriller, który momentami sprawia wrażenie nieco poszatkowanego, zamiast w pełni wykorzystać swój eksperymentalny potencjał.


To dobra i momentami bardzo ciekawa książka, ale taka, która wyraźnie zyskuje przy odpowiednim sposobie czytania i właśnie dlatego czuć, że przez formę jaką przyjąłem (z powodów czysto technicznych - czasowych, nie mogłem wybrać innej), nie dane mi było w pełni poznać wszystkich jej zalet, a szkoda. Może później w ciągu roku, podejdę do niej drugi raz, w innej formule i sprawdzę jak w niej wypadnie.


A z drugiej strony, czy jest coś w tym złego, że wybrałem akurat jej najbardziej "podstawowe" oblicze? Zakładam, że nie


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

13e2dcef-c27c-4b68-8b0e-e3e7917988a1

Tym razem totalnie olałem fabułę, ale jeśli kogoś jednak interesuje to proszę:\ Dwóch chłopaków świętujących maturę wyjeżdża na wyjazd klasowy, w trakcie którego odkrywają zwłoki. Ta zbrodnia będzie się za nimi ciągnąć przez długi czas, a nie tak łatwo im będzie od niej uciec. Druga para to kobiety, obie piękne, obie na imprezie dla bogaczy, na której ma dojść do aukcji drogiego przedmiotu i wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że wszystko pójdzie nie tak. Aukcję przerwie odcięcie systemów bezpieczeństwa, włamanie i wzięcie gości na zakładników. Obie historie mają sporo zaskoczeń i trudno im odmówić oryginalności i poplątania.

Zaloguj się aby komentować

492 + 1 = 493


Tytuł: Tak właśnie przegrywasz Wojnę Czasu

Autor: Amal El-Mohtar, Max Gladstone

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Uroboros

Format: e-book

Liczba stron: 192

Ocena: 5/10


To bardzo nietypowa historia osadzona w realiach wojny toczącej się pomiędzy dwiema frakcjami manipulującymi liniami czasu. Główne bohaterki - Red i Blue - są agentkami stojącymi po przeciwnych stronach konfliktu, które ingerują w historię, zmieniają wydarzenia i walczą o dominację swoich cywilizacji. W trakcie kolejnych misji zaczynają zostawiać sobie wiadomości ukryte w czasie: w listach, znakach, fragmentach rzeczywistości. Z czasem ta korespondencja przeradza się w coś znacznie bardziej osobistego.


To książka, która zdecydowanie stawia na formę. Język jest bardzo poetycki, momentami wręcz przesycony metaforami i obrazami. W wielu recenzjach pojawia się zachwyt nad stylem, że to właściwie bardziej poemat niż klasyczna powieść science fiction, że każde zdanie jest dopracowane i "smakuje się je powoli". I rzeczywiście, pod tym względem trudno tej książce coś zarzucić - stylistycznie jest bardzo charakterystyczna i wyróżnia się na tle gatunku.


Problem w tym, że za tą formą nie zawsze idzie treść. Sama koncepcja romansu rozgrywającego się pomiędzy warstwami czasu brzmi świetnie, ale w moim odczuciu nie została w pełni wykorzystana. Relacja między bohaterkami rozwija się głównie poprzez listy i emocje, a mniej przez konkretne wydarzenia czy decyzje, które pozwoliłyby ją naprawdę poczuć. Nie jest to też pełnoprawne Sci-fi, choć gatunkowo chciałoby nim być.


Pojawiają się głosy, że to jedna z najbardziej oryginalnych historii miłosnych w science fiction, bardzo intymna i nietypowa. Dlatego postanowiłem to sam sprawdzić, ale dla mnie jednak zabrakło tu zarówno pełnoprawnego sci-fi, jak i pełnoprawnego romansu, który miałby odpowiedni ciężar i rozwinięcie, szczególnie biorąc pod uwagę skalę pomysłu.


To ciekawy eksperyment literacki i bardzo nietypowa książka, ale bardziej do podziwiania niż do przeżywania.


Książka zalicza wyzwanie Goodreads - Swoony Stories.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto #wyzwaniagoodreads

0ef150d2-ca6f-4cbf-bc0b-c97b92c35bd9

Zaloguj się aby komentować

483 + 1 = 484


Tytuł: Gad. Spowiedź klawisza

Autor: Paweł Kapusta

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Wielka Litera

Format: audiobook

Liczba stron: 272

Ocena: 8/10


To reportaż oparty na rozmowach z funkcjonariuszem służby więziennej - tytułowym "klawiszem", który opowiada o swojej pracy od środka. Kapusta oddaje głos człowiekowi funkcjonującemu w świecie, do którego większość z nas nie ma dostępu: za murami więzienia, w codziennym kontakcie z osadzonymi, napięciem, rutyną i sytuacjami granicznymi. Książka nie ma klasycznej fabuły - to raczej ciąg historii, obserwacji i refleksji, które razem składają się na obraz zawodu i systemu.


Największą siłą Gada jest właśnie to, jak bardzo odczarowuje temat pracy w więzieniu. To nie jest ani romantyzowana opowieść o twardzielach, ani jednostronna krytyka systemu. Zamiast tego dostajemy surowy, momentami niewygodny obraz rzeczywistości, w której funkcjonariusz musi jednocześnie utrzymywać porządek, reagować na zagrożenia i radzić sobie z własnymi emocjami. Bardzo dobrze widać, jak wymagająca i potrzebna społecznie jest to praca - choć na co dzień raczej o niej nie myślimy.


Książka robi wrażenie również dzięki swojej bezpośredniości. Historie są konkretne, często brutalne lub przygnębiające, ale nie sprawiają wrażenia podkręconych na siłę. Kapusta pozwala wybrzmieć opowieściom bohatera, dzięki czemu całość czyta się jak zapis doświadczenia, a nie literacką kreację. Świetnie gra też porównanie pracy z jego początków, rekrutacji strażników dawniej i teraz, ukazanie, jak przemiany gospodarcze w Polsce wpłynęły na pracę strażników. Ciekawe są też przypadki powrotów skazanych do więzienia, powodów, dla których wrócili i przez które resocjalizacja nie działała.


To bardzo dobry reportaż, który pokazuje świat ukryty przed większością z nas i zmusza do spojrzenia na niego z większym zrozumieniem. Dodaję +1 do oceny za rewelacyjny głos Chabiora pasujący tu idealnie w roli lektora audiobooka.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

b817e42d-bb88-43d1-a046-8047b7115e0f

Jedna z ciekawszych reportaży. Fragment z przetworami z piwnicy był mocny, próbowałam szukać o tej zbrodni coś w internatach ale niestety się nie udało. Ale tak łapie się olbrzymi szacunek do klawiszy po tej lekturze, to jest kurde tak trudna praca, że chyba tylko psychopaci mogliby tam przetrwać latami.

@WujekAlien przesłuchana i wiesz co? Świetny reportaż ! Niektóre opisy wizualizowane w głowie zostaną że mną pewnie na dłużej.

Dzięki za polecenie :)

Zaloguj się aby komentować

480 + 1 = 481


Tytuł: Siła perswazji

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 448

Ocena: 5/10


W jednej z bardziej znanych części cyklu o Jacku Reacherze były żandarm trafia w sam środek operacji , w której musi działać pod przykrywką i przeniknąć do środowiska niebezpiecznego przestępcy. Historia zaczyna się od spektakularnej sceny na wybrzeżu Maine, gdzie Reacher zostaje wciągnięty w akcję mającą doprowadzić do infiltracji organizacji przemytniczej. Od tego momentu bohater musi utrzymywać pozory lojalności wobec ludzi, których tak naprawdę chce rozpracować i zabić, jednocześnie próbując odkryć, kto naprawdę pociąga za sznurki w całej operacji.


Jak zwykle u Lee Childa książkę czyta się bardzo szybko. Reacher pozostaje dokładnie takim bohaterem, jakiego czytelnicy serii znają i lubią. Fizycznie dominującym, pewnym siebie i nieco brutalnym w działaniu. Czuć, że to prawdziwa chodząca góra mięśni, która w razie potrzeby potrafi rozwiązać problem siłą. Jednocześnie w tym tomie mocniej widać jego inteligencję i zdolność analizowania sytuacji. Reacher nie tylko bije się, zabija i zastrasza przeciwników, ale też planuje, obserwuje i wykorzystuje psychologię ludzi, z którymi ma do czynienia.


Mimo tych zalet książka nie zrobiła na mnie aż tak dużego wrażenia. Fabuła momentami jest nierówna, a niektóre elementy intrygi wydają się mniej dopracowane niż bym chciał. Paradoksalnie to jeden z tych przypadków, w których ekranizacja wypada lepiej od literackiego pierwowzoru - serialowy trzeci sezon "Reachera" sprawia wrażenie bardziej dopracowanego i lepiej wykorzystującego potencjał tej historii. Mimo 2 kiepskich odcinków początkowych tego sezonu. Ritchson gra tu świetnie i dalej mnie zdumiewa, jak ktoś mógł pomyśleć, żeby w filmowych wersjach obsadzić Toma Cruisa.


To wciąż solidna, nieodkładalna przygoda Jacka Reachera, ale jedna z tych, które bardziej doceniłem w wersji serialowej niż książkowej.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

27b8bb9d-f63a-4198-a838-823f1cd957a1

Zaloguj się aby komentować

471 + 1 = 472


Tytuł: Kierunek zemsta

Autor: Riley Sager

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Mova

Format: audiobook

Liczba stron: 440

Ocena: 5/10


Punkt wyjścia tej powieści jest bardzo obiecujący. Luksusowy pociąg rusza w podróż, która z góry ma jasno określony cel - na pokładzie znajdują się wyłącznie osoby zaproszone na tę wyprawę. Nie ma przypadkowych pasażerów, nikt nie wsiada po drodze, a skład nie zatrzyma się przed stacją końcową. Szybko okazuje się, że każdy z obecnych ma związek z dawną tragedią, a cała podróż jest w istocie starannie przygotowaną grą o zemstę. Już na starcie widać więc wyraźne nawiązania do "Morderstwa w Orient Expressie" oraz "I nie było już nikogo" - książek Agathy Christie, tylko w bardziej otwartej wersji. Zamiast klasycznej zagadki "kto zabił?", dostajemy historię o tym, dlaczego ktoś zaplanował taką podróż.


Na papierze brzmi to świetnie: zamknięta przestrzeń, grupa ludzi z tajemnicami i napięcie wynikające z faktu, że nikt nie znalazł się w pociągu przypadkiem. Problem w tym, że sama realizacja nie zawsze dorównuje pomysłowi. Autor próbuje budować atmosferę nieufności i stopniowo odsłaniać motywacje bohaterów, ale wiele elementów intrygi sprawia wrażenie niedopracowanych. Niektóre decyzje postaci są mało przekonujące, a konstrukcja fabuły momentami traci wiarygodność. Do tego mamy tu sztampowy przykład: zabli go ale uciekł.


Szkoda, bo sama koncepcja - retelling Orient Expressu z jasno określonym celem podróży i zamkniętą listą pasażerów - ma w sobie spory potencjał. Niestety w trakcie lektury coraz częściej miałem wrażenie, że dało się tę historię napisać bardziej precyzyjnie i konsekwentnie, a samej niekonsekwencji jest tu sporo. Albo inaczej, jest tu sporo momentów, które mają zmylić czytelnika, ale nie po to, żeby ukryć trop, ale po to, żeby sprawić, że poczuje, że nic co czyta nie musi być prawdziwe i to jest w niej najgorsze. Nie muszę ufać bohaterom, ale jak już nie ufam autorowi, to jest lipa.


To thriller z ciekawym pomysłem wyjściowym, który jednak pozostawia poczucie ogromnej niewykorzystanej szansy. Niestety jest to najsłabsza książka autora, która nawet nie oferowała dobrej zabawy, co raczej u niego przyjmowałem za pewnik.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

e185dd22-5296-4486-bbc3-543a94011cdc

Zaloguj się aby komentować

Oddam kodzik na abonament Audioteki (21 dni słuchania katalogu Audioteka Klub)

Jak wykorzystać kod:

  1. Wejdź na https://promo-klub.audioteka.pl/

  2. Kliknij w "Aktywuj darmowy dostęp"

  3. Postępuj zgodnie z instrukcjami wyświetlanymi na ekranie


KOD: KLUBr8yjfdcr


Jeśli skorzystasz - napisz, żeby inni nie próbowali

#audiobook #audioteka #ksiazki #czytajzwujkiem

a12aca73-be97-435a-a56e-5abb2698f067

Zaloguj się aby komentować

463 + 1 = 464


Tytuł: Dungeon Crawler Carl

Autor: Matt Dinniman

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: e-book

Liczba stron: 540

Ocena: 9/10


Świat kończy się nagle i w bardzo dziwny sposób. W jednej chwili niemal wszyscy ludzie znajdujący się w budynkach i pojazdach giną, zostają zmiażdżeni, gdy cała infrastruktura Ziemi zapada się pod powierzchnię na potrzeby budowy lochów. Przy życiu zostają tylko ci, którzy byli na zewnątrz. Ocaleni szybko odkrywają, że planeta zamieniła się w gigantyczny dungeon, a oni są uczestnikami brutalnej gry transmitowanej kosmicznej publiczności.


Jednym z uczestników gry jest Carl, który trafia do lochu razem z kotką swojej dziewczyny - Pączusiem. I choć brzmi to absurdalnie, właśnie od tego momentu zaczyna się jedna z najbardziej zwariowanych i wciągających przygód w gatunku litRPG.


To książka, która doskonale rozumie, czym powinien być dobry litRPG. Mechanika gry - poziomy, klasy, przedmioty i rozwój postaci - są integralną częścią świata, ale nie przytłaczają fabuły. Dungeon pełen jest dziwnych pomysłów, groteskowych potworów i absurdalnych wyzwań, a jednocześnie cały czas czuć realną stawkę, bo porażka oznacza śmierć. Nie sterujesz innym graczem w grze, sam nim jesteś.


Świetna jest ta kontrolowana absurdalność świata. Cała apokalipsa okazuje się elementem kosmicznego show, w którym sponsorzy, reklamy i komentarze publiczności są równie ważne jak sama walka o przetrwanie. Zadania potrafią być groteskowe, system nagród bywa kompletnie niepoważny, a wiele potworów czy lokacji wygląda jak pomysł wyjęty z najbardziej szalonej gry komputerowej. Do tego dochodzą momenty, w których mechanika gry zderza się z realnymi emocjami bohaterów i właśnie ten kontrast działa.


Największym atutem powieści jest jednak duet Carl i Pączuś. Kotka bardzo szybko przestaje być tylko zwierzęcym towarzyszem i staje się jedną z najzabawniejszych i najbardziej charakterystycznych postaci w książce. Ich relacja dodaje historii ogromnej dawki humoru, który świetnie kontrastuje z brutalnością świata.


Nowe osią­gnię­cie! JAK ĆMA DO OGNIA.

Zaata­ko­wa­łeś i spo­wo­do­wa­łeś obra­że­nia u moba na pozio­mie o 75 wyż­szym od two­jego. Fakt, że je­steś teraz w sta­nie prze­czy­tać tę wia­do­mość, suge­ruje, że je­steś jed­nym z naj­więk­szych jeba­nych far­cia­rzy w Lochu. Pamię­taj tylko, że szczę­ście gra na dwie stro­ny, jak twoja stara.

Na­gro­da: otrzy­mu­jesz PLA­TY­NOWĄ SKRZYN­KĘ JEBA­NEGO FARCIARZA!


Pod koniec tomu nasz duet dostaje nawet opcję wyboru pupila, a to jego opis:

Ale Pą­czuś pa­trzy­ła tylko na ostat­nią klat­kę. Znaj­do­wał się w niej kuro­po­dobny dino­zaur po­kry­ty różo­wym pu­chem. Za­czął gru­chać do kotki i ćwierk­nął. Wyglą­dał żało­śnie. Na­tych­miast zro­zu­mia­łem, co spodo­bało się Pą­czuś. Znaj­do­wał się w samym cen­trum kate­go­rii este­tycz­nej „tak brzyd­kie, że aż słod­kie”. Mógł mieć ze dwa­dzie­ścia cen­ty­me­trów wzro­stu. Stał na dwóch no­gach i prze­chy­lał do mnie głowę. Wyglą­dał jak kawa­łek suro­wego kur­czaka, w któ­rego ktoś we­tknął przy­pad­kowo zna­le­zione piór­ka w odcie­niach różu. Za­miast skrzy­deł miał dwa tycie ra­mion­ka, a do tego wę­żo­wy ogon. Skrze­czał, otwie­ra­jąc dziób, odsła­nia­jąc przy tym rzą­dek ostrych ząb­ków.


Dungeon Crawler Carl to jedna z najlepszych książek litRPG, jakie czytałem - szalona, brutalna, absurdalna i jednocześnie niesamowicie wciągająca.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

17c1aaa5-85e6-4b3d-a152-8b3f4504a938

@WujekAlien fajnie tak sobie wyobrazić, że większość wykopków, influencerów i przegrywów znika

ja też znikam bo pracuję w biurze lub domu

Zaloguj się aby komentować

460 + 1 = 461


Tytuł: Czas łaski

Autor: John Grisham

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

Liczba stron: 608

Ocena: 8/10


Trzeci i ostatni tom serii o Jake’u Brigance. Grisham ponownie zabiera czytelnika do Clanton w stanie Mississippi. Tym razem adwokat podejmuje się obrony nastolatka oskarżonego o zamordowanie policjanta. Jake zgadza się na bronienie chłopca tylko w przesłuchaniu wstępnym, a później ma go przejąć inny adwokat. Tak się jednak nie dzieje. Sprawa od początku wydaje się beznadziejna - dowody są przytłaczające, a opinia publiczna domaga się surowej kary. Jake próbuje jednak dotrzeć do prawdy stojącej za dramatycznym wydarzeniem i zrozumieć, czy za czynem chłopca kryje się coś więcej niż zimna kalkulacja. Proces szybko zamienia się w walkę nie tylko o wyrok, ale też o zrozumienie kontekstu tragedii.


Największą siłą "Czasu łaski" jest to, jak dobrze Grisham prowadzi sam proces. Autor po raz kolejny pokazuje, że wciąż jest mistrzem powieści sądowej - napięcie budowane jest nie przez spektakularne zwroty akcji, ale przez drobne szczegóły zeznań, emocje świadków i moralne dylematy stojące przed ławą przysięgłych. Historia ma też mocny, bardzo ludzki wymiar, bo zamiast prostego podziału na dobro i zło dostajemy opowieść o tragedii, która rozgrywa się na wielu poziomach.


Dla mnie to najlepszy tom całej serii. Grisham świetnie wykorzystuje znane już postacie i atmosferę małego miasteczka, a sam proces jest wciągający od początku do końca. Jedyną rzeczą, która zaczyna trochę zgrzytać, jest powtarzalność schematu zagrożenia życia Jake’a i jego rodziny. To element, który pojawiał się już wcześniej i tutaj znów wraca w bardzo podobnej formie, a szkoda, bo jest zupełnie zbędny.


Podsumowując: świetnie napisana seria thrillerów prawniczych, która potwierdza, że Grisham najlepiej czuje się właśnie na sali sądowej i potrafi zabrać na nią czytelnika tak, że sam poczuje, że siedzi na widowni, a momentami nawet na miejscu dla oskarżonego.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

2556b024-ab15-4062-9115-f3fd5e1def64

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

441 + 1 = 442


Tytuł: Instytut

Autor: Stephen King

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

Liczba stron: 672

Ocena: 6/10


"Instytut" opowiada historię Luke’a Ellisa, niezwykle inteligentnego chłopca, który zostaje porwany i trafia do tajemniczej placówki, w której przetrzymywane są dzieci obdarzone zdolnościami paranormalnymi. Tytułowy Instytut działa według własnych, brutalnych zasad - dzieci są tam wykorzystywane do eksperymentów i zmuszane do rozwijania swoich telekinetycznych lub telepatycznych zdolności, oczywiście wbrew sobie. Luke szybko zaczyna rozumieć, że jedyną szansą na przetrwanie jest ucieczka, ale z Instytutu jeszcze nikomu się nie udało uciec.


Punkt wyjścia jest bardzo kingowski: tajemnicza organizacja, grupa dzieci o nadnaturalnych zdolnościach i zamknięta przestrzeń, w której napięcie powinno rosnąć z rozdziału na rozdział. Problem w tym, że w moim odczuciu ta historia nigdy naprawdę się nie rozpędza. King dużo miejsca poświęca na budowanie tła i relacji między bohaterami, ale przez sporą część książki fabuła stoi w miejscu. A Ty (czytelnik) stoisz jak Duduś z Harrego Pottera, obok akwarium z wężem i próbujesz go zmuśić, żeby się choć trochę ruszył, gdy jego zajęciem jest wylegiwanie się. Przez to trudno mi było poczuć prawdziwą stawkę wydarzeń.


To zresztą mój częsty problem z twórczością Kinga - bywa bardzo nierówny. Potrafi stworzyć świetne pomysły i zapadające w pamięć sceny, ale równie często rozciąga historię bardziej, niż to konieczne. Buduje tło i bohaterów, którym później da tylko kilka minut, żeby pokazać te cechy, o którym nam pierdzielił przez pół książki. W Instytucie jest kilka ciekawych momentów i pomysłów, jednak całość nie wciągnęła mnie na tyle, bym czytał ją z prawdziwym zaangażowaniem.


To poprawna, momentami interesująca powieść, ale dla mnie raczej potwierdzenie, że z Kingiem nadal nie do końca mi po drodze - mimo że wciąż mam jeszcze kilka jego książek do nadrobienia.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

b9256999-c0da-4ee1-a687-96105628a41d

@WujekAlien a weź powiedz mi czy to prawda, że to wydanie Instytutu jest zauważalnie niższe od innych książek Kinga (o ile masz w twardej).

@Cerber108 czytałem w ebooku tą wersję okładkową, ale na półce mam wydanie z kolorowymi grzbietmi i jest tej samej wysokości, co Bastion i inne ksiązki Kinga z Albatrosa z białymi grzbietami.

Sprawdziłem na ZNAKu, który ma oba wydania i różni je około 5mm. Co by potwierdzało, że wersja serialowa, jest niższa.

dc896964-0b30-4d06-aebc-1b9b2d572c29

Zaloguj się aby komentować

440 + 1 = 441


Tytuł: Markiz

Autor: Przemysław Piotrowski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Czarna Owca

Format: e-book

Liczba stron: 344

Ocena: 7/10


W "Markizie" Przemysław Piotrowski wraca do świata Igora Brudnego, ale robi to w sposób trochę inny niż wcześniej. Brudny nie jest już tylko bezkompromisowym, brutalnym gliną znanym z pierwszych tomów - w tej książce widzimy raczej jego dawną wersję, bardziej dziką i nieokiełznaną. Sama historia koncentruje się wokół tytułowego Markiza, przeciwnika o dość specyficznej filozofii działania, który wciąga bohaterów w brutalną grę opartą na własnych zasadach. To typowa dla Piotrowskiego mieszanka mocnego thrillera, brutalnych zbrodni i moralnych szarości.


Największą zaletą książki jest właśnie powrót do "starego" Brudnego. Ten bohater w swojej pierwotnej formie był zawsze najbardziej magnetyczny - niejednoznaczny, brutalny, momentami wręcz balansujący na granicy prawa. W Markizie znów czuć tę energię i surowość, które sprawiały, że seria była tak wciągająca na początku. Tu, choć w teorii jest już starszy i ustatkowany, to dalej wyrywa się z utartych schematów działania.


Niestety gorzej wypadają postacie drugoplanowe. Za każdym razem, gdy historia odchodzi od Brudnego i oddaje "czas antenowy" innym bohaterom, miałem wrażenie, że można było napisać ich ciekawiej. Najbardziej irytująca jest pod tym względem Julia Zawadzka - jej wątki nie tylko spowalniają tempo historii, ale też wydają się mniej przekonujące niż główna oś fabularna. Szczególnie boli to, biorąc pod uwagę, że to za jej sprawą (i jej operacji), znaleźliśmy się na Helu.


Na plus zaskakuje natomiast sam antagonista. Markiz nie jest jedynie kolejnym psychopatycznym złoczyńcą - jego motywacja do zapisania się na katach historii, tak jak jego pierwowzór/idol, daje się całkiem sensownie wytłumaczyć i w pewien sposób dobrze kontrastuje z Brudnym. Ten konflikt działa właśnie dlatego, że obaj bohaterowie funkcjonują w podobnie mrocznym moralnym świecie.


Solidny tom serii, który broni się powrotem do surowej wersji Brudnego, choć mógłby być jeszcze lepszy, gdyby postacie poboczne zostały napisane z większą starannością. Czy jednak byl to potrzebny tom? Tego jeszcze nie wiem.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

81c35978-1904-4d74-bddd-be32c3c914e0

Zaloguj się aby komentować

421 + 1 = 422


Tytuł: Opowieść podręcznej

Autor: Margaret Atwood

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wielka Litera

Format: e-book

Liczba stron: 368

Ocena: 7/10


Powieść Margaret Atwood przedstawia świat niedalekiej przyszłości, w którym w miejscu dawnych Stanów Zjednoczonych powstała teokratyczna republika Gileadu. W nowym porządku społecznym kobiety zostały całkowicie podporządkowane systemowi, a te nieliczne zdolne do rodzenia dzieci trafiają do roli tytułowych podręcznych - narzędzi reprodukcji w domach uprzywilejowanych rodzin. Narratorką jest jedna z nich (Freda_, która opowiada o codzienności w świecie rygorystycznych zasad, kontroli i strachu, próbując jednocześnie zachować resztki własnej tożsamości.


Najbardziej uderza w tej książce koszmarna wizja świata, który z jednej strony wydaje się zupełnie obcy, a z drugiej niepokojąco możliwy. Atwood nie buduje futurystycznej dystopii pełnej technologii - przeciwnie, jej Gilead jest dziwnie znajomy. To świat, który mógłby powstać właściwie tu i teraz, gdyby kilka społecznych procesów potoczyło się w inną stronę. Właśnie ta bliskość sprawia, że książka działa tak mocno.


Świetnym zabiegiem są retrospekcje. Wspomnienia Fredy z czasów sprzed powstania Gileadu - pracy, przyjaźni, zwyczajnego życia - kontrastują z teraźniejszością i pokazują, jak bardzo zmienił się świat. Dzięki temu czytelnik nie tylko poznaje mechanizmy nowego systemu, ale też czuje, co zostało utracone. To właśnie ten kontrast sprawia, że dystopia Atwood jest tak przejmująca.


"Opowieść podręcznej" to jedna z tych książek, które straszą nie potworami, lecz wizją świata zbudowanego z całkiem realnych elementów. Książka ma pewne braki, a zakończenie nie do końca toczy się schematem, którego mogłem się spodziewać. Jest jeszcze drugi tom i może to on rozwinie historię bardziej i domknie to, co nie domknięte.


Po książkę sięgnąłem ze względu na wyzwanie Goodreads (Star Selections), bo ostatnio trochę je olałem i teraz zostało mi 4 tygodnie na ich ukończenie.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

c95144ee-285a-4147-a36a-7cf821e25fe8

Nie czytałem, ale mnie zawsze zastanawiało, czy na pewno taki świat byłby możliwy?

No wydaje mi się, że nie do końca. Bo kobiety to nasze matki, siostry, córki.

Połowa społeczeństwa. Czy takie uwstecznienie postępu byłoby możliwe? No moim zdaniem nie. Nie wiem na ile to realna wizja a na ile niepoprawna fantazja jakiejś wojującej feministki?

No bo musielibyśmy sobie to samo jakoś zrobić jako społeczeństwo.

Jak w jakimś Islamie "tak po prostu jest" od początku, o tyle takie świadome uwstecznienie w społeczeństwie zachodnim uwazam za bullshit, bo poziom moralności rośnie a nie maleje.

Oczywiscie z sinusoida, tak jak teraz w USA,.ale trend jest wznoszacy mimo wszystko.

@maly_ludek_lego cały świat może nie, ale jeśli popatrzymy na przedmiotowe traktowanie kobiet w Azji południowej, albo w krajach islamskich, to jest to całkiem możliwe w mniejszej skali.

Zaloguj się aby komentować

420 + 1 = 421


Tytuł: 22 długości

Autor: Caroline Wahl

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

Liczba stron: 288

Ocena: 6/10


"22 długości" to historia Tildy - nastolatki, która próbuje utrzymać w ryzach życie swoje i swojej młodszej siostry (Idy), dorastając w cieniu trudnego domu i uzależnionej matki. Pływanie w basenie, tytułowe dwadzieścia dwie długości, staje się dla niej codziennym rytuałem i sposobem na zachowanie równowagi. Choć czasami, ta liczba się zmienia. Kiedy w jej życiu pojawia się szansa na wyjazd i zmianę przyszłości, Tilda musi zdecydować, czy wreszcie pomyśli o sobie, czy dalej będzie brała odpowiedzialność za wszystko wokół.


To książka, która porusza bardzo ciężkie i ważne tematy: dorastanie w dysfunkcyjnej rodzinie, poczucie odpowiedzialności za młodszą siostrę, życie w permanentnym napięciu i wstydzie. W wielu momentach Wahl trafnie oddaje emocjonalne zmęczenie bohaterki i jej potrzebę choćby krótkiej chwili normalności. Dzięki temu powieść potrafi być naprawdę poruszająca, szczególnie gdy skupia się na relacji między siostrami i na codziennej walce o przetrwanie.


Jednocześnie mam wobec tej książki sporo mieszanych uczuć. Niektóre wątki rozwijają się w dość dziwny, nierówny sposób - jakby autorka nie do końca wiedziała, w którą stronę chce je poprowadzić. Najbardziej zgrzytał mi jednak wątek romantyczny, który przy całej surowości historii wypada niemal bajkowo i trochę burzy wiarygodność opowieści. Szczególnie scena na dachu. Dialogi też momentami są dziwne, gdy tuż przed nim bohaterka myśli o tym, co zaraz 1:1 wypowie w dialogu.


To ważna i momentami bardzo mocna książka, ale jej potencjał nie zawsze został wykorzystany tak dobrze, jak mógłby, a szkoda.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

173ac609-e4d5-487f-b8f7-b4f2b545a157

Zaloguj się aby komentować

416 + 1 = 417


Tytuł: Groble

Autor: Michael McDowell

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

Liczba stron: 272

Ocena: 7/10


Drugi tom sagi Blackwater kontynuuje historię rodziny Caskeyów i tajemniczej Elinor, która po wydarzeniach z "Powodzi" na dobre zadomawia się w miasteczku Perdido. Rzeka wciąż wyznacza rytm życia mieszkańców, a budowa tytułowych grobli ma symbolicznie ujarzmić żywioł i zabezpieczyć miasteczku przyszłość. Równocześnie napięcia wewnątrz klanu narastają - szczególnie w relacji między Elinor a nestorką rodu. To wciąż przede wszystkim saga rodzinna, w której ambicje, duma i ukryte lęki są równie istotne, a może bardziej istotne, niż elementy nadnaturalne.


Po rewelacyjnym zakończeniu pierwszego tomu można było spodziewać się wyraźniejszego skrętu w stronę grozy już na starcie drugiego tomu - czegoś w duchu "Omena" czy "Dziecka Rosemary", z narastającym poczuciem, że w centrum rodziny dojrzewa coś złowieszczego. Tymczasem McDowell ponownie wybiera drogę powolnego budowania napięcia. Elementy niesamowite są subtelne, bardziej w domyśle niż pokazane wprost, a autor koncentruje się na psychologii postaci i układach sił. To świadoma decyzja, ale jednocześnie trochę zmarnowany potencjał - aż prosi się, by pójść o krok dalej w stronę pełnoprawnego horroru.


Z drugiej strony trudno odmówić książce wciągającej narracji. Relacje między bohaterami są coraz bardziej napięte, a atmosfera dusznego Południa działa na wyobraźnię. McDowell potrafi budować klimat niepokojącej codzienności, w której coś jest „nie tak”, choć nikt nie potrafi tego jasno nazwać. A elementy grozy przypominają bardziej jump scare, bo jednak na tą grozę czekamy, czekamy i czekamy, aż nagle dostajemy nią w twarz, gdy sie jej najmniej spodziewamy. A element kulminacyjny jest bardzo daleko od fazy budowania napięcia.


Jest to dobry, sprawnie napisany ciąg dalszy sagi, który rozwija świat i postacie, ale wciąż odkłada prawdziwą grozę na później. A szkoda, bo ten tom byłby lepszy, ale z pomysłów na niego, które sam sobie w głowie układałem, żaden nie został zrealizowany. Może to też mnie tak wciągnęło w tej historii, że nie umiem jej przewidzieć i cały czas trafiam na zaskoczenia. Tam gdzie oczekuję grozy jest sielanka, a tam gdzie się nie spodziewam wpada element grozy.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

4b8587c7-b961-4a73-8845-d8d4515eadff

Zaloguj się aby komentować

415 + 1 = 416


Tytuł: Doktor No

Autor: Ian Fleming

Wydawnictwo: Skarpa Warszawska

Format: e-book

Liczba stron: 384

Ocena: 7/10


W szóstej powieści o Bondzie agent 007 zostaje wysłany na Jamajkę, by wyjaśnić zaginięcie brytyjskiego agenta. Oficjalnie to rutynowe zadanie, w praktyce - podróż na odizolowaną tajemniczą wyspę Crab Key, należącą do tajemniczego Doktora No. Co ciekawe, początek książki jest wyraźnym spowolnieniem tempa względem wcześniejszych tomów. Bond dochodzi do siebie po poprzedniej misji, a wyjazd ma w sobie coś z rekonwalescencji połączonej z rozpoznaniem terenu. Dopiero z czasem atmosfera gęstnieje, a egzotyczna sceneria zamienia się w zamkniętą pułapkę.


Najbardziej podobała mi się właśnie ta odskocznia od czystej akcji. Fleming daje Bondowi chwilę, by nie tylko działał, ale też obserwował, analizował i po swojemu, mierzył się z pytaniem, kim właściwie jest Doktor No. To nadal ten sam profesjonalista, ale w bardziej kameralnej, niemal introspektywnej odsłonie. Sam Doktora No jest z kolei ciekawym przeciwnikiem - chłodnym, wyrachowanym, niemal laboratoryjnie odciętym od emocji. Ich konfrontacja ma w sobie coś bardziej osobistego niż zwykłą walkę dobra ze złem.


Oczywiście nie brakuje elementów typowych dla Fleminga: egzotyki, wyraźnie zarysowanego antagonisty, romansu, napięcia budowanego przez izolację i fizyczne próby, którym poddany zostaje Bond. Finał wraca do bardziej dynamicznego tonu, ale przez większą część książki dominuje klimat niepokoju i powolnego odkrywania tajemnicy.


To solidny tom serii, dużo lepszy niż poprzedni, może mniej spektakularny, bardziej skupiony i dzięki temu ciekawie różniący się od poprzednich przygód Jamesa Bonda.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

35996183-7f95-4290-bf1b-60f13786c216

Zaloguj się aby komentować

413 + 1 = 414


Tytuł: Powódź

Autor: Michael McDowell

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

Liczba stron: 272

Ocena: 7/10


Był "Dworzec Perdido", to teraz trafiamy do miasta Perdido.


Pierwszy tom sagi Blackwater zaczyna się od wielkiej powodzi, która nawiedza małe miasteczko Perdido w Alabamie na początku XX wieku. W jej następstwie mieszkańcy odnajdują w zalanym hotelu tajemniczą kobietę - Elinor Dammert, która wkrótce zaczyna wplątywać się w życie wpływowej rodziny Caskeyów. Na pierwszy rzut oka historia przypomina raczej obyczajową kronikę małomiasteczkowej społeczności niż horror: dużo tu rodzinnych napięć, walki o wpływy i stopniowego budowania pozycji w lokalnej hierarchii. Dopiero z czasem pojawiają się sygnały, że Elinor może nie być do końca tym, za kogo się podaje. A nadprzyrodzone zjawiska dziejące się w jej pobliżu nie dają się w żaden sposób wytłumaczyć.


Największym zaskoczeniem "Powodzi" dla mnie jest to, jak niewiele jest w niej faktycznej grozy. Książka formalnie uchodzi za horror, klasyczną powieść grozy, ale w pierwszym tomie elementy niesamowite pojawiają się zaledwie w kilku krótkich scenach (bodajże 3) i są dość dziwnie wkomponowane w opowieść. Przez większość czasu czyta się powieść obyczajową osadzoną w amerykańskim Południu. W dodatku jest to typowa historia faceta rozdartego między miłością do narzeczonej/żony i matki, w której każda z kobiet chce być tą jedyną i robi wszystko, żeby wygrać w uczuciowej bitwie. Z jednej strony może to rozczarowywać, jeśli ktoś spodziewa się mrocznej historii, z drugiej jednak autor bardzo sprawnie buduje tło świata i relacje między bohaterami. Czuć od samego początku, że to tom - intro, który ma nas tylko odpowiednio wprowadzić w świat i dać nam zrozumieć lepiej to, co będzie się działo w kolejnych tomach.


Mimo powolnego tempa książka wciąga bardziej, niż można by się spodziewać. McDowell dobrze oddaje atmosferę miejsca - powodzi, rzeki i życia podporządkowanego jej rytmowi. Autor pięknie buduje drobne napięcia między członkami rodziny Caskeyów. Czyta się to gładko i z ciekawością, nawet jeśli właściwie przez większość czasu niewiele się dzieje, a obiecywany horror pozostaje tylko sugestią. Ale opowieść jest zbudowana tak, że wypatrujemy tego horroru, jak dziecko prezentu na gwiazdkę.


Wciągający początek rodzinnej sagi, który jednak jako horror wypada dość blado i sprawia raczej wrażenie długiego wstępu do właściwej historii. Ale napisany tak, że nie odłożysz sagi po pierwszym tomie.


Książki z tej serii mają bardzo mały formaty, właściwie kieszonkowy, więc te 272 stron to bliżej 150-180 w standardowym wymiarze strony.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 47/128

#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #czytajzwujkiem

32ca7862-5aae-4a46-9034-84f6148382b4

@WujekAlien tak z ciekawości: ile to ma wierszy na stronę? Byłem zainteresowany kupnem, ale wydali w miękkiej, więc mogą mnie pocałować w pompkę.

Zaloguj się aby komentować

408 + 1 = 409


Tytuł: Polowanie na czas

Autor: Jeffery Deaver

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: e-book

Liczba stron: 440

Ocena: 7/10


Tom 4 serii z Colterem Shawem.

W "Polowaniu na czas" Colter Shaw podejmuje się odnalezienia kobiety uciekającej wraz z nastoletnią córką przed brutalnym mężem. Początkowo sprawa wygląda na dość typowy przypadek przemocy domowej i desperackiej próby ukrycia się przed prześladowcą, ale szybko okazuje się, że sytuacja jest bardziej skomplikowana, niż wynika z pierwszych informacji. Shaw musi ustalić, kto naprawdę jest ofiarą, a kto manipuluje faktami, jednocześnie ścigając się z czasem i przeciwnikiem, który wydaje się być zawsze o krok przed nim.


Podobnie jak w poprzednim tomie, najmocniejszą stroną książki jest wątek rodzinny, choć tym razem pokazany z innej perspektywy. Relacja matki i córki oraz historia ich ucieczki nadają fabule emocjonalnego ciężaru i sprawiają, że zagrożenie przestaje być abstrakcyjne. Konflikt z mężem przestępcą buduje napięcie w bardziej osobisty sposób niż typowe zagadki kryminalne Deavera i dobrze współgra z charakterem Coltera Shawa, który z natury staje po stronie słabszych. Miałem tu pewny vibe Reachera, co oczywiście nie jest żadnym przytykiem do autora, a bardziej ciekawym smaczkiem, który zdecydowanie doceniam. Ciekawym zabiegiem jest też wrzucenie nam bohatera, który jest byłym policjantem i zna metody pracy policji, przez co jest dużo większym wyzwaniem niż poprzedni "przeciwnicy" Coltera.


Konstrukcyjnie to wciąż bardzo sprawny thriller - krótkie rozdziały, dynamiczna akcja i typowe dla Deavera zwroty fabularne utrzymują tempo i sprawiają, że książkę czyta się szybko. Jednocześnie niektóre rozwiązania są trochę przewidywalne dla czytelnika znającego styl autora, a sama historia nie zostawia aż tak mocnego wrażenia jak najlepsze tomy cyklu. To raczej solidna kontynuacja niż wyraźny krok naprzód serii.


Nie mogę się doczekać tego, co przyniesie zakończenie w postaci tomu 5. Bo może tom 4 trzeba traktować jak ciszę przed burzą.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

07b2f401-b440-4bef-8b15-bb79f9827eed

Zaloguj się aby komentować

407 + 1 = 408


Tytuł: The Deadline Clock

Autor: Jeffery Deaver

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: G.P. Putnam's Sons

Format: e-book

Liczba stron: 56

Ocena: 6/10


Tom 3.5 serii z Colterem Shawem. Nie przetłumaczony do tej pory na nasz język.


To taka typowa przekąska z głównym bohaterem: szybka, sprawnie napisana, z rytmem, który Deaver ma w małym palcu, ale też z tą specyficzną frustracją, że zanim historia na dobre się rozkręci, już trzeba ją odkładać. W praktyce działa jak dodatkowa scena po odcinku serialu, a może jako scena po napisach w filmie - miło wrócić do bohatera, złapać jego sposób myślenia i tempo działania, tylko że finał przychodzi za wcześnie.


Fabułowo najciekawsze są smaczki o pracy Coltera "od kuchni". Widać, jak układa relacje z policją (ani służbista, ani samotny wilk w próżni), jak wchodzi w sprawę przez rozmowę, napięcie czasu i pracę z ludźmi, którzy są na granicy wytrzymałości. Te fragmenty: współpraca, tarcia, pragmatyczne zasady gry, postrzeganie innych ludzi - mają fajny, uniwersalny ciężar: pokazują, czemu Shaw działa inaczej niż sztampowy detektyw z kryminału.


Jednocześnie krótka forma robi tu sporą krzywdę. Jest zarys stawki i presji, jest sprawna mechanika śledcza, ale brakuje miejsca na satysfakcjonujące "dokręcenie śruby" i mocniejszą puentę. Zostaje poczucie, że dostałeś połowę emocji, które mogłyby wybrzmieć, gdyby tekst miał dłuższy oddech. Przyjemny suplement i dobre dopalenie świata Coltera, ale właśnie dlatego aż prosi się o wydanie w formie porządnego zbioru opowiadań, bo jednak kilka tych połówkowych tomów serii się uzbierało, a nie osobnych, 50-stronicowych mini-książek.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #opowiadania #czytajzwujkiem

17ed2a12-8517-48f6-b67f-b45ee4325b22

Zaloguj się aby komentować

395 + 1 = 396


Tytuł: Ostatni dowód

Autor: Jeffery Deaver

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: e-book

Liczba stron: 424

Ocena: 7/10


Trzeci tom przygód Coltera Shawa znów opiera się na sprawdzonym schemacie: bohater podejmuje się odnalezienia zaginionej osoby, kierując się tropami pozostawionymi w nietypowych okolicznościach. Tym razem jednak sprawa szybko zaczyna splatać się z jego własną przeszłością i historią rodziny. Poszukiwania prowadzą Shawa przez kolejne warstwy tajemnic związanych z jego ojcem - człowiekiem, który przez całe życie przygotowywał go do przetrwania w świecie pełnym zagrożeń. Z czasem dochodzenie przestaje być tylko kolejnym zleceniem, a staje się próbą zrozumienia własnych korzeni.


Największą zaletą "Ostatniego dowodu" jest właśnie jego osobisty, rodzinny charakter. Deaver wychodzi tu poza czysto techniczną konstrukcję thrillera i pozwala lepiej poznać samego Shawa - nie tylko jako tropiciela nagród, ale przede wszystkim jako syna próbującego uporządkować swoją przeszłość i brata. Wątek rodzinnej tajemnicy nadaje historii emocjonalnej głębi i sprawia, że stawka wydaje się wyższa niż w poprzednich tomach. Dzięki temu książkę czyta się z większym zaangażowaniem niż zwykłą historię poszukiwawczą.


Z drugiej strony autor nadal pozostaje wierny swojemu stylowi pełnemu zwrotów akcji, fałszywych tropów i nagłych odkryć. Momentami konstrukcja intrygi wydaje się nieco mechaniczna, jakby kolejne elementy układanki były dokładane według znanego schematu. Niektóre rozwiązania są też trochę zbyt wygodne, przez co napięcie chwilami traci na wiarygodności.


To solidny thriller, który wyróżnia się na tle serii bardziej osobistym tonem i pogłębieniem postaci głównego bohatera. Ta cześć podobała mi się bardziej niż poprzednie 2 tomy. Nie wiem dlaczego, ale miałem vibe Tomb Raidera i ojca zostawiającego dzieciom wskazówki do wyjaśnienia rodzinnej tajemnicy.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzwujkiem #czytajzhejto

e2e8af4b-2ad9-415b-aea5-0e580a3071b9

Zaloguj się aby komentować