Zdjęcie w tle

fonfi

Gruba ryba
  • 503wpisów
  • 3643komentarzy

404 + 1 = 405


Tytuł: Pani Einstein

Autor: Marie Benedict

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Znak Horyzont

Format: książka papierowa

ISBN: 9788324041770

Liczba stron: 320

Ocena: 6/10


Najważniejsze co trzeba powiedzieć na początek, to wbrew temu jak ta książka jest reklamowana to nie jest biografia. Jest to literatura obyczajowa, rodzaj fikcji literackiej w postaci pamiętnika, bazującej w dużej mierze na faktach z życia żony Alberta Einsteina - Milevy Marić. Zresztą sama autorka w zamieszczonym na końcu wywiadzie wyjaśnia, że wszelkie informacje oparte są głównie na zachowanych listach Milevy, ale większość historii jest jej własną wersją tego jak życie bohaterki mogło wyglądać.


Książka jest bardzo jednostronna i przedstawia pana Einsteina w bardzo negatywnym świetle. Ile w tym jest prawdy i czy to dobrze - nie wiem. Ale wiem, że w zestawieniu z bardzo prostym, żeby nie napisać, dziecinnym językiem, którym książka jest napisana sprawia, że czytając miałem wrażenie młodzieżowej literatury pisanej pod konkretną, modną tezę. Co nie zmienia faktu, a może właśnie przez to, książkę czyta się szybko, łatwo i nawet z niejaką przyjemnością (dwa wieczorki).


Reasumując całkiem znośna pozycja, pozwalająca na poznanie żyjącej w cieniu męża, a okazuje się, że szeroko komentowanej w naukowym światku, postaci Milevy, której potencjalny wkład i wpływ na odkrycia i karierę Alberta do dziś pozostają sporą tajemnicą. Na duży plus zasługuje również barwne i przystępne przedstawienie świata nauki przełomu XIX i XX wieku oraz roli kobiet w środowisku akademickim i w ogóle w społeczeństwie.


#bookmeter #ksiazki #fonfibookmeter

c40fb814-edc1-4f25-a674-1b120ffa6755

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór,

Wydaje mi się, że zdążyliście się już zorientować, że kolekcjonuję pióra. Różne pióra. W szczególności, a może raczej między innymi pióra Parker Vector. Nie są to pióra szczególnej wartości, zależnie od serii, modelu i stanu ceny wahają się od kilkunastu do kilkuset (ale raczej bliżej 200) PLN. Mam jednak do nich jakiś sentyment. Może przez to, że pisałem nimi przez większość liceum i jeszcze na studiach. A może po prostu lubię tę ich prostotę i niezawodność. A do tego wyszło sporo ciekawych, kolorowych edycji specjalnych.


Najnowszy eksponat w mojej kolekcji, który wyjąłem dzisiaj z paczkomatu, to Parker Vector UK Mania Albion 003. Seria UK Mania została wyprodukowana w latach 2006-2007 i składała się z 4 wzorów/modeli:


  • UK Mania Club

  • UK Mania Map

  • UK Mania Albion

  • UK Mania Gent


Pióro które do mnie dotarło to właśnie trzecie z powyższej listy. Jest w stanie idealnym, nówka sztuka nigdy nie śmigana. Bardzo mnie cieszy również fakt, że przyszło z oryginalnym pudełeczkiem z grafiką z tej właśnie serii, o czym nie było nawet informacji w treści ogłoszenia.


O walorach piśmienniczych nie będę pisał, bo nie ma po co - Vectory były na tyle popularne, że albo każdy (kto pisze piórem) miał takiego w ręku, albo można znaleźć setki informacji w czeluściach internetów.


Poniżej kilka zdjęć wspomnianego egzemplarza i jedno ze wszystkimi modelami w tej serii. Jak zbiorę wszystkie 4 to wrzucę ładne zdjęcie całej serii


#piorawieczne #chwalesie

d9fbf959-89f6-4865-8982-c82d520a15d6
2a540dbc-28bf-4a18-a9f8-0867032cea9a
83324143-484a-4067-81fa-94b72f7fcedb
02f77fce-f30c-4392-9811-2ceb1eb500b6

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

392 + 1 = 393


Tytuł: Schodami w górę, schodami w dół

Autor: Michał Choromański

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy

Format: e-book

ISBN: 9788306034004

Liczba stron: 430

Ocena: 7/10


Ależ się wymęczyłem z tą książką. Powieść Michała Choromańskiego wymieniana jest często jednym tchem razem z Gombrowiczem w kategoriach groteski. Tyle, że u Choromańskiego ta groteska (przynajmniej w zestawieniu z Gombrowiczem) jest, no… mało groteskowa.

Do tego równie często w opisach pojawia się stwierdzenie, że zawiera elementy erotyczne. Może tak faktycznie jest o ile erotyzmem można nazwać wygięte biodro pani Draginy czy lubieżnie oblizywane przez nią wargi.


Zatem skoro już ustaliliśmy, że nie dostajemy ani groteski (na jaką liczyłem) ani erotyka (na jaki miałem nadzieję) - to co to jest za literatura?


Ano jest to powieść obyczajowo-psychologiczna opisująca małą i specyficzną lokalną społeczność. A najważniejsze, że jest to satyra na zakopiańską bohemę artystyczną goszczącą u pani Kasprowiczowej w słynnej Harendzie.


Akcja osadzona jest w przeddzień wybuchu II Wojny Światowej, w małej górskiej/góralskiej miejscowości. W powieści dzieje się dużo a zarazem nie dzieje się nic. Dzieje się dużo, ponieważ żyjemy codziennym życiem wielu (może zbyt wielu) bohaterów, plotkami, drobnostkami, uciechami, etc. Dzieje się tak dużo, że momentami nie nadążamy kto z kim, po co i dlaczego? Ale tak naprawdę nie dzieje się nic. Żadne z opisywanych wydarzeń nie prowadzi do jakiegoś spektakularnego rozwinięcia akcji. Wręcz przeciwnie, w wielu miejscach autor buduje napięcie, które zapowiadają jakieś zwroty akcji, które… nigdy nie następują.


Książkę doceniłem dopiero jak ją skończyłem. Dopiero wtedy zorientowałem się co przeczytałem. Zorientowałem się co to tak na prawdę znaczy, że “Choromański nigdy nie pisze, o czym pisze”. Za to bawi się konwencją. Bawi się słowem. Bawi się nastrojem. Ba - bawi się czytelnikiem a nawet swoimi kolegami artystami, których - sprytnie zacierając wszelkie ślady - wplata w fabułę. Bawi się na tyle sprytnie, że po ostatnim zdaniu zostałem z niedosytem. Niedosytem, który sprawił że musiałem pogrzebać w wielu źródłach i życiorysie Choromańskiego, żeby zbudować sobie odpowiedni kontekst. I dopiero teraz, mając ten kontekst przed oczami potrafię tę książkę docenić.


Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki

fcaf163d-4dd5-48df-9ff8-3d11a64fbde8

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

O mały włos zapomniałbym o opowiadaniu. Ale na szczęście nie zapomniałem. To znaczy ściśle mówiąc, to zapomniałem, ale zostało mi przypomniane. W każdym razie jest. Teraz mogę mieć jedynie nadzieję, że czytając będziecie mieli Państwo przynajmniej tyle frajdy ile ja miałem przy pisaniu.


Uprzedzając pytania: tak - Doris jest postacią autentyczną (tą z załączonego dla atencji zdjęcia), nie - nie potrafi gadać. Ale szaleć w środku nocy i drzeć się w niebogłosy już zdecydowanie tak. Wszelkie podobieństwa i zachowania są całkowicie nieprzypadkowe.


Zatem - nie przedłużając - zapraszam Państwa do lektury opowiadania powstałego na potrzeby zabawy #naopowiesci w kawiarni #zafirewallem .


------------------


Koci Punkt Widzenia, czyli tuńczyk, polityka i programowanie rozproszone


— Doris, wróciłem! - krzyknął Ryszard w głąb mieszkania zamykając drzwi wejściowe za sobą.

— Dobra, zaraz przyjdę - dało się słyszeć zaspany głos z głębi mieszkania, gdzieś z okolicy sypialni.


Pomimo, że był piątek - a w piątki Ryszard zazwyczaj kończył pracę wcześniej - tego dnia dotarł do domu dość późno. Wieszając lekko przemoczoną kurtkę na wieszaku, usłyszał znajome ziewnięcie, które zawsze towarzyszyło przeciąganiu i rozciąganiu się świeżo rozbudzonej Doris. Poszedł do kuchni i wstawił czajnik z wodą żeby zaparzyć sobie herbatę.


— Jesteś głodna? Nałożyć ci coś? — krzyknął do Doris lustrując przy okazji zawartość lodówki.

— Jest wieczór. Oczywiście, że jestem głodna. I nie musisz się tak drzeć.


Ryszard aż podskoczył słysząc głos bezpośrednio za plecami i obejrzał się przez ramię obrzucając Doris karcącym wzrokiem.


— Chryste, mówiłem ci tyle razy, żebyś się tak nie zakradała. Zawału kiedyś dostanę.

— Ja się nie zakradam. Ja po prostu tak się poruszam. Jak mam inaczej chodzić? - odparła ze znudzeniem — F komsu jessem kotem — dodała niewyraźnie, wylizując sobie prawą łapę — A koty poruszają się cicho.

— Akurat! Nagram to i odtworzę ci o 4 nad ranem, jak przegalopujesz przez mieszkanie i moje łóżko niczym stado dzików.

— O! kochany - od zoomies to ty się odczep. Dobrze wiesz, że tego nie da się kontrolować.

— Hektor u sąsiadki jakoś kontroluje - rzucił złośliwie Ryszard

— Czy ty widziałeś tego spaślaka?! On nawet nie jest w stanie wylizać sobie jajek pod ogonem. Albo raczej tego co po nich zostało. A co dopiero przebiec parę metrów.


Mówiąc to, zeskoczyła ze stołu, na krawędzi którego przeprowadzała przed chwilą powierzchowną toaletę i usiadła zgrabnie przy miskach, wyglądając jak koci egipski posążek. 


— No dobrze, niech ci będzie. Kurczak czy tuńczyk? - zapytał Ryszard trzymając dwie puszki w ręku.

— Tuńczyk. Tylko podgrzej trochę. Nie lubię takiego z lodówki. Powinien mieć temperaturę świeżej myszki. A tak w ogóle to gdzie byłeś do tej pory, hę?

— Zasiedziałem się w biurze bo próbowałem rozwiązać problem synchronizacji procesów w serwerach - wiesz, to o czym ci wczoraj opowiadałem. A później skorzystałem z zaproszenia na obiad od Anki.

— Tej z pracy?! Tej co ma tę szylkretową kotkę Plamkę?! Chcesz mi powiedzieć, że kładłeś łapy na obcym futrze?! - syknęła Doris, a oczy zmieniły się w szparki i złowieszczo zabłysły.

— Byłem u Anki. Nie u Plamki. — próbował bronić się Ryszard

— Jasne! Ale ta mała małpa siedziała ci na kolanach!? Nie kłam! Widzę jej kłaki na twoich spodniach!

— Owszem, Plamka jest bardzo towarzyska…

— Masz w domu Rexa Kornwalijskiego, a łazisz głaskać jakiegoś parchatego dachowca?! - warczała coraz bardziej nakręcona Doris

— Hej! To było rasistowskie! - oburzył się Ryszard


Na szczęście sprzeczkę przerwało piknięcie mikrofalówki i letnia kocia karma z tuńczykiem znalazła się, z charakterystycznym mlaśnięciem, w misce. Na ten dźwięk Doris, zupełnie jak gdyby nic się przed chwilą nie stało, zaczęła kręcić ósemki między nogami Ryszarda, zaczepiając go ogonem i głośno przy tym mrucząc. Postawił miskę na podłodze, zalał sobie herbatę i usiadł na kanapie przyglądając się jak kocica pałaszuje zawartość miski z takim zapałem, że kawałki jedzenia fruwały dookoła lądując jej nawet między uszami.


— Jesz jak prosię… - skwitował.

— Kwjaaaa?! - oburzyła się Doris z pełnym pyszczkiem, przez co pytanie zabrzmiało bardziej jak kwiknięcie, dopełniając całości obrazu.


Ryszard uśmiechnął się pod nosem, zostawił kocicę w spokoju i włączył kanał informacyjny, żeby nadrobić zaległości z całego dnia. Akurat pokazywali relację ze sprzeczki prezydenta Zełeńskiego z Trumpem i J.D. Vansem w Gabinecie Owalnym. Zaproszeni do studia komentatorzy i eksperci w równie nerwowy co panowie prezydenci sposób, prowadzili ożywioną dyskusję, przekrzykując się i próbując przewidzieć co z tej awantury wyniknie dla szeroko pojętej geopolityki.


— A ci dwaj co znowu nawywijali?


Ryszard po raz kolejny wzdrygnął się zaskoczony głosem tuż przy jego uchu. Spojrzał groźnie na siedzącą na oparciu kanapy i wyraźnie zadowoloną z efektu zaskoczenia kocicę.


— Jeszcze nie wiem, dopiero włączyłem informacje, ale najwyraźniej nie bardzo mogą się dogadać.

— A to wszystko przez to, że nie ma tam kota - oceniła Doris - Koty łagodzą obyczaje. Tyko obecność kotów gwarantuje, że ludzie są spokojni, racjonalni i zachowują odpowiedni dystans do siebie i świata.

— A to ciekawe, masz na to jakieś dowody, czy tak na poczekaniu sobie wymyśliłaś? No i weź odwróć się jak wylizujesz się tym tuńczykiem. Nieludzko śmierdzi ci z pyska.


Na ten komentarz kocica przerwała w połowie wylizywanie futra na brzuchu i spojrzała na niego z groźnie położonymi uszami. Jednak złowrogi w zamyśle wygląd pyska, zniweczył całkowicie, komicznie wysunięty do połowy język. Ryszard parsknął śmiechem, wziął kocicę na ręce i - ewidentnie niezadowoloną - posadził sobie na kolanach.


— No to jak to jest z tą mądrością i łagodzeniem obyczajów, co? - zapytał wracając do tematu rozmowy.

— No weźmy takiego Piechocińskiego i jego Miauczura - zaczęła Doris, wydeptując czwarte już kółko na kolanach Ryszarda w poszukiwaniu właściwej miejscówki - łażą sobie na grzyby, robią selfiaki, wrzucają ciekawostki do internetu. Świat dookoła płonie, a oni heheszkują - zero spiny. O, albo taki Larry…

— Jaki Larry, nie kojarzę żadnego Larrego.

— No ten co jest Głównym Myszołapem w służbie Sekretariatu Gabinetu na Downing Street w Londynie. Ci to dopiero mają dystans do siebie. Nie ma to jak brytyjski humor, nie? Widziałeś kiedyś zdenerwowanego brytola? Pijanego - owszem. Głośnego też. Ale zdenerwowanego…?

— A Brexit? To chyba nie była zbyt rozsądna decyzja? A podjęta za “kadencji” Larrego, nie?

— Ryszard, nie udawaj głupiego. Przecież tak jak ja, dobrze wiesz, że dzięki staraniom Larrego zarówno David Cameron jak i Theresa May byli przeciwni Brexitowi. Jedyne czego ten napuszony angielski sierściuch nie dopilnował to tego porąbanego pomysłu z referendum. No ale może akurat był zajęty obowiązkami i łapał myszy. W każdym razie to na pewno nie jego wina.

— A Fiona? - drążył Ryszard

— Jarkowa Fiona, ta histeryczka?! - Doris aż przysiadła z wrażenia i przestała ugniatać ciasteczka na miękkim brzuchu Ryszarda - To akurat wyjątek. Ona faktycznie jest zdrowo rąbnięta. Myślę, że to schronisko ją tak załatwiło zanim ją stamtąd zabrał. Kto wie co tam się mogło dziać. A do tego przeraźliwie linieje. Powinna bardziej o siebie zadbać. Zwłaszcza o tę przetłuszczoną sierść na ogonie i rozdwojone końcówki. Biedna kocica. Ale trafił swój na swego… A… A pamiętasz Socks’a?

— Tego kota Clintonów? Pamiętam, co z nim? - zaciekawił się Ryszard

— No właśnie, przypomnij sobie jak wyglądała polityka Clintona jak Socks mieszkał w Białym Domu. Reformy gospodarcze, reformy edukacji, a żeby daleko nie szukać to przecież za jego prezydentury przyjęto nas do struktur NATO dzięki czemu teraz możemy spać w miarę spokojnie. - wyliczała Doris - Chyba nie myślisz, że ten stary erotoman sam to wszystko wymyślał?

— No właśnie, nie dało się uniknąć tych seksafer? Przecież to się później ciągnęło za nim latami - dopytywał Ryszard

— Nooo, akurat z faktem, że Bill miał problem z utrzymaniem ptaszka w spodniach to Socks niewiele mógł zrobić. A do tego ta cała Linda z jej nagraniami jak Socks z Billem instruują Lewinsky co ma mówić. Kto mógł podejrzewać… W każdym razie, jak widzisz, za każdym człowiekiem sukcesu stoi kot. Albo kocica.

— Mój boże… - zamyślił się Ryszard

— Boga w to nie mieszaj. Już ci kiedyś tłumaczyłam, że ONA, na swoje podobieństwo stworzyła koty, a was - ludzi - z końcówki ogona, żeby miał nas kto karmić. Nie wracajmy do tego.

— Jasne, jasne - pojednawczo mruknął Ryszard drapiąc Doris za uchem - ale może chodźmy już spać bo późno się zrobiło.


Doris, jak gdyby tylko czekając na to zaproszenie, zeskoczyła z wdziękiem z kolan Ryszarda i potruchtała w kierunku sypialni. Przystanęła na chwilę w progu i obejrzawszy się żeby sprawdzić czy za nią idzie, rzuciła od niechcenia:


— Jak się wyśpisz, to ci jutro pokażę jak ogarnąć tę synchronizację procesów w serwerze. Na wielką kuwetę - ileż można się męczyć z taką pierdołą…


1234 słowa. Wliczając tytuł.

09b802b5-fb2f-4ef8-b90f-6180a1651ba6

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Sądząc po ostatnim wpisie pana @KLH2 nie ma pewności, że jako zwycięzca wczorajszej edycji zaproponuje nowe rymy. W związku z tym w jego imieniu pozwalam sobie wyciągnąć z wiersza ze wspomnianego wpisu cztery rymy, do których proponuję dzisiaj zarymować. A zatem:


Temat: Wbrew temu co mówi @splash545 nadzieja zawsze jest!

Rymy: widzę - zdarzyło - ciszę - było


Zasady są znane i miłego rymowania.


#naczteryrymy #zafirewallem

Jeszcze chwila i fajrant


Już ledwo na oczy widzę

sporo się w pracy zdarzyło

czekam na błogą domu ciszę

to był dobry dzień, żeby nie było

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwiem,

Zbliżamy się do końca kolejnej edycji #nasonety a jak na razie tylko pan @George_Stark był łaskaw wziąć w niej udział. Czterokrotnie... Nie godzi się zostawiać go samego ze sobą, bo cóż by to była za rywalizacja? W związku z powyższym dołączam z poniższym utworem #diriposta . A że dzisiaj tłusty czwartek (może ktoś zapomniał), to będzie tematycznie.


Tłustoczwartkowe rozterki wsobne


Spokojnie biorę oddech głęboki,

Chociaż smakowe już kubki swędzą,

Wytrwale tłamszę myśli co pędzą,

W impulsywnego obżarstwa mroki.


Niczym ocean szklisty, szeroki,

Jestem spokoju spiżową twierdzą,

I na podstępnych, co w głowie siedzą,

Nieczuły będę chochlików uroki!


Lecz grzechem ciężkim jest dzisiaj pościć,

Niech pączki na pokuszenie mnie wodzą!

Czy od dziesięciu dostanę mdłości?

Czy trzy już może mój głód złagodzą?


Lecz gdy bój wsobny toczyłem żarliwy -

Został ostatni, ten jeden - wstydliwy...


#zafirewallem #nasonety #diriposta

Dziś się zorientowałem, że czwartek już i myślałem o czymś, ale w takiej sytuacji, to ryzyko wygranej robi się trochę duże xd

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

U mnie poszło z górki mimo mrozów, a teraz pogoda ma być coraz lepsza więc na pewno chęci na rower będą większe i u ciebie 😀

Zaloguj się aby komentować

Walka dobra ze zlem, tylko od ciebie zalezy ktory wilk wygra; octowy teprezentant dumy, honoru i hodnosci albo abominacja od nestle stojaca za wyzyskiem i pogarda.

Zaloguj się aby komentować

Rodzi się we mnie ta chęć wstrętna i goła.

Coś zrobię! Ambicji tamburyn we mnie brzdęka!

Ludzkość odmienię! Siebię! Świat schyli czoła!

Pod Lenistwa śmiechem Chęć gaśnie i klęka.

Czuję -w głowie myśl inna zgoła,

Coś tam bzyczy, dźwięczy, brzdęka.

"Z łóżka nie podniosę dziś czoła -

Nawet chór aniołów niech klęka!"

@fonfi Chociaż pensja moja goła

Miedzią mi w portfelu brzdęka

Nie pochylę nisko czoła

Polak głodny, lecz nie klęka!

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Już od poniedziałku, kiedy to nasza @UmytaPacha znalazła się, wrzucając beztrosko zdjęcie patyka, chodził mi po głowie komentarz do całej tej sytuacji. A skoro na zewnątrz aura nie sprzyja jeździe do pracy rowerem i moja uwaga, zazwyczaj całkowicie skupiona (w celu przeżycia) na innych uczestnikach ruchu, nie za bardzo ma co ze sobą zrobić, to postanowiłem spożytkować ją (tę uwagę) oraz czas spędzony w komunikacji miejskiej by ubrać komentarz w postać sonetu #diriposta w zabawie #nasonety.

Miłej lektury.


Lament spod Pachy 


Wielkieś nam uczyniła pustki w trakcie zimy,

Swym zniknieniem Pacho, co enigmą owiane,

Tęsknotę obudziło za tchnieniem różanem,

I majonezu smakiem co z niego wciąż drwimy.


Poruszonych duszyczek hejto-portal cały,

Z nieobecności Twojej zmaga się torturą:

Czy owczą zniknęłaś tłamszona cenzurą?

Czy kruki i wrony Cię w lesie rozdziobały?


Duchacza gorącym przypiekamy woskiem,

(że winien zamętu krążyły pogłoski)

Lecz jemu w głowie tylko piórem pisanie.


Więc kiedy z nowego tygodnia nastaniem,

Pytasz beztrosko: "Fajny patyk, panowie?"

To powiedz - kurde - co mamy myśleć sobie?!


#zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

„Wieczne pióro! Jaka to pretensjonalność!”


@Rozpierpapierduchacz zobacz jakie z nas pretensjonalne buce…


(Cytat ze „Schodami w górę, schodami w dół” Michała Choromańskiego, którą akurat czytam)


#piorawieczne

727586c0-df93-4937-9990-76da81d33f78

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Ponownie...


Bardzo miło jest mi poinformować szanownych gości w Kawiarni, że mamy "niedzielę wieczur", a zatem czas zakończyć trwającą dwa tygodnie (prawie) osiemnastą (słownie: 18) edycję zabawy #naopowiesci . Zadaniem w tejże, było napisanie opowiadania utrzymanego w konwencji literatury popularno-naukowej. Z zadaniem tym zmierzyły się trzy osoby:


  • niezawodny Pan @George_Stark z dwoma utworami: "Jak dziwnie płynie ta Wisła" oraz "Imperator"

  • równie niezawodna Pani @KatieWee w kontynuacji przygód Profesor Weatherfish i jej zdolnych inaczej uczniów

  • ja - piszący do Was te słowa z utworem "Po drugiej stronie"

  • (oraz prawie @moderacja_sie_nie_myje2 , który chyba się jednak rozmyślił)


Edycja ta była szczególnie przyjemna, choćby z uwagi na fakt, że poklepaliśmy się z panem @George_Stark po wackach. On mnie w "Imperatorze", ja jego w "Po drugiej stronie". Muszę jednak szczerze przyznać, że historia z utworu "Jak dziwnie płynie ta Wisła", będącego kontynuacją "Uniwersum Grudziądzkiego" pomogła mi skrystalizować i ubrać w słowa kiełkujący już wcześniej w mojej głowie pomysł, z którymi to słowami mieliście Państwo możliwość zaznajomić się dzisiaj w moim opowiadaniu.


Co nie zmienia faktu, że palmę zwycięstwa w tej, XVIII edycji przyznaję, zgodnie z głosami, pani @KatieWee . Historia profesor Weatherfish, akwarium profesor Wrzosinsky i egzaminy z gotowania na gazie u profesor Mollitz rozbawiły mnie do łez i uważam, że to zwycięstwo jest więcej niż zasłużone.


@KatieWee - gratulacje i czekamy z niecierpliwością na nowe otwarcie.


#zafirewallem #naopowiesci #podsumowanienaopowieści

Kurde! Zataczyliśmy krąg! Teraz pewnie będzie bildungsroman, który wygra koleżanka @moll !


Niemniej, koleżanko @KatieWee , serdeczne gratulacje, uff!

@moll To nie ma tak że życzę, albo nie życzę. Wyciągam wnioski z historii, a na to jaka ta historia była, to mam niepodważalne dowody i dokumenty.

@KatieWee gratuluję zasłużonej wygranej. Reszcie uczestników też gratuluję, bo Wasze opowiadania również były świetne. No i przede wszystkim za to, że w ogóle je napisaliście.

@fonfi Niestety mi się nie udało nic napisać gdyż mając zasłużony urlop nie mam czasu na nic produktywnego xD


Gratulacje dla wszystkich realnych uczestników i dla zwyciezcy @KatieWee , bardzo fajne opowiadanka były w tej edycji

Zaloguj się aby komentować

Ależ mi pan @splash545 swoim fenomenalnym wierszykiem o bieganiu bez majtek przypomniał moją własną twórczość sprzed kilku lat.


Jak widać, męskie genitalia w zestawieniu z różnymi dyscyplinami sportowymi są tematem nad wyraz wdzięcznym do rymowania.


Mosznoplastyka


Nie mówi się o tym - bo nie wypada,

Jak jajka ułożyć gdy bibsy zakładam?

Czy bardziej na lewo, czy może na prawo?

Przekładam, poprawiam, oglądam z obawą,

I zmieniam spodenki, siodełka dobieram,

Lecz jajko w nogawce niezmiennie uwiera,

I kiedy po jeździe znów z bólu są syki,

To zostać pionierem chcę mosznoplastyki!


#zafirewallem #tworczoscwlasna #endorfiki i trochę #rower

Pływakom zdarza się łydki golić,

nie bardzo rozumiem co tu biadolić:

jeśli w pedalstwie przeszkadza ci moszna

to zawsze przecież uciąć ją można.


Nic mi nie dacie dzisiaj popracować, sportowcy cholerni! Nic!

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobry się z Państwem,

Zainspirowany kilkoma opowiadaniami, które pojawiły się pod tagiem #naopowiesci , a których bohaterami jest nasza zaginiona Pacha i Jerzy, postanowiłem rozwiązać tajemnicę zaginięcia tej pierwszej.


Przejrzałem wpisy, przeanalizowałem opowieści, prześwietliłem autorów i ich bohaterów i poniżej, w 1154 słowach, prezentuję Państwu najbardziej (w mojej subiektywnej ocenie) prawdopodobną wersję wydarzeń, które doprowadziły do tego, że Pani @UmytaPacha zniknęła i nie daje znaków życia.


Zapraszam do lektury.


--------------------------------------


Po drugiej stronie


Rozdział 1 

Grudziądz, czasy współczesne


Otworzyła gwałtownie oczy. Jakaś myśl, nie - nie myśl - bardziej uczucie wyrwało ją z popołudniowej drzemki. Usiadła na kanapie z nieznośnym, niepozwalającym się bliżej zdefiniować wewnętrznym niepokojem. Zdała sobie sprawę, że to napięcie towarzyszy jej już od dłuższego czasu. Spróbowała określić w pamięci jakiś moment, miejsce lub wydarzenie, które mogłoby być powodem tego lęku - zupełnie bez powodzenia.


Zresztą pamięć też zdawała się płatać jej ostatnio figle. Coraz częściej miała wrażenie jakiś braków, dziur i niekonsekwencji. Ot chociażby dzisiaj. Pamiętała, że wybrała się z Jerzym na spacer nad Wisłę. Pamiętała, że chciała mu powiedzieć coś ważnego. Zdało jej się nawet, że wydusiła to z siebie. Ale zupełnie nie mogła sobie przypomnieć co to było. A z samego spaceru pamiętała tylko powrót mostem Bronisława Malinowskiego. I jakieś niewyraźne, mgliste wspomnienie wysokiego mężczyzny z psem na spacerze. A może tylko jej się to przyśniło…?


Pamiętała też jak kilka tygodni temu umówiła się z Jerzym w Głogowie. Kiedy to Jerzy przez nieznośny ból zęba, ból tak silny, że zaburzał mu nawet widzenie, błędnie odczytał wiadomość SMS i na spotkanie udał się nie do Głogowa a do Gorzowa. Koniec, końców, po wielu perypetiach, udało im się w końcu spotkać tutaj, w Grudziądzu.


— To było chyba w czasie apokalipsy cyfrowych zombie? Wtedy kiedy przestały działać wszystkie urządzenia elektroniczne? — zamyśliła się Pacha, po czym spojrzała ze zdziwieniem na trzymany w ręku, całkiem sprawny telefon komórkowy. — Chryste?! Czy to też mi się tylko przyśniło?!


Zdezorientowana potrząsnęła głową, żeby rozgonić niespokojne myśli. Może to tylko od majonezowego głodu? Już nie pamiętała, kiedy ostatni raz miała w ustach Kielecki. Jakby na potwierdzenie, żołądek zaburczał głośno, domagając się czegoś do jedzenie. Wstała, zarzuciła różową kangurkę i udała się do kuchni. 


—Jerzy, chcesz kanapkę? — Zawołała szperając w lodówce za Kieleckim i jakąś wędliną.


Odpowiedziała jej głucha cisza. Pomyślała, że może kiedy drzemała Jerzy udał się w końcu do dentysty. I tak zbyt długo już zwlekał z tą gnijącą górną prawą ósemką. Albo może wezwali go do tych jego prac konserwatorskich na terenie Fortu Wielka Księża Góra. Zupełnie nie rozumiała, czemu te roboty były tak pilne. Jerzy spędzał tam większość czasu w ostatnich tygodniach, a na jakiekolwiek pytania związane ze swoją pracą, zbywał ją za każdym razem żartując z udawanym poważnym tonem, że to “tajny projekt kosmiczny pod kryptonimem Santa Maria”. 


— Jasne, tajny projekt Agencji Kosmicznej w Grudziądzu. Przecież wszyscy wiemy, że nawet w Kenii mają lepszą Agencję Kosmiczną niż tutaj w Polsce. —pomyślała Pacha, dojadając kanapkę z jajkiem pod kołderką z Kieleckiego.


Wrzuciła talerz do zmywarki i siadła zamyślona przed komputerem. Zerknęła na skrzynkę pocztową, gdzie kilkanaście nowych wiadomości krzyczało z ekranu kolorowymi reklamami majonezów przeróżnych marek oraz nowych smaków Kubusia. Skasowała je wszystkie z obrzydzeniem. Dochodziła powoli godzina 20, więc włączyła hejto i zostawiła czekając aż pojawi się nowe wyzwanie w #naczteryrymy


Rozsiadła się wygodnie na krześle, obejmując rękami podciągnięte pod brodę kolana, na które narzuciła kangurkę i pozwoliła myślom swobodnie krążyć, kiedy ona podziwiała wieczorną panoramę Grudziądza rozciągającą się za oknem. Gdzieś w oddali nad Wielką Księżą Górą, niebo raz na jakiś czas rozbłyskiwało dziwną łuną, żeby po chwili znowu skryć się w mroku. 


Nagle wydało jej się, że w chmurach, wiszących nad horyzontem mignęła jej jakaś twarz. Wytężyła wzrok i ze zdziwieniem dostrzegła dziwnie znajomy zarys wielkich ślepi i… dzioba?! Przetarła oczy z niedowierzaniem ale mara nie zniknęła. Co więcej, stwierdziła z przerażeniem, że chmura z wytrzeszczonymi oczami, staje się coraz większa i pedzi prosto na nią. Zerwała się z krzesła i odskoczyła od okna dokładnie w momencie, kiedy szyba pękła i wpadła do środka w eksplozji odłamków.


Rozdział 2  

Głęboka przestrzeń kosmiczna, dzień 1470 Nowego Kalendarza


@Dziwen siedział z nogami opartymi o błyszczący pulpit sterowniczy potężnej, międzyplanetarnej arki o nazwie Santa Maria. Przed nim, na wielkich monitorach o hiperrealistycznej rozdzielczości, pokrywających całą ścianę, rozciągała się zimna czerń kosmosu ,upstrzona migoczącymi punkcikami różnych systemów gwiezdnych. Sięgnął po kubek z parującą, gorącą kawą, który stał pomiędzy kolorowymi, dotykowymi wyświetlaczami. Obrazy na nich zdawały się żyć własnym życiem.


Na kolanach miał tablet, na ekranie którego w wielu okienkach przewijały się szybko dane. Upiwszy łyk kawy, Dziwen wrócił do pracy, a jego palce gorączkowo przemykały po klawiaturze.


— K⁎⁎wa! — syknął pod nosem — W sektorze Grudziądz.2025 znowu sypie się symulacja.


Dziwen, ze względu na swoje niezwykłe umiejętności został wybrany przez Centralną Agencję Kosmiczną na Głównego Kreatora co wiązało się ze stanowiskiem dowodzenia na Santa Marii. Wcale o to nie prosił. Ba! Nawet tego nie chciał. Ale wypadki potoczyły się po prostu tak szybko, że nie bardzo mieli jakąś alternatywę.


Inwazja zaczęła się niewinnie. W styczniu 2021 roku standardowych lat ziemskich. Wtedy to Bojowi Hejtochtoni, pod panowaniem Jej Magnificencji Bojowo Nastawionej Owcy Pierwszej (znanej też po prostu jako @bojowonastawionaowca), pojawili się na orbicie okołoziemskiej. Nie zareagowały żadne systemy wczesnego ostrzegania. Ot - w jednej chwili przestrzeń była pusta, w kolejnej zmaterializowały się ogromne, białe, przypominające puchate obłoki, statki.


Wtedy też zaczął w Internecie grasować, napędzany sztuczną inteligencją, wirus. Wirus o nazwie “hejto”. Wirus przybrał bardzo atrakcyjną dla ludzi formę niewinnego portalu, gdzie mogli oglądać śmieszne obrazki, czerstwy humor czy wesołe kotki. Wirus rozprzestrzeniał się w zastraszającym tempie, zarażając coraz więcej Ziemian, którzy spędzając coraz więcej czasu przed ekranami, zupełnie oderwani od rzeczywistości nie zauważyli nawet jak Hejtochtoni opanowują i kolonizują ich rodzimą planetę.


Tylko mała grupa grudziądzkich naukowców pod kierownictwem dr. Jerzego, świadoma zbliżającej się zagłady, stworzyła szalony plan ocalenia rasy ludzkiej. Projekt Santa Maria miał na celu wybudowanie międzygalaktycznej arki, na pokładzie której kilka tysięcy ludzi, zamkniętych w kapsułach hibernacyjnych, miało wyruszyć w podróż w poszukiwaniu Nowej Ziemi.


Co zaskakujące, plan zadziałał perfekcyjnie. Santa Maria wyrwała się z grudziądzkiego kosmodromu wybudowanego zaledwie w tydzień na terenie Fortu Wielka Księża Góra. Jak tylko arka znalazła się na orbicie, uruchomiono prototypowy napęd skokowy, który przeniósł uciekinierów gdzieś w nieznaną przestrzeń kosmiczną. Teraz sunęli przez zimną pustkę popychani klasycznymi silnikami plazmowymi. 


Dziwen natomiast nadzorował symulację, która za pomocą odwróconej elektroencefalografii dbała o poprawną pracę elektromagnetycznych fal mózgowych zahibernowanych ludzi.


K⁎⁎wa! — powtórzył, kiedy zauważył że monitory na pulpicie rozjarzyły się na czerwono.


Wyprostował się na krześle i wywołał system raportowania. Przewinął słupki danych i znalazł to czego szukał. Oprogramowanie informowało o awarii jednej z kapsuł hibernacyjnych. Kapsuły o numerze 21.37.


Zerwał się z krzesła i popędził w kierunku hali hibernacyjnej jakby od tego zależało ludzkie życie. W sumie, to zależało… Wystukał kod dostępu na manipulatorze obok masywnych drzwi pancernej śluzy i jak tylko zwory ustąpiły popędził wzdłuż szeregu przeszklonych kapsuł, zerkając na tabliczki z identyfikatorami:


21.34…

21.35…

21.36…

21.37 - JEST!


Komputer sterujący rozpoczął już awaryjną procedurę wybudzania. Dziwen z niedowierzaniem zaczął gwałtownie zbliżać twarz do swojego tabletu z oprogramowaniem symulacji, żeby sprawdzić kto był w środku uszkodzonej kapsuły. Kiedy jego oczy i nos znalazły się dosłownie kilka centymetrów od ekranu, urządzenie wyślizgnęło mu się ze spoconej dłoni i upadło na podłogę, roztrzaskując ekran w drobny mak. 


W tym monecie kapsuła otworzyła się, a leżąca z ciągle jeszcze zamkniętymi oczami kobieta, przerażonym głosem wyszeptała: 


— DZIWEN?!


— Witaj Paszko - powiedział, próbując nadać swojemu głosowi spokojny ton.


1154 słowa

#zafirewallem #naopowiesci

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Dotarliśmy szczęśliwie - dla Państwa, i mniej szczęśliwie - dla mnie, do końca LXIII (słownie: 63) edycji zabawy #nasonety. Mniej szczęśliwie z tego tylko powodu, że kończąca się edycja obrodziła nam mnogością (15 sztuk) wspaniałych wytworów (głównie za sprawą Pana @George_Stark oczywiście), które to utwory muszę teraz podsumować.


Jak Państwu wiadomo, bo na pewno czytacie wstępniaki (czytacie, prawda? PRAWDA?!) obecna edycja była edycją “Walentynkową”, a zadaniem Państwa było mniej lub bardziej luźno krążyć wokół tematu miłości.

Miłości szeroko pojętej. Miłości namiętnej. Miłości romantycznej. Fatalnej, czy też platonicznej.


Sprawdźmy zatem, jak się to zadanie Państwu udało. Chociaż już teraz mogę powiedzieć, że zadając w przyszłości jakiś temat zapewne należało by się upewnić, czy mamy wspólną jego definicję… 


----------------------------------- (TLDR -> przeskroluj do kolejnego separatora)


A oto co się wydarzyło:


Romantyczność by @George_Stark (️17)

Jako pierwszy, jak zwykle niecierpliwie czekający w blokach startowych, uaktywnił się Pan @George_Stark , który nawiązując wstępem, tytułem jak i pierwszym wersem do ballady Adama Mickiewicza (który wielkim poetą był!) rozbudował “Cykl Grudziądzki” (celowo z wielkich liter) o kolejne wynurzenia. Wynurzenia w sensie literalnym. Zwłok z Wisły wynurzenia…


Patolove by @splash545 (️24)

Chwilę potem przyszło nam się zapoznać z niepokojącą definicją miłości według pana @splash545 . Brutalne połączenie kiełby, grilla, fajek i taniego alkoholu, zagłuszane basami rapsów z głośników starego BMW znajduje szczęśliwe(?) zakończenie w “miłości literalnej”. Miłości pod postacią wulgarnego koitusa za blokiem na Ochocie. Jak powiadają “łobuz kocha najbardziej”, więc pozostaje nam tylko zazdrościć Pani @Patkapsychopatka tak oddanego partnera.


Twe włosy są wszędzie by @potato_fairy (️19)

Debiut! Proszę Państwa - ale jaki?! Kosmaty! Literalnie i w przenośni. Pan @potato_fairy zwierzył nam się - gratulujemy odwagi - że przydała by mu się depilacja miejsc intymnych. Fakt, w miejscach depilowanych łatwiej jest utrzymać higienę osobistą i na pewno włosy wybranki serca nie będą się wtedy zaczepiać i plątać, co faktycznie może być, co najmniej niekomfortowe. Niech tajemnicą pozostanie natomiast kwestia, skąd te damskie włosy (jak rozumiemy z głowy, skoro farbowane) znalazły się w pańskim namiocie, Panie Bilbo…


Rzecz o zdrowym żywocie by @George_Stark (️11)

Kolejny sonet to właściwie apel. Apel Pana @George_Stark do nas. Do mężczyzn w słusznym już wieku, bywalców portalu dla starszych ludzi. Poza regularnymi badaniami ciśnienia, unikania stresu, zachowania umiaru w jedzeniu i przestrzegania zdrowej diety, autor, słowami “unikaj kobiet i ich podkuszeń!” przekonuje nas żeby nie bać się miłości homoseksualnej, miłości męskiej i braterskiej. Piękne to wezwanie i ponadczasowe, jednak obawiam się że w takiej miłości również “serce z piersi aż się wyrywa”. Zatem jakby nie kochać to i tak skończymy z arytmią…


Luny z Heliosem tête-à-tête by @moll (️14)

Po tych wszystkich - umówmy się - zdecydowanie subtelnych nawiązaniach do miłości romantycznej, walentynkowej, pojawia się Pani @moll ze swoim wspaniałym wierszem o ciałach niebieskich. I tak jak Kopernik był poruszył owe ciała, tak @moll porusza nas, a w pięknych słowach pozwala zachwycać się odwiecznym flirtem złotego słońca ze srebrnym księżycem, odważnego dnia z płochliwą nocą, tą niekończącą się, niewinną zabawą w berka. I nawet złośliwa autokorekta, która wzniosły firmament zamieniła na przyziemny wkład do drukarki 3D, w najmniejszym stopniu nie popsuła klimatu. Dziękujemy! - O takie wyobrażenie miłości nic nie robiliśmy.


Policja poetycka by @George_Stark (️18)

Nie wiedzieć czemu, wydawało mi się, że każdy gość Kawiarni #zafirewallem , po swoim debiucie literackim niemalże z automatu dostaje licencję poetycką. Okazuje się, że Pan @George_Stark takowej nie ma. A przynajmniej tak twierdzi. Jeśli okazałoby się to prawdą to tłumaczyłoby to tę zdecydowanie odstającą od standardów, liczbę lirycznych publikacji. Proszę Państwa, to jest po prostu wołanie Pana @George_Stark o sformalizowanie jego statusu jako licencjonowanego poety, mogącego do woli posługiwać się i zasłaniać się “licentią poeticą”. No jasne - skoro Pan był tu pierwszy, to nie było wtedy nikogo kto mógłby tę licencję wystawić. Naprawimy to niedopatrzenie. Kiedyś…


Recydywa by @George_Stark (️11)

Tym razem Pan @George_Stark maluje nam za pomocą literek, zgłosek, rymów i wielu zabiegów literackich, historię miłości tragicznej. Miłości dwojga spragnionych jej serc. Miłości nieakceptowanej przez rodzinę. Miłości, która niczym ta Romea i Julii musi trwać w ukryciu. W kurniku. Na szczęście historia bohaterów “Recydywy” nie kończy się tak tragicznie jak u Szekspira. W tej historii tylko on - główny bohater - doznaje uszczerbku. Uszczerbku na dumie i ewentualnie na ciele. Od sztachety. Bohaterka uszczerbku na szczęście nie doznaje, bo wszystkim wiadomo, że kobieta z zadartą kiecką ucieka szybciej niż mężczyzna ze spuszczonymi do kostek spodniami. Zwłaszcza biegnąc przez błoto.


Mój apel by @George_Stark (️11)

I znowu apel. Nie, nie apel. Krzyk rozpaczy. Panie @George_Stark , wena nie jest studnią bez dnia. Wenę trzeba szanować. Jak się Weny nadużywa, to ona potrafi się zemścić. Bierze pod rękę Inspirację i obie oddalają się obrażone. Wtedy trzeba sięgać na zewnątrz i prosić innych o pomoc. Wiem, bo sam tam byłem. Nie raz. Na szczęście w Kawiarni jest wiele dobrych ludzi, którzy wyciągną pomocną dłoń, zainspirują, podrzucą temat, wers, pomysł. Najczęściej nieświadomie. Lub wręcz wbrew swojej woli, by potem ze zdziwieniem odkryć siebie w bohaterach naszych wytworów...


Niepewność by @moll (️17)

Tym razem w utworze “Niepewność” od Pani @moll wyczuwamy jakąś tajemnicę wyrażoną urwanym słowem, fałszywym tonem, uciekającym wzrokiem partnera. Budzi to u autorki niepokój. Zatruwa jej myśli. Nie daje spać po nocach. Kobiecy umysł doszukuje się intryg, sekretów i doprowadza się na skraj szaleństwa. A przynajmniej, skoro moja małżonka tak reaguje, to “licentia poetica” pozwala mi tę projekcję przenieść na Panią @moll. Słusznie, bądź nie - nieistotne. Droga Pani @moll, na pewno nie ma się czym stresować i martwić. Chłop zapewne niespodziankę na Walentynki szykował…


Matka Polka by @George_Stark (️13)

Na zawarte w wierszu “Mój apel” wołanie Pana @George_Stark o pomoc, nie pozostaje głucha Pani @moll. Skrupulatnie przemyślawszy to co chce powiedzieć i rozmyślnie dobierając odpowiednie, subtelne (po sprawa jest delikatna) słowa - postanawia zainspirować pisząc: “Aktualnie leżę plackiem na kolcach. Może być?”. A jak wiadomo “mądremu poecie dość po bzdecie” (to chyba jakoś inaczej szło…), więc tak oto codzienne perypetie życiowe Pani @moll stają się tematem kolejnego sonetu Pana @George_Stark.


Mój Opel by @George_Stark (️14)

Był "Mój Apel" jest "Mój Opel". Niby jedna literka, jednak różnica kolosalna. Ale tym razem - nic dodać nic ująć - pan @George_Stark z głową kipiącą od ilości wytworów pomylił otomoto z hejto. Dlatego my możemy przeczytać ogłoszenie o sprzedaży Opla Astry, a użytkownicy otomoto zachodzą w głowę co to jest za marka “Sonet” i czy był on bity (Sonet nie @George_Stark) oraz czy licznik aby nie kręcony. A na końcu okazuje się, że i tak wszystkiemu winien pan @RogerThat.


Na Lubelszczyznę jechało się wówczas jakieś 10 godzin by @Wrzoo (️28)

W tej edycji poezję prawdziwie romantyczną, subtelną czy sentymentalną przynoszą nam tylko i wyłącznie wytwory kobiece. W taką podróż, do czasów prawie zapomnianych, zabiera nas własnymi rękoma Pani @Wrzoo . Każdy wers z “Na Lubelszczyznę” odbieramy i rejestrujemy wszystkimi zmysłami. Czujemy zapach etyliny na CPNie, słyszymy jak Niedźwiedzki zapowiada najnowszy kawałek “Spalam się” Kazika w Trójce, czujemy na żebrach łokieć siostry na ciasnym, tylnym siedzeniu “malucha” i dajemy się zahipnotyzować kiwającemu się łebkowi pieska. Od tej karuzeli emocji, aż kręci się w głowie…


Porcelanowe gdyby by @fonfi (️13)

Za to Pan @fonfi postanowił sobie podumać "co by było gdyby". Jednak pod przykrywką tego z pozoru bezsensownego gdybania (gdybanie jest zawsze bez sensu) chwali się bezczelnie swoim długim (i chyba) szczęśliwym pożyciem małżeńskim. Jak wiadomo, Pan @fonfi łasy jest na miłe słowa, więc liczy zapewne na gratulacje. Jednak wątpliwości budzą dwie kwestie. 1) co to za pożycie, skoro Pan @fonfi spędza noce przed komputerem, zamiast z małżonką w łóżku, 2) nazywanie swojej lepszej połówki “zołzą” (nawet w bezpośrednim sąsiedztwie wyznania miłości) jest w kontekście szczęścia co najmniej zastanawiające. Dlatego gratulacji na razie nie będzie.


Abominacja by @fonfi (️15)

Jak widać nocne nasiadówki nie służą wysypianiu się. Dlatego wymęczony koszmarami sennymi Pan @fonfi z samego rana postanowił wsadzić kij w mrowisko i podzielić szanownych bywalców Kawiarni kwestią rodzynków w serniku. Jak nie majonez Kielecki to rodzynki. Jednak zupełnie mu to nie wyszło, ponieważ społeczność jest ponad to i żadnej burzy wywołać się nie udaje. Na szczęście. Jakbyśmy mało mieli jeszcze podziałów w tym kraju. W każdym razie już widzę te poszukiwania sędziego, który zechce dać rozwód z powodu rodzynka. Powodzenia! Panie @fonfi proponuję się raczej do rodzynka przekonać. Jak do Kieleckiego...


Karny Jerzy by @George_Stark (️11)

Zestaw utworów "Walentynkowych" zamyka ponownie Pan @George_Stark. Zamyka poezją fekalną. I to proszę Państwa jest najlepsze domknięcie na jakie nie zasłużyliśmy, ale jakie mogliśmy sobie wymarzyć. Dalszy komentarz jest zbędny.


----------------------------------


No dobrze. Zakończmy więc tę LXIII edycję. Przeczytaliśmy 15 sonetów, z czego ponad połowa, bo aż 8, to dzieła Pana @George_Stark , który ewidentnie postanowił nas zdominować, licząc zapewne na pewną wygraną. I naprawdę niewiele brakowało, żeby tak się stało. Ale nie tym razem.  

Zwycięzcą, a raczej zwyciężczynią LXIII (słownie: 63) edycji ogłaszam Panią @Wrzoo , której sentymentalna podróż otworzyła w mojej, a sądząc po liczbie piorunów śmiem twierdzić, że również w Państwa pamięci takie szufladki, o istnieniu których nie wiedzieliśmy albo zdążyliśmy zapomnieć. Otworzyła w sposób wielowymiarowy i wielozmysłowy.


Dziękuję Pani za to i gratuluję wygranej. Wyrazy współczucia.


Na koniec życzę Państwu wspaniałego wieczoru Walentynkowego, miłego weekendu i do zobaczenia w kolejnej edycji.


#nasonety #zafirewallem #podsumowanienasonety

Koleżanko @Wrzoo:

sto lat i lat sto!


I gratulacje.


***


Podsumowanie jest tak pięknie napisane, że uważam, że kolega @fonfi powinien wygrywać częściej. Zachwyciło mnie prawie tak bardzo jak lusterko wsteczne przy tylnej szybie samochodu w grafice ilustrującej wiersz naszej dzisiejszej jubilatki i triumfatorki.


Astra takiego lusterka nie ma.

Zaloguj się aby komentować