Zdjęcie w tle

cyberpunkowy_neuromantyk

Gruba ryba
  • 462wpisów
  • 1978komentarzy

Piszę o rzeczach związanych z cyberpunkiem na blogu: https://cyberpunkowyneuromantyk.blogspot.com/ Mój tag #cyberpunkstories

1331 + 1 = 1332


Tytuł: Atomowe nawyki. Drobne zmiany, niezwykłe efekty

Autor: James Clear

Kategoria: poradniki

Wydawnictwo: Galaktyka

Format: e-book

ISBN: 9788375797381

Liczba stron: 285

Ocena: 7/10


Ta książka naprawdę działa! Jeszcze podczas jej czytania udało mi się wyrobić pierwszy nawyk - sięgania po książkę podczas jazdy autobusem do pracy.


A tak już poważniej i mniej entuzjastycznie, to tak, krótkie rozdziały zdecydowanie pomogły w codziennym wypełnieniu czasu - z reguły udawało mi się przeczytać cały rozdział, a do pracy mam jakieś dwanaście minut autobusem. Do tego stopnia, że złapałem się na tym, że zamiast przeglądać internet, wolałem przeczytać kilkanaście stron książki.


To też udowadnia jedną z teorii ułatwiających budowanie nowych nawyków - zacząć od prostej rzeczy. Chcesz codziennie czytać książki? Zacznij od przeczytania chociaż jednej strony. Raz, że nie wydaje się to trudne - jedna strona to ile, minuta dla przeciętnego człowieka? Dwa, że powoli uczy systematyczności. Trzy, że ta minuta na ogromną szansę zamienić się w następne.


Pokazuje to też, że metodą małych kroków można dojść wszędzie. Budowanie nowego nawyku lubię porównywać do wchodzenia na szczyt góry. Krok po kroku, w swoim tempie, zmierzamy ku sukcesowi. Nawet jeśli się potkniemy (opuścimy trening/odpuścimy dzień diety czy cokolwiek), to najważniejsze jest to, żeby jak najszybciej odzyskać równowagę (wrócić do tworzącego się nawyku) i kontynuować wędrówkę. Czy zajmie nam to godzinę według znaku na szlaku czy trochę więcej, to bez znaczenia.


Dzień po dniu, rozdział po rozdziale udało mi się przeczytać całą książkę. Zajęło mi to znacznie więcej czasu, niż jakbym czytał także po pracy (co robię w przypadku innych książek). Chodziło mi jedynie o sprawdzenie i udowodnienie sobie, że można zamienić przeglądanie internetu podczas podróży do pracy na czytanie książki. Doprowadziło to do tego, że postaram się wykorzystać tę metodę także w przypadku innych nawyków, które chciałbym w sobie wyrobić.


Najważniejsze jednak jest nieodpuszczanie, szczególnie w dni, kiedy nie jesteśmy zmotywowani, nie mamy na nic ochoty albo jesteśmy bardzo zmęczeni. To wtedy, kiedy nam się nie chce, ale jednak zdecydujemy się zrobić to, co powinniśmy, kształtuje się nawyk - oraz charakter. Że lepiej zrobić coś na pół gwizdka, niż nie zrobić w ogóle.


Autor oprócz przedstawienia, jak kształtuje się nowy nawyk, pokazał także, jak pozbyć się jakiegoś niezdrowego nawyku. Jednak to tylko teoria - trzeba jeszcze umieć wprowadzić ją w życie, a to jest w tym wszystkim najtrudniejsze.

Czy polecam? Zobaczymy, czy uda mi się wyrobić nowy nawyk. ; ) Codzienne czytanie jednak było utrwaleniem istniejącego już nawyku i przeniesieniem go po prostu w nowe środowisko. Za jakiś miesiąc czy dwa dam znać, jak mi poszło.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta #rozwojosobisty

fca0275d-e379-4161-87d9-be2cf6ea13b5

Zaloguj się aby komentować

Czy sztuczna inteligencja nas rozleniwi(a)?


Znajomy opowiedział kiedyś historię o opornym uczniu, którego próbował nauczyć angielskiego. Poprosił go o włączenie konkretnej angielskiej strony i ku swojemu zdziwieniu zobaczył, że ta automatycznie została przetłumaczona na język polski. Gdy zapytał ucznia o to, usłyszał, że po co dzieciak ma się uczyć angielskiego, skoro w każdej chwili może użyć tłumacza?


Tym anegdotycznym wstępem chciałbym przejść do dalszych wniosków na temat tego, jak sztuczna inteligencja (i technologia ogółem) moim zdaniem rozleniwia ludzi. Ostrzegam, że będzie więcej zaobserwowanych przeze mnie anegdotycznych przykładów.


Na przykład zauważyłem, że powoli zanikają rozmowy, w których ludzie próbowali przypomnieć sobie tytuł jakiegoś filmu albo słowo, które znajduje się na końcu języka. Po co się męczyć, skoro można zapytać „wujka Gugla” albo Chata GPT?


Inny znajomy pewnego wieczoru zastanawiał się, jaką bajkę opowiedzieć synowi na dobranoc. Kiedyś pewnie siedziałby i wymyślałby na bieżąco fabułę, wysilając się przy tym, żeby miała jako taki sens. Musiałby ruszyć mózgownicą. A teraz? „Panie GPT, proszę mi wymyślić historyjkę adekwatną dla trzylatka”. A potem można go poprosić o stworzenie kontynuacji.


Nie wiesz, jak sformułować maila? Napisz byle jak, co chcesz przekazać, a sztuczna inteligencja przerobi to na odpowiednią wiadomość. Chcesz go ugrzecznić? Proszę bardzo. Chcesz przetłumaczyć coś z obcego języka na polski albo na odwrót? Nic prostszego.


Na studiach były podobne sytuacje. Pamiętam, jak mieliśmy wykłady po angielsku i w ramach zajęć prowadzący zadawał nam różne zadania do zrobienia. Po oddaniu zadania można było zobaczyć odpowiedzi innych studentów. I co się okazało? Wiele osób wykorzystało Chata GPT i prawdopodobnie bezrefleksyjnie przekopiowało odpowiedzi - bądź co bądź GPT ma charakterystyczny styl, który rzuca się w oczy w przypadku kilku podobnych wiadomości.

Z kolei gdy zadawano nam zadania na ćwiczeniach, często pierwszym odruchem było zapytanie sztucznej inteligencji o sposób rozwiązania. Prezentacje? Z pomocą GPT. Referat? GPT pomoże. I tak dalej, i tak dalej. Brakowało mi na tych zajęciach takiej burzy mózgów, wymiany pomysłów et cetera, ponieważ kolegom i koleżankom wygodniej było skorzystać ze sztucznej inteligencji.

Albo bardziej osobisty przykład. Lubię poprawiać czyjeś teksty, ponieważ to też w jakiś sposób rozwija moje umiejętności pisania. Z bólem patrzę na to, jak moja dziewczyna woli poprosić sztuczną inteligencję o redakcję i korektę, niż mnie, mimo że to jej oferuję. :' )


Żeby nie było, nie winię ludzi za to, że ułatwiają sobie życie. Sam czasem (często) korzystam z AI, żeby ułatwić sobie pracę - na przykład przy odpisywaniu na maile po angielsku, ponieważ moja znajomość tego języka nie jest aż tak dobra, jakbym tego chciał i napisanie czegoś samemu zajęłoby mi znacznie więcej czasu. Jednak korzystam z takiego Chata GPT wyłącznie jako narzędzie i nigdy nie przyszło mi na myśl, żeby wykorzystać go przy mojej twórczości. Chcę się sam przy niej namęczyć.


Największym problemem, według mnie, nie jest jednak to, że sztuczna inteligencja rozleniwia ludzi, ale to, że poniekąd powoduje, że kontakt z drugim człowiekiem wydaje się nie być aż tak potrzebny.


Przykładowo z tą korektą czy chociażby różnego rodzaju ilustracjami. Kiedyś, gdy potrzebowałem ilustracji do postaci, musiałem albo przekopać się przez wiele stron w poszukiwaniu idealnego obrazka, albo poprosić kogoś o jego zrobienie. Albo najpierw znaleźć, a potem poprosić o przeróbki. Obecnie mogę całkowicie pominąć czynnik ludzki i po prostu poprosić AI o wygenerowanie odpowiadającej mi ilustracji (co już zresztą zrobiłem kiedyś w przypadku obrazka do opowiadania).


Co ani trochę mi nie pasuje. Pomimo tego, że jestem samotnikiem, to lubię też kontakt z ludźmi i większą przyjemność sprawia mi zapytanie kogoś o coś niż Chata GPT. Sztuczna inteligencja nie opowie mi ot tak jakiejś anegdotki, może nie zwrócić uwagi na jakiś charakterystyczny szczegół czy cokolwiek innego. Bardzo lubię ten czynnik ludzki, który sprawia, że dana rozmowa jest na swój sposób wyjątkowa.

No ale to już temat na inne rozważania.

#rozkminy #sztucznainteligencja #ai #przemyslenia

5fc61a97-ecce-4817-b541-152a69c5759b

Panie, kiedyś to trzeba było taką gęś złapać, wyrwać z kupra pióro, naostrzyć je, zrobić inkaust z zakupionej ośmiornicy i poczerpać masę papierową sitem!

A teraz? Bierze taki papiru z kajetu, długopisadło jakieś i wielki z niego skryba!

Kiedyś to byo.

Cena postępu. Można być Amiszem, albo gdzieś pomiędzy. Życie to sztuka wyboru. Świat idzie do przodu i albo się dostosujesz albo nie nadążysz. I standardowo: spienione fale goni wiatr.

Zaloguj się aby komentować

Skrzynki i hazard 


Ostatnio namówiony przez kolegę z pracy zarejestrowałem się na stronie, która oferuje skórki do Counter-Strike'a - oczywiście odpłatnie. Jest to typowy hazard - wpłaca się ciężko zarobione pieniądze i otwiera skrzynki, z których mogą wypaść przedmioty o różnej wartości. Można też te skrzynki zastawić w „bitwach” i na przykład potroić ich wartość. Albo przegrać z kretesem, jak w to hazardzie bywa. 


Wiedziony ciekawością, czy można na tym zarobić, wpłaciłem dwadzieścia złotych - kwotę, której strata nie będzie mnie jakoś mocno bolała, a zarazem wystarczająco dużo, żeby się trochę pobawić (najtańsza skrzynka kosztuje bodaj złoty sześćdziesiąt). Bilans? Pięć złotych w plecy. xD 


No ale nie to jest głównym tematem tego wpisu. 


Zainteresowałem się tym, jakie metody stosują twórcy tej strony, żeby zatrzymać przy niej ludzi. Oprócz oczywistej chęci odegrania się, kiedy przegramy. 


Pierwszą z nich jest to, że codziennie można otworzyć darmową skrzynkę. Istnieją różne poziomy tej skrzynki, uzależnione od tego, jak dużo wpłaciliśmy na stronę. Na przykład za dwadzieścia złotych można odblokować trzeci poziom, czwarty zaś kosztuje już osiemdziesiąt. Nie wiem, ile trzeba wydać w przypadku kolejnych (jest ich z osiem).


Wyższy poziom skrzynki przekłada się na bardziej wartościowe przedmioty do zdobycia. Ale żeby nie było tak pięknie - poziom skrzynki zależny jest od średniej kwoty wpłat z ostatnich 30 dni. Oznacza to konieczność wpłacania kolejnych pieniędzy, żeby utrzymać poziom. No bo przecież skoro już zainwestowałem powiedzmy sto złotych, to głupio byłoby stracić osiągnięty poziom skrzynki, prawda?


Drugą z nich jest to, że „wypłacenie” (w postaci wysłania ich do ekwipunku konta Steam) skórek do broni jest bardzo utrudnione. Na przykład wciąż posiadam kilka skórek, których nie jestem w stanie przerzucić na Steama, ponieważ strona rzekomo ich nie posiada. I dopóki ich nie dostaną, to ja również ich nie otrzymam. I tak już od prawie tygodnia.


OCZYWIŚCIE skórki można bez problemowo sprzedać na stronce, żeby móc przepalić kolejne złotówki na otwieranie skrzynek.


Żeby oddać sprawiedliwość właścicielom strony, wyszczególniono zawartość każdej skrzynki wraz z procentem szansy na zdobycie poszczególnych przedmiotów i ich wartość. Wiadomo zatem, że wydając pieniądze na najtańszą skrzynkę, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że wylosujemy przedmiot o znacznie niższej cenie. Co oznacza, że inwestycja najczęściej nawet się nie zwróci.


No ale to wciąż hazard, od którego najlepiej trzymać się z daleka, żeby przypadkiem się w to nie wkręcić. Tym bardziej, że „kasyno” zawsze ma większe szanse i musi zarobić.


#gry #steam #hazard #przemyslenia

e6873a6c-b335-4528-a9b5-5d9e25e39958

@cyberpunkowy_neuromantyk fajny wpis, całkiem rzeczowy. Osobiście uważam, że tego typu proceder, w dodatku jawnie celowany w młodzież, to zbrodnia. Ale hazard był zawsze, jak nie skórki to lootboxy, jak nie lootboxy to gumy turbo, tazosy, karty z bejzbolistami albo inne "przedmioty kolekcjonerskie". Ludzie lubią ten dreszczyk emocji przy zdrapywamiu kuponu albo otwieraniu paczuszki.


Fajnie, gdyby było to mocno uregulowane prawnie (te proecntowe szanse na wygraną to chyba właśnie przepis unijny), żeby ukrócić najbardziej rażące problemy, jak chociażby wspomniane "braki towaru". Jak nie macie towaru na stanie to nie możecie oferować do wygrania powinno być IMHO wymogiem.

@cyberpunkowy_neuromantyk fajny wpis, kiedyś też się w to bawiłem przy okazji handlowania skórkami w CSie. Pamiętam jak zrobiłem ok. 1400 usd z 200 usd, a potem wszystko straciłem (ale co dorobiłem to moje xD). Dałem także 1usd koledze ze studiów w skinie aby sobie z nudów klikał. Zrobił jakoś ponad 300 i przegrał także - w tym samym momencie co ja, niezależnie. 10 razy z rzędy wypadał ten sam kolor (czerwone, czarne po równo i mała szansa na zielone). 0,09765625% na takie coś.


Co do tych stronek to mają jeszcze jedną zaletę - chyba każda z nich podaje jawnie algorytm na podstawie którego odbywa się losowanie, a SEED, który jest używany do tego losowania jest upubliczniany następnego dnia, więc nie ma tu mowy o kantowaniu, bo sam sprawdziłem to co mnie wtedy zniszczyło. I stronki te zostały nie tak dawno zakazane w ustawie anty-hazardowej, zaś totalizator sportowy ze swoimi hazardami sobie śmiga w najlepsze, mimo iż była gruba afera w tej sprawie. Film autora co o tym mówił spadał kilka razy z rowerka...


Znalazłem. Widzę, że nawet tutaj usunęli filmik, ale ludzie zrobili mirrora. Poniżej link do gorszego brata hejto:

https://wykop.pl/link/7021833/wielka-afera-w-totalizatorze-sportowym


Ciekawe co tam są za wały.

Zaloguj się aby komentować

1277 + 1 = 1278


Tytuł: Witajcie w księgarni Hyunam-Dong

Autor: Hwang Bo-reum

Tłumaczka: Dominika Chybowska-Jang

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

ISBN: 9788383612294

Liczba stron: 416

Ocena: 5/10


Nie ukrywam, że przez reportaż „Głód” potrzebowałem przeczytać coś bardziej przyjemnego w odbiorze. Dlatego zdecydowałem się na „Witajcie w księgarni Hyunam-Dong” i był to strzał w dziesiątkę - to powieść, którą określiłbym mianem „komfortowej”. Spotkałem się też z zaklasyfikowaniem jej do gatunku „healing” - co było dla mnie czymś nowym i co dodatkowo zachęciło mnie do lektury. Po przeczytaniu rozumiem, dlaczego otrzymała taką etykietę. 


Yeong-ju, główna bohaterka, była zmęczona pracą w korporacji oraz swoim związkiem. Postanowiła rzucić wszystko i otworzyć małą księgarnię - wydaje się spełnieniem marzeń (sam chciałbym prowadzić przytulną kawiarnio-księgarnię), mimo że początki nie należą do najłatwiejszych. Do tego stopnia, że właścicielka księgarni odstraszała potencjalnych klientów, siedząc sama i nieco użalając się nad swoim losem. Z czasem jednak poznaje przyjaznych ludzi i wszystko zaczyna się układać. Aż za bardzo.


Warto odpowiednio podejść do tej powieści. Fabuła wydaje się trochę naiwna i trzeba zawiesić niewiarę w niektóre sytuacje, które spotkały główną bohaterkę, żeby czerpać przyjemność z historii. No ale wydaje mi się, że o to właśnie chodzi - że czytanie o wychodzeniu obronną ręką z mniejszych i większych problemów ma pocieszać, oferować nadzieję, że w naszych życiach, o ile z czymś się w danym momencie zmagamy, sprawy też mogą zostać poukładane. 


Brak tutaj niespodziewanych zwrotów akcji, brak mrocznych sekretów i tajemnic, za to jest tutaj sporo przemyśleń głównej bohaterki, które niekiedy męczą. To jednak prosta, niewymagająca lektura, raczej nie stymulująca umysłowo. Ot, czyta się to tak, jak ogląda jakiś sitcom.


Powieść oferuje także zaznajomienie się z niektórymi zwyczajami południowych Koreańczyków, co mi się spodobało. Nie ma tego wiele, ale stanowi fajne urozmaicenie.


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta

4306eee4-11e1-464e-a0e5-545956af076d

(sam chciałbym prowadzić przytulną kawiarnio-księgarnię)

No to do dzieła. Mnie drażni czasem to, że wieczorem średnio jest gdzie wyjść, jeśli nie ma się ochoty na alkohol. W Krakowie, gdzie czasem bywam, jest kilka kawiarnio-księgarni i to są za⁎⁎⁎⁎ste dla mnie miejsca z klimatem. Sprzedaż książek papierowych raczej rosła nie będzie, ale dzięki takim miejscom czytanie, zwykle czynność raczej wykonywana w samotności, nabiera aspektu społecznego i moim zdaniem takie miejsca mają przyszłość. Do tego jakieś cykliczne kluby książki i ludzie będą przychodzić, nawet jeśli kawa będzie droga, no z czegoś całość trzeba utrzymać. Trzymam kciuki, że kiedyś Ci się uda.

Zaloguj się aby komentować

@cyberpunkowy_neuromantyk też polecam, a nawet polecam sobie zacząć od ich pierwszych gierek, Samorostów 1 i 2 - też są chyba za free. Specyficzne ale bardzo przyjemne gierki.

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Niesłuszne oskarżenia.


Wpis użytkowniczki @Cori01 (w końcu) zachęcił mnie do napisania posta, którego miałem w planach od dłuższego czasu. 


W 2020 roku Chris Avellone został oskarżony o molestowanie i wykorzystywanie seksualne kobiet. Autorkami tych oskarżeń były dwie kobiety. Jak można było się spodziewać, Chris został „anulowany” - usunięto go z każdego projektu, przy którym pracował i został wpisany na czarną listę. Ot, zniszczono jego całą karierę. Tak po prostu, na podstawie paru tweetów, bez szans na obronę i wyjaśnienia ze strony Avellone'a.


Tweety pojawiły się w piątek 19 czerwca, w poniedziałek rano Chris otrzymał maile i telefony, między innymi od Techlandu oraz Gato Salvaje, z informacją, że współpraca została zakończona. Fajnie tak z dnia na dzień (roboczego) dowiedzieć się, że życie zawodowe legło w gruzach i nie wiadomo, czy uda się je odbudować.


Po jakimś czasie Avellone wrócił z dowodami na swoją obronę, a w 2023 roku został oczyszczony z zarzutów na podstawie poufnej ugody, na mocy której obie kobiety wycofały swoje oskarżenia. Opublikowały nawet oświadczenia, że Chris nigdy nie wykorzystał seksualnie żadnej z nich ani nie mają wiedzy o tym, żeby kiedykolwiek wykorzystał jakąkolwiek kobietę. Drobna pomyłka, prawda? 


Z podobnym niepokojem obserwowałem sprawę Krzysztofa Gonciarza, którego również oskarżono o rzeczy, których według niego nigdy nie zrobił. Na przykład to (nie)sławne zdjęcie z lotniska, które od razu potraktowałem jako ustalony żart pomiędzy dwiema stronami, a nie jako dowód przedstawiający Gonciarza w niekorzystnym świetle. Wiele innych „dowodów” jednoznacznie wskazywało na jego winę i nie dano mu nawet przestrzeni na to, żeby mógł się do tego odnieść. Momentalnie przez wiele osób został uznany za przemocowca, seksistę, zwyrola i co tylko sobie ludzie potrafili dopowiedzieć. Jemu także nie dano szans na obronę.


I co? Okazało się, że wiele z tych jakże obciążających dowodów okazało się albo nieprawdziwych, albo wręcz sfabrykowanych tylko po to, żeby pasowały do narracji oskarżających go kobiet. Mimo to wiele osób bez zweryfikowania screenów, opowieści et cetera wyrobiło swoją opinię o Gonciarzu. Ba, nawet wydało wyrok - Gonciarz musi zniknąć z polskiego internetu, ponieważ w polskim internecie nie ma miejsca dla przemocowców. 


Całe szczęście Krzysztof się nie poddał i mimo że niektórzy YouTube'owi twórcy żartowali sobie z niego, że „nieźle się odkleił”, to wrócił i w serii „Perseusz” wyjaśnił chyba wszystkie zawiłości całej tej sprawy z oskarżeniami wysuniętymi w jego stronę. Cholernie cieszy mnie, że znaleźli się na tyle odważni ludzie, by publicznie przyznać się do błędu, że tak pochopnie ocenili całą sytuację i przeprosić za to, że potępili Gonciarza, mimo że nie znali wszystkich szczegółów.


Temat oskarżeń bez możliwości obrony jest mi tym bardziej bliski, iż parę miesięcy sam prawie że padłem ofiarą pomówień. Na szczęście nikt nie dał im wiary i w żaden sposób mi nie zaszkodziły. 


Boli mnie to, że z domniemania niewinności przeszliśmy do konieczności udowodnienia, że nie jest się winnym. Tak jak boli mnie to, że ludziom tak łatwo przychodzi ocena drugiej osoby i to często bez weryfikacji, czy to, co zostało o nich powiedziane, jest w ogóle prawdą.


#przemyslenia #gonciarz #rozkminy

95efe894-ab67-4d52-8da4-787ab546dee8

Generalnie jak się spojrzy na całą historię ruchu metoo, to nietrudno dojść do wniosku, że faktycznych pokrzywdzonych to tam był mały ułamek (w dodatku starali się oni trzymać w cieniu), a cała aferę wykorzystywano do osobistych zemst i wojenek. Ja tam myślę, że cały ruch ostatecznie bardziej zaszkodził, niż pomógł ofiarom przemocy - teraz, jak słyszę, że jakaś babka mówi, że była molestowana przez celebrytę X, nie myślę sobie "o rany, biedna dziewczyna, a ten X to zwyrol, mam nadzieję, że sąd go dojedzie", tylko "ciekawe, o co tam chodziło, romans z gwiazdą poszedł nie po myśli oskarżycielki i teraz się mści?".


A co do Gonciarza. Współczuję mu sytuacji, w jakiej się znalazł, ale po ostatniej dramie z Anielą mam wrażenie (i nie tylko ja), że chłop się w ogóle nie uczy na błędach. Zamiast odciąć się od całego aspirującego do sławy towarzystwa modelek i onlyfansiar, pcha się w kolejną dziwną relację z Darią Dąbrowską 2.0. Ludzie czekają na konkretne kwity pokazujące jak Katarzyn próbowała przejąć Tofu, a ten zamiast pokazać co i jak, robi z Anielą drugiemu facetowi to, co jemu samemu zrobiono - rzuca poważne oskarżenia bez dowodów.

to nieironicznie wiele mowi o naszym spoleczenstwie, ze ludzie nie czekaja na jakies dowody, dochodzenia, czy wyroki, tylko wierza skandalizujacym influencerom

Zaloguj się aby komentować

Nowa Fantastyka 09/2025


„Do sprzedaży trafił właśnie wrześniowy numer "Nowej Fantastyki". Jego okładka reklamuje powieść "Księga innych miejsc" Keanu Reevesa i Chiny Mieville'a wydaną nakładem Prószyńskiego i S-ki.


W tym wydaniu mamy nie jeden gwóźdź programu, ale całą naładowaną gwoździarkę. Na początek: relacja Magdy Kozak - fantastycznej pisarki, ale też pani podpułkownik Wojska Polskiego i kierowniczki Centrum Medycyny Lotniczej - z przylądka Canaveral, z przygotowań do wylotu misji Axiom-4, w której wziął udział nasz astronauta, Sławosz Uznański-Wiśniewski.


Ponadto w dziale publicystyki proponujemy artykuł o przeszkodach, które sprawiają, że nie spełniły się jeszcze piękne wizje robotów wyręczających nas na potęgę w pracach domowych i drugi dla odmiany o robotach zaprzęgniętych do eksploracji miejsc szczególnie nieprzyjaznych ludziom, na Ziemi i w kosmosie. Jak widać, maszyny lepiej odnajdują się w żrącej atmosferze Wenus niż w przeciętnym zabałaganionym pokoju. Czeka nas Was również nowy odcinek Lamusa, a także wywiad ze znakomitą, obsypaną nagrodami pisarką T. Kingfisher. A to wszystko obficie okraszone felietonami i recenzjami.


W dziale opowiadań zaledwie trzy teksty, ale za to jakie! Cały dział polski wypełnia "Niewiedźma" Aleksandry Janusz, czyli tegorocznej laureatki Nagrody im. Janusza A. Zajdla. W dziale zagranicznym zaś nowy tekst Laviego Tidhara oraz coś bardziej retro autorstwa brytyjskiego pisarza Williama Fryera Harveya.


"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Przypominamy, że od tego miesiąca pojawimy się w nowych kanałach dystrybucji - m.in. w salonikach prasowych sieci Trafika i Świat Prasy. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej tradycyjnie promocja z prezentem książkowym - tym razem do wyboru "Pan Gawen i Zielony Rycerz" J.R.R. Tolkiena lub "Blask fantastyczny" Terry'ego Pratchetta.


NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.


Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:

https://www.gildia.pl/nf.html


E-wydanie, które również możecie zaprenumerować, na platformie Nexto:

https://www.nexto.pl/e-prasa/nowa_fantastyka_p1204368.xml


NF w Legimi:

https://www.legimi.pl/katalog/?searchphrase=nowa%20fantastyka&sort=score


Bądźcie z nami!”


#ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta #fantasy #fantastyka #sciencefiction

67c7e74a-5b89-4cc0-b07b-2656adb77469

Zaloguj się aby komentować

The world today seems absolutely crackers

It's depressing, and it's senseless, and that's why...

I like Chinese


Lubię muzykę elektroniczną za to, że często gęsto sięga po różne utwory kultury - regularnie wykorzystywane są sample z filmów, przemówień publicznych czy innych piosenek.


They only come up to your knees

Yet they're always friendly and they're ready to please


Lubię wtedy bawić się w „archeologa” i próbować odnaleźć dzieło, z którego została zaczerpnięta dana kwestia czy motyw muzyczny. Nie inaczej było w przypadku świeżo opublikowanego utworu jednego z bardziej płodnych artystów, jakich znam (na Spotify polubiłem już lekko ponad 400 jego tracków).


There's nine hundred million of them in the world today

You'd better learn to like them, that's what I say


Od początku spodobało mi się brzmienie głosu śpiewającego mężczyzny.


They come from a long way overseas

But they're cute, and they're cuddly, and they're ready to please


No i odkryłem, że słowa pochodzą z piosenki grupy Monthy Pyton, co mnie nie zdziwiło, zważywszy na karykaturalność tekstu, odnoszącego się do stereotypów na temat Chińczyków z czasów zimnej wojny.


Think of the many things they've done to impress

There's Maoism, Taoism, I Ching and chess


Niespecjalnie byłem zaznajomiony z tą częścią ich twórczości.


Zostawiam link do oryginału: https://youtu.be/7DqvweTYTI0?si=beV255c7W3Ds_nKW


PS. W albumie, z którego pochodzi powyższy utwór, mają też piosenki z ciekawie brzmiącymi tytułami jak „Sit on my face”, „Every sperm is sacred” czy „Never be rude to an Arab”.


#muzyka #heheszki

ebbf115a-2bd4-4901-af30-f5641f733bd4

Zaloguj się aby komentować

1189 + 1 = 1190


Tytuł: Invincible 10

Autor: Robert Kirkman, Ryan Ottley

Tłumaczka: Agata Cieślak

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Egmont Polska

Format: książka papierowa

ISBN: 9788328198548

Liczba stron: 304

Ocena: 7/10


Trochę odgrzewanych wątków. 


Invincible utknął w innym wymiarze, udało mu się wrócić, nie było go przez kilka miesięcy i ponownie zauważa, co się zmieniło przez ten czas. Nie wiem, który to już raz, ale recykling motywów jest iście męczący. 


Tak samo jak to, że musi bronić swojej rodziny, która jest bezbronna wobec złola, którym okazał się jeden z jego dotychczasowych sprzymierzeńców - ten sam, przez którego Mark utknął na długi czas w świecie równoległym. Tylko że to też niejaki odświeżenie starego wątku. Robot postanawia dokonać czegoś złego w imię większego dobra, superbohaterowi mu się przeciwstawiają, chociaż nie wszyscy. 


No i kto by się spodziewał, że puszczony wolno złol postanowi zrobić wszystko, żeby się zemścić i zacznie tworzyć swoją własną armię z wykorzystaniem bardzo szybko dojrzewającej rasy? Trochę to rozumiem - po co autor ma się męczyć i wymyślać coraz to nowsze zagrożenia, skoro wystarczy nie zabijać superzłoczyńców i pozwolić im wracać do jakiś czas? 


Fajnym wątkiem jest walka z udziałem Battle Beasta, który wreszcie spotkał godnego przeciwnika. Rysownik bardzo dobrze się spisał z przedstawieniem zmagań. 


Podobała mi się też historia z udziałem dziecka Eve i Niezwyciężonego, którzy opuścili Ziemię w poszukiwaniu cennego spokoju. Który trudno znaleźć na planecie z zupełnie obcą kulturą, jedzeniem et cetera. 


Ale najbardziej zapadającym w pamięć wątek jest gwałt dokonany na głównym bohaterze. Nie, żebym niezdrowo ekscytował się czymś takim, jednakże bardzo podziwiam Kirkmana za podjętą próbę zmierzenia się z tak trudnym tematem. Przedstawienie go z perspektywy mężczyzny jest krokiem w stronę zwiększenia świadomości, że panowie także mogą zostać ofiarami gwałtu. I że to wcale nie jest powód do śmieszkowania. 


Spodobała mi się próba wejścia w psychikę takiej osoby, która obwinia się za to, co się stało. Że ma wyrzuty sumienia, że nie starała się wystarczająco mocno, żeby uciec przed napastniczką, że nie zrobiła czegoś więcej, żeby to powstrzymać. W której głowie pojawiają się myśli, że może tak naprawdę podświadomie też tego chciała, dlatego nie opierała się na tyle, by zniechęcić gwałcicielkę. Która źle reaguje na dotyk najbliższej mu osoby i nie jest w stanie wydusić z siebie słowa o tym, co przeszła. 


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #komiksy #fantastyka #invincible

bf7d42c2-6185-4f91-8135-d8171f6d3dda

Zaloguj się aby komentować

@cyberpunkowy_neuromantyk mam ten konkretny gatunek u siebie w ogródku, widuję w szczelinach i w rączkach od wiader

Zaloguj się aby komentować

Boję się ludzi.


Nie jest to paniczny lęk, uniemożliwiający mi codziennie funkcjonowanie. Po prostu nie lubię być zaczepiany przez ludzi, gdy idę przez miasto i jestem pogrążony w myślach. Nie lubię zwracać na siebie uwagi innych. Wolę, gdy zostawiają mnie samemu sobie.


Podobnie mam z gwarem rozmów. Nie przeszkadza mi głośna muzyka, jednakże głośno prowadzone rozmowy to dla mnie dramat. Czasem trudno jest mi wytrzymać w supermarketach, gdy dochodzą do tego bardzo głośne dźwięki kas samoobsługowych.


Wybawieniem okazały się dla mnie słuchawki. Mimo że nie do końca rozwiązują problem zaczepiania przez ludzi, to odcięcie się od zewnętrznych bodźców jest niezmiernie przyjemne.


Co śmieszniejsze, nie odczuwam tego problemu tak bardzo, gdy ktoś mi towarzyszy. Pewnie dlatego, że wtedy skupiam się na tej osobie.


Ostatnio stwierdziłem, że jednak w ten sposób wiele tracę i próbuję przezwyciężyć swój dyskomfort po prostu nie nosząc słuchawek. Jasne, bardzo szybko przypomniałem sobie, dlaczego zacząłem je nosić - chociażby słysząc, jak mocno pijany mężczyzna w autobusie bełkocze do siebie - momentalnie się zestresowałem i źle czułem przez całą podróż.


Z drugiej strony w pociągu usłyszałem bardzo miłą rozmowę pomiędzy starszym panem, który po raz pierwszy od czterdziestu ośmiu lat wybrał się w podróż koleją, a absolwentką intrygującego kierunku studiów. Wiem, że nieładnie tak podsłuchiwać, ale nie było to trudne w prawie pustym wagonie. Cieszę się, że byłem jej świadkiem, mimo że to nie było nic wyjątkowego. Już tak mam, że czasem zachwycam się zupełnie prozaicznymi rzeczami.


To doprowadziło mnie do w sumie oczywistej konkluzji: chcąc uniknąć złych rzeczy, często można stracić szansę na doświadczenie dobrych.


#rozkminy #przemyslenia

Kup sobie potężne ochronniki słuchu jakbyś pracował na lotnisku, powinny załatwić problem z głośnością i zaczepiania przez ludzi. U mnie większym problemem od głośności jest ilość głosów, zjebany mózg próbuje je wszystkie wyłapac i zrozumieć.

Zaloguj się aby komentować

„Ready or Not”


W ostatnich 30 dniach „Ready or Not” na Steamie otrzymało 31 tysięcy recenzji, z czego tylko 25% jest pozytywnych.


Jakieś 7750 z około 31000 wystawionych.


Dlaczego?


Przez kontrowersyjną decyzję twórców o wprowadzeniu cenzury w celu spełnienia warunków postawionych przez Sony (znowu oni...) i/lub Microsoft, by gra mogła pojawić się na konsolach.


Chciałbym tylko zaznaczyć, że mowa o grze przeznaczonej dla osób pełnoletnich. Wprowadzanie jakiejkolwiek cenzury w tytule poruszającym trudne tematy (na przykład handel ludźmi, podawanie narkotyków nieletnim, dziecięca pornografia, zmuszanie do udziału w filmach erotycznych et cetera) jest co najmniej dziwne. Mimo to rozumiem decyzję - twórcy chcieli wprowadzić swój produkt na kolejny rynek zbytu. Szkoda tylko, że tym samym pokazali, że dotychczasowych klientów/graczy mają po prostu gdzieś. W końcu ci już kupili grę, pieniądze zostały od nich wyciągnięte, więc po co się nimi przejmować?


Jeszcze jakby istniała możliwość zainstalowania wersji sprzed tego patcha. Ale nie - zostałem, tak jak wielu graczy, pozbawiony możliwości zagrania w grę, którą kupiłem ponad rok temu.


To kolejny dobitny dowód na to, że gracze nie są właścicielami gier.


Jak nie wyłączanie oficjalnych serwerów bez umożliwienia postawienia własnego, to wprowadzanie zmian, których gracze (albo tylko ja) po prostu nie chcieli. Na przykład w „Helldivers 2” (sławny wrześniowy patch, który znacząco ułatwił rozgrywkę), w „Squadzie” (zmiana mechaniki strzelania, dla mnie na duży plus, ale wiele osób ubolewa) czy teraz w „Ready or Not”.


Tym bardziej zniechęca mnie to do kupowania gier na premierę (które często bywają zabugowane, źle zoptymalizowane bądź nawet niekompletne), a co dopiero tytułów, które twórcy chcą rozwijać przez lata, czy to w formie wczesnego dostępu czy jako live-service.


Na szczęście nikt do tego nie zmusza.


#gry #steam #readyornot

75114196-64ed-4c79-a8be-ace67f9ecc17

@SuperSzturmowiec


Coraz częściej odnoszę wrażenie, że piractwo jest odpowiedzią na wszelkie problemy. Taki streaming chociażby - zostanie usunięty serial, który nigdzie nie jest dostępny (na przykład „Wychowane przez wilki”)? Proszę, możesz pobrać nielegalną wersję.

@cyberpunkowy_neuromantyk Przecież to jest skrajny kretynyzm. Niech przygotują osobną wersje dla konsol i spoko. Niech się konsolowcy wkurzają, że na ich sprzęcie gra jest okrojona. Po cholerę ruszają wersje pecetową?

@cyberpunkowy_neuromantyk Na zatoce na pewno będzie wersja sprzed patcha Bez kitu kupowanie gier to teraz trochę rosyjska ruletka bo zapłacisz za coś a potem może Ci zmienią, może usuną, a może zaraz będą rozdawać za free. Chciwość korporacji nie zna granic.

Zaloguj się aby komentować

1137 + 1 = 1138


Tytuł: Invincible 9

Autor: Robert Kirkman, Ryan Ottley

Tłumaczka: Agata Cieślak

Kategoria: komiks

Wydawnictwo: Egmont Polska

Format: książka papierowa

ISBN: 9788328198531

Ocena: 7/10


Zacznę od tego, że żałuję, iż wątek Niezwyciężonego pozbawionego superbohaterskich mocy nie został pociągnięty dłużej. Myślę, że to byłoby ciekawe, móc wejść w psychikę postaci, która do tej pory była, no cóż, niezwyciężona, i nagle przestała nią być - nie jest supersilna, tylko zwyczajnie silna jak młody mężczyzna, więc do przeniesienia kanapy potrzebuje dodatkowej osoby. Nie jest superszybka, więc na zakupy musi pojechać komunikacją zbiorową albo samochodem, co wiąże się z korkami. To drugie akurat trochę nadrobiła Atom Eve, która również niejako została pozbawiona możliwości używania swoich mocy. 


A tak to ciąg dalszy tego samego, tyle że więcej: Niezwyciężony podejmuje decyzje, które w jego mniemaniu są słuszne, a gdy okazuje się, że wcale tak nie jest (ponieważ został oszukany bądź źle ocenił sytuację), to łapie ogromnego doła i zaczyna wątpić w samego siebie, w to, czy powinien być dalej superbohaterem et cetera. To jak najbardziej jest ciekawe zagadnienie, jednakże powtarzane w praktycznie każdym tomie... Z drugiej strony rozumiem rozterki głównego bohatera - sam często wątpię, czy to, co robię hobbystycznie, ma jakikolwiek sens. Jednak na Niezwyciężonym ciąży o wiele większa odpowiedzialność, gdy przez jedną taką „pomyłkę” mogą zginąć setki tysięcy czy nawet miliony osób. 


Powraca też jeden ze starych (nie)przyjaciół. Doszedłem do wniosku, że superbohaterowie nie powinni zakładać rodzin, które zawsze stanowią ich słabe punkty. Jeśli nie możesz pokonać superbohatera, zagroź jego bliskim. To z kolei doprowadza mnie do innej konkluzji - superbohaterowie powinni zabijać superłotrów. Gdy widzę, że superzłoczyńca kolejny raz wydostaje się z więzienia i atakuje ludzi, dochodzi do kolejnej walki pomiędzy łotrem a bohaterem, w trakcie której cierpią miasta i ich mieszkańcy, to jestem zdania, że herosi powinni doprowadzać sprawy do końca. Może byłoby to dobitną przestrogą, że nie ma co zadzierać z superbohaterami, gdy najpewniej skończy się to śmiercią, a nie zamknięciem w więzieniu, z którego prędzej czy później uda się uciec. 


Spodobała mi się drobna sugestia ze strony autora, w jednej scenie, zapowiadająca kolejną interesującą mnie historię. Na tyle interesującą, że po skończeniu tego tomu zacząłem czytać kolejny. 


I szczęśliwie wątek, który zajął połowę poprzedniego tomu i który niemożebnie mnie wynudził, nie został wyjaśniony/wprowadzony na marne. 


Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz


#bookmeter #ksiazki #komiksy #czytajzhejto #hejtoczyta #fantastyka

879cead5-2d88-43f5-8f41-1ab502f9707c

@cyberpunkowy_neuromantyk

To z kolei doprowadza mnie do innej konkluzji - superbohaterowie powinni zabijać superłotrów. Gdy widzę, że superzłoczyńca kolejny raz wydostaje się z więzienia i atakuje ludzi, dochodzi do kolejnej walki pomiędzy łotrem a bohaterem, w trakcie której cierpią miasta i ich mieszkańcy, to jestem zdania, że herosi powinni doprowadzać sprawy do końca.

Polecam komiks "Batman: Under the Hood" lub film animowany "Batman: Under the Red Hood". Trochę zahacza on ten temat.


edit: Jak nie chce ci się czytać albo oglądać to mogę poszukać na YT fragmentu z najważniejszym dialogiem.

Zaloguj się aby komentować

Nowa Fantastyka 08/2025


„Do sprzedaży trafił sierpniowy numer "Nowej Fantastyki". W tym wakacyjnym wydaniu, z okazji niedawnej premiery nowego filmu o Człowieku ze Stali, przeczytacie fascynującą historię, jak w 1946 roku Superman przyczynił się do klęski zbrodniczego Ku Klux Klanu. Przyjrzymy się też anime "Władca Pierścieni: Wojna Rohirrimów" i temu, jak od czasu premiery trylogii Petera Jacksona zmieniło się postrzeganie twórczości J.R.R. Tolkiena. W tym numerze świętujemy też 35-lecie zaprzyjaźnionego z nami wydawnictwa Rebis, które dosłownie od pierwszego opublikowanego przez siebie tytułu było związane z fantastyką - z tej okazji przeczytanie u nas wywiad z prezesem Tomaszem Szponderem. Drugą rozmowę w tym numerze przeprowadziliśmy z ukraińską pisarką Natalią Matoliniec.


W dziale prozy mamy dla Was aż osiem opowiadań - pięć polskich i trzy zagraniczne - a wśród ich autorów m.in. Wojciech Szyda i Andrzej Miszczak. Przy okazji możemy już teraz uchylić rąbka tajemnicy: za miesiąc zaprezentujemy Wam najnowsze opowiadanie tegorocznej laureatki Nagrody Zajdla, Aleksandry Janusz!


Ponadto w numerze znajdziecie tradycyjnie pokaźną porcję felietonów, trzecie spotkanie z nietypowym superbohaterem Ćmą oraz recenzje książek, komiksów i filmu.


"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej tradycyjnie promocja z prezentem książkowym - tym razem do wyboru "Misery" Stephena Kinga lub "Do jasnej Anielki! Balkony i demony" Sylwii Dec.


NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.

Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:

https://www.gildia.pl/nf.html


E-wydanie, które również możecie zaprenumerować, na platformie Nexto:

https://www.nexto.pl/e-prasa/nowa_fantastyka_p1204368.xml


NF w Legimi:

https://www.legimi.pl/katalog/?searchphrase=nowa%20fantastyka&sort=score


Bądźcie z nami!”


#ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta #fantasy #sciencefiction #fantastyka

9ecc109e-04f4-4eb1-a912-8add19998813

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

495 + 1 = 496


Tytuł: F1: Film

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Dramat / Sportowy

Reżyseria: Joseph Kosinski

Czas trwania: 2h 35m

Ocena: 8/10


Początkowo nie byłem zachwycony wizją obejrzenia filmu o bogatych kierowcach jeżdżących w kółko - nigdy nie byłem fanem wyścigów, tym bardziej F1, jednakże dałem się namówić na seans.


I z kina wyszedłem bardzo zadowolony.


Spodziewałem się dosyć sztampowej historii o podstarzałej, niedoszłej legendzie F1, która po latach wraca, by w końcu wygrać pierwszy w życiu wyścig. Spodziewałem się, że początkowo nie będzie radził sobie zbyt dobrze, że wszyscy uznają go za porażkę, ale ten nie podda się i w finałowym wyścigu pokaże, że się mylili. Z radością dowiedziałem się, że bardzo się myliłem i fabuła często mnie zaskakiwała, co uważam za ogromny plus. Na tyle często, że we wspomnianym już finałowym wyścigu do samego końca byłem trzymany w niepewności - a najlepsze jest to, że żaden z przewidywanych przeze mnie scenariuszy się nie wydarzył. 


Brad Pitt ponownie wcielił się w szelmę - nie do końca gra czysto, jest bardzo arogancki i pewny siebie, a różne brudne zagrywki najczęściej uchodzą mu na sucho. I przyznam, że uwielbiam go w takiej kreacji, a odgrywany przez niego główny bohater mocno błyszczał.


Mocno błyszczały także ujęcia z wyścigów. Mimo że nie przepadam za rajdami, świetnie oglądało mi się zmagania kierowców - głównie dlatego, że z całych wyścigów zostały wyciągnięte najciekawsze fragmenty. Trochę mi to przypomina zestawiania najlepszych akcji z meczów NBA rozgrywanych danego wieczoru.


Niestety, przez nacisk położony na wyścigach ucierpiało przedstawienie relacji pomiędzy postaciami - weteranem a wschodzącą gwiazdą, aroganckim weteranem a sztabem profesjonalistów, Pittem a Kerry Condon. Tylko czy to było niezbędne w tego rodzaju filmu? Niekoniecznie - i tak zadziwiająco świetnie się bawiłem.


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto #film

38c2d1a4-4b99-4814-b7ed-26953b9a68a2

Zaloguj się aby komentować

Zaloguj się aby komentować

Nowa Fantastyka 07/2025


„Do dystrybucji trafił lipcowy numer "Nowej Fantastyki". Jego okładkę zdobi "Schodkowo" - namalowany specjalnie dla nas, przepiękny obraz Rocha Urbaniaka inspirowany twórczością M.C. Eschera i sygnalizujący temat tego wydania: fantastyczną architekturę.


Znajdziecie ten motyw zarówno w publicystyce (w artykułach o wybitnym artyście komiksowym Andreasie, o "Niewidzialnych miastach" Italo Calvino oraz o transatlantyckim tunelu z lamusa), jak w dziale opowiadań (w "Odległych pokojach" Natalii Matoliniec i w "Siostrze Maddelenie" Ralpha Adamsa Crama).


Ale na architekturze oczywiście nie poprzestajemy, ponieważ w lipcu przypada również 40. rocznica śmierci wybitnego polskiego twórcy socjologicznej SF, Janusza A. Zajdla, którego imię nosi najważniejsza nagroda fantastyczna w kraju - o nim również przeczytacie w tym wydaniu. Ponadto mamy dla Was wywiad ze znakomitym, niezwykle oryginalnym pisarzem Stuartem Turtonem, kolejne spotkanie z Lilem i Putem, a także felietony i recenzje oraz kolejne sześć opowiadań oprócz wspomnianych wyżej tekstów, w tym nowość od Laviego Tidhara.


"Nową Fantastykę" możecie kupić w szanujących się kioskach i empikach, a także w księgarni stacjonarnej wydawnictwa Prószyński i S-ka przy ul. Rzymowskiego 28 w Warszawie. Niezmiennie najbardziej korzystną opcją kupna jest roczna prenumerata, którą możecie znaleźć w Gildii - towarzyszy jej tradycyjnie promocja z prezentem książkowym - tym razem do wyboru nowe wydanie "Misery" lub humorystyczne urban fantasy "Do Jasnej Anielki! Balkony i demony".


NF jest też dostępna w Nexto oraz Legimi - w formatach czytnikowych epub i mobi oraz w pdf.


Prenumeratę "Nowej Fantastyki" znajdziecie pod tym adresem internetowym:

https://gildia.pl/nf.html


E-wydanie, które również możecie zaprenumerować, na platformie Nexto:

https://www.nexto.pl/e-prasa/nowa\_fantastyka\_p1204368.xml


NF w Legimi:

https://www.legimi.pl/katalog/?searchphrase=nowa%20fantastyka&sort=score


Bądźcie z nami!”


#ksiazki #czytajzhejto #hejtoczyta #fantasy #fantastyka

300d67a3-f3df-49eb-975b-b31424163ade

Po latach odkryłem, że powieści skracali. Moi idole sięgnęli bruku...


A poza tym gdzieś miałem szereg najlepszych numerów:

- tematyczny z Conanem

- tematyczny z RPG

- te z powieściami Colina Kappa, Alfreda Bestera, Harry'ego Harrisona.


Zaloguj się aby komentować

488 + 1 = 489


Tytuł: Warfare

Rok produkcji: 2025

Kategoria: Akcja / Dramat / Wojenny

Reżyseria: Alex Garland / Ray Mendoza

Czas trwania: 1h 35 min

Ocena: 8/10


Jeden z moich ulubionych reżyserów nakręcił film wojenny? Zdecydowanie musiałem to obejrzeć. Tym bardziej, że współreżyserem jest Ray Mendoza, na którego doświadczeniach została oparta opowieść. 


I to widać – nie jest to kolejny wypełniony efektami specjalnymi film o dzielnych Amerykanach pokroju „Szeregowca Ryana” (który bardzo uwielbiam, żeby nie było). Zamiast tego otrzymujemy historię bardzo klaustrofobiczną (bo przez większość filmu dziejącą się praktycznie w obrębie jednego domu), bardzo realistyczną i skromną, stanowiącą zaledwie wycinek z całej operacji przeprowadzonej przez Stany Zjednoczone. 


Jednym z zarzutów, który często widziałem, jest zachowanie żołnierzy, którzy rzekomo nie zachowują się tak, jak na żołnierzy przystało. Myślę, że winą jest dehumanizowanie żołnierzy, którym w trakcie szkolenia odbiera się prawo do odczuwania trudnych emocji: strachu, żalu czy tym bardziej współczucia. Mają się stać maszynami do zabijania, nie kwestionującymi rozkazów i polegającymi na wyuczonych odruchach. Widzisz wroga = strzelasz bez zastanawiania się, czy to słuszne. 


Wątpię, żeby nawet najtrudniejsze szkolenie było w stanie przygotować człowieka na piekło wojny. Bo czy da się przeszkolić żołnierza, żeby nie przejął się, gdy członkowi jego oddziału urwie nogi w wybuchu IED? Nie bez powodu wielu weteranów po powrocie z misji/wojny ma problemy czy cierpi na stres pourazowy. Wielu sobie z nimi nie radzi. 


Nie chcę podawać w wątpliwość w realizmu, ponieważ nigdy nie byłem na wojnie i nigdy nie brałem udziału w wymianie ognia (nie licząc jednej rozgrywki ASG, w której odgrywałem cywila, ale nie ma co porównywać plastikowych kulek do ostrej amunicji). Nie wiem też, jak zachowałbym się w takiej sytuacji, dlatego wierzę na słowo panie Mendozie, który przeżył to na własnej skórze. Łatwo jest twierdzić z bezpiecznej pozycji na wygodnej kanapie, że to „cipy, a nie żołnierze”. Tylko że żołnierz to wciąż człowiek. 


Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app


#filmmeter #filmy #ogladajzhejto

ba028786-c776-4a80-83f6-a343fcd9f8d2

@cyberpunkowy_neuromantyk ku⁎⁎⁎⁎ko pozytywnie mnie ten film zaskoczył. Ostatnio odświeżyłem sobie "Ocalony" również na faktach. Film w Wahlberg'iem też jest o nieudanej akcji ale postawione jest na walkę.

@cyberpunkowy_neuromantyk Film w miarę ok. 8/10 to przesada. Nie trawię za to tego gościa z plakatu. Oglądałem z nim co najmniej dwa filmy i na obu grał totalną p#zdę. Tu gra żołnierza a i tak tylko kojarzy mi się z tamtymi rolami, bo wygląda jak upośledzony (bez obrazy dla naprawdę upośledzonych).

Zaloguj się aby komentować