Mam pytanie do ekspertów - w jaki sposób mogły pojawić się białe odbarwienia na ścianie w miejscach, w których są poprowadzone kable? Ściana malowana 5 lat temu, wcześniej nałożony grunt i podkład, farba Dekoral, zwykła akrylowa, nie rozcieńczana wodą, chyba 3 warstwy poszły.
Tata wspominał, że w starym budownictwie mogło się dziać coś podobnego, z tym, ze ściana raczej ciemniała w miejscach, gdzie biegły kable, a tu jest już praktycznie biała i blok z 2007. Do gniazdka sporadycznie podłączany jest odkurzacz, a włącznik jest do pojedynczej żarówki energooszczędnej.
Jak się uchronić przed czymś takim przy kolejnym malowaniu? Inny typ farby? Tapeta odpada, bo ją właśnie zdzierałem w tym pokoju, żeby pomalować
@Piechur za cienka warstwa tynku, przewody nagrzewają ścianę i farba się wygrzewa nadmiernie szybko rozwiązaniem jest pogłębienie przewodów lub pomalowanie ściany na biało
W #piechurwedruje kontynuacja opisów Dolinek Krakowskich
---------
Miejsce: Dolina Aleksandrowicka (Garb Tenczyński)
Data: 14 lipca 2024 (niedziela)
Staty: 3km, 1h10, 125m przewyższeń
To był pierwszy spacer solo z moimi dziewczynkami - szukałem czegoś krótkiego, na wypadek, gdyby były problemy i trzeba było szybciej wracać. Dolina Aleksandrowicka, która znajduje się niedaleko Balic, okazała się być do tego idealna.
Dookoła niej prowadzi ścieżka spacerowo-edukacyjna, którą można zacząć ze sporego parkingu, na którym dostępne są dodatkowo wiaty z ławami i stołami. My rozpoczęliśmy marsz od strony wschodniej. Ścieżka prowadziła obok stadionu Klubu Sportowego Topór i jej początkowy fragment był słabo widoczny i zarośnięty, także oprócz jednej młodej na plecach drugą miałem na rękach, żeby nie poparzyły ją pokrzywy.
W lesie dróżka była już dobrze widoczna. Okazało się, że była to droga krzyżowa, także na tym niedługim fragmencie minęliśmy krzyż i chyba jeszcze jakieś małe kapliczki nadrzewne. Dość szybko wyszliśmy z lasku i przechodząc przez drogę udaliśmy się wzdłuż niezbyt ładnie wyglądającego zbiornika wodnego do kolejnego wejścia do lasu, przy którym było niestety trochę śmieci.
Ostatecznie spacer był jednak przyjemny - zobaczyliśmy oznaczone na mapach mrowisko, małą polankę, a także clou programu, czyli skałę Krzywy Sąd, na której znajdował się punkt widokowy.
Obydwie dziewczynki zniosły tę trasę bez problemu. Było krótko, po drodze znajdowały się atrakcje do pokazania, także obyło się bez większych narzekań. Minusem tej Dolinki jest wspomniana wcześniej bliskość Balic, bo słychać każdy przelatujący samolot. Na szybki spacer jest jednak jak znalazł.
Nauczycielka historii sztuki dostaje posadę na renomowanej uczelni dla dziewcząt z wyższych sfer. Poza zrozumieniem sztuki będzie ich również uczyć, że świat nie kończy się jedynie na zdobyciu męża i założeniu rodziny.
Jak widać z powyższego opisu, jest to film niezwykle szkodliwy, zawierający treści buntownicze i podważające prawidłowy oraz zdrowy społecznie system wartości, przez co powinien trafić na listę obrazów zakazanych. A tak na poważnie, to jest w porządku. Posiada wiele cech standardowych filmów o nauczycielu, który dostaje pod opiekę trudną młodzież i chce do niej dotrzeć, z tą różnicą, że zamiast młodych gangsterów mamy klasę pełną wyniosłych dziewcząt z dobrze sytuowanych rodzin. Nie oznacza to jednak, że praca z nimi jest łatwiejsza, a wręcz przeciwnie. W tym miejscu muszę wspomnieć świetną Kirsten Dunst, która w tak cudowny sposób zagrała swoją postać, że miałem ochotę ją udusić ilekroć się odezwała. Poza tym jest tu dużo rozbudowanych postaci o zdywersyfikowanych historiach, masa najróżniejszych charakterów i przede wszystkim opowieść o odnajdywaniu siebie - i odwadze związanej z byciem sobą. Podobało mi się, że mimo jasnego przekazu film nie pozostawił bez głosu drugiej strony. Ostatecznie zabrakło mi jednak jakiegoś składnika, czegoś, co pozwoliłoby mi się bardziej zaangażować, bo oglądałem ten obraz bez większych emocji czy rozmyślań. Polecam osobom lubiącym opowiadania obyczajowe.
W #piechuroglada podwójna dawka Nica Cage'a - i to w jednym filmie! Zapraszam
----------
Tytuł: The Unbearable Weight Of Massive Talent
Reżyseria: Tom Gormican
Moja ocena: 3/5
Nicolas Cage, filmowa gwiazda borykająca się z problemami finansowymi, decyduje się na przyjęcie zaproszenia od tajemniczego milionera, który na terenie swojej okazałej posiadłości będzie chciał nakłonić go do udziału w swoim filmie.
Całkiem spoko komedia. Egocentryczny, ekscentryczny, narcystyczny i szalony Nic Cage kłóci się z odmłodzoną wersją samego siebie. Jest nawet zabawnie, czasem może zbyt na siłę. O dziwo z duetu Pedro Pascal i Nicolas Cage to ten drugi wypada normalniej. Zabawa w kotka i myszkę oraz ciągła gra pozorów jest podstawą tego obrazu i zajmuje pierwszy i drugi akt, trzeci jest już tylko typową rozwałką z humorystycznymi elementami. Ogólniej nie było źle. Polecam na niezobowiązujący wieczór filmowy, który bez większego żalu można zakończyć wcześniej.
Nie chcę się chwalić, ale się pochwalę: zrobiłem tak za⁎⁎⁎⁎stą kartkówkę, że nawet moja żona, która zazwyczaj nie je mięsa, brała dokładkę Przepis w komentarzu jakby ktoś chciał skorzystać.
Tez macie u siebie takie pudełeczko na gumki recepturki? Raz na ruski rok się przydadzą jak się wyrwie gniazdko ze ściany, poza tym nie wiem po jaki ciul to trzymam ¯\_(ツ)_/¯
Używam naokrągło w kuchni i wiecznie mi ich brakuje. Jak otwieram makaron czy cokolwiek i nie zużywam całego to związuję gumką, większość otwartych rzeczy w opakowaniach mam z gumką
@Piechur ostatnio pospinałem wszystkie wolne kable - tak, trzymam 6 kabli micro-USB, bo #przydasie . I szuflada wygląda prawie jakby tam był porządek. Za to gumki prawie wszystkie poszły
Piękne melodie na dobry początek dnia. Moja mama zasłuchiwała się w tej płycie, gdy byłem nastolatkiem, i uważałem to wtedy za obciach. Człowiek chyba jednak mądrzeje z wiekiem.
Co roku, gdy kończy się sezon zimowy i gruba kurtka ląduje w szafie, wsadzam w jedną z jej mniejszych kieszonek mały pieniążek. W ciągu roku oczywiście o tym zapominam, i kiedy znów przychodzi czas, żeby ją założyć, po kilku dniach lub tygodniach odnajduję ten prezent od siebie z przeszłości. Mała głupota, a cieszy ʕ•ᴥ•ʔ
Nikt nie czekał, ale i tak wracamy: #piechurwedruje wznawia nieregularne nadawanie. W tej edycji krótkie notki dotyczące kilku Dolinek Krakowskich - zapraszam
---------
Miejsce: Dolina Racławki (Wyżyna Olkuska)
Data: 13 lipca 2024 (sobota)
Staty: 5km, 2h10, 115m przewyższeń
Na północ od Krakowa znajduje się kilka wąwozów otoczonych wapiennymi skałami, przez które poprowadzone są ścieżki, często znakowane szlakami turystycznymi. Razem tworzą one Park Krajobrazowy Dolinek Krakowskich. Poza tym, że są to bardzo przyjemne miejsca do spacerowania, to w wiele z nich oferuje fajne warunki dla amatorów wspinaczki skałkowej.
Do Doliny Racławki wchodziliśmy od miejscowości Dubie. Na miejscu był średniej wielkości darmowy parking, także nie było problemu z zostawieniem samochodu. Plan był taki, żeby iść tak długo, aż narzekanie Myszy stanie się nie do wytrzymania - aby stało się to jak najpóźniej, w pogotowiu mieliśmy przygotowane żelki.
Jeśli chodzi o wrażenia z tego spaceru, to mi podobało się bardzo. Idąc z parkingu szybko weszliśmy w piękny, gęsty, zielony las. Wzdłuż ścieżki płynął potok Racławka, którego przekroczyliśmy w dwóch miejscach przechodząc przez drewniane mostki. Ilość przewyższeń była minimalna, także na spacer z małym dzieckiem trasa nadawała się idealnie.
W pewnym momencie ścieżka zaczęła się bardziej wznosić, a pomiędzy drzewami można było dostrzec wysokie wapienne skały. W wielu miejscach trzeba było przekraczać zwalone drzewa, ponieważ w dniach poprzedzających naszą małą wycieczkę szalały burze. I tu okazało się, że na trasie pracowali już panowie zajmujący się usuwaniem powalonych pni - jak inni spacerowicze musieliśmy zawrócić i nie doszliśmy nawet do źródła Bażanta.
W drodze powrotnej postanowiłem jeszcze pójść do oznaczonego na mapie Łomu Pisarskiego, czyli nieczynnego kamieniołomu, w którym - według informacji z Wikipedii - można zaobserwować uskok hercyński. Podejście było krótkie, ale strome i śliskie; z jedną młodą na brzuchu, a drugą trzymając za rękę, szło mi się kiepsko. Łom Pisarski widać na czwartym z zamieszczonych zdjęć - nic szałowego, ale można podejść, bo droga nie jest.
Dolinę Racławki polecam gorąco, na ten moment jest w mojej Top 3 Dolinek Krakowskich. Zwłaszcza teraz, w jesiennej szacie, musi wyglądać niesamowicie, więc jeśli ktoś tylko ma blisko, a jeszcze nie był - warto się wybrać.
Zapraszam do #piechuroglada na film dla nastolatków (i nie tylko).
----------
Tytuł: Eurotrip
Reżyseria: Alec Berg, Jeff Schaffer, David Mandel
Moja ocena: 3.5/5
Grupa przyjaciół z USA rusza w szaloną podróż po Europie celem odnalezienia korespondencyjnej przyjaciółki jednego z nich.
Komedie dla nastolatków w stylu American Pie jakoś nigdy mi nie podeszły, więc za ten film zabrałem się z dużą dozą ostrożności, ale już od początkowych scen wiedziałem, że raczej się polubimy. Ilość żartów i zabawnych sytuacji w ciągu tych pierwszych kilkunastu minut jest spora: rzucenie Scotty'ego przez dziewczynę i pozowanie do filmu, młodszy brat, impreza, cameo Matta Damona z niezwykle chwytliwą piosenką ("Scotty doesn't know!") - no, dzieje się. W późniejszej części filmu część żartów siada, część nie, ale w dalszym ciągu ogląda się przyjemnie (Amsterdam, Europa Wschodnia, "Mi scusi"). Jest tu dużo scen, które mogą rozbawić i zapadają w pamięć. Polecam obejrzeć dla poprawy humoru jako osoba, która za tego typu kinem raczej nie przepada.
Panie @Piechur to, plus "Not Other Teen Movie" wciągają komedyjki typu "American Pie" lewą dziurką od nosa.
Chociaż pierwsze trzy części American Pie lubiłem jak byłem nastolatkiem. Teraz bałbym się je obejrzeć, natomiast wyżej wymienione dwa filmy można oglądać nawet będąc w wieku, w jakim się ma konto na Hejto ;)
W #piechuroglada Pojutrze jest dzisiaj. Zapraszam!
----------
Tytuł: The Day After Tomorrow
Reżyseria: Roland Emmerich
Moja ocena: 3/5
Na podstawie pozyskanych danych klimatolog przewiduje nadejście kolejnej epoki lodowcowej w przeciągu kilkuset lat. Zmiany klimatyczne mają jednak nastąpić szybciej, niż komukolwiek się wydaje.
Ech, co można o tym filmie powiedzieć? Fabuła jest naciągnięta do granic możliwości, a żeby pchać ją do przodu bohaterowie częstą zachowują się w sposób skrajnie idiotyczny. Aktorsko jest średnio, a muzyka - szczerze, to ciężko mi coś o niej powiedzieć, bo zwyczajnie jej nie pamiętam. A jednak lubię ten obraz, bo trafia idealnie do 12-latka, który jeszcze we mnie mieszka. Katastroficzne sceny, zwłaszcza te związane z zamarzaniem, pobudzają wyobraźnię, przez co łatwiej przymknąć oko na wspomniane wcześniej wady. Polecam tym, którzy mają ochotę oglądnąć wieczorem coś niewymagającego, co można w dowolnej chwili zatrzymać bądź wyłączyć.
@Piechur Oglądałem go jako młody człowiek i niewątpliwie zapadł mi w pamięć. Powodów na to złożyło się kilka, a jednym z nich było to, że niewiele tego typu filmów katastroficznych widziałem do tamtego czasu. Z biegiem lat gatunek zapełnił się podobnymi dziełami i postanowiłem już nie wracać do "Pojutrze" by nie zatrzeć młodzieńczych wrażeń.
Dla mnie był to film przełomowy, ale teraz chyba nie poleciłbym go bardziej niż innych z tego gatunku.
@cooles Z katastroficznych zdecydowanie bardziej podobał mi się Wulkan z Tommy Lee Jonesem, ale w kategorii takich o większej skali (dotykających całej planety) ten i tak nie wypada źle, np. 2012 w mojej ocenie jest gorszy (a 5 lat młodszy).
Efekty się zestarzały, to oczywiste, ale nie jest według mnie aż tak tragicznie (przynajmniej jak oglądasz na malutkim ekranie jak ja), to co razi to fabuła i aktorstwo.
Tytuł: 火垂るの墓 (Hotaru no haka/Grobowiec Świetlików)
Reżyseria: Isao Takahata
Moja ocena: 4/5
Po utracie matki rodzeństwo próbuje przetrwać w bombardowanej przez Amerykanów Japonii, mierząc się z głodem i obojętnością ze strony dorosłych.
Bardzo ciężkie kino w przepięknej oprawie wizualnej, będącej znakiem rozpoznawczym studia Ghibli. Niezwykle smutna i przejmująca opowieść o strasznych czasach, dziecięcej niewinności, trudnych decyzjach oraz okropności wojny. Przytłaczająca i melancholijna historia, w której brak jest szczęśliwego zakończenia, o czym jako widzowie wiemy od samego początku - nieuchronność tego, co ma nastąpić, potęguje uczucie bezsilności i beznadziei, a także okropnego żalu. Bo mimo, że jest to film animowany, to przedstawione w nim sytuacje na pewno miały i wciąż mają miejsce. Od strony technicznej ten obraz to majstersztyk: trudno nie zachwycić się przepięknymi i dokładnymi tłami, a także subtelną animacją postaci, w której każdy najdrobniejszy ruch jest dobrze przemyślany. Mnóstwo kadrów robi piorunujące wrażenie i zapada w pamięć. Polecam wszystkim, którzy są gotowi na potężną dawkę przytłaczającego smutku.