@Mahjong z facebooka za bardzo nie korzystam, mam jakies konto do przegladania, zostawiłem ci lajka i followa, może wrzucaj jakieś głośne filmy na początek, pewnie lepiej się klika, ale ja się gówno znam na algorytmach
Myślę, że warto byłoby „zdywersyfikować” działalność i udostępniać posty także na Instagramie oraz innych social mediach.
Ale obecnie największą popularnością cieszą się chyba krótkie filmiki - nagrasz jeden i możesz wrzucić na Facebooka, Instagrama, YouTube'a, TikToka i nie wiem co jeszcze.
Sam zdecydowanie wolę pisać i czytać teksty, ale coraz częściej zastanawiam się, czy nie przerobić tego, co już mam, w formę właśnie filmikową.
Bądź co bądź zaobserwowałem na Facebooku i życzę powodzenia! : )
@cyberpunkowy_neuromantyk no ja właśnie chcę iść w pisanie (wciąż wierzę, że gdzieś na mnie czeka taka praca), ale wezmę twoje rady pod uwagę, te profilie filmowe które obserwuje na FB spokojnie sobie radzą z samym pisaniem
W końcu jakiś porządny #marvel. Już w Spider-Man: Into the Spider-Verse Spider-Noir był jednym z najaśniejszych punktów filmu. Cage widać, że ma fun z odgrywania tej postaci.
Początek lat 90. i wybuch sekty Niebo. w roli charyzmatycznego guru Tomasz Kot. Pierwsze dwa odcinki były nawet spoko, ale potem lekki zjazd. O ile Kot robi swoje to aktor grający Kellera mocno mi działał na nerwy, których nie zdołała nawet ukoić Zofia Jastrzębska w roli partnerki Kellera.
Niby nie ogląda się źle, ale przeskok pomiędzy dobrym okresem Nieba a złym właściwie nie istnieje. Guru zaczyna dość szybko odpierdalać akcje i przez to reakcja nieban wydaje się nieco karykaturalna - podążają za Piotrem jak bezmózgie baranki nie widząc, że ich guru z przefajnego psychocoacha zamienił się w manipulatora z kompleksem Boga. Może też o to chodziło, ale tego nie widać - skąd ta zmiana u Piotra, albo też brakuje po prostu podkreślenia, że zawsze taki był, ale ujawnił swoją naturę po czasie.
Sama postać Kellera to chyba powinna iść pod dekonstrukcję całej roli ze scenariusza. Jest po prostu nierealna owa postać, nie wiem jak jest w książce, ale w filmie Sebastian nie wydaje się niby naiwny, ale zachowuje się tak. Brakuje tu jakiegoś ogrania, nie widziałam po prostu tej postaci.
Jeszcze jest Zofia Strzelińska w roli partnerki Seby, i chyba tylko jej postać jest logicznie rozrysowana. Różczka w roli żony guru to niestety trzecioplanowy robot, nie pokazała tam swojego kunsztu aktorskiego w pełni.
Do obejrzenia, polskie seriale/filmy robione ostatnio odnoszące się do starszych lat (jak widać upodobanie latami 90. jest najmocniejsze) są dobrze zrobione, wiadomo, że zawsze jakieś błędy się wyłapie, ale ogółem czuć pełnię realizacji.
Serial liczy 6 odcinków i można go zobaczyć na HBO.
Co za dno. Bezduszny film, boleśnie nieśmieszny, żenujący i zwyczajnie nudny. Ch⁎⁎⁎we żarty, które muszą być dodatkowo tłumaczone. Niesamowite, jak wykwintne wydają się poprzednie części w retrospekcji. Nie polecam.
Obsada: Bette Davis, Anne Baxter, George Sanders, Celeste Holm, Gary Merrill, Marilyn Monroe
Czas trwania: 2h 18min
Ocena: 8/10
Życie aktorki Margo Channing to pasmo sukcesów, zarówno w życiu prywatnym, jak i zawodowym do czasu, kiedy poznaje swoją fankę, ambitną Ewę Harrington.
Póki co najlepszy film od Mankiewicza jaki oglądałem.
Archeolog Angus znajduje dziwną czaszkę, nie potrafi zidentyfikować do jakiego zwierzęcia mogła należeć. Wraz parą sióstr idzie na przyjęcie gdzie poznaje lorda D'Amptona (w tej roli Hugh Grant), na którego posesji Angus znalazł czaszkę. Jak się okazuje istnieje mit, że przodek lorda zabił swego czasu strasznego potwora - białego wielkiego węża. Siostry wciąż natomiast przeżywają zniknięcie rodziców. Tajemnicze zniknięcia w tym regionie mogą zaraz stać się normą. Niedaleko stąd mieszka lady Sylvia Marsh - przedziwna, seksowna kobieta, która jak się okazuje wyznaje kult Białego Węża - Dionina, który przegrał z Bogiem i musiał opuścić Eden.
Kult sięga czasów rzymskich, a ukąszenie lady zamienia ludzi w wampiry. Nasza czwórka zamierza odkryć tajemnicę potwora oraz zmierzyć się ze złem panującym w wiosce.
Brzmi jak zwyczajny horror, prawda? Ale to horror Kena Russella. Więc sorry, ale nie może być zwyczajny. "Kryjówka Białego Węża" jest wręcz wypełniona erotyzmem, często zahaczającym o przedziwne fetysze jak na przykład wielkie zaostrzone dildo, które posiada (a nawet ubiera w wiadomym celu) nasza femme fatale, lady Marsh.
Niektóre wizje pojawiające się w tym filmie miały nawet taki vibe "Diabłów" tego samego reżysera - w "Kryjówce" zakonnice gwałcone przez rzymskich legionistów, w tle ukrzyżowany Jezus, którego krzyż oplata wielki biały wąż.
Obraz ten jest bardzo campowy, czasami wręcz mocno kiczowaty, ale wizja artystyczna Russella, który z chęcią sięga w inspirację starymi brytyjskimi horrorami, staje się w pewnym momencie miszmaszem tego wszystkiego co właśnie Russell wielbi umieszczać w swoich filmach czyli mocniejsze wątki erotyczne oraz wręcz mityczna lub religijna groza.
Te elementy budują film dziwny, dziwaczny, choć nie odbiegający wcale od prawideł standardowego horroru. Specyficzne ujęcia, nagość i motyw gore - to ujarzmia efektownie definicję filmu grozy i tworzy nową - horror według Kena Russella.
To przeżycie dość intensywne, zabarwione humorem, obrazoburcze. Russellowskie klimaty w swojej pełni. Nie każdemu może przypaść do gustu, bo to czasem jechanka bez hamulców, których brytyjski reżyser nigdy nie umiał zaciągać.
Dla fanów filmów tego pana to będzie gratka. Taka jak dla mnie.
@Mahjong obejrzane, musze przyznac, ze z przyjemnoscia(?). Na pewno z ochota. Ostatnio niewiele mialem sytuacji, ze film mnie wciagnal na tyle, ze nie mialem ochoty co chwile sprawdzac, ile jeszcze do konca. Tutaj caly seans przebiegl bez takiej potrzeby. Oczywiscie juz wiedzialem po Twoim opisie, czego moge sie spodziewac, wiec pewnie i moje reakcje na niektore sceny nie byly takie jakbym to ogladal "z marszu", ale wydaje mi sie, ze widywalem juz bardziej "hardkorowe" sceny ( ͡~ ͜ʖ ͡°) a ze nie mam nic przeciwko takowym to zaliczam ten film do kategorii "podobal mnie sie" i czekam na kolejne propozycje
Tytuł: Koszmar z ulicy Wiązów 2: Zemsta Freddy'ego
Rok produkcji: 1985
Kategoria: Horror
Reżyseria: Jack Sholder
Czas trwania: 1h 27m
Ocena: 4+/10
To nie był tak dobry seans jak pierwsza część. Widać brak ręki Cravena. Fabuła oscyluje wokół chłopaka Jessego, który z rodzicami wprowadza się do domu przy ul. Wiązowej. Jakiego domu to chyba nie muszę wspominać. Oczywiście zaczyna śnić okropne koszmary o spalonym mężczyźnie w pasiastym sweterku.
To Freddy Krueger, który chce przejąć chłopaka by już na całego mordować także na jawie. I idzie mu nawet całkiem nieźle, ale chłopak zaczyna rozkminiać o co się rozchodzi i podejmuje nierówną walkę z psychopatycznym potworkiem.
Film jest wybornie homoerotyczny. Zamiast krzyczących panienek z latającą biustem mamy mokre męskie torsy i nawet parę razy gołe męskie pupcie się pojawiły.
Znów seans współdzielony, więc zabawa była niezła, co jednak nie skusiło mnie do podwyższenia oceny. To po prostu średni horror, powstały na pewnej bazie. Może i można było się pośmiać, pobawić, ale gdybym oglądała sama to bym była rozczarowana ostro. Za tydzień kolejna część - już się boję co tam będzie na mnie czekać
11 lutego 1909r. urodził się Joseph Leo Mankiewicz
amerykański reżyser, scenarzysta i producent filmowy.
Napisał ponad czterdzieści scenariuszy i wyreżyserował 22 filmy. W latach 1949 i 1950 zdobył po dwa Oscary za scenariusz i reżyserię filmów List do trzech żon oraz Wszystko o Ewie[3].
Uzyskał także nominacje za reżyserię filmów Detektyw (1972) i Kryptonim Cicero (1952), za scenariusze do filmów Skippy (1931) oraz Bosonoga contessa (1954).
Nominację do Oscara dla najlepszego filmu uzyskała także wyprodukowana przez niego w 1941 Filadelfijska opowieść
Film opowiada o Williamie "Buffalo Billu" Codym (Paul Newman), który w 1885 roku prowadzi rewię "Wild West". Zatrudnia on wodza Siedzącego Byka, by uświetnić show, lecz ich zderzenie ukazuje mistyfikację legendy Dzikiego Zachodu.
Doborowa obsada a mocno średni. Liczyłem na normalny western a tu było tyle tyle go co kot napłakał
Jezuici prowadzą misję mającą na celu chrystianizację oraz ucywilizowanie ludów indiańskich zamieszkujących rozległe puszcze. Ich sytuacja ulega dramatycznej zmianie, gdy tereny, na których działają, zostają sprzedane Portugalii przez Hiszpanię.
Poruszający film okraszony pięknymi zdjęciami oraz kojącą muzyką Ennio Morricone. Obraz o miłości i poświęceniu, zdradzie i przebaczeniu, a także chciwości i bezwzględności. Mocno wybielający samych misjonarzy, pokazujący zazwyczaj Indian jako niewinnych i czystych, jednak nie pozostawiający też złudzeń co do ludzkiej natury i tego, że tam, gdzie w grę wchodzą interesy, jakakolwiek cnota przestaje się liczyć. I choć na końcu pojawia się coś, co można interpretować jako motyw nadziei i przetrwania, to ja nie byłem w stanie go tak odebrać i w dalszym ciągu czuję po seansie smutek. Polecam wrażliwym duszom.
Dość typowy serial z kategorii Young Adult i nie odkrywa żadnej Ameryki (trochę odkrywa kulturę hinduską, skąd jest cała rodzina głównej bohaterki) ale mimo to wciągający. Szkoła, rozterki miłosne, rozterki z edukacją, odkrywanie siebie, gubienie siebie, kłótnie z kolegami, godzenie się, przejście z etapu bycia dzieckiem do jakiejś dorosłości - każdy z nas to przerabiał w życiu i/lub na ekranie.
Tutaj naprawdę dobrze to wyszło. Fajni bohaterowie, spoko aktorzy, odpowiednia dawka głupiego humoru - taki serial którego odcinków raczej nie będziesz pamiętał, ale będziesz pamiętał że ci się podobało. Ciepły, ale też z przesłaniem że nasze błędy są tym, co nas budują i aby nauczyć się życia, trzeba parę razy w d⁎⁎ę od niego dostać (do czego nawet sam tytuł nawiązuje - to z popularnej gry imprezowej - https://en.wikipedia.org/wiki/Never_have_I_ever )
@dolitd Przepraszam że absolutnie typowy serial YA nie jest irańskim kinem moralnego niepokoju opowiadającym o problemach egzystencjalnych samotnych mężczyzn z brodą xD
Dzisiaj zaczynam 3 miesięczny eksperyment marketingowy z moją aplikacją do napiwków . Celem jest zdobycie większej ilości klientów, co ma się przełożyć na większą ilość transakcji.
Dam znać jak poszło
Jestem w szoku jaki świetny to serial i jak ładnie wszystko wplątali. W sumie i książka i poprzednia adaptacja była nacechowana silną, wręcz homoseksualną więzią, głównych bohaterów więc romans dwóch wampirów przyjęłam naturalnie i bez żadnego oporu. Duża w tym zasługa aktora grającego Lestata - Sama Reida. Czasem gra tak znakomicie aż przyćmiewa pozostałych aktorów.
Bardzo fajnie oddana atmosfera Nowego Orleanu, akcja toczy się sto lat później niż w książce więc czarnoskóry aktor grający Louisa też wydaje się naturalnym wyborem. Czytałam wiele zarzutów, że to na siłę "woke" itp., ale ja tego nie czułam w ogóle, zresztą po chwili nawet nie zwraca się na to uwagi. Dramaturgia i akcja, relacje - to wszystko bierze górę nad takimi rozmyślaniami.
Louis i Lestat to jedne z najlepiej rozpisanych wampirów w historii literatury i sztuki wszelakiej. I tak samo jest w tym serialu.
Ba! serialowy Lestat ma z tysiąc więcej warstw niż rozszalała tomcuisowska wersja (też przecież świetna rola!) z filmu z 1994 roku.
Bardzo fajnie było mi w tym wampirzym świecie, który zarazem oddaje epokę jak i strukturę wieloletniego związku, który przechodzi wzloty i kryzysy. Akcja ukoi także pragnienie widoku krwi, serial nie bawi się w czystość wampirzej konsumpcji - czasem fakt, piją ową krew jak wino, ale często jucha leje się z przegryzionych szyj jak woda z z odkręconego kranu.
Do tego oczywiście w serialu mamy drugą linię czasową - rozgrywającą się w czasach współczesnych bajecznie bogaty Louis udziela wywiadu dziennikarzowi o swoim życiu, zgodnie z tytułem. Rozmowy z dziennikarzem ujawniają niejasną do końca pamięć Louisa i podejmują filozofię działań Louisa i analizę tego niezwykłego związku z Lestatem.
Czekam niecierpliwie aż wrzucą gdzieś drugi sezon.
Kolejny "szybki" film Safdiego. Dynamika akcji czasem wkracza na takie zakręty, że prawie driftujemy w kinowym fotelu (lub na kanapie, jak kto woli). Chalamet podąża z charyzmą i potęgą ambicji niczym na złamanie karku jako Marty.
To typ faceta, który nie cofnie się przed niczym by dążyć do swojego celu - tym celem jest wyjazd do Tokio, na mistrzostwa w tenisie stołowym. Dla Marty'ego nie ma granic nie do przekroczenia - podejmie się wszystkiego byle zdobyć, to co chce.
Wielkie zachwycenie jest tym filmem, ale dla mnie jednak Nieoszlifowane diamenty miały bardziej równą dynamikę. Marty biega, piędzi, krzyczy - jest go wszędzie pełno, Wypełnia obraz całym sobą i dobrą decyzją było obsadzenie Chalameta.
Jednak już w trakcie i po seansie czułam się przytłoczona - nie ma tam czasu na głębszy oddech, refleksje same się nawijają, ale akcja leci dalej i czas na rozmyślania minął. Oglądając ten film czułam się jakbym robiła speedrun chociaż film trwa przecież 2 i pół godziny, więc całkiem sporo!
Film z dwupaku - poszłam do kina właśnie na Martiego, był moim docelowym seansem, ale jak idę do studyjniaka to lubię jeszcze dołożyć jakiś seans, jeden po drugim i tam wpadła przed Martym "La grazia", która mnie po prostu rozwaliła i zdominowała ten filmowy wieczór. Marty wypadł po tym obrazie nieźle, ale nie aż tak nieźle.
Prezydent Włoch (fikcyjny) i jego ostatnie pół roku mandatu. Akcja filmu skupia się wokół dwóch próśb o ułaskawienie i ustawy o eutanazji. Podróżujemy więc razem z Prezydentem (w tej roli znakomity Tony Servillo) nie tylko przez gabinety i rozmowy o polityce, ale także przez jego życie - wielka tęsknota za zmarłą żoną, skomplikowane stosunki z córką, którą Prezydent wprost wielbi i ceni mocno - wie już, że ona go przerosła.
W tym filmie każda wymiana zdań jest ważna, a przemyślane zdjęcia dodają uroku, nie jest to przy tym wcale nadęty obraz (papież w dredach odjeżdżający na skuterze vibe). Oglądało mi się wybornie, wprost na spiętej d⁎⁎ie. Jestem absolutnie zachwycona tym obrazem, nie spodziewałam się, że tak mnie skupi i tak weźmie równocześnie za głowę i serce.
Warto zobaczyć prawdziwe rozterki głowy państwa, szczególnie w czasach gdy na czele jednego z największych krajów na świecie jest klaun, który uprawia ze swojego zawodu pośmiewisko.
W filmie Sorrentino nie ma tego - tu są poważne sprawy i prezydent czuje wielką wagę swoich decyzji.