Ekranizacja internetowej pasty. Zmagający się z problemami w życiu osobistym właściciel sklepu meblowego odkrywa, że w piwnicy jego biznesu znajduje się przejście do dziwacznego labiryntu.
Przede wszystkim gratulacje dla polskiego dystrybutora za klasyczny przykład niedojebania umysłowego i dodanie do oryginalnego tytułu polskiego luźnego tłumaczenia niewiadomo po c⁎⁎j.
Pod względem wizualnym świetny, czuć było creepy vibe przestrzeni liminalnych, niestety, fabularnie kuleje. Wątki osobiste bohaterów w zasadzie nie były potrzebne, a finał w stylu ni to Davida Lyncha, ni to Z archiwum X tylko popsuł oryginalny klimat dzieła.
@GARN_ nwm, nie oglądałam Cube. Koleś, który to kręcił, wcześniej miał miniserial na YT o tym samym temacie i tytule, możesz obczaić 1 odcinek żeby się zorientować
Ostatnio z dziewczyną zastanawialiśmy się, jakie seriale, z tych dłuższych niż trzy sezony, utrzymały wysoki poziom do samego końca. Wszystko wskazuje na to, że „Legenda Vox Machiny” ma szansę dołączyć do tego niewielkiego grona.
Jasne, nie przepadam za rozwiązaniem pokroju „bohaterowie pokonali Wielkie Zło, więc trzeba wymyślić im jeszcze groźniejsze”, więc początkowo byłem sceptycznie nastawiony do tego, z czym mierzyli się członkowie Vox Machiny. Z czasem jednak zacząłem przymykać na to oko i po prostu cieszyłem się grą aktorską. W szczególności uwielbiam aktora odgrywającego Groga, który jest przezabawny, gdy brzmi smutno. Wręcz jak szczeniak.
Często przy opiniach o różnych dziełach wspominam o tym, by oceniać je w ich kategoriach. W przypadku akcyjniaka z głupią fabułą warto skupić się na akcji, w przypadku odwrotnym warto spróbować docenić fabułę. Dzięki takiemu podejściu staram się wyciągnąć to, co najlepsze z danego dzieła.
„Legendę Vox Machiny” mógłbym skrytykować za brak wagi wydarzeń. Z góry wiadomo, że bohaterowie wygrają, nawet jeśli wcześniej dostaną bęcki. Po poprzednich sezonach wiadomo, że jeśli im się coś stanie, to pozostali na pewno znajdą sposób, żeby im pomóc albo nawet przywrócić do życia. Dlatego ani trochę nie przejąłem się, gdy pod koniec jednego odcinka zginęła jedna z postaci. Stało się tak tylko po to, by w kolejnym została wskrzeszona. Nie wiem, czy ktokolwiek dał się na to nabrać. ; )
Czy jest to wada? Poniekąd tak. Jednocześnie naprawdę dobrze ogląda się bohaterów po raz kolejny ratujących świat i przeżywających osobiste dramaty. To jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy, seriali fantasy.
Właśnie skończyłem dzisiaj ten sezon. Jak dla mnie spoko, chociaż poziom dla mnie trochę spadł.
Na plus na pewno odcinek z bardem, plus postać złego barda, chociaż to po części dlatego, że brakowało Scanlana w tym sezonie, był zdecydowanie moją ulubioną postacią w poprzednich.
Na podstawie komiksów Smerfy autorstwa Peyo, właśc. Pierre Culliford
Liczba odcinków: 258
Ocena: 10/10
Jeden z najlepszych animowanych seriali. Genialny polski dubbing - choć nie obyło się bez zgrzytów jak w kilku odcinkach słyszało się Gumisie a na ekranie Smerfy xD.
Jedynie końcowe odcinki średnio mi podeszły gdy podróżowali w czasie. - i na tym się serial kończy - brak zakończenia- powrotu do smerfowej wioski.
Przegryw piwniczak* życzy sobie, aby Juleczka z pracy się w nim zakochała i ma problem, gdy okazuje się, że zamiast szarej myszki dla anonka, dostał psychopatyczną borderkę.
Nie lubię współczesnych horrorów, bo zazwyczaj robią z widzów idiotów, ale tutaj ostatecznie wszystko ładnie się spięło (chociaż było parę drobnych dziur fabularnych). Twórcy mieli pomysł i wiedzieli jak go dowieźć. No i świetnie dobrali odtwórczynię głównej roli, kreacja panny Navarrette wyszła naprawdę creepy bez popadnięcia w niezamierzoną parodię.
In plus klimatyczne zdjęcia i soundtrack z lekkim vibem Maca DeMarco.
Leci jeszcze w kinach, to akurat polecam.
*przegryw piwniczak wg standardów hollywoodzkich, czyli klasycznej urody chad, tylko ubrany w sweterki w stylu młodego Konona.
Pedro Pascal i Baby Yoda pomagają synalkowi Jabby zejść ze złej drogi.
Typowy skok na kasę fanów uniwersum/serialu Mandalorian. Sztampowa do bólu fabuła, efekty specjalne raczej standardowe, z postaci to tylko Baby Yoda zapadał w pamięć (i to za niego 4).
Jeszcze leci w kinach, ale jak dla mnie strata kasy.
Borze, jakie to było słabe. Jeśli filmy z serii John Wick były stekiem, to ten został odgrzany po raz 4. w mikrofali.
Treści tyle co nic, jedyne plusy to Ana i ekranominuty Keanu. Mieliśmy iść z lubą do kina, a mam wyrzuty sumienia z powodu zmarnowanej energii elektrycznej na seans w domu.
Pamiętacie niedawne słowa Matta Damona, że Netflix każe producentom 3/4 razy powtarzać kwestie, bo ludzie oglądają nieuważnie filmy, korzystając ze smartfonów? To w tym przypadku śmiało, nic nie stracicie.
Sam film nie przypadł mi do gustu, trochę taka kalka z Uprowadzonej, ale jednak coś innego in the end (szczególnie na końcu!).
Wyjebana w szkoleniu w kosmos była żołnierka próbuje odnaleźć uprowadzoną nastoletnią córkę - uprowadzoną przez handlarzy ludźmi.
I dopiero gdy nasza bohaterka w wieku średnim, na emeryturze, wkracza na teren złoli zaczyna dziać się magia.
Złole tylko klną pod nosem, z przerażeniem zaglądając śmierci w oczy, zdumieni, że co tu się odpierdala! Tymczasem nasza Nikki rozpiernicza kolejne tabuny złoli a jak będzie trzeba to i rozwali SWATowców. Jest po prosty nieposkromionym żywiołem.
Wszystkie sceny akcji miodzio, kocham patrzeć jak Milla w filmach rozwala ludzi, i tu się na pewno nie zawiodłam!
Paru rzeczy mi brakowało w tym filmie, ale ostatecznie nie po to takie obrazy się ogląda. Do tego niczym wisienka na torcie na końcu film plot twist.
Spodziewałem się lekkiej komedii z nutką kryminału, a dostałem lekką komedie z nutką kryminału oraz wzruszkami i morałem niczym z bajek Disney'a.
Pasterz George co wieczór czyta owcom książki kryminalne. Kiedy zostaje zamordowany owce postanawiają wziąć sprawy w swoje rę... racice. W ramach śledztwa muszą nauczyć się żyć w prawdziwym świecie i skonfrontować z własnymi słabościami.
W zeszłym tygodniu Pan Mode pisał o możliwym nieprzedłużeniu licencji dla Binance na obrót krypto w UE. I tak też będzie, dlatego do końca miesiąca chcę się ewakuować na coś innego. Najchętniej własny portfel, ale nie wykluczam innej giełdy.
Z czego korzystacie? Exodus, Trust Wallet, Revolut, coś innego? W co iść, czego unikać? Nie handluję, kupiłem BTC i ETH parę lat temu i tak czekają na wyprawę na księżyc ( ͡° ͜ʖ ͡°) Do tego jakaś drobnica z Revoluta za quizy.
Biorę po 0.0000045 BTC (200pln) od każdej drużyny i słucham Państwa.
@serel chętnie przyjmę 0.0000045 BTC Ja część środków przelałem na Ledgera, a część wytransferowałem na Krakena. Ogólnie lepiej co jakiś czas przenosić środki na cold wallet niż trzymać na giełdzie. No ale wiadomo, opłaty
Ja większość środków przelałem na Ledgera już dawno, a na giełdzie gram tylko 10% crypto, które posiadam i nadwyżkę ponad 10%, którą będę mieć przelewam ponownie na Ledgera .
Teraz przeniosłem z Binance te 10% na ByBit i OKX, wydają się tanie w tradingu.