201 383 + 16 + 42 + 34 = 201 475
Pan @onpanopticon kazali wrzucać regularnie, to wrzucam. Na początek zeszłotygodniowe turlanie się z żoną po okolicach Kościerzyny.
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#rowerowyrownik




201 383 + 16 + 42 + 34 = 201 475
Pan @onpanopticon kazali wrzucać regularnie, to wrzucam. Na początek zeszłotygodniowe turlanie się z żoną po okolicach Kościerzyny.
Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu
#rowerowyrownik



Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Pani @UmytaPacha pomogła mi - choć nieświadomie - wczoraj wygrać, więc dzisiaj ja Państwa częstuję. Poniższy zestaw rymów sponsoruje - równie nieświadomie - pan Andrzej Poniedzielski. A skoro kradzione nie tuczy, to zapraszam, proszę się do woli częstować.
Temat: Nic nie wiem
Rymy: głowie - powiek - wrażeń - marzeń
Miłej zabawy i udanego rymowania
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Zrzędzenie losu sprawiło, że przypadło mi dzisiaj w zaszczycie, choć powinienem raczej napisać “w zastępstwie”, otwarcie kolejnej, LXXXVII (słownie: 87) edycji naszej zabawy #nasonety w Kawiarni #zafirewallem.
Kiedy szukałem odpowiedzi na pytanie, jaki utwór i jakiego poety dla Państwa wybrać, to całkiem literalnie na tę “Odpowiedź” wpadłem. Wpadłem na nią, ponieważ tomik wierszy, który akurat miałem pod ręką, na “Odpowiedzi” się otworzył (dopiero za szóstym razem, ale się jednak otworzył). Cudzysłów jak najbardziej zamierzony, ponieważ chodzi o wiersz o tytule “Odpowiedź”, którego autorem jest pan Julian Tuwim.
Bardzo się z powodu tego wiersza, a jeszcze bardziej z jego tytułu, ucieszyłem, ponieważ zwracając się z tego miejsca do Państwa z prośbą - nie, nie z prośbą - z apelem o czynny udział, na Państwa odpowiedź właśnie liczę. Nie mówiąc już o tym, że sam wiersz doskonale oddaje nasze, tutaj w Kawiarni, zmagania.
Przedstawiam Państwu zatem utwór #diproposta:
Odpowiedź
Gdzież mnie do poematów! Ledwo wiersz wykrztuszę
Z rozdygotanej krtani, drżąc o każde słowo,
Trwożąc się, czy coś znaczysz, o zawodna mowo,
Dla której dźwięków tajnych żyć i umrzeć muszę.
Znakami czarnej męki pstrząc białe arkusze
Modlę się, płaczę, płonę, śmierć słyszę nad głową,
Oczy na świat podnoszę – świat patrzy surowo,
A ja myślałem przecież, że niebiosa wzruszę.
Spróbuj, proszę, lancetem na swej własnej dłoni
Wyryć choć jedno słowo, którym serce pęka,
A potem prawdę powiedz: rozkosz to czy męka?
Tak bym poemat pisał, co mi z ziemi dzwoni,
Tak bym to zasłuchanie żarem krwi roztrwonił,
Tak by serce zabiła ta pisząca ręka.
Dla formalności zaznaczę jeszcze tylko, że zabawa trwa do najbliższego piątku, czyli do 08.08.2025, kiedy to zwycięzcę wyłonimy klasycznie - na podstawie Państwa głosów, a ja tę naszą zabawę będę miał przyjemność podsumować. Mam szczerą nadzieję, że dostanę od Państwa bogaty wkład do analizy i podsumowania.
Na koniec jeszcze szybkie przypomnienie zasad: układamy sonet, w którym rymy w poszczególnych wersach zgadzają się z rymami w tych samych wersach w powyższym utworze "dawcy".
Powodzenia i udanego rymowania!
#zafirewallem #nasonety #diproposta
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Muszę się Państwu przyznać, że wziął mnie pod włos. Pan @George_Stark wziął mnie pod włos, pisząc tutaj"Taki legalista niby, a rygoru sonetowego nie zachował wcale". I jak on to napisał, a ja to przeczytałem, to ten rygor sonetowy nie chciał mi już dać spokoju. Przez całą noc się wierciłem, kręciłem, stękałem, aż w końcu postanowiłem, że muszę coś z tym zrobić, bo nie dość, że ja - to jeszcze żona się nie wyśpi. Jak sobie tak pomyślałem, to od razu mi się lepiej spało.
Ale jak się już obudziłem, to doszedłem do wniosku, że jednak nie mogę tego tak zostawić, więc na rozbudzenie, jeszcze przed pierwszą kawą, napisałem specjalnie dla Pana Organizatora sonet, co nie dość, że rygor trzyma, to o topieniu traktuje i jeszcze po trzynaście zgłosek ma w wersach.
Proszę się częstować.
Rusałka
Gdy od życia swojego zapragnął ucieczki,
Od życia bez miłości, bo już dosyć go miał,
To ze smutku utopić się w wodach chciał rzeczki,
I gdy w nurt się zanurzał, to witając go łkał.
A gdy woda bezduszna zalała usteczka,
Jak noc zimna i czarna, otuliła go toń,
To w objęcia swe wzięła rusałka-dzieweczka
Ciało chłopca, by ze swoją móc spleść jego dłoń.
I na widok jej twarzy, tak pięknej jak we śnie,
Wnet zabiło uczuciem serce chłopca przy dnie,
Lecz zabrakło mu siły by walczyć z żywiołem.
Teraz chłopiec z rusałką na dnie rzeczki społem,
W wodorostach splątani się tulą do siebie,
A muł rzeczką niesiony zgniłe ciała grzebie.
#nasonety #diriposta #zafirewallem
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Cierpię. Cierpię, ponieważ byłem dzisiaj na kajaczku. I na kajaczku tymże umordowałem się okrutnie przez co teraz bolą mnie ręce:
bolą ramiona - to od wiosłowania
bolą odciski na dłoniach - to od wiosła ściskania
I kiedy skubałem te odciski to przypomniałem sobie poniedziałkowe rymy pana @George_Stark i rymów tych implikacje. Co z kolei zainspirowało mnie do napisania sonetu, którym się z Państwem poniżej dzielę.
Kajaczek
Dość mam książeczek, gazetek, leżaczków,
Znudziła mnie nawet rowerem jazda,
Na łono natury mnie zabierz w kajaczku!
Więc płynę z żoną po rzece Wda.
I snuje, i wije, i kręci się rzeczka,
Przez pola, przez łąki a nawet przez las,
I końca się zdaje nie mieć wycieczka,
W kajaczku z żoną po rzece Wda.
Ona szczęśliwa, w kajaczku się śmieje,
A mnie na oczy pot ciurkiem się leje,
Ją słońca promyki liżą po czole,
A ja wciąż muszę wiosłować z mozołem.
I teraz - jak George - też odcisk mam jeden,
Ale od wiosła, a nie gwałcenia siebie.
#nasonety #diriposta #zafirewallem



Taki legalista niby, a rygoru sonetowego nie zachował wcale. Pff!
Co do samego wytworu, to pochwalę powtórzenie wersu z rzeką Wda - bardzo ładnie, prawie jak nad Wdą.
No a ostatni wers skwituję w taki sposób: jedną z większych pomyłek w interpretacji literatury jest utożsamianie narratora (albo też podmiotu lirycznego) z autorem. No ale każdy ma przecież prawo swoje błędy popełniać, prawda?
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry k⁎⁎wa wieczór się z Państwem,
Dzisiaj kolejny pokaz brzuchomówstwa i kolejna odsłona #encyklopediapiorwiecznych ze wsparciem mojego niezastąpionego asystenta. Z tej strony duet zbanowany manat i szlachecki rowerowy wąs, a to jest
D jak Delta
Przyznaję oficjalnie, że o Delcie dowiedziałem się właśnie w ramach robienia encyklopedii, a jednak jest to marka, która - tak przynajmniej wynika z moich przygotowań i przeszukiwania internetu - zasługuje na uwagę. Jest to o tyle ironiczne, że znalazłem o niej cały c⁎⁎j informacji, które nie są opiniami z użytkowania, więc dzisiaj będzie krótko.
Przenieśmy się więc do słonecznej Italii,...
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Ja rozumiem, że poniedziałek. Ja rozumiem, że wakacje. Ja rozumiem, że deszcz pada i ogólna niechęć i marazm. Ale rymy być muszą. A skoro znowu dochodzi godzina 22:00, to również znowu w zastępstwie zapraszam.
Temat: Degrengolada
Rymy: leniuchy - swawole - skruchy - pi⁎⁎⁎⁎lę
Miłej zabawy i udanego rymowania
#zafirewallem #naczteryrymy
Mogę przecież napisać tutaj wszystko i niektórzy z Was być może mi nawet w to uwierzą.
Przepraszam za ewentualne literówki, ale piszę jedną ręką. Drugą mam cokolwiek zajętą:
Kolacja przy świecach: kluchy-leniuchy
a wszystko po to, by czynić swawole.
Więc nie rymuję - i nie czuję skruchy;
rymować nie mogę - właśnie pi⁎⁎⁎⁎lę.
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Skoro wygrany Pan @swansu się zagapił, a dochodzi godzina 22:00 to pozwalam sobie w zastępstwie:
Temat: Zmęczenie
Rymy: dawniej - morowo - zabawni - słowo
Miłej zabawy i udanego rymowania
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
W bieżącej edycji #nasonety , Pani @Wrzoo zażyczyła sobie motyw "memento mori i danse macabre". I w bieżącej edycji postanowiłem jednak uszanować wolę organizatorki i dostosować się zasad. Dlatego też, w bieżącej edycji, przychodzę do Państwa z wytworem, który mam nadzieję, chociaż mniej więcej wpisuje się w motyw.
Łza
Gdy nie mógł zapomnieć o pewnej dziewczynie,
Co niezmiernie była jego sercu miła,
Skończyła do życia mu się chęć i siła,
Więc poprawił węzeł przy pętli na linie.
I stojąc na krześle przy samej futrynie,
Na wspomnienie miłości co się skończyła,
Na chłopca policzku się łza uroniła,
Gdy poprawiał na szyi pętlę na linie.
Lecz tak na tym krześle chybotał się długo,
Aż przeszła mu rozpacz i pomyślał sobie:
Przecież znajdę inną - co też ja robię?!
A kiedy miłości już szansę dał drugą,
Kichnąwszy - zobaczył jak krzesło ucieka...
Po sinym policzku mu teraz łza ścieka.
#nasonety #zafirewallem #diriposta
EDYP: Pozwoliłem sobie zmienić jeden wers. Ale nie powiem który.
Pozwoliłem sobie zmienić jeden wers. Ale nie powiem który.
@fonfi przedostatni! W oryginale było, że w ostatniej chwili wpada owa dziewczyna i ratuje bohatera, po czym odkrywają, że im na sobie zależy i to traumatyczne doświadczenie podnieca ponownie ogień ich miłości i postanowili ponownie dać sobie szansę i tak zacementowany związek dotrwał do małżeństwa i dzieci i dalej było już tylko życie... ale uznałeś, że to zbyt cukierkowe i nie do końca spełnia wymogi Zamawiającej i postanowiłeś to zmienić?
Zaloguj się aby komentować
Dzień k⁎⁎wa dobry wieczór się z Państwem. Tu najbardziej po⁎⁎⁎⁎ny pokaz brzuchomówstwa na świecie, czyli manat (vel @Rozpierpapierduchacz ) przemawiający ustami wąsatego poety rowerzysty za pomocą litery pisanej. Owca może sobie nakładać bany na manata, ale #encyklopediapiorwiecznych nie powstrzyma.
A w dzisiejszym odcinku:
C jak Cross
Rok 1849 w Stanach Zjednoczonych - Elizabeth Blackwell zostaje pierwszą lekarką w USA, w Kalifornii trwa gorączka złota, ustalone zostaje terytorium Minnesoty, a w Providence w Rhode Island (wcale nie) rodzi się jedna z najstarszych marek piór wiecznych, jaką nosi ten glob. Jest nią właśnie Cross.
Założona...
Dzień doby wieczór się z Państwem,
Najwyraźniej zostałem dyżurnym w klasie. W związku z brakiem rymów od Pani @moll - wczorajszej zwyciężczyni, ponownie mam przyjemność zaprosić do zabawy z poniższymi rymami.
Temat: A jutro jest poniedziałek
Rymy: uciechy - mnóstwo - śmiechy - ubóstwo
Miłej zabawy i udanego rymowania
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Kolega zwycięzca @wiro zaspał, więc ponownie przynoszę Państwu garść rymów - na drugą nóżkę. Dzisiaj dla odmiany od pana Asnyka.
Temat: Teraz to nie ma czasów
Rymy: lat - świat - wonie - gonię
Miłej zabawy i udanego rymowania
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
A gdzie on tam dobry?! A zresztą co ja będę pisał, sami przeczytajcie...
Dziura w bucie
Pękła podeszwa mi w bucie,
Tak myślę: skąd to zepsucie?
Wszak wiek tej mojej podeszwy,
To nie był wcale podeszły.
I jestem w wielkiej rozterce -
Lubiłem te buty wielce.
Więc by utopić swe smutki,
Wyjąłem butelkę wódki,
Lecz chyba za dużo nalałem,
Gdyż jeszcze spodnie porwałem.
Teraz finał ma taki bajka,
Że dziury są dwie. I widać mi jajka.
#zafirewallem #endorfiki #wolnewiersze i chyba trochę (choć nienachalnie) #rower

Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
A zatem wypadło na mnie. No dobrze - dzisiaj piątek, koniec tygodnia, czas na zasłużony odpoczynek, więc zapożyczywszy zestaw rymów z wytworu “Ludzie”, co to go był pan Leśmian napisał, poproszę abyście Państwo zarymowali w ten deseń:
Temat: A może by tak rzucić to wszystko?
Rymy: cienia - istnienia - słyszę - ciszę
Miłej zabawy i udanego rymowania
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Jak tylko rano dowiedziałem się o śmierci pani Joasi Kołaczkowskiej zrobiło mi się niesamowicie smutno i dopadły mnie egzystencjalne myśli. Myśli te puchły mi w głowie i zaczęły tak mocno uwierać, że musiałem dać im jakiś upust. A zatem upust ten im dałem. Dałem go w postaci sonetu #diriposta. A przez to, że zdecydowanie nie leżą mi rymy (a właściwie ich brak) w bieżącej edycji #nasonety, to ucząc się od najlepszych, postanowiłem totalnie dzisiaj olać zasady zarówno dopasowania się do rymów jak i roastowania kogokolwiek.
Zapraszam więc do zapoznania się z moim upustem.
Pukam
I stoję tu panie pod Twoimi drzwiami,
A chociaż zbyt długo z wizytą już czekam,
Zapukać się wstydzę i bez sensu zwlekam,
Choć bardzo chcę wiedzieć jak to jest między nami.
Dlaczego pozwalasz, że ludzie głodują?
Dlaczego niewinne cierpią w wojnach dzieci?
Lub gasną przedwcześnie ludzie przyzwoici,
Gdy zdrowiem i szczęściem wciąż cieszą się szuje?
I kłębi się we mnie tych pytań tak wiele,
A ja wciąż pod drzwiami Twoimi jak cielę
stoję, i odpowiedzi pragnę łapczywie.
A kiedy nareszcie w odwagi przypływie
pukam - z ciężką, od pytań do Ciebie głową,
Znajduję ciszę - bo tu nie ma nikogo...
PS
Zdjęcie pani Joasi wrzucam w kolorze, bo pani Joasia nie była ani postacią szarą, ani czarno białą. Była natomiast postacią bardzo kolorową i tak na pewno chciałaby być zapamiętana.
#zafirewallem #nasonety #diriposta #wolnewiersze

Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Kolega @pingWIN wziął nas na sposób i udaje, że nie widzi, że wygrał po raz kolejny (siódmy?) więc przychodzę do Państwa w zastępstwie.
Temat: Nie ma przypadków
Rymy: pingwina - walkower - ni ma - rower
Życzę udanej zabawy i połamania piór.
#zafirewallem #naczteryrymy
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Tym razem, z uwagi na fakt, że w bieżącej edycji #naopowiesci wszystkie chwyty są dozwolone, to zupełnie nie miałem już problemów i rozterek czy kolejną "przygodę" rowerową umieścić pod tagiem #rower czy #zafirewallem . Dlatego, bez zbędnych wstępów, dodam jeszcze tylko dla formalności cyferki do #rowerowyrownik :
192 365 + 243 = 192 608
i zapraszam Państwa do relacji z 243 kilometrów jazdy rowerem.
--------------------
Gitara
To były 243 kilometry. 243 nudne kilometry. Nie wiem, czy da się napisać coś ciekawego o 243 kilometrach nudy, co nie znaczy, że nie spróbuję. Zapraszam.
Dość istotną rolę w poniższej historii odegrał kolega, który - na potrzeby tego opowiadania - umówmy się, że ma na imię Paweł. To, że przypadkiem faktycznie tak ma na imię nie powinno w takim razie stanowić problemu. Ale skoro jest to relacja z jazdy rowerem to naturalne jest, że oprócz Pawła równie istotna jest… gitara.
Wszystko zaczęło się jakieś dwa tygodnie temu, kiedy w fabryce gruchnęła informacja, że będziemy się integrować. Na kajakach będziemy się integrować. Wiadomo, że do kajaków potrzebny jest jakiś zbiornik wodny. Najlepiej rzeka. Z uwagi na fakt, że zespół rozrzucony jest właściwie po całym kraju, to żeby wszyscy mieli tak samo daleko (poza jednym kolegą, który akurat złośliwie mieszka pod Chęcinami) wybór padł na Nidę, z noclegiem w ruinach (w tej odrestaurowanej części ruin) zamku w Sobkowie. Województwo świętokrzyskie, powiat jędrzejowski.
Plan integracyjny był prosty jak drut i składał się zasadniczo z dwóch punktów:
kajaki i alkohol w czwartek
kac i powrót do domów w piątek
Jednym słowem: klasyka.
Ale w tym miejscu historii pojawia się on. On, czyli Paweł.
– Fonfi, a może byśmy wrócili rowerami?
– Tak!
– Długo Cię nie trzeba namawiać.
– Tak.
W ten sposób powstał drugi plan, doszczegóławiający (w ogóle istnieje takie słowo? - bo mi Word podkreśla) ten poprzedni w zakresie powrotu. Jako że Paweł mieszka w Krakowie, a z Sobkowa do Krakowa jest całe 120 kilometrów, zapowiadał się leniwy, towarzyski “caffé ride” przez urokliwe okolice województw świętokrzyskiego i małopolskiego. Z „happy endem” w postaci 20-kilometrowego odcinka WTR (Wiślanej Trasy Rowerowej). Nie pozostało nic innego jak przezornie, z wyprzedzeniem, zarezerwować sobie bilet na pociąg z Krakowa do Warszawy z miejscem dla roweru.
10 lipca, w czwartek, z samego rana, z rowerem, spakowaną sakwą, biletem w ręku (chociaż tak dokładnie to w telefonie) wsiadłem do samochodu kolegi (nie Pawła) i pojechaliśmy się zintegrować. Na miejsce dojechaliśmy jako jedni z pierwszych więc witaliśmy kolejno zjeżdżających się ludzi, w tym ekipę z Krakowa.
Paweł wysiadł z samochodu, podszedł do bagażnika, a ja radośnie, jak labrador w błocie, podbiegłem, żeby pomóc mu z rowerem. I przeżyłem szok. Roweru nie było. Nie było go w samochodzie, nie było go też na samochodzie, ani nie było go nawet pod samochodem - wiem, bo na wszelki wypadek sprawdziłem.
Była za to gitara.
– Paweł, to nie jest rower!
– Nie.
– To jest gitara.
– Brawo!
– Zdajesz sobie sprawę, że na gitarze ciężko Ci będzie dojechać do Krakowa?
Okazało się, że w wyniku szeregu nieporozumień i nienachalnej znajomości kalendarza, ktoś zaplanował Pawłowi spotkanie z klientem akurat w dzień naszego powrotu. Paweł oczywiście rozważał przez jakiś czas opcję podłączenia się do telekonferencji w trakcie jazdy na rowerze. Jednak a) po pierwsze - sapanie i rzężenie mogłoby zostać przez klientów zauważone i niekoniecznie dobrze odebrane, b) po drugie - pozostawała kwestia zamocowania laptopa do kierownicy na potrzeby prezentacji. Zaważyło zwłaszcza to drugie. W konsekwencji całkowitego braku dostępności tego typu uchwytów na rynku – wygrała wspomniana gitara.
Kajaki, jak kajaki – o nich pewnie można by było napisać odrębną historię. Z kolei integracja, też jak integracja. Ten się spił na wesoło, tamten na smutno, tamten do nieprzytomności.
A to wszystko przy dźwiękach tej cholernej gitary.
Kolejnego dnia wyjazd do Krakowa zaplanowałem mniej więcej między 8:00 a 9:00 rano, dzięki czemu miałem się porządnie wyspać. Oczywiście - jak na złość - obudziłem się już o 6:00, na długo przed budzikiem. Starzy ludzie tak mają, że wstają skoro świt. Podejrzewam, że jest to element ewolucji i w pewnym wieku naturalnie przystosowujemy się do wczesnego wstawania, bo to w kolejkach do przychodni gwarantuje miejsce przed słabszymi osobnikami.
Skoro już się obudziłem to postanowiłem się też umyć i ubrać. W ten sposób już o 6:30 stałem przed hotelem wdychając rześkie, poranne powietrze. Bufet otwierali dopiero o godzinie 9:00, więc - w ramach śniadania - zakupioną poprzedniego dnia owsiankę zagryzłem lekko czerstwą jagodzianką i właściwie byłem gotowy do drogi. Nie budząc nikogo (co, mając na względzie uprzedni wieczór, i tak skazane byłoby na porażkę) wsiadłem na rower. Wyjechałem przez bramę i wiedząc, że do Krakowa mam się skierować na południe, zaskoczyłem sam siebie skręcając na północ. No dobrze, trochę z tym zaskoczeniem konfabuluję, bo gdzieś - w tak zwanym międzyczasie - przeszła mi przez głowę myśl, że skoro i tak jadę sam, to po co do Krakowa jak można od razu do Warszawy. Myśl ta zostawiła nawet swój ślad w postaci przygotowanej trasy w nawigacji.
Nawigacja ta, już po kilku pierwszych kilometrach kazała mi zjechać w szutrową drogę wzdłuż nasypu kolejowego, która miała skrócić wycieczkę o parę kilometrów. Szuter, owszem - był. Miejscami. Tam, gdzie akurat nie było piachu po obręcze. Dzięki czemu zamiast jazdy mogłem rozkoszować się porannym spacerem.
Jak tylko udało mi się dotrzeć do bardziej utwardzonej nawierzchni jazda nabrała bardziej rozsądnego tempa. Rozsądnego na tyle, na ile pozwalały podjazdy przed i w samych Chęcinach, gdzie postanowiłem uzupełnić uprzednie skromne śniadanie i zaopatrzenie. Zjedzona (tym razem świeża) drożdżówka i banan, oraz dwa kolejne na zapas, spowodowały, że świat nabrał barw. I dla jasności - nie były to nasze narodowe odcienie szarości.
Przez kolejne dwadzieścia kilometrów nie działo się nic wartego uwagi. Ot na zmianę pod górę i na dół, dość silny boczny wiatr (wiadomo – kieleckie) nie pomagał, ale też specjalnie nie przeszkadzał, ciemne chmury straszyły z oddali perspektywą zmoknięcia, a ja mogłem się cieszyć wspaniałymi widokami jakie oferowała okolica.
Aż nagle, na 36 kilometrze nawigacja kazała skręcić na skrzyżowaniu w prawo i moim oczom ukazał się podjazd. Ale nie jakiś tam podjazd, jakich minąłem już kilka. Tamte to mogły mu co najwyżej za wypłaszczenia robić. Ten podjazd ciągnął się po horyzont i ginął gdzieś w górze we mgle. Chociaż mogłem odnieść tylko takie wrażenie przez okulary, które zaszły mi z wrażenia parą.
Zaatakował od razu. Nawigacja rozbłysła czerwonym alarmem, wyświetlając 15% nachylenia. W rozpaczliwej próbie obrony klikałem szaleńczo manetkami, żeby dobrać odpowiednie do walki przełożenia. Łańcuch przeskakiwał w zawrotnym tempie jednak już po chwili zazgrzytał przeraźliwie, informując mnie, że zakres się skończył. Tę walkę przegrałem zanim na dobre się zaczęła. Nie pozostało mi nic innego, jak wspinać się w zawrotnym tempie kilku kilometrów na godzinę, sapiąc i rzężąc niczym zarzynane zwierzę, aż okoliczne psy, których codzienną rozrywką jest podgryzanie kolarzy po kostkach, uciekły skowycząc. Mógłbym przysiąc, że podjazd ten ciągnął się przynajmniej dwadzieścia kilometrów. Jakież było zatem moje zdziwienie, kiedy wdrapawszy się ostatkiem sił, z mroczkami przed oczami i smakiem wstępnie przetrawionej jagodzianki w ustach nawigacja pokazała, że przejechałem niecałe dwa. Nagrodą była jednak wspaniała panorama na okolicę i, jak to po podjazdach bywa - długi zjazd.
Takich zjazdów, zresztą było jeszcze kilka. Na jednym z nich, w miejscowości Hucisko przed Stąporkowem, przez chwilę nieuwagi, rower rozpędził się nawet do szaleńczych 60km/h co przeraziło nie tylko mnie (boję się takich prędkości) ale i pana policjanta z „suszarką”, który mierzył prędkość, schowany za płotem przed samą tablicą wyznaczającą koniec obszaru zabudowanego. Trzymając się kurczowo kierownicy, skupiony na najbliższych kilku metrach asfaltu pochłanianych przez przednie koło, zdążyłem tylko kątem oka zauważyć przedstawiciela władzy, który potrząsał radarem i chyba z niedowierzaniem wpatrywał się w wynik pomiaru.
Po stu kilometrach powoli dojeżdżałem w moje rodzinne strony - okolice Wolnego Miasta Radom. Nieznośny ból zadka i lekkie ssanie w żołądku przywołały natrętną chęć zajechania do mamusi na obiad i kontynuowania wycieczki w mniej lub bardziej wygodnym fotelu PKP. W celu przegonienia tych głupich pomysłów, pomachałem energicznie ręką przed swoim nosem. Stojący na mijanym przystanku młody chłopak odmachał lekko zdziwiony.
Przytyk, który znajdował się na 120 kilometrze, czyli praktycznie w połowie trasy, wydał mi się idealnym miejscem na pierwszy postój, uzupełnienie kalorii i zapasów, które zdążyły się uszczuplić o wszystkie zakupione wcześniej banany, batona proteinowego, żel energetyczny i jeden bidon z izotonikiem. Do wyboru był kebab, kebab albo pizza. Pomimo, że akurat wypadał Światowy Dzień Kebaba postawiłem na pizzę. A dokładnie na zapiekankę. Ale w pizzerii.
Pizzeria okazała się malutkim lokalem, z jednym stoliczkiem, który głównie obsługiwał zamówienia na wynos. Usiadłem więc w kąciku, podłączyłem nawigację do powerbanka, żeby się trochę podładowała i wiercąc się na twardym krześle cichutko sobie cierpiałem w oczekiwaniu na posiłek.
Zapiekanka, choć była to najprostsza z możliwych jej wersji, smakowała mi jak żadna inna do tej pory. Zjadłem, popiłem napojem gazowanym jednego z popularnych producentów, nazwy którego nie wymienię, bo nie zgodził się zapłacić za reklamę. I tu pojawił się malutki problem. Ilość spożytej kofeiny, protein, chemii i zjedzona w pośpiechu zapiekanka wywołała u mnie gwałtowny proces trawienny i tak zwaną potrzebę. Jednak w lokalu nie było toalety. A przynajmniej takiej dla gości. Co gorsza ani obsługa lokalu, ani pobliskiego sklepu, w którym zakupiłem kolejne banany i napoje, nie potrafiła mi powiedzieć, gdzie mógłbym taki przybytek znaleźć. „No nic – rozejdzie się po kościach” pomyślałem i na wszelki wypadek dokupiłem paczkę chusteczek higienicznych.
Z kolejnych trzydziestu kilometrów pamiętam niewiele. Właściwie to pamiętam tylko mocno zaciskane pośladki. Okazuje się, że stacje benzynowe na bocznych, lokalnych drogach są równie rzadkie jak rozsądek w komentarzach w internecie. Na szczęście wjechałem do Białobrzegów, gdzie zatrzymałem się na pierwszej napotkanej stacji benzynowej. Wpadłem do środka, gdzie sprzedawca tylko spojrzał na mnie, przestępującego z nogi na nogę i powiedział jedno słowo: “tam”, wskazując przy tym na drzwi do toalety. Po wszystkim nawet pieniędzy nie chciał, choć na drzwiach toalety wyraźnie było napisane, że płatna. Czyli są jeszcze dobrzy ludzie na tym świecie, którzy pomogą w potrzebie. Tej literalnej.
W tym miejscu dołączyli do mnie Maciek Okraszewski i Michalina Kowol – czyli podcast “Dział zagraniczny”. Podziwiając tereny “Mazowieckiej Toskanii” położone w okolicy Warki i Grójca (wraz z niesamowitym zatrzęsieniem idiotów w zdezelowanych “beemkach”, którzy wyprzedzali mnie z ogromną prędkością na grubość lakieru albo udawali, że mnie nie widzą jadąc na czołówkę) Maciek i Michalina szeptali mi do ucha dlaczego w Europie znikają listonosze, czemu Indie zmuszają obywateli do wegetarianizmu, wyjaśnili zawiłości egipskiego manualnego systemu recyclingu oraz poinformowali kiedy zostanie zniszczony Neapol. Przerwę zrobili sobie tylko dwa razy, kiedy musiałem wracać po zgubioną na grójeckich wybojach słuchawkę.
W okolicy Warki ponownie zagnieździła mi się w głowie myśl roztaczająca przede mną uroki podróży w PKP, a która to myśl - z racji, że jechałem wzdłuż linii kolejowej – mniej lub bardziej natrętnie towarzyszyła mi aż do samych przedmieść Warszawy, czyli do Piaseczna. Jednak powszechnie wiadomo, że najgorsza jest pierwsza setka, drugą jedzie się już nieźle, a trzecia i kolejne to sama przyjemność - więc przyjemności tej postanowiłem sobie już do samego końca nie odmawiać. Zresztą ostatnie kilometry umilały mi różne rozmowy telefoniczne.
Na sam koniec, już w samym centrum Warszawy, na Nowym Świecie zaskoczył mnie Marsz Wołyński, którego uczestnicy skutecznie blokowali przejazd, przez co zmuszony byłem skorzystać z ulicy Ordynackiej, której brukowana nawierzchnia zapewniła mi bezpłatny masaż prostaty akurat w momencie, kiedy zadzwonił do mnie Paweł i siedząc na miękkiej kanapie w Krakowie zapytał:
– Żyjesz?
A w tle, w słuchawce, słychać było gitarę…
----------
Dla porządku: 1803 słowa





Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
To ja od razu skorzystam i bezczelnie podczepię się pod tag #wolnewiersze, który - dzięki uprzejmości pana @George_Stark - wziął się i dzisiaj narodził. Dlatego niezwłocznie się z Państwem takim właśnie wolnym wierszem podzielę. Tak trochę w ramach wytłumaczenia się z mojej mniejszej ostatnio aktywności. Wiadomo, że tłumaczą się tylko winni, co w zasadzie idealnie pasuje do sytuacji, bo tej mojej mniejszej aktywności winien jestem tylko i wyłącznie ja sam.
Uzależnienia
Dzisiaj w wyniku zdarzeń zawiłych,
Kolejne książki w me ręce trafiły,
Bo to jest nałóg, nic nie poradzę,
Że książki na półce licznie gromadzę,
Lecz zanim foliały staną w szeregu,
Przeczytać je muszę od brzegu do brzegu,
I jak mam pogodzić te wszystkie obsesje,
Rower, pisanie i czytania sesje?
A mogłem mieć hobby jak inne chłopaki,
Palenie, alkohol czy choćby hazard jakiś.
#zafirewallem #endorfiki #tworczoscwlasna
PS
Wiersz powstał jakiś czas temu, ale idealnie pasuje do obecnej mojej sytuacji, zwłaszcza w kontekście toczącej się obecnie w Kawiarnii dyskusji.
wziął się i dzisiaj narodził
To musiał być bardzo długi poród, skoro wpis dodałem wczoraj.
Wiadomo, że tłumaczą się tylko winni, co w zasadzie idealnie pasuje do sytuacji, bo tej mojej mniejszej aktywności winien jestem tylko i wyłącznie ja sam.
Jej, jak ja uwielbiam logikę i jej konsekwencje!
***
A wiersz wspaniały, samo życie można powiedzieć. Aż się nad swoimi hobby zastanowię.
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Nadrabiam troszkę zaległości w tym co się dzieje dookoła ale chciałbym się odnieść do dyskusji na temat naszej Kawiarni #zafirewallem, która wywiązała się w komentarzach tutaj i tutaj. Zrobię to w tym miejscu, w osobnym wpisie, bo tak łatwiej mi będzie zebrać myśli do kupy.
Najpierw tak bardzo ogólnie. Faktycznie mniej się dzieje chwilowo (z naciskiem na "chwilowo", mam nadzieję) ale może to po prostu przez sezon ogórkowy. Jednak okres letni obfituje w różne inne aktywności o urlopach nie wspominając, na których to urlopach chcemy sobie zazwyczaj odpocząć od wszystkiego. Internetów również
Bardzo podobają mi się pomysły lekkiego motywowania przypomnieniami i wołaniami. Uważam, że jeśli organizatorowi danej edycji zależy na frekwencji, to nic nie stoi na przeszkodzie co jakiś czas szturchnąć nas pod danym tagiem. Tak samo obiema rękami podpisuję się pod pomysłem dołączenia informacji do hejtonews (celowo bez tagu, żeby nie zaśmiecać panu @bojowonastawionaowca ) o aktualnie trwających zabawach. Na pewno nie zaszkodzi.
I teraz bardziej o konkretnych tagach.
Jeśli chodzi o #nasonety to mam wrażenie, że tutaj jest trochę sinusoida. Raz więcej raz mniej. Osobiście na przykład mam trochę problem (mentalny) z edycjami, gdzie dawcą nie jest sonet tylko inny utwór (wiersz/piosenka) - ale to tylko i wyłącznie mój formalistyczny problem, przez który jest mi ciężej się zmotywować. Ale proszę tej mojej uwagi w ogóle nie brać swoją uwagę. Ja bym się nie przejmował tylko motywował, wołał, szturchał.
Padła kwestia podsumowań i tego, że uczestnicy się ich boją. Całkiem niepotrzebnie. Jak pan @splash545 czy @George_Stark nam nie raz pokazali podsumowanie można zawrzeć w jednym czy dwóch zdaniach. Nikt nikogo z tego nie rozlicza. Serio! To, że ja lubię sobie popłynąć, to tylko i wyłącznie dlatego, że mnie ogromną frajdę sprawia wielokrotne obcowanie z Waszymi utworami, wczytywanie się, szukanie rytmu, smaczków a na koniec pisanie totalnych głupot na ich temat. Grafomani tak mają :stuck_out_tongue_winking_eye:
Natomiast jeśli chodzi #naopowiesci, bo tutaj faktycznie dzieje się najmniej, to pan @onpanopticon troszkę mnie już ubiegł. Mam ze swojej strony taką propozycję, żeby Państwa troszkę zmotywować:
- W każdej edycji ufunduję nagrodę książkową dla zwycięzcy. Możemy tylko wspólnie ustalić, czy książka będzie odgórnie wybrana, żeby wiadomo było o co walczymy, czy zwycięzca będzie mógł sobie na koniec wskazać co chciałby dostać (w jakimś odgórnie ustalonym budżecie).
- Bardzo mnie cały czas boli, że te nasze wytwory wszelakie giną sobie w czeluściach internetów, więc chciałbym zaproponować, że pod koniec grudnia zbiorę opowiadania z całego roku (oczywiście tych autorów, którzy wyrażą zgodę) i wydam je w formie papierowej jako "Antologię Za Firewallem" - po jednym egzemplarzu dla każdego z uczestników. Żeby było jasne - nie do żadnej sprzedaży, takie wydanie limitowane tylko dla nas. Każdy z nas będzie mógł wtedy powiedzieć, że jest "autorem publikowanym". No i będziemy mieli pamiątkę. Co Państwo na to?
Tym postem, takim na szybko po śniadaniu, mam nadzieję otworzyć szerszą dyskusję.
Chyba się odniesę. Dużo spraw, to odniesę się nie do wszystkich, a tylko do tych, które mnie w jakiś tam sposób poruszyły, bo to bardzo miłe, że komuś zależy na tym naszym wspólnie budowanym przybytku chybotliwym.
***
Publikacja – jako piszący tutaj bodaj najwięcej, napiszę to raz i nie będę powtarzał, bo mi się powtarzać nie będzie chciało: moich opublikowanych tutaj wytworów można używać w dowolny sposób oprócz:
– przypisywania sobie ich autorstwa,
– zbijania na nich kokosów bez podzielenia się ze mną oraz
– celowego karmienia nimi wszelkiej maści modeli językowych/sztucznych inteligencji.
Co do ostatniego punktu, to nie jestem aż tak głupi, żeby nie wiedzieć, że skoro są opublikowane w Internecie, to pewnie i tak są tam zindeksowane (czy jak to się tam nazywa), ale nie chciałbym żeby ktoś tam to w jakimkolwiek celu wrzucał dodatkowo. W przypadku tego całego AI nie będę oczywiście nikogo ścigał i wyciągał konsekwencji, proszę tylko o uszanowanie mojej prośby. W przypadku dwóch pierwszych punktów, gdyby zdarzyło się ich złamanie, to pewnie najpierw bym się wkurwił, a później zastanowił co z tym fantem zrobić dalej. Mam jednak nadzieję, że się nie zdarzy, bo ani wkurwiać się, ani zastanawiać z musu nie bardzo lubię.
Jeśli zaś chodzi o samą publikację, to nie mam nic przeciwko, nawet mogę się do kosztów wydania dorzucić, niemniej nie mam zamiaru (ani czasu) w tym temacie zrobić niczego więcej.
No i to w zasadzie tyle, bo w pozostałych punktach raczej nie mam zdania. Można próbować i tej aktywizacji i nagród i zobaczyć jak to wyjdzie. Tak to zawsze przecież tutaj działało.
Dziękuję za wypowiedź.
@fonfi W mojej opinii i z mojej perspektywy akcja #naopowiesci ma trochę zbyt krótkie interwały czasowe, przez co zwłaszcza w sezonie wiosenno-letnim ciężko jest się nadążyć z pisaniem. A ja lubię czasem pomęczyć dane opowiadanie 2-3 tygodnie, dlatego przy ambitniejszych tematach nawet nie startuję bo boję się, że nie zdążę. Dlatego też uważam, że najlepszą opcją byłyby cykle miesięczne, przez co po pierwsze byłoby więcej czasu na napisanie utworu, a po drugie łatwiej byłoby zapamiętać do kiedy ma się czas.
Pomysł wydania na papierze jest świetny, będę kibicował. Podobnie pomysł z nagrodami książkowymi, też chętnie ufundowałby, zwycięzcy jakąś.
Zaloguj się aby komentować
Dzień dobry się z Państwem,
Urlop, urlop i po urlopie. No i wracamy pomału do obowiązków. Zarówno do tych mniej ale też i takich bardziej przyjemnych. Zdecydowanie do tej drugiej kategorii należą wizyty w #punktwymianypoezji. Szczególnie kiedy w trakcie takiej wizyty uda się coś pod ramką znaleźć. I nie są to tylko pety i potłuczone butelki, ale taki wiersz na przykład:
paradoks
gdy tylko mam czas dla siebie,
uciekam w wykreślanki
jakbym miała skreślić twoje imię
ty za to szukasz mojej duszy
jakbyś nie umiał jej przyjąć,
po co właściwie udawać,
skoro żyjemy w symbiozie?
wystarczy jeden pocałunek,
by to zrozumieć
Aleksandra Majka
——————————
I na deser wiersze z "centralnej dystrybucji":
——————————
W końcu
w kosmosie nic nie ginie,
więc może nasza miłość
tylko zmieniła planetę
——————————
d_nonomnismoriar_g
te ziarna, które eksplozja poniosła
te co potencjał swój cały wybebeszyły
te ziarna co pożeram jak światy całe
te ziarna już skończone
są jeszcze te na dnie czary, wyleżane
i mimo czasu, co przez palce leci i leci
one wciąż rozwój pod skorupą swą trzymają
te ziarna - smutne, drobne
te ziarna co wchodzić by się mogły
więc je chowam, pod ziemię
tak jak chowa się larwa muchy
oby wyrosły i mnie przerosły
tak jak przerasta mnie larwy mucha
——————————
Szczęście
Kiedy koszmar mi się śni,
myślę o szczęściu i znajduję do wyjścia drzwi.
Przechodząc przez nie,
pojawiam się w krainie zielonej - "zła" pozbawionej
tętniącej życiem, gdzie szczęście w każdej
formie objawia się.
Wtedy już wiem, że strach nie złapie mnie.
Bo szczęście przy mnie jest.
Antoni Roszyk, lat 14
——————————
"Między Larsem a mną"
Jutro wstanę. Może jutro pójdzie nam lepiej. A może
znowu pieczeń będzie smakować popiołem,
woda popłynie za mokra.
Za każdym razem nie wiem, czy starać się bardzo,
czy bardzo starać się pogodzić, że czasem po prostu
widzę mocniej. Że coraz bliżej mi do Justine,
coraz dalej do Claire. Kiedy w moją ziemię
uderza melancholia.
Beata Kołodziejczyk
——————————
#zafirewallem #punktwymianypoezji - tag do czarnolistowania




Zaloguj się aby komentować