Mam kolegę, który pracuje w Ogólnopolskim Towarzystwie Ochrony Zwierząt, w skrócie OTOZ.
To są ludzie, którzy odbierają zwierzęta, znajdujące się w złych warunkach bytowych, aktualnym właścicielom i przekazują je dalej. Niejednokrotnie lecząc. Widziałem i słyszałem o różnych akcjach. Czy to jakiś szczeniak zaniedbany, czy suka z młodymi, która była na łańcuchu. Dużo można powiedzieć. Bestialstwo człowieka nie ma granic. Idąc dalej, dostałem propozycję pracy w takim miejscu. Odmówiłem.
Dla mnie każde zwierzę, jest istotą posiadającą uczucia i receptory bólu. Jakbym miał być skonfrontowany z "katem", który, świadomie męczy zwierzę, to możliwym jest, że pękła by mi żyłka... Do mnie wtedy wzywana byłaby policja, właśnie z tego powodu, że nie wytrzymałbym, takiego właściciela.
Po tym co się widzi, to część tych baranów, których znam, z opowieści i nie tylko, to chyba bym ich zaje*ał. Do takiej roboty, to chyba trzeba się urodzić.
Podziwiam ludzi, którzy pracują w takich instytucjach. Nadmienię tylko, że kumpel robi tam za darmo. Nikt pensji im nie płaci.