Zdjęcie w tle

fonfi

Gruba ryba
  • 503wpisów
  • 3643komentarzy

Dzieńdobry się z Państwem,

Jakaś myśl natrętna nie dawała mi zasnąć. A jak już dała mi zasnąć to przerodziła się w koszmary. Dlatego też, zaraz jak się obudziłem musiałem ją wyrzucić z głowy na papier. A konkretnie do excela.

Dla wszystkich z Państwa, którzy dzisiaj zabiorą swoje Walentynki na kawę z deserem, albo może nawet na romantyczny obiad zakończony słodkim łakociem, taka przestroga:


Abominacja

(czyli krótka historia rozpadu związku)


Zerwałem się z krzesła, usta zakrywam,

Do toalety w te pędy pomykam,

Bo rzecz to niezmiernie jest obrzydliwa,

Rodzynek znaleźć w kawałku sernika.


Kobieto, puchu, istoto złośliwa,

Zobacz! Już pełen się sedes zatyka,

A sernik torsjami się wciąż wyrywa,

I dreszcze mną trzęsą - niczym osika.


Ty zdaje się nie masz za grosz sumienia,

Jeżeli tak całkiem, bez wstydu cienia,

Rodzynkiem bezcześcisz z sera łakocie.


Wysoki Sądzie! Choć nie chcę - to muszę,

Bo u mężczyzny do serca przez brzuszek:

Z powodu rodzynka - o rozwód wnoszę!


_#nasonety #diriposta #zafirewallem _

Sernik należy akceptować w takiej formie w jakiej zesłał nam go los. Tu nie ma co grymasić, że z rodzynką czy bez rodzynki, tu trzeba wpierdalać.

No, panie @fonfi ,tego siania nienawiści to nawet nie skomentuję. Skomentuję za to wspaniałe słowa kolegi @splash545: jak już będę wielkim, sławnym i bogatym poetą, to otworzę własne wydawnictwo tylko po to, żeby wydać te Twoje Rozmyślania: dwójeczka. Pod warunkiem, że się tą myślą powyższą ta książka będzie zaczynać.

Zaloguj się aby komentować

Powoli zbliżamy się do końca Walentynkowej edycji zabawy #nasonety . Wypadałoby dorzucić jakieś #diriposta od siebie, prawda? Więc proszę - szczypta miłości, odrobina wspominek, ciutka sentymentu a wszystko oprószone lekką złośliwością.


Porcelanowe gdyby


Gdybym się wstydził Cię w szkole podrywać,

Gdybym nie znalazł Ci wtedy kolczyka,

Gdybym przestraszył się, żeś złośliwa,

Gdybym.. Choć może lepiej nie wnikać?


Gdybyś nie dała się w szkole podrywać,

Gdybyś posiała gdzieś indziej kolczyka, 

Gdybyś nie była tak słodko złośliwa,

Gdybyś... Bez sensu ta polemika.


Bo nie wynika nic z tego gdybania,

Skoro serc naszych wspólnego drgania,

Za chwilę będzie dwudziestolecie.


I chociaż bywa - przyznać to muszę,

Iż myślę czasami, że Cię uduszę,

To kocham Cię - zołzo - najbardziej na świecie!


#zafirewallem #nasonety #diriposta

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Dopiero co dwa dni temu (a pamiętam, jakby to było wczoraj) dzieliłem się z Państwem radosną nowiną jak to zostałem szczęśliwym posiadaczem dwóch piór Kaweco. Radosną dla mnie oczywiście. Ewentualnie dla tych z Państwa jeszcze, którzy potrafią i lubią cieszyć się cudzym szczęściem. Ledwie minęło 48 godzin a ja śpieszę do Państwa z kolejną nowiną. Również radosną. I również dla mnie.

Jak już słusznie zauważyliśmy w postach pod tagiem #piorawieczne , dzisiaj jest światowy dzień pisania piórem. Nie wiem czy pan chińczyk zrobił to celowo, czy całkiem przez przypadek ale pozwolił mi świętować ten dzień dwoma nowymi piórami. Piórami marki Jinhao. Piórami ceramicznymi. O piórach tych - to znaczy nie dokładnie tych - ale takich samych, ceramicznych, napisałem już jakiś czas temu więc nie ma co się nad nimi rozwodzić bo kto ma ochotę może sobie odkopać i przeczytać. Jednak jeden fakt wart jest podkreślenia. Mianowicie odebrawszy te dwa pióra z paczkomatu dokończyłem kompletowanie całego zestawu - “mini kolekcji” - składającej się z sześciu (słownie: 6) sztuk. 

Jak się taki komplet prezentuje, pytacie? Ponieważ mówi się, że jeden obraz wart tysiąca słów, a nie mam sumienia zamęczać Państwa taką ilością moich wypocin (w tym celu, chętnych zapraszam do Kawiarni #zafirewallem ) niech więc za odpowiedź posłużą poniższe trzy fotografie. To będzie mniej więcej 3000 słów, czyli całkiem sensowne opowiadanie...

cd1372ea-cddc-42cc-9492-c6cd7ff88000
effd3ebe-0a02-4e1b-9d84-d9d949b8fbd1
e9539b90-31b5-4ae4-9a66-bb6f4d3ba14b

@fonfi Chłop co zrobił XD a myślałem, że jak dziś wydałem stówę na atramenty to zaszalałem... Pięknie Panie Fonfi... Z różnymi stalówkami? Ja się czaiłem na trzeci od lewej na zdjęciu raz, not gonna lie xD

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Zacznę od tego, co i tak już wszyscy wiedzą: piszę piórem. To znaczy wtedy kiedy nie piszę na klawiaturze - to wtedy piszę piórem. Wiecznym piórem. Moje ulubione, którym posługuję się w 9 przypadkach na 10 jest Waterman Carene. Ale jeżdżę też na rowerze. Do pracy na nim jeżdżę. No może nie tylko do pracy, ale w kontekście tego wpisu ten właśnie fakt, dojazdów do pracy, ma znaczenie. Wożenie takiego pióra w kieszeni, razem z innymi klamotami (nawet w etui) nie jest najszczęśliwszym pomysłem. Jest duża szansa, że takie pióro w kieszeni się zniszczy. No i często po przetelepaniu się przez wertepy użycie pióra w biurze wiąże się z czyszczeniem sekcji, stalówki i skuwki z wytrząśniętego atramentu. No po prostu szkoda tego Carene.


W związku z powyższym zapragnąłem wejść w posiadanie pióra “pracowego”. Nie to, żebym nie miał w domu kilku(nastu?) sztuk. Ale przecież żadne z nich, skoro są piórami “domowymi”, nie może stać się piórem “pracowym”. Tak po prostu nie wypada. Nie chciałem, żeby było to pióro drogie. Raczej takie z niższej półki, ale tym razem nie chciałem też żadnego chińczyka. A tak w ogóle to chciałem Kaweco. Bo jeszcze żadnego nie miałem.


To teraz mam dwa…


Jestem dumny z siebie, że nie dałem się podkusić Panu @Rozpierpapierduchacz, na zakup Kaweco Piston Sport Classic. A wierzcie mi - trzymałem je już w ręku. Głaskałem po stalówce, która niewinnie się do mnie uśmiechała nucąc “no dalej - bierz mnie!” Chociaż możliwe, że to piosenka IRY o tym właśnie tytule akurat w sklepowym radiu leciała. W każdym razie, grzecznie oddałem sprzedawcy Pistona mówiąc mu “nie tym razem, jeszcze nie tym razem”, …i zakupiłem dwie sztuki Classic Sport:

- Classic Sport Navy, czyli granatowe ze stalówką w kolorze złotym

- Frosted Sport Blush Pitaya, czyli różowe ze stalówką w kolorze srebrnym

Obydwa pióra w rozmiarze F.


No i muszę przyznać że mam mieszane uczucia. Uczucia takie jakie się ma widząc wydrapany na lakierze własnego samochodu napis: “jesteś bogiem seksu”. Już śpieszę wyjaśnić skąd u mnie takie uczucia.


  1. Na pierwszy rzut oka pióra (a konkretnie ich plastikowe elementy) wyglądają na wykonane z materiałów kiepskiej jakości. Ot taki plastik-fantastik. Zobaczymy jak będą się sprawowały i zużywały. Zwłaszcza, że mam zamiar wozić je ze sobą na wspomnianym rowerze.

  2. Obydwa pióra mają teoretycznie taką samą stalówkę, różniącą się tylko kolorem, ale ta złota pisze bardzo gładko, ślizga się po papierze. Natomiast ta srebrna delikatnie skrobie - tak jak lubię. Szkoda tylko że ta srebrna jest przymocowana do pióra różowego, które zakupiłem dla córki… Przy czym, co należy zaznaczyć, pomimo tej naprawdę mocno wyczuwalnej różnicy w tzw. feel, innych różnic nie ma. Linie są tej samej grubości, ilość atramentu zostająca na papierze też mniej więcej ta sama.

  3. Pióra są lekkie. Serio - one praktycznie nic nie ważą. Jestem przyzwyczajony o piór ciężkich. PIsałem nawet tutaj o chińskich piórach ceramicznych, które ważą naprawdę sporo i to mi w ogóle nie przeszkadza. Lubię czuć wagę pióra w ręku. I tutaj te moje mieszane odczucia są najbardziej zauważalne. Bo z jednej strony mnie ta ich lekka waga drażni, a z drugiej strony, tak całkiem obiektywnie mówiąc pisze się nimi niesamowicie wygodnie i ta waga w ogóle w niczym nie przeszkadza. Taki mindfuck…


Tak czy siak cieszę się, że kolekcja powiększyła mi się o Kaweco. A nawet o dwa Kaweco. Jeszcze bardziej cieszę się, że córka zaczęła pisać piórem. A co do trwałości i tego jak się sprawdzają w dłuższej perspektywie - to czas pokaże.


Aha, jeszcze jedna cecha, która jest ewidentną zaletą - przynajmniej dla mnie. Kaweco Sport są na tyle malutkie, że mieszczą się w etui od okularów. I to razem z okularami…


#piorawieczne

c614f9b0-b534-4ff9-8934-f1dfc63817d2
1444cedd-67d8-450c-884b-be4acf53025f
713c1c8b-88e0-494c-a4be-6757851b4e48

@fonfi A więc powiadasz, że na rynku matrymonialnym pojawiła się nowa dziewczyna, która pisze piórem? ( ͡° ͜ʖ ͡°)


A tak na serio to granatowe ze złotymi elementami też za mną chodziło, bardzo lubię to połączenie kolorów, jedno z moich ulubionych, więc nie powiem, trochę zazdroszczę xD Aha, i nie słuchaj @Rozpierpapierduchacz , bo bredzi, srebrna stalówka nie będzie pasować i już, koniec kropka xD

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobry się z Państwem,

Za każdym jednym razem, kiedy przyjdzie mi do głowy pomysł, żeby sobie pośmieszkować i napisać coś “dla jaj”, to jestem przez Państwa zaskakiwany. I piorunowany. W efekcie czego wierszyki, które swoją prostotą i płytkością tematów (jak Kenijska Agencja Kosmiczna czy Złoty strzał ) kalają moimi rękoma tak wysublimowaną formę jaką jest sonet, formę uprawianą przez Szekspira, Mickiewicza i innych wielkich poetów, to właśnie one zostają nagrodzone najzaszczytniejszym miejscem na podium. Jest to równie fascynujące jak miłe. A zatem jeszcze raz dziękuję za uznanie.


Ale przechodząc do rzeczy. Niniejszym otwieram kolejną LXIII (słownie: 63) edycję zabawy #nasonety . Edycję, którą z racji faktu, że finał swój będzie miała dokładnie 14 dnia lutego Anno Domini 2025, nazwać muszę nie inaczej jak “Walentynkową”. Dlatego kiedy młodzież będzie biegać po sklepach, kupując importowane z Azji upominki, napychając przy tym sakiewki chciwych kapitalistów, my ze stoickim spokojem będziemy tworzyli prezenty liryczne. Prezenty nie dla ciała, a dla umysłu, duszy i serca.


Napisawszy powyższe chciałbym, tym razem wyjątkowo poza zgodnością rymów, narzucić Państwu temat.

Piszmy o miłości!

Kto wie - może nasze, odpowiednio wykorzystane wytwory wywołają uśmiech i rumieńce u niejednej/niejednego uczestnika #hejtoswatki ?


Jako dawcę proponuję Państwu sonet pana Leopolda Staffa.


Twe złote włosy


Włosy twe jak płomienia błyskawicy grzywa,

Jak surm mosiężnych świetna, weselna muzyka,

Jak uroczyste święto bogatego żniwa,

Jak w południe lipcowe spieka słońca dzika.


Włosy twe: bursztyn, jedwab, ogień i oliwa,

jesienny niebywały przepych października,

W zasobnych miodnych ulach praca pszczół szczęśliwa,

Złote szaleństwo wina dla ust biesiadnika.


Włosy twe: rozżagwiona rozkoszy pochodnia,

Kojące jako morze, kuszące jak zbrodnia...

jak w lesie o zachodzie zabłądzić w ich złocie!


I po wirze upojeń, pieszczot zawierusze

Zagrzebać w nich swe usta i upowić duszę,

Dumna jak sen zwycięzcy w zdobytym namiocie!


Zasady - jak zawsze: układamy sonet, w którym rymy w poszczególnych wersach zgadzają się z rymami w tych samych wersach w powyższym sonecie "dawcy".


Zapraszam do zabawy!

#zafirewallem #nasonety #diproposta

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór,

Mam szczerą nadzieję, że w poniższym (całkowicie pozakonkursowym) wytworze udało mi się zawrzeć naszą wspólną tęsknotę za talentem i kunsztem poetyckim pana @bojowonastawionaowca . Kto wie, może tym razem się uda...


Sonet runiczny (od runa a nie runów)


Ah! jaki żal ściska i serce krwawi,

Że Owca rymami nie chce nas bawić,

Chociaż wiemy wszyscy, że talent wielki,

Skrywają kosmate runa pukielki.


Sonet napisał, raz jeden jedyny,

A teraz wciąż Chiny i Filipiny,

Lub teksty pisze pod tag polityki,

Tak głuchy na nasze, w Kawiarni krzyki.


I kiedy prosimy niezmordowani,

On tylko się miga, grozi i gani -

Wpisy błagalne z zimną krwią kasuje.


Więc oto ponownie stajemy przed Tobą,

Nasza Ty Owco Nastawiona Bojowo,

Wierząc, że jednak w poezji zasmakujesz...


#zafirewallem #nasonety

Xd nieno owca moze nie pisac, jeszcze chwila o bedzie nawet smieci wynosil z serwerowni, juz i tak do niego pisza ze kazdym mozliwym problemem na hejto.


Bylby wierszyk ale niema

Moderacja to nie sciema

Dzien za dzien nie tagowane

Trzeba znowu dac nagane

Zaloguj się aby komentować

@UmytaPacha tak jak pisałem, rozumiem:


  • opierzone ptaszki

  • róże

  • malinowego Kubusia


Ale z tym Kieleckim to kto to słyszał.

Ale również tak jak pisałem - uważam, że człowiek w życiu powinien spróbować wszystkiego, więc niech się dzieje...


PS. Jeśli przestanę wrzucać cokolwiek na ten nowoczesny portal dla starych ludzi, to znaczy że miałem co do tego majonezu rację. Miło było się z Pańtwem poznać...


#gownowpis #majonezkielecki

393870f6-0e66-419e-9e07-d6df84100684

@fonfi

cytuje źródło Wikipedia

"Na podstawie składu i receptury Majonezu Kieleckiego została opracowana Polska Norma określająca majonez"

majonez jest tylko jeden, winiary i hellmans to miksy olejowo-jajeczne

Dlaczego o kieleckim codziennie są posty, a o Winiary nie? Bo Winiary nie potrzebuje reklamy, a tonący brzytwy się chwyta :D

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Dzisiaj z rana, w wyniku ewidentnych manipulacji panów @splash545 i @George_Stark , oraz jeszcze bardziej oczywistych przejawów nepotyzmu pani @Patkapsychopatka , zostałem zmuszony do przyjęcia lauru zwycięstwa w XVII edycji zabawy #naopowiesci . Niestety - z tego co wiem - nie istnieje (jeszcze?) w kawiarni żadna komisja odwoławcza, więc odwołać się od werdyktu nie mogę. Pozostaje mi tylko cieszyć się, że moje opowiadanie spowoduje (w co głęboko wierzę), że przynajmniej część z Państwa zatrzyma się na chwilę i głęboko zastanowi zanim na kolejnych zakupach włoży do koszyka Majonez Kielecki.


Jako że wspomniany laur, przyjąłem dzisiaj z rąk Pana @splash545 , który z tego co zdążyłem się zorientować jest ojcem #naopowiesci , a mnie przyszło w zaszczycie otwarcie XVIII (słownie: 18) czyli pełnoletniej już edycji, postanowiłem uhonorować ten fakt i wrócić do gatunku, którym rozpoczęła się ta zabawa. Dlatego osiemnaste urodziny będziemy świętować w rytmie poniższych wytycznych, do których - jak to w kawiarni - można mieć stosunek nienachalnie ortodoksyjny.


Temat: Po drugiej stronie

Gatunek: literatura fantastyczno - (mniej lub bardziej) naukowa

Limity: 800 - 2000 słów

Termin: Wstępnie 16.02 ale z uwagi na fakt, że zaczynamy nieco później, jeśli będzie taka wola, to przedłużymy

Zasady wyboru zwycięzcy: jak zwykle - jeszcze nie mam pojęcia


Miłej zabawy

PS. Zastanawiałem się jeszcze nad gatunkiem: erotyk (bo takiego nie było), ale temat "Po drugiej stronie" nasuwał niepokojące skojarzenia i pomysły... Ale jak ktoś się czuje na siłach - proszę się nie ograniczać!


#naopowiesci #zafirewallem

Do oszczerstw się nie odniosę. Napisać coś się postaram.


A, póki co, to przypomniał mi się taki stary dowcip, który jak ulał pasuje i do tematu, i do gatunku. Tylko że ma mniej niż 800 słów:


Stało się: Izrael stworzył swój własny program kosmiczny. No i polecieli ci dzielni astronauci w swej koszernej rakiecie. Nowoczesna technologia - lecą niebywale szybko. Mijają kolejne planety, gwiazdy, czasem zdarzy się jakaś mgławica.

W pewnym momencie są już tak daleko, że pojawiają się masy antymaterii. Nic to, lecą dalej, mijając antygalaktyki, antygwiazdy. Patrzą: antyplaneta. Lądujemy - zapada decyzja. I wylądowali na antypolanie.

Rozglądają się, a na skraju antypolany, pod antylasem stoi sobie antydomek. Antydym leci z antykomina - pewnie zamieszkany. Podchodzą blizej, zaglądają przez antyokno - antypustka. Chwytają antyklamkę, otwierają antydrzwi, a w antysalonie, przy antystole siedzą sobie antysemici.

Zaloguj się aby komentować

157 445 + 23 = 157 468

A wrzucę sobie doprac z rana, bo mi się gęba od endorfin cieszy.


I tak lepiej niż autobusem…


Jak fajnie jest zimą jeździć na rowerze,

Gdy temperatura zawisła na zerze,

A mimo tego pot chlupie ci spod pachy,

Okulary parują od zgrzanej czachy,

I piesi z pieskami - lub bez - całą zgrają,

Łażą jak zombie i w szprychy się wkręcają,

Tylko diabli by wzięli w kałuży grzmota -

Pomyślał Fonfi otrzepując się z błota…


#endorfiki #zafirewallem #tworczoscwlasna #rowerowyrownik #rower

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Jakoś tak się stało, że znowu pani @UmytaPacha stała się, świadomie bądź nie, źródłem mojej inspiracji. Kiedy wczoraj pozwoliłem sobie - dość nieśmiało, ale jednak - nawiązać do jaśnie nam panującego, Jego Magnificencji @bojowonastawionaowca , okazało się, że domknąłem cykl kawiarenkowy, co jest swojego rodzaju rytuałem, wyrażonym w załączonym poniżej memie. Taka okazja wymaga celebracji. A jak można lepiej oddać hołd tak dumnej tradycji niż przez zamknięcie jej w rymy? W związku z powyższym, poniżej prezentuję opis słowno-rymowany scenki rodzajowej, zobrazowanej przez - jak nie trudno się domyślić - pana @Dziwen .


Złoty strzał

(bohaterowie: @Dziwen , @UmytaPacha , @ErwinoRommelo , oraz @bojowonastawionaowca i @fonfi choć obaj niekoniecznie w tych rolach szczęśliwi)


-Wskakuj chłopie, poeto, bo czasu nie ma!

Rzekła Paszka, pchając rękami obiema

Fonfiego, co owcze skończył składać głoski...

-Zakładaj kask, bo usmalisz sobie włoski.


-Panowie pomocy, ja sobie wypraszam!

(lecz już go upchnęli w lufie gdzieś do pasa)

-Litości, zobaczcie, mam dzieci! I żonę!

-Odpalać chłopaki, bo kiśnie majonez!


Huknęło! Zatrzęsła się Grudziądzka plaża!

-Ciut za dużo prochu Dziwen, nie uważasz?

-Raczej nie - zobacz - już zaczyna opadać.


Mlasnęło, gdy owcy wbił się Fonfi w zada,

Teraz beczy wściekła, kopytkami miota...

-Idealnie pod ogon! Dobra robota!


#zafirewallem #nasonety #diriposta

3152d684-b720-44d2-be8b-e586c5b9478e

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrerano się z Państwem,

Temat fetyszy @UmytaPacha ewidentnie zagnieździł mi się ostatnio (niczym gołębie na parapecie) w głowie. Zupełnie nie wiem dlaczego? Ani czy to dobrze, czy źle? Ale źródła inspiracji, jakiekolwiek ono by nie było, nie należy odrzucać, bo wena kapryśną jest i może się obrazić. A skoro w ogóle wygląda na to, że obecna edycja przemija nam mniej lub bardziej radośnie (o ile radosne mogą być opowieści spod znaku horroru) w temacie "Paszkowym", to postanowiłem się w ten trend wpisać.


Dlatego dzielę się poniżej z Państwem moim niewielkim, liczącym zaledwie 1250 słów, wkładem w zabawę #naopowiesci .


Fabryka


Ryszard ocknął się gwałtownie po krótkim letargu, który ciężko było nazwać snem. Przejmujący ból rozlewał się po całym jego ciele. Sytuacji zupełnie nie poprawiał fakt, że klatka, w której leżał skulony, miała może półtora metra szerokości i długości, a przez strzępki ubrania czuł lodowato zimną, metalową podłogę. Nieznośny, kwaśny fetor brudu i odchodów zaatakował mu brutalnie nozdrza, sprawiając, że nawet z zamkniętymi jeszcze oczami zakręciło mu się w głowie i ścisnęło w żołądku. Zwymiotowałby, gdyby tylko miał czym.


Przez chwilę próbował przypomnieć sobie jak długo już go tutaj trzymali, ale przez brak okien całkowicie stracił poczucie czasu. Nie był wstanie powiedzieć czy były to godziny czy dni.


Przeszył go nagły dreszcz zimna. Obejmując się ramionami próbował znaleźć inną pozycję, która pozwoliłaby - choć trochę - pozbyć się odrętwienia i bolesnych skurczów ale ciasna klatka nie pozostawiała wielkiego pola manewru. Klatek, takich jak jego, w pomieszczeniu było jeszcze kilka. Stały w szeregach pod ścianami niewielkiego, tonącego w półmroku pomieszczenia i wszystkie poza tą zajmowaną przez niego były puste. 


JUŻ były puste.


Kiedy pierwszy raz się ocknął, zupełnie nie pamiętając jak się tutaj znalazł, w pomieszczeniu były jeszcze cztery osoby. Starsza kobieta, mężczyzna i dwóch młodych chłopaków. Na początku próbował z nimi rozmawiać, ale wszyscy milczeli całkowicie sparaliżowani strachem i kulili się w najdalszych kątach swoich klatek.


Jedynymi dźwiękami w pomieszczeniu był płacz i jęki cierpienia. No i te najgorsze - dochodzące zza drzwi. Następowały bezpośrednio po tym jak przychodziła ONA. A po każdej jej wizycie w pomieszczeniu było o jedną osobę mniej. 


Za każdym razem wyglądało to tak samo. Ciężkie, podwójne drzwi, przypominające wejście na salę operacyjną jakiegoś szpitala, gwałtownie się otwierały i w prostokącie oślepiającego światła pojawiała się ONA. 


Jej drobna, kobieca sylwetka ubrana była w kitel, na którym resztki bieli walczyły bez powodzenia o miejsce z krwawymi plamami. Niektóre plamy miały wstrętną, brunatno-brązową barwę co sugerowało że powstały już dawno temu, inne były świeże i jasnoczerwone. Wolnym krokiem przechadzała się między klatkami, sącząc Kubusia i przyglądając się każdemu uwięzionemu uważnie. Ten zapach napoju - tak intensywnie malinowy - powodował, że pusty żołądek Ryszarda skręcał się w spazmach głodowego bólu.


— No i co moje ptaszynki, kogo dzisiaj zabiorę na wycieczkę? — zapytała beztrosko, jakby wybór należał do nich.


Dokonując wyboru na podstawie sobie tylko znanych kryteriów, a może całkiem przypadkowo, otwierała jedną z klatek, przyczepiała łańcuch do metalowej obroży, którą każde z nich miało na szyi i wlokła wijącą się w przerażeniu ofiarę w kierunku pomieszczenia, które znajdowało się za drzwiami.


Zaraz po tym jak drzwi się zatrzaskiwały słychać było przeraźliwe krzyki. Nie, nie krzyki... Nieludzkie wycie! Przerywane co jakiś czas charczeniem, dziwnymi odgłosami bliżej nieokreślonych urządzeń by za chwilę na nowo, z jeszcze większą intensywnością, wwiercać się w świadomość pozostałych więźniów. Czasami dźwięki urywały się nagle i następowała zbawienna cisza urozmaicona monotonnym buczeniem maszynerii. Innym razem skowyt cierpienia ciągnął się przez długie minuty, słabnąc powoli i nie było przed nim żadnej ucieczki.


Skulony Ryszard wpatrywał się tępo w puste klatki, kiedy drzwi nagle znowu się otworzyły. 


Oślepiające światło. I ten zapach. Zapach malin. 


Nie zebrał w sobie nawet tyle woli, żeby zerknąć w tamtą stronę. Usłyszał tylko powolne kroki i dzwonienie ciągniętego po podłodze łańcucha. Kiedy łańcuch przestał dzwonić, zorientował się, że stoi przed jego klatką. Dopiero wtedy uniósł głowę i spojrzał w jej uśmiechniętą twarz. “W innych okolicznościach byłaby to całkiem ładna twarz” - pomyślał smutno.


— Zostałeś mi już tylko ty wróbelku. — powiedziała do niego wyciągając klucz z tłustej i poplamionej kieszeni fartucha.


Odruchowo, pomimo iż wiedział, że to niczego nie zmieni, próbował skulić się jeszcze bardziej i wcisnąć w kąt tak, że pręty wbiły mu się w kręgosłup.


— Nie uciekaj. Nie ma sensu. — próbowała go uspokoić przypinając łańcuch do jego obroży.

— Gdzie mnie zabierasz?! Co ze mną będzie?! — wychrypiał przez długo nieużywane i zaschnięte gardło.

— Za chwilę się dowiesz. Już dobrze. Chodź! — i z zaskakującą siłą szarpnęła za łańcuch wyciągając go z klatki.


Ryszard miał niewiele siły żeby stawiać opór, ale nie zamierzał niczego ułatwiać. Ciągnięty po betonowej posadzce - jedną ręką, żeby się nie udusić, trzymał za naprężony łańcuch, a drugą próbował znaleźć cokolwiek, czego udałoby mu się uczepić w nadziei na opóźnienie nieuniknionego. Jakimś cudem udało mu się chwycić w palce pręty ostatniej klatki.


— To na prawdę bezcelowe! - warknęła poirytowana i pociągnęła jeszcze mocniej.


Mężczyzna zawył gdy poczuł jak pękają mu kości w dwóch palcach, aż zrobiło mu się ciemno przed oczami.


Pomieszczenie, do którego go zawlokła było oślepiająco jasne. Przez chwilę mrużył oczy przyzwyczajając je do zimnego, białego, laboratoryjnego oświetlenia. Kiedy jego wzrok wystarczająco oswoił się z blaskiem, pożałował że w ogóle może patrzeć. Z rosnącym przerażeniem i paniką rozglądał się po sali.


Była wielka. Po jednej stronie ciągnęły się rzędy półek, szafek i różnych metalowych stołów zastawionych wszelkiego rodzaju szklanymi fiolkami, kolbami, skraplaczami i różnego rodzaju destylatorami, wirówkami i bóg wie czym jeszcze. Wszystko to wypełnione było różnokolorowymi płynami, parowało albo bulgotało złowrogo. Cała przeciwległa ściana była w zasadzie wielką szybą, za którą widać było linię produkcyjną z rzędem pustych jeszcze słoików, czekających na napełnienie. 


Na środku za to stał wielki stół ze stali nierdzewnej z regulowanym uchwytami do mocowania przegubów nadgarstków i kostek. Obok leżały przyrządy. Piły, noże, tasaki, skalpele, haki i inne narzędzia których nawet nie potrafiłby nazwać.


A wszystko to albo ociekało świeżą krwią, albo było poobklejane zaschniętą mazią. Dookoła, gdzie nie spojrzał, leżały gnijące szczątki ludzkich ciał: kawałki kończyn, wnętrzności, włosy, fragmenty skóry i kości. Poczuł że natrafił na coś dłonią na podłodze. Spojrzał w tamtą stronę i kiedy zorientował się, że trzyma w dłoni gałkę ludzkiego oka puściły mu zwieracze. Chciał wrzasnąć ale terror ścisnął go za gardło tak, że tylko zacharczał.

Nawet nie zorientował się jak i kiedy znalazł się na stole, a ONA kończyła przypinać mu nogi i ręce do stołu. Obrócił głowę i zobaczył pod szklaną ścianą wielkie zbiorniki z napisem OCET i wściekle żółtymi symbolami “biohazard”. Ich zawartość powoli przelewała się gumowym wężem do sąsiedniego pojemnika, który wyglądał jak ogromny blender z potężnym ostrzem na spodzie. Pomieszczenie zaczynało się wypełniać kwaśnym, lekko sfermentowanym zapachem octu. Z wielkiego rozdrabniacza, skomplikowany układ rur i jakiś urządzeń (przeszło mu przez głowę, że to chyba pompy) prowadził za szybę do aparatury napełniającej czekające na taśmociągu słoiki.


Nagle poczuł ukłucie na szyi i rozpierające ciepło rozchodzące się błyskawicznie po całym ciele.


— To znieczulenie, mój ty szpaczku — szepnęła mu do ucha — Nie chcielibyśmy, żebyś za szybko nam tu zszedł. Krew przestaje wtedy krążyć i ciało wiotczeje a to zdecydowanie niekorzystnie wpływa na konsystencję i smak. Później trzeba całe partie wycofywać z rynku.


Zaczął zapadać się w letarg, wdzięczny za chwilowe otępienie. Nagle do świadomości przywołał go rozdzierający ból, silniejszy od wszystkiego co do tej pory pamiętał. Zaczął się szarpać i wyrywać ale pewnie trzymające pasy poraniły mu tylko nadgarstki. Na tyle na ile zdołał, uniósł głowę i spojrzał w dół ciała! P to tylko, żeby z przerażeniem zobaczyć jak ONA trzyma w ręku jego jelita i wrzuca po kawałku do blendera. Zaczął się drzeć, ale wrzaski zostały stłumione przez uruchamiającą się aparaturę. Ostrze miksera zawirowało. Przez długie minuty z niedowierzaniem, że jeszcze nie zemdlał, oglądał jak kolejne jego wnętrzności lądują w wirującej brei. Powoli tracił kontakt z rzeczywistością. Usłyszał jeszcze jak uruchamiają się pompy i do życia budzi się taśmociąg za szybą. Odwrócił się w tamtą stronę by zobaczyć jak napełnia się pierwszy słoik. Z wielkim trudem zdołał przeczytać niewielką, biało-zieloną etykietę. 


Majonez Kielecki!


Terminalne drgawki szarpnęły jego głową w drugą stronę a ostatnie co zarejestrowała, gasnącym wzrokiem, jego świadomość był, stojący na stole między probówkami, wazon. Z bukietem świeżych, krwisto-czerwonych róż…


#zafirewallem #naopowiesci #tworczoscwlasna

Drobna, kobieca sylwetka pociągająca Ryszarda z taką siłą, że aż pękają mu kości palców wskazuje na to, że malinowy Kubuś musiał mieć podobne działanie co najmniej do soku z gumijagód.


Zaraz się okaże, że zbierzemy te opowiadania i wydany w antologii 50 pach Pachy.


EDIT: A w ogóle to Twój debiut opowiadaniowy tutaj?

@George_Stark no taki był zamysł, że ONA drobra ale nadludzko silna. Czy to zasługa Kubusia. Być może… Ale to już tylko @UmytaPacha może nam zdradzić.

Pod pomysłem antologii podpisuję się obiema rękami. Jestem gotów nawet skład do drukarni przygotować i zlecić 😁

A z tym debiurem to ciiii. Bo się zaraz zorientują i zlecą jak sępy 😅

@UmytaPacha no co Ty?! Tak powstaje Kielecki? ಠ_ಠ

Tak tylko dodam, że nikt z #rebeliapomorskiego by czegoś takiego nie zrobił.

Zaloguj się aby komentować

157 123 + 23 + 23 + 23 + 22 + 23 + 24 = 157 261

Wreszcie udało się przynajmniej kilka pracdomów uzbierać. Końcówka stycznia a pogoda jak w przedwiośniu i znowu dylematy jak tu się ubrać, żeby rano nie zmarznąć a po południu się nie zgrzać. Dlatego uzbrojony w bogate doświadczenie, ciuchy na każdą możliwą pogodę, skrupulatnie za każdym razem weryfikowałem bieżącą prognozę pogody dobierając odpowiednie warstwy odzieży co poskutkowało tym, że za każdym razem rano zmarzłem a po południu się zgrzałem - task failed successfully!

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastat.eu

#rowerowyrownik

8ffa2787-8737-47b5-8aed-f42416b57efb
6247f571-8439-4aad-905b-326fe8aa056e

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobry(jeszczenie)wieczór się z Państwem,

Pan @Statyczny_Stefek wziął mnie z zaskoczenia i zakończył LX edycję zabawy, nie dając mi szansy na publikację. Zresztą sam sobie na to zasłużyłem, kiedy cały tydzień leniłem się korzystając z uroków urlopowej sielanki i dopiero @splash545 przypomniał mi wczoraj, że przecież są kawiarniane obowiązki, które urlopom nie podlegają. Dlatego dzisiaj, pomiędzy jedną i drugą walizką, dokładając nerwów, i tak już zestresowanej pakowaniem żonie, napisałem utwór #diriposta , który pomimo wyłonienia już zwycięzcy, poniżej Państwu prezentuję. Przecież nie może się zmarnować.


Katharsis na Polnej


Kiedy myśli mam czarne i ciężko na duszy,

Kiedy rozpacz i smutek w głębi serca kłuje,

Kiedy niechęć do życia próbuję zagłuszyć,

Wtedy w miasto ucieczką się zawsze ratuję.


W tłumie ludzi się chowam, zatapiam po uszy,

Pośród spojrzeń ospałych dyskretnie dryfuję,

Strumień myśli bezwładnych zaczyna się kruszyć,

Coraz bardziej od świata się izoluję.


A gdy w końcu świadomość się całkiem wyłącza,

W kojący się zapadam uścisk Morfeusza,

Który błogim spokojem otula mnie z wolna,

W senną próżnię się ze mnie resztka trosk wysącza.


Tak katharsis spacerem przez miasto wymuszam,

Gdy Marszałkowską idę, Kruczą albo Polną...


#zafirewallem #nasonety #diriposta

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

107 + 1 = 108


Tytuł: Bóg Imperator Diuny

Autor: Frank Herbert

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: książka papierowa

ISBN: 9788381884785

Liczba stron: 496

Ocena: 6/10


Czwarta część z głównego cyklu Diuny (Kroniki Diuny). Muszę przyznać, że (pomimo, tego że po wielu latach czytam ją po raz kolejny) do tak jak poprzednim razem mam ciągle mieszane uczucia i znowu trochę się zmęczyłem czytając.


Książka jest mocno filozoficzna i napisana w specyficzny sposób. W dużej mierze narracja prowadzona jest dialogami, cytowaniem myśli czy wręcz "cytatami w cytatach". Wieczne niedomówienia, czy tajemnicze/zagadkowe sentencje boga-czerwia z jednej strony dobrze oddają charakter znudzonego, "bawiącego" się poddanymi imperatora ale potęgują tylko zmęczenie przez co momentami miałem wrażenie niepotrzebnych dłużyzn.


Koncepcje samego imperium, sposobu rządzenia, prowadzenia polityki i kontroli są rozbudowane przez co ciekawe, jednak dochodzę do wniosku, że przedstawiona idea prawie 4000 lat "sielanki" i "spokoju" pod panowaniem Leto II, które tak naprawdę są rządami ucisku, gwałtu i ograniczeń, jest co najmniej naiwna.


Zabrakło mi szerszego rozwinięcia wątków Bene Gesserit, mentatów i Gildii Kosmicznej, czyli głównych sił które w poprzednich częściach odgrywały dość znaczącą rolę w walkach o dominację i w dochodzeniu różnych sił (w rezultacie Atrydów i Leto II) do władzy w Imperium. Ale możliwe, że moja ocena wynika z faktu, że bezpośrednio przed cyklem Franka Herberta czytałem cykl jego syna Briana "Wielkie szkoły Diuny" i to zbudowało mi szerszy kontekst uniwersum, którego tutaj zabrakło.


SPOILER ALERT!

Ciekawe jest zakończenie, które na pierwszy rzut oka może wydawać się dziwne i niespójne - jak to, wielki Leto II, bóg imperator i prorok widzący wszystko poza czasem (w szczególności przyszłość) nie był w stanie przewidzieć zasadzki i ataku w tak oczywistym, wydawałoby się, miejscu jak wiszący nad przełęczą most z rwącą rzeką pod spodem? Jednak jest to koronny dowód na to, że jego plan eugeniczny powiódł się i w osobie Siony Atrydki udało mu się "wyhodować" potomków, którzy ukrywają się przed wizjami proroków. Co zresztą podkreślone jest (chyba nawet literalnie i wprost) w epilogu. Zatem faktycznie Leto w swoich wizjach nie był w stanie znaleźć wydarzeń związanych z Sioną.


W każdym razie pozycja obowiązkowa dla fanów sagi. Zwłaszcza głównego cyklu.


No i te grafiki Siudmaka!


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki

d2b07780-3ade-4699-b08c-7a028ce47cc5

@fonfi spoiler alert


a czy nie odniosłeś wrażenia, że Leto II trochę już znudzony tym wszystkim i widzący właśnie, że jego plan działa chciał już tej niespodzianki a w efekcie śmierci? W moim odczuciu był finalnie szczęśliwy z takiego obrotu sprawy. Jak i miejsca w jakim się to wydarzyło. Trochę jakby planowane choć pewnie, żal było mu ofiary z jego ukochanej.

Zaloguj się aby komentować

Nie od dzisiaj wiadomo, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Takie przyjacielskie wsparcie nabiera szczególnej wartości zwłaszcza w przypadku biedy intelektualnej. Pan @George_Stark doskonale wiedział jak mnie z takiej biedy wyciągnąć i zamiast dać mi (grubą?) rybę, podrzucił mi wędkę . A tak konkretnie - to wers.

Kimże bym się stał, gdybym taką pomoc bezczelnie odrzucił? Niegodziwcem?! Niewdzięcznikiem?!

Dlatego też, nie chcąc być żadnym z powyższych, dzielnie tę ostatnią wędkę ratunku chwytam i robię z niej użytek.

Niniejszym, składając wyrazy podziękowania, poniższy wytwór dedykuję mojemu dobroczyńcy.


Oda do Excela


Liczby mi formatujesz jako wyrazy,

Do diakrytycznych awersję masz znaków,

W tabele przestawne, te zamieniasz frazy,

Co dopieszczone już były... bydlaku!


I gdy opowieść swą snuję słowiczą,

Tak w formie subtelną - ty, od niechcenia

Z interpunkcją igrasz, przecinki zmieniasz,

Sens autokorektą depczesz zbrodniczą.


Raz po raz, bez końca, te męki znoszę,

W komórkach, co nie chcą trzymać formatu,

Te same - jak Syzyf - poprawki nanoszę.


I gdy nareszcie jestem rad z rezultatu,

Twoje formuły pokonawszy zawiłe,

Ty - "critical errorem" - plik mi zniszczyłeś...


#nasonety #diriposta #zafirewallem

Zaloguj się aby komentować

Dzieńdobrywieczór się z Państwem,

Dotarliśmy dzielnie do piątku (a nawet chyba już do soboty), należy się zatem podsumowanie LVIII (słownie: 58) edycji zabawy co ją zwą #nasonety .


Widzę, że po długiej przerwie świątecznej albo szanowne towarzystwo dopadł nawał pracy (jak mnie na ten przykład) albo brzuchy i głowy jeszcze ociężałe po świątecznej sałatce z majonezem (jak moje dla odmiany). A skąd takie odważne wnioski? Przyjrzyjmy się faktom, bo jak wiadomo fakty nie kłamią i nie można z nimi dyskutować. Można o nich - ale to za chwilę.


Sonetów powstało dokładnie sześć. Czyli tyle, że mógłbym je policzyć mając do dyspozycji palce tylko jednej dłoni i jeden w… pamięci W szranki stanęło natomiast tylko czterech uczestników. Jak łatwo zatem policzyć za pomocą odejmowania (4-2=): @George_Stark wrzucił trzy sonety. Brawa dla tego pana.


A czego ciekawego dowiedzieliśmy się z zakończonej właśnie edycji?


  • Pochówek nie do końca zgodny z tradycją by @George_Stark ️13 - czyli że “Tradycja”, to jednak nie tylko imię dla dziewczynki, ale bardzo poważna sprawa ściśle związana z pochówkiem. Zwłaszcza ze specyficznym rodzajem pochówka w Grudziądzu. Takim we Wiśle.  

  • Autodefensteracja by @George_Stark ️10 - odkrywamy znaczenie słowa defenestracja, a ku mojemu zaskoczeniu nie jest to kolejne określenie samo-miłości, chociaż też kończy się na -cja. Oraz że jest to sport narodowy Czechów. 

  • W Weronie by @George_Stark ️10 - że kiedy Shakespeare pisze:

Romeo martwy i Julia, wprzód zmarła,

A teraz ciepła z puginałem w piersi


to wbrew temu czego uczyli nas na języku polskim w szkole “puginał” to jednak nie jest sztylet ale “prątki kiły”.  


  • Kazimierska zbrodnia by @fonfi ️11 - że Kazimierz Dolny (przez to, że też leży nad Wisłą) zazdrości tradycji Grudziądzowi, ale #bojowkagrudziadzka jest jedna, JEDYNA, w swoim rodzaju i nie ma zgody na żadnych przebierańców.

  • Trudno nie wierzyć w nic by @pingWIN ️16 - że nie da się w nic nie wierzyć, bo wtedy wierzymy w to, że w nic nie wierzymy. Czyli jednak tak jakby wierzymy. A na dodatek, że ta wiara w niewiarę, czyli taki “mindfuck”, może być cnotą:

Ważne jedynie by była Twą cnotą

A nie z przymusu ciasną obrożą 


  • Miłość poza śmierć by @RogerThat ️12 - że kiedyś skóra, fura i komóra a teraz “_(…)długość fiuta rozmiarem marmuru mierzysz…_”. Czyli, skoro nie noszę skóry, nie mam pretensjonalnej fury i co gorsza nie mam jeszcze błyszczącego, jak psu jajka, nagrobka (nawet na zaś) to najwyraźniej jestem eunuchem. No może stary ajfon trochę sytuację ratuje…

Teraz, jak już wiecie Państwo, jakie są fakty to możemy o nich podyskutować. Chociaż w sumie to nie ma o czym. Bo chociaż @George_Stark wyrwał się jak Filip z konopii i wrzucił swoje wytwory w ilości hurtowej, to jednak jak zwykle zapomniał je otagować “diriposta” więc ma to na co zasłużył i największą liczbą piorunów LVIII (słownie: 58) edycję wygrywa pan @pingWIN


Moje najszczersze wyrazy współczucia i dobranoc.  


#zafirewallem #nasonety #podsumowanienasonety

Ale urwał! Aż sprawdziłem, czy rzeczywiście nie taguje i rzeczywiście nie taguje.

@pingWIN gratulejszyn and sorry for u bro!

Ładne te podsumowania @fonfi, częściej możesz robić ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

@RogerThat

Ale urwał! Aż sprawdziłem, czy rzeczywiście nie taguje i rzeczywiście nie taguje.

Uparciuch z niego... Ale przede mną i tak się nie ukryje!


Ładne te podsumowania @fonfi, częściej możesz robić ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Dziękuję - dzisiaj troszkę na leniuszka, bo "ciągle coś". A to "jak często", to już od woli ludu zależy

@RogerThat Dzięki. Tak coś czułem, że za długo spokoju było, żeby sobie tak beztrosko pisać bez obowiązków ( ͡° ʖ̯ ͡°)

@fonfi Kurde xD Skończyłem po godzinach boju projekt na studia o 1:30, przyszedłem się tu zrelaksować, a tu jeszcze obowiązki kolejne dajo (╯°□°)╯︵ ┻━┻


No dziękuję za ten zaszczyt wygranej, wierzę (hehe), że tak miało być, więc nie pozostaje mi nic tylko się cie.. cierpieć. Cierpieć. Postaram się otworzyć edycję około 12, w porywach do północy ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Kurła 2 dni temu nawet zacząłem pisać jakiś sonet, musiałem na chwilę przerwać i myślę sobie wrócę w wolnej chwili dokończę, a tu już sobota

Zaloguj się aby komentować

47 + 1 = 48


Tytuł: Przemiana

Autor: Franz Kafka

Kategoria: literatura piękna

Format: e-book

Liczba stron: 62

Ocena: 8/10


Nie pamiętam, czy w czasach szkolnych dane mi było czytać "Przemianę". Zresztą uważam, że mało jest młodzieży w wieku szkolnym, na tyle dojrzałej, żeby męczyć ją taką literaturą. Na pewno ja takiej dojrzałości nie miałem bo pamiętam, że Kafka czy Gombrowicz to była straszna męczarnia. Za to teraz odkrywam twórczość panów na nowo i nacieszyć się nie mogę.


Historia Gregora z Przemiany, z pozoru błacha i mocno surrealistyczna, gra na tylu strunach i w tylu wymiarach, że ciężko się zdecydować o czym napisać. Do tego jest tak niesamowicie aktualna, zwłaszcza w dzisiejszych czasach cyfrowej izolacji, kiedy tylu z nas zmaga się przeróżnymi formami wyobcowania...


Jako smaczek zamiast zdjęcia okładki załączam grafikę pana Daniela Mroza, który jest znany przede wszystkim ze swoich ilustracji do książek Stanisława Lema i do Przekroju a głębsze analizy zostawiam na dyskusje w #klubczytelniczy w kawiarni #zafirewallem.


W każdym razie jeśli kogoś fascynuje literatura ociekająca surrealizmem i absurdem to szczerze polecam.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

#bookmeter #ksiazki

d47768b7-79b8-407c-977a-f40590b9c574

@fonfi Bo lektury w szkołach to żart. Albo nic nie warte ramotki sprzed 300 czy 200 lat, albo wielkie nudne kobyły które nie do każdego trafią (ja lubiłem Lalkę, ale jeśli do kogoś nie trafiła, to ta książka to była mordęga), albo dzieła które uchodzą za skarb polskiej literatury i omawia się je pół semestru (Patrz Dziady, to jest skomplikowany utwór który na polinistykach omawiają). Największą bekę mam z czytania Ferdydurkę Gombrowicza, która toczy bekę z systemu szkolnictwa a obecny system szkolnictwa tego nie zauważa i omawia to jakby nic nie miało miejsca.

@Jarasznikos do tego należy dodać z góry narzucony sposób interpretacji, który, jeśli trafi się kiepska polonistka, zabija jakąkolwiek dyskusję na temat lektury podczas lekcji. W sumie skoro matury z polskiego i tak najbardziej są skupione na umiejętności wstrzelenia się w klucz, to równie dobrze można by sobie darować takie trwające miesiąc omawianie lektury, tylko od razu rozdać uczniom wydruki ze streszczeniem i interpretacją.

@AndzelaBomba

tylko od razu rozdać uczniom wydruki ze streszczeniem i interpretacją.

Przez całe liceum nie przeczytałem ani jednej lektury, same streszczenia. Matura z polskiego pisemna 90%; ustna 90%. Przygotowując się do ustnej też nie przeczytałem lektur, na których bazowałem, jedynie streszczenia i opracowania. ¯\_(ツ)_/¯

@fonfi tak naprawdę ta książka to jest alegoria osoby niepełnosprawnej albo popadlej w ciężka chorobę typu nowotwór/depresja lekooporna i to jak rodzina taka osobę postrzega - jako ciężar, piąte koło u wozu, nic niepotrzebny mebel-zawadiaka.


Na mnie ogromne wrażenie zrobiło to, jaką ulgę poczuli domownicy, jak im w końcu ten robal zdechł - tak się ucieszyli, że aż na lody poszli 😅

@maly_ludek_lego Tak jak napisałem, gra na wielu strunach: niepełnosprawność, choroba, a może zwykły brak akceptacji z jakiegoś powodu (płci, orientacji, poglądów), starość, wiara... mogę tak długo. Z tych powodów jest dzisiaj, w mojej ocenie, jeszcze bardziej aktualna niż w czasach, w których powstawała.

Zaloguj się aby komentować

Poruszyła mnie bardzo historia pana Jerzego , który wbrew swojej lokalnej, Grudziądzkiej tradycji, zamiast oddać zwłoki zmarłej gwałtownie małżonki tej dziwnej rzece Wiśle, zmuszony został cisnąć je w błoto. Zapewne dlatego też w historii pana Jerzego pojawia się wymiar sprawiedliwości. No bo przecież wiadomo, że ciśnięte w błoto zwłoki, przyciągają uwagę zdecydowanie bardziej niż te obciążone kamieniami i wrzucone w topiel. W szczególności dlatego, że te pierwsze mocniej rzucają się w oczy. W każdym razie każdemu, kto nie jest nurkiem. A zatem, całkiem niepozorny na pierwszy rzut oka, tłum trupów na Grudziądzkim odcinku Wisły jest - jak widać - niezmiernie brzemienny w skutkach dla lokalnej przestępczości afektywnej.


I tu należy zadać sobie pytanie - skąd taka mnogość nieboszczyków w Grudziądzu. Odpowiedź przyszła mi do głowy, kiedy w ostatni weekend miałem przyjemność delektować się z korony baszty widokiem doliny Wisły w Kazimierzu Dolnym. Można powiedzieć, że doznałem olśnienia, którym śpieszę się z Państwem podzielić.


Kazimierska zbrodnia


"Piękny jest widok z kazimierskiej wieży!"

Ten niemy zachwyt przerwał nagle żonie

Pękającej czaszki trzask na betonie.

-Ciężko o zachwyt gdy mózg obok leży...


By zbrodni ślady zatrzeć jak należy,

Grudziądzkim stylom oddając pokłony,

Do rzeki ciało mąż wrzucił - niech tonie!

W końcu Kazimierz też nad Wisłą leży.


Choć w Kazimierzu Wisła ślady zmyła,

To kiedy tylko spłynęła kra wiosną,

W Grudziądzu zwłoki na brzeg wyrzuciła.


I kiedy pytał zdziwiony: - A co to?! -

Jerzy, z denatką i miną żałosną,

Z dorzecza kolejne płyną trupy flotą...


#nasonety #diriposta #zafirewallem

Fantastyczny wiersz, a szczególnie ten wers:


-Ciężko o zachwyt gdy mózg obok leży...


jednakowoż traktuję go w kategorii fantastyki lirycznej, bo nic mi o tym nie wiadomo, ażeby to ta dziwna rzeka Wisła wyzwalała w ludziach takie mordercze zapędy, a nie miasto Grudziądz. A nawet gdyby coś było mi na ten temat wiadomo, to i tak bym takiej wiedzy nie uznał, do świadomości swojej bym jej za nic nie dopuścił.

Zaloguj się aby komentować