Zdjęcie w tle

fonfi

Gruba ryba
  • 503wpisów
  • 3643komentarzy

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Co prawda mamy już XXI edycję #naopowiesci , ale przez to, że jak się okazuje mamy z Panią @moll zupełnie inne definicje pojęcia wieczór, nieco spóźniony (ale tylko nieco) wrzucam moją opowieść do edycji XX. Jak obiecałem - to jest. Miłej lektury.


------------------------

Ocaleni


W obozie Nr 69 każdy miał przydzieloną osobistą kwaterę. Z własną łazienką i aneksem kuchennym. Nawet wygodne łóżko było na wyposażeniu. Nie to co obóz Nr 1 - ten w Grudziądzu, o którym chodziły słuchy, że Ocaleni musieli spać w nim na stojąco. I w kapokach. Obóz Nr 1 powstał jako pierwszy, w przededniu samej inwazji. Podobno pierwotnie był siedzibą jakiejś sekty wyznającej starożytnych filozofów: stolików, staników, stoików… Nikt już dzisiaj nie pamiętał. Ale idea obozu się przyjęła i po inwazji Hejtochtonów wszyscy Ocaleni zebrali się w społeczności żyjące w obozach właśnie.


W nowej rzeczywistości, w której przyszło im żyć, każdy obóz pełnił konkretną funkcję. Jedne produkowały broń do walki z najeźdźcami - długie nożyce do strzyżenia runa, inne miały charakter treningowy i to one szkoliły chętnych do walki oraz wspaniałą kadrę, dowodem czego był Naczelny Admirał Plusk, który stał na czele samozwańczego rządu. Jeszcze inne, pełniły funkcje zaopatrzeniowe i produkowały podstawowe artykuły niezbędne do przeżycia oraz żywność - tak jak owiany tajemnicą obóz Nr 13 w Kielcach, w którym znajdowała się fabryka majonezu.


Obóz Nr 69 - obóz Ryszarda - produkował i dystrybuował parówki.


— To nie tak, że żyje nam się źle, prawda? - pytał sam siebie - Wszystko co niezbędne do życia, mamy przecież zapewnione. Co z tego, że życie to jest monotonne i przypomina raczej wegetację? Przynajmniej żyjemy…


Tego typu niespokojne myśli zawsze nawiedzały Ryszarda zaraz po przebudzeniu. Usiadł na łóżku, wyjrzał przez okno na budzącą się do życia społeczność Ocalonych, na rzędy jednakowych, czteropiętrowych baraków mieszkalnych z wielkiej płyty, na monumentalny gmach fabryki parówek. Zegar na jej wieży pokazywał godzinę 5:15. Jego zmiana przy linii produkcyjnej zaczynała się dopiero o 6:00 więc miał jeszcze trochę czasu. 


Podreptał do łazienki. Zerknął na odbicie w lustrze, z którego spojrzała na niego jakaś zmęczona i szara twarz. Chwilę zajęło mu zrozumienie, że to on sam. Mechanicznymi ruchami ogarnął poranną toaletę - twarz, zęby, golenie i zostało mu czasu akurat na śniadanie. Parówki z majonezem. Jak co dzień.


Kiedy wchodził do kuchni, obozowy centralny system sterowania uruchomił projektor i obraz na ścianie ożył postacią Naczelnego Admirała Pluska w swoim szarym mundurze i ciemnych okularach a z głośników usłyszał standardowe powitanie, które Ryszard znał już na pamięć:


— Dzień dobry obywatelu Ryszardzie. W ten piękny poranek zwracam się do Was obywatelu, z apelem o wiarę i pomoc oraz o coraz lepszą pracę. Możecie być przekonani, że wszyscy tu jesteśmy ulepieni z tej samej gliny i nie mamy innego celu jak ten, który tu wspólnie deklarowaliśmy. Jeśli nam pomożecie, to jestem pewien, że ten cel uda nam się wspólnie osiągnąć. No więc jak - pomożecie obywatelu Ryszardzie?

— Pomogę… - wymamrotał odruchowo i całkiem bez entuzjazmu Ryszard wychodząc z założenia, że nigdy nie wiadomo kto może słuchać.


Usiadł przy stole, spojrzał z rezygnacją na trzy ciepłe parówki leżące na talerzu, wzruszył ramionami i z niemal fizycznym bólem zmusił się do pierwszego kęsa. Na szczęście z każdym kolejnym kawałkiem śniadania świat zdawał się nabierać cieplejszych barw. Kolorowe graffiti na murach betonowych baraków, okna ozdobione zasłonami w wesołe wzorki, nawet surowa dotąd twarz Naczelnego Admirała Pluska spoglądającego w dalszym ciągu z projekcji na ścianie naraz wydała mu się sympatyczna.


— Jak dobrze się przyjrzeć, to Plusk się całkiem wesoło uśmiecha. - pomyślał Ryszard, i dziwiąc się samemu sobie dodał na głos - No to Wam pomogę! Razem osiągniemy ten cel! - I tylko gdzieś w tyle głowy mignęło mu pytanie “Zaraz, ale jaki cel…?”. Zanim jednak zdążył się na nim skupić uciekło w niebyt.


W doskonałym już nastroju dokończył posiłek, wsunął buty i opuścił swoją kwaterę, kierując się raźnym krokiem w stronę fabryki. Przed samą bramą dogonił Michała, który tak jak i on rozpoczynał pracę na pierwszej zmianie. Michał, zawsze wesoły i pierwszy do żartów wydał mu się jakiś osowiały.


— Ej, cześć, coś taki naburmuszony? Coś się stało? - zapytał kolegę

— Nie wiem stary. Jakoś tak… Nie zjadłem śniadania, nie mam apetytu... I w ogóle… - zaczął się tłumaczyć wyraźnie zakłopotany Michał

— Jak to nie zjadłeś? Nie dostałeś wczoraj parówek i majonezu z przydziału?

— Dostałem. Tylko jak dzisiaj na nie spojrzałem, to… no wiesz… One wydały mi się takie… Eh, zupełnie nie wiem jak Ci to wytłumaczyć… No bo czy my w ogóle wiemy z czego one są zrobione?

— No jak? Pewnie, że wiemy! Przecież codziennie pilnujemy całego procesu przy taśmie. - Ryszard próbował uspokoić Michała

— Rysiek, ale poważnie. Co my wiemy?

— Nooo, naciskamy ten pierwszy zielony przycisk, wtedy gęsta, mięso-podobna masa wlewa się do kadzi, później ten czerwony, który do masy dodaje to coś płynne i lepkie a na koniec ten ostatni jaskrawo żółty, co włącza mieszalnik. A ze szklanych rurek wszystko doprawiane jest bulgoczącym zielonym płynem. Pewnie jakieś przyprawy i konserwanty. Ale po co w ogóle drążyć ten temat? Pamiętaj, im mniej wiesz tym lepiej śpisz.

— No właśnie nie wiem, Rysiek. Nie wiem. Ostatnio jakoś tak mnie naszło na przemyślenia…

— Nie zaprzątaj sobie tym głowy chłopie. - Rysiek klepnął kolegę w ramię i poszli przebrać się w kombinezony ochronne przed wejściem na halę.


Temat rozmowy nie wrócił już przez cały dzień pracy, kiedy pilnowali żeby używać przycisków w odpowiedniej kolejności, zgodnie z instrukcją i obserwowali jak masa wypełnia kadzie, miesza się kolejno z dodatkami i przelewana jest do podłużnych foliowych foremek. Czas umilali sobie - jak co dzień - wesołą rozmową o wszystkim i o niczym, chociaż Ryszardowi zdawało się, że uśmiech kolegi przez większość czasu jest wymuszony.


Nie zwrócili też zupełnie uwagi na czujne, bardziej niż zazwyczaj, spojrzenia strażników pilnujących produkcji z wysokiej rampy.


Nazajutrz Ryszard znowu wstał w nienajlepszym humorze. Znowu spojrzał na szarą rzeczywistość za oknem, na swoją szarą twarz w lustrze, na szary mundur Naczelnego Admirała Pluska witającego go poranną przemową i na brunatno-szare parówki na talerzu. Szarym i zmęczonym głosem odpowiedział Admirałowi: “pomogę” i zmusił się do zjedzenia śniadania. Na szczęście, już po chwili, kiedy zapełnił żołądek, poczuł się lepiej i z zastrzykiem nowej energii wyszedł do pracy.


Zdziwił się trochę, kiedy nie spotkał Michała ani po drodze, ani w szatni, ani przy taśmie produkcyjnej. Zdziwił się jeszcze bardziej, kiedy zastał tam chłopaka, którego w ogóle nie znał.


— Cześć, jestem Marcin - przywitał się nowy

— Cześć. Rysiek. A gdzie jest Michał? - zapytał nie kryjąc swojego zdziwienia

— Podobno wziął urlop. Mam Ci pomóc podczas jego nieobecności. 

Ryszard wzruszył tylko ramionami i postanowił na razie nie przejmować się absencją Michała. Wczoraj faktycznie był jakiś nie swój, może rzeczywiście potrzebował urlopu. Na szczęście Marcin okazał się równie dobrym kompanem i czas przy taśmie produkcyjnej minął im szybko na rozmowach i żartach.


Kolejnego dnia Ryszard obudził się nie tylko z codziennym, dobrze już znanym uczuciem apatii, ale dodatkowo z silnym wrażeniem niepokoju. Dłużej niż zazwyczaj patrzył niewidzącym wzrokiem na szare zabudowania obozu, zanim doszedł do wniosku, że nagłe zniknięcie Michała nie daje mu spokoju. 


— Nawet jeśli pojechał gdzieś na urlop, to czemu nie dał mi znać - zastanawiał się podczas toalety. 


W kuchni zagrzał sobie parówki i usiadł nad parującym talerzem. W tle Admirał Plusk skończył swój apel ale tym razem Ryszard nie zwrócił na to uwagi i nie zapewnił o swojej chęci “pomocy”.


Nabił kawałek parówki na widelec, podniósł ją na wysokość twarzy i przyjrzał się jej uważnie. Szara, jednolita masa, umazana w majonezie. Wzdrygnął się i odłożył talerz z nieruszonym posiłkiem do zlewu. Pogrążony w myślach, ubrał się i wyszedł do pracy. Po drodze spotkał tego nowego - Marcina.


— Cześć, coś taki przybity? - zapytał nowy

— Eee, co? A nie, nic. Tak tylko myślę kiedy wróci Michał.

— Wróci kiedy wróci, po co się tym zadręczać? - skwitował wesoło chłopak


Niespokojne myśli nie dawały jednak Ryszardowi spokoju. Kiedy przyszła pora lunchu i wszyscy skierowali się do stołówki, postanowił zajrzeć do kadr w celu uzyskania jakiś informacji na temat Michała. Wyszedł z hali i ruszył korytarzem, na końcu którego mieściły się biura. Po drodze minął wypełnione bulgoczącym zielonym płynem szklane rury, które przecinały w tym miejscu korytarz i z jednej strony zmierzały w kierunku hali, a z drugiej ginęły w pomieszczeniu z drzwiami na których widniała tabliczka z napisem “Laboratorium”. Zamknięte i zabezpieczone zazwyczaj biometrycznym zamkiem drzwi, tym razem były uchylone. Normalnie Ryszard nie zwróciłby na to pewnie uwagi, ale dzisiaj, kiedy jego myśli pogrążone były w różnego rodzaju domysłach, zatrzymał się i rozejrzał dookoła kierowany dziwną ciekawością. Nie widząc nikogo na korytarzu, wszedł do pomieszczenia.


Pomieszczenie było nieduże, może 10 metrów kwadratowych. Na środku stał okrągły metalowy pojemnik, z którego wychodziły znane mu szklane rurki z zieloną cieczą. Obszedł pojemnik z drugiej strony i przeczytał napis na etykiecie: 


UWAGA! Wenlafaksyna. Silny inhibitor wychwytu zwrotnego serotoniny.


— Hej! Co ty tutaj robisz?! - zdążył tylko usłyszeć zdziwiony głos strażnika za sobą zanim poczuł mocne uderzenie i zapadła ciemność…


Ryszard ocknął się gwałtownie po krótkim letargu, który ciężko było nazwać snem. Przejmujący ból rozlewał się po całym jego ciele. Sytuacji zupełnie nie poprawiał fakt, że klatka, w której leżał skulony, miała może półtora metra szerokości i długości, a przez strzępki ubrania czuł lodowato zimną, metalową podłogę. Nieznośny, kwaśny fetor brudu i odchodów zaatakował mu brutalnie nozdrza, sprawiając, że nawet z zamkniętymi jeszcze oczami zakręciło mu się w głowie i ścisnęło w żołądku. Zwymiotowałby, gdyby tylko miał czym...


1490 słowa


#zafirewallem #naopowiesci

Ależ mi się podoba ta ciasnota (czy może duszność? - albo jeszcze jakieś inne słowo?) kawiarenkowej twórczości, to wzajemne odwoływanie się do znanych już motywów. Tak motywów własnych, jak i motywów cudzych.

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Wczorajsza zabawa #naczteryrymy zakończyła się remisem. A skoro Pan @Kronos tak dyplomatycznie milczy, pozwolę sobie wrzucić coś od siebie, żeby dłużej nie trzymać Państwa w napięciu.


Dzisiaj temat mam nadzieję z przesłaniem i przestrogą (szczególnie dla mnie samego), chociaż pełen obaw jestem w jakim kierunku podążyć mogą Państwa rymowane skojarzenia...


Temat: Miłe złego początki

Rymy: prokrastynacja - frajerem -acja -erem


Zasady są znane, więc zostawiam Państwa z powyższym, życząc miłej zabawy i udanego rymowania.


#naczteryrymy #zafirewallem oraz #poezja #tworczoscwlasna

Codziennością prokrastynacja

Ona Cię czyni życia frajerem

Odkładasz śniadanie, a już kolacja

Na koniec dnia czujesz się zerem

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Na wstępie mała formalność. Zostałem wczoraj upomniany, że w dobrym, „kawiarenkowym” tonie jest wyrazić swoje niezadowolenie i ubolewanie - żeby nie napisać rozpacz - z powodu konieczności przygotowania podsumowania tej czy innej (w tym wypadku akurat tej) edycji na sonety. Że liczba utworów zbyt duża, że pojawiają się na ostatnią chwilę, że literki w nich małe i okulary trzeba… No więc uwaga, teraz narzeknę. Mam nadzieję, że wystarczająco przekonująco:


OLABOGA!

Już.


A więc mamy piątek, 14 dzień marca. Czyli 03.14. Czyli jak wszyscy na pewno wiedzą dzień liczby Pi.


A poza tym z tematów sercu nam bliższych mamy też wspomniany już finał LXVII (słownie: 67) edycji zabawy #nasonety . Kończąca się edycja minęła nam na romansie z “Romansem”. Romansie z “Romansem” Bolesława Leśmiana oczywiście. A dokładnie na romansowaniu z rymami z tego “Romansu”. I pomimo, że cały portal w ostatnim tygodniu żył przede wszystkim porównywaniem długości swoich… półek! oraz przepychaniu się w kolejce po stempelki z pewnym wodnym ssakiem, to jednak (nie bez wysiłku) udało mi się z tego zalewu informacji wyłowić wytwory Waszego (i mojego) autorstwa w ilości sztuk dziesięć (słownie: 10).


Wspomniane 10 sonetów, bo o nich mowa, jest wynikiem przystąpienia do współzawodnictwa 4 osób. Co, jak łatwo policzyć przy pomocy operacji dzielenia, statystycznie daje po 2.5 sonetu na głowę. Jednak poezja to nie statystyka i fakty mają się zgoła inaczej, a widać to poniżej:

- @George_Stark wytworów: 6

- @moll wytworów: 1

- @splash545 wytworów: 1

- @fonfi , czyli ja - wytworów: 2


Troszkę cyferek za nami, to teraz czas na przegląd i podsumowanie tego z czym mieliśmy przyjemność się przez te kilka dni zapoznać.


Higroskopijność zwłok by @George_Stark ️10

Pierwszy wystąpił przed nami, jak zawsze skuteczny niczym babcia w wyciąganiu sekretów, Pan @George_Stark , który żeby podzielić się z nami swoim zaniepokojeniem niskim stanem wód, tym razem wytrzymał niecałe 41 minut od otwarcia edycji. Przechodząc do analizy treści wspomnianego sonetu wychodzi na to, że w ramach działań pro-ekologicznych, przyjdzie nam teraz - poza wymianą samochodów na elektryczne i piciem przez (o ironio!) rozmoknięte papierowe słomki - powrócić do staromodnego grzebania zwłok w ziemi zamiast w Wiśle.


Zaginiona gąbka Jerzego by @George_Stark ️11

Zapewne kiedy część z Państwa cieszyła jeszcze oczy pierwszym sonetem Georga, on zdążył już przygotować następny. I tak, po kolejnych 25 minutach, zatroskani stanem polskich wód wielbiciele literatury wrzuceni zostają - a jakże - pod prysznic. A tam zastajemy Jerzego miotającego się z powodu jakiejś zaginionej gąbki. GĄBKI, proszę Państwa. Problemy pierwszego świata… Ręką to nie łaska?!


Bez tytułu by @moll ️23

Na szczęście dla kontrastu do przyziemnych (choć bardzo zgrabnie przedstawionych) perypetii naszej ulubionej, wyimaginowanej, kawiarenkowej hejto-pary dostajemy od Pani @moll sonet poważny. Sonet bez tytułu, który na potrzeby tego tekstu pozwolę sobie zatytułować “Lubię się zadręczać”. @moll , z właściwą sobie tylko gracją, otwiera przed nami drzwi do otchłani swoich wewnętrznych rozterek, w której “…walczą dwa głosy, krzyczy ten smutny, szepcze radosny”. Czując się w ten sposób (w ten piątkowy wieczór) zaproszeni, możemy spokojnie się rozgościć i rozkręcić imprezę dorzucając od siebie trochę (przepitych?) głosów, głośnej muzyki i ogólnego zamieszania, żeby pomóc Pani @moll ten smutny głos zagłuszyć a ten radosny - wzmocnić. @moll przyniosłem wino, gdzie postawić?


Paniom by @George_Stark ️13

I pomyśleć, że wszystko powyższe wydarzyło się w jeden zaledwie wieczór. Ale teraz, z lekkim - jedni moralnym, inni alkoholowym - kacem po imprezie u @moll , wchodzimy w dwudzionek. A tutaj 8 marca i Dzień Kobiet. Kiedy my - chłopcy/mężczyźni/panowie w związkach - biegaliśmy rano za tulipanami, przynosiliśmy “kruszanty” z kawą do łóżka swoim paniom, to Pan @George_Stark z racji swojego kawalerstwa (dobrze kojarzę, prawda?) miał czas przygotować rymowane życzenia. Życzenia, z których skwapliwie każdy z nas przy okazji wręczania kwiatów skorzystał. W każdym razie ja skorzystałem. Pominąłem tylko ten fragment “…i torebek, butów…” Dziękujemy Panie @George_Stark !


Zabiłem grubasa by @splash545 ️16

Pan @splash545 znany jest z tego że propaguje szeroko pojętą gimnastykę. Gimnastykę umysłową - w postaci sesji medytacyjnych i codziennych stoickich wynurzeń, idealnych na rozruch szarych komórek w trakcie porannej kupy,

oraz gimnastykę cielesną - szpanując ilością przysiadów, przebiegniętych kilometrów czy zrobionych pompek (w kwestii których mam wątpliwości, że w ogóle człowiek jest w stanie ich tyle zrobić, bo ja po 5 przez tydzień muszę być karmiony gdyż rąk nie mogę unieść). W każdym razie wpisując się w te trendy dostajemy 2 w 1, sonet-propagandę zdrowego trybu życia, a jednocześnie ucztę dla umysłu w postaci takich perełek jak choćby “Ten leń już nie żyje - świętujmy pogrzebem!”. Chyba muszę to rozbiegać…


Sztuka podróżowania komunikacją wielkomiejską by @fonfi ️19

Okazuje się, że w jednym i tym samym mieście, w temacie komunikacji (wielko)miejskiej można mieć skrajnie różne opinie. Pierwszy raz opinie te - moja, oraz Pana @sireplama - starły się na ostatnim warszawskim hejtopiwie. Ja stoję na stanowisku, że komunikacja ta jest na - co najmniej - przyzwoitym poziomie, kiedy Pan @sireplama wylewa na nią wiadro pomyj. Zapewne do tematu wrócimy jeszcze nie raz, a tymczasem zainspirowany wpisem mojego adwersarza, spróbowałem za pomocą humoreski wejść w jego buty. I tak jak jemu w autobusach, tak mnie trochę w tych jego butach niewygodnie i zdania nie zmienię. O!


Pejzaż z łabędziem i dziewczyną by @fonfi ️14

Czasami nachodzi mnie ochota na napisanie czegoś bardziej… bardziej… no mniej w moim przyziemnym, prześmiewczym stylu. (Ha, ha! Właśnie napisałem, że mam jakiś styl… Boki zrywać!). No i teraz mnie też taka ochota naszła. Na "literacki impresjonizm" mnie naszła. Na szczęście z pomocą przyszła, jak zawsze niezawodna w kwestii mimowiednej (trudne słowo) inspiracji, Pani @UmytaPacha z filmikiem ze śmiesznym pieskiem. I tak jak Pani Pacha mimowiednie mnie zainspirowała, tak mnie równie mimowiednie wyszła sielska ekloga… Na jakiś czas wystarczy.


Nie trzeba się gniewać by @George_Stark ️11

Ewidentnie stoickie nauki Pana @splash545 znalazły podatny grunt. I niby autor, z fałszywą skromnością twierdzi, że “nie zna się, no to się wypowie” ale jednak z racji wieku i doświadczenia, które temu wiekowi przynależy, pięknie rozprawia się z tematem przemijania. Urody głównie przemijania. I tak jak ze stoickim spokojem Pan @George_Stark podchodzi to kwestii gniewu wobec świata, ja równie spokojnie podchodzę do kwestii przedmiotowej urody. Bo ja to jednak przystojny jestem. A przynajmniej tak myślę, skoro na moje o to pytania, żona zawsze odpowiada twierdząco: “aha, tak, tak…”. 


Vive la France by @George_Stark ️10

Imię zobowiązuje. Zwłaszcza imię George. W kolejnym wytworze nasz George - @George_Stark manipuluje bezczelnie historią, niczym ten drugi George - George Orwell, który robił dokładnie to samo za pomocą Ministerstwa Prawdy w “1984 roku”. Co prawda nasz George nie ma za sobą całego ministerialnego aparatu i nie gubi się (mam nadzieję) jeszcze w faktach. Co więcej, gryziony zapewne wyrzutami sumienia - do tej manipulacji się przyznaje. I napisałbym może jeszcze coś złośliwego, gdyby nie fakt, że cały ten utwór, a szczególnie “Anglik pieprzony, gentleman z chlewa!” wybrzmiewa w mojej głowie wspaniałym echem, niczym głosy w głowie bohaterki tegoż sonetu - Joanny d’Arc.


@moll – ku pocieszeniu by @George_Stark ️10

“Ku pocieszeniu” to literacko fenomenalna próba zmanipulowania mojej skromnej (podkreślam - skromnej) osoby. Nie po raz pierwszy zresztą. Upchnięcie przeogromnej liczby wyrafinowanych środków stylistycznych, zwłaszcza moich ulubionych - przerzutni, miało skłonić mnie do zmiany zasad, które sam na początku tej edycji ustaliłem. Niestety ulegając pokusie, nawet takiej pod maską kunsztownej zabawy językiem, nie mógłbym spojrzeć sobie w twarz. Skądinąd przystojną. Ale o tym chyba już wcześniej pisałem. (jeszcze raz podkreślam - skromnej)


------------------------


W ten sposób dobrnęliśmy do końca i nie pozostaje mi nic innego, jak nie zabierając już więcej Państwa czasu, przedstawić zwycięzcę obecnej LXVII (słownie: 67) edycji zabawy #nasonety w Kawiarni #zafirewallem . I tu niespodzianki tym razem nie będzie, gdyż legalistą będąc i trzymając się własnych zasad ogłaszam, że "vox populi" czyli Państwa głosami zwycięzcą zostaje nie kto inny a Pani @moll .


Gratuluję.

Współczuję.

Pozdrawiam.


#nasonety #zafirewallem #podsumowanienasonety

@fonfi bardzo ładne podsumowanie.


codziennych stoickich wynurzeń, idealnych na rozruch szarych komórek w trakcie porannej kupy

Zdradzę taki szczegół techniczny, że ja właśnie najczęściej w trakcie porannej kupy wrzucam te stoickie wynurzenia na hejto.

Te Twoje podsumowanie są tak fantastyczne, że powinieneś wygrywać jak najczęściej. Tak właśnie uważam. Tym bardziej, że czuć mocno, że to narzekanie to tylko tak pro forma było, coś jak mówienie "dzień dobry" tej nielubianej sąsiadce.


Koleżance @moll z tradycyjną ulgą gratuluję, a do kolegi @fonfi w sprawie tejże cytaty:


 z racji swojego kawalerstwa (dobrze kojarzę, prawda?)


to dobrze Pan kojarzy. Ja tylko uściślę, że tutaj już o zaawansowanym i zatwardziałym starokawalerstwie rozmawiamy, w związku czym na pytanie


Ręką to nie łaska?!


odpowiadam, że - łaska czy nie łaska - czasami nie ma innego wyjścia.


***


EDIT: W ogóle ten zapis:


chłopcy/mężczyźni/panowie w związkach


jest bardzo ciekawy. Sugeruje on bowiem, że panowie w związkach stanowią osobną kategorię aniźli mężczyźni (i chłopcy, ale mężczyźni przede wszystkim).

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się Państwem,

Zgodnie z zapowiedzią sprzed dni kilku, dotarły do mnie dwa kolejne egzemplarze piór wiecznych. Są to - uwaga, szok i zaskoczenie - kolejne Parkery Vector.

A dokładnie to:


  • Parker Vector Series N.04 Boy - co sprawia, że mam już komplet

  • Perker Vector UK Mania Map - co sprawia, że kompletu jeszcze nie mam, ale jestem coraz bliżej


Obydwa pióra to NOSy, czyli leżaki magazynowe z lat 2006/2007. Obiecywałem, że jak przyjdą to zaleję je jakimś atramentem i napiszę coś o twojej (znaczy mojej) starej. Na zdjęciach, kolejno od lewej:


  • dwa pierwsze zdjęcia to wspomniane, wyjęte z paczkomatu pióra

  • kolejne to kompletna seria N.03 Girl + N.04 Boy

  • dwa pióra z serii UK Mania (brakuje jeszcze dwóch)

  • i próbka pisma


Obydwa nowe (przynajmniej dla mnie) pióra mają grubaśne stalówki w rozmiarze M, ale piszą zaskakująco zgrabnie, co jest dla mnie ciekawostką bo w sumie do tej pory miałem praktycznie same F. W każdym razie nie kojarzę, żebym pisał wcześniej M-ką. Zalane zostały klasycznym czarnym Pelikanem 4001. No może nie do końca zalane, bo w innym Vectorze miałem już konwerter z tym atramentem i po prostu z lenistwa tylko go przełożyłem.


I to w sumie tyle, co można chyba o nich powiedzieć.

Dobranoc


#piorawieczne #parkervector

de023d96-142c-4bdd-b6ee-7d2d33f58274
664bbfb9-835f-4dd9-9113-04456bf19587
534a29a5-b5a4-45c3-bcfd-542f782a0a5a
714d6a8f-eb1b-4f5b-a9cd-1281c425aba4
c284d005-a1b8-40bb-817c-5a92d6fd8fd9

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Naprawdę miałem nadzieję, że przegram z "uroczymi niebieskimi ptaszkami" Pani @KatieWee albo "świętymi książkami' Pana @MrGerwant . Niestety nie udało się, więc jesteście Państwo ponownie skazani na mój wybór. Chociaż może nie do końca mój, bo sponsorem dzisiejszych rymów jest moja małżonka, która widząc przed chwilą jak szukam inspiracji rzekła po prostu: "a wrzuć jakieś bardachany...". Zatem:


Temat: Dzień jak co dzień

Rymy: żony - bardachany - szalony - uradowany/udany*


(*niepotrzebne skreślić)


Zasady dla formalności: rymujemy do powyższych słów, trzymając się bardziej lub mniej nachalnie podanego tematu.

Wygrywa osoba, która zdobędzie największą liczbą piorunów.


No to powodzenia i miłej zabawy .


#zafirewallem #naczteryrymy


EDYP:

Ehh, tak to jest jak rodzinne słowotwórstwo wejdzie za mocno. Oczywiście chodziło o BARCHANY, u nas pieszczotliwie zwane BARDACHANAMI. Nie zmieniam, ale chodzi po prostu o MAJTY

a2c6095e-bc15-45bc-bfe7-d6c485419ebf

Współczesny erotyk


Może nie zasługuje na miano mojej żony

Ale jak założy swoje najlepsze bardachany

I poskaczę jak szalony

Kończę zabawę niesamowicie uradowany.


Na szybko i jako tako.

Niemocą, zastojem jak co dzień rozłożony

stanu tego nie pomieszczą nawet bardachany

przełamać passę, porobić coś - pomysł szalony

z myślą o drzemce zalegnę sobie uradowany

Zaloguj się aby komentować

To jak już sobie troszkę śmieszkujemy z tagu #domowabiblioteczka to wrzucę drugą moją biblioteczkę, z której jestem równie dumny No i chyba muszę otagować też #lego ...

867df578-617f-4f95-8396-9e802f335349

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Parafrazując pewnego łysego mędrca z Dalekiego Zachodu, który rzekł "Jeśli jesteś wystarczająco odważny, to wszystko może być dildo" ja mógłbym powiedzieć "Jeśli jesteś wystarczająco uważny, to wszystko może być inspiracją". A Państwa wpisy na hejto okazują się nieprzebraną skarbnicą tejże. I tak, po chwilowej fascynacji sztuką podróżowania komunikacją miejską, uwagę moją przykuł "śmieszny piesek" o którym napisała tutaj Pani @UmytaPacha , która zresztą już nie po raz pierwszy motywuje mnie do grafomańskich wynurzeń.


Dlatego w ten czwartkowy poranek, niczym francuscy impresjoniści, pozwalam sobie namalować dla Państwa:


Pejzaż z łabędziem i dziewczyną


By ciężką schować głowę przed myśli natłokiem,

Na ławeczce usiadła, nad samym potokiem.

Nożkami wdzięcznie macha, ptaszki w dali liczy,

Oczęta krajobrazem cieszy malowniczym.


Wtem łabędź z nieba spłynął, znad wiejskiego sioła,

A skrzydła mu się bielą niczym u anioła,

Aż rąk nie może dziewczę opanować drżenia,

Przez Ledy z Zeusem mityczne skojarzenia.


Wyciągnął długą szyję, wyprężył figurę,

Wyszarpniętym spod skrzydła podzielił się piórem,

I spojrzał takim wzrokiem... jakby ciut żałosnym?

W którym dało się dostrzec łaknienie bezgłośne.


Lecz odleciał niestety, głodny w stronę nieba,

Bo strachem zdjęte dziewczę poskąpiło chleba...


#zafirewallem #nasonety #diriposta


PS. Tak, wiem, że nie karmi się ptaków chlebem. Ale mam "licentia poetica" i nie zawahałem się jej użyć!

Zaloguj się aby komentować

472 + 1 = 473


Tytuł: Wyloguj swój mózg. Jak zadbać o swój mózg w dobie nowych technologii

Autor: Anders Hansen

Kategoria: Poradnik?

Wydawnictwo: Znak

ISBN: 9788324060429

Liczba stron: 280

Ocena: 5/10


Prywatny licznik: 6 + 1 = 7


Zazwyczaj unikam tego typu książek. Bo jest to w zasadzie poradnik, a nie książka stricte naukowa.

Po przeczytaniu jej nie dowiedziałem się niczego nowego, czego bym już nie wiedział. Natomiast wiedza ta dostała teraz naukowe uzasadnienie w postaci przytaczanych przez autora badań i ich wyników.


Najbardziej przeszkadzało mi wrażenie, że autor troszkę kręci się w kółko i pisze ciągle o tym samym tylko innymi słowami, spłycając - chociaż może lepiej napisać upraszczając - wiele kwestii. Ale może to jest po prostu cecha tego typu publikacji, które traktują o tematach trudnych, ale muszą być zrozumiałe dla laika.


W każdym razie, pomimo oceny (5/10) uważam, że warto sobie przeczytać. A jeszcze lepiej podsunąć do przeczytania młodzieży.


#bookmeter #ksiazki

a84e51ef-2689-449a-a3c6-2d3b0b6e5d80

Zaloguj się aby komentować

Dzień dobry się z Państwem,

Bardzo mnie pan @sireplama wczoraj zainspirował swoimi cierpieniami związanymi podróżowaniem komunikacją miejską . Państwo może nie wiedzą, bo może nie jeździcie komunikacją na co dzień, ale ja wiem, bo jeżdżę, że wybór miejsca w autobusie, tramwaju czy nawet w metrze to nie jest prosta sprawa. To wymaga dokładnej analizy. Co więcej, wybór ten należy dostosować do pory dnia, liczby współpasażerów, a nawet pory roku (z powodu wysokości słońca nad horyzontem).


Dlatego, pełen zrozumienia dla kolegi Plamy, łączę się z nim w tej codziennej walce z przeciwnościami komunikacyjnymi w poniższym utworze #diriposta w zabawie #nasonety .


Sztuka podróżowania komunikacją wielkomiejską


Gehennę zaczynam na końcowym pod blokiem,

Przez drzwi autobusu przecisnąwszy się bokiem,

I chociaż laikom to nie robi różnicy,

To u mnie - z obłędem wybór miejsca graniczy.


Bo choć jest dostępnych mnóstwo siedzeń dokoła,

Niewiele z nich jednak zadowolić mnie zdoła:

-- pod klimą zbyt duża jest szansa przeziębienia

-- znów bliskość grzejnika to gwarancja pocenia


-- przy drzwiach niechybnie, kogoś swym zwabię urokiem

-- by dalej gdzieś usiąść, przyjdzie walczyć mi z tłokiem

-- blask słońca przy oknie przeszkadza bezlitośnie

-- a miejsca przy przegubie - mało, przy mym wzroście


Wtem mam! Znalazłem! Fotel - niczym skrawek nieba!

Psia krew! Akurat kiedy wysiadać już trzeba...


#zafirewallem

To i ja dorzucę swoją #domowabiblioteczka . To co na zdjęciu, plus kilka stert na różnych stołach i kilkanaście pudeł (pewnie nawet więcej niż to co na półce) w składziku, których nie ma gdzie rozpakować... Dlatego w planach jest cała ściana w półkach w salonie, tylko czasu ciągle brak.

Ale nawet nie wiecie jak ja się cieszę z tych Waszych zdjęć - teraz żona już nie może mi mówić, że mam za dużo książek...


#ksiazki

7b30cd31-165d-4c0b-8460-8daaae80d957

@fonfi NO I TO JESY TO! I O TO CHODZI! Pięknie, wolne przody, jest gdzie postawić pokemonki, na książkach w razie czego też miejsce i można pięknie poustawiać w kompozycję. MAMY STEMPELEK DRODZY PAŃSTWO!

b20649eb-223d-4d88-bef8-b145b40cf824

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Na tagu #piorawieczne ciągle tylko jakieś kolejne pióra i kolejne atramenty.

No niby fajnie - bo i pozazdrościć sobie można i dopisać kolejną niepotrzebną buteleczkę atramentu do listy zakupów. A i tak skończy się na tym, że pisał będę na zmianę Watermanem Carene i Kaweco Sport a zaleję je Edelsteinem, albo jakimś “tuszem” (shitstorm in 3… 2… 1…) od Kawco.


Dlatego dzisiaj nie będzie o żadnym konkretnym piórze. Ani o żadnym konkretnym atramencie - z sheenem czy bez. Dzisiaj będzie ciekawostka. Dowiemy się czegoś nowego. No chyba, że już tę wiedzę posiadacie - to wtedy nie. 


W ostatnim swoim wpisie , tym o Vectorze w “lila” kolorze (znowu rymy - za dużo kawiarenki… za dużo…) napisałem, że “pióro jest z 2007, sądząc po kodzie na skuwce”. Pewnie nikt nawet nie zwrócił na to uwagi. Bo i po co? No więc o co chodzi z tym kodem?


Ano sprawa wygląda tak, że firma Parker wymyśliła sobie, że każde (prawie) wyprodukowane przez nich pióro będzie miało na skuwce (a niektóre na też korpusie) wytłoczony/wygrawerowany kod, który pozwala w dość precyzyjny sposób (z dokładnością do kwartału) określić datę produkcji danego egzemplarza. Kody te powstały głównie na potrzeby kontroli jakości, żeby panowie inżynierowie mogli dojść co zmienili w procesie produkcji w tym a tym kwartale tego a tego roku, że pióra pękają - jak my pod presją @Rozpierpapierduchacz albo leją jak pijany Wiesiek pod płotem. 


Brzmi prosto i fajnie, nie? No to patrzcie teraz!


Kody zmieniały się na przestrzeni lat. Grafikę z ogólną tabelkę kodów załączam do wpisu, ale pozwolę sobie na komentarz:


  • Lata 1934 - 1938 - oznaczenie składało się z dwóch cyfr. Pierwsza oznaczająca kwartał (od 1 do 4) i jedna cyfra oznaczająca rok. I tak np. pióro wyprodukowane w 1 kwartale 1936 roku będzie miało oznaczenie 16

  • Lata 1939 - 1949 ktoś mądry wpadł na genialny pomysł, żeby uprościć tę notację i zamiast cyfry oznaczającej kwartał dać kropki - trzy, dwie, jedną i żadnej. Pomysł o tyle poroniony, że kropki z czasem potrafiły się wycierać, albo na piórze pojawiały się rysy, które “udawały” kropki, więc określenie daty produkcji mogło być nie lada wyzwaniem. A w 1949 roku pojawił się jeszcze kolejny problem - zorientowano się, że lata 1939 i 1949 mają tę samą cyfrę na końcu. Szok! I co teraz, jak żyć?!

  • Lata 1950-1955/60 (i dłużej zależnie od kraju produkcji). Kropki zostały. Niestety. Natomiast wprowadzono dwucyfrowe oznaczenie roku. I tak pióro wyprodukowane w roku 1956 ma numerek 56 no i te nieszczęsne kropki, niczym musze odchody… I wydaje się, że mogło by tak sobie zostać. Byłoby tak prosto i normalnie. Akurat…!

  • Lata 1979 i później. Teraz dopiero robi się ciekawie. Następny geniusz, który postanowił się wykazać wymyślił, że kolejnym cyfrom z roku produkcji przypiszemy litery, układające się w napis QUALITY PEN (a nie mówiłem, że geniusz?), gdzie Q to 0, U to 1 i tak dalej - aż do N, które oznaczało 9. Kropki oznaczające kwartały zamieniono na literki: 1 - E, 2 - C, 3 - L, 4 - I (tak na prawdę to była jedna litera E, z której zabierano kolejne kreseczki - komuś zdecydowanie się nudziło). No i na dodatek powrócił problem jednocyfrowego oznaczania roku. Co prawda mniej więcej co 10 lat zmieniano oznaczenia kwartału z literek na rzymskie liczby, dla “ułatwienia” numerowane malejąco od III do… no właśnie, przecież nie ma rzymskiego 0, więc kwartał 4 po prostu nie ma żadnego oznaczenia poza literką oznaczającą rok. Przekładano je z lewej na prawą, dokładano kropkę (znowu!)... To jak zmieniały się te oznaczenia widać na drugim obrazku z tabelką. Takie numerowanie prowadzone było aż do roku 2011. Przynajmniej takie są oficjalne informacje.

Nie jestem pewien jak to wygląda obecnie (nigdzie nie znalazłem jednoznacznego potwierdzenia), ale wydaje mi się, że po roku 2011 po prostu numerki się powtarzają i trzeba patrzeć też na inne cechy pióra, żeby dokładnie określić datę jego produkcji, mając mniej więcej wiedzę które modele były produkowane w jakich latach i jak się zmieniał ich wygląd.


W każdym razie gratuluję geniuszu i pomysłowości tym, którzy opracowywali kolejne systemy numerowania dokładając musze bobki, kreski, numerując w górę, w dół i zamieniając proste jak konstrukcja cepa, dwucyfrowe oznaczenie roku na “QUALITY PEN”. Quality, że ja pierniczę…


W każdym razie - stąd właśnie wiem, że mój Parker Vector Serie N.03 Girl jest z 2007 roku, a najstarszy jakiego mam jest z pierwszego kwartału roku 1990.


Dobranoc.

a6944431-eab9-4f07-b0ed-2afb55831ffb
118e62b3-6dab-42f2-827c-a07438e4c478
c7b3a0bb-5821-4fb8-aace-031437c45f24

@fonfi ja pierdziele! Chciałem se zobaczyć kiedy wyprodukowali mojego parkera i odkryłem, że jest pęknięty...


Nóż kurde powinno wyjść inaczej!


A i tak w końcu nie wiem kiedy był wyprodukowany

757f0461-f270-403f-bb23-19e4bdfcb37d
78aa3268-8bc5-4209-b7be-5f4c7dc81ec9
71765697-b535-4acb-804a-692a8c25df49

@fonfi Kawał dobrej roboty, co prawda mnie osobiście średnio interesuje rok produkcji pióra, ale post sobie spedeefuję bo nigdy nie wiadomo

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Minęła godzina 20:00 - najwyższa pora rozruszać szare komórki.

W koło szaleją różne odmiany grypy, leków w aptekach braki, więc na dzisiaj proponuję co następuje:


Temat: Sezon na grypę żołądkową

Rymy: wirusów - jelita - luksusów/nagusów* - zawita

(*niepotrzebne skreślić)


Rymujemy do powyższych słów. Temat jest, ale wiadomo...

Wygrywa osoba, która zdobędzie największą liczbą piorunów.


Powodzenia i udanego rymowania.


#naczteryrymy #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Oh shit, here it goes again...

Nic ciekawego się tutaj nie wydarzy, można przewijać dalej. Ot, po prostu kolejny Parker Vector do kolekcji. Nie jest to żadna okazja na miarę mosiężnego Kaweco, które ustrzeliła @Wrzoo. Kiedy jej udaje się ustrzelić za kilkadziesiąt PLN pióro warte ponad 350, to mnie udaje się za te same kilkadziesiąt PLN ustrzelić pióro warte... no mniej więcej właśnie te kilkadziesiąt PLN.


Ale. Jest to Parker Vector Series 03 zwany Girl/Female/Woman (eksperci nie są zgodni) z edycji specjalnej. Co akurat nie jest niczym szczególnym, bo wszystkie kolorowe (takie nie monochromatyczne) Vectory były "edycjami specjalnymi". Pióra z tej konkretnej serii wyszły dwa:


  • Series N.03 Girl, oraz

  • Series N.04 Boy (które też już do mnie jedzie).


Pióra (sądząc po kodzie na skuwce) są z 2007 roku, więc nie jest to jakiś vintage. Ten konkretny egzemplarz ma stalówkę w rozmiarze M.


Pióra w serii różnią się a) rysunkiem: Girl przedstawia - niespodzianka! - kobietę/dziewczynę, natomiast Boy - no kto by się spodziewał - mężczyznę/chłopca i b) kolorem: Girl jest różowo-fioletowe (żona mówi, że to się nazywa lila), natomiast Boy jest po prostu niebieskie.


No i w sumie to chyba tyle można o nich powiedzieć. Jak przyjdzie drugie, to może zaleję je jakimś atramentem (niestety nie mam żadnego "liliowego") i napiszę coś o twojej (znaczy się mojej ) starej...


#piorawieczne

06702e57-1c3f-48f7-ad18-bc43977954cb
de552e6a-95e6-4076-9e37-10169f669a54
0197fc80-5d79-4f0d-b808-3a0cdb267601
af94696a-9025-4836-b718-0d1010c8cae4

@fonfi w tych wczesnych dwutysięcznych mieli ciekawe pomysły na wzory :D btw, ta Twoja vectorowa seria mocno mnie inspiruje do zakupu jakiegoś vintage’owego vectora :D

Zaloguj się aby komentować

Skoro Pan @MrGerwant zaspał i nikt inny się nie chce podjąć, to znowu pozwolę sobie na występy w zastępstwie.

Dzisiaj poza Dniem Kobiet (takie rymy byłyby tendencyjne) jest jeszcze Dzień Rudych Osób. W związku z tym zapraszam:


Temat: Czy rude jest wredne?

Rymy: głowa - czarna - krowa - marna


Rymujemy używając powyższych słów, mniej więcej na zadany temat. 

Wygrywa osoba, która będzie miała najwięcej piorunów do jutra do 20 i ona rozpocznie jutrzejszą edycję.


#naczteryrymy  #zafirewallem

Peany na cześć Scully


O Scully, piękna twa rudowłosa głowa

Niech lepiej me grzeszne myśli o tobie okryje zasłona czarna

Gdy ty znowu myślisz czy przez UFO porwana została kolejna krowa

Ja wiem, że bez ciebie przyszłość serialu byłaby marna

365ee69b-8e30-4638-9de2-1311cfe745e2

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

428 + 1 = 429


Tytuł: Ciekawe czasy

Autor: Terry Pratchett

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788376486994

Liczba stron: 304

Ocena: 9/10


Prywatny licznik: 5 + 1 = 6


Rincewind i Cohen z ordą barbarzyńców. Nic więcej dodawać nie trzeba... :rolling_on_the_floor_laughing:


#bookmeter #ksiazki

974bcdc2-d2a2-48ee-9963-3f6e8077e0b0

Książka, którą przeczytałam jako pierwszą z cyklu. Trochę mi zeszło zanim zrozumiałam ten rodzaj humoru i narracji. Nie pytaj Ale dobrze, że się nie poddałam, bo straciłambym sporo zabawy

@fonfi dyskusja Vetinariego i Dziekana na temat wiadomości, której nie przyniósł albatros, rozłożyła mnie na łopatki fajna część, bardzo ją lubię.

zachęciłeś do odświeżenia


edit: chyba, że mylę części i tamta rozmowa pojawiła się w „Ostatnim kontynencie”

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Jest mi niezmiernie miło się z Państwem witać w ten piątkowy wieczór. Ja wiem, że wszyscy myślami już przy weekendzie, dlatego zapraszam - proszę wygodnie się rozsiąść w Kawiarni.


Może kawy? Ciasteczko? Ewentualnie coś mocniejszego? To oczywiście dla ciała. Natomiast dla duszy, w ramach otwarcia kolejnej, LXVII (słownie: 67) edycji naszej zabawy #nasonety mogę ze swojej strony polecić Państwa uwadze przeuroczy sonet #diproposta mistrza Bolesława Leśmiana, pt. Romans.


Liczę, że ten wyborny wytwór przypadnie Państwu do gustu na tyle, żeby skierować Państwa - rozproszoną zapewne wiosenną aurą - uwagę, z powrotem w kierunku Kawiarni. Liczę, że pobudzeni tą energią, słońcem, ptaszkami, marcującymi kotami i budzącą się do życia roślinnością, dostarczycie mi Państwo wielu materiałów do analizy i barwnego podsumowania.


Nie przedłużając więcej - zapraszam do skosztowania. I życzę smacznego!


Romans


Romans śpiewam, bo śpiewam! Bo jestem śpiewakiem!

Ona była żebraczką, a on był żebrakiem.

Pokochali się nagle na rogu ulicy

I nie było uboższej w mieście tajemnicy...


Nastała noc majowa, gwiaździście wesoła,

Siedli - ramię z ramieniem - na stopniach kościoła.

Ona mu podawała z wyrazem skupienia

To usta do pieszczoty, to - chleb do gryzienia.


I tak śniąc, przegryzali pod majowym niebem

Na przemian chleb - pieszczotą, a pieszczotę - chlebem


Dwa głody sycili pod opieką wiosny:

Jeden głód - ten żebraczy, a drugi - miłosny.


Poeta, co ich widział, zgadł, jak żyć trzeba?

Ma dwa głody, lecz brak mu - dziewczyny i chleba.


Zasady - jak zawsze: układamy sonet, w którym rymy w poszczególnych wersach zgadzają się z rymami w tych samych wersach w powyższym sonecie "dawcy".


Zwycięzcę wyłonimy tym razem klasycznie - na podstawie vox populi.


Powodzenia i udanego rymowania!

#zafirewallem  #nasonety  #diproposta

Zaloguj się aby komentować

Piątek, piąteczek, piątunio, wiosna za oknem, słoneczko świeci, zaraz podsumowanie kolejnej edycji #nasonety , święta, wakacje, 1 listopada i kolejny rok na karku...


Ale nie ma co się za bardzo rozczulać - trzeba sonet wrzucić, żeby @George_Stark miał co podsumowywać. Rymy tym razem się panu organizatorowi wylosowały dość trudne, ale korzystając z faktu, że życie samo pisze scenariusze to po lekkim sparingu lewej półkuli z prawą, dzielę się z Państwem poniższym wytworem, z życia właśnie wziętym:


Chciałaby dusza do raju (albo na rower)


Słoneczkiem ciepłym dzień nowy już wstał,

Promykiem pieszcząc Fonfiego co spał,

I nawet odpuścił na chwilę mróz -

Ile na rower trzeba zabrać bluz?


Pogodzie w marcu konsekwencji jest brak,

Bo rankiem w gaciach wciąż marznie ptak,

A popołudniem, gdy coraz dłuższy cień,

Chlupot potu słychać co leje się zeń.


Lecz mimo wszystko to piękny jest czas, 

Przedwiośniem się budzi energia w nas,

By snu zimowego resztki z nas strząść.


I szkoda tylko, że zakazał mi wsiąść

Na rower, lekarz, co założył mi szew,

Więc zamiast potu - zalewa mnie krew!


#nasonety #diriposta #zafirewallem

Wierszyk piękny, a i dziękuję za udział, bo już miałem pisać podsumowanie i sam sobie przyznać zwycięstwo, zastanawiając się przy okazji czy nie zapytać szanownego gremium w sprawie zakończenia tej zabawy, bo powodzenie jej zdaje się dogorywać.


No ale mam strasznego lenia dziś, więc jeszcze się za podsumowanie, nawet to jednowierszowe nie zabrałem.

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Po wczorajszej nieudanej próbie manipulacji, kiedy to okazało się że jednak rymy pana @George_Stark umieszczone w treści wpisu zdobyły największą liczbę głosów, szanowny kolega, jak zwykle zgrabnie, wybrnął z sytuacji dogrzebując się do zapisów regulaminu, które stanowią: "wygrywa najbardziej doceniony komentarz".


Nie pozostaje mi zatem nic innego, jak przyjąć na siebie obowiązek zaproponowania kolejnego zestawu rymów:


Temat: Makiaweliczna próba manipulacji opinią publiczną

Rymy: oszustwo - zasady - mnóstwo - żenady/dziady* (*niepotrzebne skreślić)


Życzę miłej zabawy i zgrabnych rymów.

Aha no i wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Gramatyki


#zafirewallem

#naczteryrymy

@fonfi


Obiecali szczęściem lśniące w ekranie oszustwo,

Łże-niebiosa za kark ugięty w ich zasady,

Mimo że żalu i krzywd w sobie odczuwam mnóstwo,

Sam sobie winien jestem mego życia żenady.

Mam duszka w swoim domu , to żadne oszustwo

Ustaliliśmy między sobą wspólnego życia zasady

Mamy oboje radochy mnóstwo

Szczególnie, kiedy zbliżają się dziady

Zaloguj się aby komentować